WAŻNE INFO:

Obiecuję, jak najszybciej odpowiedzieć na wasze wszystkie komentarze i skomentować blogi, które czytam :D.

KOMENTUJCIE, bo to bardzo motywuje XD.

niedziela, 5 lutego 2017

Pasja - Rozdział 2 (Ariel)


ARIEL




Była późna noc. Z trudem przekręciłem się na łóżku. Nadal dokuczała mi złamana ręka. Na szczęście noga bolała już nieco mniej. Spojrzałem na komórkę. Była druga w nocy. Przez chwilę patrzyłem bezmyślnie w ciemność. Nie chciało mi się spać. Tak było prawie każdej nocy. W końcu usiadłem i zapaliłem lampkę. Z szuflady nocnej szafki wyjąłem tabletki przeciwbólowe. Wziąłem od razu dwie i popiłem wodą. Wiedziałem, że nie zasnę. 

Wstałem i wolno poszedłem do salonu, zapaliłem światło i usiadłem na kanapie. Wziąłem jedną z leżących na niej książek. Zacząłem przeglądać jej kolejne strony. Nie mogłem skupić się i po chwili odłożyłem książkę na miejsce. Postanowiłem, że jutro odwiedzę uniwersytecką bibliotekę. Włączyłem telewizor i zacząłem przeskakiwać pilotem po kolejnych kanałach. Nie zaciekawił mnie żaden film ani program. W końcu włączyłem muzykę. Ogarnął mnie cichy dźwięk pianina. Kolejne nuty układały się w melodię. Melodię, którą jeszcze nie tak dawno potrafiłem zagrać. Był to "Requiem for a dream". Z moich oczu popłynęły łzy, oparłem się o kanapę i przymknąłem oczy. Kolejne obrazy zaczęły się przede mną przesuwać. Znów widziałem to, co się wtedy wydarzyło. Od tamtego dnia, moje życie nie było już normalne. Wszystko się wtedy skończyło. Wszystko, co najbardziej kochałem na świecie, odeszło.

Słuchałem początkowych wolnych dźwięków melodii. Moje myśli wróciły do wydarzeń tamtego dnia. Razem z moimi rodzicami wracaliśmy samochodem z jednego z konkursów. W dłoniach trzymałem zdobytą nagrodę. Pierwsze miejsce... Cieszyłem się. Podobno byłem bardzo utalentowanym pianistą. Podobno... Ja tak nigdy o sobie nie myślałem. Moja gra narodziła się nagle. Po prostu kiedyś usłyszałem w głowie dźwięk muzyki i zapragnąłem nadać jej realne brzmienie. Zacząłem uczęszczać do szkoły muzycznej. Chłonąłem kolejne lekcje, jak na skrzydłach gnałem na zajęcia. Szybko zrozumiałem, że chciałem zostać pianistą. Chciałem, żeby spod moich palców wypływały dźwięki, które rozbrzmiewały w mojej głowie. Pasja... Tym stała się dla mnie gra na fortepianie. Miłość... Kolejne słowo w pełni oddawało to, co czułem siadając przed instrumentem. Gdy wokół mnie rozbrzmiewała muzyka, zatracałem się w moim własnym świecie. Dźwięki wypełniały przestrzeń wokół mnie. Nic się wtedy dla mnie nie liczyło. Nie widziałem wtedy publiczności, ani otaczających mnie świateł. Zawsze odczuwałem wstyd i niepewność, kiedy będąc na scenie, zmierzałem w kierunku fortepianu. To właśnie dlatego zapuściłem włosy, żeby się odgrodzić się od ciekawskich spojrzeń. Gdy zaczynałem grać, wszystko przestawało mieć jakiekolwiek znaczenie. Po prostu znikało.

Miałem cudownych rodziców. Nigdy mnie do niczego nie zmuszali, tylko wspierali w moich wyborach. Istniał tylko jeden jedyny warunek, który musiałem spełnić. Tata powiedział, że mam zdobyć wykształcenie w dowolnym kierunku. Powtarzał mi, że muszę mieć jakąś alternatywę, gdyby coś się nagle wydarzyło. Śmiałem się wtedy, że muzyka była moją przeszłością, teraźniejszością i przyszłością. Jednak zgodnie z jego wolą poszedłem na studia. Wybrałem anglistykę z kilku powodów. Po pierwsze był to międzynarodowy język, który był mi potrzebny, żeby rozpocząć prawdziwą karierę w świecie muzycznym. Po drugie, z racji licznych podróży od najmłodszych lat obcowałem z tym językiem. Po trzecie, szybko się go uczyłem. Po czwarte, zdobyty dyplom umożliwiłby mi zostać chociażby nauczycielem lub profesjonalnym tłumaczem. Nie sądziłem, że słowa ojca kiedyś nabiorą większego sensu.

Planowaliśmy nasz kolejny wyjazd. Zbliżał się koniec roku akademickiego i zamierzaliśmy wyjechać wreszcie na wakacje. Kolejny występ miałem mieć dopiero za miesiąc. Mogłem się wreszcie trochę zrelaksować i odpocząć. Śmiałem się, że mogę pojechać wszędzie, gdzie tylko będą chcieli, jeśli weźmiemy ze sobą keyboard. Mama kręciła tylko głową z niedowierzaniem. Mówiła, że ja chyba nigdy nie będę potrafił żyć bez muzyki. Chyba miała rację. 

Nagle śmiech mamy przerodził się w krzyk. Po chwili usłyszałem pisk opon i głośny huk. Z przerażeniem patrzyłem, jak kolejne obrazy zaczęły przesuwać się przed moimi oczami. Samochód wypadł z drogi i zaczął koziołkować. Nieoczekiwanie wszystko zwolniło. Odłamki szkła i krople krwi wolno się przesuwały przede mną. Matriks... Nie wiedziałem, czemu przypomniał mi się tamten film. Nie wiedziałem, czemu czułem się jak Neo, który uchylał się przed kulami, gdy te mijały jego ciało w zwolnionym tempie. Czas nieomal się dla mnie zatrzymał. Przez chwilę znajdowałem się niczym obok tego wszystkiego, co się działo wokół mnie. Tylko przez chwilę... Nagle wszystko przyśpieszyło. Usłyszałem kolejny krzyk mamy, spojrzałem w przerażone oczy mojego ojca, poczułem ból... A potem wszystko się uspokoiło i zapanowała złowroga cisza. 

Nie wiem, jak długo byłem nieprzytomny. Obudził mnie ból, który promieniował z ręki i nogi. Z trudem otworzyłem oczy. Coś mokrego zalewało moją twarz. Uniosłem lewą dłoń i wytarłem twarz. Z niedowierzaniem zobaczyłem na dłoni coś czerwonego. Próbowałem sobie uzmysłowić, co to było. Krew... niemożliwe. Dotknąłem palcami prawego policzka, pod palcami poczułem rozciętą skórę. Próbowałem się poruszyć, ale nie mogłem. Po chwili zrozumiałem, że moja prawa ręka i noga były unieruchomione. Czemu w samochodzie było aż tak ciasno? Nagle dotarła do mnie groza, tego co się stało. Mój umysł buntował się przeciwko temu, co sobie właśnie uprzytomniałem. Byłem dosłownie wgnieciony w fotel. Blacha wbijała się w moje ciało, nie mogłem się wydostać. Zobaczyłem ich... Mamo... Tato... Krzyczałem i zaklinałem ich, żeby się obudzili. Czemu nie reagowali? Czemu widziałem tylko ich bezwładne zakrwawione ciała. Z mojej piersi wyrwał się krzyk... Szloch... Płacz... Wołałem pomocy... Błagałem Boga, żeby ktoś przyszedł i nam pomógł. Nie wiem ile czasu tak trwałem. Moje łzy się skończyły, gardło odmówiło posłuszeństwa. Patrzyłem niewidzącym wzrokiem przed siebie. Czekałem, kiedy wreszcie śmierć przyjdzie po mnie. Nie przyszła...

Gdy już straciłem nadzieję, w oddali usłyszałem głosy ludzi i sygnał karetki pogotowia. Ktoś dopadł do wraku samochodu i coś do mnie mówił. Przeraźliwy dźwięk piły docierał do moich uszu. Nie wiem kiedy odpłynąłem. Później usłyszałem dźwięk szpitalnej aparatury i pozbawiony emocji głos lekarza, który poinformował mnie, co się stało. Pomyślałem, że to było zbędne. Przecież ja wszystko wiedziałem. Widziałem ich zakrwawione i nieruchome ciała. 

W jednej chwili zawalił się mój cały poukładany świat. Rodzice zginęli na miejscu. Dawid nie mógł sobie poradzić z tym, co się ze mną stało. Nie reagowałem na to, co do mnie mówił. Patrzyłem tylko przed siebie. Moi rodzice nie żyli, a ja najprawdopodobniej nigdy nie będę mógł zagrać. Dawid przychodził do mnie coraz rzadziej, aż pewnego dnia po prostu zniknął. Nie mogłem wziąć udziału w pogrzebie rodziców. Tego dnia mnóstwo osób odwiedziło mnie w szpitalu. Była to dalsza rodzina i znajomi. Miałem już tego wszystkiego szczerze dość. Wyrazy współczucia, kondolencje, słowa pocieszenia... Nie miałem ochoty ich słuchać, bo i po co? Nikt ani nic nie mogło przywrócić mojego dawnego życia. 

Muzyka ucichła. Wytarłem zdrową dłonią łzy i poszedłem z powrotem do sypialni. Położyłem się na łóżku i przymknąłem oczy. Rano znów pójdę na uczelnie. Będę słuchał nudnych wykładów. Będę starał się normalnie żyć. Gdybym chociaż mógł znów grać, wtedy mógłbym odciąć się od tego wszystkiego i uciec do mojego wyimaginowanego świata. 

Po wyjściu ze szpitala, wystawiłem nasz dom na sprzedaż. Szybko znaleźli się potencjalni kupujący. Znalazłem mieszkanie i uczelnie w zupełnie innym mieście. Nie mogłem zostać w tamtym domu ani w szkole. Dość miałem otaczających mnie rzeczy i miejsc, które mi o wszystkim przypominały. Spakowałem tylko najpotrzebniejsze rzeczy, ubrania, zdjęcia, nagrody i wszytko to, co było dla mnie ważne. Resztą rzeczy mieli zająć się nowi właściciele domu. Nie zabierałem ze sobą żadnych mebli, bo nowe mieszkanie było już umeblowane. Zabrałem tylko pianino. Chyba miałem nadzieję, że może kiedyś znów będę mógł zagrać. Trochę nawet czytałem na ten temat. Najprawdopodobniej jedynym rozwiązaniem była operacja dłoni. Ale i ona nie dawała, żadnej gwarancji. Wszystko będzie wiadome, kiedy zdejmą mi gips.

Za kilka dni miałem umówioną wizytę z nowym lekarzem. Miał zająć się moim dalszym leczeniem i rehabilitacją nogi oraz ręki, po zdjęciu z niej gipsu. Lekarz, który się mną poprzednio opiekował, nie był zadowolony z mojego pomysłu, żeby się przeprowadzać w trakcie leczenia. Miałem wrażenie, że był jednym z nielicznych lekarzy, którzy czuli prawdziwe powołanie do wykonywania swojego zawodu. Podczas naszego ostatniego spotkania wręczył mi kartkę z danymi specjalisty, który pracował w okolicznym szpitalu. Podobno był dobry w tym, co robił. Zobaczymy.

W końcu nastał ranek. Wstałem, umyłem się i poszedłem na uczelnię. Po zajęciach udałem się do Sekretariatu, żeby dokończyć resztę formalności związanych z moimi przenosinami. Nie sądziłem, że załatwienie wszystkich formalności mogło być aż tak kłopotliwe. Mnóstwo papierów, kwestionariuszy i innych innych podobnych pierdół, które musiałem wypełnić, zaczynało mnie już irytować. Na szczęście w końcu mogłem iść do domu. Teoretycznie przeniesienie się między uczelniami nie powinno stanowić problemu. Teoretycznie. Tutaj było inaczej. Może to była kwestia szkoły, a może osób, które tutaj pracowały. Wiedziałem, że na pewno nie będę pałał sympatią do pań z Sekretariatu. Chyba zresztą z wzajemnością.

Szedłem wolno korytarzem i zmierzałem w kierunku wyjścia. Każdy kolejny krok kosztował mnie sporo wysiłku. Od wypadku minęło przecież dopiero niewiele czasu. Nadwyrężona noga bolała mnie coraz bardziej. Pamiętałem słowa lekarza, że powinienem ją oszczędzać. Ale ja nie mogłem wysiedzieć już w mieszkaniu. Przytłaczały mnie puste cztery ściany. Moje myśli ciągle wracały do przeszłości. Teraz znów skazany byłem na samotność po powrocie do domu. Pewnie jak zwykle położę się na łóżku i będę patrzył w sufit. Przez ostatnie dni nic innego nie robiłem. 

Na szczęście nikogo nie było na korytarzu. Dość miałem zaciekawionych spojrzeń, którym obdarzali mnie inni studenci. Na pewno budziłem spore zainteresowanie. Nie każdy przecież utykał, nosił rękę na temblaku i miał szpecącą bliznę na twarzy. Miałem nadzieję, że z czasem to się zmieni. Z czasem może przestanę zwracać ich uwagę. Na razie próbowałem na to wszystko nie reagować. 

Nagle do moich uszu dotarł cichy dźwięk. Dźwięk, którego na żywo dawno nie słyszałem. Z wahaniem ruszyłem w kierunku, z którego dobiegał. Podszedłem do sali, której drzwi były lekko uchylone. Zajrzałem do środka. Przy fortepianie siedział chłopak, który chyba był na moim roku. Próbował zagrać jakąś melodię. Niestety po kilku dźwiękach przerywał i zaczynał od początku. Pomimo popełnianych błędów, nie poddawał się. Pomyślałem, że w tym momencie przypominał mnie z przeszłości. Ja też taki byłem. Kiedyś. Przed wypadkiem. Po kilkunastu nieudanych próbach, w końcu zagrał całą melodię. Bez trudu poznałem, co to był za utwór. Chwilami za bardzo przyśpieszał lub zwalniał i niekiedy mylił nuty, ale w jego postawie i półprzymkniętych oczach widziałem pasję. Pasję, którą i ja kiedyś miałem. Osunąłem się od drzwi i oparłem plecami o ścianę. Wsłuchałem się w jego grę. Gdy przenosiłem się na tę uczelnię, w życiu bym nie pomyślał, że znajdę tutaj kogoś, kto będzie grał. Anglistyka w żaden sposób nie kojarzyła mi się ze szkołą muzyczną. No, ale jak widać, świat był pełen niespodzianek. Nagle chłopak przerwał grę i szybko wybiegł z sali. Obdarzył mnie zdziwionym spojrzeniem, rzucił szybki cześć i już go nie było. 

Następnego dnia, gdy siedziałem na zajęciach na końcu sali, dostrzegłem go kilka ławek przede mną. Miałem rację, że byliśmy na tym samym roku. Na przerwie poszedłem do biblioteki i ze znudzeniem mijałem kolejne półki z książkami. Jak do tej pory żadna książka nie przykuła mojej uwagi. Była to główna biblioteka, z której korzystały też inne wydziały, więc miałem nadzieję, że może znajdę tutaj coś ciekawego do czytania. Zniechęcony podszedłem do okna i wyjrzałem na zewnątrz. Na jednej z ławek, stojących pod budynkiem, dostrzegłem tamtego chłopaka. Siedział z książką na kolanach i czytał. Niespodziewanie odchylił głowę do tyłu i przymknął oczy. Gdy je otworzył, nasze spojrzenia się skrzyżowały. Zrobił coś tak nieoczekiwanego, że aż przez chwilę mnie zamurowało. Uniósł dłoń i mi pomachał. Nie zareagowałem. Po chwili odszedłem od okna i wyszedłem z biblioteki. 

Gdy szedłem na kolejne zajęcia, przechodziłem obok sali muzycznej. Przystanąłem na chwilę. Zastanawiałem się, czy dziś po zajęciach, nieznajomy znów będzie grał. Nie wiedziałem czemu, ale mimo że fałszował, znów chciałem posłuchać jego gry.

W końcu zajęcia się skończyły. Postanowiłem sprawdzić, czy chłopak znów pójdzie grać na fortepianie. Poszedłem do sali, a gdy nacisnąłem klamkę, okazało się, że drzwi były otwarte. Zajrzałem do środka. Nikogo nie było. Wszedłem do sali i poszedłem na jej koniec. Usiadłem w jednej z ostatnich ławek i wyglądałem przez okno. Nagle drzwi się otworzyły i do środka wszedł tamten chłopak. Od razu podszedł do instrumentu, położył jakąś książkę na pulpicie, odsłonił pokrywę klawiszy i delikatnie powiódł po nich palcami. Byłem zaskoczony, że mnie nie zauważył. Zaczął grać. Pomyślałem, że szło mu całkiem nieźle. Gdy skończył, odezwałem się do niego:
- Następnym razem spróbuj zagrać to bardziej dynamicznie.
Zaskoczony chłopak podniósł głowę i spojrzał w moim kierunku. Wstałem i wolnym krokiem podszedłem do niego. 
- Od dawna grasz? - zapytałem.
- Zaledwie od roku. Niestety nie mam na to zbyt wiele czasu. No i nie mam pieniędzy na naukę. - Szybko wypowiadał kolejne słowa. 
- Rozumiem. Mimo wszystko nieźle ci idzie - powiedziałem.
- Poprzedni wykładowca muzyki uczył mnie grać. Nie brał ode mnie za to żadnych pieniędzy. Niestety odszedł w zeszłym miesiącu. Nikogo jeszcze nie zatrudnili na jego miejsce. 

Stałem obok niego i zdrową ręką delikatnie dotknąłem klawiszy. 
- Czemu grasz? - zapytałem. 
- Hmm... pewnie to zabrzmi śmiesznie, ale dawno temu byłem na koncercie. Usłyszałem jak młody chłopak pięknie grał i od tamtego dnia zakochałem się w muzyce. Postanowiłem, że zrobię wszystko, żeby grać równie dobrze jak on. Angel, taki nosił pseudonim. Chciałbym jeszcze kiedyś posłuchać, jak gra. 

Zacisnąłem zdrową dłoń i szepnąłem:
- On już nie gra.
- Skąd wiesz?
- Tak słyszałem.
- Acha, też interesujesz się muzyką?
- Trochę.
- Umiesz grać? 
- Już nie.
- Wybacz. To pewnie przez gips, który teraz nosisz. 
- Może. 
- Mam na imię Michał. Chyba chodzimy razem na zajęcia. Prawda?
- Ariel.
- Miło mi cię poznać, Ariel. - Uśmiechnął się do mnie.

Spojrzał na zegarek i szybko zebrał swoje rzeczy.
- Sorki, muszę spadać. Fajne, że cię poznałem. Do zobaczenia jutro. 

Po chwili już go nie było. Zanim wyszedłem, zagrałem kilka nut zdrową ręką i zamknąłem pokrywę klawiszy.

Wróciłem do pustego domu, położyłem się na łóżku i patrzyłem niewidzącym wzrokiem przed siebie. Moje myśli zaczęły krążyć wokół poznanego chłopaka. Nie wiem, co mnie w nim tak fascynowało. Jego uśmiech,wesołe oczy, czy pasja, z jaką grał na fortepianie?

Pomyślałem, że chciałbym posłuchać, jak znów będzie grał.

7 komentarzy:

  1. czy na uczelni nie jest przypadkiem dziekanat a nie sekretariat? :D

    <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3

    z tym Arielem to trochę czegoś takiego się spodziewałam

    fajnie, że się poznali <3

    kurczę, niech Ariel znowu gra <3

    niech się Michał nim zachwyca, ale niech mu Ariel nie mówi, że on jest Angelem :D przynajmniej na razie

    jestem zachwycona, dawaj tego więcej <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heh... chyba faktycznie :D masz rację - Dziekanat :D

      Ariel nie powie mu kim jest ;-). Wyjdzie to z czasem samo.

      Ariel na pewno jeszcze zagra, ale kiedy i dlaczego, to nie wiem jeszcze :D
      <3<3<3<3<3<3

      Usuń
    2. to czekam w takim razie co będzie dalej <3

      Usuń
    3. W sensie dlaczego zagra to wiem, ale nie wiem za ile notek ;-)

      Usuń
  2. Biedne dziecko :( bardzo mu współczuję i mam jednak nadzieję, że kiedyś jeszcze zagra. Jak nie, to może Michał będzie jego "dłońmi"? : >

    Ta znajomość pięknie się rozwinie, już to czuję :D <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. <3<3<3

      Ariel kiedyś na pewno zagra :-)

      Usuń
    2. Przepraszam, kochanie, że dziś tak krótko. Weny brak, ale to nie znaczy, że rozdział mi się mniej podobał czy coś. Po prostu, to nie mój dzień :d

      Usuń