WAŻNE INFO:

Obiecuję, jak najszybciej odpowiedzieć na wasze wszystkie komentarze i skomentować blogi, które czytam :D.

KOMENTUJCIE, bo to bardzo motywuje XD.

wtorek, 29 listopada 2016

Umowa - Rozdział 8 (Nataniel)



NATANIEL

Leżałem w obcym łóżku, w obcym pokoju, w obcym mieszkaniu. Wtuliłem twarz w poduszkę i okryłem się szczelniej kołdrą. Od wczoraj to miejsce stało się moim nowym domem. Nie czułem się tu dobrze. Wszystko tutaj było zimne i takie bezuczuciowe. Niezbędne meble stanowiły jedyne wyposażenie pokoju, w którym się teraz znajdowałem. Zero bibelotów i rzeczy, które by go ociepliły. 
- Obce... – to słowo ciągle kołatało mi w głowie. 

Po policzkach płynęły łzy. Płakałem cicho, tak, żeby mnie nie usłyszał. Nie chciałem, żeby przyszedł. Nie chciałem go dziś widzieć. Niestety były to tylko moje pobożne życzenia, które nie mogły się spełnić. Wiedziałem o tym. Przecież sam podjąłem taką decyzję. Nie było już żadnego odwrotu. Zrobiłem to dla osoby, którą kochałem najbardziej na świecie. Dla niej sprzedałbym swoją duszę nawet diabłu. I chyba wczoraj właśnie to zrobiłem.

Nie wiem, która była godzina. Byłem zmęczony, bo nie spałem całą noc. Zasnąłem dopiero nad ranem. Czemu tak szybko się obudziłem? Sen chociaż przez chwilę odgradzał mnie od bolesnej rzeczywistości. Usłyszałem ciche kroki na korytarzu. Wszedł do pokoju i podszedł do łóżka. Zamknąłem oczy i udawałem, że śpię. Pragnąłem, żeby sobie poszedł. Wyszedł z pokoju, ale po chwili znów wrócił. Postawił coś na szafce przy łóżku, nachylił się nade mną i delikatnie odsunął włosy z mojej twarzy. Chyba patrzył na mnie. Ciągle udawałem, że śpię. Starałem się, żeby kolejne łzy nie popłynęły z moich oczu. Z trudem powstrzymywałem drżenie warg. Wreszcie sobie poszedł. Chyba zszedł na dół. Pewnie pojechał do swojej firmy.

Rozmyślałem o wydarzeniach ostatnich dni. Zastanawiałem się, czy podjąłem słuszną decyzję. Sprzedałem się. To było chyba najodpowiedniejsze określenie tego, co zrobiłem. 
Tamtego dnia do restauracji, w której pracowałem, przyszedł Marco. Ostatnio bywał tam bardzo często. Zawsze przysiadał się do Akiego i wspólnie jedli obiad. Widziałem, że Aki się wkurzał, ale to były tylko pozory. Znałem go i wiedziałem, że w głębi duszy był zadowolony. Między tą dwójką coś było, tylko nie wiedziałem, co. Musiałem w końcu pogadać z kumplem, ale nie miałem na to czasu. Ganiałem z jednej roboty do drugiej, bo musiałem zarobić jak najwięcej pieniędzy. Nowoczesna terapia była bardzo droga, a ja ciągle nie mogłem uzbierać potrzebnej gotówki. Tamtego dnia Marco i Aki posprzeczali się ze sobą. Dawno nie widziałem, żeby mój przyjaciel był tak wzburzony. Wstał od stolika i wyszedł z restauracji. Marco westchnął i mnie zawołał. Powiedział mi, że jego szef chciał się ze mną spotkać i porozmawiać. Dał  wizytówkę swojej firmy i polecił przyjść następnego dnia o godzinie 12.00 pod wskazany adres. Zapytałem go, czego dotyczyć miało to spotkanie. Odpowiedział, że wszystkiego dowiem się w odpowiednim czasie.

Stałem przed budynkiem i zastanawiałem się, czemu miałem rozmawiać z samym prezesem. Wjechałem na ostatnie piętro wieżowca i udałem się w kierunku wskazanym przez ochroniarza. Zastałem tam piękną kobietę, która kazała mi poczekać. Natychmiast poinformowała swojego szefa o moim przybyciu. Czekałem i coraz bardziej się denerwowałem. Po chwili sekretarka uśmiechnęła się do mnie i powiedziała, że prezes mnie oczekuje.

Podszedłem do drzwi, cicho zapukałem i niepewnie wszedłem do środka. Duży gabinet urządzony był w dość surowym i nowoczesnym stylu. W pomieszczeniu nie było żadnych elementów, które nadawałyby mu ciepła i przytulności. Za biurkiem siedział trzydziestoletni mężczyzna, ubrany w garnitur i jasną koszulę. Okulary nadawały jego twarzy dodatkowej powagi. Podniósł głowę i spojrzał na mnie. Uśmiechnął się. Pomyślałem, że to nie był szczery uśmiech. Brązowe oczy nie wyrażały żadnych uczuć. Były zimne. Nie potrafiłem jednak oderwać od nich wzroku. Hipnotyzowały mnie.

Wstał zza biurka i poszedł do mnie. Wyciągnął rękę, którą niepewnie uścisnąłem.
- Witam. Mam na imię Sho. Z tego, co mi wiadomo, to ty jesteś Nataniel. Zgadza się? 
- Tak... – byłem nieco zmieszany. – Miło mi pana poznać.
- Mów mi Sho. Usiądź. Przedstawię ci propozycję pracy – wskazał kanapy stojące pod ścianą gabinetu.

Gdy usiedliśmy, w pokoju zapanowała niezręczna cisza, którą po chwili przerwał:
- Stawiam sprawę jasno. Chcę cię wynająć. Będziesz moim... jakby to ująć... osobistym asystentem.
- Asystentem? Ale ja nie mam stosownego wykształcenia. – Byłem zaskoczony.
- Nie będziesz moim asystentem w biurze. Chcę, żebyś pod moją nieobecność dbał o moje mieszkanie oraz... zadbał o mnie, gdy do niego będę wracał - powiedział spokojnym głosem.
- Proszę wybaczyć, ale chyba nie rozumiem. – Nie mieściło mi się w głowie to, co przed chwilą usłyszałem.
- Myślę, że rozumiesz – odezwał się pewnym głosem.

Zerwałem się z kanapy. Byłem wściekły.
- Za kogo ty mnie uważasz? Nie jestem dziwką – krzyczałem.
- Nigdy tego nie powiedziałem. Wiem jednak, że potrzebujesz pieniędzy... dużo pieniędzy. A ja mogę ci je zaoferować. W zamian za to oczekuję tylko twojego towarzystwa, dbania o mieszkanie i spełnianie moich zachcianek. Wszystkich – zaakcentował ostatnie słowo.
- Nie zgadzam się – odpowiedziałem ze złością i skierowałem się do drzwi.
- Wiesz, zapoznałem się z wynikami jej badań. Nawet jeśli byś pracował jeszcze więcej niż teraz, to i tak nie dasz rady zarobić potrzebnych pieniędzy na jej leczenie. A może się mylę? – powiedział spokojnie. – Poza tym, nie zostało jej już za dużo czasu. Prawda?

Zacisnąłem pięści, wściekły zawróciłem w jego stronę. Zatrzymałem się przed nim i ze ściśniętym gardłem zapytałem:
- Kim ty jesteś?
- Kimś, kto dostaje wszystko, czego tylko zapragnie – spojrzał na mnie zimnym wzrokiem. Z uśmiechem podał swoją wizytówkę. Zgniotłem ją w dłoni i, sam nie wiem czemu, schowałem do kieszeni. Drań cały czas patrzył na mnie i wrednie się uśmiechał. Nie wiem, skąd nabrałem odwagi. Uderzyłem go dłonią zaciśniętą w pięść. Zachwiał się nieco, ale nie powiedział ani słowa. Posłałem mu wściekłe spojrzenie i wybiegłem z biura.

Biegłem przed siebie. Zatrzymałem się dopiero w parku i usiadłem na ławce. Ukryłem twarz w dłoniach i rozpłakałem się. Emocje wzięły nade mną górę. Nie mogłem uwierzyć w to, co usłyszałem od tamtego zimnego człowieka. Miałem spełniać jego wszystkie zachcianki. Przecież doskonale rozumiałem, co miał na myśli. Chciał się ze mną kochać... nie, to było złe określenie. Chciał się ze mną pieprzyć. Boże, jak ja nienawidziłem przeklinać, a teraz robiłem to przez tamtego drania. Nigdy się z nikim na poważnie nie spotykałem. Nigdy z nikim nie byłem tak blisko. A teraz miałem oddać się jakiemuś bogatemu facetowi, bo tego sobie zażyczył. Miałem to robić za pieniądze, jak jakaś dziwka. Gdzie była w tym wszystkim miłość. Gdzie było uczucie, o którym tyle słyszałem. W głębi duszy miałem nadzieję, że i do mnie uśmiechnie się kiedyś los. Miałem nadzieję, że kogoś poznam i pokocham. Aki się naśmiewał, że miałem duszę romantyka. Tak, miałem.

Zastanawiałem się, czemu los po raz kolejny ze mnie zakpił. Najpierw zostawił mnie ojciec, jak miałem kilka lat. Nie pamiętałem go. Mieszkałem zawsze z nią, z moją ukochaną mamą. Żyliśmy wprawdzie skromnie, ale byłem bardzo szczęśliwy. Mama starała się zapewnić mi wszystko, czego potrzebowałem. Zawsze podkreślała, że najważniejsze jest wykształcenie. Pracowała ciężko, żeby zarobić na moje studia. Tylko dzięki jej poświęceniu poszedłem na medycynę. Od dziecka pragnąłem zostać lekarzem. O dziwo, Aki się z tego nie śmiał. Mówił, że mam predyspozycje. Gdy zaczął spotykać się ze swoim Panem, to ja opatrywałem go po sesjach. Gdy zapytałem się, czemu to robił, wyśmiał mnie. Stwierdził, że nadal jestem tylko dzieckiem. Nieraz dogryzał mi, że jestem prawiczkiem i czekam na wielką miłość.

Na początku drugiego roku studiów wszystko się zmieniło. Moja mama zachorowała. Miałem nadzieję, że to nic groźnego. Trafiła z dnia na dzień do szpitala. Niestety okazało się, że to był złośliwy nowotwór. Wszystkie dostępne terapie i leki nie skutkowały. Lekarze bezradnie rozkładali ręce. Istniała wprawdzie innowacyjna terapia oparta na lekach nowej generacji, ale była bardzo droga. Zwyczajnie nie było nas na nią stać. Zaczęło brakować nam pieniędzy. Znalazłem pierwszą pracę. Początkowo próbowałem godzić pracę i studia. Niestety wydatków na leczenie mamy było coraz więcej. Zrezygnowałem ze studiów i pracowałem coraz więcej. Łudziłem się, że dzięki moim staraniom uda mi się sfinansować jej leczenie. Jednak w głębi duszy wiedziałem, że to niemożliwe.

Otarłem łzy i poszedłem odwiedzić mamę. Starałem się udawać przed nią, że wszystko było w porządku. Niestety jak zwykle mnie przejrzała. Powiedziałem, że mam małe kłopoty w pracy. Chyba mi nie uwierzyła, ale nie pytała o nic więcej. Ciągle miałem nadzieję, że może jakimś cudem wyzdrowieje. Łudziłem się znów. Pocałowałem mamę na pożegnanie i poszedłem do jej lekarza prowadzącego.
- Nataniel, przykro mi to mówić, ale wyczerpaliśmy wszelkie dostępne i refundowane metody leczenia. Sam doskonale zdajesz sobie sprawę, że nic więcej nie możemy zrobić. Choroba postępuje. Jeśli nie wprowadzimy terapii, o której ci mówiłem, to ona niedługo umrze.
- Panie doktorze, jakie ma szanse na pełne wyzdrowienie, jeśli zastosuje pan nowoczesne leczenie?
- Trudno powiedzieć. Choroba jest już zaawansowana. Szanse, że w pełni zostanie wyleczona praktycznie nie istnieją, ale leki mogą przedłużyć jej życie o kilka, a nawet o kilkanaście lat.
- Rozumiem.
- Nataniel, jeśli nie zdecydujecie się na innowacyjną metodę, to będę musiał wypisać twoją mamę ze szpitala.
- Jutro dam panu odpowiedź.

Ze łzami w oczach wyszedłem ze szpitala. Nie miałem wyjścia. Wyjąłem telefon i pomiętą wizytówkę. Zadzwoniłem. Gdy usłyszałem jego głos, powiedziałem:
- Mówi Nataniel. Jeśli twoja propozycja jest nadal aktualna, to... zgadzam się. Stawiam jednak jeden warunek. Opłacisz pełne leczenie mojej mamie.
- Zgoda. Jednak z uwagi na wysokość kosztów leczenia, zostaniesz u mnie, dopóki się mi nie znudzisz. Bez względu na to, ile to będzie trwało, nie odejdziesz.
- Zgoda.
Podał mi adres, gdzie miałem na niego czekać dokładnie o godzinie 17.00. Nie wolno było mi się spóźnić.

Pod wskazanym adresem znajdował się wysoki apartamentowiec. Widać było, że mieszkają w nim bogacze. Punktualnie o 17.00 pod bramę wjazdową strzeżonego osiedla podjechała czarna mazda. To był on. Odsunął szybę i kazał wsiąść do środka. Przysunął kartę do czytnika i otworzył nią bramę. Szybko zająłem miejsce w samochodzie, na kolanach położyłem plecak, w którym miałem spakowane najpotrzebniejsze rzeczy. Wjechaliśmy na podziemny parking. Nie odezwał się do mnie ani słowem. Gdy zaparkował samochód, kazał wysiąść i pójść za nim. Weszliśmy do windy. Wpisał kod i wjechaliśmy na najwyższe piętro wieżowca. W końcu dotarliśmy do jego mieszkania. 
Kazał położyć plecak na kanapie w salonie i oprowadził mnie po mieszkaniu. Był bardzo konkretny i rzeczowy. Nie wypowiedział żadnego zbędnego słowa. Zero jakichkolwiek emocji, tylko suche fakty. Mieszkanie było dwupoziomowe. Na parterze znajdował się duży salon połączony z aneksem kuchennym, mała sala kinowa, siłownia, łazienka i gabinet. Na piętrze ulokowane były sypialnie. Każda z nich wyposażona została w oddzielną łazienkę. Pozwolił mi wybrać, w której chcę zamieszkać. Po chwili wahania poprosiłem o tę z widokiem na morze. Po raz pierwszy się uśmiechnął, ale nie skomentował mojej decyzji. Na piętrze zlokalizowane było również pomieszczenie z jacuzzi. Pomyślałem, że gdyby nie zaistniałe okoliczności, byłby to chyba raj na ziemi.

Staliśmy na korytarzu przed moim nowym pokojem, a może lepiej brzmiało: moim więzieniem.
- Jeśli będziesz czegoś potrzebował, np. mebli po prostu mi powiedz. Moja sypialnia jest na końcu korytarza. Możesz poruszać się dowolnie po całym mieszkaniu. Nie wolno ci wchodzić tylko do mojej sypialni chyba, że ja sam cię tam zaproszę. Wypakuj swoje rzeczy i przyjdź do salonu. Wszystko dokładnie omówimy.
Zostawił mnie samego i zszedł na parter. Po około 10 minutach poszedłem do niego. Siedział na kanapie i przeglądał jakieś dokumenty. Przystanąłem na schodach i przyglądałem mu się przez chwilę. Był przystojny. Miał krótko obcięte brązowe włosy. Nadal ubrany był w garnitur. Musiał być dalekowidzem, bo znów założył okulary.
- Przepraszam... – w końcu odezwałem się.
- Chodź. Przedstawię ci moje warunki.
Podszedłem i usiadłem z wahaniem obok niego. Swoim zachowaniem sprawiał, że się go obawiałem.
- Tak jak powiedziałem, opłacę pełne koszty leczenia twojej matki. W zamian za to oczekuję pełnego posłuszeństwa i gotowości do spełniania wszelkich moich życzeń. Oczywiście zrezygnujesz ze wszystkich swoich prac. Od jutra pracujesz tylko dla mnie.
- Rozumiem.
- Na pewno? Będziesz musiał wypełniać wszystkie moje polecenia. Dotyczy to także zaspokajania moich potrzeb seksualnych.
 - Mhm  – kiwnąłem głową.
- Nasz układ obejmuje też szeroko pojęty bdsm. Wiesz, co to jest?
- Tak – szepnąłem.
- Pracuję od 9.00 do 17.00 lub 18.00. Masz wtedy czas wolny. Jednak musisz być dostępny pod telefonem. Jeśli sobie tego zażyczę, niezwłocznie wracasz do domu lub stawiasz się pod wskazany adres. Oczywiście mieszkasz tutaj razem ze mną. Sprzątasz i wykonujesz pozostałe prace domowe. Jak już mówiłem, nie wchodzisz do mojego pokoju bez pozwolenia. Poza tym masz całe mieszkanie do pełnej dyspozycji. Na ławie leżą: kartka z kodem do windy, klucze do mieszkania i twój nowy telefon komórkowy, w którym zapisany masz mój numer. Możesz z niego dowolnie korzystać. Poza opłacaniem kosztów leczenia twojej matki, będę płacił ci także stałą pensję. Powiedzmy 1.000 Euro na miesiąc. Tu masz 500 Euro ekstra. Kup sobie jutro nowe ubrania,  bo te, które masz na sobie, nie podobają mi się. Jakieś pytania?
- Nie.

Położył przede mną dokumenty, które jeszcze przed chwilą przeglądał. Była to umowa. Pomyślałem, że naprawdę był bardzo konkretnym mężczyzną. Nie ufał mi i chciał mieć wszystko na piśmie. Umowa zawierała dość szczegółowe informacje na temat naszego chorego układu. Była już podpisana przez niego. Bez słowa podał mi pióro. Drżącą ręką wziąłem je od niego.
- Przeczytaj, zanim podpiszesz.
- Po co? Przecież już wszystko zostało ustalone.
Zaparafowałem każdą stronę umowy i podpisałem na ostatniej stronie pełnym imieniem i nazwiskiem. Oddałem mu jeden egzemplarz.
- Skoro dopełniliśmy wszelkich formalności, idź do siebie i się wykąp. Za chwilę do ciebie przyjdę. Zobaczymy, co potrafisz.
Wstałem bez słowa i poszedłem na górę.

W tamtej chwili byłem pogodzony ze swoim losem. Przypieczętowałem go swoim podpisem na umowie, którą ściskałem w dłoni. Wróciłem do swojej sypialni, rozebrałem się i poszedłem się umyć. Bardzo dokładnie umyć. Po policzkach płynęły mi łzy. Byłem na siebie zły.
- Muszę być twardy... nie mam innego wyjścia... - szeptałem do siebie.

Z ręcznikiem owiniętym wokół bioder usiadłem zrezygnowany na łóżku. Czekałem na swojego prześladowcę. Sho wszedł do pokoju. Nie miał już na sobie marynarki i zdążył rozpiąć koszulę pod szyją. Podszedł do mnie. Popatrzyłem na niego smutnym wzrokiem i wstałem z łóżka. Odwinął ręcznik z moich bioder i rzucił na podłogę. Przejechał palcami po moim torsie. Wzdrygnąłem się. Policzki płonęły mi żywym ogniem, byłem zawstydzony. Po raz pierwszy ktoś oglądał, jak byłem całkiem nagi.

- Widzę, że nie jesteś przyzwyczajony do dotyku mężczyzny. Czyżbym był twoim pierwszym? – zapytał.
- Czy to jest ważne?
- Masz rację. Nie jest. Jeszcze jedna zasada. Nigdy nie pocałuję twoich ust. Tobie też nie wolno całować mnie w usta.
Zdziwiony zapytałem:
- Dlaczego?
- Bo to tylko seks. Nic więcej. Pocałunki zarezerwowane są dla zakochanych, a ja ciebie nie kocham i nigdy nie pokocham.
- To tak, jak ja ciebie.
- Skoro wszystko zostało już wyjaśnione, rozbierz mnie.

Drżącymi rękami zacząłem rozpinać mu koszulę. Guzik po guziku. On w tym czasie położył mi dłonie na biodrach. Nie potrafiłem znieść jego dotyku. Walczyłem ze sobą, żeby nie strącić jego rąk. Byłem bardzo zdenerwowany. Chciałem zdjąć mu koszulę, ale mnie powstrzymał.
- Koszula zostaje, zajmij się resztą.
Posłusznie uklęknąłem przed nim, rozwiązałem mu buty. Zdjął je razem ze skarpetkami. Następnie zsunąłem mu spodnie i bokserki. Nie wiedziałem, co powinienem dalej robić. Westchnął zrezygnowany:
- Nigdy tego nie robiłeś? 
- Nie - wydusiłem z siebie. 
- Czy kiedykolwiek kochałeś się z kimś?
- Nie.
- Połóż się na łóżku na plecach – usłyszałem niezadowolenie w jego głosie.

Z ociąganiem wykonałem polecenie. Położyłem się na wznak na łóżku z opuszczonymi nogami. Było mi strasznie wstyd. Nie tak wyobrażałem sobie swój pierwszy raz. Położył się obok mnie. Popatrzył z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
- Skoro nigdy tego nie robiłeś, to czemu się na to godzisz?
- Nie mam wyjścia.
- Możesz się jeszcze wycofać. Zniszczę naszą umowę.
- Nie.
- Więc nie masz już odwrotu.

Wstał i wyszedł z pokoju. Przez chwilę zostałem sam. Pogrążyłem się w rozpaczy. Zastanawiałem się, co ja najlepszego właśnie robiłem. Nie tak zostałem wychowany. Nie tak miało wyglądać moje życie. Wrócił z kieliszkiem czerwonego wina i usiadł obok mnie. 
- Napij się. Pomoże ci się rozluźnić. Jesteś strasznie spięty. 
Niepewnie usiadłem i wziąłem kieliszek od niego. Wino było dobre, słodkie, dokładnie takie jakie lubiłem. Poczułem, że pod wpływem alkoholu zaczyna szumieć mi w głowie. Rzadko piłem alkohol, więc szybko zaczął na mnie działać. On nie pił. Zastanawiałem się, dlaczego. Siedział obok mnie i delikatnie dotykał palcami mojego nagiego torsu. Zadrżałem pod wpływem tego dotyku. Zawstydzony nie wiedziałem, co powinienem robić. Po prostu siedziałem oparty o ramę łóżka i piłem. Przesunął dłoń niżej na moje udo. Ciągle patrzył mi w oczy. Rozsunął złączone do tej pory uda i głaskał wewnętrzną ich stronę. Przesuwał palcami na zmianę po moich nogach w górę i w dół. Nie rozumiałem, jakim cudem mój penis zaczął budzić się do życia. Czy działo się to pod wpływem alkoholu? A może pod wpływem jego dotyku? Nie wiedziałem. Zabrał i odstawił mój kieliszek i wplótł palce w moje rozpuszczone włosy. Delikatnie miział mnie po głowie.
- Tak, Natanielu. Rozluźnij się.

Przysunął twarz do mojej twarzy. Nie wiem, czemu rozchyliłem usta. Myślałem, że mnie pocałuje. Nie zrobił tego. Polizał mnie po szyi. Zadrżałem. Moje ciało zareagowało wbrew logice. Nie przestając mnie lizać i całować, położył dłoń na moim penisie. Pod wpływem tego dotyku, znów zadrżałem.
- Nie myśl – szepnął i ugryzł mnie w ucho.
Zamknąłem oczy. Lizał i całował moją szyję, ramiona i obojczyki. Objął dłonią mojego penisa i zaczął przesuwać nią w górę i w dół. Było mi dobrze. Jęknąłem. Zachichotał, słysząc mój głos.
- Chyba ci się to podoba.
Było mi dobrze. Nikt nigdy ze mną tego nie robił. To był mój pierwszy raz. Odpływałem. Przymknąłem oczy. Po chwili kazał mi się położyć. Rozsunął mi szeroko nogi i uklęknął między nimi. Patrzyłem na niego przymglonym wzrokiem. Czy coś podał mi w winie? Czy tak po prostu na mnie działał? Pragnąłem czegoś więcej. Nadal dotykał i pieścił mnie dłonią. W tym samym czasie powoli wsunął we mnie palce i zaczął nimi delikatnie poruszać. Spiąłem się. Nie byłem na to przygotowany. Bolało. Złapałem go za rękę.
- Co ty robisz? – głupio zapytałem.
- Naprawdę nie wiesz? Jeśli cię nie przygotuję, to dalej nie będzie już tak miło.

Puściłem jego dłoń. Rozciągał mnie dalej. Nie potrafiłem się rozluźnić. Znów chciałem uciec. Chyba to wyczuł. Pochylił się nade mną i pocałował mnie w nos.
- Nie myśl.
Łatwo powiedzieć. Dla niego to nie był pewnie pierwszy. Dla mnie był. I jeszcze robiłem to za kasę. Odkręciłem głowę, nie chciałem na niego patrzeć.

Poczułem, jak zaczął powoli we mnie wchodzić. Bolało. Zdradzieckie łzy popłynęły mi z oczu. Zacisnąłem dłonie na pościeli. Zagryzłem wargi. Przejechał dłonią po wewnętrznej stronie mojego uda. Uniósł moją nogę w górę. Z drugą zrobił to samo. Wszedł we mnie do samego końca. Głośno wciągnąłem powietrze. Zaczął się wolno poruszać. Nie wiem, co zrobił, ale ból zaczął zmieniać się w rozkosz. Chciałem więcej, chciałem mocniej. Spojrzałem na niego. Pochylił się nade mną i oparł na przedramieniu. Wytarł z policzków moje łzy. Patrzył na mnie tymi swoimi ciemnymi oczami. Znów mnie one hipnotyzowały.
- Obejmij mnie nogami.
Spełniłem jego polecenie, poruszał się szybciej. Położyłem dłonie na jego ramionach. 
Czemu nie zdjął koszuli? - przeszło mi przez myśl. Po chwili nie miało to już żadnego znaczenia.
- Mocniej – szepnąłem.
- Jak sobie życzysz.

Chyba przestał nad sobą panować. Wbijał się we mnie raz za razem. Trochę bolało, ale przestało mi to przeszkadzać. Uniósł się nieco i zaczął mi trzepać. Coraz głośniejsze jęki uwalniały się z moich ust. Miał rację, nie myślałem. Poddawałem się pierwotnym instynktom. Gdy uniosłem nieco biodra, zamruczał zadowolony. Wszedł we mnie jeszcze głębiej. To było dla mnie za wiele. Krzyknąłem i trysnąłem w jego dłoń. Wyszedł ze mnie, zdjął prezerwatywę i zaczął sobie trzepać. Po chwili doszedł, plamiąc spermą mój brzuch. Ciężko oddychałem i powoli wracałem do rzeczywistości.

Odsunął się ode mnie i wstał z łóżka. Bez słowa wciągnął spodnie i zebrał resztę swoich rzeczy. Wyszedł z pokoju. Zostałem całkiem sam. Momentalnie zrobiło mi się zimno. Po wszystkim nawet na mnie nie spojrzał. Po prostu sobie poszedł. Smutne myśli wróciły do mnie ze zdwojoną siłą. 
Ogarnęła mnie wtedy rozpacz, w której pogrążony byłem do tej pory.
- Nataniel, przestań – powiedziałem na głos.
Otworzyłem oczy i niechętnie spojrzałem na szafkę stojącą przy łóżku, na której coś dla mnie zostawił. Leżała tam jakaś kartka. Spuściłem nogi na podłogę i usiadłem. Musiałem iść do łazienki. Musiałem się wysikać i wykąpać. Wczoraj nie miałem siły iść pod prysznic. Dziś musiałem wreszcie to zrobić. Czułem się taki brudny i cały się kleiłem. Wziąłem kartkę i przeczytałem kilka suchych informacji:

„Na szafce leżą tabletki przeciwbólowe i maść. Wiesz, co masz z nimi zrobić. Wrócę o 18.00. Do tego czasu, możesz robić co chcesz.”

Zmarszczyłem brwi. O co mu chodziło? Nagle dostrzegłem plamy zakrzepłej krwi na prześcieli. To dlatego nadal mnie bolało. Czyżby się o mnie troszczył? No tak, musiał dbać o swoją zabawkę. Łyknąłem tabletki i z trudem poszedłem do łazienki. Najwyższy czas zmierzyć się z kolejnym dniem obowiązującej mnie umowy.

24 komentarze:

  1. awwww... jak mi sie to podobalooo <333
    takie ahhhh iohhh
    zaciesz na twarzy jak czytałam
    aaahhhhhh
    a kiedy sos bedzie zły
    ahahhahahahhahahahaha
    zaciesz
    brak słów
    biedny Nati ..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że ci się podobało <3<3<3
      Na pewno będzie kiedyś zły, już nawet mam plan o co i co wtedy zrobi.
      To był tylko mały i delikatny wstęp XD

      Usuń
    2. to ja chce więcejj... juz teraz w tej chwili
      <3333333

      Usuń
    3. Nie dam rady chyba pisać tego wszystkiego w tak szybkim tempie :D

      Usuń
    4. spoczko moja foczko <3333333
      ale fajnie to wyszło ci <333333

      Usuń
  2. UWIELBIAM MAZDY!!!! to są takie moje ach i och!! :D <3 <3 <3

    przeczytałam jednym tchem (pomijając tę krótką wzmiankę o mazdzie <3 )

    och, biedny Nataniel :( tak mu życie dało w kość i jeszcze do tego Sho taki okrutny, no ale mam nadzieję, że nie będziesz się nad nimi zbyt długo znęcać i będzie jednak rzyganie tęczą??? nie wzgardzę rzyganiem tęczą połączonym z BDSM :D
    ale w ogóle to Sho jest dupkiem, że wyskoczył z czymś takim. wiem, że on ogólnie jest dupkiem, ale AŻ czegoś takiego się po nim nie spodziewałam
    no i mam nadzieję, że Nataniel wróci na studia <3
    spodziewam się, że Nataniel nie będzie chciał się wygadać Akiemu, prawda? ale może Aki się domyśli? on jest taki fajny, pyskaty, bezczelny itp - mógłby się oburzyć i wymyślić, co z tym zrobić

    a teraz pozytywniej...
    fajnie, że Akiemu i Marcowi się układa :3 takie zachowanie w restauracji (włącznie z tymi pozorami) bardzo tam do nich pasuje :D
    ale co się stało, że się posprzeczali? o co tam chodzi? Impru!!!!

    no i fajnie z tym morzem wyszło :3 może jednak będzie słodko??? < prosi >
    i fajnie, że przyniósł wino, jednak troszkę się troszczy (leki i maść potem też <3 ) chociaż to wino zabrzmiało trochę znajomo :333
    a całowanie w nos jest jednym z moich ulubionych gestów <3 <3 <3
    DAWAJ CUKIER!!!!

    no dobra, to teraz wyruszam na spotkanie ortografii i interpunkcji...

    OdpowiedzUsuń

  3. Ja też kocham Mazdy - a w szczególności czarne #więź.

    Rzyganie tęczą może może... XD

    Sho jest dupkiem i egoistą do potęgi nie wiem nawet której :D. Nie umie i co ważniejsze nie chce kochać.

    Akiemu i Marco się układa, bo to Marco się stara. A Aki... no cóż, zachowuje się jak widać.

    Morze jest ważne XD

    Wino dla mnie zawsze idzie w parze z seksem, więc nie mogło tu go zabraknąć. Poza tym Nataniel musiał się rozluźnić, bo nic z tego by nie wyszło. Oczywiście, że wino zabrzmiało znajomo :3

    Sho troszczy się, bo będzie chciał znów mieć Nataniela. I niekoniecznie tak grzecznie jak tym razem, więc chłopak musi dojść do siebie.

    Na koniec: ach ta moja ortografia i interpunkcja - ciągle z nimi przegrywam XD.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, czarne wymiatają <3 chociaż czerwone mazdy też są ładne :D są inaczej czerwone niż reszta czerwonych aut (w sumie w ogóle nie są czerwone :D )

      Nataniel go nauczy, prawda??? PRAWDA???

      e tam, ja lubię takiego Akiego :D

      zauważyłam, że morze jest ważne :D

      biedny Nataś :( niech mu się zacznie układać... :(

      no no, od razu na głęboką wodę :D biedna Nataś (ale może mu się spodoba? :> <3 )

      czekam aż zaczniesz wygrywać w tej nierównej walce <3

      Usuń
    2. Nataniel to taki biedny i skromy chłopczyk, a trafił na takiego...
      Może coś nauczy tego zimnego drania. Zobaczymy co z tego wyniknie :D

      Usuń
    3. może obydwaj siebie nawzajem czegoś nauczą <3

      Usuń
    4. sho to taki miły sos..
      ja coś to mu % wyższy zrobie hehehehe
      bo marco to ma darmo

      Usuń
    5. Marco chyba wszyscy lubią XD.
      A Sho na pewno przyda się dodatkowy % bo ma tyły już na starcie :D

      Usuń
    6. powiem ci ze po tym rozdziale lubie shoo.

      Usuń
  4. Dobra, Imprusiu, jak obiecałam – długi komentarz, bo warto ;)

    *Biedny Nataniel. Kurczę, jak tak czekałam na jego narrację, a tu proszę – ty sadystko :(
    Szkoda jego mamy. Napiszesz kiedyś o niej coś więcej?
    No i SHO TO DUPEK. SKOŃCZONY DUPEK, DEBIL, ŚWINIA I CHAM.

    *NIENAWIDZĘ GO. Ludzie to nie zabawki, idioto. Jezu, ale mnie wkurzył. Przepraszam, Impruś, ale znienawidziłam go :D zarozumiały chuj!!!!

    Ale nie powinno cię to dziwić, nie? Sama pisałaś, że możemy nie lubić Sho : > no to nie lubimy.

    *Pierwsza reakcja Nataniela na proozycję Sho była boska <3 ale ten dupek już wie o nim wszystko :( kurwa, ten to zawsze dostaje wszystko, czego (i kogo?) chce. Biedny Natanielek, tak mi go szkoda :(
    Ale zrobił to ze względu na mamę. Chorą mamę.

    Do tego rzucił studia i haruje jak wół :(
    matko, ale mnie poruszają takie tematy w opkach :(

    TAK MI SMUTNO :(

    *To, jak leżał sam w łóżku Sho, w obcym mieszkaniu, samotny, smutny, nie mógł zasnąć. :(

    *No i chłodny Sho, zero emocji, tylko układ. To akurat słuszna decyzja, ale Nataniel pewnie był zszokowany, zwłaszcza gdy Sho powiedział, że nigdy nie pocałuje go w usta :D Ale to też słuszna decyzja. Seks to seks. Zwłaszzca za kasę.

    Co najciekawsze – jednak Sho RUCHA FACETÓW. Pewnie mu się z Marco spodobało (choć mu nie wsadził), więc chciał spróbować. No i Nat wpadł mu w oko, nie? ; > przecież nie wziąłby byle kogo. No ale ma kasę, to sobie szaleje. No bo chyba mi nie powiesz, że on chciał mu „pomóc”? Tzn. pomóc jego mamie, bo wie, że ta ma raka.

    *nie mogłabym ie wspomnieć – ojciec go zostawił :( biedna mama, biedny Nataniel.

    TY OKRUTNICO :(

    *Sho jednak trochę zadbał o Nataniela, wiem, że JEST DUPKIEM i Nat to tylko zabaweczka, ale no.. o zabawki się dba, nie? Nataniel miał rację.

    *No i to był jego PIERWSZY RAZ. Kurde, za kasę i z facetem, który ma go w dupie.
    BIEDNY NATANIEL.

    *Umowa <3 też takie symboliczne, podpisik, nawiązanie do tytułu. Śliczne <3

    Naprawdę nie wiem, jak ja będę komentować wątek Sho x Nataniel, bo Sho to chuj, a ja nienawidzę chujów.

    Na razie jestem #teamNataniel

    *No ale przynajmiej Sho odopwiednio o niego „zadbał”, nie po prostu zgwałcił czy ostro zerżnął bez przygotowania.
    Całowanie po szyi, ramionach i obojczykach <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nataniel jest chyba całkiem uroczy, nie? Czy on się podoba Sho? Tak fizycznie? Bo mówiłaś, że Sho nie chce bzykać facetów, a tu proszę :) więc skoro chce, to Nataniel chyba go pociąga?

      *Sho taki „troskliwy” - tabletki i maść :D

      Dobra, bardzo mi się podobała narracja Nataniela. Pięknie przedstawiasz emocje, myśli i rozterki. Wczułam się, serio ;) Tylko – jak już pisałam ci na fejsie – popracuj nad tymi krótkimi zdaniami, bo one zaburzają „płynność” tekstu. Więcej do niczego doczepić się nie mogę, bo jest dobrze.

      Prawdę mówiąc, teraz już sama nie wiem, którą narrację lubię najbardziej. Najpierw myślałam, że Marco. Potem pojawił się Aki. Jego była całkiem inna. No to mnie ujął i myślałam ,że jednak Akiego (btw KOCHAM TO IMIĘ, mówiłąm już?).
      A teraz dajesz Nataniela i znowu jestem zmieszana.

      Dobre opisy otoczenia, miejsc, wyglądu itd. (nie nudziły się, robisz to świetnie), ale wiadomo, kuno skupia się na:

      1. emocjach
      2. 2. scenach seksu

      Ale to już chyba wiesz :D

      Więc, tego, no, dałaś czadu z tym rozdziałem ;)

      < przesyła miłość >

      Usuń
    2. noooo ayamis czyta 4 razy i nadal sie podoba hahahhaa

      Usuń
    3. Impru, nie przejmuj się, Kuno narzeka też na mojego Jacka a i tak czyta <3

      Usuń
    4. Te mi się bardzo spodobał ten rozdział, ayamciu ;)

      A czemu Impru ma się przejmować? No nie znoszę Sho, to chyba oczywiste :D każdy by go nie lubił. :D ale to nie znaczy, że nie będę czytać :D Właśnie, twojego Jacka czytam przecież :D

      Ale przyznam się wam, że na chwilę to nawet zpaomniałam, że Sho jest dupkiem, bo sceny seksu były tak ładnie napisane, że nawet mi się spodobał (Sho) :D

      Usuń
    5. Ja jestem przewidywalna i banalna - nie lubię.

      Usuń
  5. No więc tak:

    1. Nataniel to taki bidny słodki chłopiec, który nie dość, że jeszcze nikogo nie miał, to trafił od razu na drania. Aki pewnie non stop pyskowałby Sho, gdyby z nim był. Nataniel jest w tym wszystkim zagubiony i osamotniony.

    2. Sho korzysta z tego, że jest bogaty na każdym kroku. Uważa, że wszystko da radę zdobyć przy pomocy pieniędzy. Jeśli czegoś nie jest w stanie kupić, to przestaje go to interesować. Nie dotyczy to oczywiście Marco. Jego traktuje inaczej.

    3. Nataniel był w totalnym szoku słysząc tą durną propozycję. Zareagował impulsywnie.

    4. Sho kalkuluje umowę oczywiście jak zwykły biznes. Po prostu coś za coś. Brak pocałunków to jedna z zasad, którą wyznaje.

    5.Sho nie chciał Natanielowi pomóc. jest zwyczajnie wyrachowany.

    6. Fakt, Sho nie chciał go tak po prostu zerżnąć ani zgwałcić. Dlaczego? Tajemnica XD.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ma to coś wspólnego z oczami Natusia, prawda? :>

      Usuń