WAŻNE INFO:

Obiecuję, jak najszybciej odpowiedzieć na wasze wszystkie komentarze i skomentować blogi, które czytam :D.

KOMENTUJCIE, bo to bardzo motywuje XD.

środa, 8 lutego 2017

Umowa - Rozdział 30 (Nataniel) - Część 2


 NATANIEL


Gdy patrzyłem w jego ciemnobrązowe oczy, czułem, że cała moja pewność siebie zaczęła mnie opuszczać. 

Nataniel, weź się w garść, podjąłeś już decyzję. Nie możesz się teraz wycofać. Nie możesz stchórzyć - pomyślałem.

Przełknąłem nerwowo ślinę i pewnym krokiem podszedłem do jego łóżka. Stanąłem i wyciągnąłem w jego kierunku dłoń, w której trzymałem obrożę. Popatrzył na mnie nieodgadnionym wzrokiem i odłożył na bok laptopa, którego do tej pory trzymał na kolanach. Nie wiem jakim cudem ale nawet w tej chwili, gdy leżał na łóżku, czuwałem przed nim respekt. Tak po prostu już było. 


Gdy ponownie spojrzał na mnie, cicho powiedziałem:
 - Panie... - Za każdym razem z trudem wypowiadałem te jedno słowo. -  Zdałem
- No i? - zapytał.
- Powiedziałeś, że po egzaminachukarzesz mnie za przejrzenie twojego dziennika. - Denerwowałem się wypowiadając kolejne słowa. 
- Pokaż mi swoje oceny. - Nie zwracał uwagi na moje zdenerwowanie.

Wyciągnąłem drugą dłoń, w której trzymałem złożoną na pół kartkę. Usiadł na brzegu łóżku, wziął ode mnie kartkę i ją rozłożył.
- Same piątki - powiedział.
- Tak - szepnąłem.
- Mam być z ciebie dumny? - Jego pytanie całkiem mnie zaskoczyło. Naprawdę bardzo się starałem. Robiłem to dla siebie, ale też trochę dla niego. Tak, chciałem, żeby był ze mnie chociaż trochę dumny.
- Mógłbyś - szepnąłem.
- Przecież uczysz się dla siebie, a nie dla mnie. - Jego kolejne słowa bardzo mnie raniły. Miał rację, powinienem się uczyć tylko i wyłącznie dla siebie. Nie dla niego.
- Ale... - zacząłem.
- Powinieneś być mi wdzięczny, że dałem ci szansę - przerwał mi.
Przecież byłem wdzięczny. Byłem wdzięczny za wszystko, co dla mnie robił. No może prawie za wszystko.  
- Tak, Panie. 
Było mi bardzo przykro.
- A więc chcesz, żeby cię ukarał? - zapytał.
Nie odpowiedziałem. Teraz już nie wiedziałem, czego chciałem. Wszystko wyobrażałem sobie zupełnie inaczej. Miałem nadzieję, że jak zobaczy, że dobrowolnie do niego przyszedłem, będzie ze mnie zadowolony. Na jego twarzy nie dostrzegłem żadnych emocji. Gniewu, radości, zaskoczenia, dumy... Nie widziałem nic. Był ja zawsze zimy i opanowany.
A skąd wiesz, czy ja mam na to ochotę? - znów zapytał.
Myślałem, że on zawsze miał ochotę na tego typu rzeczy. Myślałem, że  do tej pory powstrzymywał się ze względu na mnie. Tak powiedział mi kiedyś Marco. Mylił się. 

Spuściłem wzrok i zrobiło mi się przykro. Znów. Kolejne myśli opanowały moją głowę. Znów w niej huczało to, że po raz pierwszy odważyłem się przyjść do niego. Sam. A on tak mnie potraktował. Nie docenił. Nie pochwalił. Dla niego nie miało to żadnego znaczenia.

Wstał i zabrał mi obrożę. Przesunął palcami wzdłuż mojego towia w miejscu, gdzie nieomal stykały się poły szlafroka. Delikatnie muskał moją nagą skórę. Dotknął paska od szlafroka i go rozwiązał. Boki szlafroka, do tej pory przytrzymywane przez pasek, rozchyliły się odsłaniając moje nagie ciało. Przesunął opuszkami palców w górę po moim torsie. Po chwili położył dłonie na moich ramionach. Z każdą upływającą sekundą, coraz bardziej ogarniał mnie jego zapach i zmysłowość. Nie miałem śmiałości na niego spojrzeć. Patrzyłem w dół. Gdy zażenowany przymknąłem oczy, zsunął ze mnie szlafrok. Materiał spadł na podłogę. Zadrżałem.

Kiedy uniosłem głowę i spojrzałem w jego oczy, zrozumiałem, że przede mną stał zimny i wyrachowany sadysta. Nie było śladu po jego wrażliwej stronie, którą nie tak dawno widziałem nad morzem. Pomyślałem, że Marco się mylił. Sho wcale na mnie nie zależało. Był dokładnie takim człowiekiem, jakim teraz go widziałem.
.
Na kolana. - Usłyszałem zimny ton w jego głosie.
Z wahaniem klęknąłem przed nim. 
- A teraz podziękuj mi za to, że dałem ci taką szansę - powiedział.
Uniosłem głowę i znów napotkałem jego zimne oczy, które patrzyły na mnie z góry. Jak mogłem się tak pomylić? Jak mogłem pomyśleć, że jemu chodź trochę na mnie zależało. Jaki ja byłem głupi.   
- Czekam - uderzył mnie w policzek. 

Mimo że było to delikatne uderzenie, zabolało mnie tak, jakbym nie wiem, jak bardzo mocno od niego dostał.
- Dziękuję... - szepnąłem przez zaciśnięte gardło.
- Nie słyszę.
- Dziękuję - powiedziałem głośniej.
- Słabo. - Znów mnie delikatnie uderzył.
Dziękuję... Panie, że umożliwiłeś mi... - zaciąłem się.
- Mów dalej.
... wrócić na studia - dokończyłem ze ściśniętym sercem.
- Unieś włosy.
Gdy spełniłem jego polecenie, zapiął obrożę na mojej szyi. Wzdrygnąłem się pod wpływem jego dotyku. Bolało mnie jego zachowanie. Miałem wrażenie, że po raz kolejny pokazywał mi, gdzie było moje miejsce. Zabawka - tym dla niego byłem. Byłem pewien, że jak się mną znudzi, to zwyczajnie się mnie pozbędzie.  

- Chodź za mną. - Jego zimny głos wytrącił mnie z moich smutnych myśli 

Ruszył w kierunku drzwi. Z ciężkim sercem wstałem i poszedłem za nim. Zatrzymał się i nawet się na mnie nie obejrzał.
- Teraz jesteś moją suką. Nie muszę ci chyba wyjaśniać, jak chodzą suki?
- Nie, Panie - szepnąłem i poczułem, jak po moich policzkach popłynęły zdradzieckie łzy. Nie rozumiałem, jak mogłem się, aż tak bardzo pomylić. Suka... Jedno słowo rozbrzmiewało w mojej głowie. A więc nie zabawka, tylko suka. Tym dla niego byłem. 

Klęknąłem i na kolanach ruszyłem za nim do pokoju zabaw. 

Gdy wszedłem do środka, zamknął za mną drzwi.
- Wstań - powiedział zimnym tonem.
Spełniłem jego polecenie i stanąłem przed nim z opuszczoną głową. Bałem się go i nie miałem ochoty na niego patrzeć. Dotknął mojej twarzy i zmusił, żebym na niego spojrzał.
- Myślisz, że zmiękczysz mnie swoimi łzami? - Był wredny.
 Nie odezwałem się.
- Czyżbyś stracił zdolność mowy? Odpowiadaj! - Był zły.
- Nie... - powiedziałem cicho.
- Zapominasz się - wysyczał.
- Przepraszam... Panie... - szepnąłem.
Nie odezwał się, tylko podszedł do jednej z szafek i coś wyjął z szuflady. Po chwili wrócił do mnie i pokazał mi, co trzymał w dłoni. To, co zobaczyłem, nie spodobało mi się.
- Zastanawiasz się pewnie, co to jest? - zapytał.
- Tak, Panie. - Nadal bardzo trudno przychodziło mi go tak nazywać. 

Uniósł dłoń i złapał palcami mój sutek, ścisnął go tak mocno, że aż mimowolnie syknąłem z bólu. Nie zwrócił na to żadnej uwagi. Jego twarz pozbawiona była wszelkich emocji. Ściskał go jeszcze przez chwilę, a następnie jednym szybkim ruchem zapiął na nim srebrną klamerkę. Zacisnąłem mocno usta, żeby nie krzyknąć. Kolejne łzy popłynęły po moich policzkach. Czułem ból, a może bardziej dyskomfort, który promieniował po moim torsie. Klamerka połączona była z drugą przy pomocy srebrnego łańcuszka. Gdy, przysunął palce do mojego drugiego sutka, mimowolnie się od niego odsunąłem. Widziałem po nim, że się lekko zirytował. Pociągnął za łańcuszek, a tym samym za zapiętą na mnie klamerkę. Jęknąłem.
- Nawet nie próbuj uciekać - syknął.
Złapał mnie za brodę i zmusił, żebym na niego popatrzył.
- Teraz jesteś moją suką, która nie ma nic do gadania. Czy to dla ciebie jasne?
Nie odpowiedziałem. Z trudem wytrzymywałem jego twarde spojrzenie.
- Nie słyszę cię - powiedział mrużąc oczy.
Patrząc mi w oczy, złapał mnie za sutek i mocno ścisnął. Pisnąłem głośno. Nie puścił. Rozkoszował się chyba moim bólem. Widziałem to w jego pociemniałych oczach. Poczułem kolejne łzy, które spłynęły po moich policzkach.
- Tak, Panie - szepnąłem patrząc mu w oczy.
Po chwili zręcznym ruchem zapiął drugą klamerkę. Pociągnął lekko za łańcuszek. Jęknąłem. Bolało, drażniło, wkurzało, irytowało... wszystkie te słowa idealnie pasowały do tego, co teraz czułem. 
- Na kolana - znów się odezwał.

Gdy spełniłem jego polecenie, stanął za mną i brutalnie wykręcił moje ręce do tyłu. Skuł je ze sobą na moich plecach za pomocą kajdanek. Nie odzywałem się, po prostu się poddałem. Zresztą przecież i tak nie miałbym nic do powiedzenia. A może powinienem użyć hasła bezpieczeństwa? Przerwałby wtedy? Może? Już miałem się odezwać, gdy poczułem jego gorący oddech na szyi. Zbliżył usta do mojego ucha i szepnął:
- Nati... Nie skrzywdzę cię. Nigdy tego nie zrobię. Nigdy tego nie zapominaj.

Czyżby wyczuł moje obawy? Mój strach? Ale jak? Odwróciłem głowę w jego stronę i zobaczyłem, że patrzył na mnie inaczej. W jego spojrzeniu dostrzegłem czułość. Chciałem coś powiedzieć, ale on musnął ustami mój policzek i szybko wstał. 

Gdy znów spojrzałem na niego, jego twarz ponownie pozbawiona była emocji

- Otwórz usta - rozkazał.

Gdy to zrobiłem, założył mi czarny knebel, taki z kulką. A więc nie będę mógł użyć hasła bezpieczeństwa. Pogłaskał mnie po policzku i czarną opaską zasłonił moje oczy. Klęczałem przed nim i byłem  całkowicie zdany na jego łaskę. Bałem się.
- Zaraz wrócę. - Usłyszałem jego głos.

Zarejestrowałem jego oddalające się kroki oraz dźwięk otwieranych i zamykanych drzwi. Zostałem sam.

Nie mogłem uwierzyć, że zostawił mnie samego w pokoju. Skuł mnie, założył knebel, opaskę i tak po prostu sobie poszedł. Ruszyłem dłońmi, ale nie było żadnej możliwości, żebym zdjął z siebie kajdanki. Zaraz. Zaraz. Przecież powiedział, że wróci, więc nie powinienem się ruszać. Łatwo powiedzieć. Było mi strasznie niewygodnie z wygiętymi i skutymi rękami. Knebel utrudniał oddychanie, klamerki uwierały, no i niczego nie widziałem

Mijały kolejne sekundy... minuty... a on ciągle nie wracał. A jeśli nie przyjdzie? Jeśli wyszedł z mieszkania i zostawił mnie całkiem samego? Zacząłem się bać. Zostawił mnie. Czemu? 

Jednocześnie coraz bardziej obwiałem się tego, co mi zrobi, jak wreszcie wróci. Przez ostatnie kilkanaście dni wcale się nie kochaliśmy, ponieważ twierdził, że muszę się uczyć do egzaminów. Potem wydarzyła się tamta sytuacja z jego dziennikiem. Wszystkie nagromadzone do tej pory we mnie emocje, zaczęły dawać o sobie znać. Co on mi zrobi, jak wróci? Boże...

Po chwili pomyślałem, że przecież powiedział, że mnie nie skrzywdzi. Do tej pory jeszcze nigdy mnie tak naprawdę nie skrzywdził. No może trochę zlał, trochę poniżył, ale zawsze dbał o to, żeby i mnie było dobrze. Może to całe jego zachowanie, to tylko jakaś gra? Kiedyś przecież powiedział, że sesja jest właśnie grą, w której dobrowolnie biorą udział dwie osoby. Dobrowolnie? W sumie dzisiaj to ja sam do niego poszedłem z obrożą w dłoni. Chciałem się pochwalić, że zdałem. Chciałem, żeby był ze mnie dumny. Ale... także chciałem się z nim kochać. Tęskniłem już za jego dotykiem, nawet jeśli poprzedzony był wcześniejszym bólem i poniżeniem. Boże... syndrom sztokholmski... dopadł mnie... Tak naprawdę to chciałem się z nim czule kochać, ale wiedziałem, że na coś takiego nigdy by się nie zgodził. Po pierwsze on mnie nie kochał, a po drugie on nie uznawał takiego rodzaju seksu. Nawet się już z tym trochę pogodziłem. 

Czas strasznie mi się dłużył, ciało zaczynało coraz bardziej boleć. Jak długo to jeszcze potrwa? Sho, gdzie jesteś? Wróć wreszcie do mnie. Zrób ze mną wszystko, na co masz ochotę, tylko wreszcie wróć. 

Czułem się coraz gorzej. Chyba zaczynałem już trochę panikować. Może spróbuję wstać i jakoś się oswobodzić? Nie. Nie mogę tego zrobić, bo Sho będzie zły. Mimowolnie zacząłem płakać. Wszystko mnie coraz bardziej przytłaczało. Zacząłem szybciej oddychać. Zaklinałem go w duchu, żeby wreszcie do mnie wrócił. Szlochałem coraz głośniej i kręciłem głową. Wszystko mnie przytłoczyło. Ból... strach... samotność... 

Wróć... Proszę... Wróć...

Usłyszałem ciche skrzypnięcie drzwi. 

Wrócił. Wreszcie. - Te dwa słowa rozbrzmiewały w mojej głowie. 

Stanął za mną i położył mi dłonie na ramionach. Pod wpływem jego dotyku mimowolnie zadrżałem. Klęknął za mną i przesunął dłońmi w dół po moich ramionach. Objął mnie w pasie i musnął wargami moją szyję. Przesunął dłonie na mój tors i brzuch. 

Wodził palcami po mojej skórze i zaczął cicho szeptać do mojego ucha:
- Wyglądasz teraz jak rasowa suka, która czeka na swojego Pana. 
Sączył cicho kolejne słowa i nadal mnie dotykał. Gdy pociągnął za łańcuszek, znów przypomniałem sobie o klamerkach, które miałem zapięte na sutkach. Jęknąłem w knebel. 
- Jak myślisz? Zasłużyłeś na to, żebym się tobą zajął? - zapytał.
Przesunął dłonie na moje uda i zaczął mnie głaskać. Jego dotyk był bardzo delikatny i czuły. Me właśnie dlatego tak na mnie działał. Uniosłem głowę i oparłem o jego ramię. Lizał mnie po szyi i nadal dotykał. 

Proszę, dotknij mnie wyżej. O tak, tak... jeszcze trochę... proszę...

Przebiegł palcami po moim stojącym już penisie i szepnął:
- Chciałbyś.

Wstał tak szybko, że omal nie przewróciłem się do tyłu. Stanął przede mną i pociągnął za łańcuszek.
- Wstawaj.
Po wpływem jego słów i bólu, jaki wywoływał napięty łańcuszek, szybko wstałem. Znów za niego pociągnął, dając mi do zrozumienia, że mam za nim iść. Poszedłem. Chyba w kierunku łóżka. Nic nie widziałem, byłem zdany na jego łaskę i niełaskę. Stanął za mną i pchnął mnie mocno do przodu. Ponieważ nadal miałem związane ręce, nie mogłem w żaden sposób zamortyzować upadku. Przewróciłem się na brzuch na łóżko. Po chwili poczułem jego dłonie na moich pośladach. Ugniatał je, dotykał, i leciutko drapał. 
- Masz idealną dupę do lania - powiedział. 

Szarpnąłem się i chciałem się podnieść. Nie lubiłem jak mnie bił. No może nie była to do końca prawda, bo trochę lubiłem. 
- Czyżbyś chciał zaprotestować? - zapytał.
Poczułem, że klęknął obok mnie na łóżku. Objął dłonią moją szyję i delikatnie ją ścisnął. Bałem się, że odetnie mi dopływ powietrza. Na szczęście tego nie zrobił.
- Myślałeś, że ci tak po prostu daruję? - odezwał się.

Poczułem mocne uderzenie na pośladku. Złapał mnie za brodę, przysunął twarz do mojego policzka. Odchylił mi głowę do tyłu i jednocześnie mnie lał. Chyba robił to otwartą dłonią. Kolejne klapsy spadały na moje pośladki, jedne były lżejsze, inne mocniejsze. Byłem zły, ale jednocześnie poczułem, że zacząłem się podniecać. Z każdym kolejnym uderzeniem, mój stojący fiut, coraz mocniej wbijał się w łóżko. Chyba Aki miał rację, mówiąc, że jestem masochistą. Jeszcze kilka razy mnie uderzył, po czym się odsunął.
- Powtórzę to jeszcze raz. Zapamiętaj dobrze tę lekcję. Nie masz prawa szperać w moich rzeczach. - Usłyszałem jego głos.

Pociągnął mnie mocno za biodra i ściągnął częściowo z łóżka. Leżałem teraz na brzuchu na samej jego krawędzi ze spuszczonymi nogami. W takiej pozycji mój tyłek idealnie przygotowany był do spuszczenia mi lania. Starałem się zasłonić pośladki skutymi rękami. Niestety Sho złapał mnie za kajdanki i odciągnął na bok moje dłonie. Poczułem mocne uderzenie na tyłku. Spiąłem się i krzyknąłem w knebel. Zastanawiałem się, czym mnie bił? To nie była szpicruta. To było coś innego? Może pas? Kolejne uderzenia wywoływały moje krzyki. Poczułem, jak przesunął dłonią po moim bolącym tyłku. Wsunął palce pomiędzy pośladki i zaczął uciskać moje wejście. Wariowałem. Ból mieszał się z pożądaniem. Tak dawno się ze mną nie kochał. Pragnąłem go coraz bardziej. Nawet ból przestał mi przeszkadzać. Błagam cię. Wejdź we mnie. Zrób to wreszcie. Wypchnąłem tyłek w jego stronę, ale on zabrał dłoń. Usłyszałem jego cichy śmiech.
- Nie ma mowy, suko.

Czemu on mnie tak nazywał? Nie podobało mi się to. Czy to był kolejny element jego gry? Znów mnie uderzył. Jeszcze raz. Prawy pośladek. Lewy pośladek. Ból ogarniał moje ciało, ale mimowolnie wypychałem biodra do góry. Jęczałem w knebel coraz głośniej, chyba zacząłem się nawet ślinić. Czułem uderzenie, ból i dotyk jego dłoni na bolącym miejscu. Było to takie dziwne. Z jednej strony bolało, z drugiej coraz bardziej podniecało. Zacząłem się dusić od nadmiaru swojej śliny. Szarpnął mnie za kajdanki do góry. Gdy stanąłem i przywarłem do niego, zdjął mi knebel. Wciągnąłem powietrze ustami. Posmyrał mnie po brzuchu i dotknął mojego stojącego fiuta. Oparłem się o niego mocniej, ale on znów mnie pchnął na łóżko.
- Kara się jeszcze nie skończyła. Kładź się i wypnij swoją czerwoną dupę. - Usłyszałem.

Ponownie zaczął mnie bić. Pod wpływem kolejnych uderzeń wiłem się i jęczałem coraz głośniej. Próbowałem tak się przesuwać, żeby trochę mniej mnie bolało. Ale on trzymał mnie mocno za kajdanki.
- Jeśli sądzisz, że twoje nędzne próby zmniejszą moc kolejnych uderzeń, to jesteś w błędzie. Zaraz wybiję ci to z głowy.
Uderzał mnie coraz mocnej. Wtuliłem twarz w poduszkę i zacząłem cicho łkać. Uniosłem się, ale on znów mnie mocno popchnął na łóżko.
- Właśnie zarobiłeś kilka kolejnych uderzeń - powiedział.

Po kolejnych kilkunastu mocnych razach, zacząłem go błagać.
- Proszę... przestań... - jęczałem coraz głośniej.
- Nie obchodzą mnie twoje prośby. Daruj sobie.

Nadal mnie katował. A ja nadal się wierciłem. Nie wiedziałem, ile razy mnie już uderzył. Wiedziałem tylko, że tyłek bardzo mnie bolał. Klamerki, które dotykały pościeli, z każdym uderzeniem przypominały o swojej obecności. Zaciskałem zęby, żeby nie jęczeć i piszczeć.
- Proszę... wystarczy... - załkałem.
- Suki nie mają prawa głosu.
- Panie, błagam cię... dość...

Był całkowicie głuchy na moje prośby i jęki. Bił mnie dalej. Znów się szarpnąłem do góry, a on znów mnie mocno pchnął. Odchylił moje ręce maksymalnie do góry. Bolało. Nie mogłem się ruszyć. Nie mogłem uciec. Dźwięk kolejnych uderzeń mieszał się z moimi jękami. 
- Błagam... błagam... błagam... - piszczałem.

W końcu przerwał, przewrócił mnie brutalnie na plecy i pchnął dalej na łóżko. Skute z tyłu dłonie sprawiały, że nie mogłem się wygodnie położyć. Jednocześnie, gdy dotykałem tyłkiem pościeli, czułem palący ból. Musiałem być bardzo czerwony. Pewnie przez kilka dni będę miał problemy z siadaniem. 

Nadal nic nie widziałem, bo nie ściągnął mi jeszcze opaski. Oddychałem głośno i próbowałem w miarę możliwości wygodnie się położyć. Usiadł na moim brzuchu i bez ostrzeżenia odpiął klamerki. Krzyknąłem głośno. Nie wiedziałem, że zdejmowanie klamerek boli bardziej, niż ich zakładanie. Przez chwilę masował moje obolałe sutki. Pod wpływem jego dotyku, cicho jęczałem. Przysunął się bliżej mojej twarzy.
- Otwórz usta - powiedział.

Pokręciłem przecząco głową, nie miałem ochoty mu obciągać. Złapał mnie za włosy i siłą wepchnął swojego fiuta do mojego gardła.
- Obciągaj. Nie zamierzam się powtarzać - syknął.

Wsuwał i wysuwał swojego fiuta, przytrzymując moją głowę. Nie miałem innego wyjścia, jak spełnić jego kolejny rozkaz. Sadysta - grzmiało w mojej głowie. Słyszałem jego przyspieszony oddech. Myślałem, że może zamierzał spuścić się na moją twarz. Wyjął penisa i odezwał się:
- Liż.

Przystawił jego trzon do moich ust. Wysunąłem język i lizałem najpierw jego fiuta, potem jajka. Później znów wsunął go jeszcze raz w moje usta  i wykonał kilka ruchów.
- Grzeczna, suka.

Nagle poczułem, że uniósł się i zaczął wsuwać go głębiej. Zacząłem się krztusić.
- Spokojnie. Oddychaj przez nos. - Usłyszałem czułość w jego głosie.
Starałem się zrobić, tak jak mi mówił. Czułem, że jego penis nieomal dotykał mojego gardła. Znów zacząłem się krztusić. Wysunął się ze mnie i przewrócił mnie na brzuch. Rozkuł moje dłonie. Z powrotem przewrócił mnie na plecy, usiadł na mnie i przysunął penisa do moich ust.
- Bierz się do roboty - powiedział.

Zacząłem mu obciągać. Nie wiem kiedy przestałem myśleć, że mnie to wkurzało. Wsuwał we mnie stojącego fiuta, a ja dotykałem dłońmi jego ud i zaciskałem je na jego fiucie i jajkach. Chyba był zadowolony, bo usłyszałem jego przeciągłe westchnienie. Pieściłem go dłonią i językiem jednocześnie. 

- No to jeszcze raz - powiedział.

Znów wepchnął głębiej penisa w moje usta. Zakrztusiłem się ponownie. W końcu się odsunął.

- Wystarczy. Naukę głębokiego gardła przełożymy na kiedy indziej.

Nagle poczułem jego wargi na swoich ustach. Gdy je rozchyliłem, wdarł się brutalnie językiem do środka. Całował mnie mocno, z pasją, a ja rozpływałem się pod wpływem jego pocałunku. Uniosłem dłonie i dotknąłem jego twarzy. Złapał mnie za nadgarstki i przycisnął je po obu stronach mojej głowy do łóżka. Po chwili przerwał pocałunek i zsunął mi z twarzy opaskę. Popatrzyłem mu w oczy i zobaczyłem, że nie były już tak zimne, jak jeszcze kilkanaście minut temu.

- Skoro kara już była, to czas na twoją nagrodę. - Uśmiechnął się.

Znów mnie mocno pocałował. Po chwili przerwał pocałunek. Siedział na mnie okrakiem i błądził dłońmi po moim ciele. Mimowolnie wypchnąłem biodra w górę. Już wcześniej zauważyłem, że był nagi. Nie licząc strasznych blizn na jego plecach, miał piękne ciało. Wysportowane i umięśnione. Chłonąłem całym sobą jego dotyk. Po chwili wziął, leżący na łóżku, lubrykant. Wylał go trochę na swoją dłoń i rozprowadził na swoim penisie.
- Rozchyl nogi - powiedział.

Gdy spełniłem jego polecenie, rozprowadził również lubrykant na moim wejściu. Masował je przez chwilę i wsunął we mnie dwa palce. Spiąłem się, ale trwało to tylko chwilę. Gdy przyzwyczaiłem się do jego dotyku, rozluźniłem się i sam zacząłem wypychać biodra w górę. Pragnąłem go. Odchylił się nieco do tyłu i patrząc mi w oczy, dalej mnie rozciągał.  
- Proszę... proszę... proszę... - jęczałem coraz głośniej.
- Nie słyszę - powiedział. 
- Błagam cię...
- Nadal cię nie słyszę.

Widziałem, że świetnie się bawił, a ja dosłownie umierałem z podniecenia. 
- Ja już dłużej nie wytrzymam, błagam cię, Panie...
- O co mnie prosisz?
- Przecież wiesz...
- Chcę to usłyszeć.
- Błagam, wejdź we mnie wreszcie. Chcę cię wreszcie poczuć.

Roześmiał się głośno i zszedł z łóżka. Pociągnął mnie za nogi tak, że leżałem na brzegu łóżka. Pragnąłem go... Pożądałem... Uniósł moje nogi i oparł je o swój tors. Zaczął wolno we mnie wchodzić. Jęknąłem przeciągle. Czułem, jak mój odbyt zaczął się rozszerzać pod wpływem jego nacisku. Wolno wpuszczałem go w siebie. Mimowolnie poruszałem biodrami, ale on mnie mocno przytrzymywał. Położyłem dłonie na jego udach i wbiłem paznokcie w jego skórę. Jęczałem coraz głośniej. Przymknąłem oczy i rozkoszowałem się jego gorącym penisem, który w końcu mnie całkowicie wypełnił. Trzymał mnie mocno za uda i przyciskał je do siebie. Złapałem go z nadgarstki i uniosłem głowę w jego kierunku. Pragnąłem go pocałować. Pochylił się nade mną, wziął mnie za ręce i i położył je na swoim karku.
- Trzymaj się mocno - szepnął.

Zanim zdążyłem zareagować, poderwał mnie do góry i ustał. Trzymał mnie mocno. Moje łydki opierały się na jego ramionach. Zaplotłem mocno ręce na jego szyi i przytuliłem się do niego. Zaczął się we mnie wbijać, a ja mimowolnie odchyliłem się do tyłu. Bałem się że mnie puści. Chyba to wyczuł, bo powiedział:
- Spokojnie. Trzymam cię.

Odchylił się mocnej do tyłu i zaczął mnie podrzucać. Posuwał mnie na stojąco. Nabijałem się na jego fiuta i jęczałem, stękałem, krzyczałem. Nie kontrolowałem tego. Niewiele myśląc zbliżyłem twarz do jego twarzy i go pocałowałem. Zwolnił na chwilę i odwzajemnił pocałunek. Po chwili znów zaczął mnie podrzucać. To było niesamowite. On był niesamowity. Nigdy bym nie pomyślał, że można robić to właśnie w taki sposób. Znów wtuliłem się w niego. Nie przestawałem jęczeć i wzdychać. 

Po chwili położył mnie na łóżku. Rozłożył szeroko moje nogi i dalej mnie pieprzył. Wariowałem. Dotykałem siebie, swojego penisa, jąder. Dotykałem jego torsu, brzucha i ud. Widziałem, że się lekko uśmiechał. Na pewno był z siebie bardzo dumny. Ból tyłka i sutków już dawno przestał mieć jakiekolwiek znaczenie. Pochylił się nade mną i złapał mnie za ramiona. Jeszcze mocniej zaczął mnie posuwać. Uniosłem ręce nad głowę i zacisnąłem dłonie na pościeli. A on mnie pieprzył. Dalej. Nieprzerwanie. Wszedł na łóżko, uniósł mnie, łapiąc za ramiona i pchnął dalej na łóżko. Rozłożył mi szeroko nogi tak, że nieomal zrobiłem szpagat. Jęczałem, wiłem się, krzyczałem, zasłaniałem twarz ramieniem i jednocześnie pieściłem dłonią swojego penisa. 
- Sho, ja zaraz dojdę - załkałem.
- Nie tak szybko - wysyczał. - Zabraniam ci dojść.
Złapał mnie za jądra i mocno je pociągnął. Zawyłem. 
- Jeśli dojdziesz bez mojego pozwolenia, to ukarzę cię tak, jak planowałem to zrobić na samym początku - powiedział.
- Ale... - jęczałem.
- Wsadzę ci sondę w fiuta i będę cię posuwał tak długo, aż zaczniesz wyć. A dzięki temu niewielkiemu przedmiotowi, który będzie z ciebie wystawał, nie będziesz mógł dojść. Co ty na to?
Ostro mnie posuwał, ściskając przy tym podstawę mojego penisa. Myślałem, że moje jądra eksplodują, ale on był nieubłagany.
- Błagam cię... - prosiłem.
- Nie ma dzisiaj litości. 
- Proszę.
- Zamknij się i nie zapominaj, jak masz do mnie mówić.

Gdyby nie to, że mnie ściskał, już dawno bym doszedł. W końcu zabrał dłoń i wysyczał:
- Nawet się nie waż.

Jego szybie ruchy przeszły w powolne i leniwe. Przysunął się do mnie i znów mnie pocałował. Ponieważ moje nogi pod wpływem jego ruchu uniosły się jeszcze bardzie do góry, wniknął we mnie jeszcze głębiej Zawyłem mu w usta. Starałem się, jak mogłem, żeby nie dojść. Nie chciałem, żeby cokolwiek wkładał mi do penisa. Ale to, co odczuwałem teraz, sprawiało, że nieomal doszedłem. Przerwał pocałunek i wsparł się na ramionach. Pojedyncze mocne pchnięcia wywoływały moje kolejne piski.
- Nie mogę... błagam cię... 
- Zabraniam, słyszysz.

Wbijał się we mnie, a ja odpływałem. Zatracałem się w tym wszystkim. Gdy już myślałem, że nie dam rady, wyszedł ze mnie. Odwrócił mnie na brzuch i jednym mocnym pchnięciem wszedł we mnie. Zawyłem. Przycisnął moją głowę mocno do łóżka. Znów mnie pieprzył, a ja jęczałem i wtulałem głowę w pościel. Zaciskałem mocno oczy i starałem się ze wszystkich sił nie dojść. W pewnym momencie poczułem lekkie uderzenie na pośladku. Gdy się obejrzałem, zobaczyłem, że trzymał w dłoni długą packę. Posuwał mnie mocno i jednocześnie bił mnie w pośladek. Nie wiedziałem, czy bardziej mnie to bolało, czy raczej podniecało. Chyba to drugie. Znów krzyczałem. Kolejne uderzenia spadały na mój tyłek. Jednocześnie jego penis wnikał we mnie głębiej z każdym kolejnym pchnięciem. Tak, byłem masochistą, jak nic. Podobało mi się to. W pewnym momencie sam zacząłem wypychać biodra naprzeciw niemu. Dopasowałem swój rytm do jego rytmu. Mocniej wtuliłem się w łóżko i chłonąłem wszystkie wrażenia, jakich mi dzisiaj dostarczał. Dopiero teraz w pełni zrozumiałem, jak bardzo za nim tęskniłem. Usłyszałem, że odrzucił packę na bok i przycisnął mnie swoim ciałem do łóżka. Wyłem. Wchodził teraz bardzo głęboko. 
- Boże, Boże, Boże... - krzyczałem.
- Wystarczy Panie. - Usłyszałem jego śmiech.

Uniósł się, przycisnął mnie dłonią do łóżka i pieprzył. Ostro. Mocno. Głęboko. Brutalnie. Krzyczałem coraz głośniej, dopóki moje gardło nie odmówiło posłuszeństwa. Potem już tylko cicho jęczałem.
- Tak, zerżnę cię dzisiaj tak, że przez tydzień nie usiądziesz - powiedział. 

No i mnie rżnął. Dosłownie. Złapał mnie za biodra, klęknął i przyciągnął do siebie. Odpowiadałem na jego kolejne pchnięcia. Boże, tak. Przeleć mnie. Pragnę tego. Nie chcę o niczym myśleć. Nie chcę się zastanawiać, kim dla ciebie jestem. Nie chcę pamiętać o tym, że to tylko umowa. Nie chcę pamiętać, że jestem tylko twoją zabawką. Nie chcę pamiętać, że kiedyś się mnie pozbędziesz. Po postu mnie pieprz, właśnie tak, jak robisz to teraz. Mocniej. Tak, żeby mnie bolało. Żebym się w tym zatracił. Błagam cię. 

Złapał mnie za włosy i mocno trzymał. Opierałem się na rękach i czułem, że za chwilę będę miał orgazm. 
- Zabraniam - wysyczał przez zaciśnięte zęby.
- Panie, proszę... - zacząłem płakać. 
- Nie ma mowy. Jeszcze nie.
- Umrę...
- Umrzeć podczas orgazmu to cudowna śmierć. Ale ostrzegam cię, jeśli to zrobisz, to znajdę cię nawet w piekle i znów wypierdolę. Nigdy się ode mnie nie uwolnisz. Ani w życiu, ani po śmierci. Zapamiętaj to dobrze. Jesteś mój.
Jakby z oddali docierały do mnie jego słowa, nie byłem w stanie zrozumieć ich sensu. Mimowolnie zacząłem sobie zwalać. Gdy to zobaczył, mocno mnie uderzył w tyłek.
- Nie waż się. - Usłyszałem.

Wyszedł ze mnie i znów mnie przekręcił na plecy. Rozłożył moje nogi i we mnie wszedł. Nie miałem już siły. Skąd on brał swoje siły? Zauważyłem pot na jego czole. Czyżby i on się powstrzymywał? Odpływałem. Niech się dzieje, co ma się dziać. Niech wkłada mi, co chce w penisa. Niech robi ze mną, co chce, bylebym mógł wreszcie dość. Złapał mnie za stojącego fiuta i znów go ścisnął.
- Ty na prawdę chcesz się doigrać - powiedział.
Chwyciłem pościel i przyciągnąłem ją do swojej twarzy. Zachlipałem cicho. Boże, jak ja już chciałem dojść.
- Proszę, pozwól mi. Nie wytrzymam - wyszeptałem cicho.

I nagle poczułem, że zaczął mi trzepać. Pieprzył mnie i trzepał mojego penisa. Wreszcie. Spojrzałem na niego błagalnie, szukając w jego oczach pozwolenia. Chciałem usłyszeć tylko jedno słowo. Obdarzył mnie ciepłym uśmiechem i powiedział:
- Już możesz.

Wygiąłem się w łuk i doszedłem. Orgazm był kosmiczny, długi i taki jakiego nigdy dotąd nie miałem. Tryskałem sobie na brzuch, ale nawet nie zwróciłem na to uwagi. Miałem wrażenie, że unosiłem się w powietrzu. Że byłem gdzieś poza. Odpłynąłem całkowicie. Po chwili zacząłem wracać do siebie. We mgle pojawiły się najpierw jego ciemnobrązowe oczy. Oczy, które mnie hipnotyzowały. Potem zobaczyłem jego. Poruszał się we mnie wolno i delikatnie. Wyszedł ze mnie i usiadł na mnie okrakiem. Zaczął sobie trzepać i po chwili trysnął na moją twarz. Nie zwracałem na to najmniejszej uwagi. Było mi już wszystko jedno. Ledwo żyłem. Bolała mnie dupa, pośladki, sutki, jądra i fiut. Teraz to do mnie docierało. Przymknąłem oczy i wolno oddychałem. Uderzył jeszcze kilka razy swoim penisem o mój tors i po chwili zszedł ze mnie. 
- Jak się czujesz? - odezwał się cicho.
- Nie wiem - odpowiedziałem.
- Chodź się umyć, jesteś cały spocony i się lepisz. 
- Nie mam siły.

Wziął mnie delikatnie na ręce, tak jakbym był naprawdę dla niego ważny. Wtuliłem się w niego. Uwielbiałam, jak mnie nosił na rękach. Zabrał mnie do mojego pokoju i zaniósł do łazienki. Wszedł ze mną pod prysznic i umył mnie. Delikatnie, powoli, nie spieszył się. Woda spływała po mnie, a ja nadal dochodziłem do siebie. Po chwili wyszedł ze mną spod prysznica i wytarł mnie. Nie odzywał się, a ja patrzyłem na niego półprzytomnym wzrokiem. Poczułem, że zrobiło mi słabo. Oparłem się plecami o zimną ścianę łazienki. Patrzyłem na niego coraz bardziej nieprzytomnym wzrokiem. Znów wziął mnie na ręce i pocałował w czoło. Zaniósł mnie do pokoju, położył mnie do łóżka. Od razu położyłem się na brzuchu, bo bolała mnie dupa. Po chwili poczułem dotyk jego chłodnych dłoni na pośladkach. Chyba je czymś smarował. Potem okrył mnie kołdrą. 

Gdy wstał, żeby wyjść z pokoju, szepnąłem:
- Zostań.
- Nie mogę - powiedział.
- Dlaczego? - szepnąłem sennym wzrokiem.
Przymknąłem oczy i powoli zaczynałem odpływać. Poczułem, jak pogłaskał mnie delikatnie po głowie. 
- Bo się we mnie zakochasz, a ja nie zasługuję na ciebie. Zresztą to nadal tylko umowa - szepnął.
Ruszył w kierunku wyjścia, a gdy zamykał za sobą drzwi, powiedziałem cicho:
- Już na to za późno. 

Wtuliłem nos w kołdrę i zagryzłem wargi, żeby nie zacząć głośno szlochać. Z nienawiścią pomyślałem o umowie, która nas ciągle obowiązywała. 

Zranił mnie. Znów. Wiedziałem, że zrobi to jeszcze nie raz. A jednak... Jednak go kochałem. Wiedziałem, że byłem beznadziejny, licząc na to, że kiedyś odwzajemni moje uczucie. A może już to robił? Może tylko tego nie dostrzegałem? Nie mogłem zebrać myśli. W końcu zmęczenie wzięło nade mną górę i zasnąłem. 

28 komentarzy:

  1. ehh nnatii.. ty masz sieczke w głowie
    i ty chcesz byc lekarzem
    hahahaha
    panie zdałem...
    jak bys mi tak powiedział to bym powiedziała spok
    a jakbbys powiedział idziemy do sklepu.. zwarta i gotowa przy drzwiach hahahahahahha
    sho dał kare.swojemu psiakowi
    hardkorowy nie byl
    ale przy natim .to odrobina olania złosci.. ponizenia i juz nati mysli jak to ten sho zły..okropny
    aki to tam byl smutny
    hihihih

    OdpowiedzUsuń
  2. Dla Nataniela pójście do Sho, było bardzo trudne. Lekarzem będzie świetnym, o to nie musisz się martwić XD.

    Sho doskonale zna granice Nataniela i dlatego dał mu taką karę. Dla Nataniela poniżanie psychiczne i nazywanie suką, jest gorsze od lania.

    Aki faktycznie stwierdziłby, że to taka light sesja, ale Aki to Aki. On jest dłużej w klimacie i lubi ból. Nataniel wszystkiego się dopiero uczy.

    OdpowiedzUsuń
  3. buuuuuuuuuu............. smutne :(
    i duża część początku i koniec :(

    a w międzyczasie się dłużyło jak Hobbit. 150 stron dalej, a tu nadal to samo, 300 stron dalej - nadal...

    OdpowiedzUsuń
  4. Wróciłem! Wybacz, że tyle mnie nie było, ale miałem roboty po szyję...
    Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa...... D: Jednocześnie kocham czytać o ich emocjonalnych rozterkach, a z drugiej mam tego dosyć, bo chcę, żeby była tęcza z jednorożcami i żeby się kochali... :c
    A cofając się do poprzednich wpisów... współczuję autku Sho xD Mam nadzieję, że w kolejnych wpisach były Pan Akiego ograniczy się do rzeczy w tym stylu, a nie skrzywdzi kogoś - moja wyobtaźnia podsuwa mi straszne scenariusze...
    Cudowny wpis! Biję pokłony i pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znaczy oczywiscie mam nadzieje ze pan Akiego da sobie spokoj, ale to niemozliwe (raczej :P) więc... xD

      Usuń
    2. Nie masz pojęcia, jak bardzo podniosłeś mnie na duchu swoim komentarzem XD. Już lekko wątpiłam, czy ktoś to czyta, bo niby wyświetleń dużo, a komentarzy nieomal brak. Więc super, że znów jesteś i komentujesz <3<3<3

      Też bym chciała, żeby była już tęcza z jednorożcami i żeby się wreszcie kochali, ale to byłoby zbyt proste. Poza tym oni obaj popełniają jeden błąd: nie gadają ze sobą szczerze.

      Były pan Akiego nie odpuści tak łatwo. Samochód Sho to dopiero początek XD.

      Usuń
    3. ♥ Robisz świetną robotę - oczywiście, że ktoś to czyta :) Niektórzy po prpstu nie zdają sobie sprawy, że nie trzeba zakładać konta, albo pisać esejów... No i niewiele osób zdaje sobie sprawę jak bardzo proste "zajebiste!" potrafi zmotywować.
      Jestem może złym człowiekiem, ale czekam na to co ten gość wymyśli xD

      Usuń
    4. Masz rację, nikt nie zdaje sobie sprawy, że jedno słowo potrafi zmotywować bardziej niż mega długi komentarz.

      Na pewno tak łatwo nie zrezygnuje z Akiego ;-)

      Usuń
    5. Jeśli jest dużo wyświetleń, a mało komentarzy, to może wartoby napisać chocby zdanie gdzieś z boku bloga? żeby zdali sobie sprawę

      Usuń
    6. Zresztą, nie będę Ci się wtrącać.
      Aco do Akiego, to mam nadzieję, że Marco też zniego nie zrezygnuje pod wplywem bbyłego pana...

      Usuń
    7. Hm... Z tym zdaniem to bardzo dobry pomysł XD.

      Zdradzę tylko, że będzie trochę zawirowań między Akim i Marco przez byłego.

      Usuń
    8. Ja mam same dobre pomysły! :D
      ;-; Tylko nie moje piękniaki....

      Usuń
    9. <3

      Nie martw się, będzie dobrze ;-)

      Usuń
  5. ............
    ..................
    ............................
    ........
    ...................

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyżby komentował sam:

      Cadis Etrama di Raizel

      Usuń
    2. zgadza sie..
      zabrał mi kompa i skomentował..
      tylko co tam pisze ?

      Usuń
    3. Hm... Wołam Frankiego, żeby mi przetłumaczył :D

      Usuń
    4. Frankenstein powiedział, że pilnie potrzebuje go jego Mistrz ;-)

      Usuń
  6. Sho w oczach Natiego jest takim beznadziejnym chamem, a to nieprawda... Ja wiem lepiej.
    Shoś chodź do pańci, razem się zabawimy, tak jak lubisz!

    Właśnie, to Pan ma mieć ochotę na zabawę, a piesek już nie koniecznie.

    Oj Nataniel... Histeryzujesz, przecież to oczywiste, że nie łączy was tylko umowa. Jeszcze nie zauważyłeś?

    Mhyhyhyhy, lanie! Tak! Sho uderz go mocniej! Należy mu się za ten dziennik. A ty Nati nie bądź beksa! Musisz być mężczyzną! Ile ty masz lat żeby ryczeć jak baba, bo dostałeś po dupie?!

    A mógł dość bez pozwolenia... Przecież tak kara mogła być jeszcze cudowniejsza...

    Sho powiedział, że nie zasługuje na miłość Nataniela :'(
    Jak możesz! Kocham cię Sho i wiem, że jesteś świetnym człowiekiem. Jak możesz mówić takie rzeczy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sho stara się grać przed wszytstkimi, to jego sposób obrony. Nataniel jak to Nataniel nie dostrzega tego. Nie do końca rozumie też bdsm.

      Nataniel nie zauważa, że to nie tylko umowa, bo za bardzo albo za mało wszystko analizuje.

      Lanie... mimo wszystko boli, poza tym Nati to nie Aki :-)

      Sho nie chciał go dłużej dreczyć. Na pewno i tak był z niego zadowolony.

      Sho nie wierzy w miłość i uwarza, że sam na nią nie zasługuje.

      Usuń
  7. No to Nataniel już nie usiądzie XXDXDXDXDXDXXDXXDDXDXDDXD ZAJEFAJNE<3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję <3<3<3<3

      Komentujcie, komentujecie... Naprawdę jedno słowo potrafi niesamowicie zmotywować <3<3<3

      Usuń
  8. Biedny Natuś <3 on naprawdę już wpadł, Sho, ty chuju! :D

    Nat jest dziwny. Bardzo. Ale jednocześnie wcale mnie nie dziwi jego zachowanie, skoro Sho zachowuje się jakby miał rozdwojenie jaźni <3

    No więc, Nat, masz zbyt wygórowane wymagania :D

    Peawdę mówiąc, jestem baaaaardzo ciekawa, jak to rozwiążesz <3 w sensie, tę „umowę” pomiędzy Shosiem i Natusiem <3 bo chciałoby się, żeby Sho poszedł na terapię, sam przecież czuje, że Nat go „zmienia”, więc on go potrzebuje <3
    z drugiej, Sho jest toksyczny i Nat już wpadł w jego sidła.

    Lanie otwartą dłonią <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3

    #czerwona dupa <3 ach, lanie <3 wiem, że to złe, ale to było zmysłowe i fajne <3
    Te myśli Nataniela, jego obawy i napływające (mimo wszystko) podniecenie <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3<3 <3 <3 <3 <3<3 <3 <3 <3 <3<3 <3 <3 <3 <3<3 <3 <3 <3 <3<3 <3 <3 <3 <3


    Sho, ty sadysto!!!!!!!
    Nie wiedziałem, że zdejmowanie klamerek boli bardziej, niż ich zakładanie. - o właśnie, biedny Natuś :/

    Brutalny lód i krótka lekcja głębokiego gardełka : > i pocałunek <3Sho chyba nie wytrzymał <3

    Sho, który posuwa Nata na stojąco <3 musi być bardzo silny <3 <3 aaaaaawwwwww^^

    Rozłożył mi szeroko nogi tak, że nieomal zrobiłem szpagat. - jak ja uwielbiam takiw różne fajne, śmiezne pozycje <3 cieszę się, że w końcu Nat dał się ponieść i było mu dobrze <3 <3 <3

    Lubię, jak ukeś piszczy <3 <3
    Boże, tyle emocji :3

    Sho naprawdę jest świetnym ruchaczem! :3 <3

    Wiem, że pewnie już pytałam, ale powtótzę się: Nat nie jest gejem, nie? Przedtem nie miał stosunków z facetami?

    Orgazm Nataniela był przepiękny <3 taki szalony, mocny, kosmiczny. I fapczący obok Sho <3

    Noszenie na rękach <3

    < za dużo serduszek, wiem :D >

    I wiem, że smutne fragmenty i tak dalej, ale „sesyjka” zrobiła mi sieczkę z mózgu, więc wybacz, ale się po prostu pozachwycam, a smuty zostawię na później, ok? :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nataniel był prawiczkiem. Nie miał wcześniej żadnych kobiet, ani mężczyzn.

      Sho jest bardzo silny i pewnie nie raz będzie wykorzystywał swoją siłę.

      Pomysł na rozwiązanie umowy już jest, ale ciiii... I trochę jeszcze potrwa zanim umowa zostanie zerwana.

      Nataniel bał się jak diabli, ale on jest masochostą może nie takim jak Aki, ale jednak. A Sho doskonale wie, co robi i uwielbia rozpalać Nataniela. Na pewno o tym napiszę z jego perspektywy. W sensie, co czuje jak się zneca nad Natanielem.

      Rozdwojenie jaźni... Ciekawe :D

      Z pocałunkiem to faktycznie trochę nie wytrzymał. Kolejna rzecz którą robi tylko z Natanielem. Rzadko bo rzadko, ale jednak. Może wreszcie się nawróci i zmieni swoje podejście?

      Sho jest świetnym ruchaczem. Zresztą stawia sobie za punkt honoru, żeby najpierw zeszmacić Nataniela, żeby później go nakręcić i doprowadzić do kosmicznego orgazmu.

      Noszenie na rękach - Nataniel zasłużył na czułości.

      Smutne fragmenty - w ich wypadku muszą być, bo wszystko nie jest takie proste. A Sho... No cóż jest jaki jest. Przynajmniej na razie.

      Usuń