WAŻNE INFO:

Obiecuję, jak najszybciej odpowiedzieć na wasze wszystkie komentarze i skomentować blogi, które czytam :D.

KOMENTUJCIE, bo to bardzo motywuje XD.

środa, 11 stycznia 2017

Zemsta - Rozdział 2 (Yuki)

 YUKI



Wszystko działo się w zastraszająco szybkim tempie. Wyprowadzili mnie z sali, w której odbywała się aukcja. Dostałem zaledwie pięć minut na ubranie się i zabranie swoich rzeczy. Rzeczy, też coś. Moim jedynym majątkiem była niewielka torba sportowa, w której miałem jakieś ubrania na zmianę, kurtkę, buty i przybory toaletowe. Gdy byłem już gotowy, bez żadnego słowa wyjaśnienia, wykręcili moje ręce i skuli je na plecach. Po chwili ktoś zasłonił czarną opaską moje oczy. Otaczający świat okryła całkowita ciemność. Ktoś popchnął mnie brutalnie do przodu. Nagle niepokojące myśli przeleciały mi przez głowę. A jeśli to nie on mnie kupił? Zdenerwowany odezwałem się:
- Gdzie mnie prowadzicie?! Kto mnie kupił?! 
Odpowiedziała mi kompletna cisza. Wkurzyłem się, bo nie mógł mnie kupić nikt inny tylko Akira. Jeśli było inaczej, to musiałem, jak najszybciej uciec.
- Kto mnie kupił - krzyknąłem - Akira?! Czy był to Akira?!


Ktoś przywalił mi w brzuch. Kurwa, ile razy dziś jeszcze oberwę? Odebrało mi oddech i padłem na ziemię. Na aukcji byłem twardy, bo wiedziałem, że tylko tym mogłem zwrócić na siebie jego uwagę. Teraz adrenalina mnie opuściła i odezwały się we mnie wszystkie poprzednie bezsenne noce i dnie pełne ciągłych upokorzeń. Ktoś poderwał mnie do góry i uderzył w twarz. W ustach poczułem metaliczny posmak krwi. Pięknie, jeśli mnie tutaj skatują, to na pewno już do niego nie trafię. Byłem wkurwiony.
- Przestań, on cię zabije, jeśli za bardzo go uszkodzisz.
- Racja. Tylko on może krzywdzić swoich niewolników, chyba że wyda stosowne pozwolenie.

On - kołatało w mojej głowie - czyli kto? Kim był ten on? Czy to był Akira? Nie ważne kim był ten ktoś, ważne było to, że ewidentnie się go bali. To była cenna informacja, którą musiałem zapamiętać. 

Po chwili poczułem na twarzy powiew zimnego powietrza. Oznaczało to, że wyprowadzili mnie na zewnątrz. Gdzie mnie prowadzili? Niestety z ich rozmów nie byłem w stanie tego wywnioskować. 
- Ciekawe, jak długo chłopak wytrzyma?
- Sądząc po jego bezczelności, to raczej niezbyt długo. On pewnie zabawi się z nim i szybko pozbędzie.
- Może się założymy? Stawiam pięćset euro, że nie wytrzyma nawet tygodnia.
- Zgoda.

Traktowali mnie jak powietrze. Kurwa, strasznie mnie to denerwowało. Postanowiłem jednak, że nie będę się odzywał, ponieważ nie chciałem znów oberwać. Na pewno szybko dowiem się, kto mnie kupił. Jeśli nie był to Akira, to zwyczajnie ucieknę i znów postaram się trafić na aukcję. Wbrew pozorom to nie było takie trudne. Wystarczyło pokrążyć tylko po mało uczęszczanych ulicach, najlepiej po zmroku. Łowców potencjalnych niewolników było bardzo wielu. Na pewno znów zwrócę uwagę jednego z nich. Młodzi, zadbani i wysportowani mężczyźni byli przecież sporo warci.

Moje myśli przerwało nagle szarpnięcie.
- Wsiadaj.
Wepchnęli mnie chyba do jakiegoś samochodu. Wyczułem, że obok mnie usiadł jeden z nich. Po chwili usłyszałem dźwięk przekręcanego kluczyka w stacyjce i poczułem, że samochód ruszył. Starałem się zlokalizować swoje położenie. Na pewno siedziałem z tyłu i byłem pilnowany przez jakiegoś faceta. Pewnie to był podwładny tego, który mnie dziś kupił. Opaska uniemożliwiała sprawdzenie, gdzie jedziemy. Ci ludzie, byli bardzo przebiegli, bo wywozili mnie w całkiem obce miejsce i nie dawali szansy poznania, gdzie ono się znajdowało. Nie martwiłem się tym zbytnio, bo potrafiłem poradzić sobie w każdej sytuacji, nawet jeśli była beznadziejna. Postanowiłem, że będę po prostu cierpliwie czekał. Starałem się w miarę możliwie usiąść wygodnie, chociaż przy związanych z tyłu rękach, nie było to zbyt proste. Nie wiem ile czasu jechaliśmy, droga dłużyła mi się niemiłosiernie, bo towarzyszące mi osoby nie odzywały się już do siebie. Postanowiłem, że skorzystam z okazji i się prześpię. I tak nie byłem w stanie określić w żaden sposób odległości ani czasu jazdy. Poza tym nie wiedziałem przecież, co czekało na mnie po dotarciu na miejsce. Wiedziałem, że tam na pewno nie pozwolą mnie odpocząć. Po chwili po prostu odpłynąłem.

Ktoś szarpnął mnie mocno za ramię i powiedział:
- Obudź się śpiąca królewno, jesteśmy na miejscu.
Myślałem, że teraz wreszcie zdejmą opaskę z moich oczu. Tak się jednak nie stało. Ktoś złapał mnie za ramię i pociągnął w nieznanym dla mnie kierunku. 
- Schody - padła sucha informacja.
Weszliśmy po dziesięciu stopniach. To była kolejna rzecz, którą musiałem zapamiętać. Pomyślałem, że być może każdy nawet najmniejszy element, może być w przyszłości bardzo ważny. Dlatego też starałem się zapamiętać ilość kroków, czy też kierunek w jakim zostałem zaprowadzony. Usłyszałem kobiecy głos:
- To nowy nabytek?
- Tak. 
- Chyba to jeszcze dzieciak. Ile ma lat?
- Nie wiem, nie zaglądałem do jego dokumentów.
- Boisz się, co?
- Nie chcę po prostu narazić się na jego gniew. Widziałaś, co spotkało Toma.
- Ale Tom nie zauważył tylko, że on wyszedł z budynku.
- Dla niego to była jawna bezczelność i zlekceważenie go. Niech Tom się cieszy, że on go po prostu nie zabił.
- To byłoby zbyt proste i musiałby szukać nowego kierowcy.
- Wrócił?
- Tak, dotarł jakieś pół godziny temu. Lepiej idź szybko do niego, bo jeszcze się wkurzy, że musi tyle na ciebie czekać.
- Hej - odezwałem się - nie ignorujcie mnie. Byłem coraz bardziej zły, bo nie dość że byłem związany, pozbawiony wzroku, to jeszcze mnie ignorowano.
- Nie przywiązuję uwagi do kogoś, kogo może już jutro tutaj nie być. - Znów odezwała się kobietą.
- Dobra, młody idziemy do niego.

Znów zostałem popchnięty w nieznanym dla mnie kierunku. Szliśmy prosto, skręcaliśmy, później znów szliśmy prosto. Zastanawiałem się jak wielki był ten dom, skoro samo przejście korytarza zajmował tyle czasu. 

Nadal miałem zasłonięte oczy. Wprowadzono mnie do jakiegoś pomieszczenia. Trochę się bałem, bo nigdy dotąd nie doświadczyłem czegoś podobnego. Nie potrafiłem niczego wywnioskować z dźwięków otoczenia. Panowała grobowa cisza. 

Poczułem, że rozkuto moje dłonie i ściągnięto kurtkę. Nie zdążyłem nawet zareagować, bo jedną dłoń brutalnie uniesiono w powietrze i przykuto do jakiegoś łańcucha. Podobnie zrobiono z drugą. Poznałem, że to były łańcuchy po zimnych metalowych ogniwach, których dotknąłem palcami. Starałem się zachować stoicki spokój, chociaż serce zaczęło mi szybciej bić. W takiej pozycji bylem całkowicie bezbronny. Pomyślałem, że w razie konieczności mogłem się jeszcze bronić nogami. Niestety po chwili i one zostały przykute chyba do kolejnych łańcuchów. Pochyliłem głowę i czekałem. 

W pewnym momencie poczułem, że łańcuchy się napinają i moje ciało zaczęło się powoli unosić. Odruchowo zacisnąłem dłonie na łańcuchach, żeby przenieść ciężar ciała z nadgarstków na dłonie. Po chwili stopy zaczęły tracić przyczepność do podłoża. Przez chwilę stałem na palcach, ale zaraz nogi oderwały się od ziemi. Zawisłem w powietrzu powieszony na rękach. Mięśnie napięły się do granic możliwości. Wisiałem z opuszczoną głową i starałem się spokojnie oddychać, chociaż nie było to łatwe. Nie wiem ile czasu tak wisiałem. Dla osoby która niczego nie widziała wydawało się, że trwa to wieczność. Nadgarstki bolały mnie coraz bardziej, uścisk dłoni na łańcuchach słabł, kręgosłup i ramiona bolały coraz bardziej. Wiedziałem, że wkrótce dłonie odmówią mi posłuszeństwa. I tak się stało. Zawisłem bezwładnie na nadgarstkach. Kajdanki boleśnie się w nie wbiły. Ze świstem wciągnąłem powietrze, po moim ciele spływały kolejne kropelki potu. Zacisnąłem zęby. Jeśli myśleli, że zacznę błagać, to się mylili. Prędzej umrę. Mijały kolejne minuty, a ja oddychałem coraz szybciej. 

- Wystarczy - usłyszałam cichy głos. Pomyślałem, że jego barwa i brzmienie były niesamowite. Wydawał się być nieludzki, niczym pochodzący z innego świata. 

Po chwili poczułem, że moje ciało zostało opuszczone i mogłem wreszcie postawić stopy na ziemi. Łańcuchy nadal utrzymywały w górze moje ręce, ale nie były już aż tak napięte. Ciekawe, co będzie dalej? Nie musiałem zbyt długo czekać na odpowiedź.

- Zaczynaj. - Znów usłyszałem ten głos. Pomyślałem, że musiał należeć do mojego nowego właściciela. Musiałem pozbyć się tylko jakoś tej opaski, żeby zobaczyć kimon był.

Ktoś zdarł ze mnie bluzkę i momentalnie zrobiło mi się zimno. Chyba lekko nawet zadrżałem, ale nadal nie wypowiedziałem nawet jednego słowa. Czułem, co że się święci. Zacisnąłem dłonie mocno na łańcuchach i czekałem na dalszą część, jaką dla mnie przygotowali. W powietrzu rozległ się głośny świst i poczułem dotkliwy ból na plecach. 

Pomyślałem, że zaczęła się właściwa część tego przedstawienia. Na pewno chcieli sprawdzić moją wytrzymałość. Po kilku kolejnych bolesnych razach zrozumiałem, używają długiego bata. Nie podało mi się to nie tylko z uwagi na ból, który rozchodził się po całym moim ciele. Bardziej martwiło mnie co innego. Zadane nim razy mogły przeciąć skórę oraz zostawić po sobie blizny. Kolejne uderzenia spadały na moje plecy. Ich natężenie i siła były zmienne. Byłem pewien, że bił mnie człowiek.

- Mocniej. - Znów ten głos.

Świst w powietrzu i następne uderzenie spadło na mnie. Ból był dużo większy i zrozumiałem, że uderzenie przecięło moją skórę. Z całych sił starałem się powstrzymać jęki i krzyki. Zacisnąłem mocno wargi, żeby stłumiły pomruki bólu, które zacząłem wydawać. Nie mogłem ich już kontrolować, bo każde uderzenie powodowało niewyobrażalny ból. Byłem pewien, że plecy pokrywały się krwią. Nogi zaczęły odmawiać mi posłuszeństwa, ale starałem się nadal na nich utrzymać. Wiedziałem, że tylko kwestią czasu była utrata przeze mnie przytomności. Pomyślałem,że zanim odpłynę, muszę mieć pewność, że trafiłem właśnie do niego.

- Akira - odezwałem się. - nie masz jaj, żeby samemu mnie zlać? Musisz wysługiwać się swoim psem?

Nic się nie zmieniło i nadal dostawałem lanie. Po dłuższej chwili odezwał się cichy głos. 
- Zdejmij mu opaskę. 

Uderzenia przestały spadać na moje plecy. Usłyszałem, że ktoś do mnie podszedł i po chwili ściągnął moją opaskę. Zamrugałem oczami i szybko rozejrzałem się po pomieszczeniu. W pokoju panował półmrok, w którym początkowo niczego nie dostrzegałem. W pewnym momencie zobaczyłem jego. W półmroku lśniły niebieskie przenikliwe oczy. Siedział wygodnie w fotelu. W jednej dłoni trzymał do połowy napełniony kielich. Wolno podniósł kielich do ust i napił się. Po chwili postawił go na stoliku, który stał obok niego. Spojrzał na mnie i odezwał się cicho:
- Bezczelny człowieku, skąd ta pewność, że w ogóle zamierzam się tobą zajmować?

Zamurowało mnie. Przecież na pewno musiał zapłacić za mnie sporo pieniędzy. Przestraszyłem się, że może naprawdę chciał mnie tylko skatować i pozbyć się ciała. Musiałem działać.
- Powiedz temu swojemu marnemu służącemu, żeby bił mocniej, bo jak na razie dla mnie są to delikatne pieszczoty.
- Aż tak bardzo lubisz ból?
- Możliwe. Ale skoro nie masz odwagi spróbować mnie złamać i zlać, to... - Celowo przerwałem zdanie. Miałem nadzieję, że go tym zaciekawię. Tak naprawdę to ledwo już wytrzymywałem uderzenia bata. Musiałem przekonać go, żeby mnie nie zabijał. Musiałem też kupić sobie trochę czasu, żeby chociaż przez chwilę mnie nie lali.
- To? Myślisz, że jesteś wyjątkowy, ponieważ znalazłeś się w moim domu?
- Skoro uważasz, że jestem tylko marnym człowiekiem, to czemu marnujesz na mnie swój cenny czas?

Wstał i wolnym krokiem podszedł do mnie. Był wyższy ode mnie. Emanował niesamowitą zmysłowością i aurą, która zaczęła obezwładniać moje myśli. Wydawać się mogło, że był zaledwie dwudziestokilkuletnim mężczyzną, ale wiedziałem, że prawda była inna. Poczułem, że łańcuchy zaczęły unosić mnie w górę. Gdy moje oczy znalazły się na wysokości jego oczu, łańcuchy zatrzymały się. Znów wisiałem w powietrzu. Czekałem i bezczelnie się w niego wpatrywałem. Zbliżył twarz do mojego policzka i szepnął.

- Sto batów. Jeśli przeżyjesz kolejną dobę, zostaniesz moim niewolnikiem. Jeśli nie, to z radością pozbędę się twojego ciała.
- Tylko tyle? - Starałem się nadać mojemu głosowi obojętny ton.
- Tylko. - Uśmiechnął się nieznacznie i odszedł w kierunku fotela. 

Gdy usiadł wydał polecenie:
- Sto batów. Bij go do krwi.

Znów wziął kielich z czerwoną cieczą i patrzył na mnie. Musiałem przeżyć. Zacisnąłem zęby i czekałem na uderzenia. Początkowo nawet je liczyłem, ale po ponad pięćdziesięciu razach nie miałem już na to siły. Krew spływała strumieniami po moich plecach. Gdy spojrzałem w dół, zobaczyłem, że na ziemi robiła się coraz większa kałuża mojej krwi. W pewnym momencie zacząłem krzyczeć. Nie potrafiłem już tego kontrolować. Ból był okropny i z każdym kolejnym uderzeniem odbierał mi rozum. Razy padały na plecy, ramiona, uda, tyłek... Ten, który mnie bił nie przywiązywał zbytnio uwagi, gdzie mnie uderzał. W pewnym momencie końcówka bata uderzyła w mój policzek i przecięła na nim skórę.
- Jeśli jeszcze raz uderzysz go w twarz, to zamienisz się z nim miejscami.
- Zrozumiałem, Panie. Wybacz.

Obraz Akiry coraz bardziej zaczynał się rozmywać. Moje krzyki przerodziły się w ciche jęki. Wisiałem bezwładnie i czekałem na koniec tych tortur.
- Wiesz, że możesz mnie błagać o litość?

Z trudem uniosłem głowę, spojrzałem na niego, uśmiechnąłem się wrednie i powiedziałem: 
- Nigdy w życiu tego nie zrobię.
- Doprawdy? Jeśli nie przeżyjesz, to nigdy o tym nie przekonamy. Ile jeszcze zostało?
- Dziesięć, Panie.
- Kontynuuj.

Odliczałem w duchu te dziesięć ostatnich razów. Miałem wrażenie, że moje ciało stało się jednym wielkim bólem. Opuszczono mnie w końcu na ziemię. Nie byłem w stanie utrzymać się na nogach. Gdy rozkuli moje dłonie, padłem na ziemię. Leżałem w kałuży własnej krwi i z trudem oddychałem. Nie wiem jakim cudem, ale położyłem dłoń na kolanie i wolno podniosłem się. Stanąłem na drżących nogach i spojrzałem na niego bezczelnym wzrokiem. 

- Tylko tyle? Potrzeba czegoś więcej, żeby mnie złamać - szepnąłem. - Panie - dodałem ironicznie.
- Zabrać go z moich oczu. Przez dwadzieścia cztery godziny macie zakaz zaglądania do niego. Jeśli ktoś złamie obowiązujący zakaz, to gorzko pożałuje.

Akira wstał i wyszedł z pokoju, nie obdarzając mnie nawet jednym spojrzeniem. Gdy zniknął z moich oczu, klęknąłem, bo nie miałem już na nic siły. Bardzo chciało mi się pić. Wiedziałem jednak, że mogłem o tym zapomnieć.

24 godziny... tyle muszę przeżyć. - Pomyślałem.

Nagle pojawił się drugi mężczyzna. Wzięli mnie pod ramiona i wyprowadzili z pomieszczenia. Raczej wynieśli, bo moje nogi ciągnęły się po podłodze. Zaprowadzili mnie do pomieszczenia położonego kilkanaście kroków dalej. Minęliśmy po drodze tylko jedne drzwi. Nie wiedziałem czemu, ale zainteresowały mnie te czarne drzwi. Ciekawe co się za nimi znajdowało? Wrzucili mnie do ciemnego pokoju i zamknęli drzwi. Nie było w nim okien i nie wiedziałem, czy były jakieś meble. Wątpiłem. Zwinąłem się w kłębek i starałem się myśleć o czymś innym jak ból, który mną zawładnął. Starałem się uwolnić swój umysł i przenieść się w zupełnie inne miejsce. Tylko medytacja mogła mnie teraz uratować. Przymknąłem oczy i po chwili wyrównałem oddech. Powoli zaczynałem odpływać.

Nie wiem ile minęło czasu. Obudziłem się i wyczułem czyjąś obecność w pomieszczeniu. Poczułem, że ktoś włożył coś do mojej dłoni. Wyczułem, że była to butelka. Woda? Usiadłem szybko i syknąłem z bólu. W pierwszym odruchu miałem ochotę napić się wody, odkręciłem nakrętkę i już zbliżyłem butelkę do ust. Po chwili zamknąłem ją z powrotem i wyciągnąłem w kierunku osoby, która nadal znajdowała się w pomieszczeniu. Nie wiem czemu, ale mimo ciemności doskonale wiedziałem, gdzie ona stała.

- Zabierz.

Ponieważ osoba nie zareagowała, znów się odezwałem:
- Zabierz. Skoro mam mu udowodnić swoją wartość, to przez tę dobę niczego nie zjem i niczego się nie napiję. 
- Jesteś niesamowicie głupim człowiekiem. - Rozpoznałem głos Akiry. - Zostało ci jeszcze szesnaście godzin.

Usłyszałem jego kroki i po chwili opuścił pokój. Wyciągnąłem rękę przed siebie i znalazłem butelkę wody, którą mu oddałem. 
- A więc chcesz mnie załamać? Niedoczekanie.

Odrzuciłem wodę od siebie i znów zwinąłem się w kłębek. Czułem, że rany przestały krwawić, ale ból w żaden sposób się nie zmniejszył. Dotknąłem dłonią głowy i poczułem, że byłem rozpalony. Wiedziałem, że jeśli nie dostanę antybiotyków, to zakażenie, które rozprzestrzeniało się już po moim organizmie, szybko mnie wykończy. Znów odpłynąłem. Budziłem się i zasypiałem. Gdy otwierałem oczy widziałem ciemność, swoją przeszłość, rodzinę, aukcję. Obrazy przesuwały się przed moimi oczami. Było mi zimno i gorąco. Było ze mną coraz gorzej. 

W pewnym momencie ktoś wszedł do pokoju. Przez otwarte drzwi wpadało światło z korytarza. Patrzyłem na to co się działo, przez półprzymknięte powieki. Niewiele już do mnie docierało. Poczułem czyjeś palce na mojej szyi.
- Żyje. - To był głos tego, który mnie bił.
- Zajmijcie się nim. - Rozpoznałem głos Akiry.
Poczułem, że znów dwie osoby uniosły mnie w górę i wzięły pod ramiona. Wisiałem na nich, nie byłem w stanie się poruszyć.
- Jeśli teraz umrze, to odpowiecie za to życiem. Obaj. - Lodowaty głos Akiry dotarł do moich uszu. 

Gdy przechodzili obok niego, odezwał się cicho do mnie. 

- Przeżyłeś. Nie ciesz się tym zbytnio, bo wkrótce będziesz tego żałował. 

Nie odpowiedziałem, bo w tym momencie było dla mnie już wszystko jedno. Mogli zrobić ze mną, co tylko chcieli. Zaciągnęli mnie do jakiegoś jasno oświetlonego pokoju, który wyglądał jak sala szpitalna. Położyli mnie na brzuchu na stole okrytym białym prześcieradłem. Po chwili poczułem, że ktoś ściągnął ze mnie spodnie i bokserki. Ktoś przemywał moje rany jakimś specyfikiem, który powodował, że płonęły one żywym ogniem. Podano mi jakieś leki, bo czułem kolejne ukłucia na ramionach i tyłku. Pod wpływem ich brutalnego traktowania, kolejne fale bólu przepływały przez moje ciało. 

Zanim straciłem przytomność, wyszeptałem: przeżyłem.

20 komentarzy:

  1. Wow... Niesamowicie podobał mi się ten rozdział, genialny.

    Akira <3

    Yuki taki bezczelny, ciekawe czy jest jakiś głębszy powód dlaczego chciał trafić właśnie do Akiry...

    Sto batów, jak on to wytrwał? I to jeszcze do krwi O.O

    Yuki taki zdeterminowany, nic nie zje i się nie napije. Czyżby ktoś tu się chciał przypodobać nowemu Panu?

    Przynajmniej się nim zajęli... Biedny, biedy Yuki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Yuki miał konkretny powód, żeby trafić akurat do Akiry. Zrobi wszystko, żeby u niego zostać.

      Akira dba o swoich niewolników, jeśli któryś mu się spodoba, to nie pozwala mu tak szybko umrzeć.

      Usuń
    2. Już nie mogę się doczekać by go poznać ^-^

      Współczuję ci Yuki.
      Czy on wie w co się w ogóle pakuje...?

      Nie wytrzymam do następnej soboty! xD

      Usuń
    3. Yuki... oczywiscie, że wie XD. Przecież od samego początku wszystko robi celowo i zgodnie ze swoim planem ;-)

      Usuń
  2. Ależ Ty jesteś sadystką <3
    Bardzo ciekawie się zapowiada
    Yuki jest masochistą <3
    <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem :3

      W "Umowie" nie mogę pozwolić sobie na wiele rzeczy, ale tutaj... *sadystyczny śmiech*

      Usuń
  3. Mrrrrrr. Byle tak dalej.....mrrrrrrr.....
    Weny na tony lub hektolitry
    życzy Mefisto

    OdpowiedzUsuń
  4. Mrrrrrr. Byle tak dalej.....mrrrrrrr.....
    Weny na tony lub hektolitry
    życzy Mefisto

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Parafrazując mistrza napiszę tak : Nie dziękuj, pierwszy bym pałkę strzaskał na twej głowie, gdyby nie Twój talent,
      Oczekując na klejną część ,,Zemsty'' bądż ,,Umowy'', weny życzy
      Mefisto

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. Konstruktywny komentarz start:
      Jestem bardzo ciekawy dlaczego Yuki tak kozaczy i czemu tak mu zależało na Akirze...
      Nie znam go za dobrze, ale już wiem, ze będę kochać Akirę - to jest typ postaci jaki lubię :>

      Usuń
    2. Yuki ma swoje powody, że chciał trafić do Akiry.

      Cieszę się, że lubisz Akirę, bo ja też go lubię :3

      Usuń
  6. Aaaaa, przeczytanie tego to najlepsza rzecz, jaką dzisiaj zrobiłam <3

    OdpowiedzUsuń