WAŻNE INFO:

Obiecuję, jak najszybciej odpowiedzieć na wasze wszystkie komentarze i skomentować blogi, które czytam :D.

KOMENTUJCIE, bo to bardzo motywuje XD.

sobota, 19 listopada 2016

Umowa - Rozdział 3 (Marco)



Nie wiem jakim cudem, wyciągnąłem tego ponuraka z biura. Ważne, że się udało. Może chociaż przez chwilę odgonię od niego przykre wspomnienia. Chłopak nie miał łatwego życia. Co jakiś czas przeszłość wraca do niego w snach. Nieraz proponowałem mu, żeby poszedł do psychologa, ale nie chciał. Powtarzał, że sam sobie z tym poradzi i nie będzie się żalił jakiemuś konowałowi. Szkoda mi go było. To co osiągnął, zawdzięczał tylko sobie i swojej ciężkiej pracy. Nie ufał ludziom. Zbudował wokół siebie mur nie do przebicia. Udawało mi się, dotrzeć do niego, ale tylko dlatego, że znaliśmy się od dziecka. Dawniej siadywaliśmy razem na plaży, albo przychodził do mnie do domu. Moi rodzice nigdy go nie wyprosili, nigdy nie powiedzieli, że powinien już iść do siebie. Chcieli mu pomóc, ale on uparcie twierdził, że nie potrzebuje pomocy. Żadne ich argumenty nie trafiały do niego. Zresztą gdyby wiedzieli o wszystkim, pewnie nie pytaliby go o zdanie, tylko od razu zabrali z tamtego domu. Ja znałem prawdę, ale zabronił mi komukolwiek ją zdradzić. Mówił, że jestem jego jedynym przyjacielem. Teraz wiem, że nie powinienem go wtedy posłuchać. Potem było za późno. Ostatni dzień, który spędził w swoim rodzinnym domu, zmienił go całkowicie.


Tak jak się spodziewałem, chciał jechać samochodem. Pomyślałem, że zapewne przyzwyczaił się do luksusu, w którym teraz żył. Na każdym kroku celowo lub nieświadomie po raz kolejny chciał udowodnić sobie, że jego teraźniejszość nie jest tylko snem. Gdy szliśmy do restauracji, wcale mnie nie słuchał. Od czasu do czasu tylko przytakiwał. Pewnie myślał, że dam się na to nabrać. Próżny jego trud. Nikt nie znał go tak dobrze jak ja. A ja chciałem zabrać go na obiad i pokazać mu kogoś. Po raz pierwszy chyba się zakochałem. Chciałem się go poradzić i pogadać jak kumple. Tak jak robiliśmy to kiedyś. Tylko czy Sho w ogóle będzie ze mną rozmawiał? Dobre pytanie. Niestety chyba z góry znałem na nie odpowiedź.

Weszliśmy do restauracji. Widziałem, że krytycznie przyglądał się jej wnętrzu. Jemu było obojętne, gdzie usiądziemy. Ja miałem upatrzone dla nas miejsce. Wskazałem mu jeden ze stolików. Bez słowa poszedł za mną, usiedliśmy i złożyliśmy zamówienie.
- Nie mogłeś zaprosić mnie do jakiejś bardziej wyrafinowanej knajpy? – zapytał.
- Nie jesteśmy na randce – odpowiedziałem mu złośliwie.
Zapomniałem, że Pan Ponurak jadał zwykle w drogich i znanych restauracjach. Określał je mianem luksusowych. Nagle wpadłem na genialny pomysł:
- Hm... a może jego powinienem tak nazywać... Pan Luksusowy. Tak... genialny pomysł, już nie mogłem doczekać się jego reakcji, jak to usłyszy. Będę miał niezły ubaw – myślałem i chichotałem w duchu.
- No i czego się tak szczerzysz? – zapytał.
- Niczego. Później ci powiem – odpowiedziałem ze słodkim uśmiechem.

Co jakiś czas spoglądałem w kierunku wejścia. Zacząłem się obawiać, że ta osoba może dziś nie przyjdzie. Niemożliwe. Przecież przychodziła tu każdego dnia na obiad. Spotkałem ją kilkanaście dni temu całkiem przypadkiem. Jeden z moich współpracowników polecił mi to miejsce jako niedrogie i ze smacznym jedzeniem. Gdy wszedłem tu po raz pierwszy, przy oknie siedział on. Od tamtej pory stałem się stałym bywalcem restauracji w porze obiadowej. Obserwowałem ukradkiem tego młodego, około dwudziestoletniego chłopaka, który zawsze siadał przy oknie. Patrzył smutnym wzrokiem przed siebie i w samotności jadł obiad.

Spojrzałem na Sho. Tradycyjnie siedział z telefonem w ręku. No tak... jak nie laptop to telefon. Ale czego spodziewać się po geniuszu informatyki, który w zaledwie kilka lat stworzył swoje imperium. Zapewne wysyłał jakieś maile lub sprawdzał notowania na giełdzie. Pieprzony pracoholik...
- Jak nie przestaniesz, to zabiorę ci telefon i spuszczę go w kiblu – powiedziałem.
Spojrzał na mnie groźnie. O co mu chodzi, przecież na mnie nigdy nie działał jego morderczy wzrok. Nigdy się go nie bałem. Nawet jak mnie opieprzał, pyskowałem mu. Zawsze go to wkurwiało, ale i dzięki temu szybko się uspokajał. Inni pewnie już narobiliby w gacie na widok tego spojrzenia. W firmie nie było chyba osoby, która bez strachu wchodziła do jego gabinetu.
- Ty wiesz, że niektórzy w obawie przed twoim gniewem i wrogim nastawieniem, żegnają się przed wejściem do twojego biura? – przerwałem panującą ciszę.
- Co ty pleciesz?
- Poważnie, sam to widziałem na własne oczy.
Chyba był lekko zaskoczony.
- Odłóż wreszcie ten telefon. Mam pytanie.
- Jakie? – warknął.
- A jak się pieprzysz, to też robisz to z telefonem w ręku?
- No nie wierzę... – poirytowany wstał od stolika – straciłem apetyt.
- Daj spokój. Siadaj. Żartowałem.
Gdy usiadł podjąłem temat, który od dłuższego czasu nie dawał mi spokoju.
- Skoro gadamy już o pieprzeniu, to wytłumacz mi, czemu kręci cię te całe bdsm? Nie kumam tego.
- Bo ty tego nie zrozumiesz. Ty myślisz, że świat jest pełen romantycznych uczuć i innych podobnych pierdół. Do tego słodki i niewinny seks. To cały twój świat.

Nagle otworzyły się drzwi restauracji i do środka wszedł młody chłopak. Na głowie miał mocno naciągniętą czapkę z daszkiem, która zasłaniała mu oczy.
- To on – wskazałem głową w kierunku przybysza.
- Niby kto?
- Mówiłem ci o nim w drodze tutaj.
- Nie słuchałem.
- Ech... - doskonale o tym wiedziałem - Dobra popatrz, czy on nie jest słodki?

Chłopak podszedł do stolika przy oknie, rozsunął bluzę i niedbale usiadł na krześle. Z niechęcią zdjął czapkę. Nie zdziwiłem się zbytnio widząc zasinienie pod jego okiem. Nieraz obserwowałem go i dostrzegałem czasem drobne a czasem dość znaczne rany na odkrytych fragmentach jego ciała. Były to zadrapania na twarzy, rozcięta warga, otarcia na nadgarstkach. Za pierwszym razem chciałem do niego podejść i zaproponować pomoc czy coś, ale stwierdziłem, że nie powinienem się wtrącać.
- Marco daj sobie spokój z tym dzieciakiem – niespodziewanie odezwał się Sho.
- Czemu? – zdziwiony spojrzałem na niego.
- On nie jest dla ciebie.
- Bo?
- On jest uległym.
- Co? – byłem zaskoczony – Uległym? A skąd to niby wiesz?
- Ech wy laicy. Po pierwsze ja wyczuwam takich ludzi, a po drugie nie dostrzegłeś, że nosi na szyi obrożę. To nie jest zwykła biżuteria czy coś takiego. Ta obroża oznacza przynależność do jego Pana. Sądząc po śladach na jego twarzy, chłopak należy do skrajnego sadysty. Nie mieszaj się w to.
Chciałem coś dodać, ale dosłownie odjęło mi mowę.
- Ty go nie zaspokoisz kretynie. On to lubi. To typowy masochista. – niewzruszony kontynuował.

Zdenerwowany wstałem od stolika.
- Zapomniałem, że Pan Idealny wie wszystko i jest do tego jasnowidzem. Zaraz wracam.
Poszedłem do łazienki. Odlałem się i umyłem ręce. Już miałem wychodzić, gdy do łazienki wszedł on.
- Masz coś do mnie, tatuśku? – zapytał akcentując ostatnie słowo.
- Tatuśku? – byłem totalnie zaskoczony.
- Myślisz, że nie widzę jak od jakiegoś czasu przyłazisz tu i gapisz się na mnie? Myślisz, że kurwa jestem ślepy?
Podszedł do mnie bardzo blisko. Patrzyłem na niego zaskoczony. Niespodziewanie dzieciak złapał mnie za koszulę i zrobił coś, czego w życiu bym się nie spodziewał po takim niemiłym powitaniu. Pocałował mnie. Jego język wdarł się brutalnie do wnętrza moich ust. Pocałunek był nieziemski. Nigdy wcześniej nie czułem czegoś podobnego. Pomyślałem, że chłopak potrafił całować. Po chwili odepchnął mnie od siebie.
- Nie twoja liga – z głośnym śmiechem wyszedł z łazienki, zostawiając mnie samego.

Gdy wróciłem do stolika Sho spojrzał na mnie znacząco.
- I jak było?
Nie odpowiedziałem mu. Bo i co miałem powiedzieć, że zamiast zareagować na pocałunek, stałem jak kretyn. Sho na pewno inaczej by to rozegrał. Pewnie wykorzystałby sytuację i bzyknął chłopaka w łazience. Rozejrzałem się po wnętrzu restauracji. Sho westchnął i powiedział:
- Marco daj spokój. On już wyszedł. Zresztą mówiłem ci, że nie jest dla ciebie. Odpuść go sobie.
- Nie mogę – szepnąłem.
- Aż tak cię wzięło?
- Tak.
- Miłość nie istnieje. To co czujesz to tylko pożądanie i fascynacja, które szybko znikną.
- Ty nie wierzysz w miłość, bo jej nigdy nie doświadczyłeś. Zobaczymy, co zrobisz jak spotkasz osobę, która skradnie twoje zimne serce.
- Ktoś taki nie istnieje.

13 komentarzy:

  1. och, "ja wyczuwam takich ludzi" <3 xD ach ta samoocena :D

    ALE podoba mi się taki rozwój wydarzeń!!! :D

    AAAAAAAAAAA!!!!!!!! CHCĘ WIĘCEJ!!!!!!!!!!!!!!

    chłopak wróci, prawda?? :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ego Sho jest tak wielkie jak jego...echm... XD

      O chłopaku jeszcze będzie nie raz ;-)

      Usuń
    2. aaaaaaawwwwwwwwwwwwwwww <3 <3 <3

      Usuń
  2. NIE WIEM, CO NAPISAĆ.
    Sho, ty buraku!!!!!
    Marco, Marco, kurczę, lubię go <3 bardzo go lubię.

    A ten dzieciak to cwany :D biczowałabym :d

    Podobała mi się akcja, no i rozdział całkiem długi <3

    Ale ten młody mnie wkurzył :( a myślałam, że będzie fajny.

    BIEDNY MARCO :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sho jest jaki jest, ma to wytłumaczenie w jego przeszłości. Nie jest, aż taki zły, skoro lubi go Marco ;-).

      A młodego nie skreślaj tak od razu XD.

      Usuń
    2. Tak myślałam :D No ale akurat w tym, rozdziale Sho to dupek :D choć powiedział kilka mądrych rzeczy <3
      Mądry jest pyskaty i wkurzający, ale podejrzewam, że coś jeszcze odwali <3

      Usuń
    3. Sho z natury jest dupkiem XD. A moldy to trochę taki młody-gniewny XD.

      Usuń
    4. To czemu ty się dziwisz, że ja już go nie lubię? :D Ale ty lubisz dupków w opkach chyba, nie? :D

      Usuń
  3. Nie mogłeś zaprosić mnie do jakiejś bardziej wyrafinowanej knajpy? – zapytał.
    - Nie jesteśmy na randce
    hahahaha
    sosie ty wybredny sosie...

    ooo czyzby pan miły ..wypaczył kogos...
    ejjj no ...ja bym zamordowała jakby ktoś spuscił...
    mhhh ta akcja z tele to jak bym czytała o sobie
    hahaha
    trzebasie modlitic....tez bym pewnie tak zrobila jajbym mniala gadac z sosem
    hahahaha och marco ....biedaku

    OdpowiedzUsuń
  4. Hahahaha
    Komentarz świetny, mam zaciesz na ustach.
    A ten "sos" to wykorzystam w dialogu z Marco XD.
    Tak, Pan miły się zakochał i to bardzo. Ale nie będzie miał łatwo zdobyć młodego :D

    OdpowiedzUsuń