WAŻNE INFO:

Obiecuję, jak najszybciej odpowiedzieć na wasze wszystkie komentarze i skomentować blogi, które czytam :D.

KOMENTUJCIE, bo to bardzo motywuje XD.

sobota, 26 listopada 2016

Umowa - Rozdział 6 (Marco)



 MARCO

Stałem przed wystawną posesją, otoczoną bogato zdobionym, wykonanym z metalowych elementów ogrodzeniem. Zastanawiałem się, czy dobrze zrobiłem, przychodząc tutaj. Nie miałem żadnej gwarancji, że zostanę wpuszczony do środka.
- Skoro już się zdecydowałem i tutaj przyszedłem, to nie mogę się teraz wycofać - szepnąłem.
Myślami wróciłem do wydarzeń minionych dni. 
Wczoraj zamierzałem poszperać w sieci i zdobyć jak najwięcej danych o chłopaku. Planowałem wykorzystać zarówno moje własne zdolności hakerskie, jak i dojścia firmy. Już miałem się za to zabrać, gdy zadzwonił telefon. Był to Sho. Polecił mi wpaść do swojego gabinetu i zapoznać się z jakimiś papierami. Miały leżeć na jego biurku. Poszedłem do niego i bez słowa przeszedłem obok sekretarki. Nawet nie raczyła obdarzyć mnie spojrzeniem. Chyba miała do mnie żal za niedawny opierdol. Nie miałem wyrzutów sumienia, bo to ewidentnie była jej wina. Jakiś miesiąc wcześniej Sho chciał pogadać ze mną na temat jakiegoś zlecenia. Niestety zanim wpadłem do niego, zdążył się już ulotnić. Miał zapewne jakieś ważne, niespodziewanie spotkanie, albo umówił się na szybki numerek. Z nim nic nigdy nie było do końca pewne. Mimo że znałem go od bardzo dawna, nieraz potrafił mnie zaskoczyć. Wiedziałem, że na pewno dokumenty zostawił dla mnie na biurku, jak nieraz to robił. Mieliśmy taką niepisaną umowę między sobą. Sekretarka, pieszczotliwie zwana przez nas cerberem, nie wpuściła mnie. Tłumaczyła, że szefa nie ma, nie zostawił jej żadnych instrukcji w tym zakresie i takie tam podobne pierdoły. Nie pomogły moje argumenty. Popełniła największy błąd, jaki mogła zrobić w tamtej chwili. Zadzwoniła do niego. Zapomniała o najważniejszej zasadzie, która brzmiała: dzwonić tylko w nagłych i niecierpiących zwłoki przypadkach. Sho nie odebrał telefonu. Po chwili odezwała się jego poczta głosowa.
- A więc jednak bzykanko – zachichotałem w duchu.
Oczywiście dokumentów nie otrzymałem, a dziewczyna dostała opierdol od niego. Po pierwsze za to, że dzwoniła w błahej sprawie. Po drugie za to, że nie wpuściła mnie do jego biura. Dość dosadnie uświadomił ją, że mam nieograniczony dostęp do jego gabinetu. Trochę było mi jej nawet szkoda.

Skoro nie raczyła ze mną gadać, otworzyłem drzwi i wszedłem do środka. Usiadłem przy biurku i przejrzałem dokumenty. Już miałem wstać, gdy mój wzrok przykuła niedomknięta szuflada. Pomyślałem, że musiało go strasznie przypilić, skoro jej nie zamknął. Ciekawość zwyciężyła i otworzyłem ją. Zwykle biurko miał zamknięte na klucz, więc grzechem byłoby przepuścić taką okazję. Postanowiłem pomyszkować trochę w jego rzeczach. Najwyżej mnie ochrzani. Pan Idealny miał oczywiście idealny porządek w biurku.
- Co za nuda – powiedziałem na głos. – Nie ma tu nic interesującego.
Nagle moją uwagę zwróciła teczka z napisem Aki. Wyjąłem ją z szuflady i zacząłem przeglądać. Pomyślałem, że zadziałał u mnie chyba szósty... siódmy, a grom jeden wie, który zmysł. W teczce znajdowały się dane chłopaka, dla którego straciłem głowę. Z zaciekawieniem przeglądałem papiery, zdjęcia, a nawet jego szkolne oceny.
- Kto by pomyślał, że taki z ciebie kujon – kolejna myśl przemknęła mi przez głowę.

Spisałem jego adres domowy i postanowiłem, że go odwiedzę. Nie wiem, co sobie wówczas myślałem. Był to totalnie poroniony pomysł. Po drodze wstąpiłem na obiad do restauracji, w której zwykle jadał. Niestety nie było go tam. Rozejrzałem się po sali i dostrzegłem Nataniela. Miałem szczęście. Z danych zgromadzonych na jego temat wynikało, że kumplował się z Akim. Zastanawiałem się, co planował Sho wobec Nataniela. Nie na darmo musiałem spiąć poślady i zgromadzić jak najwięcej informacji na jego temat. Zawołałem chłopaka i bez czarowania wypaliłem: 
- Często jadał tu obiady taki młody chłopak w twoim wieku. Miał długie czarne włosy z jasnymi pasemkami. Znasz go?
- Chodzi panu o Akiego?
- Tak... z tego co mi wiadomo, to faktycznie ma na imię Aki.
- Nie było tutaj od zeszłego tygodnia. Zna go pan?
- Tylko przelotnie.

Przypomniałem sobie wspólny obiad ze Sho. Na samo wspomnienie jego zakłopotanej miny, roześmiałem się w duchu. Biedak nie wiedział, jak się zachować. Nie dziwię się, bo pewnie ja sam w takiej sytuacji miałbym problem. Ciekawe, czy potrafiłbym go zeszmacić tak, jak zrobił to z mną. Jakiś czas wcześniej przez kilka dni marudziłem mu, żeby mnie zerżnął. Potrafiłem czerpać przyjemność z bycia zarówno stroną aktywną, jak i pasywną. Tylko, że tym razem nie dość, że miałem być pasywem, to dodatkowo miałem zostać zdominowany. Chciałem poczuć, jak to jest. Chciałem przekonać się na własnej skórze, na czym polegała dominacja i uległość. Czy mnie to kręciło? Nie wiedziałem, nigdy nie próbowałem. No ale skoro Aki to robił, a ja chciałem go zdobyć, to musiałem poznać nie tylko teorię, ale też i praktykę. Jęczałem Sho tak długo, aż się w końcu zgodził. W sobotę próbował odwieść mnie od moich planów. Pokazywał filmy, tłumaczył techniki i zasady. Ja byłem nieprzejednany. Musiałem tego spróbować i koniec. Nie było już odwrotu. Czemu zakochałem się w tamtym dzieciaku, nie wiedziałem. Czemu chciałem go zdobyć, także nie wiedziałem.
- Idź pod prysznic – powiedział Sho.
Umyłem się bardzo dokładnie, bo wiedziałem, że w przeciwnym wypadku nasza zabawa może skończyć jakąś wpadką. Zastanawiałem się, co Sho dla mnie zaplanował. Wiedziałem, że mnie nie przeleci. Nie było na świecie takiej siły, żeby zmusiła go do seksu z facetem. Gdy byłem już czyściutki i pachnący, poszedłem do pokoju. Wokół bioder owinięty miałem ręcznik.
- Teraz ja idę się wykąpać. Ściągaj ręcznik i jazda na korytarz. Czekaj tam na mnie. Żeby było jasne: klęczysz twarzą do ściany z założonymi za głowę rękami i czekasz.
- Ale... – chciałem coś dodać.
- Zamknij się. Od tej chwili nie masz prawa głosu.
Westchnąłem i z lekkim ociąganiem poszedłem na korytarz. Uklęknąłem twarzą do tej cholernej ściany, goły jak mnie Pan Bóg stworzył. Położyłem dłonie po bokach głowy i czekałem. Tamten drań poszedł myć się do łazienki. Słyszałem tylko szum wody. Mył się i mył. Zastanawiałem się, ile czasu można to robić. Miesiąc się nie mył, czy jak? Kolana coraz bardziej mnie bolały, podobnie ręce, ale dzielnie czekałem. Czułem coraz większy ból, lekki strach, zaciekawienie... Kolejne emocje pojawiały się i znikały. Gdy już myślałem, że dłużej nie wytrzymam, otworzyły się drzwi łazienki. Odkręciłem twarz w jego kierunku.
- Kto pozwolił ci odwrócić głowę?
Posłusznie znów zacząłem podziwiać wzór tapety na ścianie. Drań przeszedł obok mnie i poszedł do pokoju. Krzątał się tam przez chwilę. Chyba ubierał się i coś wyjmował. Chciałem odwrócić głowę i spojrzeć w kierunku sypialni, ale się bałem. Nie wiem do końca, czego. Chyba kary. Stanowczo za dużo naoglądałem się pornoli. Tylko pytanie, czy ten drań miał tutaj: bat, szpicrutę, pejcz, packę... Nazwy kolejnych narzędzi kar przelatywały mi przez głowę. Poczułem, że jestem coraz bardziej podniecony. Czyżby kręciło mnie to? Kary, poniżenie, przedmioty... Cholera wie. Wiedziałem tylko, że jestem już twardy i czekałem z coraz większym utęsknieniem, żeby się to wreszcie zaczęło.
- Na co czekasz, rusz tyłek i chodź do sypialni – padło pierwsze polecenie.
Posłusznie wstałem z kolan i skierowałem się w stronę pokoju. Sho stał pod oknem. Był kompletnie ubrany. Czekał na mnie.
- Kto ci pozwolił wstać z kolan? – zamarłem, słysząc to zdanie.
- Że co?
- Nie należę do cierpliwych osób. Zważywszy na to, że to twój pierwszy raz, to wspaniałomyślnie wytłumaczę ci kilka prostych zasad. Jesteś teraz psem, zwykłym kundlem, który nie wie, czego chce. Odpowiedz mi więc na pytanie: jak poruszają się psy?
Stałem oniemiały. Po głowie kołatała mi jedna myśl - Jak chodzą pierdolone psy?
- Na czterech łapach – wypaliłem w końcu.
- Wspaniałomyślnie dam ci jeszcze jedną szansę. Wrócisz pod ścianę i przyjdziesz do mnie tak, jak prawdziwa i rasowa suka powinna to zrobić.
Kurwa mać... Biłem się przez chwilę z myślami. To było takie dziwne, poniżające, bezuczuciowe... Spodziewałem się wprawdzie, że tak będzie, ale...
- Czas działa na twoją niekorzyść. Od tej chwili za każdą minutę mojego czekania na ciebie, dostaniesz lanie. Ponieważ sam tego chciałeś, nie będę się z tobą bawił i cię stopniowo do wszystkiego przygotowywał. Lanie dostaniesz tym, co leży na stoliku pod ścianą. Czas start.

Zamiast ruszyć do tego cholernego korytarza, spojrzałem na to, co leżało na stoliku. Szpicruta – kurwa, leżała tam pierdolona szpicruta. W trybie przyspieszonym ruszyłem pod ścianę. Klęknąłem i popędziłem na czterech z powrotem do pokoju. Drań stał przy oknie i patrzył na mnie z góry. W ręku trzymał stoper. No nie wierzę. Skąd on miał stoper. Podszedłem do niego i klęczałem przed nim. Pogłaskał mnie po głowie.
- Grzeczna suka, zajęło ci to zaledwie pięć minut.
- Kurwa ile? – nie wytrzymałem i wypaliłem na głos.
Spoliczkował mnie.
- Nie masz prawa się odzywać, a tym bardziej nie masz prawa przeklinać. Za to dostajesz dwa razy ekstra. Razem siedem.
W porę opanowałem się przed kolejnym protestem. W duchu myślałem - ja pierdolę, dostanę po dupie siedem razy. W życiu nikt mi nawet klapsa nie dał w trakcie ruchania. A teraz miałem dostać szpicrutą. Kurwa... kurwa... kurwa...
- Przypominam, że możesz użyć hasła bezpieczeństwa, tchórzu. To jak? Użyjesz go teraz?
Pokręciłem przecząco głową. Nie ma mowy, na pewno nie stchórzę. Ten padalec podszedł do łóżka i zatrzymał się obok niego.
- Przynieś mi teraz szpicrutę. Pamiętaj, że jesteś suką.
No jasne... suką... suką... wyryje mi się w pamięci te słowo. Na sto procent. Na kolanach podszedłem do stolika i chwyciłem zębami moje przyszłe narzędzie tortur. Przełknąłem ślinę i na kolanach podszedłem do niego. Uniosłem do góry głowę i czekałem. Bałem się. Strasznie się bałem.
- Grzeczny piesek, szybko się uczysz. Może właśnie odkryłeś swoje prawdziwe powoływanie. Suko. Wchodź na łóżko.
Posłusznie spełniłem polecenie. Nie wiedziałem, co mam robić, więc wszedłem na czterech i klęczałem, opierając się na rękach. Drań obszedł łóżko i schylił się po coś. Nie miałem pojęcia, co on tam ma. Gdy wstał po raz kolejny, zamarłem. Kajdanki... Klęczałem na tym łóżku, przełknąłem nerwowo ślinę i czekałem.
- Jakieś hasełko może chciałoby ci się wymsknąć? – drań prowokował mnie znów. Milczałem.
- Nie... no to bawimy się dalej – powiedział.
Nie odezwałem się, nadal klęczałem i czekałem na jego ruch. Głowę miałem spuszczoną w dół. Bałem się, że jeśli na niego spojrzę, to z siedmiu razy zaraz zrobi się osiem, dziewięć, dziesięć. Bałem się dalej liczyć. Sho podszedł do ramy łóżka i dotknął mojego nadgarstka. Zapiął na nim jedną obręcz kajdanek. Czułem, jak pot kapie mi z twarzy. Kurczę, bałem się. Jednocześnie nie wiem czemu, ale byłem też cholernie podniecony. Czułem, że mój fiut stoi na baczność. Sho pociągnął brutalnie za kajdanki. Wyrżnąłem głową o łóżko tracąc równowagę. Sapnąłem głośno. Drań przypiął kajdanki do ramy łóżka. Obszedł je i chwycił moją drugą rękę. A więc tak to wymyślił. Głupi, głupi, jestem głupi. Sho chciał opowiedzieć mi wcześniej, co planuje. Ale ja powiedziałem, że nie chcę wiedzieć, bo i po co? Chciałem mieć jebaną niespodziankę. A teraz byłem przerażony. Następnie przykuł mi nogi. Leżałem na brzuchu rozkrzyżowany na łóżku. Odwróciłem głowę w jego stronę. Widząc mój ruch, delikatnie dotknął szpicrutą mojej twarzy.

- Nie planowałem karać cię, no ale skoro byłeś nieposłusznym psem to...
- Kurwa, skąd miałem wiedzieć, że mam łazić na kolanach... - wyrwało mi się.
- Osiem... – odezwał się, złośliwie chichocząc.
Ja pierdolę... osiem... kurwa... no kurwa...
- Hasełko?
Nic z tego, nie złamię się. Czułem, jak penis coraz bardziej domaga się uwagi, której nikt mu dziś nie poświęcał. Szlag by to trafił. Czy on zamierza mnie tylko zlać, czy planuje coś jeszcze. Przejechał narzędziem tortur po moich nagich plecach. Łaskotało. Jak to możliwe. Przecież to nienormalne. Chciałem mimowolnie się odsunąć, ale nie mogłem.
- Czyżby łaskotki? Wiesz... do tej pory spotkałem się z dwoma reakcjami w przypadku przesuwania dłonią lub narzędziem tortur po kręgosłupie. Były to łaskotki albo dreszcze podniecenia. Jak jest z tobą, suko?
Znów przejechał szpicrutą po moim kręgosłupie. Mimowolnie zachichotałem. Łaskocze... kurwa mać.
- Łaskotki... ciekawe...
W powietrzu usłyszałem cichy świst i na lewym pośladku poczułem lekki ból. Zaczęło się.
- Jeszcze jedno mój drogi. Głośno liczysz. A więc słucham.
- Raz... – powiedziałem spokojnym głosem. Ból nie był aż tak silny. Wręcz było to lekkie klepnięcie. Tak to on może mnie lać. Moje myśli przerwał kolejny raz. Tym razem nieco mocniejszy, ale też do zniesienia. Nie było to aż takie straszne. Znów przesunął szpicrutą po moich plecach...
- Dwa... – powiedziałem.
Jeździł nią kreśląc na mnie jakieś dziwne i wymyślne kształty. Kurwa... łaskotało. Kolejny raz był dużo mocniejszy. Sapnąłem głośno. Piekło. Zacząłem się bać, że przy ósmym razie nie będzie już tak miło, jak na początku. Zaszokowany nie powiedziałem: trzy. Dostałem kolejne dwa szybkie strzały po pośladkach.
- Zapomniałeś, że masz liczyć.
Ze ściśniętym gardłem powiedziałem - Pięć.
- Tak, pięć... to jeszcze trzy.
Znów poczułem, że głaszcze moje plecy, a potem przesuwa szpicrutę w kierunku tyłka. Spiąłem mięśnie przygotowany na kolejne razy. A on przejechał po tyłku i zaczął wodzić nią po moich udach... łydkach... stopach.... Odsuwałem stopy, na ile było to możliwe. To dopiero łaskotało. Padł kolejny niezapowiedziany strzał. Bolało. Z oczu popłynęły mi łzy.
- Sześć – szepnąłem.
- Jakie jest hasło?
Zacisnąłem usta i wtuliłem twarz w łóżko. Jeszcze dwa... jeszcze kurwa dwa... Tyle to wytrzymam... Kolejne uderzenie spadło na oba pośladki na raz...
- Siedem... – głos załamał mi się.

Pośladki mnie piekły, z oczu płynęły łzy. Tylko czemu... no czemu mój fiut nadal stał... W głębi duszy wiedziałem, jaka jest odpowiedź. Podobało mi się to. Ten drań przejechał szpicrutą pomiędzy moimi pośladkami. Zadrżałem i mimowolnie jęknąłem. Usłyszałem kolejny głośny świst i następujące po nim uderzenie:
- Osiem – załkałem.
Sho położył bat na łóżku obok mojej twarzy. Chyba to miała być groźba, że jeśli będę mu się sprzeciwiał, to znów go użyje. Pogłaskał dłonią moje bolące pośladki. Mimowolnie syknąłem.
- Twoją dupę zdobią teraz piękne czerwone ślady. 
Uwolnił mi nogi i ręce. Kazał uklęknąć na brzegu łóżka. Gdy spełniłem jego polecenie, dotknął dłonią mojego stojącego penisa.
- Chyba ci się to podobało.
Następnie położył dłonie na moich pośladkach i je rozsunął. Przyglądał mi się. Pomyślałem, że dupy kobiet i mężczyzn, nie różnią się chyba zbytnio od siebie. Więc co on takiego tam podziwiał. Po chwili poczułem, że polał mnie czymś. No tak... lubrykant. Logiczne... nie będzie przecież mnie wylizywał. Poczułem, jak wsuwa we mnie jeden palec, po chwili kolejny. Z opuszczoną głową chłonąłem jego pieszczoty.
- Wreszcie - krzyczało mi w głowie. - Wreszcie skończą się moje cierpienia.
Wsuwał palce i wysuwał, rozciągał mnie, po chwili dodał trzeci palec. Nie przeszkadzało mi to. To nie pierwszy raz, jak ktoś ruchał mi dupę. No właśnie... czy on mi wsadzi fiuta? To dopiero było pytanie. Po chwili dodał czwarty palec. Już nie było aż tak przyjemnie. Starłem się rozluźnić. Przychodziło mi to z lekkim trudem. Zabrał palce.
- Czemu? - znów krzyczało mi w głowie. - Jeszcze... chcę jeszcze...

Poczułem, jak coś twardego ociera mi się o wejście. No tak dildo... logiczne... Wepchnął je szybko i bez ostrzeżenia. Bolało... Kurwa no... Jęknąłem... Zaśmiał się złośliwie:
- Sądziłeś, że będę delikatny. Zapomnij. Nigdy nie jestem delikatny.
Poruszał nim coraz szybciej i szybciej. Trafiał w prostatę. Dyskomfort zmienił się w przyjemność. Wypiąłem mocniej tyłek. Miałem nadzieję, że otrzymam więcej pieszczot, ale on miał inne plany. Usiadł obok mnie na łóżku i oparł się plecami o jego ramę. Zapalił papierosa.
- Na stole leży pewna rzecz. Przynieś. Przypominam, że jesteś psem. I nie zgub tego, co masz teraz w tyłku.
Uniosłem głowę i spojrzałem mu w oczy. Dmuchnął dymem papierosowym w moją twarz. Skrzywiłem się.
- Rusz dupę. A może mam znów włączyć stoper i liczyć ci czas?

Zszedłem ostrożnie z łóżka, oczywiście na czterech i pomaszerowałem w kierunku stolika. Spojrzałem... Co kurwa... Drugie dildo... Co on zamierza z nim zrobić... Nie... Niemożliwe... Ja nigdy... Spojrzałem przerażony w jego kierunku. Palił papierosa.
- Hasło? Możesz go zawsze użyć – powiedział.
Pokręciłem przecząco głową. Raz się żyje, może już nigdy się na to nie odważę. Niezgrabnie ująłem zębami sztucznego fiuta i wróciłem na łóżko. Jakimś cudem nie zgubiłem tego z tyłka. Klęknąłem obok niego. Musiałem wyglądać jak jakaś kurwa z fiutem w dupie i w zębach. Nie czułem jednak wstydu. Podniecało mnie to. Sho zabrał mi fiuta z buzi i uklęknął za mną. Poczułem, że wylewa więcej lubrykantu na mój tyłek. Rozsmarowuje wokół wejścia, w którym tkwił sztuczny fiut.
- Wypnij się mocniej.
Przerażony spełniłem jego polecenie. Czekałem. Starałem się nie spinać. Wtedy może będzie mniej bolało. Tak powtarzałem sobie w duchu. Poczułem nacisk. Moje wejście zaczęło się rozszerzać. Bolało, chciałem się odsunąć. Nie pozwolił. Trzymał w żelaznym uścisku moje biodro.
- Sam tego chciałeś. Chciałeś zobaczyć, jak to jest.
Jęknąłem przeciągle. Coraz większy ból promieniował z mojego tyłka. Drugie dildo opornie wchodziło obok pierwszego.
- Hasło?
Nie odpowiedziałem mu nic. Wtuliłem mocniej głowę w pościel i starałem się rozluźnić. Bolało jak jasna cholera.
- Hasło?
- Nie – powiedziałem na głos.
Sho kontynuował swoje tortury.
- Hasło?
- Nie ma mowy – odpowiedziałem mu ze złością

Poczułem, że zostałem wręcz rozdarty. Dildo weszło do mojego wnętrza obok pierwszego. Bolało... Ja pierdolę... Bardzo bolało... Oddychałem głęboko, starając się nie zaciskać dupy, żeby nie potęgować bólu. A ten drań przesunął się nieco i zaczął mi trzepać. Popatrzyłem w jego kierunku załzawionymi oczami. Miał bardzo poważną minę. Chyba mnie uważnie obserwował. Czyżby obchodziły go moje reakcje. Drugą ręką poruszał dildami w moim tyłku. Ocierały się o moją prostatę. Nie czułem już takiego bólu, jak na początku. Niemożliwe... Czyżbym i to lubił... Czułem, że zaraz eksploduję.
- Jeśli chcesz, możesz sobie zwalić – zabrał rękę z mojego penisa.

Mocniej zaczął posuwać mnie dildami. Zacisnąłem dłoń na swoim fiucie. Wypchnąłem biodra mocniej do góry, chciałem żeby fiuty weszły głębiej. Zawyłem z bólu i przyjemności. Sho poruszał nimi nieprzerwanie, ja sobie w tym samym czasie trzepałem. Nie wiem, kiedy i jakim cudem doszedłem. Poczułem totalny odlot i trysnąłem na łóżko. Chyba krzyczałem, nie wiem, odpłynąłem... Poczułem, jak wyciąga ze mnie dilda. Padłem wyczerpany na łóżko. Nigdy w życiu nie miałem takiego orgazmu, jak teraz. Nie byłem w stanie tego pojąć. Do dziś ważne dla mnie były czułości, pocałunki, mizianie i tym podobne pierdoły. Dziś tego nie było. Dziś było poniżenie i ból. Leżałem przez chwilę w ospermionej pościeli. Po chwili wstałem z trudem. Bolała mnie dupa.
- Idę pod prysznic – powiedziałem.

W trakcie kąpieli nie myślałem. Woda spływała po głowie, ramionach, plecach. Tylko stałem. Totalny reset. Gdy wyszedłem spod prysznica, wziąłem pierwszy lepszy ręcznik i wytarłem się. Poszedłem do pokoju. Sho pieprzył coś, żebym został, chciał pogadać. Ja nie chciałem. Musiałem iść do domu i pomyśleć. Przed przyjściem tutaj miałem ułożony w głowie konkrety plan. Teraz nie byłem już go aż tak pewny. Wróciłem do siebie, padłem na łóżko. Wysłałem Sho tylko jednego smsa i zasnąłem.

A teraz stałem przed domem tego gówniarza. Podjąłem decyzję. Z Nataniela udało mi się wyciągnąć, że Aki zarobił wpierdol od swojego gacha. Musiałem dowiedzieć się, co mu się stało. Nacisnąłem dzwonek domofonu i czekałem.

8 komentarzy:

  1. mnie tam nie było jej szkoda ani trochę :D

    jaki twardy Sho <3 <3 <3
    rozwala mnie to używanie słowa padalec jako obelgi <3
    jeeeej, Marco się podoba ^^ <3 <3 <3 <3 :D
    Marco w ogóle geniusz xD wszystko po fakcie jest logiczne :D
    ale ten Sho jak się dopomina o to hasło :D teraz pytanie, czy się znęcał w ten sposób, czy się bał o przyjaciela?
    JAK MOGŁAŚ SKOŃCZYĆ W TAKIM MOMENCIE?! jesteś okrutna :((( nie mogę się doczekać, co będzie dalej <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że się podobało, bo szczerze mówiąc bałam się trochę tego rozdziału. Pierwsze seksu i dlatego miałam lekkiego cykora.

      Musiałam przerwać w takim momencie, bo już mam pomysł na następną notkę XD.

      Chyba będzie Akiego XD.

      Usuń
    2. jeeeej!! <3
      ale będą seksy? :>

      Usuń
  2. O JA PIERDOLĘ.

    Markusiu, aleś ty pyskaty, piesku. O, przepraszam, SUKO.
    Od razu dwa dildoski i chłostanko, no no, chłopie. Sho taki srogi i surowy.
    W ogóle, strasznie mi się spodobało, że Sho chciał, żeby Marco został, bo chciał z nim pogadać, a ten zwiał :D .

    Brak mi słów. Czyżby Marco był switchem? To znaczy, no, skoro chciałby poskromić Akiego, to jednak pewnie myśli, że może być też dominem? Ale sam się przyznał, że to z Sho (jako strona uległa) mu się bardzo spodobało.

    Piękne opisane emocje. Zachwyciły mnie jego obawy, myśli, przekleństwa nawet (:D), to czekanie, niepokój i to, jak odczuwał ból, a potem ze zmieszaniem stwierdził, że jednak fiucik wie, co robić - stać! :D

    Świetne, Impruś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja tak bałam się to wrzucić, bp pierwszy sex XD.

      Marco chciał spróbować czegoś nowego i wczuć się w rolę uleglej suki. Obecnie sam do końca jeszcze nie wie czy dałby radę być dominem, ale skoro poszedł do Akiego to ma plan.

      Sho jest wredny i sadystyczny, ale Marco to jego najlepszy i jedyny przyjaciel. Mimo wszystko nie chciał go skrzywdzić. Później miał przecieżwyrzuty sumienia, że się zgodził i Noe wiedział jak się zachować.

      Jutro biorę się za Akiego. W głowie roi się plan na notkę XD.

      Opoko naprawdę żyje swoim życiem. Dochodzi mi wiele nieplanowanych zdarzeń. Chociażby ta dominacja XD. Sama niczego nie jestem pewna :D

      Usuń
    2. To nic, rozumiem cię, bo tak mam (opko zyje swoim życiem).

      Podoba mi się, że każdy rozdział zawiera jedną myśl przewodnią, a opisujesz to bardzo konkretnie, ale też szczegółowo, ładnie dobierając słowa, opisy i środki stylistyczne. No i dawkowanie emocji. Bardzo na miejscu.

      Usuń