WAŻNE INFO:

Obiecuję, jak najszybciej odpowiedzieć na wasze wszystkie komentarze i skomentować blogi, które czytam :D.

KOMENTUJCIE, bo to bardzo motywuje XD.

środa, 1 lutego 2017

Umowa - Rozdział 29 (Nataniel) - Część 1



NATANIEL


Tamtego dnia wyszedłem zapłakany z pokoju na górze. Tamtego dnia wiele zrozumiałem, przynajmniej starałem się zrozumieć. Tylko... Czy można było zrozumieć to, co wydarzyło się w jego życiu? Chyba nie. Nawet teraz, jak o tym myślałem, robiło mi się przykro. 


Pamiętam, że był wtedy wściekły. Nigdy go wcześniej takim nie widziałem. Tylko, że nawet jak czekałem na niego nagi, klęcząc przy samych drzwiach, to tak naprawdę się go nie bałem. Było mi go po prostu strasznie żal. To właśnie dlatego po moich policzkach płynęły łzy. Nie ze strachu. Pozwoliłbym mu wtedy na wszystko. Tak po prostu. Wiem, że byłem głupi, ale właśnie tak wtedy czułem. Jeśli chociaż trochę by mu to pomogło, to nie protestowałbym. Po prostu poddałbym się jego woli. Zresztą zawsze tak robiłem. Zawsze. Nawet, gdy się bałem, on potrafił mnie złamać i rozpalić. Jego głos i dotyk zawsze tak na mnie działały. Pozwoliłbym mu, ale kolejnego dnia zaczynała się sesja egzaminacyjna. Dlatego poprosiłem go, żeby był dla mnie łagodny. Jeszcze bardziej się wkurzył. Pomyślałem wtedy, że jednak nie będę w stanie iść na ten egzamin. Ale on zrobił coś, czego się po nim w tamtym momencie nie spodziewałem. Kazał mi się wynosić z pokoju. Dodał, że ukarze mnie po egzaminach. Dał jasno do zrozumienia, że jeśli ich nie zdam, to gorzko tego pożałuję.

Bardzo mało spałem w nocy. Kusiło mnie zakraść się do jego gabinetu i przeczytać ten dziennik. Znajdował się on w ostatniej szufladzie biurka. Wiedziałem, że gdyby mnie nakrył, to skończyłoby się to dla mnie bardzo źle. Z drugiej strony i tak czekała mnie kara, więc już niczym nie ryzykowałem. Wstałem z łóżka, podszedłem do drzwi i wyszedłem na korytarz. Starałem się poruszać najciszej, jak było to możliwe. Zszedłem na dół i już miałem skierować się do jego gabinetu, gdy usłyszałem cichy głos.
- Czemu nie śpisz? Jest już po północy. Nie wyśpisz się.

Zapalił lampę stojącą przy kanapie, na której siedział. W dłoni trzymał szklankę z przezroczystą cieczą. Zastanawiałem się, czy czasem nie była to wódka. Wcześniej nigdy nie widziałem, żeby pił alkohol. Nie wiedziałem, co powinienem mu odpowiedzieć. Nie mogłem przecież się przyznać, że chciałem zakraść się do jego gabinetu.
- Chyba się stresuję. Przyszedłem się napić. - Skłamałem.
Wyciągnął w moim kierunku szklankę, z której pił.
- Proszę - powiedział.

Patrzyłem na niego podejrzliwie. Doskonale przecież wiedział, że miałem słabą głowę. Sylwester był tego niezbitym dowodem. Przysiągłem mu wtedy, że więcej już się nie upiję. Czyżby chciał mnie sprawdzić? Poza tym nie mogłem pić, skoro miałem iść jutro na pierwszy egzamin.
- Ale... - zacząłem.
- Nie ma żadnych ale. Usiądź i napij się.

Podszedłem do niego, usiadłem obok i wziąłem szklankę. Po chwili wahania napiłem się. Ze zdziwieniem poznałem, że była to zwykła niegazowana woda. A ja sądziłem...
- Myślałeś, że to wódka, prawda? - zapytał.
- Tak - szepnąłem.
- Nigdy nie piję alkoholu. Takie mam zasady.
- Dlaczego?
- Bo on pił. 

Nie zdążyłem nic mu odpowiedzieć, ponieważ wstał i poszedł w stronę schodów. W pewnym momencie, zatrzymał się i spojrzał na mnie przez ramię.
- Nie siedź za długo - powiedział.
- Dobrze - odpowiedziałem.
- O której masz jutro egzamin?
- 13.30.
- Zawiozę cię.
- Nie musisz.
- Bez dyskusji. - Jego głos pozbawiony był jakichkolwiek emocji. 
- Dziękuję.
- I jeszcze jedno.
 Tak?
- Daruj sobie. Biurko jest zamknięte. Podobnie jak ten temat. Mam nadzieję, że wyraziłem się jasno.
- Tak - szepnąłem.

Poszedł na górę i po chwili usłyszałem, jak zamknęły się za nim drzwi jego sypialni. Pomyślałem, że łatwo mnie przejrzał. W końcu i ja poszedłem na górę. W mojej głowie kłębiło się tyle pytań, dotyczących jego przeszłości. Wiedziałem jednak, że on nic mi nie powie. Postanowiłem, że znów spróbuję pogadać z Markiem. Może on odpowie na moje pytania. Tak naprawdę to wiedziałem, że niczego się nie dowiem. Byłem przekonany, że Marco powie, że muszę pogadać o tym ze Sho a nie z nim. Musiałem jednak spróbować. Niespokojnie kręciłem się na łóżku i w końcu jakiś cudem zasnąłem.

Nie spałem zbyt długo, bo ze snu wyrwał mnie jego krzyk. Zerwałem się z łóżka i popędziłem do jego pokoju. Miotał się na łóżku i nie mógł się obudzić. Usiadłem obok niego i zacząłem go szarpać. W końcu jakimś cudem udało mi się go dobudzić. Z wahaniem dotknąłem jego twarzy i starłem mu łzy. Nie odzywał się, tylko patrzył na mnie. Po chwili przymknął oczy i przekręcił się na bok. Leżał teraz odwrócony do mnie plecami. Nie zastanawiałem się zbyt długo, tylko wsunąłem się pod kołdrę obok niego. Pomyślałem, że najwyżej mnie wywali. Z wahaniem położyłem rękę na jego brzuchu i wtuliłem się w jego plecy. Poczułem, że się spiął. Nie odzywał się do mnie. Byłem pewien, że zaraz usłyszę, że mam stąd wypierdalać. 
- Kiedyś ci mówiłem, że nie potrzebuję litości - powiedział cicho.
- To nie jest litość.
- A co?
Wypaliłem to, co pierwsze przyszło mi do głowy:
- Po prostu jest mi zimno.
Pomyślałem, że większej bzdury już nie mogłem wymyślić. Byłem pewien, że teraz to na pewno już mnie wywali. Jednak Sho po chwili ciężko westchnął. Położył swoją dłoń na mojej, którą nadal trzymałem na jego brzuchu. Gdy usłyszałem jego spokojny oddech, zrozumiałem, że zasnął. Pocałowałem go w plecy i zamknąłem oczy. 

Rano, gdy się obudziłem, już go nie było. To był chyba pierwszy raz, kiedy nie usłyszałem, jak wychodził z domu. Zwykle przecież udawałem tylko, że śpię, ale tak naprawdę czekałem na to, żeby mnie pocałował. Wydawało mi się, że wtedy jest sobą i niczego przede mną nie udaje. Miałem wtedy wrażenie, że chociaż trochę mu na mnie zależało. Spojrzałem na zegarek, który wskazywał dziewiątą godzinę. Nic dziwnego, że już go nie było, ponieważ zwykle wychodził do pracy około godziny ósmej. Wtuliłem twarz w poduszkę, która nadal przesiąknięta była jego zapachem. Najchętniej zostałbym dzisiaj w łóżku, w jego łóżku. Niestety nie mogłem.

Po chwili z niezadowoleniem wstałem i poszedłem do łazienki. Gdy spojrzałem w lustro, zobaczyłem niewyspaną bladą twarz. Westchnąłem i wszedłem pod prysznic. Miałem nadzieję, że chłodna woda trochę mnie rozbudzi. Analizowałem wczorajsze wydarzenia, ale nic nowego nie wymyśliłem. Wszystko wydawało strasznie trudne i zagmatwane. Nie wiedziałem, co on tak naprawdę myślał. Ciągle się ode mnie odgradzał. Może dla niego to nadal była zwykła umowa. Dla mnie było to coś, czego nie potrafiłem do końca zrozumieć. Z jednej strony faktycznie czułem się trochę jak jakaś dziwka, która za pieniądze mu się oddawała. Z drugiej strony coraz bardziej się cieszyłem, że go poznałem i z nim w pewnym sensie byłem. Czy to, że rozumiałem coraz bardziej, że zależy mi na nim, oznaczało, że nie powinienem myśleć o sobie jak o zwykłej kurwie? Może tak, a może nie. W końcu zrobiło mi się zimno, zakręciłem wodę i wyszedłem spod prysznica. Zaścieliłem jego łóżko, poszedłem do siebie, ubrałem się i zszedłem na dół. W aneksie kuchennym czekały na mnie, przygotowane przez niego, kanapki, świeżo zaparzona kawa w ekspresie i kartka, na której przeczytałem zaledwie jedno zdanie. Napisał, że przyjedzie po mnie o 12.30. A więc nie zapomniał tego, co mi wczoraj obiecał. A może mu tak trochę, tak minimalnie na mnie zależało, skoro postanowił zawieść mnie na egzamin? Szczerze w to wątpiłem.

Z upływem kolejnych godzin, coraz bardzie się stresowałem. Nie mogłem znaleźć sobie miejsca. Krążyłem po mieszkaniu coraz bardziej zdenerwowany. Co będzie jaki zawale egzaminy? Nie będę miał kolejnej szansy. Nie mogłem skupić się na notatkach, które po raz setny przeglądałem. 

Nie wiem kiedy nastało południe. Stałem przed swoją szafą i przeglądałem ubrania. Nie miałem nic odpowiedniego na egzamin. Nie lubiłem nosić eleganckich rzeczy, więc dużo ich nie kupowałem. W moim starym mieszkaniu zostało kilka ubrań, które by się nadawały, ale nie wziąłem ich ze sobą, kiedy się do niego przeprowadzałem. Teraz nie miałem czasu, żeby po nie jechać. Do tej pory także nie kupiłem nowych ubrań, mimo że Sho pierwszego dnia kazał mi to zrobić. Pomyślałem, że jestem głupi i strasznie nieodpowiedzialny.

Gdy tak stałem i zastanawiałem się, co powinienem zrobić, usłyszałem jego ciche kroki na schodach. Przyjechał po mnie, a ja nie byłem jeszcze gotowy. Znów się na mnie wkurzy. Przymknąłem oczy i zastanawiałem się, co mam mu powiedzieć. Że nie mam się w co ubrać? Żałosne. Po chwili wszedł do mojego pokoju. Gdy spojrzałem na niego, bez słowa podszedł do mnie i podał mi jakąś torbę.
- Masz pięć minut - powiedział wychodząc z pokoju.

W torbie znajdowały się nowe ubrania. Gdy spojrzałem na metki, zakręciło mi się w głowie. Ceny były wręcz kosmiczne. Nigdy bym sam sobie nie kupił tak drogich rzeczy. Wszystko było idealnie dobrane: koszula, spodnie, nawet skarpetki i buty. Gdy je założyłem, okazało się, że idealnie na mnie pasowały. Związałem jeszcze tylko włosy i byłem gotowy. Patrzyłem przez chwilę na swoje odbicie w lustrze. Nie mieściło mi się w głowie, że Sho zadbał nawet o moje ubranie. Gotowy zszedłem na dół. Sho stał przy oknie w salonie i rozmawiał przez telefon. Zauważyłem, że był wzburzony. Gdy mnie zobaczył, powiedział, że nie może dłużej rozmawiać i się rozłączył.
- Dziękuję - powiedziałem.
- Nie dziękuj mi, tylko na drugi raz pomyśl - odpowiedział. 
- Przepraszam.
- Nie przepraszaj, tylko... - Machnął ręką. - Nieważne. Idziemy. 

Po chwili wyszliśmy z jego mieszkania. Gdy wsiadałem do samochodu, zauważyłem, że cały jego bok od strony pasażera był zarysowany. Czyżby Sho miał jakiś wypadek? Chociaż bardziej wyglądało to tak, jakby ktoś celowo zarysował lakier. A może Sho miał jakiś wrogów? Z jego charakterem nie byłoby to nic dziwnego. Ciekawość mnie zżerała, ale wolałem nie pytać. Samochód był jego wielką miłością, a przynajmniej takie miałem wrażenie. Na pewno był wkurzony, więc postanowiłem nie drażnić go jeszcze bardziej.

Przez całą drogę siedziałem ze spuszczoną głową i zaciśniętymi pięściami. Pomyślałem, że jeszcze nigdy w życiu tak bardzo się nie stresowałem. Nagle poczułem jego dłoń na mojej dłoni. Spojrzałem na niego, ale on patrzył przed siebie na drogę.
- Poradzisz sobie. Wierzę w ciebie - powiedział cicho.
Nic nie odpowiedziałem. Łatwo mu było mówić. Nie on miał za parę minut usiąść w ławce i pokazać na co go stać. Dotarła do mnie niedorzeczność tego, co właśnie pomyślałem. Przecież on, jako właściciel firmy, każdego dnia stawał przed nowymi wyzwaniami. Jego na pewno nie stresowałby zwykły egzamin. Z wahaniem splotłem palce z jego palcami. Bałem się, że zabierze rękę, ale przez całą drogę tego nie zrobił. W końcu dotarliśmy przed główne wejście do budynku. Dopiero wtedy mnie puścił.
- Ile potrwa egzamin? - zapytał.
- Półtorej godziny - odpowiedziałem.
- Przyjadę po ciebie.
- Nie musisz.
- Masz rację. Nie muszę. 
- Więc, dlaczego to robisz?
Zawahał się. Serce zaczęło mi szybciej bić. Miałem nadzieję, że powie mi coś miłego. Niestety, jak zwykle się przeliczyłem.
- Potraktuj to jako mój kolejny kaprys. - Usłyszałem.
- To idę - szepnąłem zawiedziony.
Gdy wychodziłem z samochodu, usłyszałem jego ciszy szept:
- Nati, powodzenia.
W tym momencie drzwi od samochodu się zatrzasnęły i Sho odjechał. Patrzyłem jeszcze przez chwilę za znikającym samochodem. Po chwili wszedłem do budynku. 

Okazało się, że przy wejściu do sali egzaminacyjnej zgromadziła się już pokaźna grupa studentów. Byli wśród nich moi dawni znajomi. Niestety przestałem się z nimi spotykać i rozmawiać, gdy przerwałem studia i zacząłem pracować.
- A więc to ty jesteś tym tajemniczym chłopakiem, o którym się tyle mówi.
Odwróciłem się w kierunku, z którego dobiegał mnie znajomy głos.
- Takashi. - Uśmiechnąłem się zakłopotany.
- Cześć. Podobno wracasz do nas.
- Jeśli zdam.
- Taki kujon, jak ty, na pewno zda na samych piątkach.
- Chciałbym.

Takashiego znałem przelotnie z czasu, kiedy jeszcze studiowałem na uczelni. Była to przelotna znajomość, bardziej na zasadzie zwykłego cześć. Pomyślałem, że fajnie by było z kimś się zakumplować, a on zawsze wydawał mi się dość przyjazną osobą. Niestety nasza dalsza rozmowa została przerwana. Musieliśmy wejść do sali i zająć przydzielone nam miejsca. 

Usiadłem w ławce i cierpliwie czekałem na pytania egzaminacyjne. Po chwili dostałem swój arkusz, głęboko odetchnąłem i zacząłem go przeglądać. Na większość pytań bez większego trudu potrafiłem odpowiedzieć. Nad niektórymi musiałem się przez chwilę zastanowić. W końcu udało mi się odpowiedzieć na wszystkie pytania. Gdy spojrzałem na zegar wiszący na ścianie, okazało się, że uporałem się ze wszystkim w ciągu godziny. Sprawdziłem jeszcze raz wszystkie moje odpowiedzi. W końcu oddałem swoją pracę i opuściłem salę. Gdy wyszedłem przed budynek, okazało się, że on już na mnie czekał. Siedział w samochodzie i przeglądał jakieś dokumenty. Szybko poszedłem w jego kierunku. Gdy wsiadłem do samochodu, zapalił silnik i po chwili odjechaliśmy.
- Jak ci poszło? - zapytał.
- Chyba nieźle - odpowiedziałem.
- Jesteś mało przekonujący, wiesz?
- Przepraszam.
- I mało pewny siebie.
- To nieprawda.
- A ja myślę, że prawda. - Usłyszałem rozbawienie w jego głosie. 
Pomyślałem, że miał rację. Faktycznie brakowało mi pewności siebie. Zawsze tak było. 
Po chwili znów się odezwał:
- Głodny? 
- Trochę.
- Niedaleko jest fajna restauracja.
- Czy jest tak droga jak tamta, w której byliśmy ostatnio?
- Masz na myśli tę, w której jedliśmy, po tym jak umyłeś mój samochód?
Świetnie bawił się moim kosztem. Drań. Na samo wspomnienie tamtej sytuacji w myjni, zarumieniłem się.
- Tak - szepnąłem.
- Czy jest tak samo droga, to nie wiem. Nigdy nie zwracałem na to uwagi. Nie podobała ci się?
- Nie o to chodzi. Chciałbym... - zawahałem się.
- Tak?
- Mam ochotę na pizzę - powiedziałem cicho. 
- Pizzę? - Był zaskoczony.
- Tak. Oczywiście jeśli zechcesz.
Nie odzywał się, wiec pomyślałem, że pewnie ktoś taki jak on, nie jadał w takich zwyczajnych miejscach. 
- Znasz jakąś w tej okolicy? - zapytał nieoczekiwanie.
- Tak. - Uśmiechnąłem się i wytłumaczyłem mu, jak miał dalej jechać.

Po chwili siedzieliśmy w niewielkiej pizzerii i czekaliśmy na zamówione jedzenie. Rozmowa kompletnie się nam nie kleiła. Sho kilkakrotnie odbierał telefony, chyba w większości z biura. Jeden z kolejnych telefonów bardzo mnie zaciekawił. Po kilku minutach, przerwał wypowiedź swojego rozmówcy.
- Poczekaj. - powiedział i spojrzał na mnie. - Nataniel w weekend też masz egzaminy?
- Nie, ostatni w tym tygodniu mam w piątek o piętnastej. Kolejne zaczynają się od następnego poniedziałku - odpowiedziałem.
- Posłuchaj - powiedział do słuchawki - o dwudziestej, pasuje ci?
Po chwili rozłączył się, a ja zastanawiałem się, gdzie Sho wybierał się w piątek wieczorem. Miałem nawet ochotę się go o to zapytać, ale zrezygnowałem.
- Co to za mina? - zapytał.
- Nic takiego. - Do reszty straciłem humor.

W ciszy zjedliśmy pizzę. Później Sho odwiózł mnie do domu. Jak się spodziewałem, nie wrócił ze mną do mieszkania, tylko pojechał do pracy. Gdy wszedłem do domu, od razu poszedłem do siebie. Próbowałem się uczyć na jutrzejszy egzamin. Tylko moje myśli znów wracały do niego. Znów zacząłem się zastanawiać, gdzie zamierzał spędzić piątkowy wieczór.

Sho wrócił późnym wieczorem. Przygotowywałem sobie kolację i trochę już się niepokoiłem, że jego jeszcze nie było. Gdy wszedł do mieszkania, ucieszyłem się. Widziałem, że był bardzo zmęczony. Pomyślałem, że nie było w tym nic dziwnego, ponieważ wczoraj mało spał. Niedbale rzucił marynarkę na kanapę i ściągnął krawat. Usiadł na kanapie, wyciągnął nogi przed siebie i położył je na ławie. 
- Padam - powiedział cicho.
Podszedłem do niego z talerzem kanapek i gorącą herbatą.
- Masz ochotę na kanapki, czy przygotować ci coś innego?
Spojrzał na mnie i uśmiechnął się nieznacznie.
- Mogą być. Dzięki - odezwał się.
Usiadłem obok niego. Jedliśmy kolację w całkowitej ciszy. Znów. Kiedyś mało rozmawialiśmy, ale na pewno o wiele więcej niż teraz. 
- Przeze mnie musiałeś zostać dziś dłużej w pracy. Przepraszam - powiedziałem.
- Daj spokój, wczoraj prawie nic nie zrobiłem, więc musiałem to dzisiaj nadrobić.
- Rozumiem.
- Poza tym straciłem dziś sporo czasu na posterunku policji. 
- Byłeś na policji? Dlaczego?
- Musiałem zgłosić, że jakiś idiota zarysował mój samochód.
- Jak wychodziłem z uczelni, zauważyłem rysę na lakierze.
- Oczywiście na policji stwierdzili, że na pewno niczego nie uda im się ustalić.
- Dlaczego?
- Po pierwsze, tego typu sprawy z góry pozostają nierozwiązane. Po drugie, wydarzyło się to pod blokiem Marca.
- Marca, ale jak?
- Wczoraj wróciłem do domu taksówką.
- Dlaczego?
- Miałem gorszy dzień. Zresztą to nieważne. Samochód zostawiłem Marco, który wrócił nim do swojego mieszkania. Jakiś idiota, który przechodził obok samochodu, widocznie się musiał nudzić. Rysa została zrobiona najprawdopodobniej jakimś gwoździem.
- Czy nie powinieneś oddać samochodu do lakierowania?
- Zrobię to w piątek wieczorem. Naprawa potrwa dwa dni. W niedzielę będę mógł odebrać samochód z powrotem.
- A ja myślałem, że ty w piątek... - Zacząłem się cicho śmiać. Tak bardzo mi ulżyło. On zamierzał w piątek oddać samochód do naprawy. Nie planował się z nikim spotykać. Byłem bardzo szczęśliwy.
- Co myślałeś? - Spojrzał na mnie badawczo.
- Nic takiego. - Zarumieniłem się po same uszy.
- Nataniel, myślałeś, że wybieram się na randkę?
Nie odpowiedziałem. Sho westchnął cicho i powiedział:
- Nataniel, już ci mówiłem, że to czy się z kimś spotykam, czy też nie, to nie jest twoja sprawa. Prawda?
- Tak. - Zrobiło mi się przykro, gdy usłyszałem jego słowa.
- Idź spać, jutro masz znów egzamin. Dzięki za kolację. Ja muszę jeszcze popracować. 
Powiedziawszy to, wstał i ruszył w kierunku gabinetu. Gdy sprzątałem naczynia z ławy, usłyszałem jego głos:
- Nati, od kiedy ze mną mieszkasz, z nikim się nie spotykam. 
Uniosłem głowę, żeby na niego spojrzeć, ale jego już nie było. 

Z nikim się nie spotykał - kołatało mi w głowie. Dlaczego? Czyżby jednak mu na mnie zależało? Przecież on lubił ostry seks, tak przynajmniej twierdził Marco. Dla mnie był jak na razie w miarę łagodny. Czyżby zmieniły się jego upodobania? Niemożliwe. Przecież sam mówił, że spotka mnie kara. Nie wiedziałem, co powinienem myśleć o tym wszystkim. 

Gdy już wszystko sprzątnąłem, zrobiłem kawę i zaniosłem mu do gabinetu.
- Dzięki - powiedział, gdy postawiłem przed nim parujący kubek.
- Proszę. Nie siedź za długo.
- Czyżbyś się o mnie martwił? - zapytał nie unosząc głowy.
- Może.
- Niepotrzebnie. Idź spać.
- Dobranoc - powiedziałem i wyszedłem z jego gabinetu.

Kolejne dni były bardzo do siebie podobne. Rano zawsze do mnie zaglądał i całował w policzek. Ja oczywiście tradycyjnie udawałem, że śpię. W kuchni czekało na mnie, przygotowane przez niego śniadanie. Uczyłem się dopóki po mnie nie przyjechał. Jeśli egzamin miałem rano, to Sho zostawał w domu. Dopiero, jak odwiózł mnie z powrotem do domu, jechał do pracy. Dzięki temu miałem o wiele więcej czasu na powtarzanie materiału. Prawie każdego dnia zaglądałem też do mamy. Sho czekał wtedy na mnie w samochodzie, albo rozmawiał z lekarzem. Nigdy ze mną nie poszedł do mojej mamy. Nic dziwnego, przecież była dla niego zupełnie obcą osobą. 

Nieraz Sho ochrzaniał mnie, że za dużo się uczę. Zastanawiałem się, czy to możliwe, żeby za dużo się uczyć. Mnie ciągle wydawało się, że za mało jeszcze umiem. Gdyby mnie nie pilnował, to pewnie wcale nie chodziłbym spać. Miał chyba jakiś dodatkowy zmysł, bo zawsze nakrywał mnie, jak wstawałem w nocy, żeby jeszcze coś powtórzyć. Którejś nocy, gdy znów mnie nakrył, powiedział: 
- Nataniel, jak się nie uspokoisz, to przysięgam, że cię zleję.
- Nie pójdę wtedy na egzamin. - Po raz pierwszy odezwałem się w ten sposób do niego. Nie wiem skąd wzięła się moja odwaga.
- Jak się nie wyśpisz, też nie pójdziesz. Jazda spać. 
- Dobra. - Byłem lekko naburmuszony.
- Gorzej jak z dzieckiem.
- Nie jesteś moim ojcem, żeby mi mówić, co mam robić - wypaliłem. 
Po chwili dotarło do mnie, co właśnie powiedziałem. Cholera, nie chciałem go zranić. Tak, się po prostu mówiło, jak ktoś był za bardzo opiekuńczy. A on lekko zaczynał mnie już wkurzać.
- Przepraszam, nie pomyślałem - szepnąłem przerażony.
- I to jest twój problem, nie myślisz.

Wyszedł wkurzony z mojego pokoju. Usłyszałem, jak trzasnął drzwiami swojej sypialni. Naprawdę czasem byłem skończonym idiotą. Po tym jeszcze mniej ze sobą rozmawialiśmy. W piątek zostawił samochód w warsztacie i wrócił późnymi wieczorem. Sobota i niedziela minęły mi bardzo szybko, bo siedziałem z nosem w notatkach. Sho pracował i mimo wszystko gotował. Nie mogłem wyjść z podziwu, gdy widziałem go krzątającego się w kuchni. W ogóle to do niego nie pasowało. Jednak między nami ciągle był niewidzialny mur, którego nie potrafiłem przebić. 

Pod koniec sesji egzaminacyjnej siedziałem u siebie i coraz bardziej wariowałem. Zostały mi już tylko trzy zaliczenia. Nie wiem czemu, ale zacząłem w siebie wątpić. Wydawało mi się, że niczego nie pamiętam. W pewnym momencie zacząłem nawet płakać. Wytarłem łzy i postanowiłem się przewietrzyć. Najpierw zajrzałem do jego sypialni, ale go tam nie było. Pomyślałem, że pewnie jeszcze pracuje, więc zszedłem na dół. Zapukałem do jego gabinetu i wszedłem do środka.
- Czemu jeszcze nie śpisz? - Spojrzał na mnie ze zdziwieniem.
- Nie mogę spać - powiedziałem.
- Nataniel, jest już po dziesiątej. Nie wyśpisz się.
- Nie zaczynaj - powiedziałem. Chyba faktycznie stres bardzo źle na mnie działał, bo pozwoliłem sobie, tak do niego mówić.
- Ktoś tu zrobił się bardzo odważny, jak widzę - odezwał się wrednie.
- Przepraszam - mruknąłem.
- Co się dzieje? - Usłyszałem troskę w jego głosie. - Nic takiego, muszę się przewietrzyć.
- Stres?
- Chyba tak.
- Jutro masz egzamin o 14, prawda?
- Tak.

Wstał zza biurka i bez słowa wyszedł z gabinetu. Nie miałem innego wyjścia, jak po prostu pójść za nim. Podszedł do szafy w korytarzu i wyjął moją kurtkę. Podał mi ją, a po chwili wyjął i swoją. Popatrzyłem zdziwiony na niego. 
- Idę z tobą - powiedział, zakładając kurkę i buty.
- Nie musisz - szepnąłem.
- Nie puszcze cię nigdzie samego o tej porze.
- Jak jeszcze pracowałem, dużo później wracałem do domu.
- Dopóki jesteś tutaj, nie będziesz sam się włóczył. 
- Rozumiem.

Wyszliśmy z mieszkania, zjechaliśmy windą na dół i wyszliśmy na zewnątrz. Po chwili opuściliśmy strzeżone osiedle. 
- Możemy iść nad morze? - zapytałem.
- Pójdziemy tam, gdzie będziesz chciał.
- Chcę iść nad morze.
Szliśmy w milczeniu obok siebie. Kilkakrotnie złapałem się na tym, że ukradkiem spoglądałem na niego. Pomyślałem, że chciałbym kiedyś poznać jego prawdziwe myśli. Myśli, które są pozbawione kłamstwa i udawania. Jego prawdziwy świat, do którego nie chciał mnie wpuścić. 

W końcu znaleźliśmy się na plaży. Nie docierały do niej światła ulicznych latarni. Gdy spojrzałem w kierunku morza, pomyślałem, że wyglądało magicznie. Nad spokojną wodą połyskiwały pojedyncze punkciki gwiazd, które po bliższym przyjrzeniu się, tworzył różnorodne konstelacje. Na ciemnym nieboskłonie błyszczała jasna tarcza księżyca, która oświetlała ciemną wodę. Podszedłem bliżej wody i zatrzymałem się. Chłonąłem panujący spokój i ciszę. Stałem w milczeniu i patrzyłem przed siebie. Wiedziałem, że stał kilka kroków za mną i również pogrążył się w zadumie. Wiedziałem, że kochał może. Przeczytałem, że ostatniego dnia swojego trudnego dzieciństwa, stał właśnie nad morzem i cieszył się, że to już koniec. Znów pomyślałem, że chciałbym przeczytać w całości jego dziennik. Może wtedy lepiej bym wszystko zrozumiał? Lepiej go poznał? Zbliżył się do niego?

Gdy usłyszałem jego cichy szept, obejrzałem się na niego. Patrzył w kierunku morza i wypowiadał kolejne słowa. Po chwili zrozumiałem, że to był wiersz. 

Gwiazda spada nad morzem, 
cicha, pogrążona w smutku,
widzę jej gasnący promień,
widzę jej powolne duszenie się.
Ta jedyna gwiazda w nocy...

Jednak zawsze będę czuł
twój wzrok podążający za mną,
lśni przyjaźnie w moją noc,
zawsze będziesz świecić nad moją drogą,
cicha, pogrążona w smutku,
gwiazdo, która gaśniesz dla mnie!

Twój wzrok będzie podążał za mną,
twój wzrok, cichy, czysty,
a ja zawsze będę czuł
twego ducha krążącego wokół mnie,

wokół mnie jak podmuchy
delikatnej ciepłej bryzy. 

Gdy skończył, nie potrafiłem wydusić z siebie żadnego słowa. Nie spodziewałem się, że on potrafił być taki. Niepewnie podszedłem do niego.
- To było piękne. Sam napisałeś ten wiersz? - zapytałem.
- Przeceniasz mnie. Po prostu kiedyś go przeczytałem.
- Musiał ci się bardzo spodobać.
- Tak.
Po chwili znów zapytałem: 
- Kochasz morze, prawda?
- Tak - odezwał się cicho.
- Przepraszam, że zajrzałem do twojego dziennika. 
Naprawdę żałowałem tego, co zrobiłem. Nie powinienem grzebać w jego rzeczach. Nawet to, że dziennik leżał otwarty, nie upoważniało mnie, do przeglądania go. 
- Nie mam ochoty na ten temat rozmawiać. - Usłyszałem.
- Przepraszam. 

Nie odezwał się więcej do mnie. Po prostu stał i patrzył przed siebie. Delikatnie dotknąłem jego dłoni. Moje palce zetknęły się z jego palcami. Po chwili poczułem, że odwzajemnił mój uścisk. Spojrzałem na niego i zobaczyłem, że mi się przyglądał. Był smutny. Znów. Sto razy wolałem, jak był zły, wkurzony lub obojętny. Proszę nie bądź więcej smutny - pomyślałem.
- Sho... - szepnąłem.
Przyciągnął mnie do siebie i położył dłonie na moich biodrach. 
- Co się dzieje? - zapytałem.
- Nic.
Uniosłem dłoń i dotknąłem jego policzka. Był zimny. Pomyślałem, że pewnie już zmarznął. 
- Nati... - szepnął cicho.
- Jak mam ci pomóc? - szepnąłem.
- Nie dasz rady. 
- Czemu?
- Tak po prostu już jest. Nic na to nie poradzisz.

Nie zdążyłem się odezwać, bo nieoczekiwanie uniósł rękę i wplótł palce w moje włosy. Drugą dłoń położył na moich plecach i przycisnął mocniej do siebie. Moje serce zaczęło szybciej bić. 

Czyżby zamierzał mnie pocałować? Dawno tego nie robił. Zresztą robił to bardzo rzadko, bo uważał, że pocałunki zarezerwowane są dla zakochanych. Ale kilka razy mnie pocałował. Czyżby się we mnie zakochał? 

Tysiące podobnych myśli przelatywało przez moją głowę. Zbliżył twarz do mojej twarzy i poczułem jego gorące wargi na swoich. Całował mnie delikatnie i czule. Powoli. Gdy rozsunąłem nieco wargi, poczułem jego gorący język. To naprawdę był czuły pocałunek. Nie było w nim pasji, namiętności i pożądania. Był taki, właśnie taki, jak chciałem, żeby był. Właśnie tak chciałem, żeby mnie całował. Właśnie tak... Przymknąłem oczy i zacisnąłem dłonie na jego kurtce. Poczułem, że po policzku spłynęła mi pojedyncza łza. Po chwili przerwał pocałunek, ale nie przestał mnie obejmować.
- Nati, nie płacz - powiedział, wycierając mój policzek.
- Ja nie płaczę - odpowiedziałem.
- Właśnie widzę. - Uśmiechnął się. - Chyba czas już wracać.
- Tak - odpowiedziałem ze smutkiem w głosie.

Tak naprawdę, to nie chciałem jeszcze wracać do domu. Chciałem zostać tutaj jak najdłużej. Chciałem, żeby Sho był zawsze taki jak teraz. Prawdziwy. Bez udawania. Bez odcinania się od wszystkiego. Niestety wiedziałem, że to było niemożliwe. Puścił mnie i ruszył w kierunku wyjścia z plaży. Westchnąłem, spojrzałem jeszcze raz na mieniącą się w blasku księżyca wodę i ruszyłem za nim. 

Mijały kolejne dni, które niczym nie różniły się od poprzednich. Wreszcie nadszedł upragniony przeze mnie koniec egzaminów. Ostatniego dnia po powrocie z uczelni, poszedłem do siebie, rozebrałem się i wsunąłem pod kołdrę. Zasnąłem. Odsypiałem wszystkie nieprzespane noce i cały mój stres. Obudziłem się dopiero następnego dnia w południe. Przeciągnąłem się i po chwili poszedłem pod prysznic. Chłodna woda do reszty mnie rozbudziła. Założyłem luźne ubranie i zszedłem na dół w poszukiwaniu jedzenia. Sho leżał na kanapie z zamkniętymi oczami. Chyba spał. Musiał być zmęczony, bo to był dość rzadki widok, żeby spał w ciągu dnia. Starałem się zachowywać najciszej, jak to było możliwe. Zaparzyłem nam świeżą kawę i usmażyłem naleśniki. Gdy wszystko było już gotowe, podszedłem do niego i delikatnie zacząłem go budzić. Po chwili otworzył oczy i spojrzał na mnie zaspanym wzrokiem.
- Cześć - powiedziałem. - Zrobiłem nam śniadanie, w sumie to może bardziej obiad. 
- Mhm... - mruknął.

Znów ze sobą prawie w ogóle nie rozmawialiśmy. Wymienialiśmy tylko ogóle i zdawkowe zdania. Nic więcej. W końcu zadzwoniłem do Marka i poprosiłem o spotkanie. Powiedział, że w każdej chwili mogę do niego wpaść, bo w ciągu najbliższych dni nigdzie się nie wybierał. 

Następnego dnia, a była to niedziela, gdy powiedziałem Sho, że wychodzę, nawet nie zapytał gdzie i po co idę. Po kilkunastu minutach dotarłem pod blok Marca i zadzwoniłem do niego, że jestem. Był lekko zaskoczony, ale powiedział, żebym śmiało wchodził na górę. 
- Cześć - odezwałem się, gdy otworzył drzwi.
- Hej - był lekko zakłopotany i o dziwo ubrany bardzo elegancko. Czyżby się gdzieś wybierał? Może na randkę z Akim?
- Jeśli przeszkadzam, to przyjdę kiedy indziej - powiedziałem.
- Nie, wchodź. Napijesz się herbaty?
- Tak, jeśli to nie kłopot.

Zaprowadził mnie do kuchni i posadził przy stole. Zrobił nam herbatę i podał jeszcze jakieś ciasto.
- Niech zgadnę, chcesz znów o nim pogadać - powiedział.
- Tak.
- Wiesz, że nic nowego i odkrywczego ci nie powiem. Nie mogę.
- Dlaczego?
- Bo to jego prywatna sprawa. Jeśli zechce sam ci powie.
- On nigdy niczego mi nie powie. 
- Bądź cierpliwy, oczywiście jeśli ci na nim chociaż trochę zależy. Jeśli nie, to odpuść. Zobaczysz, że w końcu pozwoli ci odejść.
- Nie chcę.
- To postaraj się jakoś do niego dotrzeć.
- Nie wiem jak.
- Myślę, że wiesz.
- Widziałem jego dziennik.

Marco wciągnął powietrze i w końcu się odezwał:
- Dawno?
- Dwa tygodnie temu.
- Nawet słowem się na ten temat nie zająknął.
- To nie tak, że zrobiłem to specjalnie. Po prostu tak wyszło.
- Nie oceniam cię. Spokojnie. I jak na to zareagował?
- Wściekł się.
- Nie dziwię się. 
- Powiedział mi prawdę o swoim ojcu. 
- To znaczy?
- Że ojciec go molestował i znęcał się nad nim.
- Coś jeszcze się dowiedziałeś?
- Nie.
- Nataniel, to nie wszystko, co wydarzyło się w jego życiu.
- Proszę, powiedz mi.
- Nie mogę.
- Czemu?
- Bo mu kiedyś to obiecałem. Nie mogę złamać danej mu obietnicy.
- Dlaczego? Jak mam mu pomóc? 
- Jeśli dowiedziałby się, że coś ci powiedziałem, to zamknąłby się w sobie całkowicie. Przestałby mi się już zwierzać, a i tak robi to dość rzadko. Nataniel, wybacz, ale ja nie wiem, jak długo z nim będziesz. Nie mogę ryzykować.
- Czemu to wszystko jest takie beznadziejne? - Zerwałem się z krzesła i ruszyłem w kierunku drzwi.
- Nataniel. - Usłyszałem, że wybiegł za mną.
- Co? - Byłem zły.
- Bądź cierpliwy. Bądź obok niego. Wspieraj go.
- Niby jak? Przecież ja nic o nim nie wiem. Nie znam go.
- Myślę, że coraz lepiej go poznajesz.
- Zresztą, to i tak bez znaczenia. Jemu na mnie nie zależy.
- Obaj jesteście głupi. To, że on nie chce tego dostrzec, to nawet się nie dziwię. Ale ty powinieneś już zacząć rozumieć jego postępowanie.
- To znaczy?
- Po pierwsze przelał całą kwotę na leczenie twojej matki. Nie ma już żadnego znaczenia, jak długo z nim będziesz. Nawet, jak od niego odejdziesz, on nie zmieni zdania. Nie cofnie tych pieniędzy. Poza tym w całej historii firmy, nigdy jeszcze się nie zdarzyło, żeby odwoływał dla kogoś spotkania i dostosowywał do kogoś swój grafik. Zrozum, on przeorganizował całkowicie poprzednie dwa tygodnie, tak żeby wozić cię na egzaminy. Do tej pory wszyscy są w niezłym szoku. On słynął z tego, że to inni musieli dostosowywać się do jego planów, a nie odwrotnie. On nie jest typem człowieka, od którego usłyszysz: zależy mi na tobie. Zacznij czytać wreszcie między wierszami. Zobacz, jak się zachowuje wobec ciebie i co do ciebie mówi.
- Praktycznie w ogóle się nie odzywa.
- On już taki jest. Postaraj się go zrozumieć i poznać. Nie wymagaj, że nagle się zmieni. Uwierz, że od kiedy cię poznał, to już się dużo zmienił.
Nie odpowiedziałem.
- Nie poddawaj się tak łatwo.
- Postaram się - powiedziałem.

Wyszedłem z jego mieszkania i pojechałem na uczelnię. Znałem już wszystkie swoje oceny, czekałem jeszcze tylko na ostatnią. Miałem nadzieję, że wyniki były już znane. Mogłem pojechać prosto do domu i sprawdzić wszystko na swoim internetowym koncie, ale nie chciałem jeszcze wracać. Okazało się, że nadal trwały egzaminy na innych kierunkach i dzięki temu sekretariat nadal był otwarty. Wszedłem niepewnie do środka i zapytałem o wyniki. Usłyszałem, że takie rzeczy mogę bez trudu sprawdzić na swoim koncie. Jakimś cudem udało mi się przekonać sekretarkę, żeby to dla mnie sprawdziła. Nie dość, że to zrobiła, to jeszcze wydrukowała mi całą moją kartę z ocenami. Podziękowałem jej i pojechałem do domu. Całą drogę zastanawiałem się nad słowami Marka. W mojej głowie narodził się pewien plan.

Wszedłem cicho do domu i poszedłem do siebie. Wziąłem szybki prysznic, założyłem szlafrok i skierowałem się do jego pokoju. W dłoniach trzymałem tylko dwie rzeczy: kartkę z ocenami i moją czarną obroże, którą zdobił piękny niebieski klejnot. Gdy wszedłem do niego, napotkałem jego zdziwione spojrzenie. 

Dam radę. Na pewno dam radę - powtarzałem sobie w duchu. 

13 komentarzy:

  1. czyżby to Aki zarysował samochód? xD

    Sho przecież każdym takim drobiazgiem się po trosze otwiera, Nat powinien przykładać do tego większą wagę
    może i Sho nie umie mówić o tym, co czuje, ale to prawda, że pokazuje bardzo wiele, nawet jeśli potem ucieka z powrotem za ten swój mur :)

    dobrze, że Sho nie wyrzucił Nata z łóżka, a odpowiedź Nata wbrew pozorom nie taka głupia, choć wiadomo, że nieprawdziwa :D

    to na egzaminy się jakoś specjalnie ubiera?? o.O
    oczywiście poza tym, żeby było gdzie schować ściągi :D

    zazdrośnik <3
    pewnie Sho to trochę rozczuliło <3 a może zdziwiło? zakłopotało?

    scena nad morzem bardzo romantyczna i chyba obydwaj czegoś takiego potrzebowali :)

    może po rozmowie z Markiem coś dotrze do Nataniela? dobrze by było :v

    no, brawo Nat <3

    Sho był zdziwiony? ale czym? :D nie wierzył, że Nat sobie poradzi, czy że będzie taki pewny siebie? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, to nie był Aki. To ktoś zupełnie inny.

      Sho nie chcę się przyznać, ale pewnie lubi spać razem z Natanielem.

      No, bo Nati ma tylko sportowe ubrania, więc... XD (za moich czasów każdy jakiś, tak bardziej elegancko się ubierał :P)

      Ściąg nie miał :-). On by przecież szedł na zawał, gdyby miał ściągać. To nie ten typ.

      Sho, pewnie jak zwykle schował się tylko za swoim murem, gdy Nati zapytał go o piątek. Albo po prostu nie lubi być pod niczyją kontrolą.

      Chyba wreszcie dotrze, chociaż życie ze Sho nie będzie należało do najłatwiejszych.

      Nataniel po raz pierwszy przyszedł do Sho w wiadomym celu. Zapewne dlatego Sho się trochę zdziwił :D





      Usuń
    2. hym... no to mnie zaskoczyłaś, nie ukrywam :D

      jakoś mu się nie dziwię <3

      no to za moich nie :D taki dzień od zwykłego dnia różnił się tylko tym, że ktoś czegoś od nas chciał :v czego w dodatku zazwyczaj nie wiedzieliśmy, więc poprawnym strojem była bluza-kangur, dużo dużych kieszeni w spodniach i dobre miejsce na telefon :D

      ściąganie to też sztuka :D też bym przy wielu rzeczach dostała zawału, które np moja kumpela robiła, no ale nie oszukujmy się - to nie takie proste przed tym uciec

      w sumie jedno i drugie, w szczególności naraz, niewykluczone

      myślę, że tyle to Nat już wie :v

      przyszedł po zasłużoną nagrodę <3

      Usuń
    3. Nagrodę :D

      Najpierw będzie kara, obiecana zresztą XD.

      Usuń
  2. Dobra, najbardziej rzuciło mi się w oczy w tym rozdziale to, że Nataniel jest strasznie zdołowany. Albo uległy. Albo słaby. Tak, słaby. Bo dał się wciągnąć w gry Sho. Ale akurat rozumiem ten schemat (trochę trąci syndromem sztokholmskim, ale może być <3)

    Sho jak zawsze wszystkowiedzący <3 domyślił się, że Nat sądził, że ten pije wódkę, domyślił się, po co zszedł na dół <3 w ogóle, to ciekawe, że Sho nie pije alko, bo jego ojciec chlał. Pewnie trauma jest większa, niż sądziłam.

    To, jak Natuś znów przyszedł do niego w nocy, gdy ten miał koszmary, było urocze, kochane i słodkie :)

    No i Sho kupił mu odpowiednie ciuchy <3
    To dobrze, że dobrze mu poszło na egzaminie :)
    i ten Takashi mnie zaciekawił.

    Sho, który dawno nie jadł pizzy <3

    Eeeeeeeeeeeeeee, Sho chyba przesadza z tymi domysłami? W sensie, domyślił się znowu, co pomyślał Nat (że niby miał pójść na randkę), trochę to nierealnie wygląda, ale nie wiem, czy taki miałaś cel :D

    Nie, zmieniam zdanie. Nat jednak potrafi być wkurzający wwwrrrrrr :( :(
    Nie chcę, żeby stał się taką mimozą :( niech lepiej wpadnie w depresję, to się przynajmniej da wyleczyć), ale mam wrażenie, że w tym rozdziale właśnie taki jest. Sho wszystkiego się domyśla, Nat płącze i rozpacza, oni są kurde patologicznie pojebani, obaj :(

    Nienawidzę takich gierek, boże, jak oni mnie wkurzyli w tym rozdziale :D :D :D

    Sho zachowuje się momentami jak rozkapryszony dzieciak, a tego nie znoszę u dorosłych facetów. Nat za to mnie tu wyjątkowo wkurzał, bo był całkiem bezbronny (w złym tego słowa znaczeniu) i taki bez własnego zdania, jak szmaciana lalka trochę. Ja rozumiem, kotku, że ci ciężko, ale sam się zgodziłeś, bądż twardy. Nie możesz „zakochiwać się” w Sho, marzyć o tym, że on nie będzie ruchać innych albo że będzie okazywał ci czułość. Z drugiej strony, Sho jest bardzo niejednolity, na pewno ma jazdy (w poprzednim rozdziale to już był szczyt wszystkiego), ale no, od początku pisałam, że ciężko mi go polubić :D

    Ja pierdolę, Sho jest bardziej porąbany, niż sądziłam. #wiersz mnie rozwalił

    a ten samochód to pewnie sprawka byłego pana Akiego, nie? : >

    Nat naprawdę żałował, że zajrzał do dziennika? Przecież chciał to zrobić.
    Chyba faktycznie Sho się wycisza nad morzem. Może stąd chwila słabości, wiersz i czułe pocałunki. Po prostu mam wrażenie, że on ma rozdwojenie jaźni. Serio. Bo wszystko tłumi w sobie, a potem staje się zupełnie innym człowikiem, może dlatego ciężko mi to ogarnąć. Nie wiem, wkurza mnie on strasznie :D

    A Natuś potrafi gotować <3

    Szkoda, że ze sobą nie rozmawiają, ale z jednej strony, to normalne (umowa), z drugiej, coś tam próbują zmienić, więc wypadałoby gadac.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobra, po tej rozmowie z Markiem już wiem, że Sho jest toksycznym człowiekiem. Ja wiem, że on jest biedny i w ogóle, ale TAK BARDZO MNIE WNERWIA. Nie mogę. Gdyby to była umowa, to nie bawiłby się z oswajanie Nata i przywiązanie go do siebie. :(

      Marco urósł w moich oczach <3
      Kocham go za tę lojalność względem kumpla.

      Nat na pewno zdał dobrze <3 celująco pewnie :) sho będzie z niego dumny :D i będzie mógł się na nim wyżywać :3 na pewno nieźle go zleje i wykorzysta.

      Na razie zdania nie zmieniam – Sho troszeczkę lubię, ale on jest niesamowitym chujem. Ale może to dlatego, że tu widzimy go oczami Nata. Jak czytam wpisy Sho, to rozumiem go bardziej, ale w notkach Nataniela on jest po prostu okropnym tyranem. :D

      co nie zmienia faktu, że rozdział wywołujący emocje :D bo oni są tak bardzo niezdecydowani, popieprzeni, niejednolici i pierdolnięci, że się pogubiłam. :D nie wiem, czy chcę, żeby Sho złagodniał. Przecież bez pomocy psychoterapeuty (psychiatry?) nie da rady tego zrobić, a dalej będzie niszczyć młodość Nataniela :D a Nat będzie ulegać, on już teraz zaczyna uważać, że to, co robi z nim Sho (elementy bdsm), to normalne i go podnieca. Może chodzi o tę całą otoczkę i sytuację, może to dlatego uważam, że Nat już się poddał. On się przywiązał do Sho, jest od niego uzależniony. Co innego związek Akiego i Marca, tam wszystko wygląda inaczej :)
      Tu jest patologia i tego się trzymam.

      Amen :D




      ***
      A z takich uwag, to ja chyba tylko to, o czym pisałyśmy z Lex – skoro odmieniasz imię Marco, to odmieniaj go wszędzie, czyli jeśli masz z Markiem, to również samochód zostawiłem Marcowi, nie Marco ;)

      Usuń
    2. Żeby nie było: to nie jest żaden hejt, tylko próba rozkminiania charakterów i motywów bohaterów :) ^^

      Usuń
    3. Matko XD
      Uwielbiam, jak rozkminiasz charaktery i emocje moich bohaterów <3<3<3

      Z tą odmianą, to nie zawsze pamiętam, co zresztą widać.

      A teraz analiza:

      1. Tak, nie pije alkoholu dlatego, że jego ojciec chlał. Będzie pewnie o tym jeszcze kiedyś. trzeba przecież będzie odsłonić wreszcie tę całą tajemnicę, dotyczącą przeszłości Sho.

      2. Takashi będzie jedną z postaci, która jeszcze się pojawi i namiesza między bohaterami. Dobrze kombinujesz, że cię zaciekawił :3

      3. Sho najprawdopodobniej chciał sprawdzić Nata, co on pomyślał odnośnie piątku. I wcale się nie pomylił. Zresztą to przecież pan wszechwiedzący.

      4. Sho i Nat faktycznie są mocno popieprzeni. Na pewno szczera rozmowa wiele by wyjaśniła między nimi. Niestety obaj zasłaniają się nadal umową.

      5. Z samochodem dobrze kombinujesz, ale ciiiii :D

      6. Marco zawsze będzie lojalny wobec Sho, mimo że nie podoba mu się, co robi Sho.

      7. Nat ciągle gra pokrzywdzonego i zastraszonego, dlatego też Sho w jego oczach wygląda tak a nie inaczej.

      Usuń
    4. Kotuś, bo ja właśnie dzisiaj przeczytałam jakieś 5 for (:D) o odmianie imion i nazwisk japońskich, dopuszczalnych formach i tak dalej, ponieważ nie tak dawno Lekś pytała, czy przypadkiem imienia Akihiko (u mnie) nie powinno się odmieniać jak Marco. Ale Marco nie jest japońskie, więc się odmienia, oczywiście, jeśli autorka tak chce. :) Bo Sho (japońskie, jak Akihiko) na pewno nie, zresztą, Aki jest np. (u ciebie) bardzo wdzięcznym imieniem i fajnie się odmienia, ale już Sho nie bardzo :D dlatego ja wielbię swojego Senju, bo -u :D problem z głowy :D

      Ale ogólnie zgrzyta mi nawet Naturem, więc trzymam się tego, że japońskie (czyli według słownika: egzotyczne :D) imiona zakończone na -o -u -e są nieodmienne :D Widziałam niedawno koszmarek typu: powiedział do Sasukego :D < ja pierdolę >

      Ale Marusia lubię :D

      Tak, lubię rozkminiać charaktery twoich bohaterów, bo niektórzy mnie wkurzają, innych lubię i tak dalej. :D no i nie ma tu chyba takich typowo złych i dobrych, a to lubię :D

      1. Mnie się ten wątek bardzo podoba (z alko też), bo zawsze mnie fascynowały takie osoby. W sensie, które nie piją, bo mają jakąś traumę, związaną z alkoholizmem w rodzinie.
      2. AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 CZEKAM!
      3. "to przecież pan wszechwiedzący" <3 czyli ok, nie czepiam się :D <3
      4. No właśnie, obaj się zasłaniają umową. Nat pewnie by chciał się zbliżyć, co zresztą dobrze widać po jego zachowaniu, ale Sho czasami troszeczkę się otwiera, a Nat zaczyna mieć nadzieję, a później ponownie zamyka się w sobie (Sho), i Nat jest zdezorientowany. Myśle ,że te świadome (ale też podyktowane traumą) gierki Sho mocno wpływają na Nataniela, przez co jest jeszcze bardziej nerwowy, zlękniony i spięty. Dobrze, że przynajmniej wrócił na studia. :) czekam na Takashiego :)
      5. OD RAZU O TYM POMYŚLAŁAM. :)
      6. i za to go kocham <3
      7. Czyli trochę wciela się w rolę ofiary. No właśnie, ale rozumiem to jego demonizowanie Shosia.

      Spoko <3

      Usuń
  3. Jak ja uwielbiam Sho <3
    Bez problemu przewiduje każdy ruch Nata, ta podpucha z wódką była świetna xD

    Pozwolił Natiemu spać ze sobą <3
    Szczerze to przez chwilę miałam wrażenie, że mógłby go wyrzucić...

    Ojej <3
    Sho o wszystkim myśli, kupił mu specjalnie nowe ciuchy.

    Tylko mnie Takashi od razu nie przypadł do gustu...? Mam dziwne wrażenie, że zabierze sobie Natiego, a Sho zostanie sam jak palec i się już później nie pozbiera :(

    Nati zakochany <3
    Boi się, że Sho pójdzie na randkę... To takie słodkie! *-*

    Nie ładnie tak zarysowywać kochany samochodzik mojego Sho.
    *foch*
    Wiem, że to ty, były panie Akiego... Pfff...

    Randka na plaży ^-^
    Dobra, ale ten wiersz... Był takie... Trochę no... Dziwny...? Zmieszała mnie ta sytuacja.

    Nati tak się martwi o Sho, szuka pomocy u Marco. Swoją drogą to świetny z niego przyjaciel :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm... Czy to była posłucha z wódką? Niekoniecznie. Tym razem Sho nie sprawdzał Natiego.

      Sho lubi spać z Natanielem, chociaż się do tego nie chce przyznać.

      Tak, Sho zawsze myśli o wszystkim.

      Takashi, no cóż, będzie pewnie podrywał Nataniela.

      Tak, Nati się zakochał. Niestety.

      Tak, to były pan Akiego. To już żadna tajemnica.

      Wiersz był dziwny, tak samo zresztą jak Sho. On ma swoje naloty, momenty w których bywa normalny, melancholijny, romantyczny. Czasami nie gra, tylko jest sobą.

      Marco zawsze był świetnym kumplem, tylko nigdy nie udało mu się do końca dotrzeć do Sho, może Natiemu się uda. Ale na horyzoncie pojawił się Takashi, który może sporo namieszać.

      Usuń
  4. Jezu ja nie wiem to jest super, ale czy tylko ja tak mam, że Sho toleruje, a nawet troszkę lubię, lecz tego Nataniela to mógłby dla mnie piorun strzelić co jest ze mną nie takXXDDD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sadzę, że nie tylko Ty tak masz. Nati jest po prostu za miękki dla Sho. Gdyby mu się może postawił, to być może ich relacje by się w końcu zmieniły. A tak, jest jak jest. Przynajmniej na razie XD.

      Dziękuję za komentarz <3<3<3

      Usuń