WAŻNE INFO:

Obiecuję, jak najszybciej odpowiedzieć na wasze wszystkie komentarze i skomentować blogi, które czytam :D.

KOMENTUJCIE, bo to bardzo motywuje XD.

niedziela, 27 listopada 2016

Umowa - Rozdział 7 (Aki)

AKI

Sam w domu. Znowu. Tak było zawsze. Kasa, kasa, kasa... Tylko to się dla nich liczyło. Ja byłem tylko dodatkiem. Dzieckiem, które powinni mieć. Potomkiem, który przejmie kiedyś ich kancelarię. Tylko, że ja miałem inne plany. Na pewno nie pójdę na prawo. Nie wyobrażałem sobie siebie paradującego w garniturze i w todze. Nie wiedzieli jeszcze o tym. Zresztą dopóki miałem dobre oceny, nie interesowali się mną. Normalne. Kolejne opiekunki, prywatni nauczyciele, obcy ludzie... lepiej mnie znali i rozumieli, niż moi rodzice. Postanowiłem, że skończę liceum z jak najlepszymi ocenami. W tym roku czekała mnie matura. Nie bałem się, nauka przychodziła mi z dużą łatwością. Biedacy dowiedzą się wszystkiego po moim egzaminie dojrzałości.

Leżałem w salonie przed telewizorem. Leżałem na brzuchu. Bardzo bolały mnie plecy. Kilka dni temu ledwo wróciłem do domu. Drań nawet mnie nie odwiózł, nawet nie zadzwonił po taksówkę. Toksyczny układ. Tkwiłem w nim. Wielokrotnie chciałem się z niego uwolnić, ale nie potrafiłem. Zawsze do niego wracałem. Lubiłem, jak się nade mną znęcał, bił, poniżał, a potem pieprzył. Zero emocji, zero uczuć, tylko ostre zabawy i ostre rżnięcie. Nie wiedziałem nawet, czy chciałem być kochany. Pewnie w głębi duszy tak. W mojej rodzinie panowała czysta kalkulacja i wyrachowanie. Nie było słów: kocham cię, martwię się, pomóc ci. Więc skąd miałem wiedzieć, czy tego bym chciał. Poznałem gościa przez internet. Miałem wtedy siedemnaście lat. Pierwszego spotkania chyba nigdy nie zapomnę. Bolesny pierwszy raz głęboko wyrył się w mojej pamięci. Nie chciałem sobie teraz tego przypominać. Czułem, że odpływam. Na ekranie przesuwały się kolejne sceny musicalu. Zaledwie wczoraj udało mi się go zdobyć. Oglądałem go w oryginale. Znałem japoński. Mój plan na przyszłość wymagał znajomości tego języka. Było mi strasznie gorąco, plecy paliły żywym ogniem, bałem się spojrzeć w lustro. Zresztą nie chciało mi się podnieść. Leżałem ubrany w luźne spodnie. Dobrze chociaż, że rany na tyłku już mi się zagoiły, bo nie mógłbym siadać. Zamykały mi się oczy, obraz rozmazywał. Nagle usłyszałem dzwonek do drzwi. Kogo znów tu przyniosło? Nataniel był w robocie, mówił, że wpadnie, jak będzie miał wolne. Pobożne życzenie. Miał tyle robót, że nie było nawet szansy, żeby znalazł dla mnie czas. Widywaliśmy się ostatnio tylko przelotem w restauracji, gdzie jadałem obiady. Niechętnie podniosłem się. Krzywiłem się, gdy wciągałem luźny t-shirt. Materiał boleśnie ocierał się o skórę. Podszedłem do drzwi wejściowych. Coraz bardziej kręciło mi się w głowie. Nacisnąłem guzik domofonu:
- Czego?
- Od Nataniela wiem, że zostałeś pobity. Wpuść mnie - usłyszałem obcy głos.
- Nie znam cię. Spadaj.
- Nie przeszkadzało ci to, żeby pocałować mnie w kiblu. Jak mnie nie wpuścisz, to dzwonię na policję i zgłoszę twoje pobicie.

W głowie kołatały mi się kolejne myśli. Policja, pobicie, całowanie... Kim on u diabła był? Nagle mnie olśniło. Niemożliwe. To był tamten starszy chłopak, którego pocałowałem w restauracji. Czego on ode mnie znów chciał? Jakiś prześladowca, czy jak? Kurwa, co ja mam teraz zrobić? Przełknąłem nerwowo ślinę. Dobrze, że starzy pojechali na jakiś prawniczy zlot.
- Właź.
Gdy podszedł do drzwi wejściowych, otworzyłem je i oparłem się o futrynę.
- Śledzisz mnie? A może jesteś pedofilem?
- Pedofilem raczej nie, poza tym masz już 18 lat, więc to pytanie jest nie na miejscu – roześmiał się. - To on?
- Kto?
- Twój właściciel załatwił ci tak twarz?
No tak... przypomniało mi się, że miałem przecięty policzek.
- Nie twoja sprawa. Jeśli to wszystko, to spadaj.

Chciałem zamknąć drzwi, ale przytrzymał je ręką. Znów poczułem, że zaczynam odpływać. Czemu akurat teraz. Niech on już sobie idzie.
- Zjeżdżaj stąd.
- Nie.
Zachwiałem się, poczułem, że nogi odmówiły posłuszeństwa i zacząłem osuwać się na ziemię. Złapał mnie. Przez materiał dotknął moich biednych pleców, jęknąłem.
- Idź sobie – wyszeptałem.
Bez słowa wziął mnie na ręce. Syknąłem.
- Puść mnie.
Trzymał mnie mocno. Wszedł do środka. Zamknął za nami drzwi. Skierował się do salonu. Chciałem się wyrwać, ale moje ruchy wywoływały kolejne fale bólu.
- Kurwa - zajęczałem.
Bez słowa posadził mnie na kanapie. Usiadł obok. Dotknął mojego czoła. Delikatnie przesunął opuszkami palców po policzku.
- Jesteś cały rozpalony. Ściągaj bluzkę.
- Pojebało cię. Zjeżdżaj z mojego domu.
- Zamknij się i słuchaj uważnie. Albo zdejmiesz t-shirt po dobroci, albo ściągnę go z ciebie siłą. Decyduj.
Miał twardy wzrok. Widziałem, że był też zaniepokojony i chyba zmartwiony. Czemu przejmował się obcym chłopakiem? Siedziałem i gapiłem się na niego. Westchnąłem i ściągnąłem pierdoloną bluzkę. Siedziałem do niego przodem, nie widział moich pleców. Miałem nadzieję, że zaraz pójdzie w cholerę. Myliłem się.
- Pokaż mi je.
- Co mam ci pokazać? Może fiuta?
- Plecy.
Cholera, ale on był opanowany i spokojny. Z ociąganiem odwróciłem się do niego tyłem. Westchnął.
- Powinieneś iść z tym do lekarza.
- A ty powinieneś stąd wyjść.
- Gdzie masz apteczkę?
- Spadaj.
- Gdzie?
- Na górze. W moim pokoju pod łóżkiem. Ostatnie drzwi w głębi korytarza.

Wstał i poszedł na górę. Czemu się tak o mnie martwił? Nie znał mnie. Nie wiedział kim jestem. Nie wiedział o mnie nic. Całkiem obcy facet okazywał mi więcej troski, niż moi rodzice przez te wszystkie lata. A może coś było z nim nie tak? Byłem pewien, że leci na facetów. Też obserwowałem go w restauracji. Czy mi się podobał? Może trochę. Był na pewno starszy ode mnie. Na oko miał trzydziestkę. Był przystojny. Przydługie włosy do ramion układały mu się w miękkie fale. Dziś miał lekki zarost. Była sobota, więc pewnie wczoraj się nie golił. Pewnie dziś nie pracował. Siedziałem i czekałem na niego. Czułem się coraz gorzej. Chyba faktycznie miałem gorączkę. Sądząc po bólu... pewnie wdał się stan zapalny. Moja wina, że nie opatrzyłem tego wcześniej. Tamten drań zlał mnie do krwi. Nie pofatygował się nawet, żeby zdezynfekować rany. Ja nie miałem jak. Nataniel nie mógł przyjść. Nie miałem siły iść do niego. Rodziców nie mogłem o to poprosić. Do lekarza też nie mogłem iść. Pięknie, no po prostu fantastycznie.

Po chwili usłyszałem jego kroki. Niósł w ręku apteczkę i jakąś miskę, chyba z wodą. Zachowywał się tak, jakby to był jego dom.
- Kładź się na brzuchu.
- Nie.
- Nie będę się powtarzał. Jazda.
Nie spodziewałem się po nim, że mógłby być taki stanowczy. Od kiedy tu przyszedł, był bardzo pewny siebie. Nie słuchał tego, co mówiłem, albo raczej... nie reagował na to, czego ja chciałem. Spodobał mi się ten ton. Niemożliwe. Z kolejnym ociąganiem położyłem się na brzuchu. Usiadł obok mnie. Poczułem jak delikatnie przemywał rany wodą. Piekło. Zasyczałem:
- Debilu, to boli.
- Masz poważny stan zapalny. Rany zaczynają ci ropieć. Jeśli nie chcesz iść do lekarza, to zamknij się.
- A skąd ty możesz wiedzieć, jak opatruje się coś takiego?
- Niestety wiem.
- Niby skąd?
- Mój kumpel... zresztą to nieistne.

Gdy skończył, spryskał rany środkiem odkażającym i posmarował maścią. Był bardzo delikatny. Dotykał mnie tylko opuszkami palców. Bolało, ale było to też takie przyjemne, czułe, miłe. Nikt nigdy nie zrobił dla mnie czegoś podobnego. Po sesjach zawsze sam musiałem o siebie zadbać.
- Gotowe. Pokaż mi teraz swoją twarz.
Usiadłem zrezygnowany. Nie patrzyłem na niego. Delikatnie dotknął mojej brody i odkręcił moją twarz w swoją stronę. Policzek musiał wyglądać nieciekawie, bo się skrzywił.
- Przypadkiem czy celowo tutaj oberwałeś?
- Zaciąłem się przy goleniu.
- Jasne. Widzę przecież, że zarobiłeś batem. Czemu na to pozwoliłeś?

Delikatnie przemywał policzek. Bolało. Zastanawiałem się tylko, co bardziej mnie bolało: duma, przemywanie rany, czy to, że był dla mnie taki dobry. Poczułem w kącikach oczu łzy. Gdy skończył, popatrzył mi w oczy. Dotknął mojej czarnej obroży na szyi. Zmarszczył brwi, ale nic nie powiedział. W powietrzu czuć było napięcie i wahanie. Zarówno moje, jak i jego. Przysunął się i delikatnie pocałował. Odskoczyłem od niego jak oparzony.
- Co ty kurwa sobie wyobrażasz?
- Nic.
Wstał i poszedł do kuchni. Wrócił ze szklanką zimnej wody. Podał mi.
- Masz. Woda i tabletki.
- Co to?
- Zbije gorączkę. Bierz. Kiedy wracają twoi rodzice?
- W poniedziałek.
- Ok.

Usiadł w fotelu obok i wziął do ręki pilota.
- Co ty kurwa robisz?
- Jak to co? Zostaję.
- Wypierdalaj.
- Spróbuj mnie wyrzucić.
Zrezygnowany położyłem się na kanapie, oczywiście na brzuchu. Zdziwiony zauważyłem, że cofnął musical do samego początku i zaczął oglądać.
- Czyżby taki stary pryk interesował się takimi filmami?
- Lubię Kuroshitsuji, a to jest najnowszy musical.
- Też coś.
- Szkoda tylko, że nie znam języka. Trzeba będzie poczekać, jak ktoś go przetłumaczy.
- Żałuj...
Spojrzał na mnie z zaciekawieniem.
- Znasz japoński?
- Pewnie. Zapomnij, że przetłumaczę to dla ciebie.
Patrzyliśmy na musical. Poczułem, że robię się coraz bardziej senny. Oczy mi się zamykały. Odpłynąłem. 

Obudził mnie przyjemny zapach. Ziewnąłem i otworzyłem oczy. Był dzień. Plecy bolały mnie nieco mniej. Zastanawiałem się, ile spałem. Byłem przykryty cienkim kocem. No tak, przecież on tu był. Przez sen czułem, jak mnie okrył i delikatnie pogłaskał po policzku. Zarumieniłem się na to wspomnienie. Nie byłem przyzwyczajony do czegoś takiego. Burczenie w brzuchu wyrwało mnie z rozmyślań. Uniosłem się na rękach i usiadłem na kanapie. Zapach dochodzący z kuchni coraz bardziej pobudzał mój głód.

Wszedł do salonu, niósł dwa talerze z jajecznicą. Boże... nikt w tym domu od bardzo dawna nie gotował. Czasem tylko sam robiłem sobie coś prostego do jedzenia. Jak byłem mały, to opiekunki przygotowały mi posiłki. Matka nigdy nie miała na to czasu.
- Głodny? – uśmiechnął się do mnie i postawił talerze na ławie stojącej przed kanapą.
Poszedł znów do kuchni i przyniósł gorące kakao, które nalał nam do kubków. Usiadł obok mnie i zaczął jeść. W telewizji leciały jakieś wiadomości.
- Dzięki – mruknąłem i wziąłem talerz. Jajecznica była pyszna, podobnie kakao. Dawno go nie piłem. Wziął pilota i włączył jakieś anime. Spojrzałem na niego zaskoczony. Czyżby to też oglądał? 
- Co to? - zapytałem.
- Yuri on Ice. Kumpel mi polecił. Podobno ma niezłą fabułę i niekiepską muzykę.
- Acha.

Gdy zjedliśmy, znów kazał położyć mi się na brzuchu.
- Nie - powiedziałem ze złością.
- Nie pytam cię o zdanie.
- Nie jesteś moim ojcem.
- Fakt.
- Kim ty do cholery jesteś i czemu się mną przejmujesz? – byłem wściekły.
- Marco.
- Co?
- Tak mam na imię.
- Marco, spadaj stąd.
- Nie – znów ten uśmiech. Przestań u diabła to robić. Przestań się tak do mnie uśmiechać i tak na mnie patrzeć.
- Skoro nie chcesz się położyć, to chociaż usiądź do mnie tyłem. Chyba, że jednak wolisz iść do lekarza?
- Tsss... – odwróciłem się.

Znów poczułem te gorące palce na moich plecach. Smarował mnie delikatnie i powoli. Starał się nie sprawiać bólu. Mimowolnie co jakiś czas syczałem. Nadal bolało. Ustami musnął mój kark tam, gdzie nie było obroży. Przez ciało przepłynął dreszcz.
- Co robisz? – zapytałem.
- Nic – zamruczał i znów mnie pocałował. Palcami głaskał moje plecy w nieporanionych miejscach. Ustami muskał ramiona. Umysł podpowiadał, żebym się odsunął. Ciało nie reagowało. Siedziałem i chłonąłem jego delikatne pieszczoty. Położył dłonie na moich biodrach. Po chwili przesunął je w kierunku brzucha. Masował skórę opuszkami palców. Westchnąłem i pochyliłem do przodu głowę.
- Co ja robię? - przelatywało mi w głowie. 
Przecież miałem Pana, przecież nie wolno mi było robić tego z kimś innym, przecież go nie znałem. Cholera... Dotykał teraz mojego torsu. Przymknąłem oczy. Czułem panujące pomiędzy nami napięcie. Czułem jego oddech na swojej nagiej skórze. Czułem, jak coraz bardziej się podniecałem. Dotknął mojej brody i odwrócił moją twarz w swoją stronę. Przejechał językiem po szyi, omijając obrożę. Ugryzł w ucho. Sapnąłem. Przysunął usta do moich ust. Pocałował. Najpierw delikatnie zassał dolną wargę. Gdy nieświadomie i niezależnie od siebie rozchyliłem nieco wargi, wsunął język. Kolejny dreszcz przepłynął po moim ciele. W spodniach zrobiło się ciasno. Podniecało mnie to... Pogłębił pocałunek. Odpowiedziałem. Nasze języki zetknęły się. Zatraciłem się. Wszystko przestało się liczyć. Całował mnie, a ja mi odpowiadałem. Odsunął się ode mnie. Nie odzywał się. Patrzył rozpalonym wzrokiem. Jemu też się chciało. Podniósł się i stanął przed kanapą. Zsunął nieco spodnie. Jego penis stał na baczność.
- Nie muszę chyba mówić, co masz teraz zrobić.

Tak, nie musiał. Ująłem go w dłoń. Przysunąłem usta i oblizałem jego żołądź. Przesuwałem mokrym językiem po jego trzonie. Liznąłem nawet jego jaja. Chyba był zadowolony, bo zamruczał. Przesuwałem dłonią po jego penisie w górę i w dół. Trzepałem mu. Miał dużego. Większego od fiuta mojego Pana. Boże, on mnie za to zabije.
- Weź do ust.
Spełniłem polecenie. Patrzyłem mu w oczy, gdy to robiłem. Kręciło mnie, że z czułego i miłego faceta nagle zmienił się w takiego chłodnego i rozkazującego. Czyżby miał zadatki na domina? A może nim był? Objąłem ustami jego męskość i zassałem. Wepchnął mi go głębiej. Zaskoczył mnie tym. Głębokie gardło. Kurcze, tylko nie to. Nienawidziłem tego i z moim obecnym Panem nie robiłem. Zakrztusiłem się.
- Wiem, że dasz radę. 
Cholera, nie potrafiłem. Złapał mnie za głowę i stanowczo głębiej wepchnął fiuta. Chciałem się wyrwać. Nie pozwolił.
- Spokojnie.
Oddychałem przez nos. Uspokajałem się. Złapałem go za pośladki. Po chwili zaczął wsuwać i wysuwać swojego penisa. Głęboko. Starałem się, jak mogłem. Mogłem go odepchnąć. Mogłem zaprotestować. Nie zrobiłem tego. Miałem nadzieję, że nie eksploduje mi w ustach. Nienawidziłem smaku spermy. Znów zamruczał zadowolony. Wyjął go z mojej buzi. Z powrotem naciągnął spodnie. Czemu? Byłem zawiedziony. Uśmiechnął się do mnie.
- Wstań.
Znów ten rozkaz w głosie. Krótki i treściwy. Zrobiłem, co chciał.
- Zdejmij spodnie i odwróć się.
Gdy to zrobiłem, kazał mi się pochylić i oprzeć dłońmi o oparcie kanapy. Znów nie zaprotestowałem. Poddawałem się jego władzy. Rozsunął mi mocniej nogi, rozchylił pośladki. Poczułem jego język na moim wejściu. Jezu. Chyba zwariuję. Najpierw tylko lizał, przesuwał językiem z góry na dół. Jęknąłem. Po chwili wsunął język do środka. Nie myślałem, chciałem tylko, żeby mnie przeleciał. Już, teraz, szybciej... Poczułem, jak wsuwał we mnie kolejne palce, pieścił mnie i coraz bardziej rozciągał. Czyżby dbał o mnie? Do tej pory sam musiałem troszczyć się o swoją przyjemność. Teraz było inaczej. Miałem wrażenie, że teraz to ja jestem najważniejszy. Wyjął palce. Złapał mnie za włosy i mocno pociągnął w górę. Musiałem wstać. Spełniłem jego kolejny rozkaz. Czekałem. Głaskał mnie teraz po pośladku.
- Zrób to wreszcie. Zerżnij mnie. – błagałem.
- W swoim czasie, mój drogi.

Zsunął spodnie. Położył obok na kanapie. Zastanawiałem się, czemu aż tak zadbał o nie. Jego stojący fiut ocierał się o mój tyłek. A on przesuwał palcami po moich ramionach i biodrach. Starał się jak najmniej dotykać moich pleców. Czyżby nie chciał sprawić mi bólu? Po chwili usiadł na kanapie. Złapał mnie za dłoń i pociągnął do siebie. Usiadłem na nim, przodem do niego. A więc tak to sobie zaplanował.
- Włóż go.
Kolejne krótkie polecenie. Boże, jak to na mnie działało. Panował nade mną. Poskramiał. Niemożliwe. Nie ten niepewny siebie facet, który nawet nie odpowiedział na pocałunek w kiblu restauracji. Teraz to on miał tu władzę. A ja mu ją tak po prostu oddałem. Uniosłem się, wziąłem w rękę jego penisa i wsunąłem w siebie. Był duży. Trochę bolało. Ale ja lubiłem ból. Byłem masochistą. Tylko, że teraz on mnie nie lał, nie męczył, nie droczył się, a ja mu się mimo to oddawałem. I pragnąłem tego. Chciałem, żeby mnie przeleciał. Moje uda dotknęły wreszcie jego ud. Cały fiut we mnie wszedł. Patrzył zadowolony. Czekał. Gdy chciałem zacząć się poruszać, przytrzymał stanowczo moje biodra.
- Nie tak szybko.

Popatrzyłem zdziwiony na niego. Z leżących obok spodni wyjął scyzoryk. Przełknąłem nerwowo ślinę.
- Co chcesz zrobić? - zapytałem niepewnie.
- A co? Boisz się?
- Niczego się nie boję.
- To się jeszcze okaże.
Otworzył scyzoryk i przesunął ostrzem po mojej nagiej skórze. Od mojej obroży, poprzez tors, brzuch, aż do penisa. Zadrżałem. Zacisnąłem nerwowo mięśnie i syknąłem z bólu. Miałem przecież w sobie fiuta tego skurwiela. Najlepsze było to, że mój penis nadal stał na baczność.
- Aki, mam pytanie.
Nadal wodził ostrzem po mojej nagiej skórze. Poruszył biodrami. Znów dreszcz. Przejechał ostrzem po moim penisie. Dreszcz.
- Błagam. Zerżnij mnie wreszcie - sapnąłem.
Zachichotał.
- Aż tak bardzo ci się chce? – oblizał zmysłowo wargi.
Pierdolony był we mnie. Dotykał ostrzem mojego fiuta. A mi się nadal chciało. Bardzo.

- Skoro tak, to... – znów przesunął ostrzem po skórze brzucha i torsu. Trącił delikatnie mój sutek. Zatrzymał przy szyi. Wsunął pod obrożę. Znałem już jego pytanie. Wiedziałem, czego chciał. Patrzyłem na niego rozpalonym wzrokiem. Oddychałem coraz szybciej. Podniecenie sięgało niemal zenitu. Moje mięśnie zaciskały się na jego fiucie. Cholera... Kiwnąłem twierdząco głową. Byłem jego. Uśmiechnął się i przeciął materiał. Obroża spadła, odsłaniając moją szyję. Odrzucił na bok scyzoryk i objął mnie ramionami. Zaczął całować po szyi, trzymał za biodra i zaczął nadawać rytm, w jakim mam się poruszać. Jęknąłem... Zamknął moje usta pocałunkiem. Wdarł się językiem do środka. Kąsał, lizał, ssał moje wargi. Mocno pieprzył. A ja już nie mogłem. Czułem, że zaraz dojdę.
- Ja zaraz... – zajęczałem.
- Zamknij się.

Znów ta pewność w głosie. Znów mnie to kręciło. Jaką ten człowiek miał władzę nade mną. Byłem jego. Teraz i pewnie już zawsze. Zatraciłem cię. Wtuliłem głowę w jego szyję. Złapał mnie za włosy i pociągnął do tyłu. Jęknąłem... Nawet nie dotykał mojego penisa. Nie potrafiłem skupić myśli, odpływałem. Poczułem, jak zassał skórę na mojej szyi w miejscu, które jeszcze przed chwilą zasłaniała obroża. Szarpnąłem się. Nie puścił. Pieprzył mnie i robił malinki. Pierdolony, znaczył swoje terytorium. Nie wytrzymałem. Krzyknąłem głośno. Wbił się we mnie po raz kolejny. Doszedłem z głośnym krzykiem. Trysnąłem na jego brzuch. Ale on posuwał mnie dalej. Jęczałem. Nie przerwał, dopóki nie doszedł we mnie. Puścił moje włosy. Padłem na niego. Delikatnie mnie objął. Głaskał po bolących plecach. Pocałował w czubek głowy. W mojej głowie kołatały się kolejne myśli. Po raz pierwszy ktoś był dla mnie czuły i delikatny, a jednocześnie ostry i stanowczy. Po raz pierwszy ktoś zadbał o to, żeby i mi by było dobrze. Po raz pierwszy ktoś sprawił, że doszedłem bez trzepania fiuta. Leżałem wtulony w niego. Wysunął się ze mnie. Czułem wyciekającą ze mnie jego spermę. Dalej mnie miział. Nie mówił nic. Wiedział. Zamknąłem oczy, pod powiekami poczułem gromadzące się łzy. Ja też doskonale wiedziałem. Od tej chwili należałem do niego. Postanowiłem, że na pewno mu tego nie powiem. Nie ma mowy.

Nie wiem, ile czasu tak trwaliśmy. Odezwał się pierwszy:
- Chodź, umyję twoje biedne plecki. A potem obejrzymy anime.
Uniosłem głowę i spojrzałem na niego.
- Pierdol się.
- Robiłem to przed chwilą razem z tobą – zaśmiał się.
- Spadaj. Idę sam.
Wstałem i poszedłem do łazienki. Z ust nie schodził mi uśmiech.

25 komentarzy:

  1. Uff < wdech, wydech >
    Czyli Akuś już nie pójdzie do tamtego brutala? Powiedz, powiedz, że nie?!
    A jak się stawiał, sprzeciwiał i bluzgał, gdy Marco chciał mu pomóc. W ogóle Marco to człowiek-zagadka. Nie rozgryzę go. Tak powinno być? Czy dopiero tworzysz jego charakter? Bo on ma zmiany nastroju jak ja w manii. Nigdy nie wiadomo, czego się po nim można spodziewać :D

    Trochę za dużo krótkich zdań, przez co tekst, zwłaszcza w końcu, wydawał się trochę chaotyczny.

    No mówię ci, wiedziałam, że od razu pokocham Marco. Odkrył w sobie domina? Trochę dziwne, że po prostu przyszedł i zerżnął biednego, pokrzywdzonego Akiego, ale chłopak pewnie i tak był zestresowany. Ale to mi tu mocno zgrzyta. Mógłby po prostu się nim zająć albo zerwać tę obrożę (btw świetny gest, taki symboliczny <3) i jakoś go uspokoić, choć ten pyskaty szczyl ciągle się odgradzał :D Ale wyszło mu to na dobre!

    A Marco chyba będzie Panem idealnym :D czuły i troskliwy, a w łóżku stanowczy i władczy :D
    Sho ma konkurencję!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. *hipomanię oczywiście miało być :D

      Usuń
    2. w ogóle, biedny Aki. Na bank ma jakąś traumę albo próbuje w ten sposób coś sobie udowodnić. no i smutna sytuacja w rodzinie, brak miłości rodziców, wymagania i tak dalej. Dobrze, że ma dobre oceny. Niech otem zadziwi swoich rodziców planami na przyszłość :D an pewno będą zadowoleni, na pewno :D

      I w ogóle, Kuroshitsuji <3 kurde, Marco, kocham cię jeszcze bardziej :D i Yuri on ice. Marco, jakiego yaoica polecasz? :D

      Mam nadzieję, że Aki już zerwie z tamtym palantem. Chociaż mogę podejrzewać, że jeszcze go dasz i wróci.

      Usuń
    3. Marco miał plan na samym początku tylko zająć się Akim. No ale nie dał rady utrzymać rączek przy sobie :D.

      Marco ma fioła na punkcie mang i anime.

      Co do charakteru Marco to on faktycznie ma zmiany nastroju. Z Akim pierwszy raz spróbował dominacji. Czy mu się to spodobało? Tajemnica XD.

      Usuń
    4. Aha, to niedobry Marco :D Mam nadzieję, że nie będzie gwałcić Akiego, tylko go "gwałcić" <3 niech chłopak już zapomni o tamtym palancie!!! Ale widzę ,e milczysz tajemniczo, więc pewnie tak nie będzie,m b ty lubisz dupków. Ok, poczekam (niecierpliwie).

      To Marco jest jak ty (i ja), bo ma fioła na punkcie mang i anime.

      Pierwszy raz z Akim? Dobrze mu to wyszło. I nie wzorował się na Sho <3 mądry Marco, brawo!

      Usuń
    5. Etatowym dupkiem jest Sho. Marco jest inny. Chyba, że Aki go wkurzy, wtedy nie wiadomo jak się zachowa XD.

      Usuń
    6. Przeczytałąm to jeszcze raz. Mówiłąm już, że kocham Marco???

      Usuń
    7. Bo mi chodziło o gwałt XD w złym tego słowa znaczeniu.
      Jakby było jakieś dobre ;-)

      Usuń
    8. Bo gwałt to zawsze mi się kojarzył jako coś złego, ale u mnie pewnie się pojawi jako kara

      Usuń
    9. Chodziło mi o to, że chcę, żeby Marco go "gwałcił" (umowa) <3

      Usuń
    10. Umowa nie dotyczy Marco i Akiego ;-)

      Usuń
    11. Chodzi mi o nawiązanie tytułu do bohaterów XD

      Usuń
    12. Nie chodziło mi o Umowę jako tytuł :D tylko umowę między MArco i Akim (jak u Kota i Ren, że będzie go "gwałcić", takie odgrywanie ról).
      Kurwa, nie potrafię się dzisiaj wysławiać :D

      Usuń
  2. ojej, biedny Aki :( a myślałam, że robi coś, co lubi :(
    Sho i Marco, ratujcie jelonka w potrzebie! <3

    biedny Akuś, tuliłabym <3
    gdzie to się dzieje, skoro potrzebuje znajomości japońskiego? i skoro nie w Japonii, to dlaczego ma na imię Aki? :D
    "starszy chłopak"?? to ile ten Marco ma lat? o.O ja myślałam, że Marco i Sho to dojrzali mężczyźni :v
    podoba mi się stanowczość Marca <3 <3 <3 FACET MASZ PLUSA!! <3 <3 <3
    jeeeej!!! Akiemu też się Marco podoba <3 <3 <3
    "Na oko miał trzydziestkę" jakoś nie komponuje mi się to z "starszym chłopakiem" :v trzydziestka to jest chyba facet? :D
    czyżby Marco uczył się od Sho stanowczości? :>>>
    Kuroshitsuji - jakże by inaczej xD
    Yuri on Ice AAAAAAAA!!!!!!!!!!!!! <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3
    "włóż go" brzmi dziwnie :D

    ALEŻ MI SIĘ PODOBAŁA TA SCENA SEKSU!!!!!! <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3
    I AKI STRACIŁ OBROŻĘ <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3
    Marco się sprawdził <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3
    ależ to wszystko piękne <3
    i mizianie na koniec <3 ACH!!! <3 <3 <3

    oglądanie anime <3 :D
    och, dumny Aki :3333
    fajnie, że mu się podobało :D w sumie IM sie podobało :D
    UŚMIECH <3 <3 <3 <3 <3
    ale nie wiem, czy podoba mi się ta myśl o niemówieniu :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Aki na pewno w końcu powie Marco co wtedy pomyślał.

    Marco i Sho mają po 30 lat.

    Faktycznie chłopak brzmiało dziwnie :D.

    Co do obroży, to jak Marco dał się ponieść, to chciał żeby Aki nie należał do innego. Zdjęcie obroży miało charakter symboliczny. Nie jesteś już jego, ale tylko jeśli sam podejmiesz taką decyzję - o to mu chodziło.

    Nie dzieje się to w Japonii. A czemu takie a nie inne imiona? Odpowiedź jest prosta - bo mi się one podobają :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. uff... to dobrze, że powie :)

      domyśliłam się, że o to chodziło z pozbawieniem obroży :D
      Marco, zaobrączkuj swojego pisklaczka! <3

      spoko :D bardzo dobry powód :D

      Usuń
  4. ahhhhhhhhh ohhhhhhhhhh <3333333333333333
    ja chce wiecej
    ahhh ten marco ahhhhhhhhh
    ayamis odpływa dzisiaj hahahahhaha :)
    aki aki :)masz nowego pana i to przytstojnego i nawet miłego
    zbieraj mnie z podłogi.. teraz imciu

    hahahaha

    OdpowiedzUsuń
  5. <3<3<3<3<3<3

    Ciekawe tylko czy Marco da radę się z nim dogadać. I jak długo będzie znosił jego wredny charakterek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czuje ze da <33
      marco obudzi w sobie domina pana ktory dba o swoje zwięrzątka.
      ahahahhahahaa
      marco zrob to dla mnie

      Usuń
  6. ,,Kasa, kasa, kasa." kojarzy mi sie z jakąś piosenką xD
    Kocham ten rozdział chyba najbardziej ze wszystkich! <3
    Takie pierwsze-pierwsze zakochanie sie w sobie tych dwóch cepów. <3
    I lubie tę pozycje xD
    I to przecięcie obroży takie awwwwwww.
    (tak, poszukasz sobie gdzie wstawiłam koma :D )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mówiąc, to chyba jak na razie również i moja ukochana notka jeśli chodzi o tą dwójkę <3

      Dziękuję, że skomentowałaś i naprawdę doceniam to, że ostatnio sprawdzasz moje rozdziały <3

      Ps. nie doceniasz blogerra, jest tam taka wspaniała zakłądka (czy jak to tam się fachowo nazywa) - komentarze :D. Dwa pierwsze od góry są pokazane właśnie twoje ;-)

      Usuń