WAŻNE INFO:

Obiecuję, jak najszybciej odpowiedzieć na wasze wszystkie komentarze i skomentować blogi, które czytam :D.

KOMENTUJCIE, bo to bardzo motywuje XD.

wtorek, 14 lutego 2017

Noblesse 2


NOBLESSE

Raizel x Frankenstein

Wyglądałem przez okno w swoim gabinecie. Patrzyłem na roześmianych ludzi, którzy nie zdawali sobie sprawy, że świat ogarnął chaos i groźba wojny zawisła w powietrzu. Zastanawiałem się, jak długo uda nam się jeszcze ochronić ludzkość przed zbliżającą się zagładą. Może to była kwestia dni, tygodni lub miesięcy. Niepokoiłem się stanem jego zdrowia. Nie mówił tego głośno, ale słabł z każdą kolejną walką. Nie było już sposobu, żeby odwrócić ten proces. Już nawet zapadnięcie w sen, nie było w stanie go uratować. Błagałem go, żeby więcej nie walczył. On jednak patrzył na mnie swoim smutnym wzrokiem i nic nie odpowiadał. Wiedziałem, że w tej sprawie mnie nie posłucha. Ludzie byli bardzo ważni dla niego, był w stanie poświęcić dla nich swoje życie. Starałem się odgonić od siebie złowrogie myśli. Nadal żył i tylko to dla mnie się teraz powinno liczyć. Nic więcej. A gdy go zabraknie, również i ja zamierzałem odejść. Już dawno postanowiłem, że w dniu w którym umrze, ja również zakończę swoje życie. Istniałem tylko i wyłącznie dla niego.  


Spojrzałem na kalendarz: 14 lutego.
- Walentynki - szepnąłem i uśmiechnąłem się. 

Postanowiłem, że przygotuję dla niego niespodziankę, którą znajdzie, jak wróci do domu. Nigdy dotąd nie obchodziliśmy tego jakże ludzkiego święta. W Lukedonii kalendarz nie istniał, ale teraz byliśmy w ludzkim świecie. 

Wychodząc z gabinetu, powiedziałem sekretarce, że nie będzie mnie już do końca dnia. W drodze do domu zrobiłem szybkie zakupy, a po potem od razu poszedłem do mojego tajnego laboratorium. To, co zamierzałem dla niego przyrządzić, musiało być wyjątkowe. Ciągle poprawiałem i ulepszałem recepturę. Po kilku godzinach byłem zadowolony ze swojego dzieła. Teraz musiałem tylko poczekać na niego.

Gdy usłyszałem dzwonek do drzwi, od razu poszedłem je otworzyć. To, co zobaczyłem w progu, dosłownie odjęło mi mowę. Obok mnie przeszli moi uczniowie, obładowani niezliczoną ilością toreb i pudełek. Na końcu do domu wszedł on.
- Witaj w domu, Mistrzu - powiedziałem.
- ... - Jak zwykle nie był rozmowny.
- Zaraz przygotuję twoją ulubioną herbatę.

Bez słowa przeszedł obok mnie i usiadł na swoim miejscu. Gdy przyniosłem tacę z filiżankami herbaty, nie miałem, gdzie jej postawić. Cała ława zastawiona była pudełkami wypełnionymi czekoladkami. Towarzystwo bardzo żywiołowo nad czymś debatowało.
- Czy moglibyście przesunąć swoje czekoladki? Rozumiem, że cieszycie się, że je dostaliście, ale nie mam gdzie postawić herbaty.
- Ale to nie nasze - usłyszałem.
- Nie wasze? A czyje? - zapytałem.
- Raizela.

Szybko postawiłem filiżanki na stole i stanąłem za pufą, na której siedział mój Mistrz. Starałem się nie myśleć o tym, co właśnie do mnie dotarło. Próbowałem uśmiechać się najsłodziej, jak to było tylko możliwe. Uwolnij swój umysł, nie myśl o tym, nie pozwól, żeby cię przejrzał. Na szczęście nie patrzył w moim kierunku, tylko pochłonięty był rozmowami, które prowadzili nasi goście. Starałem się nie patrzeć w kierunku ławy, na której zalegały pudełka z czekoladkami.

Postanowiłem, że muszę na chwilę wyjść i się przewietrzyć.
- Zaraz wrócę - powiedziałem cicho.

Nikt nie zwrócił na mnie uwagi. Poszedłem na balkon i oparłem się plecami o balustradę. Pomyślałem, że byłem strasznie naiwny, myśląc, że głupimi czekoladkami sprawię mu przyjemność. Zapomniałem, że w szkole prawie wszyscy byli jego wielbicielami. Jego aura, postawa, wygląd i dobroć sprawiały, że wszyscy do niego lgnęli. Postanowiłem, że muszę, jak najszybciej schować to, co czekało na niego w jego pokoju. 

Już miałem wejść do mieszkania, gdy na balkonie zjawił się M-21.
- Wiesz, że łatwo cię przejrzeć? - zapytał.
- Nie rozumiem, co masz na myśli. - Byłem zirytowany.
- Jesteś zazdrosny. - Chłopak miał niezły ubaw.
- Nie jestem.
- Jesteś, jesteś.
- Mylisz się. To są ludzkie uczucia, które całkowicie są mi obce.
- Doprawdy?
- Tak. - Starałem się nadać swojemu głosowi obojętny ton.
- Skoro tak mówisz, to takie uczucie jak miłość, także jest obce dla ciebie?
- ...
- Widzisz. Przestań grać ofiarę losu i daj mu wreszcie swój prezent.
- Zrobiłeś się strasznie bezczelny.
- Zawsze taki byłem.

Gdy wszedłem do mieszkania, okazało się, że w salonie siedział tylko mój Mistrz. Na ławie nie było już śladu po pudełkach z czekoladkami. Czyżby wszystko w tym czasie zjedli? Mistrz nadal ze stoickim spokojem popijał swoją herbatę.
- Pójdę do twojego pokoju, Mistrzu - powiedziałem.
- ...
- Echm... muszę go posprzątać.

Spojrzał na mnie przenikliwym wzrokiem, ale nic nie powiedział. Z trudem wytrzymałem jego spojrzenie. Starałem się o niczym nie myśleć, żeby mnie nie przejrzał. Skłoniłem się i poszedłem do jego pokoju. Zamknąłem za sobą drzwi i spojrzałem na stolik, na którym stało pudełko z czekoladkami, które dla niego dzisiaj upiekłem. Pomyślałem, że było to szalenie głupie i jakże ludzkie. Czyżbym stawał się sentymentalny? Podszedłem do stolika i wziąłem pudełko. Patrzyłem przez chwilę na nie i gdy zamierzałem się odwrócić, żeby udać się w kierunku wyjścia, poczułem jego dłoń na swojej dłoni. Nawet nie zauważyłem, kiedy wszedł do pokoju. 
- Mistrzu... - szepnąłem.

Odwróciłem się i napotkałem jego badawcze spojrzenie. Bez słowa wziął ode mnie czekoladki i rozwiązał czerwoną wstążkę.
- To tylko... - zaciąłem się.
- ... 

Otworzył pudełko, przez chwilę patrzył na czekoladki i w końcu wziął jedną z nich. Patrząc mi w oczy, włożył ją sobie do ust. Miał nieodgadniony wyraz twarzy, a ja pomyślałem, że chyba jeszcze nigdy nie denerwowałem się tak, jak teraz. Po chwili przymknął oczy i delikatnie się uśmiechnął. 
- Mistrzu, smakuje ci?

Otworzył oczy.
- ...

Po chwili wziął kolejną czekoladkę i przysunął ją do moich ust. Gdy je otworzyłem, wsunął mi czekoladkę. Doskonale wiedziałem, jak one smakowały, ale postanowiłem nie protestować. Patrzył na mnie badawczo, gdy rozkoszowałem się słodkim smakiem. W takich chwilach nie miałem pojęcia, co powinienem myśleć. Staliśmy naprzeciwko siebie i patrzyliśmy sobie w oczy. 

Położył pudełko na stole, wziął kolejną czekoladkę i wsunął sobie do ust. Położył dłoń na moim policzku i przysunął się do mnie. Pocałował mnie, a gdy rozchyliłem usta, wsunął mi czekoladkę. Przez moje ciało przeszedł nieoczekiwany prąd. Nasze języki splotły się w słodkim pocałunku. W tym momencie przestałem się przejmować, tym czy mu to smakowało. Nie miało też znaczenia to, ile słodyczy dostał od innych. W tej chwili Raizel był tylko i wyłącznie mój. 

Do moich uszu dotarł dźwięk przekręcanego zamka. Wiedziałem, co za chwilę będzie się działo w jego pokoju. Bez słowa zaczął rozpinać moją koszulę.
- Mistrzu, ja to zrobię - szepnąłem.
- ...
- Jak sobie życzysz.

Powoli rozpinał kolejne guziki mojej koszuli. Obszedł mnie, a gdy stanął za mną, zsunął ze mnie górną część mojej garderoby. Przesunął opuszkami palców po moich plecach. Zadrżałem. Wiedziałem, że w tym momencie budziła się w nim bestia. Gdy znów stanął przede mną, widziałem, że miał już roziskrzone oczy. Wziął kolejną czekoladkę i przyłożył ją do mojej nagiej skóry. Pod wpływem ciepła czekolada się rozpuściła i zaczęła spływać po mojej skórze. Przysunął twarz do mojego torsu i zaczął zlizywać czekoladę. Uniosłem głowę i westchnąłem.

Po chwili odsunął się ode mnie.
- ... - Tradycyjnie nie powiedział ani słowa.
- Rozumiem, Mistrzu - szepnąłem.

Zdjąłem z siebie pozostałe ubranie. Gdy zamierzałem i jego rozebrać, spojrzał na mnie w dość wymowny sposób. Zabrałem ręce. 
- ...

Spojrzeniem dał mi jasno do zrozumienia, czego ode mnie oczekiwał. Tylko, że to było strasznie żenujące. Westchnąłem.
- Skoro tego pragniesz - powiedziałem.

Podszedłem do stołu, usiadłem na nim i w końcu się położyłem. Obszedł kilkakrotnie stół i dotykał opuszkami palców mojej nagiej skóry. Przez cały czas obserwowałem go i czekałem na dalszy jego ruch. Po chwili zaczął rozpuszczać kolejne czekoladki na mojej skórze. Wkrótce mój tors i brzuch zostały pokryte ciemnymi słodkimi śladami. Ledwo nad sobą panowałem. 

Raizel zaczął zlizywać czekoladę z mojej nagiej skóry. Za każdym razem czułem jego język, który przesuwał się po moim ciele. Przymknąłem oczy i jęknąłem przeciągle. W pewnym momencie poczułem jego ostre zęby. Nadal zlizywał czekoladę i przy okazji wgryzał się w moje ciało. Za każdym razem przechodził mnie dreszcz. Zacząłem wariować. 
- Pragnę cię - wychrypiałem.

Przysunął twarz do mojej twarzy i pocałował mnie zakrwawionymi ustami. Oprócz metalicznego smaku swojej krwi czułem słodki posmak czekolady. Całował mnie czule i zmysłowo. Jego język powoli penetrował wnętrze moich ust. Dłoń przesuwała się po moim nagim ciele w kierunku krocza. W końcu poczułem, jak dotknął mojego stojącego penisa. Jęknąłem w jego usta, ale on nie przerwał pocałunku. Uniosłem dłoń i wplotłem palce w jego włosy.
Gdy się nieco ode mnie odsunął, szepnąłem cicho:
- Raizel.
- ...

Patrzył na mnie roziskrzonymi oczami. Uniosłem się i zszedłem ze stołu. Rozebrałem go, obsypując jego ciało pocałunkami. Usłyszałem jego ciche westchnienie. Doskonale wiedziałem, że on to uwielbiał. Gdy klęczałem przed nim i ściągnąłem mu spodnie, złapał mnie za włosy i mocno pociągnął. Kiedy stanąłem przed nim, pchnął mnie na stół i siłą odwrócił tyłem do siebie. Bestia. Teraz nią był. Złapał mnie za szyję i mocno zacisnął na niej swoją dłoń, odcinając mi dopływ powietrza. Jego druga dłoń błądziła po moim ciele. Gdy już brakowało mi tchu, zwolnił uścisk i pchnął mnie mocno do przodu. 

Przycisnął mnie do stołu i zmusił, żebym stanął w szerszym rozkroku. Wszedł we mnie brutalnie. Wiedziałem, że rozkoszował się moim pełnym bólu krzykiem. Czułem, że po udach popłynęła mi gorąca ciecz. Krew. Nie pozwolił mi się przyzwyczaić do ogarniającego mnie bólu. Od razu zaczął się we mnie poruszać mocno i ostro. Jego pchnięcia pełne były pasji, żądzy i tłumionego do tej pory pragnienia. Z moich oczu popłynęły łzy, starałem się nie szlochać, ale przychodziło mi to z trudem. Za każdym razem nasz seks wyglądał podobnie. On kochał sprawiać mi cierpienie. Moje jęki i krzyki wypełnione bólem, były muzyką dla jego uszu. A ja kochałem mu się oddawać, mimo że moja rozkosz przepełniona była cierpieniem. Po chwili zmienił kąt i zaczął trafiać w moją prostatę. Jęknąłem. Ból zaczął ustępować innemu uczuciu. Moje ciało powoli wypełniało się ekstazą. Czułem jego posuwiste ruchy wewnątrz mnie i dłonie błądzące po moim ciele. 

W pewnym momencie poczułem jego paznokcie, które przesuwały się coraz mocniej po mojej skórze. Po moich plecach rozlała się kolejna fala bólu, ponieważ podrapał mnie do krwi. Ukryłem twarz w przedramieniu i chłonąłem wszystko, co teraz odczuwałem. Pochylił się nade mną i nie przestawiając mnie pieprzyć, lizał językiem moje rany na plecach. Przymknąłem oczy i coraz głośniej jęczałem. W końcu uniósł się, złapał mnie za włosy i przyciągnął do siebie. Jedną dłonią trzymał mnie za gardło, żebym nie mógł się od niego odsunąć. Druga dłonią złapał mnie za udo i uniósł je. Wchodził we mnie mocno i głęboko. Wariowałem. Przysunął twarz do mojej szyi i przejechał po niej zębami. Wiedziałem, co planował zrobić i drżałem z podniecenia.
- Błagam... - wyrwało się z moich ust.
Nie musiałem zbyt długo prosić, bo jego zęby momentalnie zatopiły się w moim ciele. Zacząłem szczytować i głośno krzyczeć. Po chwili poczułem, że doszedł we mnie. 

Kiedy odsunął się, tylko dzięki temu, że nadal mnie podtrzymywał, nie upadłem. Moje nogi drżały, a po udach spływała krew wymieszana z jego spermą. Spojrzałem na niego przez ramię i jak zwykle zobaczyłem w jego oczach troskę i smutek. Wiedziałem, że ogarniało go poczucie winy.
- Nic mi nie będzie. Nie martw się - szepnąłem.
- ...

Z trudem odwróciłem się przodem do niego i położyłem dłonie na jego policzkach. Pocałowałem go czule.
- Nic mi nie będzie - powtórzyłem.
- Przepraszam... - szepnął. 
Dotknąłem czołem jego czoła i zapytałem cicho:
- Pomożesz mi się umyć?
- ...

Objął mnie i mocno przytulił. Po chwili delikatnie wziął mnie na ręce. Zaniósł mnie do łazienki, wszedł ze mną pod prysznic i po chwili poczułem jego delikatny dotyk na moim ciele. Staliśmy naprzeciwko siebie. Raizel mydlił mydlił mnie i delikatnie dotykał. Widziałem, że nadal miał do siebie pretensje o to, co mi zrobił. Pokręciłem głową, uśmiechnąłem się do niego i pogłaskałem po policzku. Rozkoszowałem się zimną wodą, która przyjemnie chłodziła moją poranioną skórę. Po wszystkim wytarł mnie ręcznikiem i pomógł się ubrać. Pomyślałem, że w tej chwili to właśnie on się mną opiekował. Ja byłem za bardzo wykończony i obolały, żeby od razu stać się z powrotem jego sługą.
     
Później leżeliśmy na jego łóżku. Nie odzywaliśmy się do siebie, tylko rozkoszowaliśmy się swoją bliskością. W pewnym momencie uniosłem się, oparłem na przedramieniu i popatrzyłem na niego czule. 
- Wszystkiego najlepszego z okazji Walentynek - powiedziałem.
- ... - Wyraźnie był zawstydzony.
- Jeśli zechcesz, możemy to powtórzyć.
- ...
- Dostałeś dzisiaj mnóstwo czekoladek. Co ty na to?

Uciekł wzrokiem w bok.

- Nie mam ich - odezwał się cicho.
- Jak to nie masz? - Byłem zaskoczony. 
- ...
- Oddaleś je? Dlaczego?
- ...
- Powiedz proszę, dlaczego je oddałeś? - Tak bardzo chciałem usłyszeć jego odpowiedź.
- Bo nie były od ciebie. - Spojrzał na mnie.

Uśmiechnąłem się ciepło i pocałowałem go. Jak mogłem być aż tak głupio o niego zazdrosny? Przecież Raizel był właśnie ze mną. Łączyło nas wszystko: pakt, wspólna przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. A przede wszystkim łączyło nas uczucie, które do siebie żywiliśmy. Pomyślałem, że Raizel był tylko mój. 

Wtulił się we mnie i cicho powiedział:
- Twój, aż po kres moich dni. 

Poczułem w oczach palące łzy, bo to było najpiękniejsze wyznanie miłosne, jakie kiedykolwiek od niego usłyszałem. 

Odsunąłem się od niego i patrząc mu w oczy szepnąłem:
- W piekle, niebie, czy gdziekolwiek indziej, odnajdę cię. Nigdy już nie będziesz sam. 

Zacisnął dłoń na mojej koszuli. Czułem, że bał się, nieuchronnie zbliżającego się końca. Nikt nie zdawał sobie z tego sprawy, że w jego duszy trwała nieustanna walka. Raizel pragnął uratować ten świat, ale jednocześnie bał się śmierci i samotności.
- ...
- Przysięgam, że cię odnajdę - szepnąłem.

Pogłaskałem go po twarzy i kolejny raz czule pocałowałem. Krwawa i bezlitosna bestia, jaką był zaledwie kilkanaście minut temu, znów stała się bezbronną i spragnioną miłości istotą. Istotą, która teraz i zawsze będzie tylko i wyłącznie moja.




9 komentarzy:

  1. Cudowne...ale dalej nie mogę się przyzwyczaić do tego, że to jednak Raizel tutaj dominuje! Przecież on jest taki kruchutki ;3;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałam przełamać to, jak jest przez wszystkich postrzegany. Sądzę, że wbrew pozorom on jest bardzo silny, tylko tego nie pokazuje. Uważam, że jeszcze nas kiedyś zaskoczy.

      Na pewno napiszę też shota z Raizelem, który zostanie zdominowany przez Frankensteina.

      Usuń
  2. Nie jestem w ogóle w anime ani mangach, ale ciekawi mnie dlaczego jeden z nich nazywa się Frankenstein?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm...
      Frankenstein, bo to nawiązanie do postaci, którą znamy. Noblesse skupia się wokół historii ludzi, którzy chcą dorównać bogom. Prekursorem tego wszystkiego według mnie jest właśnie Frankenstein. Ponieważ manhwa nadal jest wydawana, nie znamy jeszcze wszystkich faktów.

      Jak na razie Kuroshitsuji i Noblesse są dwoma tytułami, które wręcz pokochałam. A naprawdę jestem dość wybredna, bo obejrzałam i przeczytałam mnóstwo anime, mang i manhwr.

      Przeczytaj kilka pierwszych rozdziałów Noblesse, może ci się spodobają :D

      Usuń
    2. Skoro tak mówisz, to w wolnym czasie rzucę okiem i konoecznie dam znać ;)
      A co do samego rozdziału to choć nie znam fabuły, bardzo mi się podobał. Wbrew pozorom uwielbiam też takie klimaty - albo ostro i brutalnie, albo słodko do porzygu <3
      Prawie najlepszy prezent jaki dostałem na walentynki (to JEST komplement :D)
      Mam nadzieję, że, jeśli obchodzisz, miło spędziłaś tendzień ;)

      Usuń
    3. A gdzie mógłbym to przeczytać? (Po polsku lub angielsku)

      Usuń
    4. Ciekawe jaki był ten twój najlepszy prezent :D

      Lnki:
      1. Częściowo przetłumaczone (na razie do 299 rozdziału) - http://old.variascans.pl/variareader/reader/series/noblesse/

      2. Wersja angielska:
      http://www.mangago.me/read-manga/noblesse/

      Jeśli cię zainteresuje, to mogę dodać cię do grupy na facebooku, która na bieżąco wrzuca rawy (oryginały)i angielskie tłumaczenie.

      Usuń
  3. Trochę ckliwe i romantyczne :D i Franek lekko mimozowaty, ale rozumiem, że martwi się o Raizela.
    Lubię, gdy Rai staje się bestią i bierze Frankensteina brutalnie. Jak drapie mu plecy, gryzie w szyję i pije jego krew. A Franek dochodzi, a potem wycieka z niego sperma, zmieszana z krwią. Wiem, wyższy level miłości <3

    Ogólnie z notki bije smutek.
    Wyznanie Raizela i czekoladki :D <3 <3

    Uff, to dobrze, że jednak Franken dał mu czekoladki, nie ciasteczka :3 if you know what I mean :D

    Dzieciaki jak zwykle <3
    M-21 <3 <3 kocham gościa. Mam cichą nadzieję, że może od czasu do czasu też będzie się pojawiać <3 i pozostali :3 ja ich tam wszystkich kocham.

    Fajne seksy, takie dzikie, pierwotne, bestialskie, namiętne, pełne żądzy (krwi również), ale jednocześnie pełne zaufania i bliskości. Lubię, jak Raizel go gryzie, a Frankenstein wije się z bólu i rozkoszy. Bo tu na pewno ten ból jest i to całkiem realny <3

    Ale wiemy,że Frankenstein jest oddany i wierny i zgodzi się dla Raizela na wszystko.
    Poza tym, sam mówi, że jego Panu nie zostało już wiele czasu. Smutne :( Ciekawe, że też chce odejść. Myślałam, że może jednak za bardzo się przywiązał do ludzi i chciałby kontynuować to, co robi na Ziemi :D zabrzmiało to tak, jakby był kosmitą, wiem :D

    No i wielokropki. Epic <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ckliwe i romantyczne - właśnie takie miało być :3

      Ja właśnie tak postrzegam Raizela. Niby jest cichy i opanowany, ale mu tak naprawdę nie wiemy jaki on jest. Nie wiemy, co myśli i czuje.

      Tak, to wyższy level miłości :3

      Według mnie ich miłość (wymyślona przeze mnie, czy też nie :D) właśnie taką jest. Obaj wiedzą, że nieuchronnie zbliża się koniec.

      Czekoladki :3

      Jak tak dalej pójdzie, to w końcu zacznę pisać nie shoty, a własną kontynuację Noblesse :D. Ale najpierw muszę skończyć Kuroshitsuji XD. Aż wstyd, że zostało aż tak bardzo zaniedbane.

      Frankenstein na pewno czuł jednocześnie ból i rozkosz. Tak już u nich jest. Zarówno w miłości jak i w seksie.

      Według mnie Frankenstein podaży za swoim Mistrzem chociażby dlatego, żeby on nie był już sam. Ja mam cały czas w głowie obraz Raizela, który stał w opuszczonej rezydencji o wyglądał przez okno. Właśnie wtedy Frankenstein zobaczył go po raz pierwszy.

      Wielokropki = Raizel <3<3<3

      Usuń