WAŻNE INFO:

Obiecuję, jak najszybciej odpowiedzieć na wasze wszystkie komentarze i skomentować blogi, które czytam :D.

KOMENTUJCIE, bo to bardzo motywuje XD.

czwartek, 16 marca 2017

Umowa - Rozdział 34 (Aki)

AKI

Wiedziałem, że to był cholernie głupi pomysł. Nie powinienem się zgodzić na to spotkanie. Nie powinienem tam iść samemu. Powinienem zadzwonić do Marka. Napisać do niego smsa. Ewentualnie pogadać z Natanielem. Ja to wszystko naprawdę wiedziałem. Więc czemu zadziałem wbrew wszelkiej logice? Głupie pytanie. Przecież wbrew zdrowemu rozsądkowi, spotykałem się z nim przez tyle czasu. Zgadzałem się na wszystko, czego ode mnie zażądał. Dopiero teraz rozumiałem, jak beznadziejnie się zachowywałem i myślałem, będąc z tym człowiekiem. Wszystko do mnie dotarło, kiedy poznałem Marka, który pokazywał mi zupełnie inny świat. Najlepsze jest to, że robił to nieświadomie. Uśmiech. Czułe gesty. Zainteresowanie. Słuchanie. Uczucie. Troska. Seks. Miłość. Dawał mi to wszystko i nie chciał niczego w zamian. Wystarczyło tylko, że z nim byłem.
Tak naprawdę to nie chciałem spotykać się z Subaru. Nie miałem ochoty go widzieć, ale to nie było takie proste. Wkrótce dotarłem w umówione miejsce. Kawiarnia w centrum miasta wydawała się bezpiecznym miejscem. Nie wiem czemu, ale zacząłem się go obawiać. Może sprawiły to jego smsy i groźby? Może to, że tak nagle pojawił się w moim życiu? Jedno nie dawało mi spokoju. Ten drań chciał zniszczyć mojego faceta, a ja nie mogłem na to pozwolić. Musiałem dowiedzieć się, czego tak naprawdę chciał mój były pan.
 
Gdy wszedłem do lokalu, od razu go zauważyłem. Siedział przy jednym ze stolików, czytał gazetę i popijał kawę. Był całkiem zwyczajnym niczym niewyróżniającym się facetem. Od razu ruszyłem w jego kierunku i bez pytania usiadłem przy jego stoliku. Nawet na mnie nie spojrzał, tylko przekręcił stronę gazety.
- Cieszę się, że znalazłeś czas, żeby porozmawiać ze starym znajomym - powiedział.
Nawet nie raczył obdarzyć mnie swoim spojrzeniem, nadal wydawał się być pogrążony w lekturze. Byłem pewien, że to była jego celowa gra. Chciał mnie wkurzyć. Najgorsze było to, że mu się to doskonale udawało.
- Czego chcesz? - zapytałem.
Starałem się panować nad sobą, żeby nie dać mu satysfakcji z tego, że byłem wściekły. Jak on śmiał grozić mojemu facetowi? Myślał, że ja będę się go bał? Nigdy się go nie bałem. Wiedziałem, że jest nieobliczalny, ale gdybym się go obawiał, na pewno nie byłbym z nim tak długo w tym układzie.
 
Moje zdenerwowanie spotęgował kelner, który podszedł do stolika.
- Dzień dobry. Czy mógłby przyjąć od pana zamówienie? Dziś polecam... - zaczął wyuczoną formułkę.
- Nie interesuje mnie to. Wystarczy niegazowana woda - przerwałem mu w połowie zdania.
- Zaraz podam.
 
Gdy zostaliśmy sami, Subaru wreszcie na mnie spojrzał.
- Źle sformułowałeś pytanie - powiedział, lekko się przy tym uśmiechając. Jego oczy, pomimo uśmiechu, nadal pozostały zimne.
- Nie wkurzaj mnie - wysyczałem.
- Twoje pytanie powinno raczej brzmieć: kogo chcesz? Zadaj je, Aki - zaakcentował moje imię, patrząc prosto w moje oczy.
Boże, tak bardzo miałem ochotę przywalić temu pewnemu siebie kretynowi. Z trudem zapanowałem nad swoimi emocjami.
- Kogo chcesz? - zapytałem po chwili.
- Ciebie.
- A jeśli powiem, że nie?
- A jeśli powiem, że pożałujesz?
- Czemu nie chcesz zostawić mnie w spokoju. Na pewno masz jeszcze innych uległych. Czemu ja?
- Naprawdę nie wiesz?

Zrozumiałem, że dalsza rozmowa nie miała większego sensu. On próbował mnie zwyczajnie zastraszyć. Chciał, żebym do niego wrócił. Może gdyby w moim życiu nie pojawił się Marco, nadal tkwiłbym w tym układzie. Wówczas na pewno satysfakcjonowałby mnie nasz seks, ale to się zmieniło. Ja już nie chciałem takiej znajomości. Chciałem czegoś więcej niż seks, poniżenie i ból.


Wstałem i powiedziałem cicho:
- Skończyliśmy rozmawiać, Subaru.
- Aki, siadaj i lepiej mnie posłuchaj. - Patrzył na mnie zimnym wzrokiem.
- Nie zamierzam wracać do ciebie.
- Pożałujesz - wysyczał.
- Grozisz mi?
- Nie, ja tylko cię ostrzegam.
- Nie boję się ciebie.
- Mnie się nie zostawia.
- Zawsze musi być ten pierwszy raz. Pogódź się z tym.
- Sprawie, że sam będziesz mnie błagał o kolejne spotkanie.
- Chyba zwariowałeś. Nigdy więcej się z tobą nie zobaczę i nigdy do ciebie nie wrócę.
- Wrócisz, wrócisz i to szybciej, niż myślisz.
- Mylisz się.
Wyjąłem portfel i rzuciłem kasę na stół.
- To za wodę, nie zamierzam mieć u ciebie długów.

Odwróciłem się i szybko ruszyłem w kierunku wyjścia. Kiedy opuściłem kawiarnię, emocje zaczęły ze mnie powoli opadać. Dopiero teraz zrozumiałem, jak bardzo byłem zdenerwowany. Podświadomie poszedłem w kierunku przystanku, a po chwili wsiadłem do autobusu. Nie pojechałem jednak do domu, nie pojechałem do mieszkania Marca, nawet nie pojechałem do Nataniela.

Było tak samo jak poprzednim razem, gdy chciałem dostać się do jego biura. Nie byłem umówiony, więc ochroniarz nie chciał mnie wpuścić. Gdy już miałem zadzwonić do Marca, pojawił się Sho.
- Co za niemiłe spotkanie - powiedział.
Jak zwykle był idealnie ubrany. Markowy garnitur, idealnie dopasowana koszula i intensywne męskie perfumy. Pan idealny w każdym calu. Szkoda tylko, że był zepsuty do szpiku kości.
- Ja również cieszę się, że cię widzę - odpowiedziałem.
- Przyszedłeś przeszkadzać w pracy mojemu asystentowi? Nie wystarcza ci już, że Marco wykonuje za ciebie praktycznie wszystkie obowiązki.
- Przyganiał kocioł garnkowi. To nie ja ciągle wykorzystuję go w robocie.
- Faktycznie, ty wykorzystujesz go tylko w domu i łóżku.
- Zamknij się. Nie masz pojęcia, jak bardzo cię nie lubię.
- Nie martw się, ja ciebie też nie darzę zbytnią sympatią. Gdyby nie to, że Marco jest w tobie beznadziejnie zakochany, już dawno sprawiłbym, że zniknąłbyś z jego życia.
- Odwal się. Czy dziś jest dzień, kiedy wszyscy postanowili mi grozić?
- Wszyscy?
- Nie twoja sprawa.
Sho przeszedł obok ochroniarza, który skinął mu głową. Ja niestety nadal znajdowałem się nie po tej stronie wejścia do jego biura, po jakiej bym chciał.
- Wpisz go na listę gości i wpuść - powiedział nieoczekiwanie Sho i po chwili zniknął z moich oczu.
 
Gdy dotarłem do gabinetu Marca, wszedłem do środka bez pukania. Zauważyłem, że pochłonięty był przeglądaniem jakichś dokumentów i nawet nie zwrócił uwagi na to, że ktoś wszedł do pokoju.
- Jeśli to nic nie cierpiącego zwłoki, to musi zaczekać do jutra - powiedział, nie unosząc nawet głowy.
- Cześć - powiedziałem.
Marco wreszcie spojrzał na mnie.
- Aki, coś się stało? - zapytał.
Odłożył długopis, wstał i podszedł do mnie.
- Byłem w pobliżu i pomyślałem, że do ciebie wpadnę.
- Cieszę się. - Uśmiechnął się i pocałował mnie delikatnie.

Jak ja miałem mu powiedzieć, że go nie posłuchałem? Może nie powinienem mu tego mówić? Może wyciągnę go tylko na obiad? Przecież od nikogo nie dowie się prawdy.

Marco położył dłoń na moim policzku i zapytał:
- Aki, co się stało?
- Nic. To już nie wolno mi ciebie zobaczyć?
- Wolno, ale jesteś jakiś dziwny.
- Dziwny? Sam jesteś dziwny, bo nie cieszysz się z moich odwiedzin.
- Kochanie, spędziliśmy razem noc, podobnie jak kilka poprzednich, widzieliśmy się rano. Więc to trochę dziwne.
- Sorki, wracam do domu. Skoro masz przesyt mojej osoby, to jadę do siebie.
Chciałem się od niego odsunąć, ale mi nie pozwolił.
- Co się stało? - zapytał znów.
- Nic.
- Aki, przecież widzę. Gadaj.
- Wydaj ci się.
- Kurwa, nie odpuszczę ci, dopóki mi nie powiesz.
Wciągnąłem głośno powietrze i wypaliłem:
- Rozmawiałem z Subaru.
Bałem się, że się wkurzy. Nie chciałem tego. Lubiłem się z nim droczyć i irytować go, ale nie chciałem się z nim kłócić. Czułem jednak, że muszę być z nim szczery. Dlatego do niego przyszedłem. Chyba trochę chciałem, żeby mnie objął i powiedział, że wszystko będzie dobrze. Było to strasznie naiwne, głupie i beznadziejne.
- Rozmawiałeś z nim przez telefon? - zapytał.
Stał naprzeciwko mnie, jego twarz nie wyrażała żadnych emocji.
- Nie, spotkałem się z nim na mieście.
Marco odsunął się ode mnie i podszedł do okna.
- Prosiłem cię, żebyś się z nim nie spotykał.

Czemu on zachowywał się tak spokojnie? Czy nie powinien się wkurzać?

- Przysłał mi smsa, chciał się ze mną spotkać - powiedziałem.
- I ty tak po prostu się na to zgodziłeś?
- Zadzwoniłem do niego po to, żeby mu powiedzieć, że raz na zawsze ma się ode mnie odwalić.
- Wiesz, co mówią? Że tylko winni się tłumaczą.
- Kurwa, Marco, to nie tak.
- A jak?
Zrozumiałem, że Marco pomyślał, że ja chciałem się spotkać z Subaru. Musiałem mu to wszystko wytłumaczyć. Musiał zrozumieć, czemu tak zdecydowałem.

Po chwili na mnie spojrzał. Wydawał się spokojny i opanowany, ale tak naprawdę był zły. Cholernie zły. Widziałem to w jego oczach.
- On cię śledził. Powiedział, że w chwili gdy dzwoniłem, jadłeś obiad ze Sho - wypowiadałem kolejne słowa, mając nadzieję, że mnie zrozumie.
- To nie jest powód, żeby od razu zgadzać się na spotkanie. - Był cholernie obojętny. Zimny. Nie taki jak mój Marco.
- Ja chciałem to skończyć. - Jeszcze chyba nigdy w życiu nie byłem aż tak bardzo zdenerwowany tak, jak teraz.
- Czy ty w ogóle myślałeś? Poszedłeś zobaczyć się gościem, który mi groził, który przysyłał ci mnóstwo smsów, który porysował samochód Sho! Mało tego nawet nie zadzwoniłeś do mnie, nie napisałeś głupiej wiadomości!
- Nie chciałem cię martwić.
- Nie pierdol!
- Marco, ja poszedłem, żeby on się wreszcie od nas odwalił.
- No i?
- No i co?
- Odwali się?
- Nie. On chce, żebym do niego wrócił.
- A ty czego chcesz? Chcesz do niego wrócić?

Zabolało mnie to pytanie. Zabolała mnie cała nasza rozmowa. Kłótnia. Miałem ochotę w coś przywalić, coś rozpierdolić. Cokolwiek. Chciałem rozładować emocje, które mnie ogarniały. Nie mogłem uwierzyć w to, co przed chwilą od niego usłyszałem.

- Pierdol się - wysyczałem.
- Aki, odpowiedz.
- Kurwa, jak możesz tego nie wiedzieć?! Jak możesz zadawać takie głupie pytania?!
- Bo jestem cholernie o ciebie zazdrosny. Bo boję się, że kiedyś zmienisz zdanie. Bo boje się, że mnie zostawisz. Teraz rozumiesz, czemu zadaję tak głupie pytania. Po prostu się boję, że kiedyś cię stracę - wyszeptał ostatnie zdanie.
 
Przez chwilę patrzyliśmy na siebie w kompletnej ciszy. Beznadzieja. Ja bałem się, że mój były pan skrzywdzi Marka. Marco z kolei bał się, że kiedyś wrócę do Subaru. Czemu wszystko musi się tak pieprzyć? Czemu nie może być normalnie? Czemu Subaru nie chce dać mi spokoju?

- Kurwa, ale to wszystko popierdolone - odezwałem się.

Podszedłem do Marca i oparłem głowę o jego ramię.
- Nie chcę nikogo innego. Tylko ciebie - powiedziałem cicho.
- Nie rób niczego więcej za moimi plecami.
- Przepraszam - mruknąłem.
- Musisz mi to obiecać. Słyszysz?
- Tak.
- Pogadam ze Sho na temat tego gościa.
- A co on ma do tego?
- Ma różne znajomości, może uda mu się zaleźć coś, co sprawi, że ten debil da nam wreszcie spokój.
- Wątpię.
- Aki, masz więcej się z nim nie spotykać.

Nie odpowiedziałem, tylko go objąłem. W tym momencie potrzebowałem jego bliskości. Na szczęście Marco odwzajemnił mój uścisk.
- Aki, nie jesteś sam. Pamiętaj. - Usłyszałem.
- Mhm.

Czułem się tak strasznie bezbronny i miałem ochotę się rozpłakać. Nawet dla mnie to było za dużo emocji. Nie wiem czemu, ale odnalazłem wargami jego usta i pocałowałem go. To był niewinny pocałunek. Niczym lekkie muśnięcie. Chciałem poczuć to, że jest obok mnie. Po chwili wplótł palce w moje włosy i mocniej przyciągnął do siebie. Pocałował. Natarczywie. Mocno. Jego język wdarł się do wnętrza moich ust. Przez chwilę zabrakło mi tchu. Nie spodziewałem się tego, bo myślałem, że dłużej będzie na mnie obrażony. Dotarło do mnie, że ten pocałunek tak naprawdę stanowił zachętę do czegoś więcej. Po prostu to czułem.

Czy każda poważna kłótnia prowadzi do seksu? Jeśli tak to może częściej powinienem się z nim kłócić?

Gdy wreszcie oderwał wargi od moich ust, szepnął:
- Jeśli myślisz, że kara cię minie, to jesteś w wielkim błędzie.
- Kara?
- Może mam cię nagrodzić za to, że nie posłuchałeś mnie, naraziłeś się i nawet nie raczyłeś zadzwonić.
- Ale... - zacząłem.
- Nie ma żadnego ale. Jest wina, będzie też i kara.

Odsunął się ode mnie i podszedł do swojego biurka.
- Chyba nie muszę mówić, co masz robić. Prawda? - zapytał.
- Marco, coś mi dziś rano obiecałeś.
- Co takiego?
- Że ja będę dzisiaj na górze.
- Nie będziesz.
- Bo?
- Dziś zamierzam cię ukarać, za nieposłuszeństwo i głupotę. Na kolana.

Przełknąłem ślinę, bo zrozumiałem, że właśnie zaczęła się nasza gra. Przez swoją głupotę nie będę mógł dziś zdominować mojego faceta. Faceta? Teraz przede mną stał mój Pan. Widziałem, że zaczynał się już lekko niecierpliwić. Byłem pewny, że zawsze będzie mnie w nim fascynowało to, że bez większego problemu potrafił zmienić się z czułego i wesołego faceta w bezwzględnego sadystę.

Podszedłem do niego i klęknąłem przed nim. Patrząc mu w oczy, rozpiąłem mu pasek i rozporek
. Po chwili zsunąłem z niego spodnie wraz z bokserkami. Marco wygodnie usiadł w fotelu i rozłożył szeroko uda. Jego męskość dumnie się prężyła.
- Wystarczająco długo na ciebie czekałem. Koniec tej abstynencji - odezwał się do mnie.
- Tak, Panie - szepnąłem.
- Lepiej się postaraj, bo gorzko tego pożałujesz.
- Rozumiem, Panie.

Między nami panowało napięcie, które z każdą sekundą potęgowało się coraz bardziej. Przysunąłem twarz do jego krocza i polizałem penisa. Zaczynałem się nakręcać i coraz bardziej chciałem, żeby mnie wreszcie zaczął pieprzyć. Wiedziałem jednak, że najpierw musiałem się mocno postarać. Przesunąłem opuszkami palców po jego szwie mosznowym. Gdy usłyszałem jego ciche sapnięcie, zacząłem masować jego jądra. Postanowiłem, że nie będę się śpieszył. Nagle mnie oświeciło, odsunąłem się od niego i powiedziałem:
- Marco, przecież ktoś może tutaj zaraz wejść.
- Nie przerywaj - powiedział.
- Ale...
- I jeszcze jedno. Nie mów teraz do mnie po imieniu.
- Przepraszam, Panie.
- Nie przepraszaj, tylko zachowuj się tak, jak powinna zachowywać się wierna i oddana suka.

Uwielbiałem, gdy był taki pewny siebie i stanowczy. Przesunąłem dłońmi po jego udach w kierunku krocza. Zacząłem stymulować dłonią jego stojącego fiuta, drugą dłonią masowałem i ugniatałem jego jądra. Gdy przesuwałem językiem po spodniej stronie jego członka w kierunku wędzidełka, nagle zadzwonił telefon. Chciałem unieść głowę, ale nie pozwolił mi na to. Przycisnął ją mocniej do swojego krocza i powiedział:
- Nie przerywaj.
Gdy pieściłem go oralnie, on odebrał ten pieprzony telefon.
- Słucham. - Rejestrowałem kolejne słowa, które wypowiadał.
 

Polizałem językiem jego otworek na czubku penisa, na co on cicho westchnął. Czułem, że starał się panować nad swoim głosem. Postanowiłem mu tego zbytnio nie ułatwiać, tylko jeszcze bardziej go stymulowałem.
- Będę u ciebie za dziesięć minut... - powiedział do słuchawki telefonu.


Jakie dziesięć minut? Ja już miałem wizję, że będziemy się pieprzyć na jego biurku w jego biurze, a on wyjeżdża mi tu z tekstem, że za dziesięć minut będzie wolny. Przecież on mi nawet nie wsadzi. Nie ma mowy.

Wziąłem głęboko do ust jego fiuta, omal się przy tym nie krztusząc.
- Muszę kończyć. Nie, wszystko w porządku... nie musisz tu przychodzić... zaraz przyjdę do ciebie... Kurwa, rozłączył się. Aki, właź pod biurko - powiedział Marco.
Odsunąłem się od niego i spojrzałem z niedowierzaniem.
- Co? - zapytałem.
- Kurwa, Sho zaraz tu wpadnie.

W ostatniej chwili zdążyłem wejść pod te cholerne biurko, Marco nawet nie zdążył wstać i doprowadzić się do porządku, bo do jego biura wpadł Sho. Marco szybko przysunął się na fotelu do biurka. Znajdowałem się teraz w niewygodnej pozycji, bo byłem dosłownie pomiędzy jego nogami. Naprzeciwko mojej twarzy znajdował się jego nadal stojący penis.

- Co ty odpierdalasz?! Jak mówię, że już to już. - Słyszałem, jak pieklił się Sho.
Pomyślałem, że Nataniel musiał nie mieć z nim łatwego życia. Pewnie Sho ciągle rozstawiał go po kątach.
- Uspokój się. Miałem pilną rzecz do zrobienia, w sumie to nadal mam. - Usłyszałem głos Marca.

Pomyślałem, że faktycznie miał nadal pewien nabrzmiały problem, który stał na baczność tuż przed moim nosem. Więc... Było mi niewygodnie, ale zacząłem go dotykać. Wiedziałem, że dziś wieczorem będę miał świetny powód, żeby się trochę z niego ponabijać. Poczułem dłoń Marca na swojej dłoni, ale tylko ją strąciłem i mocniej ścisnąłem jego fiuta.


- Sho, spadaj. - Usłyszałem głos Marca.
- Jak ty się odzywasz do przełożonego.
- Jestem w tej chwili cholernie zajęty. - Podziwiałem, że Marco nadal był opanowany.
- Niby czym?
- Czymś cholernie ważnym. Daj mi pięć minut.
- Pięć? Tyle ci wystarczy, żeby dokończyć tę pilną sprawę?
Czyżbym słyszał lekką kpinę w głosie Sho?
- Mhm... - Nie widziałem miny Marca, ale byłem cholernie jej ciekawy.
- Masz dziesięć minut - powiedział Sho.
Po chwili usłyszałem jego oddalające się kroki i dźwięk zamykanych drzwi.

Marco od razu załapał moją rękę, wstał i pociągnął mnie do góry.
- Doigrałeś się - wysyczał, patrząc głęboko w moje oczy.
Brutalnie odwrócił mnie tyłem do siebie i przycisnął do biurka. Jęknąłem cicho. Czułem, że w spodniach robiło się coraz ciaśniej. Zaklinałem go w duchu, żeby wreszcie mnie przeleciał. Dotknął dłonią mojego krocza i szepnął do mojego ucha:
- Napalona suka.
- Zerżnij mnie wreszcie.
- Wiesz, że nie zasłużyłeś na to.
- Wybacz mi, nie zrobię już więcej niczego głupiego.
- Nawet cię dobrze nie dotknąłem, a tobie już stanął. Naprawdę zachowujesz się jak zboczona księżniczka.

Masował dłonią moje krocze przez ten cholerny materiał spodni. Czułem jego gorący oddech na karku, gdy mnie całował. Chciałem ściągnąć wreszcie spodnie, złapałem za guzik, żeby je rozpiąć. Drań położył swoją dłoń na mojej i mnie powstrzymał.
- Przecież nie pozwoliłem ci na to.
- Panie. Pragnę cię. Zlituj się.
- Błagaj.
Bawił się mną, chciał, żebym przestał trzeźwo myśleć. Nie musiał nawet bardzo się starać, bo ja już myślałem o jednym. Chciałem, żeby jego rozpalony fiut penetrował moją dupę.

Odwrócił mnie przodem do siebie i zmusił, żebym spojrzał mu w oczy.
- Na kolana i dokończ, to co zacząłeś.
- Jak sobie życzysz, Panie.

Boże, jak ja pragnąłem, żeby mnie zerżnął. Tak po prostu. Mocno. Brutalnie. Teraz. Już. Natychmiast.

Ruszyłem w kierunku drzwi, żeby zamknąć je na klucz. Marco złapał mnie za rękę i brutalnie wykręcił ją do tyłu.
- A ty dokąd? - zapytał.
- Zamknąć drzwi.
- Chyba jasno dałem ci do zrozumienia, że masz mi obciągnąć.
- Idioto, co będzie, jak ktoś tutaj wejdzie?
- Idioto? Nie nauczyłeś się jeszcze, że nie wolno ci mnie tak nazywać?

Złapał mnie za szyję jedną ręką, drugą zaczął rozpinać moje spodnie. Gdy opadły wraz z bokserkami na ziemię, odwrócił mnie przodem do biurka i przycisnął do niego.
- Panie, przecież miałem ci obciągnąć - powiedziałem zdezorientowany.
- Nie słuchasz tego, co mówię.


Gdy uderzył otwartą dłonią w mój nagi pośladek, moje policzki zapłonęły żywym ogniem. Nakręcałem się coraz bardziej, ale jednocześnie zastanawiałem się, co będzie, jak ktoś wejdzie i zobaczy nas w takiej sytuacji.
- Marco, puść. Ktoś może tutaj wejść.
- Zamknij się - wysyczał.

Znów mnie uderzył, tym razem mocniej. Kręciło mnie to coraz bardziej. Tylko te pierdolone drzwi. Czemu nie pozwala zamknąć ich na klucz? Faktycznie, to był taki mały dreszczyk emocji, że ktoś może nas zobaczyć. Tylko że Marco był w swojej robocie i nie chciałem, żeby później miał nieprzyjemności. On miał to kompletnie gdzieś, bo przesunął palcami pomiędzy moimi pośladkami i pociągnął mnie za jądra. Przez chwilę je masował, ugniatał i znów mocno pociągnął.
- Idioto. Przestań - syknąłem.
- Jak ty się do mnie odzywasz, suko? - szepnął do mojego ucha.
- ...
- Czyżby twoja dupa odpoczęła już po ostatnim laniu? - zapytał.

Nie czekając na moją odpowiedź, położył dłoń na moich plecach i mocno docisnął mnie do biurka. Zaczął mnie lać. Pod wpływem coraz mocniejszych uderzeń zacząłem się wiercić. Bolało, ale jednocześnie czułem gorąco, które rozchodziło się od mojego naprężonego penisa. Nie miałem szansy się poruszyć, ponieważ mocno mnie trzymał. Mogłem się modlić, żeby nikt nie wszedł do biura. W pewnym momencie przestał mnie lać i przesunął dłonią wzdłuż mojego kręgosłupa. Zadrżałem. Zachichotał cicho i powtórzył to. Jęknąłem cicho.
- Zlituj się - szepnąłem.
Dotknął palcami mojego wejścia i delikatnie je ugniatał.
- Niestety, nie byłem przygotowany na twoją wizytę, więc ślina musi wystarczyć - powiedział.
- Kurwa, co ty żeś powiedział?! - krzyknąłem.
Uderzył mnie mocno w dupę i syknął:
- Jak ty się wyrażasz?!
Nie zdążyłem zareagować, bo Marco splunął na moje wejście i rozsmarował na nim swoją ślinę.
- Jesteś obrzydliwy - powiedziałem.
- Gotowy? - zapytał.
- Nie.

Złapał mnie za włosy, przyciągnął do siebie, zakrył dłonią moje usta i wbił się we mnie. Jego dłoń stłumiła mój krzyk. Nie czekał na to, żebym się przyzwyczaił do jego penisa. Od razu zaczął się we mnie poruszać. Bolało, ale ja potrzebowałem teraz bólu. Chciałem się zresetować i zapomnieć o wszystkich problemach. Pragnąłem przestać myśleć o Subaru i o tym, że groził mojemu facetowi. Chciałem teraz czuć tylko i wyłącznie Marca. Chciałem, żeby rozpieprzył mój tyłek. On doskonale wyczuwał moje emocje i był dla mnie brutalny. Mocno wbijał się w mój ciasny tyłek. Cierpiałem, ale ból zaczynał mieszać się z przyjemnością, którą teraz czułem. Próbowałem się rozluźnić, żeby chłonąć maksymalnie każdy jego ruch. Pieprzył mnie. Posuwał. Czułem, jak wbijał się we mnie do samego końca. Po chwili zmusił mnie, żebym odwrócił głowę w jego kierunku i zaczął się ze mną całować. Nasze języki dosłownie żyły swoim własnym życiem. W tym momencie miałem już gdzieś, czy ktoś tutaj przyjdzie, czy też nie. Nie obchodziło mnie to zbytnio. Zatracałem się. Z każdym kolejnym jego ruchem, czułem, że mój orgazm był tylko kwestią czasu.
- Panie, ja dłużej nie wytrzymam - wyszeptałem.
- Nie waż się pobrudzić mojego biurka - powiedział.
Zacisnąłem pięści i starałem się opanować.
- Panie, ja muszę wrócić jeszcze do domu. Obciągnę ci.
- Nie ma mowy. - Usłyszałem.

Ja pierdolę, on zamierzał się we mnie spuścić. Przecież musiałem jakoś wrócić do domu. Wyciekająca sperma nie wchodziła teraz w grę.

Gdy poczułem, że Marco doszedł we mnie, wkurzyłem się.
- Kurwa, jak ja wrócę teraz do domu?! Debil!
- Otwórz szufladę - powiedział.
- Niby jak?
- Mam ci streścić instrukcję obsługi szuflady?
- Palant.
Starałem się jak najmniej poruszać i spróbowałem otworzyć tę cholerną szufladę. Znajdowało się w niej podłużne pudełko, które od razu przyciągnęło moją uwagę.
- Wyjmij - powiedział.

Wziąłem pudełko i przez chwilę mocowałem się z nim. Wykonywanie każdej czynności z obcym penisem w tyłku, nie należało do zbyt łatwych. Gdy w końcu otworzyłem to pudełko, zobaczyłem, że w środku znajdował się sporych rozmiarów korek analny.
- Kurwa co to ma być?! - zapytałem.
- Kurier to dziś dostarczył. Podoba ci się? - zapytał.
Słyszałem w jego głosie rozbawienie. Wziął ode mnie korek, wyciągnął swojego fiuta i szybko wsunął we mnie korek. Klepnął mnie w tyłek i zaczął się ubierać.

Ja pierdolę. Mój fiut nadal stał na baczność i nie zanosiło się na to, żeby Marco zrobi mi teraz dobrze.

- A teraz grzecznie się ubierzesz i wrócisz do domu - stwierdził.
- Co powiedziałeś, przecież nie doszedłem?
- No i co z tego?

Zaniemówiłem. Czyżby to była część jego kary? Patrzyłem na niego zdezorientowany.

- Zabraniam ci wyjąć korek przed moim powrotem do domu. Zabraniam ci dojść. Rozumiesz? - powiedział.
- Pierdol się.
- Twoja kara jeszcze się nie skończyła. Nadal jestem na ciebie wściekły. Jeśli myślisz, że wykpisz się zwykłym przepraszam, to się mylisz. Wrócisz teraz do domu i będziesz grzeczny.
Spojrzał na zegarek na ręce i dodał:
- Za trzy godziny będę w domu. Jeśli mnie nie posłuchasz, to cię dotkliwiej ukarzę. Może powtórzymy podwójną penetrację, albo zafunduję ci fisting. Wybieraj?

Bolała mnie dupa i byłem pewien, że nie przeżyję w tym stanie podwójnej penetracji, ani tym bardziej fistingu. Skapitulowałem.

- Jak sobie życzysz, Panie - powiedziałem przez zaciśnięte zęby.

Uśmiechnął się do mnie słodko i przyciągnął do siebie. Pocałował mnie długo i namiętnie.
- I nie zapomnij ugotować dla mnie obiadu, moja kocia księżniczko - powiedział, kiedy przerwał pocałunek.
- Czy masz jeszcze jakieś życzenia, Panie? - zapytałem.
- Zastanowię się, a teraz zmykaj.

Gdy mnie puścił, doprowadziłem się do porządku i ruszyłem w kierunku wyjścia. Marco usiadł przy biurku i wrócił do pracy. Kiedy otworzyłem drzwi, zobaczyłem Sho, który opierał się plecami o ścianę korytarza.
- Co ty tutaj robisz? - wykrztusiłem zaszokowany.
- Ktoś musiał was pilnować - powiedział.
- Ty wszystko...
Nie bylem w stanie dokończyć zadania. On stał tu cały czas i wszystko słyszał.
- Zgadza się, wszystko słyszałem.
- Ja pierdolę. Marco wiedziałeś, że on tutaj był?
- Tak - powiedział mój facet.
- Zabiję cię - wysyczałem.
- Kotku, schowaj pazurki i wracaj grzecznie do domu. - Drań nawet na mnie nie patrzył, tylko przeglądał papiery.
- Właśnie, wracaj szybciutko do domu kocia księżniczko. - Sho cicho zachichotał.

Kurwa, to też słyszał?! Jakim cudem?!

- Zamknij się! - krzyknąłem.
- I nie zgub pluga. - Sho mrugnął do mnie okiem.
- Pierdol się.
- Może ciebie powinienem wypierdolić, wtedy może wreszcie nauczyłbyś się pokory? Co ty na to?

Nie odpowiedziałem, tylko minąłem go bez słowa. Wściekły to było za mało powiedziane. Ja byłem wkurwiony. Jak Marco mógł mi zrobić coś takiego? Pierdolił mnie, wiedząc, że tamten kretyn stał pod drzwiami. Kurwa. Gotowałem się w środku. 


Po drodze wstąpiłem do jakiegoś sklepu, bo przecież musiałem ugotować obiad. Był tylko jeden mały problem. Ja nie umiałem gotować. Chodziłem pomiędzy sklepowymi regałami i zastanawiałem się, co powinienem kupić. Coś prostego. To musiało być coś bajecznie prostego. Coś czego nawet ja nie będę w stanie zepsuć. Po chwili wahania zapakowałem do koszyka makaron, sos słodko - kwaśny i mięso mielone w paczce. Przypomniało mi się, jak Marco coś takiego kiedyś dla mnie zrobił. Nie wyglądało to na zbyt trudne danie. Wrzuciłem jeszcze puszkę kukurydzy, poszedłem zapłacić i wróciłem do domu. Przez całą drogę starałem się nie myśleć o plugu i spermie Marca, które miałem nadal w tyłku.

W domu położyłem się na kanapie i przerzucałem kanały na telewizorze. Na szczęście mój penis opadł, ale nadal miałem ochotę sobie zwalić i ulżyć. Mimowolnie moja dłoń powędrowała w kierunku krocza. Korek drażnił mnie coraz bardziej, powstrzymałem się jednak, wstałem i zrobiłem sobie kawę. Co jakiś czas spoglądałem na zegarek.
- Jeszcze godzina. Chyba zaczną robić obiad.

Poszperałem trochę w internecie, obejrzałem kilka filmików i gdy byłem pewien, że wiem, jak robi się spaghetti, poszedłem do kuchni. Pierwszy problem pojawił się, gdy wlałem wodę do garnka, w której miał gotować się makaron. Nigdzie nie znalazłem informacji, ile należało wsypać do niej soli. Później ochlapałem olejem kuchnię gazową. Po prostu genialnie. Czemu musiałem gotować? Może wystarczyłyby zwyczajne kanapki?

Kończyłem robić obiad, gdy usłyszałem głos Marca.
- Aki, wróciłem. Gdzie mój powitalny buziak? - zapytał.
- Zapomnij o nim, robię obiad.
Marco wszedł do kuchni i objął mnie od tyłu.
- I jak, byłeś grzeczny? - zapytał.
- Pff... Naprawdę wiedziałeś, że on tam stał? - zapytałem, nakładając makaron na talerze.
- Mhm...
- I mimo to pieprzyłeś się ze mną?
- Pewnie bym tego nie robił, gdyby nas nie pilnował. Jak myślisz, czemu dał mi dziesięć minut? Domyślił się, że siedziałeś pod biurkiem.
- Jak?
- Aki, on nie jest głupi. Potrafi kojarzyć fakty.
- Kurwa, on będzie się teraz ze mnie nabijał.
- Całkiem możliwe.
- Oddałbyś mnie? - zapytałem nieoczekiwanie.
- Oddałbym? Nie rozumiem.
- Chodzi mi o to, czy oddałbyś mnie Sho.
- Nie wiem. Poza tym to zależałoby również od ciebie.
- Mhm...
Marco przesunął dłonią po moim udzie w kierunku tyłka.
- Najpierw obiad - powiedziałem i uwolniłem się z jego objęć.

Gdy usiadł przy stole, postawiłem przed nim parujący talerz. Miałem nadzieję, że będzie mu smakowało, bo się starałem.
- Moja żoneczka ugotowała wreszcie dla mnie obiad. - Szczerzył się jak głupi i miałem ochotę mu przywalić.
- Jedz.

Kiedy spróbował mojego dania, przez chwilę zastygł w bezruchu. W końcu przełknął i napił się wody.
- Aki, ile wsypałeś soli?
- Soli, o co ci chodzi?
Gdy spróbowałem, zrozumiałem, co miał na myśli. Przesadziłem z solą, bardzo przesadziłem. Byłem wściekły na siebie, że spieprzyłem coś tak prostego.
- Przepraszam... - szepnąłem.
- Ej, nic się przecież nie stało. Rozchmurz się.
Nic nie odpowiedziałem, zabrałem talerze i odwróciłem się do niego tyłem. Postawiłem talerze na blacie kuchennym. Było mi cholernie głupio. Usłyszałem, że wstał i stanął za mną. Po chwili poczułem, że mnie objął.
- Skarbie, to tylko obiad - powiedział.
- Chciałem, żeby ci smakował. Starałem się.
- Wiem.
Odwrócił mnie przodem do siebie i pocałował. Od razu wsunął dłonie pod moje ubranie.
- Myślisz, że seks jest lekarstwem na wszystko? - zapytałem.
- Może i nie jest, ale na pewno jest czymś przyjemnym. Chyba że nadal masz ochotę chodzić z korkiem w dupie?
- Niekoniecznie.
- To chodź ze mną.

Wziął mnie za rękę i zaprowadził do sypialni. Prawdę mówiąc, nie miałem ochoty na seks. Nie poznawałem siebie. Czemu przejąłem się tym, że przesoliłem obiad?


Marco stał za mną i powoli mnie rozbierał, całując przy tym każdy skrawek, odsłanianego ciała. Powoli mnie tym rozpalał. Gdy zsunął moje spodnie i bokserki, pchnął mnie na łóżko. Całował, dotykał i lizał mnie dosłownie wszędzie. Czułem jego wargi, język i gorący oddech na torsie, brzuchu, szyi, udach... Mój penis zaczął delikatnie drgać i w końcu stanął na baczność, mimo że Marco nawet go nie dotknął. Położył się obok mnie i błądził dłonią po całym moim ciele. Było mi dobrze. Zsunął dłoń niżej, przez chwilę pieścił mojego stojącego fiuta, a potem jądra. Następnie dotknął pluga i go wyjął. Spiąłem się i cicho jęknąłem. Marco znów mnie pocałował, a potem zaczął robić mi dobrze ustami. Nie rozumiałem, czemu mnie nie karał? Czemu nagle zmienił zdanie? W tej chwili nie miało to jednak większego znaczenia. Zamknąłem oczy i oddawałem się przyjemności, jakiej mi dostarczał. Lizał mojego fiuta, zasysał jądra i drażnił opuszkami palców moje wejście. Po chwili przystawił swojego penisa do mojej dziury i naparł na nią. Bolało, ale tylko przez chwilę. Marco pochylił się nade mną, oparł się na przedramionach i pocałował mnie. Poruszał się wolno i drażniąco. Idealnie trafiał w moją prostatę. Uniósł się i nadal mnie wolno posuwał. W końcu zaczął trzepać mojego penisa. Szybko doszedłem. Poruszał się we mnie jeszcze przez chwilę, a  potem wyjął penisa i spuścił się na mój brzuch. Położył się obok i mnie objął. Nie rozmawialiśmy, tylko leżeliśmy obok siebie. Zmęczeni. Spoceni. Zaspokojeni.

- Czemu mnie nie ukarałaś? - zapytałem.
- Czułem, że potrzebowałeś czegoś spokojniejszego. Chyba miałem rację, prawda?
- Tak.  

Po kilku minutach poszliśmy się umyć. Razem. Lubiem nasze wspólne kąpiele. A potem Marco ugotował makaron. Wytłumaczył mi wcześniej, ile powinienem wsypać soli do wody. Na szczęście sos okazał się dobrze zrobiony, więc po chwili jedliśmy spaghetti. Moje spaghetti. Chyba byłem trochę z siebie dumny.


- Jednak nadajesz się na żonkę - Nabijał się ze mnie.
- Chyba ty.
- Nie martw się, podszkolę cię w gotowaniu.
- Nie widzę potrzeby. Nie wystarczy, że ty świetnie gotujesz?
- Hm... sprzątanie wychodzi ci całkiem nieźle. Pranie jest proste. W seksie jesteś świetny.
- Marco, co ty wygadujesz?
- Analizuje twoje mocne i słabe strony. 

- Za dużo gadasz. Jedz.

Gdy skończyliśmy jeść, stanąłem przy zlewie i zacząłem zmywać talerze. Marco wyszedł z kuchni, ale po chwili do mnie wrócił.
- Mam dla ciebie prezent. 

- Prezent? Niby za co?
- Za pyszny obiad.
- Nie kpij ze mnie.

- Proszę.
 
W wyciągniętej dłoni trzymał grę. Tę grę. 

- Musimy jechać do mnie. Chcę w nią zagrać.
- Aki, ale ja mam sprzęt potrzebny do grania.
- Gdzie? 
- Chodź. Pokaże ci. 

Po chwili obaj siedzieliśmy na kanapie z padami w dłoniach i na zmianę graliśmy w wyścigi samochodowe.
- Szkoda, że nie masz większego ekranu - marudziłem.

- Z tego co kojarzę, ty też nie masz większego telewizora.
- No tak, ale genialnie byłoby zagrać na konkretnym sprzęcie. Wyobraź sobie obraz wielkości ściany i dźwięk przestrzenny. To byłoby dopiero coś.
- Znam kogoś, kto ma taki sprzęt.
- Poważnie? Kogo?
- Sho.
- No tak, ma przecież tę swoją salę kinową.
- No właśnie. Kiedyś często u niego grałem.
- Nie ma mowy.
- Dlaczego?
- Bo go nie cierpię, bo wykorzystuje Nataniela. Poza tym będzie się ze mnie naśmiewał.
- Daj spokój. Nie musisz go lubić. Po prostu będziesz gadał ze mną i Natanielem. Nie musisz się nawet do niego odzywać.
- Zgoda.

Marco zadzwonił do Sho i przez chwilę prowadził dość burzliwą rozmowę. Ostatecznie umówił się z nim na sobotę.

Gdy wieczorem leżeliśmy w łóżku, przytulił mnie i powiedział:
- Mów mi o wszystkim.
- Masz na myśli...
- Nawet nie wymawiaj jego imienia.
- Obiecuję


Tak bardzo pragnąłem, żeby Subaru więcej się nie pojawił w moim życiu. 


W nocy obudził mnie dźwięk przychodzącej wiadomości. Gdy zobaczyłem, kto był nadawcą, skasowałem ją bez czytania. Od tamtej pory robiłem tak z każdą kolejną wiadomością, która przychodziła od niego.

Linki:
- Spis treści
- Rozdział 33 

8 komentarzy:

  1. a więc tak...
    AKI TY IDIOTO!!!!

    uważam, że Aki nadal zbyt bardzo ulega Subaru, martwi mnie to trochę. i spodziewam się, że Marca również. wiem, że to trochę leży w jego naturze, ale tu sytuacja robi się trochę groźna i coś dobrze by było z tym zrobić. mam nadzieję, że Marco jakoś postara się zapanować nad Akim, bo inaczej mogą się pojawić problemy

    sam rozdział super, chociaż bałam się, że wyjdzie przeładowany - wcale taki nie jest! :)

    dobrze, że Aki powiedział o wszystkim Marcowi, że jest wobec niego szczery i uczciwy

    kara - fajna :D biedny zażenowany Aki, że Sho wszystko słyszał <3 <3 <3 <3 <3 i dobrze :3333

    chciałabym powiedzieć, że Sho mnie pozytywnie zaskoczył, ale tak naprawdę wcale nie zaskoczył, po prostu miło się na nim nie-zawiodłam :D natomiast ewidentnie zaskoczył Akiego - mówię oczywiście o wpuszczeniu go do firmy :)
    będą z nich jeszcze ludzie <3

    korek <3 lodzik pod biurkiem <3 i Sho wiedzący o wszystkim <3
    cała piękna ta scena w biurze <3 opiekuńczość na początku, troska, a potem seksy i kara :3 no i prezent! <3
    chociaż odniosłam wrażenie, że Aki znów był zbyt wulgarny :/ Marco musi coś z tym zrobić, bo najwyraźniej dotychczasowe metody nie działają :D

    "- Czymś cholernie ważnym. Daj mi pięć minut.
    - Pięć? Tyle ci wystarczy, żeby dokończyć tę pilną sprawę?
    Czyżbym słyszał lekką kpinę w głosie Sho?
    - Mhm... - Nie widziałem miny Marca, ale byłem cholernie jej ciekawy.
    - Masz dziesięć minut - powiedział Sho."
    <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3

    jak ja chcę żeby Sho dobrał się do Akiego!!!

    co do obiadu - spoko, Aki. zaliczyłam gorsze wpadki xD nie ma co się przejmować takim drobiazgiem jak przesolony makaron!
    ale fajnie, że Marco mu potem wszystko wyjaśnił, pokazał. a najważniejsze, że Aki słuchał! może jeszcze sam kiedyś z własnej inicjatywy coś spróbuje zrobić? może po kryjomu, żeby nikt się nie dowiedział, jak nie wyjdzie, ale może będzie kombinował? :D

    fajnie, że Marco coraz lepiej potrafi wyczuć potrzeby Akiego :) to na pewno bardzo im pomaga

    NIE MA ŻADNEGO "Po prostu będziesz gadał ze mną i Natanielem. Nie musisz się nawet do niego odzywać."! bez ich wojen się nie liczy!

    z jednej strony dobrze, że już się nie przejmował wiadomościami, z drugiej mam wrażenie, że to może się zemścić. ale cóż, zobaczymy

    OdpowiedzUsuń
  2. Aki przywiązuje się do Marka, stąd jest wobec niego szczery. Po prostu robi to, co czuje. Uważa, że nie powinien mieć wobec niego tajemnic, ale nadal trudno mu opowiedzieć o niektórych rzeczach np. o sesjach z Subaru. Marco mu odpuszcza te rozmowy niestety, chociaż sądzę, że powinni wreszcie o tym temacie porozmawiać.

    Rozdział pewnie wyszedłby przeładowany, ale pewna dobra dusza poradziła mi, żeby nie przesadzać (mam nadzieję, że wie, że o nią chodzi - prawda Marchew ;-)).

    Sho jest trudny, ale ja od początku go lubię i naiwnie w niego wierzę. Może kiedyś zdarzy się cud i się zmieni?

    Aki niestety nadal ma wulgarne słownictwo i zachowanie. Marco będzie pewnie nad tym pracował. Gorzej jak się w końcu wkurzy i zastosuje karę ostateczną w osobie samego Sho. Może wtedy Aki nauczy się wreszcie pokory. Nie wspominając, że Sho jest pamiętliwy, a Aki podpadł mu już parę razy.

    Zobaczymy, może Aki będzie chciał się podlizać Markowi, żeby coś osiągnąć i znów coś dla niego ugotuje XD.

    Marco brakuje jeszcze pewności siebie, ale może z czasem to się zmieni. Na szczęście potrafi wyczuwać emocje Akiego, chociaż nie należy on do najłatwiejszych partnerów.

    Wojenki słowne na pewno będą. Przecież żaden z nich nie wytrzyma i będzie drugiemu dogryzał.

    Subaru nie odpuści ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przepraszam, kiedyś wróci dłuższa forma, na razie oboje musimy zadowolić się mnóstwem serduszek i słowami, że jesteś wybitna.
    Tak, ja też z tego powodu cierpię, mam poczucie winy, że po TAKIEJ notce, mogę tylko tyle napisać, ale to nie zależy ode mnie...
    Jeszcze raz - JESTEŚ WYBITNA!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odpowiedź nasuwa się tylko jedna:

      <3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3

      Usuń
  4. Moim skromny zdaniem Aki postąpił słusznie spotykając się z Subaru, ale wielki minus dla niego za to, że nikomu o tym nie powiedział. To było co najmniej nieodpowiedzialne i mogło się skończyć tragicznie w skutkach.

    Sho, ty to jesteś kochany <3
    Mówiłam już, że go uwielbiam? xD

    Cieszę się, że Aki się przyznał, przynajmniej tyle.

    Kara jak najbardziej zasłużona. Aki musiał się najeść tyle wstydu, że głowa mała xD

    Aki się tak przejął obiadem <3
    Marko pokazał mu jak ugotować makaron <3
    I jeszcze przyniósł mu grę <3

    Czekam na dalsze rozwinięcie akcji z udziałem Subaru :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aki nie ma we krwi tego, żeby się komuś tłumaczyć.

      Też uwielbiam Sho. On jes moim ulubionym bohaterem :D.

      Aki czuł, że musi się przyznać. Nie chciał mieć sekretów przed Marco. poza tym rozmowa z Subaru dużo go kosztowała.

      Kara i tak była mała, bo Marco chciał go pomęczyć jeszcze po powrocie do domu, ale ostatecznie zmienił zdanie.

      Aki przejmuje się wszystkim. Zaczyna normalnieć. Może będzie z niego dobry materiał na żonę. Chyba, że będzie chciał przejąć stery w tym związku i jednak będzie mężusiem, a rola żonki przypadnie Marco :D.

      Marco obiecał mu, że przyniesie do domu grę. Marco nie łamie danych obietnic.

      Zadzieje się Subaru i to już niedługo.

      Usuń
  5. Jestem! :D

    Dobra, to nadrabiam zaległości, biję się w pierś i zabieram za komentowanie, bo jest co komentować <3

    Ten drań chciał zniszczyć mojego faceta, a ja nie mogłem na to pozwolić -<3 Mówiłam już, że Aki kocha Marca, nie? <3 Niech się o niego troszczy <3

    - Mnie się nie zostawia – pierdu pierdu :3

    - To za wodę, nie zamierzam mieć u ciebie długów <3 <3 <3 Aki jak zwykle <3

    Konfrontacja z Sho <3

    Brawo Aki, pogadał szczerze ze swoim facetem <3
    Zły Marco <3 No ale tak, wcale mu się nie dziwię. Z drugiej strony, rozumiem Akiego, bo przecież boi się, że Subaru skrzywdzi jego faceta ;)

    Och, czyli Marco nie jest aż tak pewny siebie? :3 #sadystyczny śmiech KOCHANE <3

    I dobrze, niech się kłócą, może przynajmniej wszystko sobie wyjasnią.

    - Nie chcę nikogo innego. Tylko ciebie - powiedziałem cicho. <3 <3 #sra tęczą i motylkami <3 #lata na jednorożcach <3 awwwwwww^^

    Tak, tak, Marku, pogadaj z Sho. Fajnie mieć takiego kumpla <3

    Czy każda poważna kłótnia prowadzi do seksu? Jeśli tak to może częściej powinienem się z nim kłócić? Hue hue hue <3 AKI, TY NAPALONY GÓWNIARZU, jeszcze ci mało seksu? :3

    Podobają mi się te jego emocje.

    Ja pierdolę, lód w biurze <3 #piszczy #fetysz DZIĘKUJĘ <3

    Ja już miałem wizję, że będziemy się pieprzyć na jego biurku w jego biurze, a on wyjeżdża mi tu z tekstem, że za dziesięć minut będzie wolny – ach, to nastoletnie napalenie <3 Ale tak bardzo go rozumiem :D :D :D Marco, ty sadysto <3

    Aki, właź pod biurko - powiedział Marco.
    Odsunąłem się od niego i spojrzałem z niedowierzaniem.
    - Co? - zapytałem.
    - Kurwa, Sho zaraz tu wpadnie.

    Najlepszy dialog ever :D

    Podejrzewam, że Aki czuł się upokorzony? : >

    Ważne sprawy i KPINA w głosie Sho <3

    Jak ja uwielbiam, kiedy Aki jest taki napalony <3
    I chyba martwi się bardziej o to, że jak ich przyłapią, to Marco może mieć problemy, niż o sam fakt przyłapania <3 kochany gówniarz.

    #na ślinę <3

    Aki, widzę, jeszcze się czasem zapomina. Jest cudownie niepokorny :D

    Marco faktycznie wczuł się w rolę domina <3 i jeszcze mu korkiem dowalił <3 boże, rozpływam się.

    Wciąż mnie szokuje,że Aki niby chce ulegać, nazywa Marca panem, a potem znowu przeklina i każe mu spadać :D to trochę rozprasza i dezorientuje, bo dalej nie łapię, co ich łączy :d

    OHOHO, Sho taki szlachetny :D ja pierdzielę, piękna scena.

    Na szczęście mój penis opadł – no ja myślę :D

    Aki, który nie potrafi gotować #więź
    Moje spaghetti. Chyba byłem trochę z siebie dumny. :D :D :D

    Fajny, leniwy, czuły seksik na pocieszenie. Marco potrafi wyczuć nastroje swojego gówniarza <3 i pewnie takie ruchanie na wyciekającą spermę (nie ślinę) na pewno było przyjemniejsze :D

    #gra
    Skoro Aki nienawidzi Sho, to pewnie nie kręci go ta wizja? W sensie, że Marco mógłby go mu oddać. :/

    Marco zadzwonił do Sho i przez chwilę prowadził dość burzliwą rozmowę – kochane pato <3

    Hm, robi się coraz ciekawiej z Subaru :3

    OdpowiedzUsuń
  6. O Matko, jaki długi komentarz <3<3<3

    Relacja Marca i Akiego nie jest do końca taka prosta, bo Aki niby mu ulega ale nie do końca. Pewnie wszystko z czasem się między nimi ułoży. Aki po raz pierwszy właśnie taki jest dla swojego pana, z Subaru na bank na coś takiego by sobie nie pozwolił. Może dlatego, że Marca kocha i ich relacja opiera się nie tylko na łóżku. Chociaż mam wrażenie, że Aki nie chce się po prostu do końca poddać swojemu facetowi.

    Na ślinę <3.
    Na spermę <3.

    Aki kompletnie nie umie gotować, ale dla Marka pewnie nieraz jeszcze będzie się starał.

    Aki nie chce się do końca podporządkować, za to Marco coraz pewniej czuje się w swojej roli. Może daleko mu jeszcze do poziomu Sho, ale jest na dobrej drodze.

    Aki oczywiście, że czuł się upokorzony. Jego negatywne emocje wobec Sho na pewno się spotęgowały.

    Sho od razu domyślił się co i jak, no i postanowił pomóc kumplowi. Może nie jest ona aż tak bardzo zły?

    Raczej Aki nie chciałby być oddany Sho, przynajmniej na razie. Potem, kto wie.

    OdpowiedzUsuń