WAŻNE INFO:

Obiecuję, jak najszybciej odpowiedzieć na wasze wszystkie komentarze i skomentować blogi, które czytam :D.

KOMENTUJCIE, bo to bardzo motywuje XD.

sobota, 25 marca 2017

Głos - Rozdział 6


Po wyjściu Chrisa siedziałem jeszcze przez chwilę w kuchni i rozmyślałem nad swoją przyszłością. Wszystko się strasznie skomplikowało. Nie skończyłem liceum, nie zdałem matury i nie miałem przed sobą żadnych perspektyw. Może faktycznie powinienem zadzwonić do domu? Może powinienem skłamać, że się pomyliłem i nie jestem gejem? Ciekawe, jakby na to zareagowali? Czy przyjęliby mnie z otwartymi ramionami? Ucieszyliby się? Wątpiłem. Pewnie byliby raczej niezadowoleni, ponieważ musieliby zająć się kaleką. Może powinienem skorzystać z rady Chrisa, udać się do poradni i zacząć oswajać się ze swoim kalectwem. Jedno wiedziałem na pewno. Nigdy nie będę w stanie pogodzić się z tym, że w jednej chwili straciłem wszystko.


W domu panowała kompletna cisza, która oznaczała, że chłopaki jeszcze spali, albo nie było ich w mieszkaniu. Pomyślałem, że to mało istotne, Cieszyłem się, że wreszcie był chwilowy spokój, do którego przyzwyczaiłem się, będąc w szpitalu. Zastanawiałem się, czy Chris faktycznie do mnie później przyjdzie. On jedyny mnie odwiedzał w trakcie mojego szpitalnego życia. Miałem trochę żal do Damiana i chłopaków, że ani razu o mnie nie pomyśleli. Mogli przecież mnie odwiedzić. Chociaż ten jeden jedyny raz mogli do mnie przyjść. Nie zrobili tego, ale było też w tym trochę mojej winy. Zawsze trzymałem się na uboczu i nigdy z nimi nie piłem, ani nie imprezowałem. Nie miałem na to ani czasu, ani ochoty. Zresztą nie dziwiłem się im. Kogo obchodził jakiś chłopak, który miał wypadek?

Kolejnym problem były pieniądze, które znajdowały się na moim rachunku bankowym. W domu trzymałem niewiele gotówki, którą przeznaczałem na drobne i bieżące wydatki. Nieubłaganie zbliżał się termin opłacenia czynszu i musiałem jakoś dostać się do banku, ewentualnie podejść do bankomatu. Pomyślałem, że znów będę musiał poprosić Chrisa o pomoc. Nie lubiłem tego robić, ponieważ do tej chwili polegałem tylko i wyłącznie na sobie. 

Poczułem, że po moich policzkach zaczęły płynąć łzy. Nie płakałem jednak z rozpaczy, ale z własnej bezsilności. Stałem się człowiekiem całkowicie zależnym od innych.

- Kurwa - szepnąłem przez łzy.

Nagle usłyszałem, że ktoś wszedł do mieszkania. Nie rozpoznawałem kroków przybysza i zacząłem się bać. Szybko wytarłem rękawem twarz i niepewnie ruszyłem w stronę korytarza.
- Hej - odezwałem się.
Miałem nadzieje, że ów ktoś również się odezwie i wtedy rozpoznam właściciela głosu.
- Cześć, Takumi. Damian wczoraj mówił, że wypisali cię ze szpitala. Jak się czujesz? Potrzebujesz czegoś?
- Nick? - zapytałem niepewnie.
- A kogo się spodziewałeś? Co ci tam podawali, że przestałeś rozpoznawać swoich kumpli?
- Nick, ja jestem niewidomy.
- Ups. Mówi się trudno.
- Mhm...

Poczułem, że Nick mnie wyminął i poszedł do kuchni. Nie mogłem uwierzyć w to, co właśnie usłyszałem. On nie miał pojęcia, co się stało. Nie wiedział, że straciłem wzrok i wcale się nie przejął, kiedy mu o tym powiedziałem. Co było nie tak z tym facetem?

- Skoro już nie jesz, to z chęcią dokończę za ciebie kanapki. Pyszne - usłyszałem jego głos.

Pokręciłem głową i dotykając dłonią ściany, poszedłem do siebie. Pomyślałem, że Chris świetnie rozszyfrował moich współlokatorów. Na żadnego z nich nie mogłem liczyć. Zamknąłem za sobą drzwi i po chwili położyłem się na łóżku. Przez chwilę zastanawiałem się, jakim cudem nie wywaliłem się wracając do pokoju. Nagle mnie olśniło. Zrozumiałem, że pewnie Chris wszystko posprzątał. Moi współlokatorzy nigdy zbytnio nie dbali o porządek. Nieraz, gdy wracałem z pracy, sprzątałem ich porozrzucane buty i wieszałem kurtki. Czasami nawet znajdowałem na podłodze puszki po piwie. Chłopaki nigdy zbytnio się tym nie przejmowali, bo według nich wystarczało posprzątać raz w tygodniu i obowiązkowo przed przyjściem właścicielki. Kobieta doskonale zdawała sobie sprawę, że mieszkanie wynajmowała banda flejtuchów. Niestety, póki chłopaki nie zalegali z opłacaniem czynszu, nie reagowała na to. Gdy już drażnił mnie panujący bałagan, sprzątałem za nich. Teoretycznie mieliśmy wyznaczony harmonogram kto, kiedy i gdzie sprzątał. Niestety chłopaki nigdy się do niego nie stosowali.

Byłem zmęczony, więc wsunąłem się pod kołdrę i szybko zasnąłem. Obudził mnie delikatny dotyk czyjejś dłoni.
- Takumi, przygotowałem kolację. Wybacz, ale nie mogłem wcześniej przyjść. - Usłyszałem znajomy głos.
- Która godzina? - zapytałem, siadając na łóżku.
- Wpół do ósmej wieczorem.
- Przespałem cały dzień? Niemożliwe.
Byłem zaskoczony, że tyle spałem. Faktycznie miałem zarwaną noc, ale przed wypadkiem zwykle wystarczało mi kilka godzin snu. Rzadko kiedy spałem w dzień.
 - Widocznie twój organizm nadal potrzebuje dużo snu - powiedział.
- Mhm...
- Cieszę się, że smakowały ci bułki. Nie musiałeś wynosić butelek, sam bym je sprzątnął.
- Nie rozumiem.
Zdania wypowiedziane przez Chrisa pozbawione były sensu. Skoro spałem cały dzień, oznaczało, że niczego od rana nie jadłem. Poza tym raczej pamiętałbym o tym. Zmarszczyłem brwi i powiedziałem:
- Z wyjątkiem kanapek, które dla mnie zrobiłeś, niczego dzisiaj nie jadłem.
- Zabiję ich. - W głosie Chisa usłyszałem złość.

W jednej chwili zrozumiałem, że kiedy spałem, któryś z chłopaków wszedł do mnie i poczęstował się jedzeniem i piciem, które stały na biurku.
- Daj spokój - mruknąłem.
- Jakie daj spokój? Jak tak można robić? - Słyszałem, że chodził po pokoju.
- Nie rób awantur. Oddam ci kasę. Zresztą i tak zamierzałem to zrobić.
- Nie o to chodzi. Nie chcę od ciebie żadnej kasy.

Nie zważając na jego protesty, wytłumaczyłem mu, gdzie znajdowały się pieniądze, które trzymałem w domu. Słyszałem, jak chłopak otwierał szufladę biurka i szukał w niej koperty z kasą. Trochę się dziwiłem, czemu tak długo to trwało. Dochodziły do mnie dźwięki przekładanych rzeczy. Po chwili usłyszałem, że Chris zamknął szufladę.
- Takumi, tu nic nie ma - powiedział cicho.
- Jak to nic nie ma? - zapytałem zaszokowany.
- Zwyczajnie. Znalazłem kopertę, ale ona jest pusta.
- Nie żartuj sobie ze mnie.
- Nie żartuję. 
Niemożliwe, byłem pewien, że w kopercie zostało trochę kasy. Nie było tego wiele, ale spokojnie wystarczyłoby, żeby zapłacić Chrisowi za zakupy. Czyżbym wydał wszystko przed wypadkiem? Tylko na co? Kiedy? Coś było nie tak.

Chris głośno westchnął i zapytał:
- Jesteś pewien, że miałeś tu jakieś pieniądze?
- Tak. Na sto procent.
- Na pewno ich nie wydałeś?
- Przestań zadawać głupie pytania. Jestem pewien.
- Chyba zaczynam rozumieć, co tutaj się dzieje.
- To znaczy?
- Któryś z twoich znajomych postanowił zaciągnąć u ciebie pożyczkę.
- Oni nie są tacy.
- Jesteś straszne naiwny. Już ci mówiłem, że nie powinieneś tutaj dłużej być.
- Nie zamieszkam u ciebie, jeśli do tego zmierzasz.
- Czemu?
- Bo cię nie znam. Poza tym to dziwne, że tyle czasu spędzałeś ze mną w szpitalu?
- Skoro nie chcesz przyjąć mojej pomocy, trudno. 

Nie wyczułem żadnych emocji w jego głosie. Gdybym go widział, to może wyczytałbym to, co on czuł i myślał w tej chwili, z wyrazu jego twarzy. Wcześniej nalegał, żebym u niego zamieszkał, a teraz nieoczekiwanie zmienił zdanie. Dziwne.
 
- Coś podejrzanie szybko się poddałeś - mruknąłem.
- Mylisz się. Po prostu zaproponuję ci wspólne mieszkanie, kiedy będziesz musiał się stąd wynieść.
- Łaski bez.
- Cholera, daj sobie pomóc! - Słyszałem, że był na mnie zły.
Zerwałem się z łóżka i wstałem. Wyczułem, że stałem naprzeciwko niego.
- Czemu ciągle to robisz?! Czemu chcesz, żebym u ciebie mieszkał?! Przecież to nienormalne. Przychodziłeś ciągle do mnie do szpitala. Teraz znów mnie odwiedzasz. Jutro pewnie też przyjdziesz. Czemu?!
- Bo... - zawahał się.
Czułem, że chciał powiedzieć coś ważnego. Żałowałem, że tego nie zrobił, bo może wtedy dowiedziałbym się, o co mu tak naprawdę chodziło. Po dłuższej chwili usłyszałem:
 - Czemu nie możesz tak po prostu przyjąć mojej pomocy? Bez zadawania pytań? Wątpliwości? Myślisz, że jestem jakimś zboczeńcem albo psychopatą? Dlatego się boisz?
- Bo to jest zwyczajnie dziwne - powiedziałem spokojnym głosem.
- Zrozum. Nie możesz mieszkać w takim miejscu. Nie dość, że prędzej czy później zrobisz sobie krzywdę, to jeszcze chłopaki bezczelnie cię okradają.
- Nie musisz mi przypominać, że jestem ofiarą losu.
- A ty znów o tym. Nie, nie jesteś ofiarą losu. Po prostu potrzebujesz mieszkania, w którym nic ci się nie stanie. Wszystko powinno leżeć i stać na wyznaczonym miejscu. Nie może być tak, żebyś o cokolwiek się potykał czy ranił. Poza tym nie powinieneś w tak głupi sposób tracić kasę. Przecież nie możesz im ufać.
- A tobie mogę?
- Jeszcze tego nie wiesz?
- Przepraszam.

Nieoczekiwanie zaburczało w moim brzuchu i właśnie to rozładowało napiętą atmosferę.
- Chodź do kuchni. Zrobiłem jajecznicę. Mam nadzieję, że nikt nie zdążył się nią poczęstować, gdy się kłóciliśmy - powiedział.
  
Poszliśmy do kuchni i po chwili zajadałem się przepyszną jajecznicą. 
- Poza tym jest jeszcze jeden powód - powiedział.
- Powód?
- Jest jeszcze jeden powód, żebyś się stad wyprowadził.
- Nie poddasz się, co?
- Nie zamierzam. Wracając do przerwanego tematu, nie będę każdego dnia sprzątał po tamtych trzech dorosłych facetach. Gdy tu przyszedłem, zlew był pełen garów, stół się dosłownie lepił, a przez korytarz nie można było przejść. Nie chcę nawet wspominać syfu, jaki zastałem w łazience.

Zacząłem się cicho śmiać.
- Co w tym takiego śmiesznego? - zapytał. Chyba był lekko urażony.
- Nie sądziłem, że będziesz sprzątał u kogoś w domu. Chyba jest mało podobnych tobie osób.
- A co według ciebie miałem zrobić? Nie pozwolę, żeby coś ci się stało przez tamtych debili.
- Wygrałeś.
- Co masz na myśli?
- Zgadzam się.
- Poważnie?
- Tak, ale pod jednym warunkiem.
- Jakim?
- Będę płacił ci za wynajem pokoju.
- Przecież to oczywiste.
- Poza tym pomożesz mi znaleźć jakąś pracę.
- Nie musisz pracować.
- Muszę. Bo inaczej nie będę miał kasy na czynsz, a ciałem nie zamierzam ci płacić.
- Nigdy bym nie zażądał tego od ciebie. Za kogo ty mnie masz?
- Sorki.
- Pomogę znaleźć ci pracę, ale najpierw nauczysz się, jak radzić sobie bez zmysłu wzroku.
- Mam iść do jakiejś poradni?
- Tak.
- Zgoda.
- Poza tym trzeba ogarnąć twoją szkołę. Wprawdzie nie zdałeś matury, ale szkołę ukończyłeś. 
- Chyba tak.
- Jutro się tym wszystkim zajmiemy.
- Jutro?
- Tak, dziś zostaję u ciebie na noc. Z samego rana spakujemy i przewieziemy twoje rzeczy do mojego mieszkania.
- Szybki jesteś.
- Nie zamierzam tutaj więcej sprzątać. 

Potem zaczęliśmy się sprzeczać o moją ewentualną kąpiel. Wczoraj się nie myłem i marzyłem o tym, żeby zanurzyć się w ciepłej wodzie. 
- Napuszczę ci wody do wanny. - Usłyszałem.
- Poradzę sobie - powiedziałem zirytowanym głosem.
- Nie będę cię przecież mył.
- Chciałbyś.
- Nie, nie chciałbym. Nie teraz.
- A kiedy? Jutro? Pojutrze? Może za tydzień?
- Zmieńmy ten głupi temat. Mówiłem już, że cię nie dotknę. Nie wkurzaj mnie.
- Czyżby mi czegoś brakowało? 
- Czy ty przez chwilę możesz się ze mną nie kłócić?

Ostatecznie Chris poszedł do łazienki i napuścił wody do wanny. Kiedy wrócił do pokoju, pomógł mi ściągnąć podkoszulek. Gdy znalazłem się wreszcie w łazience, zrzuciłem z siebie bokserki i zanurzyłem się w gorącej wodzie. Wszystkie czynności wykonywałem nieporadnie i nieumiejętnie, ale robiłem to sam. To był kolejny mały sukces w moim nowym życiu. Tym razem dałem sobie spokój z myciem włosów, ponieważ wiedziałem, że niedługo zdejmą gips z mojej ręki. Później musiałem zawołać Chrisa, żeby pomógł mi wyjść z wanny. Bez słowa wszedł do łazienki, podał rękę, a potem wytarł mnie do sucha i pomógł założyć piżamę.

Zanim położyliśmy się spać, rozmawialiśmy jeszcze przez chwilę. W końcu położyliśmy się spać. Chris od razu położył się obok mnie w łóżku, a ja tym razem odpuściłem kolejną kłótnię. Nie miałem drugiego łóżka w pokoju ani dodatkowej pościeli. W nocy obudził nas dźwięk głośniej muzyki i śmiech, które dochodziły z sąsiedniego pokoju.
- Jakim cudem wytrzymywałeś to do tej pory - zapytał zaspanym głosem Chris.
- Przyzwyczaiłem się.
- Zaraz pójdę i zrobię z nimi porządek.
- Odpuść, przecież to ostatni dzień.
- Mhm...

Wstaliśmy wczesnym rankiem. Z wdzięcznością przyjąłem od Chrisa kubek gorącej kawy, ponieważ tak jak i on byłem potwornie zmęczony. Pakowanie zajęło nam zaledwie godzinę, ponieważ nie miałem zbyt wiele rzeczy. Chris nie mógł uwierzyć, że wszystko zmieściło się zaledwie do jednej torby podróżnej i mojego plecaka. Wkrótce jechaliśmy autobusem w nieznanym dla mnie kierunku. Zewsząd otaczał mnie gwar prowadzonych rozmów i mnóstwo innych odgłosów, których było dla mnie stanowczo za dużo. Chciałem znów znaleźć się w cichym miejscu. Poczułem, że Chris wziął mnie za rękę.
- Niedługo będziemy na miejscu - powiedział.
Ścisnąłem mocniej jego dłoń i starałem się nie denerwować, chociaż było to dla mnie bardzo trudne. Wiedziałem, że będę potrzebował czasu, żeby oswoić się z otaczającym mnie światem. Światem, który zarazem był dla mnie doskonale znanym, ale z uwagi na utratę wzroku jednocześnie zupełnie nowym miejscem. Podświadomie czułem, że Chris był osobą, której mogłem zaufać.

Nawet przez chwilę nie pożałowałem, podjętej przeze mnie decyzji.

Linki:
- Rozdział 5
- Spis treści


15 komentarzy:

  1. no dobra...

    Chris już prawie się wygadał ze swoimi intencjami :D kurczę, trzeba go mocniej przydusić!

    trochę słabo wygląda ta sytuacja w mieszkaniu Takumiego :/ bajzel i imprezy to jedno. ale podkradanie to już trochę co innego, nie dziwię się, że Chris się wściekł

    za to jestem pod wrażeniem jego profesjonalizmu. kurcze, przecież to nie takie proste panować nad sobą i dawać sobie radę w takich sytuacjach. a może on się już tego uczył czy coś?

    jestem bardzo ciekawa, jak im się będzie razem mieszkało :3

    no i cieszę się, że Takumi sam chce sobie radzić, to już na pewno jest ogromny sukces :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chris wspominał, że chodzi na jakiś kurs ;-)

      Takumi powoli oswajanie się ze swoim kalectwem. Nie może znieść tego, że musi polegać na innych. Chcę być samodzielny.

      Chris boi się powiedzieć prawdy Takumiemu.

      Wspólne mieszkanie pewnie pełne będzie drobnych złośliwości i pewnie cierpliwość Chrisa wystawiona będzie na próbę.

      Usuń
  2. Umieram z ciekawości co żeś za tajemniczą intrygę uknuła w tym "Głosie" :D Mam już miliom pomysłów na to co to może być :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja słodka tajemnica, podpowiedź jest w notce "Umowy" dotyczącej sylwestra u Akiego i Marca :D

      Usuń
  3. Czyli Takumi był niezbyt rozgarniętym chłopakiem. :3 I to mało powiedziane :D

    I chyba dalej jest.

    Nieoczekiwanie zaburczało w moim brzuchu i właśnie to rozładowało napiętą atmosferę. - aż to sobie wyobraziłam :D

    Rozumiem wkurw Chrisa <3
    No, brawo Takumi, pierwsza mądra decyzja :D

    ale to „nie teraz” Chrisa to takie podejrzane jest <3

    No ale widać i czuć, że Takumi jest do niego przywiązany :D Niech im się razem fajnie mieszka :3



    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takumi po prostu ze stoickim spokojem przyjmował to, co go do tej pory spotykało. Utrata wzroku jest, jak na razie, ponad jego siły.

      Chris ma swoje ukryte powody, ale na pewno się jeszcze przez jakiś czas nie zdradzi.

      Mieszkać pewnie będzie im się fajnie i sprzeczać pewnie też XD.

      Usuń
    2. Chris ma swoje ukryte powody? JAKIE? Jest jego bratem???!!!! :D

      Usuń
  4. Hey! Jak dotąd było całkiem w porządku, tylko proszę nie przesłodź. No chyba, że taki był Twój oryginalny zamysł, bo wtedy nie zamierzam Cię blokować, bo żaden autor wszystkim nie dowodzi swoją twórczością. I tak całkiem niezłe, ale brakuje trochę wątków pobocznych i akcji.
    Pozdrawiam i weny życzę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Głównym opowiadaniem jest "Umowa", więc możliwe że w tym opowiadaniu brakuje całej otoczki. Bardziej chciałam się skupić na tym, co rozgrywa się pomiędzy głównymi bohaterami, przy minimalnej ilości osób pobocznych.

      Czy wyjdzie z tego romansidło, czas pokaże XD.

      Usuń
    2. A poza tym witam kolejnego komentującego <3<3<3

      Usuń
  5. No bardzo miło sie czytało ,kiedy pojawi sie kolejny rozdział??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wstyd mi, że opowiadanie zostało zaniedbane :-).
      Postaram się, jak najszybciej coś wrzucić.

      Usuń
  6. No bardzo zaniedbane, a spodobało mi się bardzo:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę, że się podoba.
      To już jest wstyd, że tak zaniedbane zostało.

      Usuń