WAŻNE INFO:

Obiecuję, jak najszybciej odpowiedzieć na wasze wszystkie komentarze i skomentować blogi, które czytam :D.

KOMENTUJCIE, bo to bardzo motywuje XD.

środa, 11 stycznia 2017

Umowa - Rozdział 26 (Nataniel)

Nataniel


Jak wróciłem do domu? O której godzinie położyłem się spać? Jak długo spałem? Nie wiedziałem.

Strasznie bolała mnie głowa. To właśnie ból głowy wybudził mnie z niespokojnego snu. Leżałem z zamkniętymi oczami i zastanawiałem się, czemu moje powieki wydawały się takie ciężkie? Kolejnym elementem, który zarejestrował mój mózg, było pragnienie. Miałem sucho w ustach i nawet nie mogłem przełknąć śliny. Oblizałem tylko spierzchnięte wargi. Pomyślałem, że chyba nigdy dotąd nie czułem się tak beznadziejnie jak teraz.

Z trudem otworzyłem oczy i popatrzyłem tępo w sufit. W pokoju panował półmrok. Ciekawe, która była godzina? Po chwili rozejrzałem się po pomieszczeniu, w którym się znajdowałem. Mój pokój? Raczej pokój, w którym teraz mieszkałem. Jak ja się tutaj znalazłem? Ostatnią rzeczą, jaką pamiętałem, była impreza u Marka i Akiego.

Zasłony, zaciągnięte na okno, tłumiły wpadające do pokoju dzienne światło. Kiedy zasłoniłem okno?

Po chwili uświadomiłem sobie, że byłem okryty kołdrą pod samą brodę. Jednak co innego mnie zdziwiło. Byłem nieomal całkiem nagi, ponieważ miałem na sobie tylko bokserki. Dziwne. Przecież zawsze sypiałem jeszcze w t-shircie. Czemu tym razem go nie założyłem?

Lekko uchylone drzwi? Dlaczego? Przecież wieczorem zawsze je zamykałem. Poza tym Sho, nawet jak rano wchodził i wychodził z mojego pokoju, gdy teoretycznie jeszcze spałem, także zawsze je za sobą zamykał.

Zmarszczyłem brwi. Zastanawiałem się, czemu mój mózg podejrzenie wolno dziś pracował. Mimo że byłem dokładnie okryty kołdrą, czułem dreszcze.

Wszystko było nie tak, jak być powinno.

Mój wzrok spoczął na szafce, która znajdowała się przy łóżku. Woda? Na szafce stało kilka półlitrowych butelek z wodą. Poderwałem się szybko do góry i od razu tego pożałowałem. Pod wpływem nagłego ruchu ból głowy bardzo się nasilił. Padłem z powrotem na łóżko, przymknąłem oczy i cicho jęknąłem.

Co się ze mną stało? Nie mogłem tego w żaden sposób pojąć.

- Nie wykonuj gwałtownych ruchów, bo będzie jeszcze gorzej. - Usłyszałem cichy głos.

Otworzyłem oczy i spojrzałem w kierunku, z którego dobiegał. W drzwiach zobaczyłem Sho. Stał z założonymi na piersi rękami i opierał się o futrynę. Pomyślałem, że jak zwykle emanował niesamowitą pewnością siebie i seksapilem. Był zupełnie inny niż ja. Ciekawe czy zawsze taki był? Miał zaledwie trzydzieści lat, a tak wiele już osiągnął. Podziwiałem go za to. Ubrany był w ciemne spodnie i podobnego koloru t-shirt. Pomyślałem, że w takim ubraniu wyglądał na całkiem zwykłego faceta. Gdy nosił garnitur, sprawiał wrażenie bardzo niedostępnego mężczyzny.

Zmarszczyłem brwi, bo miałem nieodparte wrażenia, że zapomniałem o czymś ważnym. Analizowałem wszystko, co wydawało się być inne niż zwykle: otwarte drzwi do pokoju, nietypowe ubranie, zasłonięte okno, ból głowy i pragnienie. Znów spojrzałem w kierunku szafki i westchnąłem. Po chwili usłyszałem jego ciche kroki. Podszedł do mnie, bez słowa wziął butelkę z wodą i wyciągnął w moim kierunku. W końcu się odezwał:
- Usiądź, ale tym razem zrób to powoli.
Gdy to zrobiłem, wziąłem od niego wodę i po chwili łapczywie się jej napiłem. Nieomal od raz opróżniłem półlitrową butelkę niegazowanej wody. Pomyślałem, że nigdy w życiu nie piłem czegoś równie pysznego.
- Dziękuję - powiedziałem cicho.
- Proszę - odpowiedział.

Zarejestrowałem przy tym jeszcze jeden niepokojący fakt. Było nim drżenie moich rąk. Byłem coraz bardziej przerażony. Co mi się stało? Uniosłem głowę, spojrzałem mu w oczy i gdy już zamierzałem zadać mu to pytanie, nagle mnie olśniło.
- O mój Boże... - szepnąłem.
- Czyżby wreszcie wróciła ci pamięć? - odezwał się lodowatym tonem.

Poczułem, jak krew momentalnie napływa do moich policzków i robię się czerwony. Wszystko sobie przypomniałem. Wszystko... Niemożliwe, nie mogłem tego zrobić... Patrzyłem na niego i coraz bardziej utwierdzałem się w tym, że to była prawda. Nie byłem w stanie wydusić z siebie żadnego słowa, bo tak bardzo byłem zażenowany.
- W takim razie zejdź na dół na śniadanie. Masz piętnaście minut na to, żeby się umyć i ubrać. Uważam, że daję ci sporo czasu, jak na twoje wczorajsze albo raczej dzisiejsze przewinienia.
Z każdym jego kolejnym słowem czułem się coraz gorzej. Po chwili wyszedł z pokoju, a ja zacząłem przypominać sobie wydarzenia ostatniej doby.
- Jestem totalnym kretynem - szepnąłem.

Wczoraj pomagałem Markowi i Akiemu w przygotowaniach do ich Sylwestrowej imprezy. Dawno nie spędziłem tak miło wolnego czasu. Marco był świetnym facetem i cieszyłem się, że Aki go poznał. Nigdy nie pochwalałem jego poprzedniego związku i ciągle mu tłumaczyłem, że powinien wreszcie poszukać sobie kogoś normalnego. Tamten facet był sporo starszy od niego i nie przeszkadzało mu to, że Aki był niepełnoletni i początkujący w klimacie bdsm. Pamiętam, że pierwszy raz Akiego był dla niego dużą traumą. Czemu potem wrócił do tamtego faceta? Do tej pory nie potrafiłem tego zrozumieć. Może po prosu podobało mu się, że ktoś wreszcie się nim interesował. To wszystko było bardzo chore, ale w żaden sposób nie mogłem go przekonać, żeby odszedł od niego. Mówił, ze jemu jest dobrze w takim związku i lubi ból. Dopiero obecność Marka wszystko zmieniła. To on sprawił, że Aki zerwał tamtą znajomość. Zrobił to mimo telefonów i gróźb, jakie kilkanaście razy usłyszał od byłego już faceta. Aki był twardy i nie dał się zastraszyć. Oczywiście o tym wszystkim wiedziałem tylko i wyłącznie ja.

Marco i Aki wydawali się bardzo szczęśliwi, będąc razem. Wczorajszy dzień był tego kolejnym potwierdzeniem. Zauważyłem, że często nieświadomie wodzili za sobą oczami. Robili to zarówno w dzień jak i podczas imprezy. Aki czasem przeginał ze swoimi odzywkami, ale Marco chyba się do nich przyzwyczaił i nie reagował. Czasami groził mu tylko palcem i szeptał coś do ucha, na co Aki reagował śmiechem. Naprawdę stanowili fajna parę. Patrzyłem na nich z zazdrością. Miałem nadzieję, że może kiedyś i ja kogoś poznam. Kogoś czułego, miłego, dobrego... Kogoś, kto mnie pokocha... Chyba każdy o tym skrycie marzył, więc nie byłem żadnym wyjątkiem. Czasami łapałem się na tym, że fajnie by było, gdyby Sho się trochę zmienił. Gdyby właśnie on stał się taki... Ale wiedziałem, że to było tylko moje próżne marzenie. Zresztą nie miało to żadnego znaczenia, bo on mnie nie kochał. Bez większych oporów zgodził się, żebym cały dzień spędził u Marka. Był nawet z tego bardzo zadowolony, ponieważ stwierdził, że będzie miał spokój i ciszę. Zabrzmiało to tak, jakbym sprawiał mu mnóstwo problemów. A przecież zawsze starałem się być cicho i mu nie przeszkadzać. To on czasami chciał ze mną pogadać lub wspólnie obejrzeć jakiś film. Gdyby to ode mnie zależało, pewnie nie wychodziłbym nawet z pokoju.

Początkowo bałem się, że Sho nie będzie chciał mnie puścić na imprezę, ale Marco bez trudu go przekonał. Z jednej strony się cieszyłem, ale z drugiej było mi trochę przykro. Czego ja się spodziewałem? Że powie: zostań ze mną albo spędźmy razem Sylwestra? Naprawdę byłem strasznie naiwny. Zanim wyszedłem z jego mieszkania, podszedł do mnie i przypomniał o dwóch rzeczach:
- Sam wrócisz do domu i masz się nie upić.
- Pamiętam - powiedziałem.
- Miłej zabawy. - Odwrócił się na pięcie i zamierzał wrócić do salonu.
- A ty? - zapytałem.
- Co ja?
- Co będziesz robił? Wybierasz się do klubu?
- A nawet jeśli, to tobie chyba nic do tego. - Spojrzał na mnie przez ramię i po chwili zniknął w salonie.
- Racja - mruknąłem do siebie.
Założyłem buty i szybko wyszedłem z mieszkania. Było mi przykro, zresztą nie po raz pierwszy. Miałem do siebie pretensje, że znów pytałem o sprawy, które mogły mnie zranić. Przecież nie byliśmy parą, więc nie musieliśmy być sobie wierni. Uśmiechnąłem się smutno i pomyślałem, że nie była to do końca prawda. W przeciwieństwie do mnie, on mógł spotykać się z innymi. Mnie nie wolno było tego robić. Zresztą tak naprawdę to nie chciałem spotykać się z nikim innym. Mama wpoiła mi tradycyjne podejście do związku i miłości. Zdrada nie wchodziła po prostu w grę.

Na imprezę dotarłem spóźniony. Początkowo czułem się tam obco i źle. Miałem wrażenie, że nie pasowałem do tamtego towarzystwa. No i wśród gości był Adam, który kiedyś na zlecenie Sho, robił mi te wszystkie upokarzające badania. Nie potrafiłem spojrzeć mu w oczy, bo czułem się strasznie zażenowany. Szkoda, że nie wiedziałem, że on tutaj będzie, bo pewnie bym nie przyszedł. Gdy poszedłem do kuchni po alkohol, Adam wszedł za mną.
- Wydaje mi się, czy chyba mnie unikasz?
Nie potrafiłem nic sensownego wymyślić, żeby mu odpowiedzieć.
- Daj spokój, tamto to była dla mnie zwykła praca. Teraz jestem tutaj prywatnie, więc młody wyluzuj trochę - powiedział.
- To nie takie łatwe.
- No wiem, ale postaraj się po prostu o tamtym zapomnieć. Ja zresztą już dawno tego nie pamiętam.
- Czy Pan dużo badał takich osób jak ja? - Nie wiem skąd we mnie wzięła się odwaga, żeby zadać to pytanie. - Przepraszam.
- Chodzi ci o osoby przysłane przez Sho?
- Tak. - Spuściłem wzrok.
- Mężczyzny ani jednego. Kobiet kilka. Częściej badałem jego, bo on prowadził bardzo intensywne życie seksualne. Tylko nie mów mu, że to ci powiedziałem. Po pierwsze obowiązuje mnie tajemnica lekarska, a po drugie zabiłby mnie, gdyby się o tym dowiedział.
- Nie powiem.
- A po trzecie, mów mi Adam. - Wyciągnął do mnie dłoń, którą po chwili uścisnąłem.
- Nataniel.
- A więc Natanielu, chodźmy się napić. - Uśmiechnął się i wypchnął mnie z kuchni.

Pomyślałem, że całkiem fajny był z niego gość. No i miał fajnego faceta. Zastanawiałem się, czemu tylko ja ciągle byłem sam. Z zazdrością patrzyłem także na Takumiego i to jak opiekował się nim Chris. Miałem wrażenie, że to Chris był jego oczami. Nawet zatańczyli kilka razy przy wolniejszych kawałkach. Siedziałem na kanapie i było mi coraz bardziej smutno. Aki tańczył z Markiem, wygłupiali się i trochę macali nie zwracając uwagi na pozostałe osoby.

W pewnym momencie przysiadł się do mnie Aki i zaczął zachęcać do picia kolejnych kieliszków wódki. Początkowo nie chciałem tego robić, ale potem miałem już wszystko gdzieś. Marco nawet nas ochrzanił, że pijemy, ale ja się tylko uśmiechnąłem i uniosłem kieliszek z wódką.
- Na zdrowie... - chyba zacząłem bełkotać.

Później balowałem na parkiecie z Akim i resztą poznanych dzisiaj osób. W pewnym momencie zobaczyłem jego. Byłem już nieźle wstawiony, bo widziałem go jakby przez mgłę. Wyszczerzyłem się do niego, ale gdy usłyszałem jego słowa, przestało mi być do śmiechu. Powiedział tylko:
- Zawiodłem się na tobie. Idziemy.
Nie potrafiłem opisać tego, co wówczas poczułem. Byłem w stanie tylko pokiwać głową i chciałem, jak najszybciej wrócić do domu. Nagle ktoś mnie uderzył w brzuch i z trudem udało mi się powstrzymać wymioty. Gdy spojrzałem na Sho, poczułem, że jednak nie dam rady. Zwymiotowałem na niego. Nie byłem w stanie spojrzeć mu w oczy, opadłem na kolana i rzygałem dalej. W życiu nie czułem się tak źle jak wtedy. Czułem się jak ostatni kretyn. Najchętniej zapadłbym się wówczas pod ziemię. Wiedziałem, że Sho był wkurzony. Czułem to. Nie mogłem na niego spojrzeć. Bałem się.

Po chwili Sho pomógł mi wstać i zaprowadził do łazienki. Ściągnął z siebie zarzyganą koszulę i wrzucił do wanny. Wziął jakiś ręcznik i usłyszałem jak odkręcił wodę. Siedziałem na krawędzi wanny i czekałem. Uniósł mi delikatnie twarz i zaczął wycierać ją zamoczonym ręcznikiem.
- Lepiej ci? - zapytał.
- Trochę - szepnąłem. Po moich policzkach zaczęły płynąć łzy.
- Będziesz dalej wymiotował?
- Nie. Przepraszam... - znów szepnąłem.
- Porozmawiam w domu.

Marco podał mu ubrana, w które szybko się przebrał. Potem założył mi kurtkę oraz buty i wyprowadził z mieszkania. Zjechaliśmy windą na dół i po chwili wyszliśmy z bloku. Zauważyłem, że Sho zaparkował samochód przed samą klatką. Nie zwracał uwagi na to, że może dostać za to mandat. Pomógł mi wsiąść do samochodu na tylne siedzenie i zamknął za mną drzwi. Potem wsiadł za kierownicę, zapalił silnik i odjechał. W czasie jazdy nie odezwał się do mnie ani słowem. Pewnie był na mnie mocno wkurzony. W pewnym momencie położyłem się na siedzeniu. Jazda powodowała, że znów czułem się źle.
- Niedobrze mi - szepnąłem i zacząłem wymiotować.
- Jaz pierdolę!
Zatrzymał samochód, wysiadł szybko i otworzył boczne drzwi.
- Kurwa!!! Nie wiem, co ci za to zrobię.

Po chwili zapakował mnie do przodu i już bez żadnych dodatkowych atrakcji wróciliśmy do domu. Z tego co pamiętam, to po powrocie do mieszkania zaprowadził mnie pod prysznic i umył. A potem... Znów rzygałem, a on trzymał moje włosy, żeby nie wpadły do kibla. Jakie to było żenujące. W nocy, gdy się zrywałem i budziłem, podawał mi wodę do picia. Nie wiedziałem, czy spał ze mną, czy tylko do mnie przychodził? W każdym razie miałem wrażenie, że ciągle przy mnie był. Tylko czemu? Czyżby aż tak bardzo dbał o swoją zabawkę?


Ból głowy dosłownie rozsadzał mi czaszkę. Spuściłem nogi na podłogę i wziąłem kolejną butelkę z wodą. Wypiłem ją nieomal jednym duszkiem. Pomyślałem, że kac jest najgorszym możliwym stanem. Wstałem z łóżka i z trudem poczłapałem do łazienki. Byłem bardzo osłabiony i każdy kolejny krok kosztował mnie mnóstwo wysiłku. Gdy spojrzałem w lustro, zobaczyłem nieznane mi oblicze. Podkrążone oczy, blada cera, przygaszone oczy... byłem obrazem nędzy i rozpaczy. Pokręciłem głową i zrzuciłem z siebie bokserki. Wszedłem pod prysznic i odkręciłem letnią wodę. Miałem nadzieję, że dzięki temu poczuję się nieco lepiej. Uniosłem głowę i pozwoliłem, żeby woda spływała po mojej rozpalonej twarzy, ramionach i torsie. W tej chwili czułem ulgę niemożliwą do opisania. Głowa chociaż na małą chwilę przestała mnie boleć. Woda była moim zbawieniem. Nie wiem ile czasu stałem tak z przymkniętymi oczami. Kolejne obrazy zaczęły przesuwać się w mojej głowie.
- Szlag... - szepnąłem.

Poczułem, łzy spływające pośród wody po moich policzkach. Zawiodłem go. Znów. Nie rozumiałem jednak, czemu aż tak bardzo mnie to teraz zabolało? Był przecież moim najgorszym wrogiem, który nieomal uwięził mnie w swoim domu. Przywiązał mnie do siebie na wszystkie możliwe sposoby. Umowa była tylko jednym z nich. Kolejnym stały się studia. Bardzo się cieszyłem, że mogłem spróbować jeszcze raz. Dzięki niemu nie musiałem powtarzać nawet pierwszego roku, wystarczyło tylko żebym zaliczył obecny semestr i znów miałem być studentem. Tylko, że... wszystko mu zawdzięczałem... W zamian za to, mógł ze mną robić, co tylko chciał. Czułem się teraz jak jakaś tania dziwka, która za wszystko płaciła swoim ciałem. Oparłem się o ścianę i zsunąłem po niej. Ukryłem twarz w dłoniach i zacząłem szlochać. Nie wiedziałem, czy moje zachowanie wynikało ze zbyt dużej ilości alkoholu, który wczoraj wypiłem, czy też wreszcie moja podświadomość, dała o sobie znać. Było mi bardzo źle. Woda uderzała w moje plecy i było mi coraz zimniej. Nie wiedziałem, ile jeszcze zniosę. Najgorsze było to, że bolesna prawda z każdym kolejnym dniem docierała do mnie coraz bardziej. Wbrew wszelkiej logice zakochiwałem się coraz bardziej w tym zimnym draniu. Ujmowały mnie jego drobne gesty i czułość, które czasem mi okazywał. To było chore... Pomyślałem, że nawet istniała taka choroba... syndrom sztokholmski. Do tej pory jakoś się trzymałem, jakoś dawałem sobie radę, odrzucałem wszystkie negatywne emocje od siebie, ale teraz... To wszystko wzięło nade mną górę. Dosłownie zacząłem wyć. Szum wody, moje wycie... wszystko się spotęgowało, do granic moich możliwości. Przyciągnąłem kolana pod brodę, objąłem je rękami i ukryłem w nich swoją twarz. Płakałem.

Nagle rozsunęły się drzwi prysznica. Po chwili woda przestała się lać na mnie strumieniami. Uniosłem głowę i spojrzałem w jego smutne oczy.
- Nati, co się dzieje?
- Wszystko...
Z moich ust wydobył się znów głośny szloch, nie panowałem nad sobą, popadałem chyba w histerię. Nie zwracając uwagi na to, że się zamoczy, otulił mnie ręcznikiem i wziął na ręce. Chciałem się wyrwać, ale on trzymał mnie mocno.
- Puść mnie! Zostaw! Słyszysz!
Nie reagował, zaniósł mnie do pokoju i posadził na łóżku. Po moich policzkach płynęły kolejne łzy, wargi drżały, ciało pokryła gęsia skórka. A on mnie delikatnie wycierał. Wkurzyłem się, po raz pierwszy od bardzo dawna byłem wściekły.
- Przestań - szepnąłem.
- Co? - zapytał.
Klęczał przede mną i wycierał mi nogi.
- Przestań! Przestań być dobry! - krzyczałem coraz głośniej.
- Nataniel... - odezwał się zaszokowany.
- Bądź zimnym draniem! Przestań być czuły i delikatny! Nawet przez chwilę tego nie rób!
Nie odzywał się do mnie, tylko patrzył coraz bardziej przerażonym wzrokiem. Odtrąciłem jego dłoń i położyłem się na łóżku.
- Zostaw mnie samego - szepnąłem.
Zwinąłem się w kłębek i płakałem. Poczułem, jak okrył mnie kołdrą i usłyszałem jego ciche kroki. Wyszedł z pokoju, a ja wkurzyłem się na siebie jeszcze bardziej, bo tak naprawdę chciałem, żeby został.

Nie wiem, ile minęło czasu, ale w końcu udało jakoś się uspokoiłem. Dotarło do mnie, w jak bezsensownym położeniu się znajdowałem. Miałem pretensje do całkiem obcego faceta, o coś na co sam się przecież zgodziłem. Nie musiałem podpisywać przecież umowy, nikt mnie do tego nie zmuszał. Dał mi tylko wybór, którego sam dokonałem. Nie miałem żadnego prawa zachowywać się ten sposób. To czy on będzie dla mnie miły czy też wredny, także nie zależało ode mnie. Skoro miał na to ochotę, to musiałem jakoś to akceptować i przestać się tym wszystkim tak przejmować. Ostatecznie przecież nie było aż tak tragicznie. Mieszkałem w świetnym mieszkaniu, niedługo wracałem na studia, nie musiałem martwić się skąd wezmę pieniądze i co najważniejsze moja mama wracała do zdrowia. Przecież płaciłem niewielką cenę za to wszystko. Niewielką cenę... Kogo ja oszukiwałem. Tak naprawdę nie różniłem się niczym od taniej dziwki. Może najwyższy czas wcielić się wreszcie w swoją rolę? Łatwiej byłoby, gdyby Sho był zwykłym chamem tak, jak było na początku. Z drugiej strony może ja się tylko oszukiwałem. Może jego dbałość o mnie, okazjonalna czułość czy sprawianie drobnych przyjemności, były tylko pozorami. Może właśnie on w ten sposób dbał o swoją zabawkę, którą tylko dla niego byłem?

Wstałem z łóżka, ubrałem się i zszedłem na dół. Siedział przy stole, palił papierosa i pił kawę. Pomyślałem, że rzadko kiedy palił w mieszkaniu i nic dobrego to nie oznaczało. Musiał być bardzo wkurzony. Gdy podszedłem do niego, spojrzał na mnie i wypuścił z ust kłąb dymu. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji.
- Przepraszam - powiedziałem w miarę spokojnym głosem, chociaż wewnątrz byłem bardzo zdenerwowany.
- Za co? - Głos miał pozbawiony wyrazu.
Zmieszałem się jeszcze bardziej i przez chwilę nie byłem w stanie nic powiedzieć. W końcu cicho szepnąłem:
- Trochę tego jest... - Spuściłem wzrok.
- To fakt. - Podniósł się, położył mi palec pod brodą i zmusił, żebym spojrzał na niego. Momentalnie zrobiłem się czerwony.
- Przepraszam. - Ledwo wytrzymałem spojrzenie jego przenikliwych oczu. Postanowiłem, że będę twardy i przestanę się wreszcie nad sobą użalać. Nie było to jednak takie łatwe do wykonania, kiedy stał tuż przede mną.
- Głodny? - zapytał nieoczekiwanie,
- Trochę...
- Siadaj.

Podszedł do kuchenki gazowej i podpalił palnik pod stojącym na nim garnku. Po chwili poczułem unoszący się w powietrzu znajomy zapach. Dawno go nie czułem, bo mama była w szpitalu i dawno dla mnie nie gotowała. Spojrzałem na niego podejrzliwie, bo nie mieściło mi się w głowie, że ktoś taki jak on, potrafił ugotować rosół.

Panowała między nami krępująca cisza, którą w pewnym momencie przerwałem:
- Napiłbym się kawy.
Pomyślałem, że kiedyś było mi trudno z nim rozmawiać, ale teraz było jeszcze gorzej.
- Zapomnij dziś o kawie.
- Dlaczego?
- Na kaca lepsza będzie herbata z cytryną posłodzona miodem.
Po chwili postawił przede mną parujący kubek. Ująłem go w dłonie i upiłem trochę płynu. Pomyślałem, że to wszystko było takie dziwne. On był dziwny. Zachowywał się tak, jakby nic się nie stało. Czyżby się nie gniewał? Niemożliwe.
- Przepraszam... - znów poczułem, że się rumienię.

Zastanawiałem się przez chwilę, czemu tak źle się czułem pod prysznicem. Czemu nawiedziły mnie te wszystkie dziwne myśli? Może faktycznie to wszystko sprawił alkohol, którego zbyt dużo wczoraj wypiłem. Po chwili postawił przede mną talerz parującego rosołu. Gdy go spróbowałem, pomyślałem, że w życiu nie jadłem czegoś równie dobrego. Czułem, jak moje ciało rozgrzewało się od środka. Dosłownie tego teraz potrzebowałem. Głód dał już o sobie znać, jak tylko z zszedłem na dół.

Sho usiadł na przeciwko mnie i też jadł razem ze mną.
- Dziękuję... - powiedziałem.
- Cóż za znaczna zmiana zachowania. Czyżby to, co odstawiłeś na górze, spowodował twój głód? - Był złośliwy.
Zawahałem się nad odpowiedzą. W końcu powiedziałem:
- Chyba to z powodu nadmiaru alkoholu. Przepraszam.
- Rozumiem, że za upicie się, zarzyganie mnie i mojego samochodu oraz za to, że musiałem po ciebie jechać i zajmować się tobą przez całą noc, też mnie przepraszasz?
- Tak. - Nie potrafiłem na niego spojrzeć. Było mi strasznie głupio.
- Co, tak?
- Przepraszam cię za wszystkie kłopoty, których ci przysporzyłem.
- Wiesz, że kara cię nie minie?
- Wiem - szepnąłem.

Chciałem posprzątać po wspólnym posiłku, ale kazał mi to wszystko zostawić. Powiedział, że wyjątkowo on dzisiaj pozmywa. Większą część dnia spędziłem w swoim pokoju, ponieważ nadal czułem się osłabiony. Chyba nawet trochę udało mi się przespać. Miałem wrażenie, Sho od czasu do czasu do mnie zaglądał. Czułem przez sen, jak dotykał kilka razy mojego czoła.

Obudził mnie wieczorem i powiedział, że kolacja jest już gotowa. Nie wiem czemu, ale znów czułem się okropnie. Chciało mi się wymiotować.
- Nie będę jadł kolacji, przepraszam - powiedziałem.
Nawet się nie podniosłem, tylko podkuliłem nogi pod brodę. Leżałem na boku i trząsłem się z zimna. Sho dotknął mojego czoła, po chwili przyniósł termometr i kazał zmierzyć temperaturę. Okazało się, że miałem 39 stopni. Okrył mnie szczelniej kołdrą i wyszedł z pokoju. Wrócił z miską zimnej wody i jakąś szmatką, którą po zamoczeniu przetarł moje czoło.
- Na przyszłość musisz uważać z piciem - powiedział - połóż się na plecach.
Z niechęcią spełniłem jego polecenie, położyłem się na plecach i przymknąłem oczy. Poczułem przyjemny chłód na czole i zrozumiałem, że zrobił mi zimy okład.
- Zaraz przyniosę ci tabletki przeciwbólowe.
Nie odezwałem się do niego, nawet nie otworzyłem oczu. Po chwili wrócił ze szklanką zimnej wody, tabletkami i kromką chleba posmarowanego masłem. Położył to wszystko na szafce i pomógł mi usiąść. Z obrzydzeniem patrzyłem na jedzenie.
- Nie ma szans, niedobrze mi.
- Nie dam ci tabletki, dopóki czegoś nie zjesz.
Dosłownie wmusił we mnie kilka kęsów chleba i podał lekarstwo. W końcu mogłem się z powrotem położyć. Ponownie zmoczył szmatkę w zimnej wodzie i przyłożył do mojego czoła. Po chwili zamknąłem oczy i zasnąłem. Znów budziłem się w nocy kilka razy i znów za każdym razem przy mnie był. W pewnym momencie nie całkiem świadomie szepnąłem:
- A może nie jestem tylko twoją zabawką?
Nie miałem pojęcia, czy coś odpowiedział, bo znów odpłynąłem.

Obudziłem się wczesnym rankiem. Nadal byłem osłabiony, ale czułem się lepiej jak wczorajszego dnia. P chwili do pokoju wszedł Sho. W dłoniach trzymał szklankę z herbatą i talerz z kanapkami. Postawił je na szafce przy łóżku, a ja w tym czasie usiadłem. Położył mi dłoń na czole i powiedział, że temperatura spadła.
- Jak się czujesz? Jeśli chcesz, to zostanę dziś w domu.
- Już mi lepiej, możesz iść do pracy.
Nie patrzyłem na niego. Znów się wstydziłem. Znów miał problemy przeze mnie.
- Przepraszam.
- Zjedz śniadanie i odpocznij dzisiaj. Idę się przebrać.
Przed wyjściem do pracy, wszedł jeszcze do mnie do pokoju i powiedział:
- Dzwoń, gdyby coś się działo.
Kiwnąłem tylko głową i po chwili zostałem sam w pokoju. Wziąłem talerz i zjadłem wszystkie kanapki. Pomyślałem, że chyba wreszcie mój organizm się zregenerował. W ciągu dnia dzwonił do mnie kilka razy i pytał się, czy wszystko jest w porządku. Czułem się już na tyle dobrze, że nawet zacząłem się uczyć. Egzaminy były coraz bliżej i musiałem je zdać. Starałem się odgonić niepokojące myśli, które nawiedziły mnie wczoraj pod prysznicem. Nie do końca potrafiłem to zrobić.

Podczas kolejnych upływających dni, Sho ani razu nie podjął tematu kary, która mnie czekała. Wiedziałem, że miał mnóstwo pracy, bo każdego dnia siedział do późna w swoim gabinecie. Dobrze jednak wiedziałem, że on mi nie odpuści. Nie myliłem się.

Tego dnia umówiłem się z Akim w jednej z moich ulubionych kawiarni. Nagle zadzwonił mój telefon, sprawdziłem kto to i poczułem, jak robi mnie się gorąco. Nie pamiętałem, kiedy on ostatnio dzwonił do mnie w środku dnia. Oznaczało to tylko jedno. Odebrałem i usłyszałem znajomy głos:
- Gdzie jesteś?
- W kawiarni razem z Akim - powiedziałem i podałem mu dokładny adres.
- Zaraz tam będę, czekaj na mnie przed lokalem.
Nie czekając na moją odpowiedź, rozłączył się.
- Czyżby to był wszechpotężny i nieznoszący sprzeciwu Sho? - zapytał z ironią Aki.
- Tak - szepnąłem - muszę spadać.
- Nataniel, rozumiem wszystko, ale on traktuje cię jak psa, który jest na każde jego skinienie.
- Taka jest umowa.
- Jebać tę waszą pierdoloną umowę.
- Nie mogę.
- Czemu? Przecież pokrył pełne koszty terapii. Nie musisz już z nim być. Co ci niby zrobi? Pójdzie do sądu i powie, że nie wywiązałeś się z obowiązujących cię warunków kontraktu? Przecież go wyśmieją.
- Nieważne. Zadzwonię do ciebie.
- Jasne. Może lepiej ja za każdym razem będę dzwonił do twojego właściciela i pytał o pozwolenie, czy mogę się z tobą spotkać?
- Aki, nie ułatwiasz mi.
- Czemu mam ci niby ułatwiać, wkurza mnie to wszystko. Dobra, spadaj.

Wyszedłem na zewnątrz i po kilku minutach wsiadłem do czarnego samochodu. Przez całą drogę nie odezwał się do mnie ani słowem. Zastanawiałem się, co on takiego dla mnie wymyślił? W pewnym momencie zjechał z drogi i wjechał na jakiś podjazd. Wielki szyld informował, że znajdowaliśmy się na terenie ręcznej myjni samochodowej. Wysiadł z samochodu, podszedł do chłopaka z obsługi. Uścisnęli dłonie i chwilę ze sobą gadali. Chłopak nawet się do niego uśmiechał, miałem wrażenie, że się chyba znali. Poczułem zazdrość, gdy zobaczyłem, że Sho też się do niego uśmiechnął. Wyjął portfel z kieszeni spodni i dał mu jakąś kasę. Chłopak spojrzał na zegarek i pokiwał głową. Gdy Sho wrócił do samochodu, nacisnął pilot, który miał w dłoni. Otworzył nim jedne z dużych drzwi budynku. Zapalił silnik i wolno wjechał do środka. Byliśmy w samochodowej myjni, tylko po co? Gdy zgasił silnik, powiedział;
- Wysiadaj. Kurtkę zostaw w samochodzie.

Obszedł samochód, podszedł do mnie i położył dłoń na moim policzku. Przez chwilę nawet myślałem, że może mnie pocałuje. Myliłem się. Odchylił moją głowę na bok i zaczął całować moją szyję. Miałem opuszczone ręce i nie reagowałem na jego pocałunki. Przesunął dłonie na mój tors, następnie położył je na moich biodrach. Pchnął mnie delikatnie w kierunku przedniego błotnika samochodu. Zmusił, żebym oparł się plecami o samochód.
- Widzę, że słabo reagujesz na moje pieszczoty - mruknął.
Chyba był trochę zawiedziony. Też coś, myślał, że za każdym razem, jak mnie dotknie, będę przeszczęśliwy? Faktycznie, nie potrafiłem się rozluźnić. Opierałem się tyłkiem o samochód i kompletnie nic nie czułem. No może poza chęcią, żeby go od siebie odepchnąć.

Sho położył jedną rękę na Mazdzie, a drugą na moich plecach. Masował je przez moją cienką bluzkę i znów całował mnie po szyi. Jego obecność i dotyk sprawiały, że wbrew sobie zacząłem odczuwać podniecenie. Naprawdę było ze mną coś nie tak. Czy gdyby inny facet mnie dotykał, to też tak bym reagował? Odchyliłem głowę do tyłu i po chwili poczułem jego dłonie pod moją bluzką. Wodził nimi po moim torsie, plecach i brzuchu. Jego usta błądziły ciągle po mojej szyi, linii szczęki, policzkach, nie dotykały tylko ust. Czemu? No tak, przecież to była tylko umowa, nic więcej.
- Znów za dużo myślisz - powiedział.
- Przepraszam.
- Nie chcę twoich przeprosin. Skup się.

Po chwili uniósł moje ręce, zdjął moją bluzkę i odrzucił na bok. Rozpiął sobie koszulę i położył moje dłonie na swoim nagim torsie. Wstydziłem się i zastanawiałem, czy zawsze będę tak na niego reagował. Niepewnie przesunąłem dłońmi po jego nagiej skórze. Był bardzo ciepły.

Sho całował mnie coraz niżej, najpierw tors, sutki, później lizał mój brzuch. W końcu klęknął przede mną i zaczął rozpinać pasek moich spodni. Penis już dawno stał i czekał na jego dalsze pieszczoty.

Zastanawiałem się tylko, czemu Sho był taki miły? Przecież miał mnie ukarać, a nie całować, pieścić i podniecać. Powoli rozsunął suwak spodni i zsunął je ze mnie. Dotknął dłonią mojego stojącego fiuta przez materiał bokserek. Po chwili zsunął także je. Uwolniony penis od razu stanął na baczność.
- Cieszę się, że z takim entuzjazmem reagujesz na moje pieszczoty.

Klęczał teraz przede mną i lizał mi fiuta. Przesuwał dłońmi po moich udach i łydkach. Cholera, stanowczo było coś nie tak. On zwykle tak się nie zachowywał. Po chwili obciągał mi, pomagając sobie przy tym dłonią. Odsunął się nieznacznie ode mnie i rozwiązał moje sznurowadła. Zdjął mój jeden but, po czym zdjął nogawkę spodni i bokserek. Podobnie zrobił z drugim butem. Zdziwiłem się, bo ponownie musiałem ponownie założyć buty. To już całkowicie mi nie pasowało. Myślałem, że będziemy kochać się w aucie albo na masce samochodu. Czemu musiałem z powrotem założyć buty? Wstał i położył dłonie na moich pośladkach i je mocno ścisnął.
- Czas na twoją karę. - Usłyszałem.
- Mam cię rozebrać? - zapytałem zażenowany.
- Nie. - Wydawał się być bardzo rozbawiony.
- Więc, co mam zrobić?
- Jesteśmy w myjni. Umyj mój samochód.

Nastała cisza, bo dosłownie mnie zamurowało. Zaszokowany z trudem wypowiedziałem kolejne słowa.
- Ale jak? Jestem przecież nagi.
- No i co w związku z tym?
Nie odpowiedziałem. Jeśli myślał, że będę mył jego samochód nago, to się grubo mylił.
- Przynajmniej nie zamoczysz swoich ubrań - stwierdził rzeczowym tonem.
- Nie - szepnąłem.
- Nie?
- Nie - dodałem pewniej.
- Skoro nie, to... - podszedł do samochodu i otworzył drzwi od strony kierowcy. Z bocznej kieszeni wyjął krótki bat. Wrócił do mnie i przesunął batem po moim nagim torsie w kierunku brzucha.
- Nie chciałem karać cię w taki sposób, ale skoro nalegasz, to bardzo chętnie cię zleję. Połóż ręce na masce, wypnij tyłek i zaciśnij mocno zęby.

To nie mogło dziać się naprawdę. Miałem wybór, albo raczej nie miałem żadnego wyboru. Albo zgodzę się na umycie samochodu, tak jak mnie Pan Bóg stworzył, albo dostanę lanie. Nie wiedziałem, co było gorsze. Nie zrobiłem nawet jednego kroku.
- Czyżbyś jednak zmienił zdanie? - Uśmiechnął się słodko.
Ten człowiek był skończony draniem. Nie lubiłem bólu i on doskonale o tym wiedział. Ale to mycie było dla mnie tak bardzo upokarzające. Po moim niedawnym podnieceniu nie było już żadnego śladu
- Pozwól, że umyję twój samochód - powiedziałem cicho.
- Coś słabo mnie prosisz. - Nie wierzyłem w to, co teraz słyszałem. Miałem go jeszcze o to prosić? Myliłem się, on nie był draniem. On był zimnym, pozbawionym wszelkich uczuć draniem. No tak, zapomniałem, przecież on chciał usłyszeć coś, co za każdym razem z trudem przechodziło przez moje gardło.
- Panie... - szepnąłem - proszę pozwól, że umyję twój samochód.
- A jeśli to już mnie w tej chwili nie interesuje?
- Proszę pozwól mi... - szepnąłem niemal płaczliwym tonem.
Ten skończony drań robił sobie ze mnie żarty. Patrzył w moim kierunku i uśmiechał się złośliwie.
- Powiedzmy, że mam dzisiaj dobry humor, ponieważ podpisałem świetny kontrakt. Niech ci będzie. Jednak, za tak jawne nieposłuszeństwo...

Z kieszeni spodni wyjął niewielki owalny przedmiot. Patrzyłem na jego wyciągniętą dłoń i zastanawiałem się, co to jest. Nigdy czegoś podobnego nie widziałem.
- Czyżbyś widział ten jakże przyjemny przedmiot dopiero pierwszy raz w życiu?
- Tak.
- Bardzo mnie to cieszy. Włóż go.
- Gdzie? - wypaliłem.
Parsknął śmiechem, słysząc moje pytanie. Przez chwilę śmiał się tak szczerze, że aż było to do niego niepodobne. Po chwili spoważniał.
- Jak to gdzie? W tyłek.
- Co?!
- Jeśli zaraz nie wykonasz mojego polecenia, to zleję cię batem.

Zastanawiałem się, co ten facet był jeszcze w stanie wymyślić. Zauważyłem, że miał niesamowicie bogatą wyobraźnię. Przełknąłem nerwowo ślinę, wziąłem od niego jajko i powiedziałem z ironią w głosie:
- Jak sobie życzysz, Panie.
Odszedł kilka kroków ode mnie i oparł się o jakąś szafkę stojącą w pomieszczeniu myjni.
- Nataniel, zrób to tak, żebym wszystko dobrze widział. Nie śpiesz się.
- Co?! - pisnąłem.
- Aż mnie ręka na ciebie świerzbi. - Uderzył batem o otwartą dłoń. - Zaraz zmienię zdanie. Sam wsadzę ci to jajko w dupę i cię zleję.

Westchnąłem, nie wiem po raz już który tego dnia. Ścisnąłem jajko w dłoni i zastanawiałem się przez chwilę, jak to powinienem zrobić. Wiedziałem jedno, musiało mu się to podobać.
- Nataniel - zawołał - łap.
Rzucił w moim kierunku jakąś buteleczkę. Gdy ją złapałem, zobaczyłem, że to był lubrykant.
- Dobre chociaż i to - mruknąłem do siebie.

Zażenowany podszedłem do samochodu, odwróciłem się tyłem do niego, położyłem ręce na masce i pochyliłem głowę. Po moich policzkach popłynęły zdradzieckie łzy.
- Dlaczego? - szepnąłem tak, żeby mnie nie usłyszał.

W końcu uniosłem nogę do góry i oparłem kolano o maskę samochodu. Nalałem trochę lubrykantu na dłoń i pochyliłem się do przodu. Zacząłem rozciągać się palcami. To było straszne, żenujące i upokarzające. I jeszcze musiałem robić to na jego oczach. Wsuwałem i wysuwałem palce. Na maskę samochodu skapnęły kolejne łzy. Chwilę później wolno zacząłem wsuwać w siebie jajko. Było to dość dziwne uczucie, wprawdzie miałem już w tyłku korek analny, ale to on mi go wsuwał i robił to w innych okolicznościach. Łatwiejsze dla mnie było, gdy to on zmuszał mnie do robienia różnych rzeczy. Wtedy nie miałem nic do powiedzenia i musiałem się jemu poddać. W końcu wsunąłem w siebie jajko.
- Głębiej. Usłyszałem jego głos.
A więc to nie był jeszcze koniec moich upokorzeń.
- Tak, Panie - szepnąłem.
Pchnąłem jajko głębiej i postawiłem nogę z powrotem na ziemi. Obecność obcego ciała czułem przy każdym swoim ruchu. Nie potrafiłem spojrzeć w jego kierunku. To wszystko było takie chore.

Ostatecznie, chcąc nie chcąc, wziąłem lancę i puściłem strumień wody. W pierwszej chwili miałem ochotę to właśnie jego oblać wodą. Na samą myśl lekko uśmiechnąłem się do siebie.
- A tobie, co tak wesoło? - Usłyszałem. - Rusz się, nie mamy całego dnia.

Ciężko westchnąłem i skierowałem strumień wody na samochód. Pomyślałem, że szybko się z tym uporam, wrócę do domu i zamknę się w swoim pokoju. Nie miałem ochoty więcej go dziś oglądać. Starałem się nie myśleć o tym wszystkim i skupić się na fizycznej czynności. Obchodziłem wolno samochód i polewałem go wodą. W pewnym momencie poczułem, że jajko zaczęło wibrować. Zamarłem przez chwilę zaszokowany nieznanym dotąd uczuciem. Wibracje nie były zbyt mocne, ale wyczuwalne. Spojrzałem na niego i zobaczyłem, że w ręku trzymał niewielki przedmiot. Uśmiechał się do mnie przebiegle. To musiał być chyba jakiś pilot do tego jajka.
- Nie przeszkadzaj sobie - powiedział.
Łatwo było mu mówić, bo to nie w jego tyłku jakieś cholerstwo wprawiane było w wibracje.

Obszedłem samochód dookoła i polałem go ze wszystkich stron wodą. Z każdą kolejną minutą wibracje zwiększały swoją intensywność. W pewnym momencie przystanąłem i oparłem się o ścianę pomieszczenia. Woda lała się na podłogę, a ja nie byłem w stanie nic z tym zrobić. W końcu wibracje ustały, a ja po chwili zakręciłem wodę i odłożyłem lancę na jej właściwe miejsce.
- Weź teraz gąbkę i porządnie go wyszoruj.

Nie miałem pojęcia, co on tak naprawdę miał na myśli. Samochód? Czy może raczej mojego stojącego fiuta? Nie wiem w którym momencie jajko zaczęło mnie tak bardzo podniecać. Wziąłem gąbkę, nalałem na nią pierwszego lepszego płynu i zacząłem szorować maskę samochodu. Drań znów włączył wibracje i to od razu na wyższy poziom. Jęknąłem głośno i spojrzałem w jego kierunku. Widziałem, że miał ze mnie niezły ubaw. Podobnie jak poprzednio obchodziłem samochód i szorowałem go z każdej strony. Po chwili uświadomiłem sobie, że nie sprawdziłem dokładnie jakiego szamponu do mycia użyłem. Na półce stało ich kilka, a ja nawet nie spojrzałem na ich etykiety. Jeśli się pomyliłem i lakierowi coś się stanie, to on mnie za to zabije. Zamarłem.

Nagle moim ciałem wstrząsnął dreszcz, jajko zaczęło wibrować chyba na najwyższym poziomie. Krzyknąłem głośno i upuściłem gąbkę. Nieświadomie oparłem się o samochód i zamknąłem oczy. Nie potrafiłem się skupić na tym, co działo się wokoło mnie. Poczułem, jego dłonie na moich biodrach. Przesunął je na moje uda, później dotknął stojącego fiuta. Stał za mną i ocierał się o mnie swoim nagim ciałem. Nie wiedziałem nawet, kiedy zdążył się tak szybko rozebrać. Jakim cudem, przecież nie spuszczałem go z oczu. Jego dłonie w tym momencie były wszędzie: na moich plecach, ramionach, udach, brzuchu, torsie, szyi. Dotykał, masował, muskał... Jego stojący fiut ocierał się w tym czasie o moje wejście, a ja odpływałem.
- Widzisz - szeptał do mojego ucha - granica między upokorzeniem, a pożądaniem jest bardzo cienka. Musisz się jeszcze wiele nauczyć, a ja chętnie ci w tym pomogę.

Nie byłem w stanie sformułować żadnej sensownej odpowiedzi. Jęknąłem cicho i wypchnąłem tyłek w jego kierunku. W tym momencie nic się już dla mnie nie liczyło. Chciałem go tylko poczuć wreszcie w sobie.
- Nagle zrobiłeś się bardzo niecierpliwy. - Czułem jak przesuwał penisem między moimi pośladkami w górę i w dół. - Błagaj.
Jęczałem tylko coraz głośniej, podniecenie dosłownie odbierało mi możliwość trzeźwego myślenia.
- Błagaj - Zaczął mi trzepać, ale nie wszedł we mnie. Droczył się ze mną po raz kolejny. Łamał mnie i na pewno świetnie się przy tym bawił. Mało mnie to teraz obchodziło.
- Błagam... - szepnąłem.
- Głośniej, nie słyszę. - Naparł na mnie i poczułem, że główka jego penisa zaczyna wchodzić do środka. Uczucie rozszerzania za każdym razem było dziwne i trochę nieprzyjemne. Teraz jednak w połączeniu z wibrującym jajkiem i jego dłonią na moim penisie, było fenomenalne.

Położyłem się przodem na masce samochodu, nie zwracając uwagi, że nadal znajdowała się na niej piana. Ukryłem twarz w ramionach i powiedziałem głośniej:
- Błagam... błagam cię...
- O co mnie tak ładnie prosisz?

Przesuwał dłonią po moim kręgosłupie w górę i w dół, drugą dłonią przytrzymywał moje biodro. Gdy jego główka znalazła się we mnie, wypuściłem powietrze z płuc i szepnąłem:
- Panie, proszę zerżnij mnie wreszcie.

Nie miałem pojęcia, skąd w moim słowniku znalazło się to słowo. Chciałem teraz tylko jednego. Chciałem, żeby zaczął mnie posuwać, pieprzyć, ruchać... czy jak to tam się nazywało. Nie musiałem długo czekać, pierwsze pchnięcie... kolejne... kolejne... kolejne... Wolne.. leniwe... penetrujące mnie coraz głębiej i głębiej. Gdy uderzał penisem w jajko, wibracje rozchodziły się jeszcze z większą intensywnością. Chłonąłem to wszystko i odpływałem. Poddawałem się jego rytmowi, jego coraz szybszym ruchom. Z moich ust uwalniały się kolejne niekontrolowane jęki. Bardzo chciałem już wreszcie dojść. Wiedziałem, że to jednak byłoby zbyt proste. Wysunął się ze mnie i znów pogłaskał po plecach. Pociągnął mnie siłą za włosy, przywarłem do jego spoconego i mokrego ciała.
- I jak podoba ci się kara?

Nie odpowiedziałem tylko, nie wiem czemu, ale sam odwróciłem się do niego przodem. Zaśmiał się głośno i popchnął mnie na samochód. Gdy położyłem się na masce, uniósł mi nogi i wszedł jednym brutalnym ruchem. Krzyknąłem głośno i złapałem się za swoje uda. Posuwał mnie mocno i nieomal boleśnie. Ciągle się kontrolował, bo czułem że zmniejszał i zwiększał natężenie wibracji płynących z jajka.
- Masz już dość? - zapytał.
- Tak... - jęknąłem nieomal płaczliwe.

Zaczął mi trzepać, tego dla mnie było już za dużo. Doszedłem z głośnym krzykiem. Wyszedł ze mnie, wyłączył wibracje, wyjął ze mnie jajko i kazał klęknął przed sobą. Nie miałem siły, a on jeszcze chciał, żebym mu obciągnął. Moje policzki płonęły żywym ogniem. Wsunął penisa do moich ust i klepnął mnie delikatnie w policzek. Spojrzałem mu w oczy i zacząłem go pieścić dłonią i językiem. Nie wiem skąd brała się moja odwaga i siła. Lizałem go, wyjmowałem i wkładałem do ust, dłonią pieściłem mu jądra. W końcu doszedł z głośnym westchnieniem. Położył palce pod moją brodą i zmusił mnie, żebym wstał. Gdy to zrobiłem, wsunął język do moich ust i pocałował głęboko. Po chwili odsunął się, a ja z powrotem oparłem się o maskę samochodu. Obszedł samochód i wyjął z bagażnika niedużą torbę sportową. Zastanawiałem się, co było w środku.
- Chodź, umyjemy się.
- Ale gdzie?
- Przecież muszą mieć tutaj prysznice. - Mrugnął do mnie.

Otworzył drzwi, wyjrzał na korytarz i przeszedł szybko do pomieszczenia, które znajdowało się naprzeciwko. Faktycznie były tam prysznice. Gdy wszedłem za nim, zamknął drzwi od środka, otworzył torbę i wyjął z niej ręczniki, ubrania oraz żel pod prysznic. Byłem zaskoczony, okazało się bowiem, że drań wszystko sobie wcześniej zaplanował.
- Zdziwiony? Do każdej kary trzeba się wcześniej przygotować - powiedział rzeczowym tonem.

Wziął mnie za rękę i pociągnął pod prysznic. Umył się szybko i po chwili zaczął mnie myć. Dotykał mnie delikatnie, mydlił moje ciało i spłukiwał powstałą pianę.
- Umiem się umyć - powiedziałem.
- Naprawdę? - Parsknął śmiechem.

Chwilę później wyszliśmy spod prysznica, wytarliśmy się ręcznikami i założyliśmy ubrania, które miał w tobie. Zauważyłem, że to były nowe ubrania, bo miały nieoderwane metki. A więc wszystko kupił, zanim przyjechał po mnie. Na koniec wyjął suszarkę i wysuszył moje długie włosy. Pomyślałem, że znów był dla mnie miły. A może dbał tylko o swoją zabawkę? Nie pytałem. Wróciliśmy do pomieszczenia, gdzie stał samochód, ubraliśmy się w kurtki i wyszliśmy na zewnątrz. Sho zawołał chłopaka z obsługi i odszedł z nim na bok. Widziałem jak dawał mu pieniądze.

Po chwili wrócił z powrotem do mnie i zapytał:
- Głodny? Niedaleko stąd jest całkiem fajna restauracja.
- A samochód?
- Nati, przecież samochód wymaga teraz gruntownego czyszczenia, które potrawa co najmniej godzinę. Idziemy.

Nie czekając na mnie ruszył przed siebie. Zaraz go zresztą dogoniłem. Faktycznie, restauracja była bardzo fajna, kameralna i podawali w niej pyszne jedzenie.

Pomyślałem, że jednak ta kara nie była aż taka zła. Sto razy wolałem taką, niż kolejne lanie po tyłku. Wiedziałem jednak, że jeszcze nie raz będzie bolała mnie dupa i to niekoniecznie od lania. Starałem się odgonić nieprzyjemną myśl, która tkwiła w mojej głowie.

Zabawka. Czy naprawdę byłem tylko i wyłącznie zabawką?

22 komentarze:

  1. i widzisz ...na co to picie bylo
    ehh same problemy
    sho powiinien dac ci zakaz picia
    sho . jakis ty spokojny tam byl
    gratulacje
    hahahaa
    och nati
    w co sie w ty wpakowałeś..
    i jeszcze zatrułes sie
    sho cierpłiwe dał ci pic
    do czasu

    mhhhhhh
    och nati twoje słowa no wiesz
    coś w tym
    prawda zrobiłes to za kase by pomóc
    i tak dalejj

    sho .udaje ze nic nie wie
    herbbatka z miodem. mhhh
    moj nauczuciel raz mi zrobil herbatke z miodem
    ale nie na kaca
    wogle co to kac
    hahaahahhaha
    kara
    hahahahahaa
    sho ta twoja wyobraznia
    jak ją lubie hhahahahahahahaha
    te pomysly
    nic dziwnego ze jestem fanką twoją
    hehehe
    z cb to sadysta ale i tak sie powstrzymujesz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak ty dobrze a nawet bardzo dobrze znasz tego sadystę :3

      Upicie, zatrucie, wybuch - nagrabił sobie chłopak, oj nagrabił. Zasłużył na karę, ale ta kara now była aż taka straszna XD.

      Może sadysta mięknie, a może nie chce tak szybko zepsuć swojej zabawki?

      Znasz zresztą odpowiedź ;-), bo przecież doskonale znasz Sho i co kryje się w jego umyśle :3

      Usuń
    2. no ba
      kogo jak kogo ale sho znam doskonale <33333333
      no ..prawda..kara nie byla straszna
      taka pomysłowa
      sho ma fajne pomyslt
      ayamis przeleciał umysł sho <33

      Usuń
    3. Albo to Sho przejrzał umysł Ayami i wykorzystał kilka jej pomysłów <3<3<3

      Usuń
    4. ciii..
      mój umysł..to nawet akira nie przejrzy
      pewnie sho przejrzał mój notes
      gdzieś go zgubilam niedawno

      Usuń
    5. Możliwe, chociaż wiesz Akira to Akira on wszystko może XD

      Usuń
    6. ayami to ayami...tez moze wszystko

      Usuń
    7. akira to moze mi twarozek robic
      hahahaha
      a sho kawe z mlekiem

      Usuń
    8. Hahahaha powiem im, uważaj, bo może wpadną do ciebie z wizytą XD

      Usuń
    9. A niech wpadają :
      I przyniosą twarożek u kawę
      Ayami

      Usuń
  2. w sumie jakoś wyszło bez rewelacji w tym rozdziale :v w sensie, nic niespodziewanego się tu nie działo. jakby zakończenie tylko paru wątków z poprzednich rozdziałów.

    fajnie, że Sho zajął się Natem i że znalazł wystarczające pokłady cierpliwości do tego

    podobała mi się rozmowa Nata z Adamem, przydała się :)

    wkurzają mnie te wszystkie gadki Sho w trakcje, ale to wszyscy wiedzą :D tak samo jak wszyscy wiedzą, że Kuno je uwielbia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż mogę odpisać, taki był zamysł autora XD.

      Usuń
    2. ...
      Mi się rozdział podobał
      Hardy nie są ważne ani jakieś dziwactwa
      Ayami

      Usuń
  3. Wyobraźnia Yaoi Imperaiva staje się powoli moim prywatnym skarbcem , z którego będzie można kożystać kiedy tylko najdzie mnie na to ochota........mrrrrrr Sho jest taki opiekuńczy ........mrrrrrrrr. Nati ,jak przysłowie pszczół mówi: takie są skutki picia wódki.
    Kara za użycie i nadużycie i tak była mała..... Bo za zanieczyszczenie tapicerki w moim autku tak lekko by nie było.....
    Weny życzy Mefisto

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, kara była powiedziałabym, że może i nieco łagodna, ale z drugiej strony, to nie chciałaby być tak ukarana. Wolałabym jednak chyba lanie XD.
      Aż jestem ciekawa twojej kary <3<3<3

      Sho miewa swoje lepsze chwile, zresztą to coraz bardziej widać. Z drugiej strony trzeba przecież dbać o swoje zabawki, żeby się szybko nie zepsuły :-).

      Nataniel podejrzewam, że teraz szybko się nie upije XD. Bo za recydywę to coś mocniejszego ny pewnie go spotkało :D.

      Dziękuję za wenę :3

      Usuń
  4. Mnie się rozdział bardzo spodobał, chociaż był hm, ciężki? Strasznie trudny i taki "gęsty", zwłaszcza pierwsza połowa. Najbardziej mnie zdenerwowało Natusiowe: zawiodłem go. znowu. oż kurwa mać, no, ty jęczydupo :(
    I widzę, że pojawił się oczekiwany przeze mnie wątek "sho, bądź zimnym draniem, nie bądź dla mnie miły". Biedny Nat. Rozkleił się. Boję się tego, co będzie dalej. Ale ja już pisałam, oni obaj są pierdolnięci. Jednak czekam na przeszłość Sho, bardzo.

    Sho chyba "bardzo powoli" zaczyna się otwierać, bo nie uwierzę, że nagle stał się jeszcze większym chujem i chciał upokorzyć Nata (nie chodzi o sceny seksualne). Bo skoro Nat w przypływie rozpaczy prosił (krzyczał), żeby Sho był zimnym draniem i nie był dla niego miły, a Sho zachowywał się zupełnie odwrotnie (tzn. BYŁ miły), to chyba coś ruszyło.

    Ciekawa jestem, co będzie dalej, bo myślę, że Sho jednak ma jaja, potrzebuje tylko porządnej motywacji :)

    Kara boska, choć mnie trochę odrzuca "karanie" za zwykłe, codzienne sprawy (jak upicie się, pała z matmy czy co tam jeszcze), bo dalej nie wiem, co mają w "umowie" <3 to samo pisałam o Akim i Markusiu. No ale akcja Sho była piękna, bardzo mi się podobała. To jest właśnie to, co ja tam uwiebliam (a Lekś nawet wspomniała wyżej): żadnych hardów, tylko poniżenie, zniewolenie, upokorzenie i złamanie. Kocham, jak seme łamie ukesia <3 Nat pięknie popłynął, był cudowny, uroczy, kochany i podniecony :) Kurczę, aż zacznę trochę lubić Sho, niech opiekuje się Natem. Niech tylko ogarnie swoje schizy (Sho) i może będą z niego ludzie.

    Gadanie, nakręcanie, jajuszko, straszenie bacikiem, piana, gąbka, mycie wozu - to było takie hot, że brak słów. No i potem jeszcze Sho ze sterczącym fiucikiem, który trzepie Natowi, nakręca, ale nie wchodzi. Pięknie go złamał i zmusił, żeby błagał go o rżnięcie. Cieszę się, że pokazał swoją ludzką stronę, nawet jeśli była to strona bezwzględnego domina (no i tutaj sadysty emocjonalnego czy tam psychicznego, czyli to, co kaczuszki lubią najbardziej) :)

    Na pewno będę wracać do tej sceny seksu, jedna z lepszych w Umowie : >

    Tulę cycuchami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, bo ostatnio łapię chwile zwątpienia, czy dobrze piszę.

      Też bardzo lubię to łamanie Nataniela i Sho chyba też to lubi. Opiekował się Natanielem, ale też był taki sadystyczny psychicznie.

      Kara była za to, że Nataniel go nie posłuchał i narobił mu sporo problemów, których chciał uniknąć.

      Nati jeszcze chyba nie jest świadomy tego, że lubi taki seks. Popłynął zarówno wcześniej przy laniu jak i teraz przy poniżeniu. Zresztą Sho Stara się go za każdym razem nakręcić XD.

      W umowie zapewne jest władza absolutna Sho nad Natim :-)

      Usuń
  5. Mrrr... poniżanie psychiczne <3
    Chrystusie... Nat, jak już masz być uroczym mazgajem to miej chociaż jakieś błyskotliwe spostrzeżenia! (Nie jest to uwaga do Ciebie, Imperativo, lecz do postaci)
    Ale WIELKI plus ode mnie za tą scenę pod prysznicem i kolejną! Pure fucking magic ♥ To było takie prawdziwe, nie było siąkania noskiem po kątach, jak bardzo często, niestety, w opkach tego typu.
    To nie jest opko - to jest Opowiadanie ;)
    A ten wpis jest absolutnym mistrzostwem! Wszystko na co czekałem od początku.
    Bardzo ładna jest ta relacja między Akim i Marco - piękniaki c: Nie mam zielonego pojęcia, czemu to słowo mi się nasunęło, nawet nie wiem czy to jest słowo, ale tak mi pasuje xD
    Podoba mi się inwencja twórcza Sho :D Znaczy to nie jest jego pomysł, ale mniejsza... Tylko że jak dla mnie, to trochę za szybko odpuścił, ja tam bym jeszcze Natiego pomęczył... ;) Ale rozumiem, że Nat nie jest jeszcze tak bardzo w tym wszystkim i w ogóle
    Kurczę, Sho, weź się jakoś określ!
    No dobra, w sumie to nie musisz - uwielbiam patrzeć jak krzywdzisz Nata, a on nie potrafi cię rozgryźć :D
    Takie małe kochane pogubione xD i piękniaki! ;D
    Chyba nie muszę podsumowywać?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak poniżenie psychiczne, bo to jest coś co ja wręcz uwielbiam. To powolne łamanie i przekonywanie, że jednak może być fajnie :3

      Nataniel jest słodkim mazgajem, ale nie znaczy, że będzie ciągle płakał po kątach. I jeszcze wywalił Sho z pokoju :3. Chłopak się rozwija.

      Aki i Marco są dla mnie tacy uroczy razem, bo to talię trochę skrajne przeciwieństwa XD.

      Sho pewnie też by go jeszcze pomęczył, ale być może pamiętał o tej scenie pod prysznicem i dlatego mu trochę odpuścił :)

      Sho chyba do końca sam nie wie jaki chciałby być. Ta sytuacja jest dla niego całkowitą nowością.

      Dziękuję za wspaniały i motywujacy komentarz <3<3<3

      Usuń
    2. Cała przyjemność po mojej stronie etc ;)
      Łamanie tak, a co do przekonywanie to nie wiem czy tez, bo szczerze mowiac, wgl o tym nie myślę. Kiedy kogoś łamię to bardziej skupiam się na tym, żeby w końcu coś zrobił, lub powiedział, i jaką przyjemność mi to sprawia - wstyd przyznać, ale nie obchodzi mnie czy to się tej osobie podoba :/ Ale jeszcze nigdy nikt nie miał z tym problemu, zawsze na koniec stwierdzają, że to lubią, więc nie zależy mi, aby im coś udowodnić lub pokazać, sami się prędzej czy później przekonają
      Nie zrozum mnie źle, ja nie mam mu za złe, że jest mazgajem, no, może trochę. Ale nie uważam, ze nim jest, byl tylko w tamtym momencie. Normalnie to wydaje mi sie ze jest silniejszy emocjonalnie od Sho...
      Jak dla mnie tu nie chodzi o przeciwienstwa tylko wlasnie o przeciwienstwo xD tzn o te cechy ktore dziela i o ta chemie ktorej nie dasie opisac - cos jest miedzy nimi i to jest take piekne c:
      A wlasnie - zapomnialem o prysznicu w tamtym momencie, zbyt sexi zeby myslec o takich rzeczach <3

      Usuń
    3. Coś w tym jest co piszesz XD.

      Myślę, że gdyby osobom, które do czegoś zmuszasz (nie do końca odpowiednie słowo) nie podobało się to, to raczej by to przerwały XD.

      Nataniel na pewno nie jest aż tak słaby psychicznie, bo do tej pory jakoś się trzyma.

      Chemia - też się z tym całkowicie zgadzam XD.

      Usuń