WAŻNE INFO:

Obiecuję, jak najszybciej odpowiedzieć na wasze wszystkie komentarze i skomentować blogi, które czytam :D.

KOMENTUJCIE, bo to bardzo motywuje XD.

środa, 8 marca 2017

Głos - Rozdział 4




Jak na złość znów przyszedł. Chris, tak miał na imię. To nie tak, że na niego czekałem. To nie tak, że miałem nadzieję, że znów przyjdzie. To nie tak. Więc jak? Czemu się ucieszyłem, gdy usłyszałem jego ciepły głos. Zwykłe "cześć" sprawiło, że delikatnie się uśmiechnąłem. Usiadł obok mojego łóżka i znów zaczął mówić o wszystkim i o niczym. Nie wiem czemu, ale jego głos mnie uspokajał. Tak było każdego dnia. Przychodził do mnie, opowiadał, karmił i starał się rozśmieszyć. Miałem wrażenie, że jego usta się nigdy nie zamykały. Ja tylko słuchałem.


Dziś był wyjątkowy dzień, ponieważ około południa mieli zdjąć opatrunek z moich oczu. Ciekawe, czy będę znów widział? Miałem nadzieję, że wydarzy się jakiś cud i wszystko będzie tak, jak dawniej. Nie chciałem nawet myśleć o tym, co ze mną będzie, jeśli nie odzyskam wzroku. Poza tym miałem nadzieję, że jeszcze kiedyś zobaczę Hikaru.
- Nie słuchasz mnie - odezwał się Chris.
- Sorki - powiedziałem.
- O czym myślisz? - zapytał.
- O... nieważne. - Nie chciałem mu tego mówić. Większość społeczeństwa nie akceptowała gejów. Nie chciałem go w żaden sposób obrzydzić, bo tak naprawdę cieszyłem się z jego codziennych odwiedzin.
- Muszę do łazienki, zawołaj pielęgniarkę - powiedziałem, żeby zmienić temat.
- Po co? Ja ci mogę pomóc.
- Chyba żartujesz.
- Czemu?
- Nie będę pokazywał obcemu facetowi swojego fiuta.
- Pokazywanie obcej kobiecie swojego penisa, ci nie przeszkadza? Już rozumiem. Niezły z ciebie cwaniak.
- Co ty niby sugerujesz? - zirytowałem się.
- Nic takiego.
- Przecież słyszę. Zresztą twoje przypuszczenia są nietrafione, bo... - przerwałem, bo zrozumiałem, co właśnie omal nie powiedziałem.
- Bo co?
- Nic. Zaprowadź mnie do łazienki. - Poddałem się. 

Uniosłem kołdrę zdrową ręką i spuściłem nogi na podłogę. Gdy ustałem, poczułem, że wziął mnie pod rękę i poprowadził w kierunku łazienki. Kiedy załatwiłem swoje potrzeby fizjologiczne, pomógł mi wrócić z powrotem do łóżka. Policzki paliły mnie żywym ogniem. Na szczęście Chris zachowywał się normalnie i nie komentował tego. 

Gdy przyszli lekarz i pielęgniarka, Chris powiedział, że poczeka na korytarzu i po chwili opuścił salę. 
- Jak się dziś czujesz? - zapytał lekarz.
- Na szczęście lepiej. Głowa nie dokucza mi już tak bardzo - powiedziałem zgodnie z prawdą.
- To dobrze. Gotowy?
- Tak.
Poczułem chłodne dłonie pielęgniarki, które zaczęły odwijać bandaż z mojej twarzy. Gdy skończyła, bałem się otworzyć oczy. Co jeśli nie będę widział? Smutne myśli znów opanowały mój umysł.
- Otwórz oczy. - Usłyszałem.
Zawahałem się, ale w końcu powoli uchyliłem powieki. Niestety nic się nie zmieniło. Ciemność nadal mnie otaczała. Nie rozświetlał jej nawet najmniejszy promień światła. Nie widziałem kompletnie nic. 
- Potrafisz coś dostrzec? - zapytał lekarz.
- Nic - odpowiedziałem, starając się nadać swojemu głosowi obojętny ton. 
W rzeczywistości ledwo panowałem nad łzami, które cisnęły się do moich oczu. Poczułem, jak lekarz dotknął mojej twarzy, uniósł ją nieco w górę i zaczął mnie badać. Chyba świecił latarką, bo czułem minimalne ciepło na twarzy. 
- Nie przejmuj się, być może twoje oczy potrzebują czasu. 
Po chwili odsunął się i zaczął przeglądać chyba jakieś papiery. Do moich uszu dochodził szelest przekładanych kartek. 
- Wszystkie badania wyszły prawidłowo. Podobnie rezonans magnetyczny, który robiliśmy dziś rano. Poczekamy kilka dni i zobaczymy, czy nic się nie zmieni. 
- Rozumiem - powiedziałem.
Chciałem, żeby sobie wreszcie poszli. Chciałem zostać sam.
- Najprawdopodobniej w przyszłym tygodniu wypiszemy cię ze szpitala. Będziesz zgłaszać się tylko na kontrolne badania. Powinieneś kogoś powiadomić, ponieważ na samym początku na pewno będziesz potrzebował pomocy.
- Pomyślę nad tym - powiedziałem.
Łatwo powiedzieć, przecież nie mogłem wrócić do domu. Nie chciałem.
- Dostaniesz również adresy instytucji, które pomagają ociemniałym. Będziesz musiał przejść specjalny kurs orientacji przestrzennej. Sądzę również, że powinieneś porozmawiać ze szpitalnym psychologiem.
- Mówiłem już, że nie mam ochoty z nikim rozmawiać na ten temat. 

Kiedy zostałem wreszcie sam, przestałem nad sobą panować. Z mojej piersi wyrwał się głośny szloch. Ślepy, jestem ślepy. Co ja zrobię? Jak będę dalej żyć? Zaoszczędzonych pieniędzy, starczy na miesiąc, może dwa. Poczułem płynące po moich policzkach gorące łzy. Będąc tutaj, czułem się bezpieczny. Co będzie jak mnie wypiszą? Przecież nie poradzę sobie w realnym świecie.
- Co ja zrobię? - szepnąłem przez łzy. 
Nagle poczułem, że ktoś mnie delikatnie objął.
- Poradzisz sobie. - Usłyszałem.

Od razu go poznałem, to był Chris. Jedyna osoba, która mnie odwiedzała w szpitalu. Wtuliłem się w niego, zacisnąłem palce zdrowej ręki na jego koszuli i cicho szlochałem. On po prostu obejmował mnie i głaskał po głowie. Nic więcej. Nie wiem skąd wiedział, że właśnie tego w tej chwili potrzebowałem. Nie wiem, ile trwaliśmy w tej pozycji, ale w końcu się uspokoiłem. 
- Dzięki - powiedziałem i odsunąłem się od niego.
- Co powiedział ci lekarz? - zapytał.
- Myślałem, że wiesz.
- Tylko się domyśliłem, ponieważ płakałeś, jak wszedłem do ciebie.
- Sorki - mruknąłem.
- Powiesz, co usłyszałeś od lekarza?
- Czemu się tym interesujesz?
- Tak po prostu.
- A może ty tak po prostu tylko litujesz się nade mną?
- Czemu miałbym się litować? Już ci mówiłem, że to nie jest koniec świata. 
- Dla mnie jest.
- Czy ci się to podoba, czy nie, musisz się z tym pogodzić. 
- Nie musisz czasem już iść?
- Niekoniecznie. Chyba, że mnie wyrzucasz.
- Tak, wyrzucam cię. - Byłem wściekły.
- Jak chcesz. Jutro...
- Tak, tak, jutro wrócisz - przerwałem mu.
- Chciałem powiedzieć, że jutro przyjdę później, bo mam rozmowę kwalifikacyjną w sprawie pracy. Cześć.

Zostałem sam, zamknąłem oczy i próbowałem zasnąć. Z marnym skutkiem. Martwiłem się tym, co mnie teraz czekało. Będę zamknięty w czterech ścianach, stracę pracę, w końcu eksmitują mnie z wynajętego pokoju i wyląduję na ulicy. Jeśli będę miał trochę szczęścia, to może trafię do jakiegoś przytułku. Niezbyt świetlana przyszłość. Byłem tak załamany, że nie miałem ochoty jeść kolacji. Po prostu leżałem i patrzyłem w ciemność, która miała stać się moim jedynym światem.

Następny dzień niczym nie różnił się od poprzedniego. Gdy otworzyłem oczy, nie nastąpił żaden cud. Śniadania oczywiście nie zjadłem, mimo usilnych próśb pielęgniarki. Nie miałem ochoty. Obiadu też nie tknąłem. Kiedy pielęgniarka odpinała  mi kroplówkę, zapytałem:
- Która jest godzina?
- Minęła piętnasta.
- Rozumiem.

Zastanawiałem się, czy Chris przyjdzie także i dziś. Mówił, że miał mieć rozmowę w sprawie pracy i przyjdzie później. Pokręciłem głową, bo zrozumiałem, że na niego czekałem. Przecież to był obcy chłopak i przychodził do kogoś innego w odwiedziny. Czemu miałbym go obchodzić?
- Cześć. - Usłyszałem.
- A jednak przyszedłeś. - Bardziej stwierdziłem, niż zapytałem.
- Czemu miałbym nie przyjść, przecież ci to obiecałem.
- ... - Nie potrafiłem odpowiedzieć mu nic sensownego, więc po prostu milczałem.
- Wstawaj. Pomogę założyć ci sweter. Wychodzimy.
- Jaki sweter? Jakie wychodzimy?
- Rozmawiałem z twoim lekarzem, który zgodził się, żebym zabrał cię na krótki spacer.
- Przecież jestem ślepy, nigdzie się nie wybieram.
- Tak, jesteś ślepy i najwyższy czas, żebyś się z tym pogodził. Nie jesteś za to niepełnosprawny i możesz chodzić. Wstawaj.
- Kurwa, czy ty ogłuchłeś? Nigdzie nie idę. 
- Masz rację, wygodniej jest się nad sobą użalać i spędzić resztę życia w łóżku.
- To moje życie, nic ci do tego.
- Jak chcesz. Cześć. 
- Spadaj.
Gdy zamykał za sobą drzwi, usłyszałem znajome słowa:
- Wrócę jutro.

Wrócił. Pojawił się zaraz po obchodzie. Usłyszałem jego charakterystyczne kroki i powiedziałem:
- Jesteś.
- Tak. Podobno cały wczorajszy dzień nic nie jadłeś. 
- Podobno.
- Naprawdę, tak zamierzasz dalej żyć?
- Może.
- Przestań się wreszcie nad sobą użalać.
- Bo co? Znów mnie zostawisz samego na cały dzień?
- Dokładnie.
- Łaski bez.
- Czyżbyś polubił moje towarzystwo?
- Nie.
- Widzę, że na stole stoi twoje śniadanie.
- To ciekawe, bo ja niczego takiego nie widzę.
- Nigdy nie spodziewałem się po tobie, że możesz być taki złośliwy.
- Wybacz, że cię rozczarowałem.
- Przeprosiny przyjęte. Wstawaj.
- Niby po co?
- Dziś jesz sam. Koniec tego użalania się. 
- Nie.
- Jak chcesz.

Chris wyszedł z sali i myślałem, że dziś już nie zaszczyci mnie swoją obecnością. Myliłem się. Po chwili wrócił. Usiadłem na łóżku zaintrygowany, tym co zamierzał zrobić. Do moich uszu docierały tylko pojedyncze dźwięki, których nie potrafiłem w żaden sposób zinterpretować. 
- To jest rozkładany stolik, wyjątkowo pozwalam ci dziś zjeść śniadanie w łóżku. 
- Nie chcę.
- Nie pytam cię czego chcesz. Masz zjeść śniadanie.
Po chwili chyba postawił coś na tym stoliku i wziął mnie za zdrową rękę. Zaczął objaśniać mi, że na stoliku znajduje się talerz z kanapkami. Zmusił mnie, żebym dotknął przedmiotów, które znajdowały się przede mną. Po chwili zabrał rękę.
- Jedz.
- Nie.
- To tylko kanapki. Nie ma szans, żebyś coś pobrudził lub wylał. Jak będziesz chciał, pomogę ci się napić herbaty.
Usłyszałem, że usiadł na krześle przy łóżku. 
- Nie śpiesz się, mam dziś mnóstwo czasu.
- Jak twoja rozmowa w sprawie pracy? - Nie wiem czemu, zapytałem.
- Mają zadzwonić. Nie próbuj odwrócić mojej uwagi. Jedz.
- Nie odpuścisz, co?
- Nie.
Westchnąłem i niepewnie wyciągnąłem zdrową rękę przed siebie. Namacałem talerz i wziąłem kanapkę. Zacząłem jeść. Po kilku kęsach, miałem ochotę się napić.
- Pić - powiedziałem.
Chris wstał i umieścił w mojej dłoni szklankę z herbatą. Niepewnie uniosłem szklankę i upiłem kilka łyków. 
- Zimna. - Skrzywiłem się, ponieważ nie lubiłem zimnej herbaty.
- Nie moja wina, trzeba było szybciej się namyśleć, a nie ciągle marudzić.
Gdy skończyłem jeść, zabrał stolik i odezwał się:
- Wychodzimy.
- A ty znów swoje. Powiedział ci, że nie zamierzam z tobą nigdzie iść. Wystarczy, że zmusiłeś mnie do jedzenia.
- W takim razie, do jutra.
Zanim zdążyłem zareagować, Chris wyszedł z sali. Znów zostałem sam. Poza śniadaniem znów niczego nie zjadłem. Nie miałem ochoty i chyba zaczynałem popadać w depresję. 

Podczas wieczornego obchodu znów usłyszałem od lekarza, że wszystkie badania wyszły dobrze. Jakie dobrze skoro niczego nie widziałem?
- Czemu nie jesz? - zapytał lekarz.
- Nie jestem głodny.
- Musisz jeść, inaczej nie dojdziesz do siebie.
- Już to gdzieś słyszałem.
- Naprawdę?
- Chris powiedział coś podobnego.
- To ten chłopak, który cię odwiedza.
- Tak. Nie cierpię go.
- Dlaczego? - Usłyszałem śmiech lekarza.
- Zmusza mnie do różnych rzeczy.
- Hm... odwiedza cię każdego dnia. Nie powinieneś się cieszyć?
- Przychodzi do jakiegoś swojego znajomego - powiedziałem.
- Ale również odwiedza ciebie. Prawda?
- On mnie zmusza do... - przerwałem.
- Samodzielności? Myślę, że on chce pokazać ci, że możesz wiele czynności wykonywać samodzielnie. Pamiętasz, jak mówiłem ci o instytucjach, które pomagają podobnym tobie osobom? Chris pytał mnie o nie. Poza tym chciał wiedzieć, gdzie odbywają się zajęcia z przystosowania niewidomych do codziennego życia. Dałem mu nawet kilka adresów. Pewnie będzie na ten temat z tobą rozmawiał.
- Co go to obchodzi? - Byłem zaskoczony.
- Może cię polubił. 
- Zabawne.
- Musisz zrozumieć jedno. Jeśli nie chcesz ciągle polegać na innych, to musisz nauczyć się samodzielnie żyć. Wtedy będziesz miał szansę na w miarę normalne życie.
- Może.

Następnego dnia czekałem na niego. Miałem nadzieję, że tak jak poprzedniego dnia przyjdzie i pomoże mi zjeść śniadanie. Nie przyszedł. Byłem zły i kazałem postawić pielęgniarce zupę mleczną na stole. Straciłem ochotę na jedzenie. W pewnym momencie zaczęło burczeć w moim brzuchu. Byłem zły na siebie, na niego, na cały świat. Przypomniało mi się, jak któregoś dnia Chris cierpliwie oprowadzał mnie po pokoju i tłumaczył rozmieszczenie poszczególnych mebli i sprzętów. Kazał mi na głos liczyć kroki i zapamiętać ich liczbę. Niepewnie wstałem z łóżka.
- Ile to było kroków? - powiedziałem na głos.
Wyciągnąłem zdrową rękę przed siebie i ruszyłem w kierunku stołu. Przynajmniej taką miałem nadzieję. Niestety źle zapamiętałem ilość kroków, albo ktoś inaczej postawił krzesło, bo je przewróciłem. Do moich uszów dotarł tylko huk. 
- Kurwa... - powiedziałem.

Najchętniej wróciłbym do łóżka, zakopał się pod kołdrą i ukrył przed całym światem. Czemu wszystko musiało się tak bardzo popieprzyć? Nieoczekiwanie poczułem, że nie powinienem tak łatwo się poddawać. Może to był jakiś przełom? Może to wściekłość wzięła nade mną górę? W każdym razie schyliłem się, namacałem krzesło i je z powrotem postawiłem. Wyciągnąłem rękę przed siebie i wyczułem blat stołu. Zacząłem się głośno śmiać. Nie myślałem, że tak zwyczajna rzecz może sprawić mi tyle radości. Dałem radę. Sam. Po chwili usiadłem przy stole i zacząłem go macać w poszukiwaniu talerza i łyżki. Znalazłem je. Niestety, gdy przysuwałem talerz do siebie, rozlałem zupę.
- Kurwa, po co to wszystko? - wściekłem się. Miałem ochotę zrzucić wszystko ze stołu. Może powinienem? Może by mi trochę ulżyło?
- Nie poddawaj się. - Usłyszałem głos. Jego głos.
- Długo tu jesteś? - zapytałem.
Byłem zły, że skupiłem się tak bardzo na swoim celu, że nie usłyszałem jego kroków. Czułem się bardzo zażenowany swoją nieporadnością. Zawsze potrafiłem sam zadbać o siebie, a teraz nie mogłem nawet zjeść zupy.
- Wystarczająco, żeby zobaczyć, jak bardzo jesteś niezdarny - powiedział.
- Przecież nic nie widzę.
- Od kiedy jesteś tutaj, powtórzyłeś to chyba już ze sto razy.
- Zabawne.
- Trochę.

Usłyszałem, że Chris podszedł do mnie i chyba wytarł stół. Poczułem, że włożył do mojej lewej dłoni łyżkę. Nie dość, że byłem niewidomy, to jeszcze fakt, że byłem praworęczny nie ułatwiał mojego zadania. 
- Jedz. - Usłyszałem.
- Ciągle będziesz mi tak rozkazywał?
- To zależy tylko i wyłącznie od ciebie.
- Acha.
- Jak zjesz, wyjdziemy na zewnątrz.
- Niech zgadnę. Jeśli się nie zgodzę, znów sobie pójdziesz i pewnie wrócisz jutro?
- Skąd pewność, że wrócę?
- Ale... - przerwałem.
Przecież on zawsze wracał? Czemu tym razem miałoby być inaczej? 
- Zgoda, pójdziemy na ten cholerny spacer - odezwałem się.
Czy to oznaczało, że chciałem, żeby nadal mnie odwiedzał? Za bardzo się do niego przywiązałem. Powinienem, jak najszybciej to zakończyć. Inaczej mogę później cierpieć, kiedy on nagle zniknie z mojego życia. Powinienem. Postanowiłem, że zrobię to, ale jeszcze nie dziś.

Gdy skończyłem jeść śniadanie, Chris pomógł mi założyć sweter i wziął mnie za rękę. Umieścił ją pod swoim ramieniem. 
- Tak będziesz się mnie trzymał, gdy będziemy szli. Rozumiesz? - zapytał.
 - Tak.
Tak naprawdę to myślałem, że on będzie mnie prowadził w jakiś bardziej opiekuńczy sposób. Tak nie było. On po prostu szedł przed siebie i wszystko mi tłumaczył. Ile kroków, kiedy skręcić, kiedy się zatrzymać itp. W pewnym momencie poczułem, że stanął.
- Schody - powiedział.
- Dlaczego idziemy schodami, przecież w szpitalu powinna być winda?
- Z tego co kojarzę, to tam gdzie mieszkasz, chyba nie ma widy.
- Skąd wiesz, gdzie mieszkam?
Zauważem, że zanim odpowiedział, minimalnie się zawahał:
- Od twojego lekarza. - Usłyszałem.
Wydawało mi się nieco dziwne, że lekarz udzielił mu informacji na temat mojego adresu, ale skupiłem się na stawianiu kolejnych kroków i przestałem o tym myśleć.

W pewnym momencie zachwiałem się. Przed bolesnym upadkiem ochronił mnie Chris, mocno mnie przytrzymując.
- Uważaj - szepnął.
- Dzięki.

Gdy znaleźliśmy się na zewnątrz pierwszym, co poczułem, był lekki powiew wiatru na mojej twarzy. Szliśmy w ciszy przed siebie, a ja zastanawiałem się, po co wyciągnął mnie na zewnątrz. Przecież i tak niczego nie widziałem. Jaki miał w tym cel?
- Postaraj wsłuchać się w to, jakie dźwięki do ciebie docierają. - powiedział. 
- Po co?
- Skoro straciłeś jeden ze swoich zmysłów, to musisz nauczyć się bez niego żyć i korzystać z pozostałych.
- Mądrala się znalazł. A może ty jesteś jakimś nauczycielem, którego praca polega na pomaganiu takim ofiarom losu jak ja? Może tak naprawdę to jesteś pracownikiem szpitala?
- Nie jestem żadnym nauczycielem i nie pracuję w szpitalu.
- Więc czemu?
- Co słyszysz? - Chris udał, że nie usłyszał mojego pytania. 
- Chyba samochody - powiedziałem niepewnie. 
- Zgadza się. Z której strony dociera do ciebie ich dźwięk?
- Chyba... - Zawahałem się, ale w końcu wskazałem kierunek zdrową ręką. 
- Dobrze. A teraz powiedz mi, gdzie znajduje się park?
- Park? Myślałem, że będziemy spacerować po terenie przylegającym do szpitala. 
- Park jest w bliskim sąsiedztwie szpitala. Więc, w którą stronę powinniśmy iść?
- To głupie. - Byłem coraz bardziej zły.
- Spróbuj.
- Chyba z prawej strony dochodzi szum drzew.
- Masz rację.

Chris znów mi wszystko cierpliwie tłumaczył, a ja kurczowo trzymałem się jego ramienia. Bałem się, co będzie ze mną, jeśli zostawi mnie tutaj samego. 
- W pobliżu jest ławka. Może chciałbyś przez chwilę odpocząć?
- Tak.

Faktycznie byłem zmęczony. Droga, jaką pokonaliśmy, nie była długa, ale ja spędziłem w szpitalu kilka tygodni i nie miałem kondycji. Podał mi butelkę z wodą, którą z wdzięcznością wziąłem od niego. Naprawdę byłem spragniony i brakowało mi tchu, tak jakbym pokonał jakiś maraton.
- Dlaczego mi pomagasz? - zapytałem.
- Nie chcesz odpuścić, co?
- Nie. - Roześmiałem się.
- Musi być jakiś powód?
- Nie znam nikogo, kto robiłby coś bezinteresownie.
- To już znasz. Czemu nikt cię nie odwiedza?
- Nie mam ochoty o tym gadać.
- Nikogo pewnie też nie zawiadomiłeś o swoim stanie.
- Jestem pełnoletni, więc nie muszę.
- Wiesz, że na początku trudno będzie ci samemu ze wszystkim sobie poradzić.
- Wiem.
- No dobra, to może masz dziewczynę? Jeśli chcesz, zadzwonię do niej i powiem, co się tobie przytrafiło.
- Nie mam dziewczyny.
- To może masz chłopaka?
- Sugerujesz, że jestem gejem?
- Niczego nie sugeruję. Poza tym nie widziałbym w tym żadnego problemu, jeśli byłbyś gejem.
- Ok.
- Wracamy? Muszę zbierać się na zajęcia.
- Zajęcia? Przecież są wakacje i chyba byłeś na jakiejś rozmowie kwalifikacyjnej.
- To też. Pracę zaczynam od od następnego miesiąca, a kurs robię dodatkowo.
- Ciekawy chociaż?
- Bardzo.
- Powiesz mi, czego dotyczy?
- Innym razem.
- Jak chcesz.
Byłem trochę rozczarowany tym, że nie chciał mi tego zdradzić. A może miał dziewczynę i to właśnie z nią się umówił. To było głupie. Czemu obchodziło mnie życie jakiegoś nieznanego mi chłopaka?

Gdy wróciliśmy do szpitala, Chris szybko się ze mną pożegnał i wyszedł z sali. Obiecał, że wróci następnego dnia i wymusił na mnie obietnicę, że jutro także pójdziemy na spacer.

Gdy zasypiałem, zastanawiałem się, co porabiał teraz Hikaru. Ciekawe, czy wiedział o moim wypadku? Ciekawe, czy się tym zmartwił? Może chociaż trochę? Nie. Na pewno nie. Przecież mnie nie znał i nie wiedział, że się w nim zakochałem.

Linki:
- Rozdział 3
- Spis treści 

9 komentarzy:

  1. miałaś pisać tylko Umowę! oszukistka!

    dobrze, że wyjaśniła się sprawa, że Chris nie ma nic przeciwko gejom :D to już coś (a kto wie - może i sam jest gejem :3 )

    strasznie szkoda mi biednego Takumiego (?) że nadal nic nie widzi. frustracja to zło, no ale miał do tego prawo

    mam mieszane uczucia co do podejścia Chrisa do radzenia sobie z zachowaniem Takumiego

    ciekawe, czym tak naprawdę zajmuje się Chris. i przede wszystkim - dlaczego jest przy Takumim? :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Piszę :D (to powstało w nocy w ciągu godziny ;-))

    Czemu mieszane podejście? (ciekawa :-))

    A to jeszcze przez chwilę będzie słodką tajemnicą ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. bo to, co zrobił, równie dobrze mogło pomóc, co zniechęcić Takumiego do niego

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie mam czasu na czytanie poprzedniego rozdziału, żeby sobie przypomnieć, więc mogę o czymś nie pamiętać, albo coś pomylić.
    Mam teorię, że Chris jest również ślepy.
    Nie wiem, co mogę jeszcze powiedzieć, jestem zawalony robotą... Mógłbym napisać później, ale zapomnialbym na setkę, więc wolę już teraz.
    Bardzo przyjemny rozdział <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doceniam, że skomentowałeś XD.

      Ciekawa myśl, że Chris jest niewidomy :-). Ale powiem ci, że Chris jednak widzi :-).

      Usuń
    2. Kurczę, a już myślałem, że rozgryzłem jakąś wielką tajemnicę :D

      Usuń
  5. - Widzę, że na stole stoi twoje śniadanie.
    - To ciekawe, bo ja niczego takiego nie widzę. -TO BYŁO NAJLEPSZE :D

    Tak naprawdę przepiękny rozdział. Chris taki opiekuńczy, mam nadzieję, że naprawdę jest fajnym, dobrym człowiekiem i nic nie kręci. :D

    No i ten PRZEŁOM w tagach <3

    Moje małe biedactwo :( cholera, coś podejrzewam, że cudu nie będzie :( ale wtedy Chris będzie się o niego troszczyć, prawda? Może zamieszka z nim? :D : >

    Mówiłam już, że piękny rozdział? Wiem, że nieco smutny, ale jednocześnie troche na luzie (mimo wpadania w depresję), taki ciepły i pełen naiwnej nadziei.

    Sama nie wiem, czy chciałabym, żeby odzyskał wzrok. Oczywiście, że bym chciała, ale na razie podobają mi się te opisy i jego niezdarność, i troskliwy Chris :3 <3

    Skojarzyło mi się z filmem W JEGO OCZACH. Oglądałaś? Jak nie, to polecam. Też jest o niewidomym chłopaku, też jest o troskliwym przyjacielu, w końcu filmu piękny, czuły, niewinny pocałunek. :D ogólnie nie jestem wielbicielką takiego wydania romantyzmu, ale ten film mi się wybitnie spodobał. Również Głos kojarzę przez to z czymś ciepłym i mięciutkim, mimo (czasami) depresyjnych nastrojów i wulgaryzmów. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie oglądałam, ale obejrzę :-)

      Głos ma być takim trochę ciepłym opowiadaniem. Idea jest taka, że wszystko będzie pisane z perspektywy niewidomego chłopaka. Chris jest opiekuńczy i taki będzie. Nawet ta para pojawiła się na Sylwestrze u Marka w "Umowie".

      Czy odzyska wzrok? Moja słodką tajemnica.

      Chris trochę kręci, ale tylko troszeczkę. Takumi się wkurzy, gdy wyjdzie na jaw cała prawda ;-).

      Usuń