WAŻNE INFO:

Obiecuję, jak najszybciej odpowiedzieć na wasze wszystkie komentarze i skomentować blogi, które czytam :D.

KOMENTUJCIE, bo to bardzo motywuje XD.

piątek, 3 marca 2017

Pasja - Rozdział 3 (Michał)


MICHAŁ


Obudziłem się, ale nadal nie otwierałem oczu. Pomyślałem, że skoro budzik jeszcze nie dzwonił, to miałem w zanadrzu jeszcze kilka minut, które postanowiłem poświęcić na leżenie. Wczoraj wróciłem z pracy późno w nocy. Po zajęciach tradycyjnie pobiegłem do restauracji, w której pracowałem. Pracę skończyłem około godziny 22, ale później pobiegłem jeszcze do klubu, w którym czasami dorabiałem jako barman. Praktycznie łapałem się każdego dodatkowego zajęcia, żeby zarobić na swoje utrzymanie. Miałem nadzieję, że jak skończę studia, to moja sytuacja zawodowa się znacznie poprawi. Myślałem nad przeniesieniem się na zaoczne studia, ale nie dałbym rady opłacić czesnego. Ostatecznie nadal próbowałem pogodzić pracę z nauką. Nie było to łatwe. Do domu wróciłem około 5 rano. Na szczęście zajęcia zaczynały się od godziny 9, więc mogłem się trochę przespać. Powinienem się najpierw wykąpać, ale nie miałem na to siły i od razu padłem na łóżko.

Teraz nadal leżałem w łóżku i czułem, że dosłownie śmierdzę.
- Brudas - szepnąłem i otworzyłem oczy.
Wziąłem komórkę i aż zamrugałem oczami. Była 8.30.
- Kurdę, zaspałem!

Teoretycznie mogłem odpuścić sobie ten wykład, ale wykładowca miał jedną małą wadę. Czasami sprawdzał obecność, puszczając w obieg stosowną listę. Z powodu braku obecności można było nie zaliczyć u niego zajęć. Nie mogłem sobie na to pozwolić.

Poderwałem się z łóżka i szybko pobiegłem pod prysznic. Jak było do przewodzenia, woda była lodowata. Trzęsąc się z zimna, wyszedłem spod prysznica, pognałem do pokoju i się ubrałem. Już miałem wychodzić, ale wróciłem do kuchni. Wziąłem z blatu kanapki, które przygotowałem sobie po powrocie z klubu. Chyba miałem jakieś przeczucie, żeby zrobić je wcześniej.

W drodze do szkoły przeklinałem się w duchu, że znów zaspałem. Ostatnio zdarzało mi się to coraz częściej. Mój organizm był już widocznie za bardzo przemęczony i się buntował. Może dziś odpuszczę pracę w klubie? Ale był piątek, więc przyjdzie dziś dużo klientów. Dużo klientów oznaczało dużo napiwków. I jeszcze zbliżała się sesja egzaminacyjna. Dobrze, że to była letnia sesja egzaminacyjna, bo oznaczała nadejście przerwy wakacyjnej, a tym samym większe możliwości dodatkowego zarobku.
 
Jak się okazało, wykładowca najprawdopodobniej także zaspał, bo spotkaliśmy się w drzwiach do sali, w której miał odbyć się wykład. Powiedziałem tylko szybkie dzień dobry i wpadłem do środka. Od razu ruszyłem na koniec sali, gdzie w ostatnim rzędzie siedział Ariel. Od naszej poprzedniej rozmowy minął już ponad tydzień. Pomyślałem, że chłopak zawsze trzymał się na uboczu. Z nikim nie rozmawiał, a na przerwach albo zostawał w sali, albo szedł na taras na dachu. W tygodniu chyba zdjęli mu gips z ręki, bo nie nosił już jej na temblaku. Widać jednak było, że ręka nadal była niewładna. Zresztą w przypadku złamania, nie było w tym nic dziwnego. Pewnie Ariel będzie chodził teraz na jakąś rehabilitację, żeby przywrócić jej pełna sprawność.

Miałem usiąść dalej pod ścianą, ale ostatecznie zająłem miejsce obok Ariela.
- Cześć - powiedziałem.
- Hej - odpowiedział, nie unosząc nawet głowy.

Wyjąłem notatnik i zacząłem zapisywać najważniejsze informacje, które przekazywał nam profesor. Wykład dotyczył historii Wielkiej Brytanii, więc był niesłychanie nudny. Po chwili zauważyłem, że Ariel niczego nie notował. Wprawdzie zapisywał coś na kartkach, ale po chwili zrozumiałem, że przed nim na blacie leżała kartka zadrukowana pięcioliniami. Chłopak lewą ręką próbował zapisywać na nich kolejne nuty. Nadal starałem się skupić na słowach wykładowcy, ale nie potrafiłem. Ciekawość melodii, jaką zapisywał Ariel, była silniejsza od zdrowego rozsądku. Przez takie zachowanie będę musiał stracić czas w domu na poszukiwaniu informacji, które mogłem zwyczajnie teraz zanotować. Trudno. Próbowałem się domyślić, co to była za melodia, ale nie potrafiłem. Nie bez znaczenia był fakt, że pismo mojego sąsiada dalekie było od ideału. Najprawdopodobniej był praworęczny, więc pomimo moich chęci nie potrafiłem odczytać tych jego bazgrołów. Tym bardziej że pięciolinie pełne były również wielu przekreśleń i naniesionych zmian.

Ariel odłożył długopis i palcami zdrowej ręki zaczął uderzać w pulpit. Przymknął oczy i po chwili zrozumiałem, że grał melodię, którą przed chwilą zapisywał na kartkach. W pewnym momencie uniósł prawą dłoń. Zauważyłem, że jej palce nadal miał obandażowane. Gdy chciał nimi poruszyć, syknął z bólu i otworzył oczy.
- Co robisz? - zapytałem trochę bezmyślnie.
- Tańczę - odpowiedział złośliwie.
- Przecież widzę, że coś komponujesz.
- Może...
- Nie wiedziałem, że umiesz takie rzeczy.
- A niby skąd miałbyś to wiedzieć, przecież mnie nie znasz.
- Fakt.

Do końca wykładu nie zamieniliśmy słowa. Ukradkiem spoglądałem na chłopaka. Mogłem się teraz przyjrzeć z bliska jego twarzy, która była naprawdę ładna. Gdyby tylko nie ta blizna. Ciekawe, w jaki sposób został ranny? Ręka, noga, policzek. Ciekawe, czy też miał inne obrażenia? Może to był wypadek samochodowy, a może ktoś go napadł.
- Nie gap się na mnie - usłyszałem jego głos.
- Przepraszam - powiedziałem zawstydzony i wróciłem do sporządzania notatek.

Gdy wykład dobiegł końca, Ariel bez słowa wstał i wyszedł z sali. Mieliśmy półgodzinną przerwę do następnego wykładu. Normalnie poszedłbym pograć, ale tym razem zmieniłem zdanie. Postanowiłem iść za nim. Chłopak ruszył w kierunku schodów prowadzących na wyższe piętro. Widziałem, że z trudnością pokonywał kolejne stopnie, co oznaczało, że nadal dokuczała mu noga. Kilkakrotnie zmuszony był się zatrzymać, ale po chwili szedł dalej. Nie zwracał uwagi na ciche szepty i badawcze spojrzenia osób, które mijał. Skupiony był tylko i wyłącznie na wchodzeniu na górę. Pomyślałem, że chłopak nadal stanowił główną atrakcję na uczelni. Nie mogłem zrozumieć, czemu ludzie nie mogli być bardziej taktowni. Przecież on doskonale widział i słyszał to, co wokoło niego się działo.

W końcu dotarliśmy na taras. Ariel zajął miejsce pod ścianą i znów wyciągnął kartki zapisane nutami. Zauważyłem, że tutaj też wzbudzał powszechne zainteresowanie, ale jak było widać, miał to gdzieś. Niepewnie podszedłem do niego i zapytałem:
- Mogę usiąść obok ciebie?
- Skoro musisz - odpowiedział.
- Dzięki.
- Czemu mnie śledzisz? - zapytał.
- Nie śledzę cię.
- Leziesz za mną, od kiedy tylko wyszedłem na korytarz.
 
Kurczę, zauważył mnie. Jakim cudem? - myślałem.

Zapadło między nami milczenie, które nieoczekiwanie przerwał Ariel.
- Cholera, muszę tego posłuchać... - powiedział, patrząc na kartkę, którą trzymał na kolanach.
- Co to jest? - zapytałem.
- Nuty. Myślałem, że tyle to ty już umiesz. Zaskoczyłeś mnie. - Drań był złośliwy.
- Ha, ha, ha. Ja nie pytałem o to. Co to za melodia?
- Ech, jesteś strasznie uciążliwy, wiesz?
- Żadna nowość. W domu dziecka często tak o mnie mówili.
- Pamiętasz swoich rodziców? - zapytał nieoczekiwanie.
- Nie, podobno matka zrzekła się praw rodzicielskich po moim urodzeniu. - Wzruszyłem ramionami.
- Myślałem, że tak małe dzieci szybko znajdują nowy dom.
- Jak widać, nie wszystkie. Co ci się stało?
- Miałem wypadek samochodowy. Połamane noga, ręka, żebra i takie tam.
- Noga już ci się chyba dawno zrosła, ale gips z ręki zdjęli ci chyba niedawno.
- Jesteś strasznie wścibski.
- To także często mi powtarzano.
- Ręka się źle zrosła i musieli ja ponownie nastawiać.
- Odzyskasz pełną sprawność?
- Nie wiem.
- Nie można tego jakoś operować?
- Można, ale nie ma żadnej gwarancji, czy to coś pomoże.
- Rozmawiałeś na ten temat z jakimś lekarzem?
- Głupek. To chyba oczywiste.

Siedzieliśmy przez chwilę w całkowitej ciszy. W końcu wyjąłem kanapkę i zacząłem ją jeść.
- A ty nie zamierzasz niczego jeść? - zapytałem.
- Nie.
- Czemu?
- Bo nie.
- To nie jest odpowiedź. Ja nie przeżyłbym, gdybym czegoś nie zjadł w ciągu dnia.

Wyjąłem z plecaka kanapkę owiniętą w papier i położyłem mu na kolanach.
- Jedz, jeśli oczywiście nie przeszkadza ci wczorajszy chleb i najtańsza wędlina - powiedziałem.
- Co ty robisz? - Ariel uniósł zawiniątko zdrową ręką.
- Jak to co? Dzielę się z tobą swoim drugim śniadaniem. Powinieneś być mi wdzięczny.
- Idioto, masło rozmaże nuty.
- Nuty? Jakie nuty? Aaa... masz na myśli te koślawe znaczki?
- Koślawe znaczki? - powtórzył za mną z niedowierzaniem.
- No, proste to one na pewno nie są.
Ariel zaczął cicho chichotać, a po chwili śmiać się głośno. Jego śmiech był zaraźliwy i ja w końcu także się śmiałem. Po chwili schował zeszyt do plecaka i zaczął mocować się z papierem, w który zapakowana była kanapka.
- Dzieciaku, daj mi to. - Zabrałem mu zawiniątko i rozpakowałem.

Gdy spojrzałem na niego, Ariel wydawał się zaskoczony.
- No co? Jeśli nie masz ochoty, to nie musisz jeść.
- To nie o to chodzi - powiedział.
- A o co?
- Jesteś pierwszą osobą, która traktuje mnie normalnie.
- Normalnie? A jesteś w jakiś sposób wyjątkowy, żebym musiał traktować cię nienormalnie?
- Do tej pory ludzie mnie ignorują, albo się nade mną użalają. A ja nienawidzę współczucia.
- Trochę cię rozumiem, bo ze mną jest podobnie.
- W sensie, że pochodzisz z bidula?
- Mhm.
- Jakie to ma znaczenie?
- Co?
- To, że wychowałeś się w domu dziecka? Przecież nieważne skąd pochodzisz, ważne jest to, jakim jesteś człowiekiem i do czego dążysz.
- A ty, do czego dążysz?
- Teraz... nie wiem...
- Jak to nie wiesz?
- Chyba za dużo tych pytań, zresztą zaraz będzie kolejny wykład.

Ariel skończył jeść i próbował wstać. Szybko wstałem i czekałem na niego. Nie pomogłem mu, mimo że nie łatwo było mu się podnieść. Przez chwilę siłował się sam ze sobą, ale wreszcie i on stanął obok mnie.
- Dlaczego mi nie pomogłeś, tylko się przyglądałeś? - zapytał.
- Bo mnie o to nie poprosiłeś.
- Fakt.
- Poza tym sam mówiłeś, że nie chcesz, żeby się nad tobą litować.
Ariel znów się lekko uśmiechnął. Wspólnie zeszliśmy na dół w tempie Ariela. Chłopak nie komentował tego, że mu towarzyszyłem i czekałem na niego.

Po zajęciach rzuciłem "cześć" w jego kierunku i szybko pobiegłem do sali muzycznej. Miałem zaledwie pół godziny, bo potem musiałem biec do restauracji. Usiadłem przy instrumencie, rozłożyłem nuty na pulpicie i zacząłem grać. Nie trwało to zbyt długo, bo usłyszałem głos Ariela.
- Podstawy może i znasz, ale kompletnie nie masz poczucia rytmu i nadal mylisz nuty.
- Mądrala się znalazł - powiedziałem nieco obrażony.

Ariel podszedł do mnie i położył kartki z nutami na pulpicie.
- Zagraj to - powiedział.
- A podszkolisz mnie trochę?
- Może. Ale najpierw musisz to zagrać.
- Przecież to niemożliwe. Skąd mam wiedzieć, czy ta nuta - pokazałem mu konkretną - jest pod, na, czy nad linią?
- Domyśl się.
- Sam się domyśl.

Wziąłem te jego bazgroły, położyłem na klawiszach i powiedziałem:
- Dyktuj.
- Niby co?
- Jajco.
Ariel parsknął śmiechem.
- Nie śmiej się, tylko dyktuj te twoje cholerne nuty - powiedziałem.

Pokręcił głową, ale w końcu zaczął wszystko po kolei dyktować. Pod każdą kolejną nuta pisałem jej oznaczenie. Na szczęście nie było tego dużo.
- Zagraj - powiedział, gdy skończyłem pisać.

Po chwili pokój wypełniły dźwięki fortepianu. Melodia nie należała do najłatwiejszych i doskonale zdawałem sobie z tego sprawę, że gubiłem rytm. W końcu Ariel kazał mi przerwać grę.
- Tragedia - powiedział.
- Nie przesadzaj. - Trochę mnie to dotknęło.
- Będę cię uczył, ale mam dwa warunki.
- Jakie?
- Po pierwsze, zapomnisz o wszystkim, czego się do tej pory nauczyłeś i będziesz mnie bezwzględnie słuchał.
- A po drugie?
- Po drugie, w zamian za naukę pomożesz mi ćwiczyć.
- Ćwiczyć? Masz na myśli rehabilitację? Ja się na tym kompletnie nie znam.
- Przecież nie każę ci robić rzeczy niemożliwych. Mam na myśli proste ćwiczenia, które muszę wykonywać w domu. Sam nie mogę dać sobie z nimi rady.
- Rozumiem.
- Jutro o 14.00 mam wizytę u lekarza. Zastanów się. Jeśli zgadzasz się na moje warunki, to przyjdź jutro do pobliskiego szpitala. Pokój nr 123 godz. 14.00.

Ariel nie czekając na moją reakcję, powoli wyszedł z sali. Mnie dosłownie zamurowało. Z jednej strony mógł mnie sporo nauczyć, bo skoro potrafił komponować melodie, to musiał być kiedyś dobrym pianistą. Jednocześnie bałem się tego, że niechcący zrobię mu krzywdę?

Po chwili zabrałem swoje rzeczy i pognałem do restauracji, później do klubu, z którego nad ranem wróciłem do domu. Tym razem się wykapałem, zmieniłem pościel i położyłem w końcu do łóżka. Spałem do południa.

Gdy zegar wybijał 14.00, nadal zastanawiałem się, czy podjąłem dobrą decyzję.
 

14 komentarzy:

  1. ale fajnie <3

    cieszę się, że wrzuciłaś kolejny rozdział <3

    na pewno to, że Michał usiadł obok Ariela, to był jakiś progres :D jak widać, bardzo to pomogło, jak to w sumie bywa z przypadkami :D

    bardzo się cieszę, że zaczęli rozmawiać, zbliżyli się do siebie itd. faktycznie mogą sobie nawzajem bardzo pomóc i to dostrzegają <3

    super <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Progres musiał być, bo inaczej dalej by się tylko widywali przelotnie, a tak może coś z tego będzie :-).

      Chyba brak harmonogramu działa na mnie motywująco XD.

      Usuń
  2. Wybacz, ale po CZWARTEJ próbie opublikowania komentarza się poddaję, nie będę tego przepisywał po raz kolejny... odmawiam już dziś współpracy z Bloggerem...
    W dużym skrócie:
    Ariel - jedno wielkie HMM... pojęcie nie mam. Na razie mnie irytuje i według mnie jest bucem :/
    Michał - uroczy chłopak i przeczuwam, że będzie cierpiał przez Ariela. :« smutek
    Ja już to widzę jak A go rozstawia po kątach, ale on ma to gdzieś bo się zakochał i daje sobą pomiatać...
    A ta cała akcja z rehabilitacją mnie trochę niepokoi. Od tego nie są przypadkiem fizjoterapeuci, czy jakoś tak? Zwłaszcza, że umawia się z nim na wizytę u lekarza. Powtarzam.
    Wizytę u lekarza.
    Raz byłem na randce w ciemno na niedzielnym obiedzie rodziców tego gościa, ale pójście na wizytę do lekarza z facetem którego nie znasz i w zamian za lekcje masz mu pomagać w rehabilitacji, choć chuja się znasz, jest dziwniejsze.
    Biedny Michaś, wróżę Ci pogmatwaną przyszłość
    <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego ja zawsze długie komentarze piszę najpierw w Wordzie, a potem kopiuje XD. Inaczej komentarze lubią znikać w dziwnych okolicznościach przed publikacją.

      Ariel... Czy ja wiem, czy jest bucem, może to jego system obrony przed zewnętrznym światem, a może wypadek tak go zmienił. Zobaczymy, bo rozdziały powstają na bieżąco i nie mam jeszcze konkretnego planu, co będzie dalej i czy faktycznie miłość rozkwitnie.

      Cóż poradzić, że ja lubię kreować bohaterów z popapraną przeszłością i charakterem :D.

      Zobaczymy co powie lekarz na wizycie, może ich obu wywali za drzwi za same pomysły rehabilitacji w domu bez stosownej wiedzy ;-).

      Usuń
    2. Uwielbiam to, że jak mówisz o swoich bohaterach, to w taki sposób, jakby oni żyli własnym życiem i nie miałabyś nad tym kontroli, mogła tylko zgadywać dlaczego cos robią :D Z drugiej strony, nie znam się na pisaniu, ale moze tak trochę jest? XD
      Ta, chyba muszę zacząć pisać w wordzie

      Usuń
    3. Jak pisze to wiele rzeczy przychodzi samo. Zachowanie bohaterów, charaktery, przeszłość itp. Często jest tak, że planowałam coś zupełnie innego, a potem dosłownie samo pisze się coś o czym nie myślałam wcześniej. Dlatego dla mnie bohaterowie trochę żyją swoim własnym życiem ;-).

      Usuń
    4. Dlatego też, ja ich do końca nie znam i nie wiem jak się mogą zachować.

      Usuń
  3. Przeczytane, Ariel jest trochę arogancki i dziwny :D Michał to chyba dobra duszyczka <3 :3
    Jest zabiegany, ma masę roboty, nie wysypia się, pewnie jest przemęczony - haruje jak może. Biedak, próbuje się chyba zaprzyjaźnić z Arielem. Ariel trochę taki dupkowaty, ale dkoro jest artystą, to mu wybaczam :D muzykiem, dokładniej :D TAK, niech uczy Michała :3
    Niektóre tekściki mnie rozbroiły :D
    Mam nadzieję, że Ariel wyleczy rękę do końca, bo pewnie stałby się złym, zgorzkniałym bucem :D

    W jakim barze pracuje Michał? W zwykłym czy w barze LGBT? : > może Ariel do niego wpadnie? :D :D :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Większość moich bohaterów jest dziwna XD.

      Ariel... w jego rozdziale będzie, czemu taki był dla Michała.

      Czy wyleczy rękę, zobaczymy. Możliwe, że nigdy już nie będzie mógł grać.

      Pewnie, że w LGBT :D i na pewno Ariel tam zawita, przecież jest gejem (przed wypadkiem miał nawet chłopaka ;-))

      Usuń
    2. Możliwe, że nigdy już nie będzie mógł grać - TO JA WYCHODZĘ. :. #foch

      No dobra :D

      Usuń
    3. To jest tylko jedna z możliwości, więc nic nie jest jeszcze przesądzone :D

      Usuń
  4. Witaj! Ta historia ma potencjał i jestem niezmiernie ciekawy, jak ją rozwiniesz. Pokładam tylko nadzieję, że nie przeistoczy się to w kolejny przesłodzony lub tragiczny romans, jakich obecnie bez liku znajduje się na blogach. Jak narazie idzie Ci dosyć dobrze. Szególnie spodobał mi się ten fragment: " Ariel skończył jeść i próbował wstać. Szybko wstałem i czekałem na niego. Nie pomogłem mu, mimo że nie łatwo było mu się podnieść. Przez chwilę siłował się sam ze sobą, ale wreszcie i on stanął obok mnie.
    - Dlaczego mi nie pomogłeś, tylko się przyglądałeś? - zapytał.
    - Bo mnie o to nie poprosiłeś.
    - Fakt.
    - Poza tym sam mówiłeś, że nie chcesz, żeby się nad tobą litować.
    Ariel znów się lekko uśmiechnął. Wspólnie zeszliśmy na dół w tempie Ariela. Chłopak nie komentował tego, że mu towarzyszyłem i czekałem na niego. ", ponieważ pokazuje, że pomimo,iż wzbraniamy się przed litością, to potrzebujemy opoki w drugim człowieku i, że nawet z pozoru codzienne sytuacje mogą zawierać w sobie więcej uczuć i przekazów emocjonalnych niż niejedna scenka z randki lub łóżka, pomimo, że i te bywają przyciągające. To teraz nie pozostaje mi nic innego, jak czekać na kolejną część i Cię dopingować.
    Połamania pióra (taka trochę nasza denny odpowiednik Połamania nóg, tylko, że dla pisarzy)
    A więc, połamania pióra!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy to będzie romans, czy też nie, czas pokaże XD.
      Niezbadane są myśli autora XD.

      Usuń