WAŻNE INFO:

KOMENTUJCIE, bo to bardzo motywuje XD.

piątek, 30 grudnia 2016

Black Heart - Rozdział 8

Sebastian Michaelis


Tego dnia mój Pan zamierzał wcielić w życie swój durny plan. Na nic zdały się moje argumenty, że to szalenie niebezpieczne rozwiązanie. Niestety, jak czynił to poprzednio już wielokrotnie, tym razem także się mnie nie posłuchał. Z szyderczym uśmiechem stwierdził:
- Czyżby piekielnie dobry kamerdyner cierpiał na zaniki pamięci? Przecież wydałem ci już stosowny rozkaz.
- Tak, Panie.
- Więc daruj sobie to próżne gadanie. Chyba, że chcesz mi się sprzeciwić? - zmrużył oczy.
- Gdzieżbym śmiał, Panie. Po prostu martwię się o twoje bezpieczeństwo.
- Uważaj, bo jeszcze ci uwierzę, przeklęty demonie.

Jechaliśmy powozem i z każdą kolejną minutą zbliżaliśmy się do Londynu. Byłem coraz bardziej zirytowany. Jeszcze bardziej drażniło mnie to, że sam do końca nie wiedziałem dlaczego byłem zirytowany. Przecież plan był nad wyraz prosty. Zwykły człowiek mógłby sobie nie poradzić. Ale ja nie byłem zwykłym człowiekiem. Byłem demonem i to nie jakimś tam zwyczajnym piekielnym wysłannikiem. Czasami zastanawiałem się, jak zareagował by śmiertelnik, siedzący teraz na przeciwko mnie, gdyby znał całą prawdę. Zresztą, to i tak nie było istotne, ponieważ nigdy nie zamierzałem mu jej zdradzić. Żadna z dusz związanych ze mną kontraktem, nigdy nie poznała mojego prawdziwego imienia. Czemu akurat ta miałaby dostąpić tego zaszczytu?

Przeanalizowałem w duchu kolejne moje posunięcia, zaplanowane na najbliższe godziny. W rezydencji wszystko zostało przygotowane na nasz planowany szybki powrót. Nie było mowy o jakiejkolwiek pomyłce. W przeciwnym razie mój posiłek mógłby wymknąć mi się z moich szponów. Popatrzyłem na niego i znów zobaczyłem jego hipnotyzującą aurę. Czerń mieszająca się z krwistą czerwienią połyskiwały wokół niego.
  
- Czemu się mi tak przyglądasz, demonie? - zapytał.
- Wydaje ci się, Panie. 

- Zostało nam jeszcze kilkanaście minut jazdy, więc odpowiesz mi na jedno pytanie. - spojrzał na mnie przenikliwie.
- Jak sobie życzysz.
Jego twarz wykrzywił złośliwy uśmiech i po chwili zapytał.
- W jaki sposób śmiertelnik mógłby zabić demona?
- Widzę, że bardzo konkretne tematy cię interesują. Czyżbyś myślał o pozbawieniu mnie życia?
- Rozważam taką opcję. Więc?
- Żadna śmiertelna broń nie jest w stanie zaszkodzić demonowi.

- Śmiertelna? Więc istnieje coś, co jest w stanie pozbawić was życia.
- Tak.
- Mów!
- Nigdy cię to nie interesowało. Dlaczego tak nagle o to pytasz? 
- To chyba logiczne. Gdy nadejdzie już mój czas, wtedy to ja pozbawię cię duszy.
- Nie zamierzam ci tego zdradzić. 
- Sebastian, to jest rozkaz. - Wyraz jego oczu, gdy to mówił, dobitnie udowadniał, że siedzi przede mną nie taki zwyczajny śmiertelnik.
- Żaden śmiertelnik nie jest w stanie zabić demona. 
Jego oblicze momentalnie się zmieniło, wzrok stał się zimny, zacisnął dłonie w pięści.
- Wybacz, że nie udzieliłem ci satysfakcjonującej odpowiedzi - złośliwie się odezwałem.
- Broń? - pytanie zostało zadane rzeczowym tonem.
- Słucham? - zrozumiałem, że ten nędzny robak nie zamierzał tak łatwo mi odpuścić.
- Czy istnieje broń, dzięki której zwykły śmiertelnik może zabić demona?
W powozie zapanowała cisza i napięcie. Nie odzywałem się, ale wiedziałem, że nie mogłem ciągle milczeć.
- To było proste pytanie. Odpowiadaj.
- Tak. 
- Co, tak?
Nie miałem wyjścia, nie mogłem skłamać, nie mogłem nic... Mogłem tylko powiedzieć mu niewygodną dla siebie prawdę. Prawda, która w niedalekiej przyszłości mogłaby mnie kosztować życie. Zaiste przebiegły człowiek był teraz moim Panem. Znów pomyślałem, że jego dusza jest wyjątkowa.
- Istnieje broń, która może pozbawić nas życia z ręki śmiertelnika.
- Gdzie jest?
- W bezpiecznym miejscu - uśmiechnąłem się najsłodziej, jak tylko potrafiłem.
- Czy ty to robisz specjalnie?
- Co takiego?
- Udajesz idiotę, czy naprawdę nim jesteś?
- Skoro ja jestem idiotą, to jak nazwać człowieka, któremu wiernie służę? Wszak z własnej i nieprzymuszonej woli zawarł kontrakt z takim idiotą jak ja.
- Tss... zamknij się...

W powozie zapanowała upragniona przeze mnie cisza. Nie miałem najmniejszej ochoty dzielić się sekretami mojego świata z tym przebiegłym człowiekiem. Broń, o którą się pytał oczywiście, że istniała, ale wiedzę o tym posiadała tyko zaufana grupa demonów. Poza tym znajdowała się w posiadaniu samego władcy piekła, który nie pozwoliłby, żeby trafiła ona w ręce zwykłego śmiertelnika.
 
- Na co czekasz? Najwyższy już czas na ciebie.
- Zaiste, Panie. Za pozwoleniem.
Wstałem, otworzyłem drzwi i wyskoczyłem z powozu. 

Z prędkością, którą ludzkie oko nie było w stanie zarejestrować, pognałem przed siebie. W zaledwie kilka sekund zająłem wyznaczoną pozycję. Stałem na dachu jednego z budynków i czekałem na wyznaczony przez mojego Pana cel. W dłoniach trzymałem jedną z ludzkich broni i czekałem. Wszystko wydawało mi się szalenie głupie i stanowiło stratę czasu. Jednakże rozkaz to był rozkaz i nie miem wyjścia. Musiałem go wykonać.
- Dureń...

Po chwili moim oczom ukazał się wyznaczony cel. Nacisnąłem spust karabinu i strzeliłem. Zanim kula dosięgnęła swojej ofiary, na dachu budynku nie było po mnie już żadnego śladu




Nastąpiło odliczanie...  

4 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. Mogę obiecać, że postaram się publikować częściej lub pisać dłuższe rozdziały XD.

      Usuń
  2. Uwielbiam to, z jaką wyższością i pogardą zwraca się Ciel do swojego demona <3
    I jestem też ciekawa, czy faktycznie Sebastian musiałby odpowiedzieć na to pytanie. Ale cwany jest i ładnie się wykręcił, a Ciel go nie męczył dłużej.
    Kim był cel? Sebastian strzelał w Ciela?
    Na obrazku mina Sebcia boska :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tajemnica :-)

      Następna notka to wyjaśni :-)

      Usuń