WAŻNE INFO:

Obiecuję, jak najszybciej odpowiedzieć na wasze wszystkie komentarze i skomentować blogi, które czytam :D.

KOMENTUJCIE, bo to bardzo motywuje XD.

piątek, 11 listopada 2016

Umowa - Rozdział 2 (Sho)



Nie wiem czemu uległem jego namowom. Nie wiem czemu wyszedłem ze swojego gabinetu. Jakoś tak po prostu wstałem i poszedłem za nim. Sekretarka, widząc mnie, poderwała się do góry, nieomal zrzucając dokumenty ze swojego biurka. Kobiety są naprawę kłopotliwe. Gdy zaczęła tutaj pracować, zauważyłem, że jej się podobam. Pewnie w jej głowie narodził się plan, żeby mnie uwieść i zostać moją dziewczyną... narzeczoną... a może nawet żoną. Wodziła za mną wytuszowanymi oczami, komplementowała i przymilała się. Biedna nie wiedziała, że tego typu sztuczki na mnie nie działały. Szybko została sprowadzona na ziemię. Usłyszała, że zatrudniłem ją na stanowisko sekretarki, a nie dupy do łóżka. Słysząc moje słowa zrobiła się momentalnie czerwona. Pomyślałem, że to nieprawdopodobne, żeby spod tej grubej warstwy makijażu widać było jej rumieńce. A jednak... Myślałem, że po naszej rozmowie złoży rezygnację. Jednak przełknęła swoją dumę i została. Od tamtej pory skończyły się jej głupie podchody. Wreszcie zajęła się tym, co do niej należało. Okazała się dobrym pracownikiem. Oczywiście nie udało jej się uniknąć błędów, więc nieraz dostawała opierdol. U mnie nie było pobłażania. Albo ktoś rzetelnie pracował i był dobry w tym co robił, albo wylatywał. Sądząc po tym, że pracowała u mnie już trzy lata, satysfakcjonowało ją niemałe wynagrodzenie i nie szukała innej pracy. Przynajmniej na razie.
Chciała coś powiedzieć, ale widząc moje groźnie spojrzenie, zamilkła. Rzuciłem do niej:
- Wracam za godzinę.
- Rozumiem... – wyjąkała cicho.
Marco szedł przede mną i chichotał.
- Srogi jak zawsze – odezwał się wesołym głosem.
Jak on mi działał na nerwy. Powinienem go wypieprzyć i sprawić, żeby już nigdzie nie znalazł pracy. W mojej głowie rodził się szatański plan zemsty za tę jego bezczelność. Wiedziałem jednak, że tego nie zrobię. Gdy szliśmy do windy, korytarz momentalnie pustoszał. Faktycznie towarzystwo się mnie bało. I tak powinno być. Strach zawsze działa niezwykle motywująco.

Wyszliśmy z budynku. Od razu skierowałem się w kierunku parkingu. Sądziłem, że pojedziemy moim samochodem, gdyż Marco przyjeżdżał do pracy rowerem. Kolejne jego dziwactwo, którego nie rozumiałem. No bo czemu facet całkiem nieźle zarabiający jeździ do pracy rowerem.
- A ty dokąd? Restauracja jest w przeciwnym kierunku – powiedział.
- Jak to dokąd... po samochód.
- Chyba żartujesz. Idziemy pieszo.
- Co?
- Jajco. To niedaleko. Spacer dobrze ci zrobi.
Na nic zadały się moje argumenty, że samochodem będzie szybciej i wygodniej. Uparł się niczym osioł i nie zwracał uwagi na to, co mu mówiłem. Po prosu pięknie, czekał nas piętnastominutowy marsz tylko po to, żeby zjeść obiad w jakiejś knajpie. Szliśmy obok siebie i mijaliśmy ciągi sklepów, banków, kawiarni itp. Marco nawijał całą drogę. Nawet nie próbowałem słuchać tego, co mówił, bo i po co? Zapewne jak zwykle gadał o swoich romantycznych i przesłodzonych randkach. Nie rozumiałem go, dla mnie nie istniało słowo „randka”. Wprawdzie spotykałem się z kobietami, ale tylko po to, żeby się z nimi pierzyć, nie randkować. Nie było w moim słowniku takich słów, jak miłość, czułość czy przywiązanie. Zwyczajnie ich nie rozumiałem i nie zamierzałem zrozumieć. A Marco... on żył w swoim własnym świecie, który wypełniony był poszukiwaniem tej jedynej lub tego jedynego. Naoglądał się za dużo filmów i bajek z „happy endem”. Marco był "bi" i spotykał się zarówno z kobietami jak i mężczyznami. Ja byłem zatwardziałym "hetero". Nigdy nie próbowałem seksu z innym mężczyzną i nie planowałem tego zmieniać. Wprawdzie Marco kiedyś coś ze mną próbował, ale to mnie nie interesowało, więc odpuścił. Jedno musiałem mu oddać, był zawsze obok mnie. Mogłem zadzwonić do niego o każdej porze dnia i nocy. Mogłem się mu wygadać i wyżalić, zawsze miał dla mnie czas i zawsze mnie wysłuchał. On jeden znał mnie i on jeden akceptował takiego jakim jestem. Tak... był najlepszym i jedynym przyjacielem, jakiego miałem.

Nie wiem, czemu nagle spojrzałem w górę. Pomiędzy wieżowcami widać było błękitne, pozbawione chmur niebo. Napawałem się przez chwilę tym widokiem. Zatrzymałem się i patrzyłem dalej upajając się błękitem. Nie pamiętałem, kiedy ostatni raz spacerowałem. Dawno temu robiłem to dość często. Najczęściej chodziłem na plażę i przechadzałem się brzegiem morza. Uwielbiałem czuć zimną wodę na nagiej skórze stóp. Pamiętam, że to mnie wyciszało i odganiało złe wspomnienia. To, gdzie teraz mieszkałem podyktowane było głównie tym, że niedaleko była plaża i morze. Kiedyś godzinami przesiadywałem nad wodą lub patrzyłem na nią stojąc na balkonie. Nawet teraz, gdy nie mogłem spać, albo dręczyły mnie koszmary wychodziłem na balkon. Niestety praca pochłaniała mnie całkowicie i zwyczajnie nie miałem teraz czasu na spacery brzegiem morza. Roześmiałem się w duchu... Oszukiwałem się... Miałem trochę wolnego czasu, który wolałem poświęcać na inne przyjemności. Przypomniało mi się, że po powrocie do biura muszę zadzwonić do agencji towarzyskiej. Chciałem seksu na jedną noc, nie... na godzinę, może dwie... A potem... potem może pójdę na spacer...
Z rozmyślań wyrwał mnie Marco.
- Ej – szarpnął mnie za ramię – wróć do mnie moja śpiąca królewno. Jesteśmy na miejscu.
- Wiesz co? Wkurwiasz mnie – powiedziałem.
- Taaa... i za to mnie kochasz – mrugnął do mnie.
- Chciałbyś.
- Pewnie. Przelecieć groźnego i niedostępnego prezesa, to dopiero byłoby coś.
Nie skomentowałem tego na głos. Rozejrzałem się. Staliśmy niedaleko wejścia do niewielkiej restauracji. Po obu stronach drzwi stały okrągłe stoliki i krzesła. Restauracja niczym wyjątkowym się nie wyróżniała. Pomyślałem, że była taka sama, jak inne. Może nawet była gorsza w porównaniu od tych, do których sam lubiłem chodzić. Miałem nadzieję, że chociaż podawano w niej dobre jedzenie.

9 komentarzy:

  1. Usłyszała, że zatrudniłem ją na stanowisko sekretarki, a nie dupy do łóżka hahahahahhahahahahahahaa
    . Powinienem go wypieprzyć i sprawić żeby już nigdzie nie znalazł pracy. hahahahahaha
    spacer jest spoko :) sho
    - Pewnie. Przelecieć groźnego i niedostępnego prezesa, to dopiero byłoby coś. haahhahaha :)
    marco leciesz na sho ?
    sho shos shos ..hahahahaha sos/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że osoba wrednego prezesa wywoływać będzie radość.

      Sho = sos XD
      może teraz tak o nim będę pisać :D

      Dzięki za komcia :3

      Usuń
    2. imciu doszła ?
      hahahaha
      no ba hahahahahah

      Usuń
  2. Bardzo ciekawy ten rozdział :) widzę, że piszesz jak ja - więcej opisów niż akcji :D jestem bardzo ciekawa, dlaczego Marco chciał iść do knajpy, ale już widać, że chociaż sama droga już mu pomogła :) fajnse te opisy i pokazanie, że jest głęboką, sentymentalną, może nawet trochę romantyczną osobą, choć zapewne by się do tego nie przyznał :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tymi opisami to faktycznie tak mam. Lubię opisywać wewnętrzne przemyślenia i emocje bohaterów. Na razie akcji dużo nie
      Mam nadzieję, że z każdą notką będę coraz lepiej pisać. A zwłaszcza nie gubić przecinków :-). .Jeszcze raz dzięki za sprawdzenie i podpowiedzi gdzie je wstawić.

      Usuń
  3. Jaki z niego dupek :D Mam tylko nadzieję, że przystojny, to może mu wybaczę :D zatwardziały hetero, OCZYWIŚCIE :D
    Biedna sekretarka :/
    ALE Z NIEGO DUPEK, czy on w ogóle szanuje kobiety? A mężczyzn?

    Marco jest kochany, ale chyb zbyt miękki? :d nie wiem na razie. Miejmy nadzieję, że twardnieje, kiedy trzeba :D

    Rower, spacer - normalnie Marco-romantyk. I kiedyś próbował coś tego z Sho <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest przystojny :D normalnie ideał, gdyby tylko miał inny charakter.
      A Marco to na razie trochę taki wesoły słodziak :3

      Usuń
  4. Postać Sho przypomina mi Akashi'ego z Kuroko no Basket o.0 czytam dalej, na końcu skomentuje całość ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem szczerze, że trudno mnie się odnieść do tego podobieństwa, ponieważ nie oglądałam tego anime XD.

      Usuń