WAŻNE INFO:

Obiecuję, jak najszybciej odpowiedzieć na wasze wszystkie komentarze i skomentować blogi, które czytam :D.

KOMENTUJCIE, bo to bardzo motywuje XD.

sobota, 21 stycznia 2017

Rozdział 3 (Akira)


AKIRA

Wolnym krokiem szedłem do pokoju, w którym znajdował się nowy niewolnik. Mój nieludzko wyostrzony zmysł słuchu wychwytywał cichy stukot obcasów. Pozostali służący teoretycznie zajmowali się swoimi obowiązkami. Teoretycznie. Uśmiechnąłem się złośliwie. Z tego, co właśnie dochodziło do moich uszu, to ci którzy uważali się za mojego kierowcę i ochroniarza, trwonili czas na próżne rozmowy. Właśnie zastanawiali się i nawet ze sobą zakładali, jak długo będę bawił się swoim nowym nabytkiem. Doprawdy, byli bardzo zabawni. Naprawdę sądzili, że tego nie usłyszę? Postanowiłem, że później ich ukarzę za trwonienie cennego czasu na głupoty.

Wróciłem myślami do mojej nowej zabawki. Zaintrygowała mnie jego harda postawa i bezczelny wzrok. Miałem w swoim życiu wielu niewolników, ale nigdy nie było tutaj kogoś podobnego do niego. Jego wytrzymałość na ból była obiecująca, bo oznaczała, że będę mógł się nad nim pastwić długo i na wiele wymyślnych sposobów. Jednocześnie wiedziałem, że nie będzie szybko tracił sił i przytomności umysłu. Zawsze irytowało mnie to w moich poprzednich nabytkach. Trochę więcej bólu i od razu mdleli. Było to bardzo kłopotliwe i psuło całą zabawę.

Nie chodziło jednak tylko o jego wytrzymałość na ból. Przypomniałem sobie to, co zobaczyłem w jego spojrzeniu, gdy skatowany wstał z ziemi. Ledwo trzymał się na nogach, ale uniósł głowę i spojrzał na mnie bezczelnym wzrokiem. Był zakrwawiony, wymęczony i obolały, ale znalazł w sobie resztki sił, żeby pokazać, że nie jest zwyczajnym człowiekiem. Nie sądziłem, że wytrzyma 100 batów, ale dał radę. Potem nie skorzystał z możliwości napicia się wody. Tak, to był kolejny test, który przeszedł pomyślnie. Zobaczymy, czy teraz przeżyje. Wprawdzie bez większego trudu mogłem go wyleczyć, wszak byłem wampirem. Ale czemu miałbym to robić? Nie byłoby wtedy żadnej zabawy. Niech trochę pocierpi i pokaże, ile jest wart. Poza tym, po co miałbym tracić swój cenny czas na jego uzdrawianie.

Zatrzymałem się przed pokojem medycznym i szepnąłem:
- Airi.
Po kilkunastu sekundach otworzyły się drzwi i z pokoju wyszła dziewczyna. Nawet nie musiałem się odzywać, bo od razu usłyszałem to, co chciałem wiedzieć.
- Odzyskał przytomność. Za kilka dni w pełni dojdzie do siebie.
- Jeden dzień i ani chwili dłużej.
- Jak sobie życzysz, Panie.
- Jutro przyprowadzisz go do mnie.
- Rozumiem.
To był koniec naszej rozmowy, odkręciłem się i ruszyłem w kierunku mojego gabinetu. Nie zamierzałem zaglądać do chłopaka. Skoro się obudził na pewno rozglądał się po pomieszczeniu, w którym się znajdował. Ciekawość, strach, oczekiwanie były tym, co zaprzątało jego umysł w tej chwili. Przez kolejne godziny będzie się zastanawiał, co go dalej będzie czekało. Tak, to był kolejny etap jego tresury. Zawsze uważałem, że łamanie psychiczne było nie mniej ważne, jak łamanie fizyczne. W przypadku tego człowieka było to nawet ważniejsze.   


Gdy szedłem holem, napotkałem przerażone spojrzenia moich podwładnych, których spotkałem po drodze. Lekko skłonili głowy, a ja posłałem im wredny uśmiech. Sądząc po ich minach, domyślili się, że wiedziałem, co robili przez ostatnie kilkanaście minut. Przechodząc obok nich, cicho powiedziałem:
- Kara was nie minie. 

- Tak, Panie.
Nie tracąc więcej na nich czasu poszedłem dalej. Wszedłem do gabinetu, usiadłem przy biurku i wyjąłem telefon komórkowy. Wybrałem numer Raizela, a gdy usłyszałem jego głos, powiedziałem:
- Mam nowego niewolnika. 
- Wreszcie. Ile zajmie ci jego tresura?
- Fizycznie jest gotowy na wszystko.
- Pysznie. - Usłyszałem jego śmiech. - A psychicznie?
- Udaje, że nie da się go złamać.
- Czyżbym usłyszał w twoim głosie nutkę radości? - Znów się śmiał.
- Tak.
- Jak już będzie gotowy, daj znać. Wpadnę i zabawimy się trochę.
- Tak.
- Rozmowny, jak zawsze. A jak pozostali służący?
- Dalsza obecność Matta i Toma stoi pod znakiem zapytania.
- Czemu?
- Znów trwonili czas na głupoty.
- Wiesz, że z chęcią wziąłbym udział w krwawej orgii, bo dawno tego nie robiliśmy, ale wiesz, że nie tak łatwo o dobrych pracowników w dzisiejszych czasach.
- Wiem, to jest strasznie kłopotliwe.
- Dobra, kończę, bo mój niewolnik zaczyna skomleć. Muszę się wreszcie nim zająć. 
- Co wymyśliłeś tym razem?
- Igły.
- Sadysta.
- Nie gorszy od ciebie. Cześć.


Rozłączył się. Zacząłem zastanawiać się nad tym, co od niego usłyszałem. Faktycznie, w dzisiejszych czasach nie tak łatwo było o odpowiednich pracowników. Ci, który służyli w moim domu, nie licząc drobnych wpadek, idealnie wypełniali to, co do nich należało. Airi miała 20 lat i pracowała u mnie już od kilku lat. Oczywiście przysłana została do mnie przez Raizela. Zresztą podobnie było z pozostałą dwójką. W tej sprawie miałem do niego bezgraniczne zaufanie. Gdy któraś z pracujących tutaj osób umierała, Raizel przysyłał kolejną. Bezgraniczne posłuszeństwo było jedynym, czego wymagałem od swoich podwładnych. Nawet za cenę własnego życia musieli bez szemrania wykonywać moje rozkazy. Ze służby zwolnić ich mogła tylko i wyłącznie śmierć.

Każda osoba, pracująca w moim domu, miała ściśle przypisane obowiązki. Airi była odpowiedzialna przede wszystkim za opiekę medyczną nad moimi niewolnikami. To ona dbała o ich stan zdrowia, gdy przebywali w tym domu. Przeprowadzała wszystkie niezbędne badania, leczyła rany, jakie im zadawałem, czasami nawet podtrzymywała ich na duchu. Była dobrym psychologiem, ponieważ jeśli tylko tego było trzeba, to udawała przyjazną osobę i pocieszała ich. Biedacy nie wiedzieli, że to była tylko gra z jej strony. W rzeczywistości była bezwzględną osobą. Jedno moje skinienie wystarczyło, żeby bez mrugnięcia oka pozbawiała życia swoich jeszcze niedawnych przyjaciół. Napawałem się ich przerażonym i zawiedzionym spojrzeniem. Dla nich to była niewybaczalna zdrada. Nie wiedzieli, że w moim domu nie było miejsca na sentymenty. Poza tym Airi zajmowała się domem w szeroko pojętym tego słowa znaczeniu. Sprzątanie, gotowanie i inne pierdoły należały do jej obowiązków. Ja nie potrzebowałem ludzkiego pożywienia, w przeciwieństwie do innych osób, które tu przebywały.

Pozostała dwójka odpowiedzialna była za bezpieczeństwo i zaopatrzenie. Pojęcia takie, jak kierowca i ochroniarz były tak naprawdę tylko i wyłącznie umowne. W rzeczywistości ich zakres obowiązków był dużo szerszy. Można było śmiało twierdzić, że w tym domu od brudnej roboty byli właśnie oni.

Miałem jedną zasadę. Osoby, które przebywały w moim domu zawsze były ludźmi. Po prostu łatwiej było nad nimi zapanować. Podobnie było z niewolnikami. Mogłem sprowadzić sobie wampira i uczynić z niego niewolnika, ale nie byłoby to tak zabawne, jak w przypadku ludzi. Wampiry były dużo bardziej wytrzymałe na ból, co dla takiego sadysty, jak ja, stanowiło duży problem. Poza tym wampirom nie zależało na życiu tak, jak ludziom.

Następnego dnia stałem przy oknie w jednym z pokojów rezydencji. Spoglądałem na swój piękny ogród i pogrążyłem się w swoich wspomnieniach. W ludzkim świecie przeżyłem już wiele setek lat. Byłem cichym obserwatorem zmian, jakie zachodziły w ludzkim świecie. Dla mnie ludzkość była niczym szarańcza, która niszczyła wszystko, co napotkała na swojej drodze. Ludzie uważali się za panów świata i nie zdawali sobie sprawy z istnienia wyższych im istot, takich jak ja. Wampiry, dawniej czczone i cieszące się ogromnym poważaniem, odeszły w cień i cicho przyglądały się temu, co ludzie wyprawiali ze swoim światem. Już tylko kwestią czasu było ujawnienie się i ponowne zapanowanie nad śmiertelnikami.


Po chwili przywołałem do siebie Airi. Gdy tylko zjawiła się w pokoju, nie patrząc na nią, powiedziałem:
- Sprowadź go.
- Tak, Panie.

Po upływie zaledwie kilku minut, do pokoju wprowadzono skutego niewolnika. Odwróciłem głowę i spojrzałem na niego. Jak było do przewidzenia, potrzebował jeszcze kilku dni, żeby wrócić do pełnego zdrowia. Doskonale wiedziałem, że w jego ciało wdała się infekcja i Airi podawała mu silne antybiotyki, żeby jak najszybciej wydobrzał. Oczywiście chłopak udawał, że nic mu nie jest i nic go nie boli. Ja jednak wiedziałem, jaka była prawda. Dzisiaj rano celowo zakazałem podawać mu środki przeciwbólowe. Uniósł głowę i hardo popatrzył w moje oczy. Tylko zaciśnięte usta świadczyły o tym, że trawił go ból.
- Airi, wiesz, co masz robić - odezwałem się cicho.

Dziewczyna podeszła do fotela znajdującego się w kącie pokoju. Niewolnik podążył za nią spojrzeniem, przez chwilę chyba zastanawiał się, na co patrzył. Z niemałym zadowoleniem obserwowałem zmieniający się jego wyraz twarzy. Przez chwilę na jego twarzy widziałem przerażenie. Po kilku sekundach ponownie przybrał maskę obojętności.

Nie oszukasz mnie, śmiertelniku, boisz się. - Pomyślałem z niemałą satysfakcją.
Oczywiście to nie był taki zwyczajny fotel.  Wykorzystywany był do przeprowadzania szczegółowych badań. Podobny fotel znajdował się w pokoju, gdzie tresowałem swoich niewolników.

Tom i Matt, którzy stali za chłopakiem, na moje skinienie pchnęli go w kierunku fotela. Nie ruszył się z miejsca.
Rozbierzcie go - powiedziałem.
- Sam to zrobię. - Usłyszałem pewny głos. Patrzyłem przez chwilę na pewnego siebie niewolnika. Złamię cię, śmiertelniku - pomyślałem. Nie dziś, nie jutro, nie za tydzień, ale w końcu cię złamię. Zrobię to z wielką radością i sprawi mi to olbrzymią satysfakcję.
- Rozkujcie go - odezwałem się.


Tak naprawdę zakucie go w kajdanki było zbyteczne. Szanse na jego ucieczkę były bliskie zeru. Bardziej chodziło o aspekt psychologiczny, gdyż skuci ludzie nie czuli się aż tak pewnie. Z nim było oczywiście inaczej. Złamię cię - znów pomyślałem.

Gdy zdjęli mu kajdanki, niewolnik szybko zrzucił z siebie ubranie. Jego ciało nadal pokryte było śladami niedawnego brutalnego potraktowania batem. Stanął pewnie i wbił we mnie morderczy wzrok. Zero wstydu i zero emocji. Pomyślałem, że potrafił się świetnie kontrolować i maskować. Gdy wreszcie przyjdzie na to stosowny czas, z wielką radością będę cię łamał i katował.

Usiadłem wygodnie w fotelu i bacznie wszystko obserwowałem. Wziąłem kielich z czerwoną cieczą i upiłem jej duży łyk. Była przepyszna. Ciekawe, skąd wziął ją Raizel? Metaliczny posmak rozchodził się po wnętrzu moich ust i pieścił kubki smakowe. Miałem nadzieję, że wkrótce posmakuję czegoś pyszniejszego. 

Chłopak pewnym krokiem podszedł do fotela i zajął miejsce. Słowem się nie odezwał, gdy Matt zaciskał na nim kolejne pasy i przywiązywał mu po bokach ręce. Zmarszczył tylko brwi, gdy uniósł mu nogi, umieścił je w strzemionach i unieruchomił je pasami. Oczywiście to, co teraz dla niego zaplanowałem, było całkiem zbędne. Miałem komplet jego aktualnych badań, które dostałem w dniu aukcji. Tak naprawdę, to chciałem go teraz tylko upokorzyć i poniżyć. Airi bez słowa założyła jednorazowe lateksowe rękawiczki i przystąpiła do badania. Gdy dotknęła jego penisa, chłopak się lekko wzdrygnął. 
- Ile razy uprawiałeś seks? - Padło jej pierwsze pytanie.
Chłopak zaskoczony zamrugał kilka razy oczami. Nie odezwał się. Airi oglądała jego penisa z każdej strony, mrużąc przy tym oczy. Masowała go, pocierała i ugniatała palcami. Była bardzo przekonująca w tym, co robiła. Oczywiście, siedząc w swoim fotelu wszystko, doskonale widziałem.
- Ile razy uprawiałeś seks? - powtórzyła pytanie.
- Ani razu - odezwał się cicho niewolnik.
- Jak często się masturbowałeś? - Badała teraz podstawę jego penisa i jądra. Młody się lekko zaczerwienił. Widać było, że starał się nie okazywać swojego zażenowania, ale mnie nie tak łatwo było oszukać.
- Różnie. Kilka razy w tygodniu - odpowiedział.
Airi wyjęła linijkę, którą przyłożyła do jego penisa. Zmarszczyła brwi i cicho powiedział:
- Żadna rewelacja, może jak ci stanie, to będzie trochę lepiej. 
Udawała, że notuje coś na karcie pacjenta, którą podał jej Matt. 
- Lubrykant. - Wyciągnęła dłoń w kierunku mojego ochroniarza. Ten bez słowa podał jej niewielką buteleczkę. Matt i Tom stali w niewielkiej odległości od fotela, na którym znajdował się teraz niewolnik. Ich obecność, całkowicie zbędna w tym momencie, stanowiła kolejne upodlenie. Uniosła dłonie, polała je lubrykantem i zaczęła go pieścić. Najpierw robiła to powoli i cierpliwie czekała, aż penis chłopaka wreszcie się napręży. Widziałem, że zacisnął mocno pięści i wargi. Z całych sił starał się nie reagować na jej pieszczoty. Jednak ludzkie ciało było zdradliwe i już po chwili jego członek stanął na baczność. Airi poruszała teraz dłońmi na zmianę coraz szybciej. Postępowała dokładnie zgodnie z moimi instrukcjami. Gdy chłopak cicho jęknął i napięły się pasy unieruchamiające jego ciało, Airi zabrała dłonie. Warknął cicho i spojrzał groźnie na mnie.
- Bawi cię to? Może sam się mną wreszcie zajmiesz? - powiedział.
- Może - powiedziałem cicho.
- Może teraz?
- Nie.

Chyba chciał się nadal ze mną przekomarzać, ale nie zdążył. Airi bez żadnego ostrzeżenia wsunęła mu palec do odbytu i zaczęła badać jego prostatę. 
- Zaciśnij mięśnie - powiedziała.
- Co, kurwa? 
Chyba chłopak wreszcie lekko zaczął się łamać. Patrzył na nią z niedowierzaniem i głośno oddychał. Na pewno przechodził podobne badanie przed aukcją, ale w przeciwieństwie do obecnego badania, tamte było szybkie i pozbawione poniżania. 
- Słyszałeś. Zaciśnij mięśnie - powtórzyła.
- Ja pierdolę - szepnął.
Po chwili wykonał jej polecenie. Już nie miał aż tak hardego wzroku. Czyżbym go złamał? Tak szybko? Czyżbym go przecenił? Co ciekawe, jego penis nadal stał. Airi jeszcze poprzesuwała kilkakrotnie po wnętrzu ścianek jego odbytu i wysunęła palec. Doskonale wiedziała, że dalej nie wolno było jej się posunąć. Wzięła linijkę i zmierzyła jego penisa znajdującego się nadal w pełnym wzwodzie. 
- Przeciętny - mruknęła, notując wymiary w karcie pacjenta.
- Bardzo zabawne - powiedział niewolnik.
- Klatka - powiedziała Airi, wyciągając dłoń w kierunku Matta.

Bez słowa podał jej męski pas cnoty.
- Co to kurwa jest?! - usłyszałem krzyk niewolnika.
Nikt nie odpowiedział mu na jego pytanie. Airi zręcznymi ruchami założyła mu metalową konstrukcję na oklapniętego już penisa. Chłopak patrzył na mnie, a ja uśmiechnąłem się do niego złośliwie. Jeśli myślał, że kiedykolwiek będę mu tłumaczył, co planuję mu zrobić, to był w wielkim błędzie. Po chwili na pasie cnoty została zapięta niewielka srebrna kłódka. Airi wyjęła niewielki klucz i podała Mattowi, który po chwili mi go przyniósł. Tom w tym czasie rozpiął krępujące niewolnika pasy. Chłopak zdezorientowany dotknął swojego penisa i próbował zdjąć metalową klatkę.
- Jesteście popierdoleni! Kurwa, zdejmijcie to ze mnie!
- A więc jednak łatwo można cię złamać. Nuda - powiedziałem cicho.
- Zdejmij mi to! - Wściekły patrzył w moim kierunku.
- Czemu miałbym to zrobić? Przecież należysz do mnie i mogę z tobą robić wszystko na co mam ochotę. A wy na co czekacie? Teraz wasza kolej.


Tom i Matt chwycili chłopaka pod ramiona i pociągnęli w moim kierunku. Zmusili go, żeby położył się na brzuchu na stole, przy którym siedziałem. Patrzyłem beznamiętnym wzrokiem na niego. Tom poszedł po urządzenie do robienia tatuaży. Gdy wrócił. chłopak spojrzał w jego kierunku i zrozumiał, co zaraz się wydarzy.
- Jakie to przewidywalne - powiedział cicho.
- Doprawdy? Zatem nie musimy się śpieszyć, prawda? 
Nie odpowiedział, a ja skinąłem głową na swoich pracowników

- Zaczynajcie - odezwałem się.
- Gdzie? - zapytał Matt.
- Plecy, pod łopatką. Prawą - powiedziałem. Już wcześniej zauważyłem, że było to jedyne nieuszkodzone przez bat miejsce na skórze pleców chłopaka.


Tom przystąpił do pracy i bardzo wolno zaczął tatuować skórę chłopaka. Matt w tym czasie stał za chłopakiem i mocno go przytrzymywał. Chłopak zacisnął zęby i nadal patrzył w moim kierunku. Fascynował mnie jego upór i postawa. Był na prawdę interesujący. Wiedziałem o tym już na aukcji, gdy go po raz pierwszy zobaczyłem. W oczach miał to, czego od jakiegoś czasu poszukiwałem. Patrzyłem bez wyrazu na całą procedurę tatuowania. Tatuaż oznaczał, że od tej pory chłopak należał tylko do mnie i żaden inny wampir nie miał prawa dotknąć go bez mojej wcześniejszej zgody. Po chwili tatuaż był gotowy. Matt złapał chłopaka za włosy i brutalnie pociągnął do góry. 
- Pokażcie.
Gdy odwrócili chłopaka, z zadowoleniem popatrzyłem na tatuaż, który znajdował się  na skórze tuż pod jego prawą łopatką.

Odwrócili go ponownie przodem do mnie i puścili. Jego spojrzenie było fenomenalne: wściekłe i mroczne. Gdyby mógł, to z radością zrobiłby to. Po chwili znów przybrał maskę opanowania i obojętności.
- Tylko na tyle cię stać? - odezwał się.
Zarobił za to mocne uderzenie w brzuch i w twarz. Z kącika ust popłynęła mu stróżka krwi.
- Masz się odzywać z szacunkiem do pana Akiry - odezwał się mój ochroniarz.
- Proszę o wybaczenie, Panie - powiedział z ironią, patrząc na mnie bezczelnie.

- Zabrać go.
- Zdejmij to - odezwał się bezczelnie.
- O tym, kiedy i czy w ogóle zostaniesz z tego uwolniony, ja zadecyduję, nie ty. W tym domu ja o wszystkim decyduję.

- Nie pierdol.

Nagle przyszedł mi do głowy wyśmienity pomysł. Postanowiłem się z nim trochę zabawić. 
-  Żeby to zdjąć istnieją dwa sposoby - powiedziałem.
- Kurwa, niby jakie?
- Kluczyk, który ja mam i... - Wyjąłem klucz z kieszeni i pokazałem mu go.
- I?! - krzyknął.
Po chwili wyjąłem z kieszeni niewielki sztylet i zdjąłem z niego pochwę. Rzuciłem go w kierunku chłopaka, który go złapał.
- Domyśl się - dodałem.
Młody rozejrzał się po pokoju, ocenił sytuację i podbiegł do Airi. Stanął za nią i przyłożył sztylet do jej szyi.
- Oddaj kluczyk. - Patrzył na mnie groźnie.
- Śmiało. Zabij ją - powiedziałem beznamiętnie.
- Nie obejdzie cię jej śmierć?
- Ludzkie życie nie ma dla mnie żadnej wartości. Poza tym, to chyba tobie zależało, żeby znaleźć się w moim domu. Prawda?
Zacisnął wargi, a ja nieznacznie kiwnąłem głową. Airi wykonała kilka szybkich ruchów. Przydeptała mu stopę, uderzyła łokciem w brzuch i zabrała sztylet. Po chwili podeszła do mnie i oddała go mi z powrotem.
- Zabrać go.

Gdy wyprowadzili go z pokoju, podszedłem do okna i znów wyjrzałem na zewnątrz. 

Mijały kolejne długie i nudne dni. Niewolnik zamknięty był w pokoju medycznym zgodnie z moimi wytycznymi. Jego stan zdrowia znacznie się poprawił. Pomyślałem, że juto wreszcie będę mógł się nim właściwie zająć. Na pewno tak długie noszenie pasa cnoty było dla niego katorgą. Ludzie potrafili wytrzymać na początku kilka godzin, ewentualnie dobę. On wytrzymał już tydzień. Ani słowem nie odezwał się do Airi, która nadal się nim opiekowała w tym czasie. Nie prosił o zdjęcie klatki, która krępowała jego męskość.

Była późna noc, w rezydencji panowała idealna cisza. Rozkoszowałem się miękką pościelą w swoim wielkim łożu. Miałem przymknięte oczy i pozwalałem swoim myślom odpłynąć daleko ode mnie. Nagle usłyszałem szmer wewnątrz domu. Bez trudu, zlokalizowałem skąd dochodził. Wiedziałem, że mój niewolnik postanowił udać się na mały rekonesans. Był taki łatwy do przejrzenia. Doskonale wiedziałem, że nie trafił do mnie przypadkowo. Moi szpiedzy szybko dowiedzieli się, w jaki sposób został schwytany i trafił na aukcję. Niestety jego przeszłość pozostawała jedną wielką niewiadomą. Jego papiery były spreparowane i to w doskonały sposób. Wszystko zostało pozmieniane, nawet dokumentacja dentystyczna. Ktoś się sporo natrudził, żeby tego dokonać. 


Usłyszałem ciche kroki na korytarzu. Jeśli chciał, żeby nikt go nie usłyszał, powinien stanowczo zachowywać się ciszej. Drzwi prowadzące do mojej sypialni delikatnie i powoli się otworzyły. Nieproszony gość wślizgnął się do pomieszczenia i wolnym krokiem podszedł do mojego łóżka. Miałem przymknięte oczy i udawałem, że śpię. Pochylił się bezszelestnie nade mną i po chwili poczułem na szyi zimne ostrze. Nie otwierając oczu, wysyczałem:
- Naprawdę myślałeś, że zwykły nóż może mnie zabić?

Zerwałem się i w mgnieniu oka przewróciłem go na łóżko. Teraz to ja przytknąłem mocno do jego szyi zimne ostrze. Pod wpływem nacisku z jego skóry popłynęła krew. Moje oczy zapłonęły krwawym blaskiem, a zęby momentalnie się wydłużyły. Znów dotarł do mnie kuszący zapach jego krwi.
- Może i jesteś wytrzymały na ból, ale jednocześnie jesteś strasznie głupi.
Zbliżyłem twarz do jego szyi i polizałem spływającą krew. Jego rana momentalnie się zasklepiła.
- Ale jak? Przecież nóż skąpany był w wodzie święconej.
Zaśmiałem się złośliwie i powiedziałem:
- Więc powód twojego przybycia do mojego domu jest bajecznie prosty. Chcesz mnie zabić.
- Tak.
- Musisz się więc bardziej postarać, bo ta woda święcona mnie nie zabije.
- Puszczaj.
- Przecież jesteś moim niewolnikiem. Mogę z tobą robić wszystko, na co mam tylko ochotę.
- Myślisz, że się ciebie boję. - Patrzył hardo.
- Myślę, że zaczniesz się wreszcie mnie bać.
 

Wstając pociągnąłem go mocno za włosy, tak że klęknął u moich stóp. Nie pozwoliłem mu wstać.
- Do mnie - szepnąłem cicho.
W domu nastąpił głośny rwetes. Do pokoju wpadli przerażeni służący. Marne ludzkie dusze, które nic nie były warte.
- Zabrać go i przygotować. Macie 10 minut.
- Tak, Panie.
Tom i Matt podeszli szybko do mnie i zabrali dzieciaka.
- Nie muszę mówić, że gorzko tego pożałujecie.
- Tak, Panie. - odpowiedzieli zgodnym chórem.
- Wynoście się wszyscy.

Po chwili zostałem w sypialni sam. Z niezadowoleniem spojrzałem na rozścielone łóżko. A taką miałem ochotę spędzić w nim dzisiejszą noc. Jednak wiedziałem, że za dziesięć minut czekało mnie coś bardziej interesującego od zwykłego snu


- Yuki... - szepnąłem. - Pożałujesz swojej dzisiejszej bezczelności. 


Jak na razie marny z ciebie przeciwnik. Osobą, która nie zamknęła dzisiaj drzwi do jego pokoju oraz położyła sztylet, tak żeby go znalazł, byłem oczywiście ja. Woda święcona, którą posiadał chłopak i o której doskonale zresztą wiedziałem, w żaden sposób nie mogła mi zaszkodzić. Pomyślałem, że było to szalenie zabawne. Śmiertelnicy nadal wierzyli w szereg bajek wymyślonych na nasz temat. 


Zmieniłem ubranie i wyszedłem na korytarz. Szedłem w kierunku pokoju, w którym czekał już na mnie mój niewolnik. Zapowiadała się długa i wspaniała noc, pełna jego jęków i krzyków. W pustym i ciemnym korytarzu rozległ się mój cichy śmiech. 

17 komentarzy:

  1. Airii <33333333333333333333333
    Akiraa
    jak ja was lubie
    raczej airi bardziej bo to dzieewczyna
    akire no fan juz
    yuki
    ty to marnie zginiesz
    brawo airi z kopa i juz <3333
    ooo tatuaz. i yukis. ...bedziesz chodzić z pięknym tatuazem hihihihihihih
    raizellllll<3333
    ojejj jakie badanie
    kazdy by sie wstydziochał
    biedna airi
    ojejj chłopcy ..trza pracowac a nie pogaduszki .
    i akira sie wkurzył
    i co ...yuki se wyszedł..a pilnowac to co '?
    ojej akira biedactwo..spac chciałes
    widzisz jak chcesz spać to cos ci to psuje
    to zbrodniaa
    ]idzie sie spac a tu jakise cus. przeszkadza ...
    kyaaa hahahahhaa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kto by pomyślał, że Akira będzie miał swojego fana. Kogoś kto go lubi XD.

      Raizel, no cóż. Imię zaczerpnięte z Noblesse, które po Kuroshitsuji stało się moją drugą fascynacją :3

      W posiadłości nie ma miejsca na trwonienie czasu. Akira jest bardzo na to uczulony.

      Yuki, no cóż. Pożałuje swojej marnej próby morderstwa.

      Airi podobnie jak pozostała dwójka bez mrugnięcia okiem, wykona każdy rozkaz Akiry.

      Usuń
    2. Airiii <333 moja słodka dziewczynaaaaa
      tsaa
      ty wiesz imciu ...<333

      Usuń
  2. jesteś okrutna <3

    biedaczek, stracił panowanie nad sobą :D
    czyżby jednak pas cnoty (albo jak widziałam ostatnio "podwiązka Wenus" :D ) mu nie przypadł do gustu? :>

    do tego takie krępujące badania :3

    no i oznaczanie <3

    eh... no trzeba przyznać, że trochę bez planu i bez przemyślenia była ta akcja Yukiego :/
    w sumie to aż dwie akcje i obie bezsensowne

    ciekawe, co mu takiego wymyśliłaś :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przecież jestem sadystą z natury <3<3<3

      Podwiązka Wenus :3 świetne określenie :3

      Badanie musiało być, trzeba przecież poniżyć chociaż trochę niewolnika XD. Tym bardziej, że Yuki był taki pewny siebie i niby nic go nie ruszało.

      Każdy niewolnik Akiry nosił tatuaż XD.

      Yuki działał instynktownie. Nie przemyślał do końca tego, co zrobił.

      Akira na pewno nie będzie łagodny :3

      Usuń
  3. O JA PIERDOLĘ KURWA JEGO MAĆ.!!!
    Miałam skomentować poprzedni rozdział, ale myślę, że zrobię to tutaj.

    O Ja pierdolę, NIE JESTEM SADOO, NIE JESTEM SADO, N I E J E S T E M S A D O !!!

    Boże, jaki on jest wspaniały - wampir idealny <3 prawdziwy drapieżnik, sadysta, cudowny zboczeniec. Podobało mi się WSZYSTKO, co robił <3

    Pozdro dla AIRI, kocham cię, kobieto <3 ależ ja ją lubię <3

    !!!!

    tak w ogóle to pięknie się nim zajął <3 i to poniżenie psychiczne, gadki o wielkości przyrodzenia, pas cnoty - ach normalnie ACH.

    JA KURWA JA NIE JESTEM SADO, wiecie to, prawda? :D

    Faktycznie, Yuki nieco naiwny. czyli chce gozabić? <3
    ciekawa jestem, co jeszcze wymyśli dla niego Akira <3

    kurde, ale mi się podoba jego narracja <3

    ja wiem, że chciałm napisać coś tam jeszcze, ale zapomniałam :D

    **
    widziałam tylko gdzieś strÓżkę zamiast strUżki. Stróżka to pani stróż.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli chodzi o Airi, to po prostu postepowała zgodnie z wytycznymi Akiry. Chciał on znów upokorzyć Yukiego i stąd to badanie, które przeprowadzała kobieta.

      Wampir idealny <3. Zgadza się, jest taki jaki powinien być. Zimny, groźny, sadystyczny, złośliwy i lubi poniżenie zarówno psychiczne jak i fizyczne.

      Yuki niestety jest naiwny, ale pewnie szybko będzie się wszystkiego uczył.

      Ciekawa jestem ile osób zauważyło w zdaniu Akiry "ta woda święcona". Ciekawe, czy zauważył to także Yuki ;-)

      Cieszę się że nie jesteś sado <3<3<3, ale skoro to czytasz to może jednak troszkę, tak tyci, to jednak jesteś <3

      Usuń
    2. Ja zauważyłam święconą wodę :D <3

      Usuń
    3. To badanie... Takie poniżające i upokarzające. Akira dobrze wie jak z nim postępować :3

      Reakcja Yukiego na pas cnoty - bezcenna. Chciałabym na własne oczy zobaczyć jego minę w tym momencie.

      Naiwny Yuki, przecież Akira nie dał by ci tego sztyletu gdyby się bał o swoich pracowników.

      Ciekawi mnie kto sfałszował te dokumenty... Yuki ma znajomości? A może sam to zrobił?

      Nieudana próba morderstwa, maluszek musi się jeszcze wiele nauczyć...

      Nie mogę się już doczekać następnego rozdziału!

      (też zauważyłam wodę święconą :3 )

      Usuń
    4. Yuki ma tylko jeden cel. Zabić Akirę. Stąd jego impulsywne działanie. Nie pomyślał, że sztylet i otwarte drzwi były prowokacją.

      Akira natomiast świetnie się bawi, o czym świadczy jego śmiech.

      Usuń
  4. Ej no, ty sadystko! W takim momencie skończyć! :D
    Szczerze mówiąc postać Yukiego zupełnie mnie nie zachęca (? To chyba nie jest właściwe słowo...) Byłem pewny, że będzie mi się podobał, ale w sumie to chyba będę go traktował jako zabawkę Akiry :/
    Właśnie, Akira! Kocham tą postać! No po prostu! :D Na jego miejscu też nie mógłbym się powstrzymać przed podpuszczaniem Yukiego. W ogóle śmieszyła mnie ta scena z nożem i wodą święconą. A bardziej sam Yuki mnie śmieszył. Będzie ciekawie!
    Podoba mi się też postać Airy c: Powaliło mnie to "badanie" Yukiego :"D
    Ukłony, brawa i czekam na dalszy ciąg!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A! W rozmyślaniach Akiry na temat ludzkości jest powtórzenie, które mnie dość raziło w oczy
      I jeszcze a propos Akiry, to czuję, źe będzie on jedną z tych postaci, przy której działaniach będę się śmiać i powtarzaç pod nosem "sprytne!", albo "right!" ;)

      Usuń
    2. Nie muszę mówić, że to właśnie Akira zawładnął moim sercem i duszą XD.

      Yuki, no cóż, jest jeszcze głupiutki, mam nadzieję, że szybko będzie się uczył ;-) i stanie się godnym przeciwnikiem dla Akiry. Chociaż pozycja niewolnika nie daje mu zbyt dużego pola manewru ;-).

      Usuń
    3. Airi wykonywała szczegółowe polecenia Akiry ;-).

      W domu Akiry nikt nie wykonuje żadnego ruchu bez wyraźnego zezwolenia. Zwłaszcza jeśli związane są z niewolnikami.

      Usuń
    4. Oj tam, mnie to bawiło bez względu na to kto jej dawał instrukcje ;)
      A co do samej Airy to lubie ja bo... nie wiem, moze dlatego ze wykonuje nawet najbardziej radykalne polecenia i jest taka... posluszna?

      Usuń