WAŻNE INFO:

Obiecuję, jak najszybciej odpowiedzieć na wasze wszystkie komentarze i skomentować blogi, które czytam :D.

KOMENTUJCIE, bo to bardzo motywuje XD.

czwartek, 2 lutego 2017

Noblesse 1

NOBLESSE

Raizel x Frankenstein


Jak zwykle siedział na pufie w salonie. Pił herbatę. To jedno nie zmieniło się na przestrzeni tych setek lat, podczas których mu służyłem. Nawet 820 lat snu nie zmieniło jego upodobań. Jak zwykle zastanawiałem się, czemu nie usiadł na kanapie? Przecież byłoby mu dużo wygodniej. Gdy wracał do domu zawsze siadał na pufie i trwał w tej jednej, jedynej pozycji. Zresztą podobnie też było kiedyś. Tylko, że wtedy spoglądał przez okno. Ze smutkiem pomyślałem, że jego życie nigdy nie należało do najłatwiejszych. Ciągle był sam, całkiem sam. 



W pewnym momencie przypadkiem wkroczyłem do jego życia. Doskonale wiedział, że nie byłem żadnym jego nowym lokajem. Czemu dał mi szansę? Czemu dał mi schronienie? Czemu nie pozwolił zabrać mnie członkom Szlachty? Nie wiedziałem. Od tamtej pory byliśmy zawsze razem. Prawie zawsze. W pewnym momencie nagle zniknął. Zasnął. Do tej pory nie mogłem sobie wybaczyć, że wtedy walczył całkiem sam. Że nie było mnie u jego boku. Gdyby nie to, może nie musiałby pogrążyć się w tak długim śnie. Wówczas poczułem, że po prostu zniknął. Nasza mentalna nić została zerwana na długie 820 lat. Przez cały ten czas szukałem go. Bezskutecznie. Stworzyłem szkołę tak naprawdę tylko i wyłącznie dla niego. Chciałem, żeby już nigdy nie był sam. Chyba mi się to udało. 

Od czasu jego przebudzenia, mój dom wypełniał gwar rozmów i głośny śmiech. Tradycyjnie prawie wcale się nie odzywał, tylko patrzył i słuchał tego, co działo się wokół niego. Czasem czytał, przygotowane przeze mnie notatki lub książki, które go w jakiś sposób zaintrygowały. Chyba był szczęśliwy. Widziałem czasami, przez zaledwie kilka sekund, cień uśmiechu na jego twarzy. Podobnie, jak kiedyś, nadal lubił patrzeć przez okno na świat, ale robił to, siedząc w sali wypełnionej jego znajomymi ze szkoły. Chociaż nic nie mówił, ja doskonale wiedziałem, że był zadowolony i doceniał każdą upływającą sekundę.

Nagle zauważyłem, że ukradkiem wytarł strużkę krwi, która pociekła mu z ust. Był zmęczony ostatnią walką. Jak zwykle stanął w obronie ludzi. Jak zwykle poświęcił część swojego istnienia. Jak zwykle o to nie dbał. A ja jak zwykle się o niego martwiłem. Jak zwykle... Ciągle powtarzałem w duchu te słowa. 

Czasami chciałem powrócić do czasów, gdy razem mieszkaliśmy w jego rezydencji w Lukedonii. Wtedy wszystko wydawało się takie proste. Świat był zupełnie inny. Ludzie nie dążyli wtedy do tego, żeby stać się nieomal bogami. Zdawałem sobie sprawę, że ich nagła ewolucja następowała najprawdopodobniej przy pomocy informacji zawartych w jednym z moich dzienników. Wprawdzie wszystkie wtedy podpaliłem, ale nie miałem dość czasu, żeby sprawdzić, czy wszystko doszczętnie spłonęło. Z powodu mojego błędu, to właśnie on płacił największą cenę. 

- Mistrzu? Czy mam przygotować dla ciebie jeszcze jedną filiżankę herbaty? - zapytałem go zakłopotany. Zawsze tak się czułem. Podejrzewałem, że nasi przyjaciele nigdy tego nie zauważyli, ale ja zawsze czułem wielką pokorę i respekt przed nim. 
- ... - Nie odpowiedział, tylko spojrzał na mnie swoim przeszywającym na wskroś spojrzeniem.

Byłem chyba jedyną osobą, która potrafiła odczytywać jego myśli. Należał do istot, które bardzo mało mówiły. Nieraz zastanawiałem się dlaczego? Me uważał po prostu, że słowa są zbędne?

Postawiłem filiżankę przed nim na ławie. Gdy dotknął jej, roztrzaskała się na moich oczach. Zaledwie kilkakrotnie byłem świadkiem czegoś podobnego. Niestety nie oznaczało to nic dobrego. Świadczyło o tym, że Mistrz w poprzedniej walce, użył zbyt dużo swojej mocy. Z każdy podobnym incydentem jego siły życiowe diametralnie się zmniejszały. Musiałem znów użyć swojej potęgi, żeby na nowo stworzyć mu amulety, krępujące jego moce. Tylko my dwaj wiedzieliśmy, jak wielka była jego siła i dlaczego zamykał ją za pomocą pieczęci.

Z jego ust znów spłynęło kilka kropel krwi. Szybko zasłonił dłonią usta, żebym jej nie dostrzegł. Nie zdążył. Doskonale wiedział, że moje zmysły były niesłychanie wyostrzone, jeśli chodziło o jego osobę. Przecież łączył nas pakt. 
- Mistrzu, musisz zregenerować siły.
- ... - Znów odpowiedziała mi cisza.
- Proszę, tym razem posłuchaj mnie.

Widziałem, że się wahał. Zawsze tak było. Po chwili wstał i poszedł w kierunku windy. Wspólnie zjechaliśmy na sam dół. Do tego miejsca mało osób miało wstęp. W pomieszczeniu znajdowała się jego trumna. Zatrzymał się przed nią i czekał na mój ruch. 
- Mistrzu, obudzę cię... - powiedziałem.
- ...
- Mistrzu, proszę...

Nie zdarzyłem dokończyć, bo z nieludzką szybkością dopadł do mnie i złapał mnie za włosy. Odchylił moją głowę do tyłu i zatopił zęby w mojej szyi. Poddałem mu się. Z każdą upływającą sekundą, opuszczały mnie siły. Przymknąłem oczy i czekałem, kiedy mój Mistrz w końcu się nasyci. Wprawdzie jadał ludzkie jedzenie, ale tak naprawdę do swojej egzystencji potrzebował krwi. Gdy już wystarczająco się nasycił, puścił mnie. Tylko dzięki silnej woli udało mi się do niego uśmiechnąć. Z powodu znacznej utraty krwi byłem bardzo słaby. Spojrzał na mnie badawczo, ale się nie odezwał. W końcu położył się w trumnie. Gdy zamknął oczy, przymknąłem jej wieko. 

Przeszedłem do pomieszczenia obok i uwolniłem swoją potęgę. Nie powinienem tego robić, bo byłem bardzo osłabiony po znacznej utracie krwi, ale musiałem to zrobić. W końcu stworzyłem dla niego nowe pieczęcie. Postarałem się tym razem, żeby trafiły w jego gust. Niestety kosztowało mnie to mnóstwo siły. Byłem jednak dumny ze swojego dzieła.

Wróciłem do pomieszczenia, w którym spał i położyłem obok jego trumny niewielkie pudełko. Byłem pewien, że je zauważy, jak się obudzi. Znajdowały się w nim jego nowe pieczęcie, stworzone przy pomocy mojej mrocznej siły.

Z trudem wróciłem na górę do naszego mieszkania. Gdy pozostali domownicy zobaczyli, w jakim byłem stanie, chcieli mi pomóc. Powiedziałem im, że nic mi nie jest.
- Dziś w waszych rękach pozostawiam zapewnienie nam bezpieczeństwa - dodałem.
Chcieli zaprotestować, ale nie dałem im dojść do słowa. Powiedziałem, że będę u siebie. 

Gdy znalazłem się w swojej sypialni, zrzuciłem z siebie strzępy moich ubrań i poszedłem do łazienki. W lustrze zobaczyłem bladą twarz i zakrzepłą krew na mojej szyi. Westchnąłem i poszedłem pod prysznic. Kiedy wróciłem do sypialni, wyrzuciłem podarte ubranie i położyłem się spać. Sen przyszedł do mnie po kilku sekundach.

Chyba był środek nocy. Niespokojnie poruszyłem się na łóżku. Miałem wrażenie, że nie byłem sam. Gdy otworzyłem oczy, zobaczyłem jego połyskujące krwawym blaskiem spojrzenie. 
- Mistrzu... - szepnąłem.

Pochylił się nade mną i zamknął moje usta pocałunkiem. Odpowiedziałem na niego i po chwili nasze języki zetknęły w pełnym namiętności i pożądania pocałunku. Z wahaniem objąłem go ramionami i przyciągnąłem mocnej do siebie. Nie odsunął się, tylko nadal całował mnie z pasją. To była jego inna strona, której nikt poza mną nie znał. Pomyślałem, że nie zniósłbym tego, gdyby ktoś inny zobaczył go właśnie takim.
- Tylko ty... - szepnął, czytając w moich myślach. 
Odsunął się ode mnie. Gdy wstał, zaczął powoli się rozbierać.
- Mistrzu, ja to zrobię - cicho powiedziałem.
- ...

Wstałem i powoli go rozbierałem. Kolejne elementy jego garderoby spadały na ziemię. To był jedyny moment, gdy obaj nie zwracaliśmy uwagi na stan jego odzienia. Całowałem każdy kolejno odkrywany skrawek jego nagiej skóry. Nie odzywał się, tylko ciągle na mnie patrzył. Gdy stanął nagi przede mną, pomyślałem, że był niesamowicie piękny. 

Po chwili pchnął mnie na łóżko. Wiedziałem, że tym razem nie będzie delikatny. Dziś potrzebował nie tylko mojej krwi. Potrzebował również mojego ciała. Tu i teraz. Położył się obok mnie i bez słowa zaczął mnie rozciągać. Najpierw wsunął we mnie jeden palec, po chwili dodał następne. Z uwagą patrzył na moje reakcje. Przymknąłem oczy i zacząłem chłonąć jego pieszczoty. Czułem, że moja męskość już dawno obudziła się do życia. On również to zauważył, bo zabrał palce i klęknął między moimi nogami. Wszedł we mnie jednym szybkim i mocnym pchnięciem. Zagryzłem wargi, żeby powstrzymać krzyk. Bolało. Bardzo bolało. Poczułem w ustach metaliczny smak mojej krwi. Zatrzymał się i przysunął swoje usta do moich. Zlizał moją krew i zaczął się we mnie poruszać. Wolne pchnięcia szybko przerodziły się w szybie i brutalne. W tym momencie nie było już śladu po tamtym opanowanym Noblesse. Teraz jego twarz wyrażała mnóstwo emocji. Pasję, namiętność, żądzę, pożądanie... Odpowiadałem na jego kolejne pchnięcia. Dotykałem jego umięśnionej klatki piersiowej i brzucha. Czułem, że wkrótce moje ciało ogarnie niesamowita rozkosz, którą tylko on był w stanie mi dać. 
- Proszę... - szepnąłem.

Pocałował mnie i szarpnął mocno za włosy. Gdy odchyliłem głowę na bok, wbił swoje ostre zęby w moją szyję. Zaczął pić moją krew. Znów. Czułem wszechogarniającą mnie błogość i po chwili moim ciałem wstrząsnęła ekstaza. To co przeżywałem będąc z nim, było niemożliwym do opisania. To było coś całkowicie nieziemskiego, wręcz boskiego. Zresztą przecież w tym momencie kochałem się nieomal z samym bogiem. Moim jedynym bogiem. Poczułem, że i jego ciałem wstrząsnęły dreszcze, które oznaczały, że również doszedł. Oderwał usta od mojej szyi. Z ich kącika płynęła niewielka strużka mojej krwi, która kapnęła na moją skórę. Przysunął twarz do mojej skóry i zlizał pozostałą krew. W tym momencie był nie tylko doskonałą istotą. Był również bestią, którą starał się w sobie tłumić. Tylko ja widywałem go takim. Z krwawym spojrzeniem i ostrymi zębami wyglądał niczym demon. Mój demon. Objąłem go ramionami i przytuliłem do siebie. Chciałem, żeby ta chwila trwała wiecznie. 

W końcu wyszedł ze mnie i położył się obok. Wtulił się we mnie. W tym momencie wydawał się niesamowicie bezbronny.
- Raizel... - szepnąłem.
- ...
Uśmiechnąłem się do siebie. Obaj wiedzieliśmy, że on nie będzie spał. Postanowił jednak tej nocy zostać ze mną do samego rana. Obejmowałem go ramieniem i walczyłem z ogarniającym mnie snem. W końcu musiałem się poddać. Moje powieki opadły i zasnąłem. 

Gdy otworzyłem oczy, napotkałem jego badawcze spojrzenie. Dotknął opuszkami palców mojej szyi w miejscach, gdzie mnie ugryzł.
- ... - Martwił się. 
Pogłaskałem go po policzku. Przymknął oczy, ujął moją dłoń i pocałował jej wnętrze. W tej chwili nadal był tylko mój.
- Dzień dobry, Mistrzu. Nie martw się, nic mi nie będzie. - Uśmiechnąłem się do niego. Chciałem go uspokoić.

Był ranek, co oznaczało, że musieliśmy szybko wstawać, jeśli chcieliśmy uniknąć kłopotliwych pytań. Pomogłem mu się ubrać. Był to jeden z naszych porannych rytuałów. Prawda była taka, że on za pomocą umysłu bez trudu mógł zmaterializować swoje ubranie. Ale nie o to chodziło. To była jedna z nielicznych chwil każdego dnia, w czasie których mogłem go dotykać. Jego twarz pozbawiona była wszelkiej ekspresji, tylko jego oczy wyrażały tysiące emocji. Przez chwilę znów zalśniły  krwawym blaskiem. Gdy poprawiałem mu krawat, przymknął oczy. Pomyślałem, że był jedyną istotą na świecie, którą tak bardzo kochałem i dla której byłbym w stanie oddać życie.
- Wiem... - Usłyszałem jego cichy głos.
Mistrzu... - szepnąłem.

Nie zdążyłem nic więcej dodać, bo rozległ się dźwięk dzwonka, który zwiastował przybycie gości. Najprawdopodobniej byli to uczniowie, którzy uczęszczali do mojej szkoły. Musieliśmy się pośpieszyć. 

- Otworzę drzwi i przygotuję coś do jedzenia. - Uśmiechnąłem się do niego.
- ... - Tradycyjnie nie odpowiedział.

Po chwili mieszkanie wypełnił gwar prowadzonych rozmów i śmiechy przybyłych osób. On tradycyjnie siedział na wielkiej pufie i się nie odzywał. Widziałem jednak, że znów był szczęśliwy. Z niemałym zadowoleniem zobaczyłem, że z jego ucha zwisał srebrny krzyż, zawieszony na długim łańcuszku. Na jego palcu zauważyłem srebrną obrączkę. Tym razem postarałem się, żeby nowe pieczęcie mu się spodobały. Kosztowało mnie to sporo dodatkowej siły, ale dla niego byłem w stanie wszystko poświęcić. Dowodami tego, że kolczyk i pierścień powstały z mojej potęgi, były czarne jak noc kryształy, które na nich połyskiwały.

Nagle ogarnęły mnie smutne myśli. Bałem się, że te beztroskie chwile wktce się skończą. Bałem się, że wkrótce go stracę. Tym razem już na zawsze. Nagle spojrzał na mnie. Wiedziałem, że przeczytał moje myśli. Widziałem to w jego oczach. Nie musiał nic mówić. Od razu zrozumiałem, czego sobie życzył. Po chwili postawiłem przed nim filiżankę świeżo zaparzonej herbaty.

W tej chwili był tutaj razem ze mną. Tylko to się teraz dla mnie liczyło. Tak jak i dla niego.



14 komentarzy:

  1. Wspaniałe. Nostalgiczne. Wspaniałe.
    Pozdrawia
    Mefisto

    OdpowiedzUsuń
  2. Może się powtórzę,ale napiszę tak:
    Parafrazując Mistrza: Nie dziękuj,pierwszy bym bat połamał na twym grzbiecie gdyby nie...... Twoje utwory!!!!!
    Mefisto jest zachwycony,chociaż zły bo komuś tu zachciało się przerywać (czyt. bawić w Polsat) w najmniej odpowiednim momencie.......
    Ponaglam Cię i motywuję do jak najszybszego uzupełnienia wpisu dot. Umowy i Zemsty.
    Weny życzy
    Mefisto

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, podzielenie notki Nataniela zostało zrobione z premedytacją XD. Mogę tylko błagać o wybaczenie :D.

      Zemsta pojawi się już niedługo XD.

      A Noblesse poza Kuroshitsuji jest moja drugą słabością, stąd dzisiejszy wpis :)

      Usuń
    2. Szybko stało się twoją słabością <3 ale to cieszy #duma

      Usuń
    3. Bo ja zakochałam się w Kuroshitsuji i Noblesse zaledwie po przeczytaniu kilku rozdziałów. Nie chodzi tylko o kreskę, tylko o postacie Sebastiana Michaelisa i Raizela. Oni są po prostu niesamowici <3<3<3<3<3

      Usuń
  3. ........................
    ..................................
    .......
    .....................
    .........................
    .......
    .....
    ...
    ..............................

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehehe, muszę zawołać Frankiego, żeby rozszyfrował twoje myśli :D.

      Usuń
    2. hahahahah :)
      pewnie
      albo moze raizel powi
      bo czasem gada norma;nie
      i to bardziej z innymi niz frankie

      Usuń
  4. o matko :3 <3
    <3 <3 <3

    toś mnie zaskoczyła <3 Jestem w szoku, leżę <3 <3

    Cholera, nie spodziewałam się tak szybko takiego fika <3
    Ależ jestem zaspokojona :D

    dobra: najważniejsze: ...


    ...
    ...
    ...


    Te wielokropki Raizela <3 Cholera, to pewnie przez nie czytało się tak dobrze :D Ale serio, Rai tak bardzo Rai :D <3

    No i kolejna uwaga: charakter Franeczka :D <3 bo on jest bestią tak naprawdę i nie ma litości dla wrogów, ALE przy swoim Panie jest uległym barankiem <3 kochm go całym cycem <3 jak zawsze oddany, wierny, posłuszny, troskliwy i tak dalej.

    #fetysz pici krwi ale to już wiesz

    do tego, brutalność Raizela <3 ale nawet jak przyciskał Frankensteina do ściany, to i tak musiał być niezwykle piękny, natchniony i "subtelny" (o wygląd chodzi). Bo Raizel jest idealnie pięknie cudownie wspaniały.

    No i to, że nie był delikatny podczas seksu, och, biedny Frankenstein <3 chyba ze swoim Panem jest trochę maso, nie? :3

    no i ta końcóweczka: ruchanie+picie krwi. Kurde, aż by się samemu chciało napisać ficzka <3

    Słowem: ship!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. *Panu nie Panie miało być

      Usuń
    2. Wielokropki musiały być, bo przecież właśnie taki jest Raizel. Małomówny, a jednak daje się zrozumieć, co ma na myśli. To jest jedna z jego cech charakterystycznych, która mnie tak ujmuje <3

      Starałam się oddać oryginalne charaktery bohaterów. Jednocześnie chciałam pokazać, że są nieliczne chwile, kiedy pokazują swoje prawdziwe uczucia: opanowany Raizel zmienia się w bestię, a Frankenstein w całkowicie uległego "baranka" :3. Właśnie podczas seksu, kiedy nie muszą być tacy jak zwykle.

      Fetysz picia krwi - no cóż, też go kocham. Poza tym przecież nie znamy do końca całej historii Raizele i sądzę, że on jeszcze nie raz może nas zaskoczyć.

      W Raizelu faktycznie ujmuje mnie jego piękno, subtelność, wspaniałość i idealność. Ale bardziej zastanawia mnie jego charakter i to co myśli. Podobnie mam zresztą z Sebastianem Michaelisem. No i ta aura tajemniczości, która dotyczy zarówno jednego, jak i drugiego.

      Napisz ficzka <3. Przecież wiesz, że chętnie poczytam <3.

      Usuń
  5. Powiem tylko, że długo czekałam na opowiadanko z Noblesse....Dziękuję! TO BYŁO CUDOWNE!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. <3<3<3<3<3

      Nie wykluczam, że jeszcze pojawią się podobne wpisy. Ten powstał pod wpływem jednej chwili. Tak po prostu. Więc może jeszcze w przyszłości również tak będzie.

      Usuń