WAŻNE INFO:

Obiecuję, jak najszybciej odpowiedzieć na wasze wszystkie komentarze i skomentować blogi, które czytam :D.

KOMENTUJCIE, bo to bardzo motywuje XD.

piątek, 30 grudnia 2016

Black Heart - Rozdział 8

Sebastian Michaelis


Tego dnia mój Pan zamierzał wcielić w życie swój durny plan. Na nic zdały się moje argumenty, że to szalenie niebezpieczne rozwiązanie. Niestety, jak czynił to poprzednio już wielokrotnie, tym razem także się mnie nie posłuchał. Z szyderczym uśmiechem stwierdził:
- Czyżby piekielnie dobry kamerdyner cierpiał na zaniki pamięci? Przecież wydałem ci już stosowny rozkaz.
- Tak, Panie.
- Więc daruj sobie to próżne gadanie. Chyba, że chcesz mi się sprzeciwić? - zmrużył oczy.
- Gdzieżbym śmiał, Panie. Po prostu martwię się o twoje bezpieczeństwo.
- Uważaj, bo jeszcze ci uwierzę, przeklęty demonie.

czwartek, 29 grudnia 2016

Umowa - Rozdział 24 (Sho)

Sho


Był jeszcze wczesny ranek i promienie wschodzącego słońca oświetlały moją sypialnię. 

Przypomniało mi się, jak kilka lat temu szukałem nowego domu. Jego wyposażenie, lokalizacja czy wystrój nie miały wówczas większego znaczenia. Wybrałem akurat to mieszkanie, bo jego okna wychodziły wprost na morze oraz jednocześnie na wschód. Dzięki temu każdego ranka mogłem obserwować, jak świat budził się powoli do życia. 

wtorek, 27 grudnia 2016

Umowa - Rozdział 23 (Sho)

SHO 


Przeszłość...

Poczułem jego palce na moich nagich plecach. Delikatnie dotykał powoli gojących się ran.

- Nie dotykaj mnie... Nie dotykaj... - Powtarzałem sobie w duchu. Wiedziałem, że nie mogłem powiedzieć tego na głos, bo spotkałaby mnie kolejna, jak to on nazywał, kara. 

Nie rozumiałem za co, ciągle mnie karał. Przecież byłem grzeczny... 

Uśmiechnął się do mnie złośliwie i zmrużył oczy. 

niedziela, 25 grudnia 2016

Pasja - Rozdział 1


Nudziłem się coraz bardziej. Na szczęście do końca dnia został już tylko jeden wykład. Siedziałem w przedostatnim rzędzie sali wykładowej. Po zajęciach miałem trochę wolnego czasu i postanowiłem wślizgnąć się do sali, gdzie stał fortepian. Kiedyś uczyłem się grać, ale potem... Nieważne... Gdy tylko mogłem siadałem przy instrumencie i grałem, a przynajmniej starałem się grać. 

sobota, 24 grudnia 2016

Umowa - Rozdział 22 (Aki)

AKI

Święta - część II

Klęczałem w salonie tuż obok zapalonej choinki.  Nie podnosiłem głowy i czekałem na wejście mojego Pana. Gdy wszedł do pokoju, usłyszałem jak głośno wciągnął powietrze. Uśmiechnąłem się nieznacznie do siebie, ale nadal trwałem w tej pozycji. Ubrany byłem w seksowny gorset i stringi w czerwono-czarnych barwach. Na nogach miałem czarne kabaretki. Na szyi zawiązałem czerwoną kokardę. Miałem nadzieję, że spodoba mu się taki nietypowy świąteczny prezent. Dziś ja miałem być jego prezentem.

Umowa - Rozdział 21 (Nataniel)

NATANIEL

Wigilia - cześć II

Było już dobrze po północy, a ja nadal nie spałem. Siedziałem na kanapie w salonie. Opatuliłem się szczelniej kocem i bezmyślnie patrzyłem przed siebie. Otaczający mnie mrok rozświetlały tylko zapalone kolorowe lampki choinkowe. Było mi bardzo źle, bo jeszcze nigdy nie obchodziłem tak smutnych świąt, jak teraz. Moja mama była w szpitalu, a ja siedziałem w mieszkaniu obcego faceta. Jaki ja byłem głupi, że myślałem, że ucieszy go mój prezent. Chciałem podarować mu prawdziwe Święta z choinką, uroczystą kolacją i upominkiem. Nie udało się...

czwartek, 22 grudnia 2016

Umowa - Rozdział 20 (Aki)

AKI

Święta - część I

W całym moim domu rozbrzmiewały głośnie śmiechy zaproszonych gości. Wydawać się by mogło, że jesteśmy jedną wielką kochającą się rodziną. Może i byliśmy, ale ja przez całe życie czułem, że tutaj nie pasowałem. Czułem się tak, jakbym był w całkiem obcym świecie. Ciągle miałem wrażenie, że podświadomość uparcie chciała coś mi przekazać. Ale im więcej nad tym wszystkim rozmyślałem, tym mniej rozumiałem.

środa, 21 grudnia 2016

Umowa - Rozdział 19 (Nataniel)

NATANIEL

Wigilia - Część I


Miałem coraz większą nadzieję, że wszystko jakoś się ułoży. Zaczęliśmy już w miarę normalnie rozmawiać i czasem wspólnie oglądaliśmy jakieś filmy. W sumie to ja siadałem przed telewizorem około 22 i włączałem cokolwiek, żeby chociaż na chwilę się odstresować. Stało się to nawet swoistym rytuałem, że siadał obok mnie i patrzyliśmy w ciszy na przesuwające się obrazy na ekranie. Około 23 wyganiał mnie spać, bo uważał, że powinienem być wypoczęty następnego dnia, żeby móc się dalej uczyć. Faktycznie miałem mnóstwo nauki, bo załatwił mi powrót na studia. Musiałem tylko zdać wszystkie semestralne egzaminy. Od kilku dni miałem laptopa i praktycznie całe dnie spędzałem albo przed nim, albo w bibliotece. Miałem sporo zaległego materiału do opanowania, więc każdą wolną chwilę poświęcałem na naukę. Sho jak wracał do domu, zmuszał mnie do zrobienia sobie przerwy. Nie kochaliśmy się, tylko gadaliśmy. Tak naprawdę to głównie ja mówiłem. Czułem, że zaczynam się otwierać przed nim coraz bardziej. Coraz bardziej utwierdzałem się w przekonaniu, że był całkiem normalnym facetem, nie licząc oczywiście jego dziwnych seksualnych upodobań i wrednego zachowania, które czasami brało nad nim górę. Chyba powoli się do tego przyzwyczajałem.

wtorek, 20 grudnia 2016

Głos - Rozdział 3


Gdyby nie nieznajomy chłopak, to nawet nie wiedziałbym, że mijają kolejne dni. Miałem zaburzony rytm upływającego czasu. Nadal nie mogłem odnaleźć się w otaczających mnie ciemnościach. Przyzwyczaiłem się już do tego, że każdego dnia przychodził do mnie ten dziwny chłopak. Zwykle opowiadał mi, co działo się aktualnie na świecie i w moim bezpośrednim otoczeniu. 

poniedziałek, 19 grudnia 2016

Black Heart - Rozdział 7

CIEL PHANTOMHIVE


Im większy harmider docierał do moich uszu, tym bardziej byłem wkurzony. Znów nastały Święta Bożego Narodzenia i tamta trójka tradycyjnie postanowiła udekorować rezydencję. Każdego roku przechodziłem przez to samo. Dźwięk tłuczonego szkła poniósł się głośnym echem po moim domu. 
- Sebastian - szepnąłem cicho.

sobota, 17 grudnia 2016

Umowa - Rozdział 18 (MARCO)

MARCO


Siedziałem w biurze i odwalałem czarną robotę za Sho. Zerwał się wcześniej, bo musiał pojechać na dawną uczelnie Nataniela. Wiedziałem, co planował i bardzo podobał mi się jego pomysł. Chciał, żeby Nataniel wrócił na medycynę. Wiedziałem, że miał do niego słabość. Nie podejmowałem jednak tego tematu, bo czułem, że dla Sho jest jeszcze za wcześnie, żeby o tym rozmawiać. Ostatnio ochrzaniłem go za jego kolejne durne zachowanie. Jak można mieć pretensje o to, że Nataniel rozmawiał z Akim na temat BDSM? Przecież ja sam rozmawiałem ze Sho na ten sam temat. Nie mogłem przecież prosić Akiego, żeby mi wszystko wytłumaczył. Jak ja wyglądałbym w jego oczach, gdybym przyznał się, że jestem kompletnie zielony.

czwartek, 15 grudnia 2016

Umowa - Rozdział 17 (Sho)

SHO

Znowu zbliżały się święta i wszystko tonęło w świątecznych dekoracjach. Nienawidziłem Świąt Bożego Narodzenia, bo przypominały mi o przeszłości, o której chciałem zapomnieć. Zastanawiałem się czasem, czy nie powinienem iść do psychologa, albo psychiatry. Marco usilnie mnie do tego przekonywał od dłuższego czasu. Odgoniłem od siebie tę myśl, ponieważ znów musiałbym przez to wszystko przechodzić i opowiadać lekarzowi. Nie chciałem tego robić. Wiedziałem, że tak naprawdę tylko sam siebie oszukiwałem, bo przecież prawie ciągle śniły mi się koszmary albo wpadałem w depresję. Wszystko to wywoływały moje wspomnienia, czyli to o czym nie chciałem pamiętać. 

środa, 14 grudnia 2016

Umowa - Rozdział 16 (Aki)


AKI


Kurwa mać, ale bolał mnie tyłek. Minęło już kilka dni od lania, jakie spuścił mi Marco, a dupa nadal mnie bolała. I jeszcze ten głupi materiał spodni musiał mnie obcierać. Kurwa... Chociaż na samo wspomnienie naszego ostatniego seksu, mimowolnie się uśmiechnąłem. Tak, sprowokowałem go. Byłem ciekawy, czy będzie miał odwagę mnie zlać. Miał, czego dowodem były bolące pośladki.

Umowa - Rozdział 15 (Nataniel)

NATANIEL

Został nieco ponad tydzień do świąt. Świąt, jakże innych od tych, które zwykle obchodziłem. Mama była w szpitalu, a ja mieszkałem w całkiem obcym domu. Kolejne dni były bardzo podobne jeden do drugiego. Samotne spędzanie czasu, oglądanie telewizji, sprzątanie i przede wszystkim odwiedzanie mamy - tak wyglądał mniej więcej mój codzienny harmonogram. Z Sho tak naprawdę widywałem się tylko wieczorami. Myślałem, że w ramach umowy będę musiał niemal codziennie z nim sypiać, ale tak nie było. Wspólny czas spędzaliśmy głównie na rozmowach. Wypytywał mnie o moją przeszłość, plany na przyszłość, przerwane studia, zainteresowania. Miałem wrażenie, że chciał dowiedzieć się o mnie jak najwięcej. Sam jednak o sobie bardzo mało mówił. Miałem wrażenie, że chyba starał się odgrodzić od swojej przeszłości.

poniedziałek, 12 grudnia 2016

Umowa - Rozdział 14 (Marco)



MARCO

Obudziłem się i z czułością popatrzyłem na wtulone we mnie ciało. Leżałem na plecach, a Aki tradycyjnie spał z głową ułożoną na moim ramieniu. Obejmował mnie ręką w pasie, a nogę przerzucił przez moje uda. Był taki słodki i niewinny, gdy pogrążony był jeszcze we śnie. Pogłaskałem go delikatnie po plecach i mocniej do siebie przytuliłem. Postanowiłem, że pozwolę mu jeszcze trochę pospać, chociaż miałem ochotę na małą powtórkę z wczorajszego dnia. Może nie aż tak brutalną... chciałem się z nim tylko pomiziać i popieścić. 


niedziela, 11 grudnia 2016

Głos - Rozdział 2

Obudziłem się, chyba... chociaż wokół mnie nic się nie zmieniło. Nadal otaczała mnie ciemność, tak jakby ciągle był sam środek nocy. Chyba nigdy dotąd nie doświadczyłem czegoś podobnego. Całe życie mieszkałem w mieście, w którym nawet nocą do mieszkania docierały stłumione światła ulicznych latarni. To było bardzo dziwne uczucie i coraz bardziej przerażające.

sobota, 10 grudnia 2016

Black Heart - Rozdział 6


 SEBASTIAN MICHAELIS


Gdy usłyszałem jego głos, otworzyłem drzwi i przekroczyłem próg gabinetu. Zlustrowałem wnętrze pomieszczenia i dostrzegłem, że na biurku piętrzył się stos dokumentów. Byłem pewien, że Hrabia zamierzał je jeszcze dziś wszystkie przejrzeć. Jego zwyczajem stała się już praca do późnych godzin nocnych. Doskonale wiedziałem, czym było, to spowodowane. Koszmary przez te wszystkie lata niemal noc w noc budziły go ze snu.

Muszę mu oddać, że jego umysł, jak na zwykłego śmiertelnika, nieraz mnie zaskakiwał. Jego zdolności dedukcji i przewidywania znacznie odbiegały od przeciętnych ludzkich możliwości. Muszę przyznać, że fascynowało mnie to coraz bardziej. Nawet, gdy celowo nie zdradzałem mu całej prawdy o poszczególnych zleceniach, on i tak w końcu potrafił przejrzeć moją grę. Jedynym problemem było to, że nie mogłem go nigdy okłamać. Tak brzmiał jeden z warunków naszego kontraktu. Szkoda, bo wtedy nasze wspólne życie byłoby o wiele bardziej interesujące.

piątek, 9 grudnia 2016

Umowa - Rozdział 13 (Sho)

SHO

Noc... 
Pusta droga...
Pędziłem przed siebie samochodem...
Prędkościomierz wskazywał... 130... 150... 170... 190...
Mocniej wcisnąłem pedał gazu... katowałem samochód...

Nie wróciłem dziś do domu...

Siedziałem w robocie do późna, potem wsiadłem do samochodu, wyjechałem z parkingu i pomyślałem, że to wszystko jest takie popierdolone. 

czwartek, 8 grudnia 2016

Black Heart - Rozdział 5


 PRZYBYSZ

Pośród skąpanych w mroku drzew i w bezpiecznej odległości od ludzkich siedzib, dało się słyszeć szum skrzydeł. Nawet baczny obserwator nie dostrzegłby w ciemności mrocznej postaci, która stanęła przed zrujnowanym pałacem. W ciemnościach błysnęła biel ostrych zębów i zaskrzyły się żółte ślepia. Złowieszczy śmiech przeciął panującą ciszę.

Umowa - Rozdział 12 (Aki)


AKI



Dochodziła osiemnasta, a ja stałem przed kinem i marzłem. Marco już dawno powinien tutaj być. Pewnie jak zwykle musiał zostać po godzinach, bo jego szefuńcio wlepił mu dodatkową robotę. Jak mnie to wkurzało, bo ile można słuchać: Sho to, Sho tamto i tak w kółko. Rozumiałem, że praca jest ważna i w ogóle, ale dlaczego właśnie dziś nie mógł przyjść na czas. Tyle razy mu powtarzałem, że ma być punktualnie.

środa, 7 grudnia 2016

Black Heart - Rozdział 4


CIEL PHANTOMHIVE

Nawet w jasnym świetle dnia, nawet w promieniach słonecznych, zewsząd otacza mnie ciemność. Połyskują w niej krwistoczerwone oczy i przeraźliwie białe ostre zęby tego, który kiedyś w końcu zakończy moje życie. Nie boję się tego, bo moje życie dawno już się skończyło. Każdego dnia przypomina mi o tym pentagram wypalony na moim oku. Każdego dnia przypomina mi o tym obecość demona w moim domu. Udaje on mojego sługę... wiernego kamerdynera, którego celem istnienia jest słnie swojemu panu. W rzeczywistości jest on prawdziwym złem. Świetnie potrafi maskować swoją prawdziwą naturę, bowiem nikt poza mną nie jest w stanie wyczuć mrocznej aury, która go otacza.

Black Heart - Rozdział 3


SEBASTIAN MICHAELIS

Od niepamiętnych czasów przemierzałem wszystkie światy i wymiary. Istniałem od samego początku wszechrzeczy. Widziałem i wiedziałem o wszystkim, co rozgrywało się w każdej rzeczywistości. Byłem wszechpotężnym demonem, byłem niemal równy temu, którego nienawidziłem. Poprzysięgałem mu niegdyś zemstę i cierpliwie czekałem, aż nadejdzie odpowiedni czas.


Przemierzając istniejące rzeczywistości i światy, najbardziej upodobałem sobie świat ludzi. Nie chodziło tylko o niesamowity smak ich dusz. Uwielbiałem się z nimi bawić i zwodzić z obranej przez nich drogi. Gdy zatracali się w nienawiści, okrucieństwie, rozpaczy i bólu, byli moi. Cierpliwie czekałem, aż naradzać się będą kolejne wyjątkowe jednostki. Na przestrzeni lat pojawiło się ich bardzo wielu, posiłki z ich dusz niesamowicie cieszyły moje wybredne podniebienie. Myślałem, że nikt już nigdy mnie nie zafascynuje. Myliłem się... bardzo się myliłem...

poniedziałek, 5 grudnia 2016

Black Heart - Rozdział 2


Tego dnia w posiadłości zjawili się posłańcy Królowej Anglii. Tradycyjnie nie skorzystali z głównego wejścia, tylko weszli kuchennymi drzwiami. Jak zwykle nie chcieli rzucać się w oczy i planowali zniknąć tak szybko, jak szybko się pojawili. Żadna z osób służących w Rezydencji Phantomhive nie zdziwiła się ich niespodziewanym najściem. Przez te wszystkie lata nauczyli się oni, że nie powinni się niczemu dziwić oraz że, nie należy zadawać zbędnych pytań. Żadne z nich nie mówiło tego głośno, ale każde bało się gniewu demonicznego kamerdynera. Ironia losu, była taka, że to określenie jak ulał pasowało do Sebastiana. Oczywiście nie wiedzieli oni, że Sebastian był najprawdziwszym demonem. Jednak jego idealność wydawała się im przerażająca i nieludzka. Byli wdzięczni, że Hrabia Phantomhive przygarnął ich pod swój dach. Jednak z biegiem lat zrozumieli, że nie zrobił tego bezinteresownie. Potrzebował wiernych służących, którzy pod jego nieobecność, zadbają o posiadłość. Byli mu za to dozgonnie wdzięczni i starali się wypełniać wszystkie swoje obowiązki najlepiej jak potrafili. Niestety poza umiejętnościami walki nie posiadali żadnych innych zdolności. Mey-Rin notorycznie tłukła zastawę stołową, Baldroy nieraz omal nie wysadził rezydencji w powietrze, a Finian ciągle mylił nawozy z pestycydami. Sebastian starał się zachowywać wręcz anielską cierpliwość, obserwując na starania tych... jak on sam określał... idiotów. Prawda była jednak taka, że nieraz nawiedzały go mordercze wizje, gdy patrzył na podległych mu służących. Uśmiechał się przy tym, budząc w nich ogromy strach. Wiedzieli oni, że im bardziej Sebastian się uśmiechał, tym bardziej był wkurzony.

niedziela, 4 grudnia 2016

Umowa - Rozdział 11 (Nataniel)


NATANIEL

Minął już tydzień od dnia, kiedy wybudziłem go z koszmarnego snu. Zastanawiałem się, w jaki sposób zostanę ukarany, za wejście do jego pokoju, pomimo obowiązującego zakazu. Jak dotąd nie rozmawiał ze mną na temat wydarzeń tamtej nocy. Musiał mieć dużo pracy, bo wracał bardzo późno do domu. Z tego akurat się cieszyłem, bo ewentualna kara oddalała się w czasie. Miałem nawet cichą nadzieję, że o niej zapomniał.

sobota, 3 grudnia 2016

Umowa - Rozdział 10 (Marco)



MARCO


Było już dobrze po północy, a ja ciągle siedziałem przy laptopie. Do katalogu świadczonych usług niedawno wprowadziliśmy lokalizację oprogramowania. Było to nic innego, jak tłumaczenie i dostosowanie oprogramowania do konkretnego rynku, czyli takie opracowanie zawartych w nim treści, aby naturalnie wpasowały się w przestrzeń kulturową i językową danego kraju. Niespodziewanie Sho przesłał mi do sprawdzenia jedno z ostatnich zleceń. Powiedział, że ma plany na wieczór i nie może się nim zająć. Spytałem go jak poszła mu rozmowa z Natanielem, ale nie chciał mi nic powiedzieć. Stwierdził, że nie ma czasu, a ja mam się brać do roboty. Czasem zastanawiałem się, czy aby za bardzo nie jestem przez niego wykorzystywany. Nie zdążyłem jednak mu przyciąć, bo zwyczajnie mnie olał i wyszedł z biura. Miałem nadzieję, że Nataniel mu odmówił. 

czwartek, 1 grudnia 2016

Umowa - Rozdział 9 (Sho)

SHO

Siedziałem w swoim biurze i nie potrafiłem się skupić. Myślałem o chłopaku, którego zostawiłem w swoim mieszkaniu. Gdy wszedłem rano do jego pokoju, udawał, że śpi. Nie wiem czemu odsunąłem włosy z jego twarzy. Pamiętam, że chciałem na niego popatrzeć. Zmartwiłem się widząc krwawe ślady na pościeli. Oznaczały, że przez kilka następnych dni musiałem trzymać ręce przy sobie. Miałem nadzieję, że Nataniel szybko dojdzie do siebie. Poza tym musiałem zadzwonić dzisiaj do Adama.

wtorek, 29 listopada 2016

Umowa - Rozdział 8 (Nataniel)



NATANIEL

Leżałem w obcym łóżku, w obcym pokoju, w obcym mieszkaniu. Wtuliłem twarz w poduszkę i okryłem się szczelniej kołdrą. Od wczoraj to miejsce stało się moim nowym domem. Nie czułem się tu dobrze. Wszystko tutaj było zimne i takie bezuczuciowe. Niezbędne meble stanowiły jedyne wyposażenie pokoju, w którym się teraz znajdowałem. Zero bibelotów i rzeczy, które by go ociepliły. 
- Obce... – to słowo ciągle kołatało mi w głowie. 

Po policzkach płynęły łzy. Płakałem cicho, tak, żeby mnie nie usłyszał. Nie chciałem, żeby przyszedł. Nie chciałem go dziś widzieć. Niestety były to tylko moje pobożne życzenia, które nie mogły się spełnić. Wiedziałem o tym. Przecież sam podjąłem taką decyzję. Nie było już żadnego odwrotu. Zrobiłem to dla osoby, którą kochałem najbardziej na świecie. Dla niej sprzedałbym swoją duszę nawet diabłu. I chyba wczoraj właśnie to zrobiłem.

niedziela, 27 listopada 2016

Umowa - Rozdział 7 (Aki)

AKI

Sam w domu. Znowu. Tak było zawsze. Kasa, kasa, kasa... Tylko to się dla nich liczyło. Ja byłem tylko dodatkiem. Dzieckiem, które powinni mieć. Potomkiem, który przejmie kiedyś ich kancelarię. Tylko, że ja miałem inne plany. Na pewno nie pójdę na prawo. Nie wyobrażałem sobie siebie paradującego w garniturze i w todze. Nie wiedzieli jeszcze o tym. Zresztą dopóki miałem dobre oceny, nie interesowali się mną. Normalne. Kolejne opiekunki, prywatni nauczyciele, obcy ludzie... lepiej mnie znali i rozumieli, niż moi rodzice. Postanowiłem, że skończę liceum z jak najlepszymi ocenami. W tym roku czekała mnie matura. Nie bałem się, nauka przychodziła mi z dużą łatwością. Biedacy dowiedzą się wszystkiego po moim egzaminie dojrzałości.

sobota, 26 listopada 2016

Umowa - Rozdział 6 (Marco)



 MARCO

Stałem przed wystawną posesją, otoczoną bogato zdobionym, wykonanym z metalowych elementów ogrodzeniem. Zastanawiałem się, czy dobrze zrobiłem, przychodząc tutaj. Nie miałem żadnej gwarancji, że zostanę wpuszczony do środka.
- Skoro już się zdecydowałem i tutaj przyszedłem, to nie mogę się teraz wycofać - szepnąłem.
Myślami wróciłem do wydarzeń minionych dni. 
Wczoraj zamierzałem poszperać w sieci i zdobyć jak najwięcej danych o chłopaku. Planowałem wykorzystać zarówno moje własne zdolności hakerskie, jak i dojścia firmy. Już miałem się za to zabrać, gdy zadzwonił telefon. Był to Sho. Polecił mi wpaść do swojego gabinetu i zapoznać się z jakimiś papierami. Miały leżeć na jego biurku. Poszedłem do niego i bez słowa przeszedłem obok sekretarki. Nawet nie raczyła obdarzyć mnie spojrzeniem. Chyba miała do mnie żal za niedawny opierdol. Nie miałem wyrzutów sumienia, bo to ewidentnie była jej wina. Jakiś miesiąc wcześniej Sho chciał pogadać ze mną na temat jakiegoś zlecenia. Niestety zanim wpadłem do niego, zdążył się już ulotnić. Miał zapewne jakieś ważne, niespodziewanie spotkanie, albo umówił się na szybki numerek. Z nim nic nigdy nie było do końca pewne. Mimo że znałem go od bardzo dawna, nieraz potrafił mnie zaskoczyć. Wiedziałem, że na pewno dokumenty zostawił dla mnie na biurku, jak nieraz to robił. Mieliśmy taką niepisaną umowę między sobą. Sekretarka, pieszczotliwie zwana przez nas cerberem, nie wpuściła mnie. Tłumaczyła, że szefa nie ma, nie zostawił jej żadnych instrukcji w tym zakresie i takie tam podobne pierdoły. Nie pomogły moje argumenty. Popełniła największy błąd, jaki mogła zrobić w tamtej chwili. Zadzwoniła do niego. Zapomniała o najważniejszej zasadzie, która brzmiała: dzwonić tylko w nagłych i niecierpiących zwłoki przypadkach. Sho nie odebrał telefonu. Po chwili odezwała się jego poczta głosowa.
- A więc jednak bzykanko – zachichotałem w duchu.
Oczywiście dokumentów nie otrzymałem, a dziewczyna dostała opierdol od niego. Po pierwsze za to, że dzwoniła w błahej sprawie. Po drugie za to, że nie wpuściła mnie do jego biura. Dość dosadnie uświadomił ją, że mam nieograniczony dostęp do jego gabinetu. Trochę było mi jej nawet szkoda.

czwartek, 24 listopada 2016

Black Heart - Rozdział 1



Brunet pewnym krokiem podszedł do okna i rozsunął zasłony. Sypialnię momentalnie wypełniły promienie wschodzącego słońca. Nie bez powodu wybrał właśnie to pomieszczenie i przeznaczył na miejsce wypoczynku swojego Pana. Po pierwsze: pokój znajdował się w najdalszej części rezydencji, co miało znaczenie strategiczne w razie niespodziewanego ataku. Po drugie: okna skierowane były na wschód. Dzięki temu każdego ranka wschód słońca budził Hrabiego. Demon nie rozumiał wprawdzie, czemu słońce oddziaływało w taki sposób na śmiertelników. Dla niego była to tylko kula ognia, stworzona niegdyś przez wszechpotężną istotę, której nie darzył zbytnią sympatią. Miał do niej wielki żal i pałał ogromną nienawiścią, które nawet z upływem kolejnych setek lat, ani trochę nie zmalały. W głębi swej mrocznej duszy liczył, że kiedyś policzy się z owym bytem. Myślami wrócił do wojny, która dawniej rozegrała się między nimi. Wyszedł z niej niestety jako przegrany. Odgonił od siebie przykre wspomnienia i wrócił do przerwanych obowiązków. 

środa, 23 listopada 2016

Umowa - Rozdział 5 (Sho)




Wściekły chodziłem po swoim gabinecie. Wiedziałem, że tak będzie. Ale ze mnie idiota, nie kretyn, debil... to są bardziej odpowiednie określenia. Była już środa, a on ciągle nie przyłaził do roboty. Nie odbierał ode mnie telefonów. Nawet nie tym zdziwiony. Ciekawe, czy nie zrezygnuje teraz z roboty. Pewnie też zerwie ze mną wszelkie kontakty. Kurwa... Ponownie wybrałem numer na komórce. Po kilku sygnałach odezwała się poczta głosowa. Po raz kolejny zostawiłem wiadomość:
- Odezwij się wreszcie. Martwię się.

Rozłączyłem się i usiadłem przy biurku. Starałem skupić się na papierach, które zalegały na nim od kilku dni. Nie mogłem. Nie rozumiałem tego, co czytam. Odchyliłem się w fotelu do tyłu. Zamknąłem oczy i głośno westchnąłem. To wszystko jego wina. To on wpadł na ten głupi pomysł. Powinienem wybić mu go z głowy. Najlepiej pięścią. Może wtedy dotarłoby coś do tego zakutego łba. Łaził za mną od kilku dni i jęczał. Początkowo traktowałem to jako jego kolejne wygłupy. Żarty czy może nawet prowokację. Już kiedyś próbował się ze mną przespać. Wtedy się nie zgodziłem. Nie chciałem stracić kumpla. Poza tym nie kręcił mnie tego rodzaju seks.

poniedziałek, 21 listopada 2016

Umowa - Rozdział 4 (Sho)



Marco do końca obiadu miał zepsuty humor. Nie wygłupiał się i nie żartował. Było to bardzo niepodobne do niego. Nawet trochę było mi go żal. Jednak uważałem, że lepiej żeby pocierpiał teraz, niż gdyby się mocniej zaangażował. Chłopak, którego spotkaliśmy w restauracji, faktycznie był niczego sobie i w dodatku był uległym. Stanowiłby dla mnie ciekawe wyzwanie, gdybym był zainteresowany. Marco nigdy wcześniej nie interesował się bdsm. Nie wyobrażam sobie, żeby kiedykolwiek to się zmieniło. Poza tym bardziej pasował mi na uległego niż na domina. Tym bardziej nie nadawał się na sadystę. Faktem jest to, że zauważyłem coś intrygującego. Młody, gdy wyszedł z łazienki, miał zaróżowione policzki i był wyraźnie zawstydzony. Posłał mi szybkie spojrzenie i wyszedł z restauracji. Ciekawe, co zaszło między nimi. Nie powiedziałem o tym Marco, bo i po co. Tylko robiłby sobie niepotrzebne nadzieje.

sobota, 19 listopada 2016

Umowa - Rozdział 3 (Marco)



Nie wiem jakim cudem, wyciągnąłem tego ponuraka z biura. Ważne, że się udało. Może chociaż przez chwilę odgonię od niego przykre wspomnienia. Chłopak nie miał łatwego życia. Co jakiś czas przeszłość wraca do niego w snach. Nieraz proponowałem mu, żeby poszedł do psychologa, ale nie chciał. Powtarzał, że sam sobie z tym poradzi i nie będzie się żalił jakiemuś konowałowi. Szkoda mi go było. To co osiągnął, zawdzięczał tylko sobie i swojej ciężkiej pracy. Nie ufał ludziom. Zbudował wokół siebie mur nie do przebicia. Udawało mi się, dotrzeć do niego, ale tylko dlatego, że znaliśmy się od dziecka. Dawniej siadywaliśmy razem na plaży, albo przychodził do mnie do domu. Moi rodzice nigdy go nie wyprosili, nigdy nie powiedzieli, że powinien już iść do siebie. Chcieli mu pomóc, ale on uparcie twierdził, że nie potrzebuje pomocy. Żadne ich argumenty nie trafiały do niego. Zresztą gdyby wiedzieli o wszystkim, pewnie nie pytaliby go o zdanie, tylko od razu zabrali z tamtego domu. Ja znałem prawdę, ale zabronił mi komukolwiek ją zdradzić. Mówił, że jestem jego jedynym przyjacielem. Teraz wiem, że nie powinienem go wtedy posłuchać. Potem było za późno. Ostatni dzień, który spędził w swoim rodzinnym domu, zmienił go całkowicie.

środa, 16 listopada 2016

Black Heart - Prolog



Stuk.... stuk.... stuk....

Wczesnym rankiem w posiadłości Phantomhive rozbrzmiewał stukot obcasów. Korytarzem szedł wysoki, przystojny i młodo wyglądający mężczyzna. Ubrany był w stosowną czerń i biel. Jego elegancki strój składał się z: wyprasowanych w kant czarnych spodni, białej koszuli, szarej kamizelki, czarnego fraka i czarnych butów. Pod szyją miał idealnie zawiązany, czarny krawat. Stroju dopełniały białe rękawiczki, które skrywały czarne paznokcie i tajemniczy znak na lewej dłoni. Blada twarz kontrastowała z kruczoczarnymi włosami. Zbyt grzywka opadała po obu stronach jego twarzy. Przenikliwe, bursztynowe oczy lśniły w półmroku. Na ustach błąkał się delikatny uśmiech.

Stuk... stuk... stuk...

Zatrzymał się przed drzwiami, prowadzącymi do sypialni jego Pana. Z kieszeni marynarki wyjął, zawieszony na dewizce, srebrny zegarek z herbem Rodu Phantomhive. Otworzył klapkę zegarka i sprawdził godzinę. Po chwili schował go do kieszeni marynarki. Cicho otworzył drzwi i wszedł do środka.


wtorek, 15 listopada 2016

Pasja - Prolog

Stałem przez chwilę w ciemnym pokoju. Tylko światło z korytarza, wpadające przez uchylone drzwi, nieco rozświetlało jego wnętrze. Podszedłem do mojego największego i jedynego przyjaciela, któremu powierzałem ból, troski i radość. Przypomniałem sobie niezliczone godziny, które spędziliśmy razem. Czule powiodłem palcami lewej dłoni po czarnych i białych klawiszach. Mój dotyk był lekki niczym muśnięcie skrzydeł motyla. Z instrumentu nie wydobył się żaden dźwięk. Stałem tak jeszcze przez chwilę i rozmyślałem. Po policzku spłynęła pojedyncza łza. Ze złością zatrzasnąłem osłonę klawiatury. Głośny huk rozniósł się echem po mieszkaniu. Wyszedłem z pokoju i zamknąłem drzwi na klucz. Postanowiłem, że nigdy więcej do niego nie wejdę.

niedziela, 13 listopada 2016

Głos - Rozdział 1


Nadal nie potrafiłem zrozumieć, gdzie jestem. Miałem wrażenie, że to sen, z którego nie potrafiłem się obudzić. Nagle ciemność przecięła błyskawica. Nadzieja i jednoczesny lęk przed światłem szybko zmieniły się w zupełnie inne uczucie. Był to ból, którego nigdy wcześniej nie doświadczyłem z taką intensywnością. Nie potrafiłem zidentyfikować jego źródła. Nie wiedziałem, co tak bardzo mnie bolało. Z moich ust uwolnił się cichy jęk. Ze zgrozą uświadomiłem sobie, że nie panowałem nad głosem. Chciałem wykrzyczeć całe moje cierpienie, cały ból, który rozlewał się po moim ciele. Więc czemu nie mogłem?
- Boli... tak bardzo mnie boli... – słowa, którym chciałem nadać brzmienie, rozbrzmiewały tylko w mojej głowie.
Pragnąłem uciec od tego cierpienia. Nie mogłem, żadna kończyna nie reagowała na mój wewnętrzny rozkaz.
- Czemu? Co się dzieje? Skoro boli, to powinienem panować nad swoim ciałem – myśli niczym pociski przelatywały w mojej głowie. Ogarnął mnie strach. Bałem się, że to się nigdy nie skończy. Po raz pierwszy pomyślałem, że chciałbym umrzeć. Po chwili usłyszałem głos. Miałem wrażenie, że skądś go znam. Nie mogłem jednak skupić myśli na tyle, żeby określić, gdzie go już słyszałem. Nagle poczułem, że po moim ciele zaczęła rozchodzić się dziwna błogość. Promieniowała ona z lewego przedramienia. Kolejne partie nieruchomego ciała przestawały boleć. Poczułem senność i po chwili odpłynąłem w nicość.

Znów znajdowałem się w ciemniej otchłani. Pojawił się niewyraźny obraz wydarzeń, których byłem świadkiem. Nie, nie byłem świadkiem. Raczej byłem ich uczestnikiem. Chyba leżałem na ziemi... na drodze. Słyszałem podniesione głosy, w oddali słychać było syrenę. Pomyślałem, że pewnie to karetka pogotowia. Chciałem rozejrzeć się, zobaczyć, co się dzieje. Nie mogłem. Czułem, że mnie boli głowa, chyba też ręka i brzuch. Czułem krew na twarzy. Najgorsze było to, że coraz gorzej widziałem. Obraz rozmazywał się. Ktoś pochylał się nade mną i trzymał za rękę. Chyba krzyczał, żebym nie umierał, a może tylko mi się wydawało. Bezgłośnie wyszeptałem imię tego, kogo kochałem od tak bardzo dawna. Chciałem, żeby to on trzymał moją rękę. Chciałem, żeby to on był obok mnie.
- Hikaru – usta po raz kolejny szepnęły jego imię.
Nikt mnie nie słyszał. Nawet je nie słyszałem swojego głosu. Ciemność w końcu mną zawładnęła i pochłonęła. Wszystko ucichło i zdawało się być bardzo odległe. Zanurzyłem się w ten pozbawiony bólu i jakże przyjemny mrok.

Otaczającą ciemność coraz częściej przerwały przebłyski świadomości. Nie chciałem tego, bo znów pojawiał się znajomy ból. Na szczęście nie był tak silny, jak na samym początku. Z oddali dobiegały mnie wówczas pocieszające słowa. Czułem, jak ktoś trzymał mnie za rękę. Dotyk ciepłych dłoni i głos były jedynym źródłem, łączącym mnie z realnym światem.

Pewnego dnia poczułem, że jest inaczej. Wprawdzie nadal otaczała mnie ciemność, ale wszystko wydawało się bardziej rzeczywiste. Znów mnie bolało, ale tym razem potrafiłem zidentyfikować źródło mojego cierpienia. Najbardziej bolała mnie głowa. Chciałem otworzyć oczy i sprawdzić, gdzie jestem. Byłem pewien, że leżę w łóżku. Niedaleko słyszałem dźwięki jakiegoś urządzenia. Skojarzyło mi się, że już gdzieś słyszałem to pikanie.
- Szpital – pomyślałem – tak, chyba to szpital.
Upewniał mnie w tym dość charakterystyczny, szpitalny zapach, którego nie lubiłem. Poczułem, że mam coś na twarzy. Chciałem sprawdzić, co to jest. Prawa ręka odmówiła posłuszeństwa. Była unieruchomiona, domyśliłem się, że pewnie przez gips. Próby poruszenia jej skończyły się kolejną falą bólu.
- Więc została mi lewa ręka – pomyślałem.
Lewą dłoń ktoś trzymał. Poznałem, że były to te same ciepłe dłonie, które czułem wcześniej.
- Mmm... gdzie jestem – szepnąłem zachrypniętym głosem.
Znany głos odpowiedział.
- Jesteś w szpitalu... miałeś wypadek... pamiętasz?

Pomyślałem, że tamte wspomnienia, które nawiedzały mnie we śnie, były prawdą. Kolejne przykre wydarzenia zaczęły do mnie wracać. Przypomniałem sobie dźwięk hamulców pędzącego samochodu, uderzenie, ból i ciemność, która trwała nadal. Tamtego dnia wyznałem swoje głęboko skrywane uczucia. Zbierałem się na to od dłuższego czasu. To był ostatni moment. Kończył się rok szkolny i nie miałbym więcej już okazji, żeby to powiedzieć. Bałem się reakcji ukochanej osoby. Niestety nie pomyliłem się. Nie chciałem pamiętać tego, co było dalej.
- Tak, coś sobie przypominam – wychrypiałem.
Z trudem uwolniłem rękę z uścisku i uniosłem ją do góry. Dotknąłem swojej twarzy. Pod palcami poczułem materiał. Chyba to bandaż. Zasłaniał moje oczy i większą część głowy. Pod palcami wyczułem liczne zadrapania na policzku. Obawiałem się zadać pytanie, które rozbrzmiewało głośno w mojej głowie.
- Straciłem wzrok? – szepnąłem. Chciałem dodać coś więcej, ale głos mi się załamał.
Usłyszałem, że osoba siedząca obok, wciągnęła głęboko powietrze. Odpowiedziała mi cisza. Strach coraz bardziej we mnie narastał.
- Co teraz będzie? Jak ja sobie poradzę? Niemożliwe? Dlaczego ja? – kolejne myśli krążyły po głowie.
Ktoś wszedł do pokoju. Nie wiedziałem kto, bo i skąd skoro niczego nie widziałem. Rozległ się obcy głos:
- Widzę, że nasz pacjent wreszcie się obudził. Najwyższy czas.
Osoba, która siedziała przy moim łóżku, wstała. Chciałem zaprotestować. Powiedzieć, żeby została. Nie zdążyłem. Dźwięk kroków oznaczał, że podeszła do drzwi.
- Wrócę... – usłyszałem.
Znów ogarnęło mnie przeczucie, że znam ten głos. Jednak nadal nie mogłem sobie przypomnieć, gdzie go wcześniej słyszałem.