WAŻNE INFO:

Obiecuję, jak najszybciej odpowiedzieć na wasze wszystkie komentarze i skomentować blogi, które czytam :D.

KOMENTUJCIE, bo to bardzo motywuje XD.

piątek, 9 grudnia 2016

Umowa - Rozdział 13 (Sho)

SHO

Noc... 
Pusta droga...
Pędziłem przed siebie samochodem...
Prędkościomierz wskazywał... 130... 150... 170... 190...
Mocniej wcisnąłem pedał gazu... katowałem samochód...

Nie wróciłem dziś do domu...

Siedziałem w robocie do późna, potem wsiadłem do samochodu, wyjechałem z parkingu i pomyślałem, że to wszystko jest takie popierdolone. 


Ruszyłem prosto przed siebie...

- Szybciej... szybciej... - Powtarzałem cicho niczym mantrę. 

Tak jakbym chciałem uciec od przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Moje życie... nienawidziłem go...

W głowie ciągle rozbrzmiewały mi słowa Marco, że przeze mnie Nataniel zwariuje, albo stanie się zimnym draniem, jakim ja się stałem. Marco miał rację, niby Nataniel i ja byliśmy inni, ale jednocześnie tak bardzo podobni do siebie. Różnica polegała tylko na tym, że jego wykorzystywał obcy facet, a mnie...  

Zacisnąłem mocno dłonie na kierownicy.

Ciągnąłem go za sobą w dół, w mrok, wykorzystywałem, bawiłem się jego kosztem.

Czemu właśnie teraz naszły mnie takie myśli? Nigdy dotąd nie miałem podobnych problemów? Sex, ból, zapomnienie - tym było moje życie. Nikt nigdy nie protestował. Nikim się nie przejmowałem. Czemu słowa Marca tak bardzo mnie zabolały? Czemu nie chciałem, żeby Nataniel w żaden sposób nie ucierpiał? Chciałem go mieć i pragnąłem. Seks z nim był niesamowity mimo, że chłopak był niedoświadczony

Wtedy chciałem go ukarać, za to, że wkroczył nocą do mojego pokoju. Za to, że widział mnie w takim stanie. Za to, że jego obecność mnie uspokoiła. Chciałem go poniżyć i upokorzyć, zlać, tak żeby zrozumiał, że ma się mnie bać i słuchać. 

Tylko, że... 

Szedł za mną korytarzem, był taki bezbronny i pogodzony ze swoim losem. Gdy zobaczył szpicrutę i łańcuchy, poczułem, że cofnął się do tyłu. Gdy spojrzałem na niego, z oczu płynęły mu już łzy. Przypomniałem mu o naszej umowie i wtedy znów usłyszałem w głowie głos Marco. Po raz pierwszy w życiu zawahałem się. 

Stanąłem za nim, żeby nie widział wyrazu mojej twarzy. Objąłem go i zacząłem tłumaczyć, że to on decyduje o tym, jak daleko się posunę. Przypomniałem o haśle bezpieczeństwa, przy pomocy którego wszystko mógł przerwać. 

Później przykułem go do łańcuchów i zawiązałem oczy. Był piękny, posłuszny i taki niewinny. Potem obserwowałem uważnie jego reakcje, przerwałem, gdy dla niego było już za dużo. 

Pragnąłem go, pragnąłem spróbować z nim czegoś mocniejszego, ale... nie chciałem go skrzywdzić. Wsłuchiwałem się w jego słowa, jęki i krzyki. Dotykałem go, głaskałem, pieściłem... chciałem, żeby było mu dobrze. Szeptałem mu do ucha, że jest wspaniały, dzielny, posłuszny i uległy. Potem mu obciągałem ustami, bo miałem taki kaprys. Gdy doszedł, kazałem zrobić to samo i trysnąłem mu do ust. Kazałem połknąć, złamał się i zrobił to. 

Był piękny, słodki, niewinny, zmysłowy... był mój... 

Zaprowadziłem go do jego pokoju i zostawiłem, chociaż czułem, że on chciał, żebym został. Nie mogłem... Nie chciałem...

A on po tym wszystkim i tak do mnie przyszedł, gdy znów śniłem o przeszłości. Znów mnie wybudził, znów jego obecność mnie uspokoiła, znów go wyrzuciłem.

Zahamowałem gwałtownie i samochód zaczął tańczyć na drodze. Obrazy wokół poruszały się z niesamowitą prędkością. Zaciągnąłem ręczny i samochód obrócił się wokół własnej osi. Poczułem smród palonych opon i usłyszałem przeraźliwy pisk hamulców. Tylko cud uratował mnie od śmierci. 

Może Bóg postanowił dać mi kolejną szansę? Może miał nadzieję, że się zmienię? Może... tylko, że ja nie wierzyłem w Boga. 

Czemu więc w moim domu zamieszkał anioł, którego ciągnąłem za sobą do samego dna piekła?

Wczesnym rankiem wróciłem do domu. Gdy wszedłem do mieszkania, zauważyłem, że w salonie paliło się światło. Nataniel spał w ubraniu na kanapie, w ręku trzymał telefon. Wyjąłem z kieszeni komórkę. Okazało się, że miałem 30 nieodebranych połączeń. Wszystkie były od niego. Przyglądałem mu się przez chwilę, potem delikatnie wziąłem na ręce i zaniosłem do jego pokoju. Położyłem go na łóżku i okryłem kołdrą. Usiadłem obok niego i patrzyłem. 

Nie wiem ile minęło czasu... sekundy... minuty... godziny.  

Pochyliłem się nad nim i delikatnie pocałowałem w usta. Nie wiem czemu, może to był zwykły impuls albo kaprys. Wstałem i poszedłem do kuchni. Zrobiłem sobie kawę i wyszedłem na balkon. 

Świat znów budził się do życia, słońce znów wschodziło, a ja patrzyłem przed siebie. Patrzyłem i rozmyślałem nad swoim popierdolonym życiem.  

Nie poszedłem do roboty, zadzwoniłem do Marca, że dziś mnie nie będzie. Wkurzył się, bo powiedział, że nie może mnie dziś zastąpić na spotkaniu biznesowym. Podobno umówił się z Akim do kina, ale co mnie to obchodziło. Westchnął i ostatecznie się zgodził. Czuł, że to jeden z tych dni, kiedy miałem wszystkiego dość. On zawsze wiedział, kiedy miałem chwilę załamania.

Poszedłem do gabinetu i włączyłem laptopa. Zalogowałem się do swojego konta bankowego. Miałem miesięcznie przekazywać kolejne transze z przeznaczeniem na leczenie jego matki. Wpisałem pełną kwotę, która miała pokryć wszystko i nacisnąłem "zapłać". Sprawdziłem skrzynkę pocztową i napisałem wiadomość do mojego znajomego, który pracował na byłej uczelni Nataniela. Rozmawiałem już z nim w tej sprawie i obiecał, że sprawdzi, co da się zrobić. 

Usłyszałem kroki na schodach, a po chwili do gabinetu wszedł Nataniel. 
- Gdzie byłeś? Czemu nie wróciłeś do domu na noc?

Zauważyłem, że Nataniel był zły. 

Miałem powiedzieć mu prawdę i wyjawić swoją smutną przeszłość. Może wtedy by mnie zrozumiał. Może wtedy byłoby inaczej.  

Po chwili usłyszałem swój własny głos:
- Nie twoja sprawa.     

Nataniel wyszedł z gabinetu i usłyszałem, jak wchodził po schodach na górę. Odchyliłem się w fotelu do tyłu i patrzyłem bezmyślnie w sufit.

Tak... byłem popierdolonym facetem...  

13 komentarzy:

  1. Sho <3
    moje biedactwo
    chociaz ja nie w humorze on tez słodko tylko isc sie pochlastac ehhhhh
    nati sie martwił..<333333333333333333 kawaii
    wiadomo sos jak zawsze miły..ten sie matwił a sosy
    sosy to tak chyba mają

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo Sho jest nadal wredny... i to się raczej szybko nie zmieni...

      A Nataniel to dobry dzieciak i zwyczajnie się martwił.

      Usuń
  2. och, Natuś taki kochany <3 martwił się :)

    prawdę mówiąc nieco zaskoczył mnie Sho z tym że go potem zaniósł do pokoju itd. jakby naprawdę się rozczulił? na pewno zrobiło to na nim wrażenie

    fajnie też, że jednak pomyślał o tych studiach dla Natusia :) to miłe

    wszystko byłoby takie super, gdyby nie ta smutna końcówka, kiedy Sho znowu się odciął, zamiast się otworzyć, albo chociaż nawet tak po prostu porozmawiać

    no i jeszcze zasmuciło mnie to, że Natuś się złamał. nie chcemy Natusia w złym stanie psychicznym :( on i tak ma wystarczająco przechlapane

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ach, no i jeszcze cudowny przyjaciel - Marco. co Sho by bez niego zrobił :)

      Usuń
    2. Ja myślę, że Sho jeszcze będzie marudzić i nie przełamie się tak szybko :D Chociaż kto wie. Może Nat go udobrucha? :D

      Usuń
    3. Marco jest świetnym przyjacielem :D. Wkurzasz się, ale zawsze pomaga Sho.

      O studiach pomyślał... XD

      Sho był zaskoczony, że Nati czekał na niego całą noc i dzwonił tyle razy do niego. Faktycznie go to trochę rozczuliło :3

      Sho nie potrafi tak łatwo się otworzyć i ma humory. Niestety :-(

      Usuń
  3. Nie wiem, od czego zacząć.
    Niby rozdział Sho, ale bardzo mi się spodobał. Zwłaszcza to, co siedzi w jego głowie.

    Jestem ciekawa, kiedy opiszesz to, co wydarzyło się w przeszłości. I kiedy on sam powie i komu. Czy to najpierw będzie tylko rozmowa ze sobą, czy potem się otworzy.

    Biedny Natuś, czekał i martwił się, a Sho kazał mu spadać :D Ale rozumiem, że chciał inaczej, no ale bywa, to: Po chwili usłyszałem swój własny głos:
    - Nie twoja sprawa.

    Tak jakby ppowiedziało mu się to samo :)

    Fajnie, że wziął sobie trochę do serca to, co powiedział mu Marco.

    I teraz mniej więcej wiadomo, dlaczego chciał się znęcać nad kimś (Natem) i poniżać. Może się jeszcze wyrobi/? W sensie no, zmięknie?

    #mięcioszek

    Więc to dlatego Marco spóźnił się wtedy do kina, to znaczy, nie spóźnił, ale przyszedł w ostatniej chwili! #przyjaźń

    A Sho kocha Marca? Mam na myśli przyjacielską miłość?

    Czyli co z tym płaceniem? Od razu całą kwotę? Nie miesięczną? Akt dobroci???

    Fajnie, że przybliżasz nam to, co dzieje się w głowie Sho.

    Uważaj, bo jeszcze zacznę go lubić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mnie się zdaje że Sho kocha Marca tak po przyjacielsku :)

      też bym chciała żeby zmiękł <3

      Usuń
    2. Sho może kiedyś się otworzy i szczerze o tym wszystkim porozmawia. On już zaczyna się trochę łamać, bo zaniósł Natiego do łóżka i nawet pocałował.

      Tak, dlatego Marco spóźnił się do kina ;-)

      Na pewno kocha Marco jak przyjaciela XD.

      Tak, przelała od razu całą kwotę na leczenie.

      Bo Sho jest zły, wredny, sadystyczny, ale... gdy poznał Nataniela coś zaczęło się w nim zmieniać. Tylko, że on nie do końca zdaje sobie z tego sprawę.

      Usuń
    3. WŁAŚNIE!! totalnie o tym zapomniałam! przecież Sho mówił o tym, że nigdy nie pocałuje Natusia, a właśnie to zrobił! <3

      Usuń
    4. Właśnie. Ale to chyba był tylko taki całusek?

      Usuń
    5. Tak to był taki niewinny całus, Nati się przecież nawet nie obudził.

      Usuń
    6. ale była to chyba jakaś bariera, którą mimowolnie pokonał :)

      Usuń