WAŻNE INFO:

Obiecuję, jak najszybciej odpowiedzieć na wasze wszystkie komentarze i skomentować blogi, które czytam :D.

KOMENTUJCIE, bo to bardzo motywuje XD.

środa, 25 stycznia 2017

Umowa - Rozdział 28 (Sho)


SHO


To był jeden z tych dni. Dni, w czasie których miałem wszystkiego dość. Roboty, codzienności, koszmarów i wspomnień. Miałem dość swojego popieprzonego życia. Ostatnie tygodnie intensywnej pracy dawały już o sobie znać. Nie mogłem skupić się nad papierami, których stos piętrzył się na biurku. Już dawno powinienem je przejrzeć i podpisać. Miałem to gdzieś. Przez ostatnie kilka godzin nic nie zrobiłem. 


Ostatnio koszmary wróciły do mnie z jeszcze większym natężeniem. Każdej nocy budziłem się i z przerażeniem rozglądałem po pokoju. Dopiero po chwili docierało do mnie, że jestem w swoim domu i jestem bezpieczny. Gdy krzyczałem przez sen, Nataniel tradycyjnie mnie budził. Czasem kazałem mu spać obok mnie. Nie dobierałem się jednak do niego. Chyba potrzebowałem po prosu poczucia bezpieczeństwa i jego bliskości. Nic nie mówił, ale byłem przekonany, że nie był z tego zbytnio zadowolony. Nie dziwiłem mu się, bo ciągle pamiętałem jego ostatni wybuch. Wtedy chyba po raz pierwszy pokazał mi, że tłumił w sobie wszystkie emocje i tak naprawdę nie był, tak opanowany, jak do tej pory myślałem. Cholera jasna, w co ja wciągnąłem tego chłopaka?

Stałem przy oknie i patrzyłem pustym wzrokiem w dal. Najchętniej wszystko bym teraz po prostu pierdolnął. Spojrzałem w dół. Wysoko. Nic dziwnego. Przecież znajdowałem się na ostatnim piętrze biurowca. A może po prostu powinienem otworzyć okno i wyskoczyć? Leciałbym chwilę w powietrzu i wreszcie czułbym się wolny. Nie musiałbym już o niczym myśleć. Bolesne wspomnienia zatarłyby się i przestałyby mieć znaczenie. Po kilkunastu sekundach, może minutach, moje ciało uderzyłoby po prostu o ziemię. Zacisnąłem pięści. Ciężko oddychałem. Było mi źle. Bardzo źle. Miałem ochotę wyć. Czułem się tak, jakby coś rozrywało mnie od środka. Na kawałki. Na strzępy. Obrazy w mojej głowie zaczęły się szybko przesuwać. Lata bólu, poniżenia i strachu. Czułem do niego obrzydzenie. W tej chwili brzydziłem się także siebie. Moje dzieciństwo powinno być inne. 

Czemu właśnie ja? Kurwa, no czemu? 

Uderzyłem pięścią w szybę, na której nie pojawiła się nawet drobna rysa. Hartowane szkło, przecież ja sam wszystko tutaj dobierałem. Po chwili uniosłem dłoń i położyłem ją na klamce otwierającej okno. Przekręciłem ją. Otworzyłem okno i do gabinetu wpadł wiatr. Usłyszałem szelest papierów, które nie oparły się jego sile i prawdopodobnie zostały rozrzucone po moim gabinecie. Przymknąłem oczy i rozkoszowałem się wolnością, która była teraz w moim zasięgu. Położyłem dłonie na parapecie. Właśnie podjąłem ostatnią decyzję w moim życiu. Wystarczył jeden krok i koniec. Koniec, a może początek mojego nowego istnienia. Nie wierzyłem w życie po śmierci. Nie wierzyłem w Boga. Nie wierzyłem w piekło. Nie wierzyłem w nic. Zresztą nie miało to dla mnie większego znaczeniaTo, co się ze mną stanie po mojej śmierci, najmniej mnie teraz interesowało. Miałem nadzieję, że po prostu przestanę istnieć. Uśmiechnąłem się do siebie. W mojej głowie huczało teraz tylko jedno słowo: koniec.

- Koniec - szepnąłem.

Nagle do mojej głowy wdarł się irytujący dźwięk. Zmarszczyłem brwi. Dźwięk dobiegał z kieszeni moich spodni. Zawahałem się. Pierdolić to. Za chwilę ten telefon nie będzie miał już żadnego znaczenia. 

Zamknij się. Nie dzwoń. 

Ale telefon dalej uparcie wygrywał melodię. Jego melodię. Nie chciałem dopuścić do siebie myśli,  kto właśnie do mnie dzwonił. Czemu akurat w tej chwili? W chwili, gdy chciałem wszystko skończyć. Czemu nie zadzwoniłeś za pięć minut? Czemu?! Usłyszałbyś tylko mój zimny głos, nagrany na poczcie głosowej. 

"Po usłyszeniu sygnału, zostaw wiadomość. Oddzwonię."

Ironia losu. Zapewne czekałbyś na mój telefon. Nie doczekałbyś się go jednak. Zmartwiłbyś się? Zatęsknił? Czy raczej ucieszbyś się, że wreszcie jesteś wolny? Boże, którego nie ma, powiedz, czemu nie potrafię usunąć go z mojego życia? Czemu o nim myślę, nawet w tej chwili? Nawet w tych ostatnich sekundach moje myśli gnają do niego. 

Nie masz pojęcia, co zrobiłeś. Zniszczyłeś mój poukładany świat. Wdarłeś się do niego swoją obecnością. A ja? Nie potrafię pozwolić ci odejść. 

Może to jest jedyny sposób, żebyśmy obaj byli wolni? 
  
Dzwonił nadal. Uparcie. Nieprzerwanie. Wdzierał się do mojej głowy. Wytrąc z myśli.

Zamknij się. Zamknij! Zamknij!! Zamknij!!! - krzyczem coraz głośniej. 

W końcu zamilkłem. Po chwili wahania wyjąłem komórkę i odebrałem połączenie. Starałem zachowywać się tak jak zwykle. Przecież byłem zimnym i pozbawionym uczuć draniem.
- Słucham - odezwałem się cicho.
- Przepraszam, że ci przeszkadzam, ale... - Jak zwykle się mnie bał. Jak zwykle bał się, że go ochrzanię za zawracanie mi głowy. Jak zwykle...
- O co chodzi? - zapytałem.
Zapanowała cisza. Gdy zacząłem się już niecierpliwić, usłyszałem:
- Sho, wszystko w porządku? - Ten głos nie był już taki przerażony,  jak kilka sekund wcześniej. 

Czyżbyś wiedział? Ale jak? Niemożliwe.

- Sho? Jesteś tam? - Kolejne pytanie. Nadal spoglądałem przez otwarte okno. Przymknąłem powieki, po moich policzkach popłynęły łzy.
- Jestem - szepnąłem. - Jeszcze jestem.
Chyba udało mi się go oszukać, bo powiedział:
- Przepraszam, pewnie wybierasz się na jakieś ważne spotkanie.
- Nataniel, nie mam czasu. Co się stało? - Starałem się nadać mojemu głosowi normalne brzmienie.
- Czy mógłbym skorzystać z twojej drukarki?
- Drukarki? - powtórzyłem za nim, nie do końca rozumiejąc, co miał na myśli.
- W mojej skończył się tusz.

Uśmiechnąłem się i pomyślałem, że on zawsze potrafił mnie rozbroić. Dzwonił do mnie w tak błahej sprawie. Z drugiej strony postąpił prawidłowo. Nieraz powtarzałem mu, że ma nie dotykać moich rzeczy bez pozwolenia. Natanielu, nie wkurzyłbym się na ciebie za to, że skorzystałeś z mojej drukarki. Jednak on tego nie wiedział. Wolał się upewnić. Powiedziałem:   
- Zgadzam się. Podepnij laptopa pod drukarkę w gabinecie, sama się zainstaluje. Wymienię tusze w twojej, jak wrócę.
- Dziękuję. 
Już chciałem się rozłączyć, gdy znów usłyszałem jego głos:
- Na pewno wszystko w porządku?
- Tak - kłamałem.
- To ja już ci nie przeszkadzam. O której wrócisz?
- Tak jak zwykle.
- To... do zobaczenia.
W słuchawce usłyszałem dźwięk przerwanego połączenia. Stałem przez chwilę i bezmyślnie patrzyłem na telefon. Nati, nie masz pojęcia, co właśnie zrobiłeś. 

Znów popatrzyłem przez otwarte okno.

Po chwili do pokoju wpadł Marco. Za nim podążała moja sekretarka i coś wrzeszczała. Bała się, że ochrzanię ją za to, że go wpuściła. Zapowiedziałem jej rano, że nie ma mnie dla nikogo. Nawet dla niego. Ale Marco, to był Marco. Mało go obchodziło, co mówiłem. Nie, tak naprawdę przez całe moje życie to właśnie jego najbardziej obchodziło to, co mówiłem. Zawsze był obok mnie. Po prostu był. Jednak dziś chciałem być sam. Czy nie potrafił po prostu tego uszanować? Ten jeden jedyny raz?

Gdy zobaczyli, jak wyglądał gabinet, oboje zamarli. Stałem do nich tyłem i nie wydzieli wyrazu mojej twarzy.
- Wynocha. Oboje - powiedziałem.
Dziewczyna słysząc mój ton, szybko wyszła i zamknęła za sobą drzwi. Marco został. Usłyszałem, jak podszedł do mnie. Stanął za mną i położył dłoń na moim ramieniu.
- W porządku? - zapytał.
- Nie - powiedziałem cicho.
- Wiesz, że zawsze możesz ze mną pogadać.
- Nie chcę.
Po chwili podszedł do okna i je zamknął. Odwrócił się i popatrzył na mnie smutnym wzrokiem.
- Czemu nie chcesz dać sobie pomóc?
- Nic ani nikt mi nie pomoże.
- Skąd wiesz?
- Marco, nie mam ochoty się z tobą kłócić. Nie w tej chwili. Jeśli chcesz grać dobrego przyjaciela, to po prostu się zamknij.

Nie odezwał się, ale został ze mną. Nie wiem ile czasu stałem i bezmyślnie gapiłem się w okno. Marco stał obok i nadal się nie odzywał. W końcu powiedział:
- Pomyślałeś chociaż trochę o Natanielu?
- Nataniel nie ma nic do tego. 
- Co z jego matką? Co ze studiami?
- Wszystko jest już od dawna załatwione.
- Co masz na myśli?
- Sfinansowałem pełne koszty jej leczenia. Nawet na wszelki wypadek wpłaciłem więcej pieniędzy, gdyby wystąpiły jakieś komplikacje. W przypadku mojej śmierci wszystkie pieniądze, zgromadzone na moim rachunku bankowym, zostaną przelane na jego konto. Będzie mógł dowolnie nimi rozporządzać.
- A firma? 
- Nie wysilaj się. Wiem o co ci chodzi.
- Tak? Oświeć mnie.
- Chcesz odwrócić moją uwagę.
- Zgadza się. I jak mi idzie?
- Słabo. - Uśmiechnąłem się smutno.

Odwróciłem się, popatrzyłem na swój gabinet i pokręciłem głową. Panowało w nim istne pobojowisko. Papiery leżały dosłownie wszędzie. Potrzeba będzie kilka godzin, żeby je pozbierać i uporządkować.
- Jedź do domu - powiedział Marco. - Najlepiej metrem.
- Zabawne.
- Wcale nie. Jeszcze znów przyjdą ci jakieś głupoty do głowy i rozbijesz się samochodem. Nie mam zamiaru mieć cię na sumieniu. 
- Nigdzie nie idę. Musze to uporządkować.
- Ja to zrobię. Spadaj.
- Jak ty się odzywasz do swojego przełożonego?
- Nie rozmawiam teraz ze swoim przełożonym, ale z najlepszym przyjacielem.
Spojrzałem na niego. Popatrzył w moje oczy i powiedział:
- Jedź do domu. 
- Może masz rację - powiedziałem cicho.
- Tylko nie rób nic głupiego i nie wyżywaj się na Natanielu.
Uniosłem ze zdziwieniem brew.
- A co ty jesteś taki troskliwy?
- Ten chłopak po prostu nie zasługuje na to. Sho, to on do mnie zadzwonił i powiedział, że dzieje się z tobą coś dziwnego. Błagał mnie, żebym do ciebie przyszedł i sprawdził, czy wszystko jest w porządku. Chociaż tego nigdy nie powiedział, to uważam, że zależy mu na tobie.
- To tylko umowa.
- Mylisz się.
- Nie sądzę.
- Czemu obaj jesteście tacy uparci? Co musi się jeszcze wydarzyć, żebyście wreszcie ze sobą szczerze porozmawiali?
Nie odezwałem się, podszedłem do jednej z szaf, wyjąłem z niej płaszcz i założyłem.
- Jadę do domu - powiedziałem.
- Kluczyki.
- Co?
- Oddawaj.
Z westchnieniem wsadziłem rękę do kieszeni, wyjąłem kluczyki od samochodu i rzuciłem je w jego kierunku. Zręcznie złapał je w powietrzu i ze słodkim uśmiechem stwierdził:
- Aki, nie uwierzy, jak mu powiem, że wracam do domu twoją furą.
- Zabiję cię za to, wiesz?
- Jeszcze parę minut temu sam chciałeś się zabić. Nie wkurzaj mnie.

Nic mu nie odpowiedziałem. Przecież to była prawda. W tamtym momencie chciałem skoczyć. Przed samobójstwem powstrzymał mnie telefon, który odebrałem od Nataniela. Wcześniej już kilkakrotnie próbowałem się zabić. Ale było to kilka lat temu. Od dawna nie miałem myśli samobójczych. Czemu więc tak nagle się pojawiły? Odpowiedź była prosta. Tłumiłem wszystko w sobie. Nie pozwalałem sobie na żaden upust emocji. Do niedawna wyładowywałem się podczas sesji bdsm. Teraz tego nie robiłem, bo Nataniel nie był jeszcze gotowy na ostrzejsze zabawy. Od kiedy zamieszkał w moim domu, z nikim innym się nie spotykałem. Nie chciałem. Ostatnio mu nawet trochę odpuściłem, bo ciągle uczył się do egzaminów. Bez trudu mogłem załatwić mu ich zdanie na najwyższych notach. Jednak postanowiłem tego nie robić. Trochę poznałem Nataniela w czasie, gdy ze mną mieszkał. Wiedziałem, że jest zbyt dumny, żeby uciekać się do łapówek i miałby do mnie o to duży żal. 

Zostawiłem Marka zajętego porządkowaniem papierów i wyszedłem z biura. Gdy przychodziłem obok sekretarki, powiedziałem:
- Odwołaj wszystkie zaplanowane spotkania. Wychodzę
- Ale... - zaczęła.
- Kurwa, czy ty nie rozumiesz, co do ciebie mówię?! Odwołaj je!
- Daj spokój, zajmę się dzisiaj wszystkim. Jedź już do domu - powiedział Marco wychodząc z gabinetu.

Nic nie powiedziałem, tylko ruszyłem w kierunku windy. Po drodze wszedłem jeszcze do biura odpowiedzialnego za zaopatrzenie. Wziąłem tonery do drukarki i po chwili opuściłem budynek. Oczywiście nie wróciłem do domu metrem. Wsiadłem do pierwszej lepszej taksówki i podałem kierowcy adres. Po chwili taksówka zatrzymała się przed moim osiedlem. Zapłaciłem kierowcy, nawet dałem mu spory napiwek. Przeszedłem obok zdziwionego moim widokiem ochroniarza i wszedłem do budynku. Gdy jechałem windą na górę, pomyślałem, że nawet nie zadzwoniłem do Nataniela, że będę wcześniej. 

Wszedłem cicho do mieszkania, rzuciłem po drodze tonery na ławę, wyjąłem fajki z kieszeni i poszedłem zapalić na balkon. Stałem tam przez dłuższą chwilę i patrzyłem na morze. Dzisiaj chyba było wzburzone, podobnie zresztą jak ja. Zaczął padać śnieg. Po chwili wróciłem do mieszkania. W drodze do gabinetu zrzuciłem z siebie płaszcz, który wylądował na podłodze. Na biurku stał laptop Nataniela, obok leżały kolorowe wydruki. Usiadłem w fotelu. Otworzyłem ostatnią szufladę biurka i odszukałem stary dziennik. Nie wiem czemu, to zrobiłem. Zakończyłem go zapisywać tamtego dnia, gdy stałem na plaży i byłem wreszcie wolny. Później kilka razy go otwierałem i próbowałem coś pisać, ale nigdy tego ostatecznie nie robiłem. Chyba po prostu miałem nadzieję, że zamknąłem tamten rozdział mojego życia. Zacząłem przeglądać kolejne kartki. Każdy bez trudu poznałby, że pierwsze strony zapisywała dziecięca rączka. W wielu miejscach tusz był rozmazany. Łzy, które kapały na kartkę go rozmazywały. Kolejne strony były jedynymi świadkami upływających dni, miesięcy, lat. Charakter pism zmieniał się, podobnie jak osoba, która to pisała. Ostatniego wpisu dokonałem w wieku 16 lat. Byłem wtedy już prawie dorosły. Na ostatniej stronie przeczytałem: WRESZCIE JESTEM WOLNY. Nie wiedziałem wtedy, że tak naprawdę nigdy nie będę wolny. Wstałem i wyszedłem z gabinetu. Schowałem płaszcz, wziąłem tonery i poszedłem na górę. Nataniela nigdzie nie było, więc pewnie pojechał do szpitala do matki. Szczerze mówiąc, to zazdrościłem mu tego, że miał matkę. Ja swojej nie miałem.  
 
Wszedłem do pokoju Nataniela, w którym wszędzie rozłożone były notatki. Szybko wymieniłem tusze w jego drukarce. Chyba usłyszałem dźwięk otwieranych drzwi. Pomyślałem, że pewnie wrócił do domu. Gdy zszedłem z powrotem na dół, Nataniela nigdzie nie było. Dziwne. Ruszyłem w kierunku gabinetu i zobaczyłem, że drzwi, były lekko uchylone. Zmarszczyłem brwi, bo byłem przekonany, że jak wychodziłem, to zamknąłem je za sobą. Wszedłem do środka i zobaczyłem Nataniela, który siedział przy moim biurku. Przeglądał kolejne strony mojego dziennika, którego nie schowałem. Czułem jak krew odpłynęła z mojej twarzy. Byłem wkurwiony. Bardziej na siebie niż na niego.

Uniósł głowę i zobaczyłem, że po policzkach płynęły mu łzy. Patrzył na mnie smutnym wzrokiem.
- Czy to prawda? - zapytał.
- Pytasz się czy mój własny ojciec znęcał się nade mną i mnie pierdolił? - zapytałem zimnym głosem.
Nataniel się nie odezwał, tylko wstał zza biurka i podszedł do mnie.
- Tak było. Wynoś się.
- Nie - powiedział cicho.
Objął mnie ramionami i przytulił się do mnie. Zamarłem. Co on sobie wyobrażał? Że tak po prostu odwzajemnię jego dotyk i od teraz wszystko będzie idealnie?
- Puść mnie - wysyczałem.
- Nie - szepnął.
Próbowałem go od siebie odepchnąć, ale trzymał mnie mocno. Zastanawiałem się, skąd on miał aż tyle siły?
- Nataniel. Pożałujesz - powiedziałem.
- Wiem.
- Czemu to robisz?
- Bo tego potrzebujesz.
- Skąd ty to możesz wiedzieć? Nie znasz mnie.
- Po prostu wiem.   
Nie wiem czemu, ale objąłem go i wtuliłem twarz w jego włosy. Złamał mnie. Tak po prostu mnie złamał. Wystarczyła tylko jego obecność, dotyk i zaledwie kilka wypowiedzianych słów. Staliśmy tak przez dłuższą chwilę. Wszystko wokół nas przestało mieć jakiekolwiek znaczenie. 

Po kilku minutach wróciła mi trzeźwość umysłu. Odsunąłem się od niego, podszedłem do biurka, wziąłem dziennik i wrzuciłem go z powrotem do ostatniej szuflady.
- Nigdy więcej nie grzeb w moich rzeczach - powiedziałem.
- Przepraszam.  
- Ostrzegałem cię. Idź na górę i przygotuj się.
- Jak sobie życzysz, Panie - powiedział cicho i wyszedł z pokoju. 
 
Obiecałem dzisiaj Marco, że nie będę wyżywał się na Natanielu. Uśmiechnąłem się złośliwie i pomyślałem, że to nie będzie wyżywanie się, tylko karanie za kolejne nieposłuszeństwo. Nataniel doskonale wiedział, jakie zasady panowały w moim domu. Złamał je po raz kolejny. I właśnie za to spotka go zasłużona kara.

Wszedłem do naszego specjalnego pokoju. Nataniel klęczał nagi przy samym wejściu. Miał spuszczoną głową. Na szyi połyskiwał niebieski klejnot, zawieszony na jego obroży. Nataniel wyglądał fenomenalnie. Skromny, pogodzony ze swoim losem, uległy. Tylko czemu czułem się jak skończony drań? Kurwa. Znowu. Za każdym razem, jak chcę się z nim ostrzej zabawić, czuję się jak skończony idiota. Ja pierdolę.  

Podszedłem do niego i odezwałem się zimnym głosem:
- Popatrz na mnie.
Gdy uniósł głowę, zobaczyłem, że miał zapłakaną twarz.
- Myślisz, że twoje łzy ci w czymś pomogą?
- Nie, Panie - odpowiedział.
- Nie obchodzi mnie to, co teraz czujesz. Zasady to zasady. Nie raz powtarzałem ci, że nie masz prawa grzebać w moich rzeczach.
- Tak, Panie.
- Nie zamierzasz się bronić?
- Nie. Mam tylko prośbę.
- Prośbę? Nie masz żadnego prawa o cokolwiek mnie prosić.
- Przepraszam, Panie.
- Słucham. Jaka jest ta twoja prośba?
- Nie krzywdź mnie mocno.
- Dlaczego mam być dla ciebie łaskawy?
- Bo jutro zaczynają się egzaminy. Nie będę w stanie na nie iść.

Ja pierdolę. Zapomniałem, że jutro zaczynała się jego sesja egzaminacyjna. Kurwa. Po prostu genialnie. Co ja miałem niby teraz zrobić? Nie mogłem go zerżnąć tak, jak sobie to zaplanowałem i tak, jak dziś tego potrzebowałem. To miała być długa sesja. Coś czego jeszcze Nataniel nie próbował. Ale nie w takiej sytuacji. 
- Wynoś się - powiedziałem.
- Ale?
- Słyszałeś. Nie myśl jednak, że kara cię minie. Odwlecze się tylko do czasu, aż skończy się sesja egzaminacyjna. I dobrze ci radzę. Masz ją zdać. Wynocha.

Nataniel po chwili wahania wstał i wyszedł z pokoju. A mnie dosłownie nosiło. Gdybym nie zostawił samochodu Markowi, pewnie wsiadłbym teraz do niego i pognał prosto przed siebie. Może to by mnie trochę uspokoiło. A może po prostu bym się zabił. 


Noc. Koszmary. Krzyk.
Nataniel. Przyszedł. Obudził mnie. Przytulił. Został. 
Nie wypędziłem go. Chciałem, żeby ze mną został. Jeszcze ten jeden raz. 

Rano. Wszystko wróciło do punktu wyjścia. 

18 komentarzy:

  1. Szkoda mi Sho. Obudził we mnie współczucie.........
    Szkoda mi Sho......
    Pozdrawia
    Mefisto

    OdpowiedzUsuń
  2. Może teraz wszyscy łaskawiej na niego spojrzą.

    OdpowiedzUsuń
  3. jakoś tak dziwnie mi się czytało ten początek, nie mogłam się odnaleźć. wiem, że Sho ma problemy ze sobą i ze swoją przeszłością, ale to było jakieś takie... dziwne? niespodziewane?

    Nataniel uratował mu życie, nawet o tym nie wiedząc :) takie sytuacje są najpiękniejsze :)

    już nie wspominając o tym, że potem Nat dał znać Markowi - przecież nie musiał. przecież byłoby mu na rękę się go pozbyć, tylko że sam wcale tego nie chce - obydwaj oszukują siebie i wystarczyłoby odrobinę uwagi ze strony siebie nawzajem, żeby zobaczyli, że temu drugiemu zależy. bo znaków mają naprawdę dużo, ale oni nawet Marca nie słuchają :/

    a Nataniel jest niemożliwy - tu pytał czy może skorzystać z drukarki, a tu sam się dobrał do dziennika xD

    poza tym, dobrze, że Sho przyznał Marcowi, że już ogarnął wszystko dla Nataniela. chociaż Marco powinien o tym wiedzieć :)

    a Nataniel i Sho są siebie warci :v

    przeszłość Sho - w sumie to dokładnie tego się domyślałam. i jestem pod wrażeniem zachowania Nataniela - że był dość silny i uparty, żeby nie dać się odrzucić. i wcale nie robił tego dla siebie

    jeśli Sho czuł się jak drań, to już jest progres. coś do niego dociera

    dobrze postąpił, rezygnując z kary, skoro Nat ma sesję :) jestem z niego dumna

    a jeszcze wracając - nie dziwię się, że Nat nie był zachwycony tym, co się działo. ma całkowite prawo być zagubiony, załamany, mieć dość. z drugiej strony mimo wszystko znajduje w sobie dość sił, żeby zaopiekować się (bo tak naprawdę przecież właśnie to robi) Sho, kiedy ma koszmary. przychodzi do niego, śpi z nim, uspokaja

    Sho nie potrafi pokazać po sobie, że to docenia, chociaż przecież docenia. tylko Nataniel musi zobaczyć, że tak właśnie funkcjonuje Sho, musi go przejrzeć, musi zacząć słuchać w końcu Marca, bo to on jest tym, który może mu pomóc. i w dodatku chyba jedyną osobą, która wie, jak się za to zabrać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje się, że Sho jest zawsze wręcz nieludzko opanowany. Okazało się właśnie, że taki do końca nie jest. Czasem wszystkie tłumione w nim emocje, biorą nad nim górę.

      Tak, Nataniel uratował mu życie. Czuł, że coś jest nie w porządku. Dlatego też poprosił Marco, żeby ten sprawdził, co się dzieje.

      Oni ciągle wracają w swoich rozmyślaniach do "Umowy". Wszystko analizują przez pryzmat tego głupiego papierka.

      Nataniel nie potrafił oprzeć się pokusie zobaczenia, co to był za dziennik. Bo on z jednej strony się boi Sho, ale z drugiej i tak wiele rzeczy robi po swojemu.

      Marco chciał go zagadać i odwrócić uwagę od tego, co Sho planował zrobić. Zresztą Marco doskonale wiedział w jakim stanie znalazł się Sho, bo był świadkiem poprzednich prób samobójczych.

      Tak, Sho i Nataniel są siebie warci. Żaden nie chce podjąć tematu swoich własnych uczuć. Na pewno szczera rozmowa wiele by im dała.

      Nataniel po raz kolejny pokazał, że łączy go ze Sho nie tylko "Umowa". Z tej dwójki on jest bardziej świadomy swoich uczuć.

      Sho od jakiegoś czasu zaczyna się minimalnie zmieniać. Chociaż do Nataniela od samego początku miał słabość.

      Sho zrezygnował z kary w tym momencie, bo wiedział, jak bardzo Natanielowi zależało na studiach.

      Tak, to Nataniel, wbrew pozorom, jest silniejszy psychicznie. Sho niemal ciągle go odtrąca i pokazuje jakim jest draniem, ale Nataniel mimo że go to boli, to i tak zachowuje się tak jak zachowuje. Jest po prostu obok niego, zawsze gdy Sho go potrzebuje.

      Podejrzewam, że Nataniel w końcu to zrozumie.





      Usuń
    2. widzę właśnie, że to robią. i Marco powinien im obydwu przywalić w łeb

      widzę, że robi po swojemu i że nie słucha. i to jest w sumie strasznie głupie z jego strony :v
      że nie mógł oprzeć się pokusie - trochę to rozumiem

      dobrze, że on ma tego Marca

      nie wiem, czy jest bardziej świadom. chyba tak naprawdę obaj są świadomi, tylko odgradzają się od tego

      wiem, że właśnie dlatego zrezygnował :) i dobrze zrobił

      Usuń
    3. Musze mu to podpowiedzieć :3. Niech obu przywali XD.

      Chyba ,asz racje, obaj się za bardzo odgradzają. Może po prostu każdy z nich boi się odrzucenia.

      Usuń
  4. A więc był w dzieciństwie bity? Molestowany?
    Ech... czemu taki ważny rozdział przychodzi jak nie mam czasu na komentarz?
    Na razoe poeiem tylko, że nigdy nie nie lubiłem Sho, i to nie dlatego, że miał za sobą straszną przeszłośç i się litowałem -to tylko w ramach sprostowania, bo bardzo nie lubię ludzi którzy kompletnie zmieniają o kimś opinię, bo nagle dowiadują się o czymś takim.
    Rozdział był fenomenalny! Obiecuję go skomentować trochę lepiej wkrótce ;)
    Podziw! Ukłony! Oklaski!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z niecierpliwością czekam na twój trochę dłuższy komentarz XD.

      Mówiąc szczerze, to moim ulubionym bohaterem jest właśnie Sho. Tak było od samego początku tego opowiadania.

      Usuń
  5. Ta wstępna scena z oknem i myślami Sho – normalnie on jest tak cudownie popieprzony ,że aż nie wiem, co napisać :D bo niby taki chuj, drań, nienawidziłam go, ale właśnie przez tę przeszłość zaczęłam go trochę lubić :(

    No i niezwykle lubię jego narrację – jest taka inna :3

    Nie masz pojęcia, co zrobiłeś. Zniszczyłeś mój poukładany świat. Wdarłeś się do niego swoją obecnością. A ja? Nie potrafię pozwolić ci odejść. - ty skurwysynu :( hipokryzja level milion wrrrrrrr

    Po chwili wahania wyjąłem komórkę i odebrałem połączenie. Starałem zachowywać się tak jak zwykle – no bo jednak Sho to jest Sho, nawet jeśli chwilę temu miał popełnić samobójstwo. Jednak widać, jak bardzo cierpi w środku, może życie mu zbrzydło naprawdę. Marco chyba kiedyś pisał, że Sho nie poszedłby na terapię, ale ja jestem pewna, że on by chciał to zrobić, tylko uważa, że mu nie przystoi, bo to niemęskie albo coś.

    O właśnie, bo Marco to jest Marco <3
    Lubię ich przekomarzanie się i mądre rozmowy <3

    Natanielu, ty aniele, uratowałeś Shosia, a potem przyszedł Marco i ci pomógl <3

    - Nie wysilaj się. Wiem o co ci chodzi.
    - Tak? Oświeć mnie.
    - Chcesz odwrócić moją uwagę.
    - Zgadza się. I jak mi idzie?
    Słabo

    noooo, Marek taki psycholog, wie, co robić ;)

    Ale szok, że Sho tak postąpił z kasą. Trochę trąci desperacją, ale może on uważa, że nie ma już nic do stracenia.

    Nie rozmawiam teraz ze swoim przełożonym, ale z najlepszym przyjacielem. - a to jest trudny przypadek, bo wiem coś o tym :D
    Ale... - zaczęła.
    - Kurwa, czy ty nie rozumiesz, co do ciebie mówię?! Odwołaj je! - masz minusa, Sho.

    Cholera, już wcześniej myślał kilkakrotnie o samobóstwie :(
    Przeszedłem obok zdziwionego moim widokiem ochroniarza i wszedłem do budynku. - chcę zobaczyć minę ochroniarza!

    To fajnie, że Shoś pisał pamiętnik, w sumie całkiem logiczne :) już chciałam opieprzyć Nata za to czytanie, ale przypomniał mi się Kaien czytający dziennik Kota i wybaczyłam Natanielowi <3

    Ja myślę, że Sho chciał odepchnąć Nataniela, bo czuł się zbyt dumny. Było mu głupio, pewnie czuł się poniżony (że Nat to przeczytał i chciał go pocieszyć), dlatego tak zareagował. Ale dobrze, że w kóńcu dał się wytulać <3

    Bo jutro zaczynają się egzaminy. Nie będę w stanie na nie iść. <3 <3 boże BOŻE BOŻE jaki słodziaczek <3

    NO WIĘC:
    1. tak się cieszę, że poznaliśmy demony przeszłości Sho.
    2. Fajnie,że Nataniel jednak zerknął na te zapiski, bo inaczej pewnie nigdy by się nie dowiedział (Sho by mu nie powiedział).
    3. Podobał mi się wstęp, był taki trochę inny, kosmiczny, Sho wydawał mi się złamany, pogodzony z losem, miał chyba taką chwilę słabości, skoro sam się potem dziwił, że pomyślał o samobóstwie.
    4. Nataniel, który nie wiedząc o tym uratował mu życie (Sho by skoczył? Tak pytam z ciekawości, bo na razie ma bardzo niejednolity charakter, śmierdzi mi jakimś pięknym zaburzeniem osobowości z wiki, a może nawet kilkoma <3)
    5. Cieszę się, że Sho nie wyżył się na Natanielu, Fajnie, że go nie zlał, nie wsadził pięści w tyłek ani nic. Będzie mógł to zrobić innym razem <3 taka „kara”, może wtedy będzie delikatniejszy, bo teraz był zbyt nabuzowany. Marco jednak tak dobrze go zna.
    6. Kocham ich przyjaźń (Sho x Marco).
    7. Czekam na TE demony przeszłości.

    Tulam, ściskam i co tam jeszczę – wenę przesyłam <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Boże, ja jestem z siebie dumna, że nigdy nie sprawdzam na początku tagów :D bo to takie spojlery, że hej :D

      Zapomniałam napisać - cudowny rozdział, bezseksowy <3

      Usuń
  6. Sho ma problemy, które dusi w sobie. Uważa, że nie może pokazać swoich słabości na zewnątrz. Nawet sam myśli o sobie, że jest popieprzonym draniem i sadystą.

    Sho ciągle stara się nie dopuścić do siebie, że zależy mu na Natanielu. Przecież on nie wierzy w miłość.

    Wątpliwe, żeby Sho poszedł na terapię. Sadzę nawet, że prędzej by się zabił.

    Tak, Nataniel go uratował.

    Tak, Sho uważa, że nie ma nic do stracenia.

    Sho jest trudnym szefem, niestety.

    Tak, myślał i próbował nawet popełnić samobójstwo. Na pewno o tym jeszcze będzie.

    Ochroniarz był mocno zdziwiony, bo Sho przecież zawsze jeździ swoim samochodem.

    Nat nie mógł się oprzeć pokusie. Nie przeczytał dużo, bardziej przekartkował.

    Z tym odepchnięciem na pewno masz rację. Sho nadal nie chce pokazać, że jest taki jak inni i ma swoje lepsze i gorsze dni. Zawsze stara się grać, nawet przed Markiem, tylko że on go bardzo dobrze zna i nie daje się na to nabrać. Myślę, że Nataniel też nauczy się tego.

    Czemu Nataniel był taki pogodzony ze swoim losem (kara, będzie w jego notce.

    Na pewno Sho kiedyś otworzy się przed Natanielem, bo raczej Marco nie powie nic Natanielowi.

    Sho naprawdę chciał ze sobą skończyć. Do tej pory wyładowywał się na sesjach, a teraz nie może.

    Gdyby teraz Sho karał teraz Nataniela, na pewno kara byłaby ostra i chłopak nie dałby rady iść na egzaminy. Kara go nie minie, ale Sho znów będzie panował nad sobą tak, żeby go nie skrzywdzić.

    Sho traktuje Marka nieomal jak brata (gdzieś o tym było).

    Demony przeszłości na pewni będą.

    Rozdział bezseksowy, ponieważ takie też są potrzebne.

    Za wenę pięknie dziękuję <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak myślałam z tymi demonami Sho i ogólnie jego podejściem do tematu. Szkoda, że wątpisz, czy poszedłby na terapię, może kiedyś? Jak się otworzy przed Natanielem? Bo jak nie, to do końca życia będzie takim neurotycznym skurwysynem, nawet jeśli Nat jest jego aniołem i ma na niego pozytywny wpływ. No ale ludzie z otoczenia Sho przecież tez cierpią :( nie lubię strasznie takich osób jak Sho w zyciu. W opo już może być :3

      Usuń
    2. Pożyjemy, zobaczymy. Może coś się wydarzy, że jednak on pójdzie na terapię :D

      Usuń
  7. Biedactwo sho
    Chodź do ayamisia
    Przytule cie
    Takie smutne życie mniales :(
    Tulii
    Dobrze ze masz Marco :)
    Nati nati nie ładnie grzebać w czyichś
    Rzeczach
    Ojj nie ładnie
    Udusilam bym odrazu cie
    Sho :(
    Smutne to :(
    Nati ehh ty to zawsze
    A po tem kara hahahaha
    Ayamij

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kara musi być. Na pewno nieco lżejsza niż gdyby od razu miała być.

      No cóż, Nati nie oparł się pokusie.

      Usuń
    2. ja bym odrazu za okno wyrzuciła..hahahaha :)
      ..ciekawe co tam sho wymysli
      te jego szalone pomysly

      Usuń
  8. Nie Sho! Nie rób tego! Jeszcze raz będziesz miał takie myśli to osobiście cię zleję Shosiuńku (nie pytaj xD)
    Może i masz okropną przeszłość, ale właśnie dlatego powinieneś pokazać jaki jesteś silny i idź w końcu na tą pieprzoną terapię!

    To jak Nati go nieświadomie go uratował było takie piękne <3

    Też chce poczytać jego pamiętnik... Chociaż 1 kartkę (wcale cię nie podpuszczam, że byś napisała rozdział w takim stylu... Nie robię nic takiego... Naprawdę)

    Już nie mogę się doczekać jaką karę przygotuje Sho dla Nata <3

    Przepraszam, że piszę ten komentarz tak późno :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawy pomysł z tym pamiętnikiem, może go wykorzystam. Poważnie o tym teraz myślę.

      Kara na pewno będzie nieco lżejsza niż ta, którą by Nati dostał teraz. Pewnie Sho dałby mu ostro popalić XD.

      Sho pewnie jeszcze nie raz będzie miał takie myśli. Czy pójdzie na terapię? Na razie nie matakiej siły, która by go do tego zmusiła.

      Usuń