WAŻNE INFO:

Obiecuję, jak najszybciej odpowiedzieć na wasze wszystkie komentarze i skomentować blogi, które czytam :D.

KOMENTUJCIE, bo to bardzo motywuje XD.

czwartek, 29 grudnia 2016

Umowa - Rozdział 24 (Sho)

Sho


Był jeszcze wczesny ranek i promienie wschodzącego słońca oświetlały moją sypialnię. 

Przypomniało mi się, jak kilka lat temu szukałem nowego domu. Jego wyposażenie, lokalizacja czy wystrój nie miały wówczas większego znaczenia. Wybrałem akurat to mieszkanie, bo jego okna wychodziły wprost na morze oraz jednocześnie na wschód. Dzięki temu każdego ranka mogłem obserwować, jak świat budził się powoli do życia. 

Nigdy nie zapomnę wschodu słońca, który zobaczyłem po raz pierwszy. To było po jednej z moich ucieczek, po której tradycyjnie do niego wróciłem. Stałem nad brzegiem morza i patrzyłem, jak ciemne i ponure niebo z każdą kolejna minutą rozjaśniało się. Granatowa ciemność zmieniała się w błękit pełen jakiejś tajemniczej nadziei. Na nieboskłonie pojawiały się stopniowo kolory złota, karmazynu i rubinu. Po chwili z wody na horyzoncie wyłoniła się słoneczna tarcza, która powoli oblewała swoim światłem morskie fale. Widnokrąg mienił się tysiącem barw. Niebo zdawało się płonąć żywym ogniem. Było coś magicznego w tym dziele natury, a może Boga... Wszak podobno to on stworzył ciała niebieskie, by wędrowały po nieboskłonie. Słońce, z każdą upływającą minutą, wznosiło się coraz wyżej i wyżej. Jego tarcza odbijała się w morskiej toni. Po moich policzkach popłynęły wtedy łzy i niewidzialna siła ścisnęła moje gardło. Świat znów zbudził się do życia. W rozległej ciszy słyszałem tylko powiew wiatru, który rozwiewał moje długie włosy. Widząc to niesamowite zjawisko pomyślałem, że zawsze nawet po najczarniejszej nocy przychodził nowy dzień... Miałem nadzieję, że i dla mnie kiedyś ten dzień nadejdzie... 




Roześmiałem się sam do siebie i pomyślałem, że może miałem duszę romantyka, a raczej mógłbym mieć taką duszę, gdyby nie bolesna przeszłość, która odbiła się piętnem na mnie. Jedno było pewne. Słońce pojawiające się nad błękitną tafla morskiej wody, zawsze mnie zachwycało. Uwielbiałem stać na balkonie, palić albo pić kawę i patrzeć, jak świat budził się do życia. Niestety miałem na to coraz mniej czasu. 

Promienie słoneczne, z każdą upływającą minutą, przesuwały się powoli po dywanie w kierunku łóżka. W końcu oświetliły jego twarz. Jak zwykle długie blond włosy zasłaniały mu czoło, oczy i policzki. Tradycyjnie delikatnie odsunąłem je z jego twarzy. Leżałem na boku, wsparty na ramieniu i patrzyłem po prostu na niego. Znów... Robiłem to niezliczoną ilość razy. Każdego ranka przed wyjściem do pracy... Każdego wieczoru, jak już spał... Czasami w nocy, jak ja nie mogłem spać... Przychodziłem do niego i po prostu patrzyłem... 

Leżał obok mnie całkowicie bezbronny i pogrążony w spokojnym śnie. Przejechałem palcami po jego zarumienionym policzku. Miał delikatną i ciepłą skórę. Był słodki, niewinny, delikatny i niemal nierzeczywisty. Nigdy dotąd nie spotkałem kogoś takiego jak on. Niemal chodząca dobroć, która nie chciała nikogo skrzywdzić i chciała wszystkim pomóc. Nawet mi...

Przypomniały mi się wydarzenia wczorajszego dnia. Jak co roku pojechałem do roboty, żeby zagłuszyć wspomnienia o Świętach. Przez kolejne dni też zamierzałem siedzieć w biurze. Miałem, co robić, bo koniec roku wiązał się z niezliczoną ilością przelewów, faktur i sprawozdań. Zawsze podkręcałem pracę w firmie na wysokie obroty przed Świętami, za co pracownicy nie pałali do mnie sympatią. Jednak dzięki temu w Święta miałem pełne ręce roboty. Wczoraj siedziałem do późna w biurze, a potem jeździłem bez celu samochodem. Miałem zamiar wrócić do domu, nafaszerować się prochami i po prostu iść spać. Nie miałem nawet ochoty na seks. Nie, to było złe określenie... Miałem ochotę, ale na ostry i brutalny seks. Jednak nie mogłem tego zrobić... Nie z Natanielem. Przynajmniej jeszcze nie teraz... Mogłem umówić się z jakąś laską, znajomą lub po prostu iść do agencji. Nie chciałem. Dlaczego? Nie wiedziałem. Od kiedy zamieszkał u mnie Nataniel, znacznie rzadziej się pieprzyłem. Spałem tylko z nim i to też dość rzadko, bo on ostatnio ciągle się uczył. Nie mówiłem tego głośno, ale miałem cichą nadzieję, że zda egzaminy. Nie chodziło mi o kasę, którą wydałem na jego powrót na uczelnię. Po prostu chciałem, żeby na jego twarzy znów zagościł uśmiech. Czyżbym chciał go uszczęśliwić? Przecież to było chore. Nasz układ był chory. Ja byłem popierdolony. A Nati... on całkiem przypadkiem stał się częścią mojego życia.

Wczoraj nie podejrzewałem nawet, że Nataniel wymyśli coś tak durnego. Gdy wróciłem do domu, od progu przywitał mnie przepyszny zapach. Domowe jedzenie... Od kiedy Nataniel się do mnie wprowadził, to zawsze przyrządzał coś dobrego. Wprawdzie potrafiłem gotować, ale zwyczajnie nie miałem na to czasu, albo po prostu mi się nie chciało. Dlatego też zwykle jadałem na mieście. Gdy wszedłem do salonu, poczułem jak krew zamarzła mi w żyłach. To, co tam zobaczyłem sprawiło, że od bardzo dawna nie wiedziałem, co powinienem zrobić. W salonie stała prześliczna choinka, stół został świątecznie zastawiony, a Nataniel stał i czekał na mnie odświętnie ubrany. Jak ja się wtedy na niego wkurwiłem. Jak on mógł to zrobić? Tyle razy mu powtarzałem, że nienawidzę Świąt. A on jak zwykle mnie nie posłuchał. Jak zwykle wiedział lepiej. Nawrzeszczałem na niego i poszedłem do siebie. Zatrzasnąłem za sobą z hukiem drzwi. Wspomnienia... bolesne wspomnienia wróciły do mnie ze wzmożoną siłą. Oparłem się o ścianę i zsunąłem się po niej. Miałem ochotę dosłownie wyć. Strach... ból... bezsilność... krew... a potem koniec... Wszystko kłębiło się na powrót w mojej głowie. Wspomnienie szczęśliwych Świąt i dzieciństwa mieszały się ze strasznymi wspomnieniami, o których nie chciałem pamiętać. Jaki ja byłem wściekły, wkurwiony, miałem ochotę zaciągnąć go do pokoju obok i wybić mu z głowy następne durne pomysły, na jakie mógłby wpaść w przyszłości. Wstałem i przeszedłem do garderoby. Zrzuciłem z siebie garnitur i drżącymi rękami przebrałem się. Kurwa... nie sądziłem, że istniało coś, co mogło wstrząsnąć mną i doprowadzić mnie do takiego stanu. Zwykle byłem opanowany do granic ludzkich możliwości. Stanowiło to moją swoistą obronę przed światem, emocjami, wspomnieniami i byłym życiem. 

Usłyszałem, że poszedł do siebie. Ruszyłem do jego pokoju. Sadystyczne myśli kłębiły się w mojej głowie. Zatrzymałem się, bo usłyszałem jego cichy i tłumiony szloch. Zawahałem się... Kurwa... Sho... co ty odpierdalasz? Kim się stajesz? Czemu się wahasz? Czemu jest ci przykro, że on płacze? Szlag by to trafił. Zawróciłem do siebie, usiadłem na łóżku, pochyliłem się do przodu i ukryłem twarz w dłoniach. Czemu go tu sprowadziłem? On wywracał moje ułożone i idealne życie do góry nogami. Kurwa... 

Wyjąłem z szuflady umowę i chciałem ją podrzeć. Papier był już napięty do granic możliwości. Jeden ruch, minimalny ruch i umowa stałaby się wspomnieniem. Tylko co dalej? On odejdzie stąd. Ja pierdolę.... Staję się sentymentalny i ludzki. Kurwa... Gdzie się podział ten chuj, jakim byłem jeszcze kilka tygodni temu? Gdzie facet, który dostaje wszystko, czego tylko zechce? Normalnie już dawno bym go wyruchał na wszelkie możliwe sposoby, a potem zwyczajnie się go pozbył. Kurwa, czemu tego nie robiłem? Czemu patrzyłem w te jego błękitne oczy? Czemu starałem się dostrzec w nich emocje? Czemu nie chciałem go zranić? Czemu się z nim cackałem? Kurwa... Położyłem się na łóżku na wznak i patrzyłem w sufit. 
- Kurwa... - powiedziałem głośno i walnąłem pięściami o łóżko.

Wstałem, otworzyłem drzwi i poszedłem do niego. Nie było go. Poszedłem w kierunku zejścia na dół. Stałem na szczycie schodów i patrzyłem na niego. Siedział opatulony w koc i spoglądał na choinkę. Dom... wspomnienia... przeszłość... ona... Przez niego wszystko znów do mnie wróciło, a było ukryte na samym dnie mojej mrocznej duszy. Nie wiem jakim cudem, ale moja wściekłość gdzieś zniknęła. Zszedłem na dół, usiadłem obok i objąłem go ramieniem. Wyczułem, że się spiął. Niemal słyszałem bicie jego serca. Bał się. A potem, sam nie wiem czemu, opowiedziałem mu dlaczego nie chciałem pamiętać Świąt. Po raz pierwszy otworzyłem się przed kimś zupełnie dla mnie obcym. Wprawdzie Marco znał prawdę, ale on był ze mną zawsze. Traktowałem go niemal jak swojego brata. 

Nataniel zrobił wtedy coś tak nieoczekiwanego, że nie wiedziałem, jak powinienem zareagować. Pocałował mnie, a przez moje ciało w tamtym momencie przeszedł dreszcz. Nigdy się z nikim nie całowałem, nigdy tego nie potrzebowałem, nigdy tego nie chciałem. Sprawił, że zdjąłem koszulę, bo chciałem poczuć jego ciepło... dotyk....

Zaniosłem go do siebie. Nasz seks był nieomal zwyczajny. Była w nim zaledwie minimalna ilość dominacji. Uwielbiałem go łamać, słuchać jak nazywa mnie panem, czuć jak kruszą się jego kolejne opory. Znów zadbałem o to, żeby było mu dobrze i żeby mnie błagał, że chce dojść. Uwielbiałem mieć nad nim nieograniczoną władzę. 

A potem poznał mój kolejny sekret. Blizny... Nigdy nie chciałem od nikogo litości. Nataniel miał nigdy nie poznać prawdy o mnie. A on z każdą chwilą wiedział coraz więcej. I dowiadywał się tego ode mnie. Potem, pod wpływem niezrozumiałego dla mnie impulsu, powiedziałem, że śpimy razem. Spaliśmy... Jednak, Nataniel ani razu nie przytulił się do mnie. Ja go objąłem, jak usypiałem. On nie odwzajemnił tego. Nie zdziwiłem się. Przecież obcy facet zmuszał go do seksu za pieniądze. Nikt nie byłby tym zbytnio zachwycony.

Pomyślałem, że Nataniel miał predyspozycje do bycia uległym. Był wprawdzie kompletnie niedoświadczony, ale reagował na wszelkie pieszczoty, delikatne kary i moją dominację. Może w innych okolicznościach zakochałby się we mnie, a ja w nim? Odgoniłem od siebie tą bezsensowną myśl. Z przerażeniem zacząłem rozumieć, że chyba powoli przywiązywałem się do niego.

- Nati... i co ja mam z tobą zrobić? - szepnąłem cicho.

Wstałem i cicho poszedłem się ubrać. Zszedłem na dół, zrobiłem sobie kawę, wyszedłem na balkon zapalić i pomyśleć. Gdy wróciłem do salonu, zauważyłem, że pod choinką nadal leżał zapakowany prezent.
- Nawet o tym pomyślałeś... - szepnąłem do siebie.
Przeszedłem do aneksu kuchennego i zajrzałem do lodówki. Wypełniona była żarciem, którego wczoraj nie zjedliśmy
- Dobra, skoro chcesz mieć te Święta... - Powiedziawszy to, wyjąłem z lodówki garnki z jedzeniem i zacząłem je odgrzewać. Zastawiłem stół i znów stanąłem przy garach. Chyba świat się właśnie kończył, bo nie pamiętałem, kiedy ostatnim razem to robiłem. 

W pewnym momencie usłyszałem jego ciche kroki na schodach. Ubrany był tylko w t-shirt i bokserki. Przecierał zasypane oczy i ziewał. Kurczę, czy on musi być taki słodki?
- Cześć - odezwał się niepewnie.
- Dzień dobry.
- Nie wiedziałem, że umiesz gotować. - Starał zachowywać się zwyczajnie, ale wyczuwałem, że wiele go to kosztowało.
- To żadne gotowanie, tylko raczej podgrzewanie. Poza tym jest mnóstwo rzeczy, których o mnie nie wiesz.
- Opowiesz mi o nich kiedyś?
- Nie widzę powodu, żebym miał to zrobić.
Kurcze, nie rób takiej smutnej miny. - Pomyślałem.
- Zamierzasz jeść obiad w takim stroju? - Chciałem odwrócić jego uwagę od drażliwego tematu.
- Już się ubieram.

Gdy wrócił na dół, usiedliśmy przy stole. Po chwili w milczeniu jedliśmy obiad. W końcu pierwszy się odezwałem:
- Kiedy to wszystko przygotowałeś?
- Wczoraj... Aki mi pomógł...
- Mhm...
Znów zapanowało krepujące milczenie. Nataniel nagle się poderwał i ruszył w stronę choinki. Przyniósł stamtąd prezent.
- Dla ciebie.
- Dzięki.
Wziąłem paczkę i rozerwałem kolorowy papier. W tamtej chwili nieomal czułem się jak małe dziecko. Nie pamiętałem, kiedy ostatnio zdarzyło mi się coś dostać. W środku znajdował się elegancki czarny organizer i srebrne wieczne pióro. Były one dokładnie w moim stylu i bardzo mi się podobały.
- Dzięki. 
- Podoba ci się? - Zapytał niepewnym głosem.
- Tak. Lubię praktyczne rzeczy.
- To widać.
- Widać?
- W twoim mieszkaniu i biurze dominuje minimalizm. Nie masz żadnych zbędnych bibelotów i ozdób.
- Trafne spostrzeżenie.

Patrzyłem na niego i i popijałem herbatę. Pewne myśli zaczęły krążyć mi po głowie
- A ty, co chciałbyś dostać ode mnie?
- Od ciebie? - Popatrzył na mnie zaskoczony.
- No to od tego starszego grubaska w czerwonym wdzianku. - parsknąłem śmiechem. 
- Podarowałeś mi możliwość powrotu na studia. To wystarczy.
- Powiedzmy, że spełnię twoje jedno życzenie. Co byś chciał żebym zrobił?
W jednej chwili pożałowałem swoich słów. Co jeśli zażąda podarcia umowy? Dobra spokojne, coś wymyślisz. - pomyślałem.
- Plaża. - szepnął.
- Plaża?
- Chciałbym żebyś poszedł ze mną na spacer nad morze.
- Tylko tyle, przecież możesz sobie zażyczyć, czego tylko twoja dusza zapragnie.
- To mi wystarczy.

Zastanawiałem się, czemu zapragnął zrobić ze mną coś tak dziwacznego. W końcu się odezwałem:
- Zgadzam się. Jutro pójdziemy pospacerować nad morze.
- Dzięki.
- Ale dziś czeka cię kara.
- Kara? Ale dlaczego? - zmarszczył brwi.
- Po raz kolejny mnie nie posłuchałeś. Mówiłem, że nie obchodzę Świat, a to... - pokazałem mu choinkę i prezent - sam rozumiesz...
- Ale myślałem, że... 
- Że ci daruję? Zasady są po to, żeby ich przestrzegać. Za przewinienia są kary, a za grzeczne zachowanie nagrody.
Potrafiłem czytać w nim jak w otwartej książce. Wiedziałem, że był przerażony.
- Idę na górę, rozbierz się i czekaj na mnie.
Zostawiłem go z pochyloną głową i wzrokiem utkwionym w talerzu. 

Gdy wróciłem na dół, był nagi i klęczał z opuszczoną głową. Podszedłem do niego i pogłaskałem go po głowie.
- Jesteś bardzo grzeczny. Lubię jak klęczysz, gdy na mnie czekasz. Przyniosłem coś, co należy do ciebie.
Pokazałem mu obroże, którą po chwili założyłem mu na szyję. 
- Mam coś jeszcze. - powiedziałem.
Wystawiłem do przodu rękę i pokazałem mu, co miałem na myśli. Spojrzał na szklany korek analny, który trzymałem w dłoni. Zmarszczył brwi, ale nie powiedział ani słowa. Uroczo się tylko zawstydził. Zauważyłem, że nie miał ochoty na seks. Szkoda... Trzeba będzie coś z tym zrobić. 
- Wstań...

Położyłem lubrykant i pluga na kanapie. Sam podszedłem do niego i delikatnie przejechałem palcami po jego torsie. Nadal miało pochyloną głowę. Pewnie się wstydził i bał. Palcami uniosłem jego brodę do góry. Patrzyłem mu przez chwilę w przerażone oczy.
- Aż tak się boisz? Mówiłem, że wszystko zależy tylko i wyłącznie od ciebie. 
Zbliżyłem usta do jego ust i pocałowałem go delikatnie i czule. Odsunąłem się od niego i obszedłem dookoła. Gdy stanąłem za nim, objąłem go i szepnąłem do ucha.
- Prawdziwa władza znajduje się w twoich rękach. 

Dłońmi błądziłem po jego brzuchu i nadal cicho mu przypominałem, że natychmiast wszystko przerwę, gdy on tego zechce. Pod wpływem mojego dotyku i słów zaczął powoli się rozluźniać. Położyłem dłoń na jego penisie i zacząłem go pobudzać. Jednocześnie dotykałem i macałem jego pośladki. Usłyszałem ciche westchnienie. Jego ciało zaczęło na mnie reagować. 
- Nie myśl... Poddaj się temu... - kusiłem go.

Byłem bardzo cierpliwy. Miałem nadzieję, że może kiedyś Nataniel przestanie się tego wszystkiego obawiać. A może tak już będzie zawsze. Zawsze... Odgoniłem od siebie tą myśl. Nie będzie zawsze... Obchodziłem go i dotykałem jego nagiego ciała... pleców, pośladków, ud, torsu, brzucha... Uwielbiałem czuć pod palcami jego ciepłą i nagą skórę. A on po prostu stał i chłonął moje pieszczoty. Odchylił głowę do tyłu i przymknął oczy. Musnąłem wargami jego szyję i powiedziałem:
- Uklęknij przed kanapą.

Gdy to zrobił, popchnąłem go, zmuszając, żeby oparł się na niej na przedramionach. Klęknąłem za nim i znów pieściłem jego ciało. Dotknąłem jego twardego fiuta i uśmiechnąłem się do siebie. Właśnie tak, Natanielu, musisz się nakręcić... Przejechałem palcami od jego karku wzdłuż kręgosłupa i wziąłem butelkę z lubrykantem. Wylałem sobie trochę płynu na palce i wsunąłem w niego od razu dwa. Sapnął pod wpływem dyskomfortu, jaki poczuł. Rozciągałem go i czułem, że jego opór z każdą chwilą malał. Po chwili dodałem trzeci i czwarty palec. Nie chciałem, żeby go bolało i żeby się zniechęcił. W pewnym momencie zadrżał.
- Chyba ci się wreszcie zaczęło to podobać?
Odpowiedział mi cichym jęknięciem. 
- W takim razie zaczynamy. Wypnij się mocno do tyłu.

Wyjąłem z niego palce i wziąłem korek analny. Zadbałem o to, żeby zauważył, jak zabierałem go z kanapy. Obficie polałem jego odbyt lubrykantem i nasmarowałem nim także korek. Najpierw zacząłem przesuwać plugiem pomiędzy jego pośladkami i jednocześnie masowałem jego jądra. Jęk znów uwolnił się z jego ust. Powoli zacząłem wsuwać w niego szklany korek. Spiął się i poczułem jego opór. Klepnąłem go lekko w pośladek. Bardziej zachęcająco niż karcąco. 
- Rozluźnij się...
- Nie mogę...
- Możesz, po prostu poddaj się...

Zacząłem dotykać jego penisa i delikatnie mu trzepałem. Jednocześnie znów spróbowałem wsunąć w niego pluga. Na szczęście Nataniel zaczął powoli się rozluźniać. Moje pieszczoty przynosiły pożądany rezultat, bo ponad połowa korka znajdowała się już w nim. Z każdą kolejną sekundą coraz mniejsza jego część wystawała ponad jego odbyt. Gdy wreszcie wszedł cały, Nataniel wtulony był już mocno w kanapę i ciężko oddychał. 
- Jak się czujesz?
- Dziwnie...
- Chcesz się napić?
- Tak...

Szarpnąłem go za włosy do góry, tak że przywarł całym ciałem do mnie. Głośno zajęczał pod wpływem nagłego bólu. 
- Chyba nie raz powtarzałem, jak masz się do mnie zwracać. - syknąłem i mocno ścisnąłem palcami jego sutek. Nataniel omal nie opadł z powrotem na kanapę, ale mocno go trzymałem, nie pozwalając mu się odsunąć. Przesunąłem dłoń w dół po jego brzuchu. Traciłem jego stojącego penisa i dotknąłem wystającej części pluga.
- A może powinienem przynieść coś większego i włożyć ci w tyłek? Wtedy może zapamiętasz to jakże proste słowo? Co ty na to?
- Nie... - zajęczał.
- Nie? Czemu nie? Założę się, że spodobałby ci się dmuchany korek? Co ty na to? - kolejne słowa sączyłem mu wprost do ucha.

Pchnąłem go mocno w kierunku kanapy, tak że znów na niej leżał z wypiętym tyłkiem. Pociągnąłem za korek i wyjąłem z niego szybkim ruchem. Dosłownie poderwał się do góry i zaszlochał. Pomyślałem, że był bardzo delikatny zarówno fizycznie jak i psychicznie.
- Nie pozwoliłem ci wstawać. Jazda z powrotem.

Przycisnąłem go mocno do kanapy i powoli wsunąłem w niego korek. Wsuwałem go do samego końca, by po chwili wysunąć go z niego. Szarpał się, ale przyciskałem go mocno do kanapy.
- Błagam... błagam... - płakał.
- Nie obchodzi mnie takie twoje błaganie - byłem ciekawy, czy zauważy subtelną podpowiedź w moich słowach. 

Męczenie go i dominowanie sprawiało mi niesamowitą radość. Jego reakcje były naturalne i pozbawione udawania. Miałem nadzieję, że zawsze tak już pozostanie. Zawsze... Kurwa znów to pomyślałem.
- Błagam... błagam... Panie... przepraszam... 

Wsunąłem w niego do samego końca korek i z satysfakcją usłyszałem jego krzyk. Pociągnąłem go znów mocno za włosy. Zacząłem lizać go po szyi, gdy jego ciało przywarło do mojego ciała. Dotknąłem jego stojącego fiuta i wysyczałem.
- Wreszcie sobie przypomniałeś to słowo. 
- Wybacz... Panie... - słowa te były niczym muzyka dla moich uszu.
- Odwróć się do mnie przodem. - Wstałem i odsunąłem się od niego. - Przypominam, że nadal masz klęczeć.
- Tak...
- Tak?
- Tak, Panie.

Klęczał przede mną z mokrymi od łez policzkami.
- Nataniel... skoro tak emocjonalnie reagujesz na moje drobne pieszczoty, to co będzie, jak w końcu zacznę cię karać za twoje wczorajsze nieposłuszeństwo?
- Nie wiem, Panie.
- Popatrz na mnie. 

Gdy uniósł głowę do góry wyjąłem z kieszeni srebrny łańcuch, który przyczepiłem do jego obroży.
- Idziemy na górę.

Ruszyłem w kierunku schodów. Tak jak myślałem, Nataniel nie poruszył się nawet o minimetr. Poczułem, jak w pewnym momencie łańcuch się napiął.
- Nataniel, czekam na ciebie.
Nie reagował. Obejrzałem się na niego przez ramię. Klęczał z zaczerwienionymi policzkami i wahał się. 
- Pamiętaj, że to tylko gra... 

Nasze spojrzenia się skrzyżowały. Złapałem się na tym, że jeszcze chwila i rzuciłbym łańcuch na ziemię i po prostu kochał się z nim tu i teraz. Z ledwością zapanowałem nad sobą. Nataniel nie zdawał sobie sprawy z tego, że w tym pokoju tak naprawdę dwie osoby walczyły same ze sobą. Ja, żeby nie pieprzyć się z nim tu i teraz, bo mój penis boleśnie wbijał się w moje spodnie. I on żeby mi ulec. W końcu z wahaniem wolno podszedł na czworakach do mnie. Uklęknął przy mojej nodze i czekał. Pogłaskałem go po głowie i powiedziałem:
- Jestem z ciebie dumny.

Ruszyłem w kierunku schodów i zacząłem wchodzić na górę. Nie poczekałem za nim, nie spojrzałem w jego kierunku. Po prostu szedłem dalej, a on musiał dotrzymać mi kroku. Ruszyłem w kierunki naszego specjalnego pokoju, w którym z każdym dniem pojawiały się kolejne sprzęty i meble. Nie mieliśmy czasu, żeby to wszystko wypróbować. Ale nic nas teraz nie goniło. Pośrodku pokoju stało łoże podobne do tego, które było w moim pokoju. Moje łóżko miało metalowe ramy, a to w każdy rogu miało drewniane kolumny. Podszedłem do łóżka i zatrzymałem się przed nim. 
- Wstawaj. - Szarpałem za łańcuch. 

Gdy Nataniel wstał, spojrzałem mu w oczy i pokazałem, jak miał stanąć. Przykułem jego nadgarstki do kolumn łóżka, tak, że stał z uniesionymi po bokach rękami. Następnie przykułem do kolumn jego kostki tuż przy samej podłodze. Stał przodem do łóżka i ciężko oddychał. 
- Boisz się? 
- Tak... - cicho szepnął.
- Pamiętasz hasło?
- Tak... - kolejny szept.

Postanowiłem, że nie będę go karał tym razem za niewłaściwe zwracanie się do mnie. Chłopak dopiero wszystkiego się uczył i postanowiłem, że nie będę aż tak okrutny. Jednakże... Podszedłem do szafki i wyjąłem z niej knebel. 
- Dobrze, że pamiętasz hasło bezpieczeństwa. Niestety nie będziesz mógł go użyć. Uklęknąłem na łóżku przed nim i założyłem mu knebel na usta. Szarpał się, gdy to robiłem, ale ja pogłaskałem go po policzku i powiedziałem:
- Będę wiedział kiedy będziesz miał dość. Spokojnie.
Po policzkach płynęły mu łzy i kręcił przecząco głową. Przytrzymałem mu mocno głowę i zmusiłem, żeby popatrzył mi w oczy.
- Nati... będę wiedział... - powiedziałem pewnym i czułym głosem.
Widziałem, że bił się z myślami. W końcu z ociąganiem kiwnął twierdząco głową. Pocałowałem go do delikatnie w nos, uśmiechnąłem się do niego i zszedłem z łóżka. 

- Zastanawiałem się nad karą dla ciebie. Pomyślałem, że skoro jesteś bardzo wrażliwy na ból, kara musi dotyczyć strefy fizycznej. Dostaniesz dziesięć uderzeń szpicruty, czyli czegoś, co już dobrze znasz. Nie wyjmę z ciebie oczywiście korka analnego, bo chcę spotęgować twoje doznania. Po sesji porozmawiamy o twoich wszystkich odczuciach. 

Powiodłem szpicrutą po jego nagich plecach, pośladkach i udach. Zatrzymałem się na jego jądrach i posmyrałem je jej końcówką. 
- Nataniel, chciałbym być z ciebie dumny. Postaraj się...


Stał o dziwo spokojnie z pochyloną głową. Czyżby pogodził się ze swoim losem? Pierwszy raz uderzyłem go nieomal pieszczotliwie. Chciałem, żeby oswoił się z sytuacją, w jakiej się znalazł. 
- Jeden - powiedziałem głośno.
Kolejne uderzenia które spadły na jego pośladki, były coraz mocniejsze. Zaczął się szarpać przy piątym uderzeniu. Za każdym razem spadało na niego uderzenie, ja liczyłem głośno i masowałem dłonią jego pośladki, które pokrywały się czerwonymi śladami. 
- Sześć - Knebel stłumił jego głośny krzyk.
- Siedem - Spiął się i głośno zaszlochał.
- Osiem - Szarpnął się mocno. 
Wiedziałem, że był już na granicy swojej wytrzymałości. Stanąłem za nim, objąłem go i szepnąłem mu do ucha:
- Zostały jeszcze tylko dwa razy. Wiem, że masz dość. Wiem jednak, że jesteś w stanie to wytrzymać. Od ciebie to teraz zależy. Dasz radę? 

Drżał na całym ciele, ale jego penis nadal był twardy. Muskałem palcami jego biodra i delikatnie wysunąłem z niego pluga. Rzuciłem go na ziemię. Nataniel oddychał głęboko przez nos i płakał. W końcu kiwnął twierdząco głową. 
- Jesteś cudowny i niesamowity, Nati... - szepnąłem mu cicho do ucha.

Pocałowałem go w łopatkę i odsunąłem się od niego. Widziałem, że przymknął oczy i spuścił głowę. 
- Dziewięć... Dziesięć... - te uderzenia były dużo słabsze od poprzednich. 

Odrzuciłem szpicrutę i rozkułem mu nogi. Po chwili rozkułem także jego ręce. Ledwo trzymał się na nogach, więc podtrzymałem go i pomogłem usiąść na łóżku. Zdjąłem mu knebel i wytarłem łzy z policzków. 
- Byłeś bardzo dzielny. 

Spojrzał na mnie, usta nadal mu delikatnie drżały. Pocałowałem go delikatnie i czule. Pieszczotliwie popchnąłem go na łóżko i zacząłem całować go po całym ciele. Lizałem i kąsałem jego klatkę piersiową, brzuch, uda, a potem wziąłem jego fiuta do ust i zacząłem mu obciągać. Usłyszałem cichy jęk. Zajmowałem się przez chwilę jego penisem i jądrami. Znów wsuwałem w w niego palce. Wygiął się w łuk i zastękał cicho. Wstałem i rozebrałem się. Wszystko spadło na ziemię z wyjątkiem koszuli, którą tylko rozpiąłem. 
- Zdejmij...
- Co?
- Proszę, zdejmij koszulę, Panie... - cicho powiedział.

Po chwili moja koszula spadła na ziemię. Położyłem się na nim, wspierając się na przedramionach i roześmiałem się:
- Zastanawiam się, kto teraz kogo łamie...
- Przepraszam...
Odwrócił głowę na bok, a ja tradycyjnie zmusiłem go, żeby popatrzył na mnie. Chciałem, żeby patrzył na mnie, gdy w niego wchodziłem. Lubiłem oglądać jego napalony wzrok, gdy przestawał się kontrolować. 

Wszedłem w niego brutalnie, na co głośno krzyknął.
- Kara jeszcze się nie skończyła. - odezwałem się złośliwie.
Klęknąłem przed nim i zacząłem go ostro posuwać. Zmusiłem, żeby położył się na boku, uniosłem mu jedną nogę do góry i przytrzymywałem za kostkę. Rżnąłem go... pieprzyłem... ostro... brutalnie... bez litości... Jego penis stał na baczność, a on krzyczał i zaciskał pięści na pościeli. Pochyliłem się mocniej i wszedłem w niego do samego końca. Złapał mnie za dłoń, którą trzymałem na jego leżącym na łóżku udzie. Posuwałem go znów... coraz mocniej... brutalniej... A on zaciskał mocno oczy i palce na mojej dłoni. Ostre rżnięcie... tak właśnie wyglądał teraz nasz seks. Na moim czole pojawiły się kropelki potu, czułem, że jeszcze chwila i trysnę. Długo powstrzymywałem się przed wypieprzeniem go i wiedziałem, że zaraz skończę. Zacząłem mu trzepać. Gdy wygiął ciało w łuk, wbiłem się w niego i moim ciałem wstrząsnęły dreszcze. Sperma trysnęła do jego wnętrza. Poruszyłem się jeszcze kilka razy leniwie. Widziałem, że on doszedł nieomal w tej samej chwili co ja. Wysunąłem się z niego i padłem ciężko na łóżko. Z trudem dochodziłem do siebie. Przyciągnąłem go bez słowa i objąłem ramieniem. Słyszałem jego przyśpieszony oddech. W końcu wstałem i poszedłem do szafki po wodę. Usiadłem obok niego i podałem mu butelkę.
- Dziękuję... - szepnął.
Usiadł i przechylił butelkę. Niewielka stróżka wody popłynęła mu po brodzie i torsie.
- Idź się umyć. Przyjdę potem i posmaruje ci pośladki.
- Nie musisz.
- Muszę.
- Czemu?
- Czemu zadajesz takie pytania?
- Nie wiem.
- Myślę, że wiesz.
- Bo... - zawahał się - nieważne...
- Skoro tak, to idź się umyć - Byłem lekko zawiedziony, że nie dokończył swojej myśli.

Potem wysmarowałem go czule i delikatnie. Chciałem pogadać z nim na temat sesji, ale się zawstydził i nic nie powiedział. Westchnąłem tylko i wyszedłem zapalić. Istniała miedzy nami przepaść, która chyba była niemożliwa do przeskoczenia. Wieczorem w milczeniu obejrzeliśmy jakiś film i poszliśmy spać. Chyba Nataniel myślał, że zawołam go do siebie. Nie zrobiłem tego. Nic nie powiedział i udawał, że wszystko jest w porządku. Ale ja czułem, że było mu trochę przykro. Leżałem potem w swoim łóżku i rozmyślałem. Nad ranem miałem koszmar, z którego mnie wybudził. Bez słowa potem wstał i poszedł do siebie. Nie zatrzymałem go. Może powinienem kazać mu spać ze sobą? Czułem się tak, jakbym robił krok na przód, by po chwili znów się wycofać.

W drugi dzień Świat Nataniel siedział w salonie przed laptopem i uczył się. Ja sprawdzałem kolejne kwartalne sprawozdanie. 
- Nie... - szepnął.
- Coś się stało? 
- Coś nacisnąłem i nie ma - mówił z coraz większym przerażeniem.
Wstałem z kanapy i usiadłem obok niego przy stole. 
- Czego nie ma? - spytałem spokojnie.
- Moich notatek, które zrobiłem na egzaminy. - Nataniel omal się nie rozpłakał.
- Kopia zapasowa?
- Nie mam.
- Jak to nie masz? Nataniel, po to masz dysk zewnętrzny i połączenie z moim serwerem, żeby robić kopie zapasowe ważnych plików. 
Zabrałem mu laptopa i zacząłem wpisywać kolejne polecenia. W końcu udało mi się odzyskać 90% jego plików. Gdy oddawałem mu laptopa, powiedziałem:
- Ustawiłem ci wszystko tak, że kopie zapasowe będą robiły się automatycznie każdego dnia.
- Dziękuje... - szepnął.
- Proszę. Swoją drogą z tymi karami to nie żartowałem. Jeśli nie zdasz to... - nastąpiła pauza.
- Zdam.
- Jeśli tak, to pomyślę o jakiejś nagrodzie.

Naszą dalszą rozmowę przerwał dzwonek do drzwi. Wstałem zobaczyć, kto przyszedł, chociaż tak naprawdę to wiedziałem. Gdy otworzyłem drzwi, powiedziałem:
- Twojej zakazanej mordy, to się nawet trochę spodziewałem.
- Też się cieszę, że cię widzę - Marco wyszczerzył się. 
- Ale ciebie to się nie spodziewałem. - dodałem patrząc na jego towarzysza. - Nie sądziłem, że znów zaszczycisz swoją wizytą takiego kretyna jak ja.
- Kur... 
- Panuj nad sobą - zimny głos Marco postawił Akiego do pionu.
- Bo co mi zrobisz? - odezwał się hardo.
- Będę dalej liczył.
- Ale nie obrażam ciebie, idioto.
- Pięć, od wczoraj masz szybkie tempo. Chyba chcesz pobić swój rekord. 
Pomyślałem złośliwie, że uroczo się ze sobą przekomarzali.
- Dobra, dość tych czułostek. Wchodźcie do środka. 

Usiedliśmy w salonie. Po chwili Nataniel zrobił herbatę i przyniósł ciasto. Obserwowałem, jak Aki zachowywał się wobec Marka. Zauważyłem, że inaczej traktował Nataniela. Wiedziałem wprawdzie, że mogło to być wynikiem ich przyjaźni. Jednak czułem, że Aki trochę grał przed Markiem i na pewno za bardzo przeginał. Zastanawiałem się tylko dlaczego. Kiedyś jego postawa zdradzała, że jest uległym. Był pyskaty i bezczelny, ale nie aż tak. Musiałem koniecznie powiedzieć o tym Marco. Miałem nieodparte wrażenie, że Aki przyjmuje postawę nieco obronną. Jednocześnie wyczuwałem w nim subtelną nutę chęci dominowania. A może mi się to tylko wydawało...

Nataniel i Aki poszli na górę pogadać, a ja siedziałem z Markiem.
- Nie poznaję cię stary. Choinka? - Był szczerze zdziwiony.
- To pomysł Nataniela. Nawet nie pytaj. - powiedziałem.
- Ale mogłeś ją wywalić. Czemu nadal tu stoi? - nadal dociekał.
- Bo mi się podoba.
- Podoba? Przecież ty... 
- Zamknij się.
- Nie chcesz sprawić mu przykrości, co?
- Może...
- No nie mów, czyżby sadysta się zakochał. Tego jeszcze nie było.
- Zaraz ci przywalę, jak nie stulisz mordy.
- Może powinienem powiedzieć o tym Natanielowi?
- Może powinienem zaprosić cię do pokoju na górze? Mam ochotę na sadystyczną sesję z tobą w roli głównej. 
- Chciałbyś.
- Trochę, brakuje mi tego. 
- Więc posłuchałeś mojej rady i stopniowo wprowadzasz go w klimat?
- Ta...
- Powinieneś wreszcie się do tego przyznać przed samym sobą, że zależy ci na nim.
- Zmieńmy temat. Jak twoje bondage? Zrobiłeś tak, jak ci tłumaczyłem.
- Tak, Aki nie mógł potem wstać. Musiałem go nawet nosić. 
- Dobry z ciebie Pan.
- Staram się. Tylko nie mów mu, że się dopytuję ciebie o wszystko. 
- Spoko, przecież od tego są kumple.
- Taa... i od podwójnego bata?
- Sam tego chciałeś.
- Fakt, ale trochę mi brakuje tego.
- Chciałbyś, żeby znów ktoś cię topował?
- Trochę. 
- A ten młody?
- Seks z Akim jest fajny, ale ciągle boję się, że nie jestem dość dobry i nie dominuję go w pełni.
- Jesteś idiotą, wiesz?
- Niby czemu?
- On to wyczuwa, musisz być pewny siebie. Uległy musi czuć, że to ty masz nad nim nieograniczoną władzę. Poza tym musi wiedzieć, że się nie zawahasz. Jednocześnie musi zaufać ci i wiedzieć, że zadbasz o jego bezpieczeństwo i zdrowie. Mówiłem ci, że dominacja to nie tylko oddziaływanie na psychikę, ból, kary, poniżenie, ale to też odpowiedzialność. Jeśli nie jesteś w sanie tego mu dać, to pogadaj z nim jak najszybciej. Bo może być kiedyś na to za późno.
- Co masz na myśli?
- Może cię zdradzić, jeśli nie dasz mu tego, czego potrzebuje.
- Chodzi ci o dominację?
- Hm... może. Wiesz, że nie przepadam za tym bezczelnym pyskatym gówniarzem. Skoro chcesz z nim być, to bądź. Ale zauważ, że on kiedyś był tylko uległym masochistą. Uważam, że to się zmieniło. Chodzi mi o postawę jaką przybiera względem ciebie. Ty tego nie widzisz, ale ja tak. 
- Mówisz o zamianie ról?
-Tak.
- Nie wiem... Ale przestanę być wtedy jego Panem.
- Marco, wszystko jest przecież do ustalenia. 

Gadaliśmy później o jakiś pierdołach, planach na Sylwestra i Nowy Rok. Marco organizował imprezę u siebie, na którą zaprosił mnie i Nataniela. Powiedziałem mu, że nie wiem czy przyjdę. 

W końcu poszedłem na górę po chłopaków. Drzwi do pokoju Nataniela były uchylone i podsłuchałem fragment ich rozmowy.
- Zlał cię? Ja pierdolę... Ale to twoja wina, mówiłem ci, że nic dobrego z tego nie wyjdzie.
- Miałeś trochę racji. 
- A chociaż zajął się później tobą?
- Tak.
- I jak? Podobało ci się?
- Nie wiem.
- Jak możesz nie wiedzieć? Odpowiedź jest prosta: tak lub nie.
- Bo on... nie wiem czemu, ale nawet gdy mnie leje lub dręczy to i tak...
-Tak?
- Moje ciało czeka na jego dotyk... Jego głos sprawia, że... Kurde, to żenujące...
- Ładne rzeczy, stajesz się uległym. Kto by pomyślał?
- Daj spokój. Jak ci się układa z Markiem?
- Spoko, wczoraj dostałem takie lanie, że jeszcze przez kilka dni będę czuł jego wspomnienie na ciele. Nie wiem jak on to robi, ale mimo, ze jest początkującym dominem to nieźle mu to wychodzi.
- Skąd wiesz, ze jest początkujący.
- Czuję to.
Stałem jeszcze chwilę ciekawy o czym jeszcze będą gadać dalej, ale przeszli na temat szkoły i studiów. Ostatecznie pewnym krokiem wszedłem do pokoju i zawołałem ich na dół. 

W drugi dzień Świąt po południu poszedłem z Natanielem na obiecany spacer. Wiatr rozwiewał mu włosy na wszystkie strony. Fale uderzały o brzeg. A my szliśmy obok siebie brzegiem morza. W pewnym momencie pociągnął nosem.
- Nati, gdzie masz szalik?
- Nie mam...
- Mam cię jeszcze raz zlać, ale tym razem za głupotę? 
- Przepraszam...
- Gorzej jak z dzieckiem.
Zdjąłem swój szalik i okręciłem go kilka razy wokół jego szyi. Dotknąłem jego długich włosów rozwiewanych przez wiatr.
- Też kiedyś miałem długie włosy...
- Naprawdę, czemu je ściąłeś.
- Bo...
- Tak? 
- Nie twoja sprawa.
- Wybacz.
Znów był smutny, a ja zastanawiałem się przez chwilę, co powinienem zrobić. W końcu się odezwałem: 
- Ścięcie ich oznaczało zamknięcie pewnego rozdziału mojego życia.
- Jakiego?
- Nataniel, nie mam ochoty dalej na ten temat gadać.
- Sorki.

Spoglądałem na kolejne fale, które tworzyły się na powierzchni wody i uderzały o brzeg. Wsłuchiwałem się w szum morza. Bardzo kochałem to miejsce, bo było moją odskocznią. Przypomniało mi się jak stałem tutaj kilkanaście lat temu. Mimo odczuwanego wówczas bólu, byłem cholernie szczęśliwy. Minęło od tamtego czasu 14 długich lat. W trakcie ich upływu z chłopaka, który nic nie miał, stałem się bogatym i wpływowym człowiekiem. Nikt nie mógł mnie już skrzywdzić. 

Doprawdy?

Popatrzyłem w kierunku Nataniela, który podszedł nieomal do samej wody. Po chwili odwrócił się do mnie i uśmiechnął. Nieprawda... Była jedna osoba, która mogła mnie zranić. Nie wiem czemu tak pomyślałem, ale coś mi podpowiadało, że tak właśnie jest. Osoba, która mogła mnie zranić i nie zdawała sobie z tego sprawy, stała właśnie przede mną i patrzyła w morze.

Pomyślałem, że jak najszybciej powinienem podrzeć tą umowę, bo inaczej w końcu będzie na to za późno. 


17 komentarzy:

  1. Aaaaaaaaaaaaawwwwwwwwwwwww
    Jakie to było piękne! <3

    Lanie, szklany korek, knebel (jak ja kocham takie sytuacje <3 ), reakcje Nata <3

    Tyle uczuć Sho i tyle otwartości i dobrych chęci <3

    Spacer <3

    Szalik <3

    No i oczywiście odwiedziny Marca i Akiego <3
    Liczenie <3 pyskowanie <3 przyjacielskie rozmowy <3

    Mam nadzieję że wpadną na tego Sylwka <3

    Ach, Nat sierota, jestem pod wrażeniem spokojnej reakcji Sho na to. Naprawdę :D
    Nie ma, samo się zrobiło <3 jak ze mną i sprzętem xD

    No i zakończenie <3

    OdpowiedzUsuń
  2. 1. <3<3<3<3
    2. Kara musiała być, no bo jakże mogłoby być inaczej XD
    3. Sho jest cwany, bo wie, że tylko tak zdobędzie zaufanie Natiego :3. Poza tym myślę, że trochę go to jara ;-)
    4. Sho najprawdopodobniej miał ochotę opierdzielić go za lapka, ale w porę się powstrzymał.
    5. Pójdą na tego Sylwka i oj będzie się działo ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. HIhihihih Kara musi byc ,,,no ba
    co to kurde za choinka w domu sho
    sho mówił
    choinka nie
    to kara musi byc
    sylwester bedzie sie działo
    pamiętaj o mięsku
    ja tez chce zeby sho zajął marco
    imciuuuu
    płaza...hehhehehehehehhe

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kara musiała być ;-)
      W Sylwestra pewnie, że będzie się działo ;-)
      Pamiętam XD
      Sho zajmujący się Marco, to musiałaby być orgia XD

      Usuń
    2. taki hard. ze.. paczcie pieski jak bedzie niegrzeczni to
      sho siedzi a 3 pieski robią mu dobrze hahahahahaha

      Usuń
    3. Bo Sho umie ustawić się w życiu XD

      Usuń
  4. Niemal chodząca dobroć – ja myślę, że to najlepiej podsumowuje Nataniela i oprócz tego usprawiedliwia ostatnie dziwne zachowanie Sho. Bo nawet ja na początku myślałam, że Sho jest po prostu pierdolniętym chujem. Wyszło, że ma traumę, może myśli, że „jest zły”, a Nat właśnie jest jego całkowitym przeciwieństwem. Chodząca dobroć – to jest piękne podsumowanie.

    Po prostu chciałem, żeby na jego twarzy znów zagościł uśmiech. Czyżbym chciał go uszczęśliwić? Przecież to było chore. Nasz układ był chory – ja myślę, że Sho chce zagłuszyć wyrzuty sumienia, to jest jasne jak słońce.

    Ciekawe, czy Nat kiedyś polubi ostry i brutalny seks...

    Tak. Lubię praktyczne rzeczy – zuch facet!

    Nat chyba już cierpi na syndrom sztokholmski, albo po prostu nie jest na tyle odważny, żeby poprosić (spróbować) o podarcie umowy :D tak myślę. Ale zobaczy się.

    Byłem bardzo cierpliwy. Miałem nadzieję, że może kiedyś Nataniel przestanie się tego wszystkiego obawiać. A może tak już będzie zawsze. Zawsze – coraz bardziej kojarzy mi się z Jackiem od Lex :( jak wy to robicie, że tacy chuje mają takie myśli? W sensie no, zmuszają kogoś do czegoś i oczekują, że ofiary będą zachwycone?

    Seksy były świetne, sceny namiętne i ładnie opisane, ale już czuję lekką odrazę. Wybacz, nie mogę :D
    W sensie no, czuję się źle, czytając, jak Sho go zmusza do czegoś, a Nat płacze, bo wiem, że to prawdziwe zmuszanie, a to, co on gada o hasłach, zaufaniu i tak dalej, to jedno wielkie gówno. Bo szkoda mi Nata, to jest szantaż i zdania nie zmienię, i mnie to nie kręci :( :( :( Sho jest okropnym człowiekiem. Na razie :D Moje zasady moralne krzyczą: spieprzaj, Kuno.

    Marek jak zawsze cudowny <3
    To ja jestem bardzo ciekawa, czy Aki mógłby zdominować Markusia <3

    Rozmowa ukesiów, boże :D

    Długowłosy Sho? <3
    On jest bardzo dwulicowy, niejednolity i ogólnie nieogarnięty. Nie wiem, czy to zamierzone, czy nie. Może dlatego tak mnie odrzuca. Bo z jednej strony, rozumiem go doskonale, trauma (czekam aż to opiszesz <3), ma przy sobie pieska, z którym robi wszystko, na co ma ochotę (dobry z niego manipulator), ale z drugiej mam jak z Jackiem – nie, nie, nie. Przymuszanie, manipulacja, puste gadanie. Wkurzam się na Nata, że się na to zgodził. Wkurzam się na Sho, bo nie mogę nasycać się scenami seksu przez to przymuszanie. Szkoda :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, co ci powinnam odpisać ma to.

      Aki może kiedyś spróbuję dominacji, ale jeszcze musi po drodze zadziać się sporo rzeczy.

      Sho... No cóż, on jest zimnym i wyrahowanym sukinsynem, więc nie dziwię się, że go nie lubisz.

      O traumie z przeszłości na pewno napiszę.

      Co będzie z umową i Natem, to się jeszcze okaże (chociaż fabuła jest już rozplanowana niemal do samego końca).

      Zestawienie Nata i Sho było całkowicie zamierzonym działaniem, w sensie przeciwieństw ich charakterów.

      Usuń
    2. Kurwa, jednak te seksy były zajebiste, wykurwiste, fanstastyczne, po prostu niesamowite. Sho, proszę, przestań być dupkiem. !!!

      Usuń
    3. Sho potrafi nawet Nataniela podniecić :-).
      Może przestanie być chujem, a może nie... kto to wie ;-)

      Usuń
    4. Niech podrze umowę, a Nat i tak przy nim zostanie <3 i wtedy będą się ruchać do upadłego, rżnąć jak dzikie kuny i wściekłe żbiki <3

      Usuń
  5. Mam mieszane uczucia co do Sho.
    Z jednej strony strasznie mi go szkoda i niby ma usprawiedliwienie swojego zachowania, a z drugiej zachowuje się okropnie względem Nataniela.

    Niech on w końcu podrze tą umowę! Nad czym on się jeszcze zastanawia?

    Mrr... Sho wymyślił genialną karę :3

    Marcowi marzy się sesja z Sho, ale czy Nat nie będzie zazdrosny...?


    Ze zniecierpliwieniem czekam na kolejne rozdziały :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W stosunku do Sho większość ma mieszane uczucia, bo można go nienawidzić lub kochać. Jest on bardzo złożoną i jednocześnie pokręconą postacią. Nie ma jednostajnego podejścia do Nataniela. Z jednej strony bywa dla niego miły, by potem znów się od niego odseparować.

      Czy podrze umowę - zobaczymy XD.

      Marco marzy się po prostu ponownie rola uległego. Ale nie będzie chciał sie z tym zdradzić przed Akim. Co stego wyniknie - na pewno nic dobrego.

      Dziękuję za to, że jesteś ze mną i komentujesz.

      A swoją drogą uwielbiam twojego bloga i Ayato <3

      Usuń
    2. Nie dziwię się, jednak Sho jest moją ulubioną postacią, a zaraz za nim jest Aki <3
      Nie przepadam za bardzo za Natanielem, nie wiem czym to jest spowodowane. Po prostu nie darzę go zbytnią sympatią.

      Myślę, że gdyby Marco porozmawiał szczerze z Akim to może wcale nie potrzebowałby Sho... :3

      Dzięki ^-^
      To naprawdę wiele dla mnie znaczy.

      Usuń
  6. Witaj!
    Przed chwilą skończyłem czytać całą Umowę i... to jest wspaniałe! Prawda, postacie może są trochę schematyczne i przewidywalne, ale ostatnio spotkałem chłopaka który jest dosłownie jak Nati i od tego czasu nie narzekam na stereotypowość "dobry nieśmiały ukeś i bezwzględny seme z przeszłością, sztywny i zimny jednak sie w sobie zakochuja i sie otwiera". Myślę, że Aki jest troszkę zbuntowanym gówniarzem, który swoje zachowanie po częściu usprawiedliwia rodzicami. Powinien im wprost wszystko powiedzieći dopiero ich ocenić, gdy już się dowie co oni o tym myślą. Nawet tacy ludzie bardzo często mogą zaskakiwać.
    Czekam na moment, w którym Sho spotka się z matką Nataniela! I gdy Aki lub (ale to jiz mniej) Marco opierdoli go od góry do dołu za to jaki jest często okropny względwm Nata i za to, że wysyła mu sprzeczne sygnały. Jak ja tego nienawidzę...
    Jak często wrzicasz rozdziały! Podziwiam Twoją pracę!
    Czekam na nowe rozdziały, skrycie liczę na jakiegoś (może 'jakieś?) plot twisty i chylę czoła przed Twoimi zdolnościami!
    Pozdrawiam!
    Aha, i przeprsszam, ale inne opowiadanie nie są, że tak to ujmę "w mojej tematyce", więc czytam tylko umowę :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, że nie wszystkie opowiadania mogą się wszystkim podobać :). Umowa to mój priorytet i uwielbiam pisać kolejne rozdziały.

      Sądzę, że w podobnych opowiadaniach nie da się do końca uniknąć powtarzalności schematów. Zwykle jest tak, jak napisałeś: ukeś - biedny i pokrzywdzony, oraz seme - wyrachowany i bezwzględny. Co będzie ostatecznie z Natim i Sho, czy będą razem i czy Sho się zmieni, okaże się w przyszłości :D.

      Jak najbardziej trafna analiza Akiego :)

      Sho grabi sobie, oj grabi i pewnie w końcu zarobi ostry opierdol za swoje zachowanie. Nie będę go usprawiedliwiać dlaczego jest jaki jest. Jego ocenę oddaję w ręce czytelników :D. Każdy może go lubić lub nienawidzić. ja osobiście go lubię, bo to mój główny bohater. Nie tak jak większość pewnie myśli - Nataniel.

      Z wrzucaniem notek tak, jak napisałam, muszę trochę się przystopować. Zwyczajnie brakuje mi na to czasu. Istniej wprawdzie ułożony plan wydarzeń, ale trzeba przelać to na papier (bloga ;-) ).

      Dziękuję za przeogromną motywację, jaką właśnie od ciebie otrzymałam <3.

      Usuń