WAŻNE INFO:

Obiecuję, jak najszybciej odpowiedzieć na wasze wszystkie komentarze i skomentować blogi, które czytam :D.

KOMENTUJCIE, bo to bardzo motywuje XD.

wtorek, 29 listopada 2016

Umowa - Rozdział 8 (Nataniel)



NATANIEL

Leżałem w obcym łóżku, w obcym pokoju, w obcym mieszkaniu. Wtuliłem twarz w poduszkę i okryłem się szczelniej kołdrą. Od wczoraj to miejsce stało się moim nowym domem. Nie czułem się tu dobrze. Wszystko tutaj było zimne i takie bezuczuciowe. Niezbędne meble stanowiły jedyne wyposażenie pokoju, w którym się teraz znajdowałem. Zero bibelotów i rzeczy, które by go ociepliły. 
- Obce... – to słowo ciągle kołatało mi w głowie. 

Po policzkach płynęły łzy. Płakałem cicho, tak, żeby mnie nie usłyszał. Nie chciałem, żeby przyszedł. Nie chciałem go dziś widzieć. Niestety były to tylko moje pobożne życzenia, które nie mogły się spełnić. Wiedziałem o tym. Przecież sam podjąłem taką decyzję. Nie było już żadnego odwrotu. Zrobiłem to dla osoby, którą kochałem najbardziej na świecie. Dla niej sprzedałbym swoją duszę nawet diabłu. I chyba wczoraj właśnie to zrobiłem.

niedziela, 27 listopada 2016

Umowa - Rozdział 7 (Aki)

AKI

Sam w domu. Znowu. Tak było zawsze. Kasa, kasa, kasa... Tylko to się dla nich liczyło. Ja byłem tylko dodatkiem. Dzieckiem, które powinni mieć. Potomkiem, który przejmie kiedyś ich kancelarię. Tylko, że ja miałem inne plany. Na pewno nie pójdę na prawo. Nie wyobrażałem sobie siebie paradującego w garniturze i w todze. Nie wiedzieli jeszcze o tym. Zresztą dopóki miałem dobre oceny, nie interesowali się mną. Normalne. Kolejne opiekunki, prywatni nauczyciele, obcy ludzie... lepiej mnie znali i rozumieli, niż moi rodzice. Postanowiłem, że skończę liceum z jak najlepszymi ocenami. W tym roku czekała mnie matura. Nie bałem się, nauka przychodziła mi z dużą łatwością. Biedacy dowiedzą się wszystkiego po moim egzaminie dojrzałości.

sobota, 26 listopada 2016

Umowa - Rozdział 6 (Marco)



 MARCO

Stałem przed wystawną posesją, otoczoną bogato zdobionym, wykonanym z metalowych elementów ogrodzeniem. Zastanawiałem się, czy dobrze zrobiłem, przychodząc tutaj. Nie miałem żadnej gwarancji, że zostanę wpuszczony do środka.
- Skoro już się zdecydowałem i tutaj przyszedłem, to nie mogę się teraz wycofać - szepnąłem.
Myślami wróciłem do wydarzeń minionych dni. 
Wczoraj zamierzałem poszperać w sieci i zdobyć jak najwięcej danych o chłopaku. Planowałem wykorzystać zarówno moje własne zdolności hakerskie, jak i dojścia firmy. Już miałem się za to zabrać, gdy zadzwonił telefon. Był to Sho. Polecił mi wpaść do swojego gabinetu i zapoznać się z jakimiś papierami. Miały leżeć na jego biurku. Poszedłem do niego i bez słowa przeszedłem obok sekretarki. Nawet nie raczyła obdarzyć mnie spojrzeniem. Chyba miała do mnie żal za niedawny opierdol. Nie miałem wyrzutów sumienia, bo to ewidentnie była jej wina. Jakiś miesiąc wcześniej Sho chciał pogadać ze mną na temat jakiegoś zlecenia. Niestety zanim wpadłem do niego, zdążył się już ulotnić. Miał zapewne jakieś ważne, niespodziewanie spotkanie, albo umówił się na szybki numerek. Z nim nic nigdy nie było do końca pewne. Mimo że znałem go od bardzo dawna, nieraz potrafił mnie zaskoczyć. Wiedziałem, że na pewno dokumenty zostawił dla mnie na biurku, jak nieraz to robił. Mieliśmy taką niepisaną umowę między sobą. Sekretarka, pieszczotliwie zwana przez nas cerberem, nie wpuściła mnie. Tłumaczyła, że szefa nie ma, nie zostawił jej żadnych instrukcji w tym zakresie i takie tam podobne pierdoły. Nie pomogły moje argumenty. Popełniła największy błąd, jaki mogła zrobić w tamtej chwili. Zadzwoniła do niego. Zapomniała o najważniejszej zasadzie, która brzmiała: dzwonić tylko w nagłych i niecierpiących zwłoki przypadkach. Sho nie odebrał telefonu. Po chwili odezwała się jego poczta głosowa.
- A więc jednak bzykanko – zachichotałem w duchu.
Oczywiście dokumentów nie otrzymałem, a dziewczyna dostała opierdol od niego. Po pierwsze za to, że dzwoniła w błahej sprawie. Po drugie za to, że nie wpuściła mnie do jego biura. Dość dosadnie uświadomił ją, że mam nieograniczony dostęp do jego gabinetu. Trochę było mi jej nawet szkoda.

czwartek, 24 listopada 2016

Black Heart - Rozdział 1



Brunet pewnym krokiem podszedł do okna i rozsunął zasłony. Sypialnię momentalnie wypełniły promienie wschodzącego słońca. Nie bez powodu wybrał właśnie to pomieszczenie i przeznaczył na miejsce wypoczynku swojego Pana. Po pierwsze: pokój znajdował się w najdalszej części rezydencji, co miało znaczenie strategiczne w razie niespodziewanego ataku. Po drugie: okna skierowane były na wschód. Dzięki temu każdego ranka wschód słońca budził Hrabiego. Demon nie rozumiał wprawdzie, czemu słońce oddziaływało w taki sposób na śmiertelników. Dla niego była to tylko kula ognia, stworzona niegdyś przez wszechpotężną istotę, której nie darzył zbytnią sympatią. Miał do niej wielki żal i pałał ogromną nienawiścią, które nawet z upływem kolejnych setek lat, ani trochę nie zmalały. W głębi swej mrocznej duszy liczył, że kiedyś policzy się z owym bytem. Myślami wrócił do wojny, która dawniej rozegrała się między nimi. Wyszedł z niej niestety jako przegrany. Odgonił od siebie przykre wspomnienia i wrócił do przerwanych obowiązków. 

środa, 23 listopada 2016

Umowa - Rozdział 5 (Sho)




Wściekły chodziłem po swoim gabinecie. Wiedziałem, że tak będzie. Ale ze mnie idiota, nie kretyn, debil... to są bardziej odpowiednie określenia. Była już środa, a on ciągle nie przyłaził do roboty. Nie odbierał ode mnie telefonów. Nawet nie tym zdziwiony. Ciekawe, czy nie zrezygnuje teraz z roboty. Pewnie też zerwie ze mną wszelkie kontakty. Kurwa... Ponownie wybrałem numer na komórce. Po kilku sygnałach odezwała się poczta głosowa. Po raz kolejny zostawiłem wiadomość:
- Odezwij się wreszcie. Martwię się.

Rozłączyłem się i usiadłem przy biurku. Starałem skupić się na papierach, które zalegały na nim od kilku dni. Nie mogłem. Nie rozumiałem tego, co czytam. Odchyliłem się w fotelu do tyłu. Zamknąłem oczy i głośno westchnąłem. To wszystko jego wina. To on wpadł na ten głupi pomysł. Powinienem wybić mu go z głowy. Najlepiej pięścią. Może wtedy dotarłoby coś do tego zakutego łba. Łaził za mną od kilku dni i jęczał. Początkowo traktowałem to jako jego kolejne wygłupy. Żarty czy może nawet prowokację. Już kiedyś próbował się ze mną przespać. Wtedy się nie zgodziłem. Nie chciałem stracić kumpla. Poza tym nie kręcił mnie tego rodzaju seks.

poniedziałek, 21 listopada 2016

Umowa - Rozdział 4 (Sho)



Marco do końca obiadu miał zepsuty humor. Nie wygłupiał się i nie żartował. Było to bardzo niepodobne do niego. Nawet trochę było mi go żal. Jednak uważałem, że lepiej żeby pocierpiał teraz, niż gdyby się mocniej zaangażował. Chłopak, którego spotkaliśmy w restauracji, faktycznie był niczego sobie i w dodatku był uległym. Stanowiłby dla mnie ciekawe wyzwanie, gdybym był zainteresowany. Marco nigdy wcześniej nie interesował się bdsm. Nie wyobrażam sobie, żeby kiedykolwiek to się zmieniło. Poza tym bardziej pasował mi na uległego niż na domina. Tym bardziej nie nadawał się na sadystę. Faktem jest to, że zauważyłem coś intrygującego. Młody, gdy wyszedł z łazienki, miał zaróżowione policzki i był wyraźnie zawstydzony. Posłał mi szybkie spojrzenie i wyszedł z restauracji. Ciekawe, co zaszło między nimi. Nie powiedziałem o tym Marco, bo i po co. Tylko robiłby sobie niepotrzebne nadzieje.

sobota, 19 listopada 2016

Umowa - Rozdział 3 (Marco)



Nie wiem jakim cudem, wyciągnąłem tego ponuraka z biura. Ważne, że się udało. Może chociaż przez chwilę odgonię od niego przykre wspomnienia. Chłopak nie miał łatwego życia. Co jakiś czas przeszłość wraca do niego w snach. Nieraz proponowałem mu, żeby poszedł do psychologa, ale nie chciał. Powtarzał, że sam sobie z tym poradzi i nie będzie się żalił jakiemuś konowałowi. Szkoda mi go było. To co osiągnął, zawdzięczał tylko sobie i swojej ciężkiej pracy. Nie ufał ludziom. Zbudował wokół siebie mur nie do przebicia. Udawało mi się, dotrzeć do niego, ale tylko dlatego, że znaliśmy się od dziecka. Dawniej siadywaliśmy razem na plaży, albo przychodził do mnie do domu. Moi rodzice nigdy go nie wyprosili, nigdy nie powiedzieli, że powinien już iść do siebie. Chcieli mu pomóc, ale on uparcie twierdził, że nie potrzebuje pomocy. Żadne ich argumenty nie trafiały do niego. Zresztą gdyby wiedzieli o wszystkim, pewnie nie pytaliby go o zdanie, tylko od razu zabrali z tamtego domu. Ja znałem prawdę, ale zabronił mi komukolwiek ją zdradzić. Mówił, że jestem jego jedynym przyjacielem. Teraz wiem, że nie powinienem go wtedy posłuchać. Potem było za późno. Ostatni dzień, który spędził w swoim rodzinnym domu, zmienił go całkowicie.

środa, 16 listopada 2016

Black Heart - Prolog



Stuk.... stuk.... stuk....

Wczesnym rankiem w posiadłości Phantomhive rozbrzmiewał stukot obcasów. Korytarzem szedł wysoki, przystojny i młodo wyglądający mężczyzna. Ubrany był w stosowną czerń i biel. Jego elegancki strój składał się z: wyprasowanych w kant czarnych spodni, białej koszuli, szarej kamizelki, czarnego fraka i czarnych butów. Pod szyją miał idealnie zawiązany, czarny krawat. Stroju dopełniały białe rękawiczki, które skrywały czarne paznokcie i tajemniczy znak na lewej dłoni. Blada twarz kontrastowała z kruczoczarnymi włosami. Zbyt grzywka opadała po obu stronach jego twarzy. Przenikliwe, bursztynowe oczy lśniły w półmroku. Na ustach błąkał się delikatny uśmiech.

Stuk... stuk... stuk...

Zatrzymał się przed drzwiami, prowadzącymi do sypialni jego Pana. Z kieszeni marynarki wyjął, zawieszony na dewizce, srebrny zegarek z herbem Rodu Phantomhive. Otworzył klapkę zegarka i sprawdził godzinę. Po chwili schował go do kieszeni marynarki. Cicho otworzył drzwi i wszedł do środka.


wtorek, 15 listopada 2016

Pasja - Prolog

Stałem przez chwilę w ciemnym pokoju. Tylko światło z korytarza, wpadające przez uchylone drzwi, nieco rozświetlało jego wnętrze. Podszedłem do mojego największego i jedynego przyjaciela, któremu powierzałem ból, troski i radość. Przypomniałem sobie niezliczone godziny, które spędziliśmy razem. Czule powiodłem palcami lewej dłoni po czarnych i białych klawiszach. Mój dotyk był lekki niczym muśnięcie skrzydeł motyla. Z instrumentu nie wydobył się żaden dźwięk. Stałem tak jeszcze przez chwilę i rozmyślałem. Po policzku spłynęła pojedyncza łza. Ze złością zatrzasnąłem osłonę klawiatury. Głośny huk rozniósł się echem po mieszkaniu. Wyszedłem z pokoju i zamknąłem drzwi na klucz. Postanowiłem, że nigdy więcej do niego nie wejdę.

niedziela, 13 listopada 2016

Głos - Rozdział 1


Nadal nie potrafiłem zrozumieć, gdzie jestem. Miałem wrażenie, że to sen, z którego nie potrafiłem się obudzić. Nagle ciemność przecięła błyskawica. Nadzieja i jednoczesny lęk przed światłem szybko zmieniły się w zupełnie inne uczucie. Był to ból, którego nigdy wcześniej nie doświadczyłem z taką intensywnością. Nie potrafiłem zidentyfikować jego źródła. Nie wiedziałem, co tak bardzo mnie bolało. Z moich ust uwolnił się cichy jęk. Ze zgrozą uświadomiłem sobie, że nie panowałem nad głosem. Chciałem wykrzyczeć całe moje cierpienie, cały ból, który rozlewał się po moim ciele. Więc czemu nie mogłem?
- Boli... tak bardzo mnie boli... – słowa, którym chciałem nadać brzmienie, rozbrzmiewały tylko w mojej głowie.
Pragnąłem uciec od tego cierpienia. Nie mogłem, żadna kończyna nie reagowała na mój wewnętrzny rozkaz.
- Czemu? Co się dzieje? Skoro boli, to powinienem panować nad swoim ciałem – myśli niczym pociski przelatywały w mojej głowie. Ogarnął mnie strach. Bałem się, że to się nigdy nie skończy. Po raz pierwszy pomyślałem, że chciałbym umrzeć. Po chwili usłyszałem głos. Miałem wrażenie, że skądś go znam. Nie mogłem jednak skupić myśli na tyle, żeby określić, gdzie go już słyszałem. Nagle poczułem, że po moim ciele zaczęła rozchodzić się dziwna błogość. Promieniowała ona z lewego przedramienia. Kolejne partie nieruchomego ciała przestawały boleć. Poczułem senność i po chwili odpłynąłem w nicość.

Znów znajdowałem się w ciemniej otchłani. Pojawił się niewyraźny obraz wydarzeń, których byłem świadkiem. Nie, nie byłem świadkiem. Raczej byłem ich uczestnikiem. Chyba leżałem na ziemi... na drodze. Słyszałem podniesione głosy, w oddali słychać było syrenę. Pomyślałem, że pewnie to karetka pogotowia. Chciałem rozejrzeć się, zobaczyć, co się dzieje. Nie mogłem. Czułem, że mnie boli głowa, chyba też ręka i brzuch. Czułem krew na twarzy. Najgorsze było to, że coraz gorzej widziałem. Obraz rozmazywał się. Ktoś pochylał się nade mną i trzymał za rękę. Chyba krzyczał, żebym nie umierał, a może tylko mi się wydawało. Bezgłośnie wyszeptałem imię tego, kogo kochałem od tak bardzo dawna. Chciałem, żeby to on trzymał moją rękę. Chciałem, żeby to on był obok mnie.
- Hikaru – usta po raz kolejny szepnęły jego imię.
Nikt mnie nie słyszał. Nawet je nie słyszałem swojego głosu. Ciemność w końcu mną zawładnęła i pochłonęła. Wszystko ucichło i zdawało się być bardzo odległe. Zanurzyłem się w ten pozbawiony bólu i jakże przyjemny mrok.

Otaczającą ciemność coraz częściej przerwały przebłyski świadomości. Nie chciałem tego, bo znów pojawiał się znajomy ból. Na szczęście nie był tak silny, jak na samym początku. Z oddali dobiegały mnie wówczas pocieszające słowa. Czułem, jak ktoś trzymał mnie za rękę. Dotyk ciepłych dłoni i głos były jedynym źródłem, łączącym mnie z realnym światem.

Pewnego dnia poczułem, że jest inaczej. Wprawdzie nadal otaczała mnie ciemność, ale wszystko wydawało się bardziej rzeczywiste. Znów mnie bolało, ale tym razem potrafiłem zidentyfikować źródło mojego cierpienia. Najbardziej bolała mnie głowa. Chciałem otworzyć oczy i sprawdzić, gdzie jestem. Byłem pewien, że leżę w łóżku. Niedaleko słyszałem dźwięki jakiegoś urządzenia. Skojarzyło mi się, że już gdzieś słyszałem to pikanie.
- Szpital – pomyślałem – tak, chyba to szpital.
Upewniał mnie w tym dość charakterystyczny, szpitalny zapach, którego nie lubiłem. Poczułem, że mam coś na twarzy. Chciałem sprawdzić, co to jest. Prawa ręka odmówiła posłuszeństwa. Była unieruchomiona, domyśliłem się, że pewnie przez gips. Próby poruszenia jej skończyły się kolejną falą bólu.
- Więc została mi lewa ręka – pomyślałem.
Lewą dłoń ktoś trzymał. Poznałem, że były to te same ciepłe dłonie, które czułem wcześniej.
- Mmm... gdzie jestem – szepnąłem zachrypniętym głosem.
Znany głos odpowiedział.
- Jesteś w szpitalu... miałeś wypadek... pamiętasz?

Pomyślałem, że tamte wspomnienia, które nawiedzały mnie we śnie, były prawdą. Kolejne przykre wydarzenia zaczęły do mnie wracać. Przypomniałem sobie dźwięk hamulców pędzącego samochodu, uderzenie, ból i ciemność, która trwała nadal. Tamtego dnia wyznałem swoje głęboko skrywane uczucia. Zbierałem się na to od dłuższego czasu. To był ostatni moment. Kończył się rok szkolny i nie miałbym więcej już okazji, żeby to powiedzieć. Bałem się reakcji ukochanej osoby. Niestety nie pomyliłem się. Nie chciałem pamiętać tego, co było dalej.
- Tak, coś sobie przypominam – wychrypiałem.
Z trudem uwolniłem rękę z uścisku i uniosłem ją do góry. Dotknąłem swojej twarzy. Pod palcami poczułem materiał. Chyba to bandaż. Zasłaniał moje oczy i większą część głowy. Pod palcami wyczułem liczne zadrapania na policzku. Obawiałem się zadać pytanie, które rozbrzmiewało głośno w mojej głowie.
- Straciłem wzrok? – szepnąłem. Chciałem dodać coś więcej, ale głos mi się załamał.
Usłyszałem, że osoba siedząca obok, wciągnęła głęboko powietrze. Odpowiedziała mi cisza. Strach coraz bardziej we mnie narastał.
- Co teraz będzie? Jak ja sobie poradzę? Niemożliwe? Dlaczego ja? – kolejne myśli krążyły po głowie.
Ktoś wszedł do pokoju. Nie wiedziałem kto, bo i skąd skoro niczego nie widziałem. Rozległ się obcy głos:
- Widzę, że nasz pacjent wreszcie się obudził. Najwyższy czas.
Osoba, która siedziała przy moim łóżku, wstała. Chciałem zaprotestować. Powiedzieć, żeby została. Nie zdążyłem. Dźwięk kroków oznaczał, że podeszła do drzwi.
- Wrócę... – usłyszałem.
Znów ogarnęło mnie przeczucie, że znam ten głos. Jednak nadal nie mogłem sobie przypomnieć, gdzie go wcześniej słyszałem.

piątek, 11 listopada 2016

Umowa - Rozdział 2 (Sho)



Nie wiem czemu uległem jego namowom. Nie wiem czemu wyszedłem ze swojego gabinetu. Jakoś tak po prostu wstałem i poszedłem za nim. Sekretarka, widząc mnie, poderwała się do góry, nieomal zrzucając dokumenty ze swojego biurka. Kobiety są naprawę kłopotliwe. Gdy zaczęła tutaj pracować, zauważyłem, że jej się podobam. Pewnie w jej głowie narodził się plan, żeby mnie uwieść i zostać moją dziewczyną... narzeczoną... a może nawet żoną. Wodziła za mną wytuszowanymi oczami, komplementowała i przymilała się. Biedna nie wiedziała, że tego typu sztuczki na mnie nie działały. Szybko została sprowadzona na ziemię. Usłyszała, że zatrudniłem ją na stanowisko sekretarki, a nie dupy do łóżka. Słysząc moje słowa zrobiła się momentalnie czerwona. Pomyślałem, że to nieprawdopodobne, żeby spod tej grubej warstwy makijażu widać było jej rumieńce. A jednak... Myślałem, że po naszej rozmowie złoży rezygnację. Jednak przełknęła swoją dumę i została. Od tamtej pory skończyły się jej głupie podchody. Wreszcie zajęła się tym, co do niej należało. Okazała się dobrym pracownikiem. Oczywiście nie udało jej się uniknąć błędów, więc nieraz dostawała opierdol. U mnie nie było pobłażania. Albo ktoś rzetelnie pracował i był dobry w tym co robił, albo wylatywał. Sądząc po tym, że pracowała u mnie już trzy lata, satysfakcjonowało ją niemałe wynagrodzenie i nie szukała innej pracy. Przynajmniej na razie.

czwartek, 10 listopada 2016

Głos - Prolog





Otaczała mnie ciemność, mój świat w niej tonął. Nie pamiętałem jak długo to trwało. Zastanawiałem się czemu ciemność nie odchodziła? Czemu nie nastawał kolejny dzień? Miałem wrażenie jakby świat stanął w miejscu a ja unosiłem się gdzieś w ciemnej otchłani.

- Co się dzieje? – jakiś głos rozbrzmiał w mojej głowie. Chyba był mój. Chyba... Niczego nie byłem już pewny. Kolejne pytania krążyły po głowie. Pytania, na które nie potrafiłem znaleźć żadnej sensownej odpowiedzi. Bo jak odpowiedzieć na coś tak oczywistego jak:

- Gdzie ja jestem?

- Czemu nic nie czuję?

- Czemu jest mi z tym tak dobrze?

- Czemu boję się przebudzić z tego dziwnego stanu?
Trwałem tak przez kolejne minuty, godziny, dni, tygodnie... Nie wiem jak długo... Nieważne... Czas stał się dla mnie czymś abstrakcyjnym... Dziwne było tylko to, że nie czułem strachu. Byłem wręcz zadowolony z obecnego stanu rzeczy. Tak jakby podświadomość szeptała cicho, że światło przyniesie tylko cierpienie.