WAŻNE INFO:

Obiecuję, jak najszybciej odpowiedzieć na wasze wszystkie komentarze i skomentować blogi, które czytam :D.

KOMENTUJCIE, bo to bardzo motywuje XD.

czwartek, 23 marca 2017

Umowa - Rozdział 35 (Nataniel)

NATANIEL


Siedziałem na łóżku w swoim pokoju z laptopem na kolanach. Sprawdzałem plan zajęć obowiązujący na moim roku. Pierwsze wykłady i ćwiczenia zostały zaplanowane na czwartek, więc miałem przed sobą ostatnie trzy dni wolnego. Później zacznie się ostre przyswajanie materiału. Lepszym określeniem było: wkuwanie materiału. Plan zajęć nie był aż taki zły, jak początkowo się obawiałem. Przydzielony zostałem do pierwszej grupy. Studenci drugiego roku mieli wspólne wykłady każdego dnia, które zaczynały się o dziewiątej. Później w zależności od grupy, ćwiczenia były różnie rozplanowane. Na szczęście moja grupa kończyła zajęcia około godziny piętnastej lub szesnastej. Wyjątkiem była środa, ponieważ miałem wówczas tylko ćwiczenia od piętnastej do dwudziestej. Byłem pewien, że jeśli się postaram to, każdego dnia będę mógł odwiedzać mamę w szpitalu i do domu będę wracał o osiemnastej. Oczywiście z wyjątkiem środy. Pamiętałem, że zgodnie z postawionymi warunkami przez Sho, w domu miałem być właśnie o osiemnastej. Musiałem porozmawiać z nim na temat środy. Miałem nadzieję, że nie będzie miał do mnie pretensji o to, że tego dnia będę wracał później do domu.


Byłem całkiem sam w mieszkaniu, ponieważ Sho pojechał do pracy. Westchnąłem, odłożyłem laptopa na łóżko i położyłem się. Zegar wskazywał godzinę dziewiątą i postanowiłem, że niedługo będę się zbierał, żeby pojechać do szpitala. Zastanawiałem się przez chwilę, czemu dziś rano Sho nie zajrzał do mojego pokoju. Zawsze to robił przed wyjściem do pracy. Zawsze, z wyjątkiem dziś. Czyżby był na mnie zły? Czyżbym zrobił coś, co mu się nie spodobało? Wczoraj po sesji zajął się mną, pomógł wykąpać i nawet zaniósł do łóżka. Więc, czemu dziś do mnie nie przyszedł? Może słyszał moje słowa? Niemożliwe, przecież powiedziałem to bardzo cicho, kiedy zamykał drzwi. Nie mógł ich usłyszeć. Analizowałem to wszystko jeszcze przez chwilę, ale do niczego konstruktywnego nie doszedłem.

Sądziłem, że to ja miałem prawo się na niego wkurzać, a nie on na mnie. Wczorajsza sesja sporo mnie kosztowała. Nie chodziło oczywiście o fizyczny ból, bo on w porównaniu z tym, co działo się w mojej psychice, był znikomy. Tyłek trochę bolał mnie po laniu, ale nie tak bardzo jak cierpiała moja dusza. Miałem żal do niego o to, jak mnie potraktował. Zebrałem całą swoją odwagę i sam poprosiłem o karę, a on tego nawet nie docenił. Gdy pokazałem mu swoje oceny, stwierdził, że przecież uczę się dla siebie, nie dla niego. Zabolało. Czy to źle, że chciałem, żeby był ze mnie dumny? Żeby był dumny z tego, że miałem świetne wyniki z egzaminów? Chciałem, żeby się ucieszył i mnie pochwalił. Nic więcej. Kiedy o tym teraz myślałem, rozumiałem, że byłem strasznie naiwny. Co go mogły obchodzić moje oceny? Zresztą wcześniej wyraźnie dał mi do zrozumienia, że mam zdać egzaminy. Zdać. Nic więcej. Pewnie nie chciał, żeby jego starania, dotyczące mojego powrotu na uczelnię, poszły na marne. Byłem przekonany, że użył swoich znajomości, żebym mógł przystąpić do egzaminów. Możliwe, że gdybym nie zaliczył semestru, byłby bardziej zadowolony, ponieważ miałby wtedy dobry powód, żeby mnie dotkliwiej ukarać niż wczoraj.

Przypomniałem sobie, jak w trakcie sesji powiedział, że początkowo planował zrobić mi coś innego. Mówił o jakimś metalowym czymś, co wsadzało się w penisa. Byłem przerażony i jednocześnie ciekawy tego, co miał na myśli. Usiadłem, wziąłem laptopa na kolana i zacząłem szperać w internecie. Gdy po chwili znalazłem zdjęcia, zwątpiłem. Nie mogłem oderwać oczu od penisa jakiegoś gościa, w którym znajdował się metalowy pręt. Później znalazłem filmy, na których pokazane było, jak wyglądała tego typu zabawa. Wydawało się, że facetom, których oglądałem, podobało się to. Jak to możliwe, żeby coś takiego sprawiało komukolwiek przyjemność? Na pewno musiało boleć. Chyba. Oglądałem z zafascynowaniem obrazy przesuwające się na ekranie. Niemożliwe, żebym się zgodził na coś takiego. W pornosach przecież aktorom płacili za to, żeby udawali, że jest im dobrze. Na pewno nie podobała im się tego typu zabawa. Nie rozumiałem czemu, po wyciągnięciu pręcika z penisa, faceci dochodzili z krzykiem. Przecież orgazmu nie mogli udawać.

Nagle coś mnie olśniło. Odłożyłem laptopa, podszedłem do biurka i z pierwszej szuflady wyjąłem umowę. Zacząłem ją gorączkowo czytać z nadzieją, że nie znajdę w niej słowa sounding. Znalazłem. Podobnie zresztą jak wiele innych pojęć, których nie rozumiałem. Tylko do siebie mogłem mieć pretensje o to, że przed podpisaniem nie przeczytałem treści kontraktu. Później czytałem go wprawdzie, ale bardziej zagłębiłem się w prawa i obowiązku moje i Sho. Nie czytałem załączników do umowy, ponieważ zawierały bardzo dużo stron i w większości były to tylko definicje. Zrozumiałem, że popełniłem bardzo duży błąd, którego nie mogłem w żaden sposób naprawić. Znów usiadłem na łóżku i wziąłem laptopa. Otworzyłem przeglądarkę internetową i zacząłem wpisywać w nią kolejne słowa, które wpisane zostały w umowę, jako praktyki dopuszczalne. Z każdym kolejnym obejrzanym zdjęciem lub filmem, byłem coraz bardziej przerażony. Teoretycznie wszystkie definicje praktyk zapisanych w umowie, znajdowały się w załączniku nr 1, ale były to tylko jednozdaniowe informacje, które niewiele wyjaśniały. O wiele więcej dowiedziałem się ze zdjęć i filmów. Przełknąłem nerwowo ślinę, ponieważ rozumiałem grozę sytuacji, w jakiej się znajdowałem. On planował kiedyś to wszystko ze mną zrobić? Nie wyobrażałem sobie, żebym mógł znieść nawet połowę tych rzeczy. Niestety podpisałem kontrakt i nie miałem prawa czegokolwiek mu odmówić. Miałem wprawdzie hasał bezpieczeństwa, ale gdybym ich użył, musiałbym mu wytłumaczyć, czemu się na coś nie zgadzam. Nic dziwnego, że Marco powiedział kiedyś, że Sho był dla mnie łagodny. Oglądając to wszystko, zrozumiałem, że on był wobec mnie niesłychanie powściągliwy, ale kiedyś na pewno to się zmieni. Kiedy? Jak? Przecież ja tego wszystkiego nie przeżyję.

To wszystko strasznie było pogmatwane. Umowa. Moje uczucia do niego. Słowa Marka. Zachowanie Sho. Dosłownie wszystko. Wczoraj Sho powiedział, żebym się w nim nie zakochiwał i dla niego to nadal jest tylko umowa. Oczywiście to rozumiałem, ale skoro to nadal była tylko umowa, to dlaczego zajmował się mną praktycznie po każdej sesji? Czemu zawoził mnie na egzaminy? Czemu czasami mnie całował, stanowczo za rzadko według mnie, skoro był to jeden z obowiązujących mnie zakazów? Marco powiedział, że nie powinienem analizować słów Sho tylko jego zachowanie. Łatwo powiedzieć. Wiedziałem, że Sho został mocno skrzywdzony, o czym nie chciał ze mną rozmawiać. Kusiło mnie nieraz, żeby zakraść się do jego gabinetu i poszukać dziennika. Wiedziałem, że trzymał go w zamkniętej szufladzie, ale może dałbym radę jakoś ją otworzyć. Gdybym zrobił to, kiedy był w pracy, nie dowiedziałby się o tym. Może wtedy poznałbym, co jeszcze kryło się w jego mrocznej duszy. Z jednej strony był bezwzględnym człowiekiem, a z drugiej troszczył się o mnie. To było strasznie skomplikowane.

W końcu znudziło mi się bezczynne leżenie i postanowiłem jechać do szpitala. Gdy wchodziłem na oddział, w oddali zobaczyłem znajomą sylwetkę. Ciemnowłosy mężczyzna szedł obok lekarza i po chwili obaj zniknęli za rogiem korytarza. Byłem pewien, że to był Sho. Zastanawiałem się, co on robił w szpitalu na oddziale onkologicznym. Przecież to niemożliwe, żeby był chory. Myślałem o tym, idąc w kierunku sali, w której leżała moja mama. Gdy otworzyłem drzwi, przywitały mnie jej roześmiane oczy i uśmiech na twarzy. Zawsze podziwiałem w niej to, że mimo przeciwności losu potrafiła się uśmiechać i cieszyć nawet drobnymi rzeczami. Podszedłem do mamy i cmoknąłem ją w policzek.
- Mamo, jak się dziś czujesz? Przyniosłem ci trochę owoców i gazet. Powiedz, czego jeszcze potrzebujesz?
- Przecież mówiłam już nieraz, że mam tutaj świetną opiekę. Niczego nie musisz mi przynosić.
- Tak, tak. Pamiętam. - Uśmiechnąłem się do niej.
- Nie musisz też codziennie do mnie przychodzić. Powinieneś spędzać swój wolny czas z rówieśnikami. Powiedz mi, jak pogodzisz teraz pracę ze studiami? Przecież będziesz studiował dziennie.
Nie pomyślałem o tym, że mama zacznie analizować moją pracę i studia. Zastanawiałem się przez chwilę, jak powinienem wybrnąć z tej kłopotliwej sytuacji.
- Muszę porozmawiać w tej sprawie ze swoim przełożonym - powiedziałem.
- Jeszcze tego nie zrobiłeś? Nataniel, wiesz, że to jest strasznie nieodpowiedzialne?
- Masz rację mamo. - Przyznałem jej rację, ponieważ nie mogłem powiedzieć jej prawdy.
- Musisz to zrobić jak najszybciej.
- Obiecuje, powiedz lepiej, jak się dziś czujesz?
- Tak samo jak wczoraj, przedwczoraj i jeszcze wcześniej. Synku, jest dobrze, a nawet bardzo dobrze.
- Mamo. Postaram się nadal codziennie do ciebie wpadać.
- Nataniel, nie musisz tego robić, będziesz musiał przecież łączyć pracę z nauką. Możesz nie mieć czasu, żeby mnie odwiedzać.
- Przecież wiesz, że będę.
- Powinieneś raczej znaleźć sobie jakąś dziewczynę, z którą powinieneś spędzać swój wolny czas, a nie przychodzić do chorej matki.
- Mamo, nie mów tak.
- Spójrz na mnie. Coś mi się wydaje, że chyba już ją znalazłeś.
- To skomplikowane.
- Miłość prosta jest tylko w filmach i bajkach.
- Chyba masz rację.
- Skoro nie chcesz o tym mówić to, nie mów. W każdym razie cieszę się, że jest ktoś taki.

Zostałem u niej jeszcze przez godzinę, potem wróciłem do domu i zrobiłem pranie. W pewnym momencie zajrzałem do pomieszczenia, w którym znajdowało się jacuzzi. Już wcześniej miałem ochotę z niego skorzystać, ale nie miałem odwagi. Teoretycznie Sho powiedział, że wszystkie pomieszczenia są do mojej dyspozycji z wyjątkiem jego sypialni i gabinetu, ale jakoś nie mogłem się do tego przekonać. Ostatecznie wróciłem do kuchni i zająłem się przygotowaniem obiadu. Sho wrócił tradycyjnie o osiemnastej do domu i poszedł do siebie się przebrać. Podczas wspólnego obiadu praktycznie wcale się do mnie nie odzywał. W końcu nie wytrzymałem i zapytałem go:
- Jesteś na mnie zły?
Spojrzał na mnie i przez chwilę się nie odzywał.
- Skąd ten głupi pomysł? - zapytał.
- Jesteś jakiś dziwny.
- Wydaje ci się.
- Mam już plan zajęć.
- No i?
- Semestr letni zaczyna się w czwartek.
- Ok. Wydrukuj plan i połóż go na biurku w moim gabinecie. 
- Dobrze.
- Jestem zmęczony, idę do siebie - powiedziawszy to, wstał i poszedł na górę.

Kolejne dwa dni były bardzo do siebie podobne. We wtorek wpadłem do Akiego, który pomimo że było południe, nadal leżał w łóżku. Naśmiewałem się trochę z niego, że wypadałoby wreszcie wstać, ale on twierdził, że ma ferie i może robić to, na co ma ochotę. Faktycznie robił to, co chciał. Praktycznie większość czasu spędzał w mieszkaniu Marka. Cieszyłem się, że im się układało, bo Aki zasługiwał na trochę szczęścia. Niestety w środę okazało się, że mój kumpel wybierał się na spotkanie z Subaru. Próbowałem wybić mu z głowy ten niedorzeczny pomysł. Bezskutecznie. Wiedziałem, że jak Aki się na coś uprze, to nie było szansy, żeby go przekonać do zmiany zdania. Na szczęście nic złego się nie stało i Aki bezpiecznie wrócił do domu. Sho z kolei każdego dnia po powrocie z pracy i zjedzeniu obiadu, szedł do siebie na górę. Bardzo mało ze mną rozmawiał i nie przychodził do mnie rano. Słyszałem tylko jego ciche kroki na korytarzu. Nic więcej. Było mi przykro z tego powodu.

W czwartek wstałem wcześnie rano, żeby nie spóźnić się na pierwszy wykład. Gdy się ubierałem, zauważyłem, że na szafce przy łóżku leżał zamknięty podręcznik do fizjologii. Wprawdzie wczoraj wieczorem czytałem tę książkę, ale nie przypominałem sobie, żebym ją odkładał. Czy to możliwe, że wszedł do mnie wieczorem, gdy spałem? Kiedy wyszedłem z pokoju, zdziwiła mnie, panująca w domu cisza. Sho powinien o tej porze szykować się do pracy. Niepewnie zajrzałem do jego pokoju, ponieważ myślałem, że zaspał, ale jego tam nie było. Nie znalazłem go również w łazience ani w pokoju zabaw, więc zszedłem na dół. Po chwili dalszych poszukiwań znalazłem go śpiącego w gabinecie. Pomyślałem, że pewnie w nocy dręczyły go koszmary i nie mógł spać. Kiedy go obudziłem, posłał mi zaspane i zdziwione spojrzenie. Uśmiechnąłem się do niego i zapytałem, czy zje ze mną śniadanie. Zgodził się, a po śniadaniu zawiózł mnie na uczelnię. Nie musiał tego robić tym bardziej, że powinien być w pracy o ósmej.

Moje rozmyślania, przerwał wesoły głos:
- Kim jest twój szofer? Niezłą ma furę.
Gdy się odwróciłem, okazało się, że za mną stał Takashi.
- Cześć - odezwałem się.
- Hej. Chyba jesteśmy w tej samej grupie.
- Szczerze mówiąc, nie wiem, bo nie sprawdzałem tego.
- No to ja ci mówię, że przydzieleni zostaliśmy do pierwszej grupy. Super.
- Mhm...

Ruszyliśmy w kierunku sali, Takashiemu dosłownie nie zamykała się buzia, a ja tylko mu przytakiwałem. W pewnym momencie zapytał:
- Pochwal się, kim był ten gość, który cię podrzucił?
- To mój znajomy.
- Jak się nazywa, kim jest, co robi? - zadawał kolejne pytania.
- Czemu tak bardzo cię to interesuje?
- Zwykła ciekawość.
- Ma firmę komputerową, nazywa się Sho... - Nie zdążyłem dokończyć.
- Zaraz, zaraz, masz na myśli tego Sho?
- Chyba tak. Nie wiedziałem, że jest, aż tak bardzo znany.
- Niezłych masz znajomych. A może jest twoim facetem?
Starałem się zachować obojętny wyraz twarzy i zastanawiałem się, jak wybrnąć z tego kłopotliwego pytania. Gorączkowo myślałem nad odpowiedzią, na szczęście Takashi zaczął się śmiać i powiedział:
- Ale masz poważną minę. Wyluzuj, tylko żartowałem.
- To nie było zabawne.
- Wiesz, cieszę się, że wróciłeś na uczelnię. Podziwiam cię, że sam nadrobiłeś cały materiał i jeszcze tak dobrze zdałeś egzaminy.
- Po prostu mam niezłą motywację.
- Motywację?
- Tak, chciałbym, żeby ktoś był ze mnie dumny.
- Masz na myśli swoją matkę.
- Ją też.
- Czyli w twoim życiu istnieje jeszcze ktoś, kto zaprząta twoje myśli.
- To skomplikowane. Poza tym ja naprawdę chcę leczyć ludzi.
- Chodząca z ciebie dobroć. Powinieneś uważać, ponieważ ktoś może kiedyś ciebie wykorzystać.
- Chyba trochę przesadzasz. Zmieńmy temat. A ty masz kogoś?
- W chwili obecnej jestem w trakcie poszukiwań.
- Acha...
Doszliśmy do sali wykładowej, która była już otwarta. Zająłem miejsce w jednym z pierwszych rzędów. Trochę się zdziwiłem, kiedy Takashi usiadł obok mnie. Po zajęciach poszliśmy wspólnie z moim nowym kumplem na przystanek autobusowy. Potem pojechałem dosłownie na kilka minut do mamy. Obiecałem jej, że w sobotę posiedzę u niej trochę dłużej. Do domu wróciłem zaledwie pół godziny przed Sho. Przygotowałem szybki obiad, który w milczeniu zjedliśmy. Piątek nie różnił się praktycznie niczym od czwartku. Rano Sho znów zawiózł mnie na uczelnię. Gdy jechaliśmy samochodem, powiedział:
- Jutro zabieram cię na zakupy.
- Zakupy?
- Tak, na początku naszej znajomości kazałem ci kupić nowe ubrania. Nie posłuchałeś.
- Przepraszam.
- Skoro sam nie pojechałeś na zakupy, ja cię jutro na nie zabiorę.
- Nie potrzebuję nowych ubrań.
- Potrzebujesz, zwłaszcza teraz gdy studiujesz i bywasz między ludźmi. Temat uważam za skończony.
- Dobrze.
Reszta drogi upłynęła nam w kompletnej ciszy. 

Po zajęciach wpadłem na chwilę do mamy i wróciłem do domu. Przytargałem ze sobą książki, które wypożyczyłem z uczelnianej biblioteki. Minęły zaledwie dwa dni, a wykładowcy już zadali nam dużo materiału do opanowania na następny tydzień. Zapowiadał się bardzo pracowity weekend. Zastanawiałem się nawet, czy nie powinienem poprosić Sho, żebyśmy przełożyli wspólne zakupy na inny termin. 

Byłem w trakcie gotowania obiadu, gdy Sho wrócił do domu. Spojrzałem na niego i lekko uśmiechnąłem się. Postanowiłem, że postaram się zachowywać normalnie i nie reagować na jego ewentualne humory. Wiedziałem, że będzie bardzo trudno dotrzymać tego postanowienia, ale nie chciałem się poddawać. Miałem nadzieję, że jeśli będę z nim zwyczajnie rozmawiał, to może dystans panujący między nami kiedyś się zmniejszy. Sho miał nieodgadniony wyraz twarzy, gdy zdejmował marynarkę i niedbale rzucił ją na kanapę. Pomyślałem, że pewnie miał trudny dzień w pracy. Jakiś czas temu zauważyłem, że firma była jego całym życiem. Poświęcał się jej całkowicie. Domyślałem się, że pewnie był z siebie bardzo dumny, ponieważ w bardzo krótkim czasie od zera stworzył swoje małe imperium. 

Gdy nasze spojrzenia się skrzyżowały, zrobiło mi się gorąco. Jego wzrok dosadnie mówił, czego w tej chwili żądał ode mnie. Przełknąłem ślinę i odezwałem się:
- Przygotowałem dla ciebie obiad.
- Później. Podejdź do mnie. - Jego głos był głęboki i zmysłowy. 
Byłem pewien, że za parę minut obaj znajdziemy się w pokoju zabaw i będzie mnie męczył. Wiedziałem, że nie było sensu wdawać się z nim w żadne dyskusje i tłumaczyć, że obiad wystygnie. Jego w tym momencie to zbytnio nie interesowało. Wyłączyłem gaz i zgodnie z jego życzeniem, podszedłem do niego. Patrzył w moje oczy, nie odzywał się i nie dotykał mnie. Czułem napięcie panujące między nami, które zwiększało się z każdą upływającą sekundą. W końcu uniósł dłonie i powoli rozwiązał swój krawat. Gdy ściągnął go z siebie, obszedł mnie i stanął za mną.
- Skrzyżuj ręce na plecach - usłyszałem jego szept.

Moje serce przyspieszyło, ponieważ od naszej ostatniej sesji ani razu mnie nie dotknął. Zastanawiałem się, dlaczego tak było. Poczułem jego dłonie na moich nadgarstkach, które związał ze sobą. Miałem wrażenie, że się nie śpieszył. Robił to wolno, dokładnie, przekładał materiał kilkakrotnie pomiędzy moimi dłońmi i w końcu zawiązał na nich mocny węzeł. Nawet nie próbowałem sprawdzić, czy mógłbym zerwać krępujące mnie więzy. Wiedziałem, że Sho nie pozwoliłby sobie na taki błąd. Przesunął dłońmi po moich przedramionach, a następnie ramionach w kierunku mojej szyi. Odsunął się ode mnie, ale ja nie sprawdzałem, gdzie poszedł. Wiedziałem, że moim obowiązkiem było w tym momencie cierpliwie czekać na jego kolejny ruch. Po chwili wrócił do mnie i stanął przede mną. Uniósł w górę dłonie, w których trzymał czarny pasek materiału. Nie miałem pojęcia, skąd go wziął, ale od razu zorientowałem się, do czego będzie służył.  Kiedy bez słowa zamknąłem oczy, poczułem, że Sho mi je zasłonił. Przysunął się bliżej mnie. Poczułem jego ciepły oddech na policzku, gdy zawiązywał opaskę z tyłu mojej głowy.

Czy się bałem? Tak i to bardzo. On zawsze wywoływał we mnie strach, lęk, obawę. Było mnóstwo określeń tego, co czułem w takich chwilach. Nigdy nie wiedziałem, czego do końca ode mnie oczekiwał i co planował ze mną robić. Zawsze lękom i obawom towarzyszyła ciekawość i rodzące się podniecenie. Przypomniałem sobie, co znalazłem w internecie kilka dni temu. Zastanawiałem się, którą z tych rzeczy będzie chciał dziś ze mną zrobić. Tak, bałem się i to coraz bardziej. Moje serce biło coraz szybciej, oddech stał się nerwowy i płytki. Starałem się z całych sił powstrzymać swoje zdenerwowanie i próbowałem oddychać spokojnie przez nos. Czekałem na dalszy jego ruch.

Nieoczekiwanie usłyszałem jego oddalające się ode mnie kroki. Zaskoczył mnie tym, ponieważ sądziłem, że będzie mnie dręczył fizycznie. Odsunął krzesło, które stało przy stole i chyba na nim usiadł. Minęło kilka sekund, potem minut i nic się nie działo. Nie odzywał się i chyba czekał na coś, co ja powinienem zrobić. Tylko co? Miliony myśli przelatywało w mojej głowie. 

Mam tak stać? Czekać? Podejść? Uklęknąć? Usiąść? Odezwać się? Poprosić? Sho, czego żądasz? Powiedz. Proszę.

Żadna z tych myśli nie została wypowiedziana na głos. 

Zaryzykowałem. Wolno ruszyłem w jego kierunku, a przynajmniej taką miałem nadzieję. Czyżbym stał się nagle bardzo odważny i pewny siebie? Czyżbym zapomniał o tym całym słowniku pojęć, który był załącznikiem do umowy? Nie, ale robiłem to, co on chciał, żebym zrobił w tej chwili. Byłem pewien, że on pragnął, żebym sam do niego podszedł. Tak naprawdę, ja również podświadomie tego chciałem. Bez względu na wszystko pragnąłem jego dotyku, którego od czasu ostatniej sesji nie doświadczałem. Tęskniłem za nim, nawet jeśli miało to prowadzić do bólu i poniżenia. Nie dbałem o to. 

W mieszkaniu słychać teraz było tylko cichy odgłos stawianych kroków. Jeden. Dwa. Trzy. Cztery. Pięć. Liczyłem je w myślach. Kiedy stwierdziłem, że powinienem znajdować się tuż przed nim, zatrzymałem się. Z opuszczoną głową czekałem na jego ruch. Po kilkunastu sekundach zacząłem się zastanawiać, czy nie zatrzymałem się na środku salon. Już miałem się odezwać, ale poczułem na moim biodrze przez materiał spodni delikatne dotknięcie jego palców. Przyciągnął mnie do siebie. Delikatnie dotykał.
Oczekiwanie. Niepewność. Pragnienie. Doświadczałem wszystkich tych emocji naraz. 
Wkrótce poczułem jego dłoń na moim drugim biodrze. Nie odzywałem się i próbowałem zachować spokój. Tylko mój przyśpieszony oddech zdradzał moje prawdziwe uczucia. Po chwili odwrócił mnie do siebie tyłem i pociągnął ku sobie za biodra. Niepewnie usiadłem na jego kolanach. Przyciągnął mnie do siebie tak, żebym oparł się plecami o jego tors. Zaczął przesuwać opuszkami palców po moim torsie przez materiał podkoszulka. Nakręcało mnie to i coraz bardziej drażniło. Pragnąłem poczuć jego dłonie na mojej nagiej skórze. Pragnąłem mu to powiedzieć. Gdy otworzyłem usta, żeby to zrobić, szepnął cicho: 
- Nic nie mów, chłoń mój dotyk całym swoim ciałem.
Jego ciepły oddech wywoływał gęsią skórkę na mojej szyi. Podświadomie odwróciłem głowę w jego kierunku. Czułem jego gorący oddech na moich wargach. Pragnąłem jego pocałunków. Pragnąłem, żeby jego język wdarł się do moich usta. Pamiętałem, że Sho świetnie całował. Doświadczyłem jego pocałunków zaledwie kilka razy. Pomyślałem, że było to o co najmniej miliard razy za mało. Wsunął dłonie pod mój podkoszulek i delikatnie przesuwał nimi po mojej nagiej skórze. Jego usta zaczęły pieścić skórę na mojej szyi, czułem jego oddech, język, zęby. Miał rację, w tym momencie chłonąłem całym sobą jego dotyk. W pewnym momencie jego dłonie skierowały się w dół i dotknęły paska przy moich spodniach. Nie przestając całować mnie po szyi, bardzo powoli rozpiął mój pasek. Po chwili rozpięty został guzik przy moich spodniach, które stały się za ciasne dla prężącej się mojej męskości. Uwierały mnie. Uciskały. Przeszkadzały. Nie skomentował tego, że byłem podniecony. Nie odzywał się, tylko nadal mnie drażnił i pobudzał. Gdy rozsunął suwak, mimowolnie jęknąłem. Sho przesuwał jedną dłonią w górę po moim ciele i jednocześnie wsunął drugą w moje bokserki. Zadrżałem. Gdy jego dłoń zacisnęła się na moim penisie, druga dotykała mojej szyi. Kiedy odchyliłem głowę do tyłu, poczułem, że zaczął powoli trzepać mojego penisa, który uwolniony z krępującego go materiału spodni, pulsował pod wpływem jego dotyku. Jego dłoń zaciskała się na nim i przesuwała wolno w górę i w dół. Co jakiś czas jego kciuk zahaczał niby przypadkiem o wiązadełko, znajdujące się na spodniej stronie mojego penisa. Za każdym razem jego dłoń prawie zsuwała się z główki penisa, by później znów dotknąć jego trzonu. 

Moje ciało przestawało mnie słuchać. Gdyby nie to, że nadal przytrzymywał mnie za szyję, już dawno zsunąłbym się z jego kolan. Dosłownie wiłem się, siedząc na jego kolanach, w miarę możliwości, jakie mi dawał. Nie wypowiedział żadnego słowa, tylko dalej mnie pieścił. Czułem, że odpływałem i pożądanie zapanowało nad moim umysłem. Nie zwracałem już uwagi na wygięte do tyłu ręce ani na to, że było mi trochę niewygodnie. W tym momencie pragnąłem tylko jednego. Chciałem dojść i spuścić się w jego dłoni. 

Gdy już byłem prawie na samej granicy, nieoczekiwanie zepchnął mnie z kolan. Byłem rozczarowany i zawiedziony. Do oczu napłynęły mi łzy, a usta zadrżały. Pomógł mi wstać i gdzieś zaprowadził. Po chwili usłyszałem dźwięk otwieranych, a później zamykanych drzwi, a potem cichy szum wody. Stałem przed nim i znów czekałem na jego dalszy ruch. Byłem całkowicie zdany na jego łaskę i jednocześnie byłem z tym pogodzony. Łazienkę wypełnił zapach róż, zrozumiałem, że musiał otworzyć jakiś płyn do kąpieli. Usłyszałem dźwięk, który wydaje woda, kiedy zanurza się w niej dłoń, żeby ją spienić.

Nieoczekiwanie jego dłonie znów zaczęły błądzić po moim ciele. Powoli zsunął ze mnie spodnie i bokserki. Prawie się przy tym przewróciłem, ale w porę zdążył mnie złapać. Zarumieniałem się i zawstydziłem. Niezła była ze mnie niedorajda i ofiara losu. Moje skarpetki również wylądowały gdzieś na podłodze. Odsunął się ode mnie, obszedł mnie i rozwiązał moje dłonie. Gdy uniosłem je, żeby zdjąć opaskę, powstrzymał mnie. Przesunął palcami po moich nadgarstkach, przedramionach i w końcu uniósł moje ręce. Po chwili  ściągnął ze mnie podkoszulek. Nie odzywał się, czułem tylko jego obecność i dotyk. Wziął mnie za rękę i pomógł wejść do wanny, po jej rozmiarach zrozumiałem, że byliśmy w pomieszczeniu, w którym stało jacuzzi. Trochę się ucieszyłem, ponieważ wcześniej miałem ochotę z niego skorzystać, ale zabrakło mi odwagi. Pchnął mnie delikatnie, żebym oparł się plecami o ścianę jacuzzi. Odcięcie zmysłu wzroku, powodowało, że chłonąłem wszystko innymi zmysłami. Cichy szum wody docierał do moich uszu, poziom wody stopniowo się unosił i obmywał moje ciało. Błogość była tym, co czułem w tej chwili. Oparłem głowę o brzeg wanny i zrelaksowałem się. Może była to kwestia zapachu, może ciepłej wody, a może szumu. Tego nie wiedziałem, ale czułem się dobrze i zarazem bezpiecznie. Moje obawy i zmartwienia przestały w tym momencie istnieć.

Po dźwiękach, jakie do mnie docierały, zrozumiałem, że się rozebrał. Myślałem, że od razu do mnie dołączy, ale on tego nie zrobił. Jego dłonie znów znalazły się na moim ciele. Dotykały pod wodą mojego brzucha, torsu, ud, chwilę zatrzymały się na penisie i na jądrach. Sho jednocześnie mył mnie i pieścił. Jego dotyk był bardzo delikatny. Mimowolnie uniosłem głowę z nadzieją, że tym razem mnie pocałuje. Wiedziałem, że to były tylko marzenia, które nie miały szansy się spełnić. Nieoczekiwanie dotknął mojej szyi i poczułem jego wargi na swoich ustach. Całował mnie delikatnie i zachęcająco. Nie było w tym pocałunku pasji ani pożądania, ale było coś innego. Bałem się łudzić, że w tym pocałunku była czułość. Jego język delikatnie pieścił wnętrze moich ust. Gdy uniosłem dłoń i dotknąłem jego torsu, poczułem przyśpieszony rytm jego serca. Oddałbym wszystko, żeby dowiedzieć się tego, co on czuł w tej chwili, żebym mógł go zrozumieć, żeby mnie pokochał. Gdy mnie całował, jego dłoń wędrowała po mojej szyi, torsie i brzuchu. Dotykał mnie, masował i pieścił. 

W końcu z westchnieniem odsunął się ode mnie, zakręcił wodę i wszedł do wanny. Uniósł moją brodę i przystawił do moich ust swojego stojącego penisa. Niepewnie ująłem go w dłoń, otworzyłem usta i zacząłem go pieścić. Lizałem go i całowałem. W pewnym momencie Sho odtrącił moją rękę, dając do zrozumienia, że chce tylko i wyłącznie oralnych pieszczot. Gdy zacisnąłem na nim swoje wargi, Sho zaczął poruszać się powoli w moich ustach. Na szczęście nie wchodził głęboko. Pieszczenie go tylko ustami, nie należało dla mnie do najłatwiejszych zadań. Co chwilę jego penis wysuwał się całkowicie z moich ust, ale Sho z powrotem go w nie wkładał. Gdy go wyjął i przystawił spodnią jego część do moich ust, posłusznie polizałem jego trzon i główkę, a potem jądra.

Zrozumiałem, że byłem coraz odważniejszy. Jeszcze nie tak dawno bym się tylko rumienił i nie potrafiłbym się przełamać. Teraz zaczynało być nieco inaczej. Byłem świadomy swoich ruchów i umiejętności, których nadal miałem bardzo mało. Starałem się. Chciałem usłyszeć jego przyśpieszony oddech i jęki, które udowodniłyby mi, że sprawiam mu przyjemność. W pewnym momencie zassałem jego jądra, najpierw jedno, a potem drugie. Usłyszałem, jak kilka razy wciągnął mocniej powietrze. Ponownie wsuną penisa do moich ust. Kiedy starałem się wziąć go jak najgłębiej, Sho cicho mruknął z zadowolenia. Nie wiem jak, ale udało mi się wziąć go nieomal po same jądra. 

Czyżby właśnie to było coś, co nazywane było głębokim gardłem? 

Szybko cofnąłem głowę, bo zacząłem się krztusić. Gdy znów zasysałem jego jądra, pogłaskał mnie po włosach. Zauważyłem jedno. Sho tym razem do niczego mnie nie zmuszał, po prostu pozwalał mi w tym momencie robić to, na co ja miałem ochotę.

W końcu Sho pogłaskał  mnie po policzku i wysunął się z moich ust. Pomógł mi wstać, a następnie klęknąć tak, że wspierałem się na przedramionach o brzeg wanny. Opuściłem głowę i czekałem na to, co będzie mi robił. Myślałem, że poleje mój odbyt jakimś lubrykantem i po prostu we mnie wejdzie. Pomyliłem się. Zaczął dotykać mnie palcami, ale nie wsuwał ich w moje ciało. Miałem wrażenie, że się ze mną drażnił. Pochyliłem głowę i oparłem ją o przedramię. Mój tyłek wystawał teraz ponad wodę, a penis i jądra znajdowały się pod wodą. Poczułem jego dłoń na moim stojącym fiucie, którego po chwili zaczął trzepać. Nagle poczułem jego usta na moim tyłku. Całował mnie i lizał, zbliżając się do mojego wejście. 

Niemożliwe, żeby on...

Byłem zaszokowany, gdy poczułem, że zaczął lizać moje wejście. Jęknąłem przeciągle. On bardzo rzadko to robił. Zwykle jego pieszczoty sprowadzały się tylko i wyłącznie do rozciągania mnie palcami. W tym momencie cieszyłem się, że przed jego powrotem dokładnie się umyłem. Byłem pewien, że w przeciwnym wypadku, by mnie zabił. Gdy wsunął wolno we mnie palce jeden po drugim, zacząłem cicho pojękiwać. Mój głos odbijał się o ściany pokrytego płytkami pomieszczenia. Trzepał pod wodą mojego penisa, wyjmował ze mnie palce, lizał językiem moje wejście, całował pośladki i znów wsuwał palce. W pewnym momencie poczułem jego zęby na moim pośladku. Gdy cicho syknąłem, usłyszałem tylko jego cichy śmiech. Po chwili znów całował mnie, drażnił i rozciągał moje wejście. 

Gdy stwierdził, że dostatecznie mnie rozciągnął, zaczął we mnie wchodzić. Powoli i delikatnie. Nie wiem, co było dla mnie gorsze. Czy gdy był brutalny, wsuwając we mnie swojego penisa? Czy gdy robił to tak przeraźliwie wolno? W końcu zaczął mnie posuwać. Rytmicznie wsuwał się i wysuwał ze mnie, a jego jądra uderzały o mój tyłek. Co jakiś czas pochylał się i czułem jego gorące pocałunki na moich plecach i karku. W pewnym momencie przyciągnął mnie do siebie, tak że oparłem się plecami o jego tors. Odsunął na bok moje włosy, polizał mnie po szyi i delikatnie zagryzł moje ucho. Jęczałem i stękałem coraz głośniej. Gdy zacząłem szybciej oddychać, przyśpieszył. Myślałem, że pozwoli mi dojść, ale tego nie zrobił. Wysunął się ze mnie i usłyszałem, że się podniósł. Zmusił mnie, żebym i ja wstał. Następnie odwrócił mnie, oparł moje dłonie o ścianę, do której przylegało jacuzzi. Położył dłonie na moich biodrach i powoli wszedł we mnie. Gdy zaczął się poruszać, poczułem, że zdjął opaskę z mojej twarzy. Otworzyłem oczy i ujrzałem swoją czerwoną twarz i zamglone spojrzenie. Po chwili dotarło do mnie, że patrzyłem na własne odbicie w lustrze. Kiedy zacisnąłem ze wstydu oczy, usłyszałem jego cichy głos:
- Otwórz oczy. Nie powinieneś się wstydzić, ponieważ jesteś wspaniały.

Z wahaniem otworzyłem oczy i znów spojrzałem w lustro. Gdy Sho trafił w moją prostatę, pochyliłem się mocniej do przodu. Widziałem w lustrze jego odbicie. Po raz kolejny pomyślałem, że miał wspaniałe ciało. Gdy mnie posuwał, miał rozpalone spojrzenie i lekko rozchylone usta. Zauważyłem, że nawet nieznacznie się uśmiechał. Kiedy nasze spojrzenia się spotkały, jeszcze bardziej się zawstydziłem. Spiąłem się, na co on zareagował gardłowym jękiem.
- Nie rób tak, bo zaraz się w tobie spuszczę - powiedział.

Nie potrafiłem oderwać od niego wzroku, hipnotyzował mnie i obezwładniał. Położył dłoń na mojej dłoni i splótł palce z moimi. Przywierał torsem do moich pleców i wchodził we mnie bardzo głęboko. Zwolnił i zaczął trzepać mojego fiuta. Po zaledwie kilku minutach doszedłem i obryzgałem swoją spermą lustro, które znajdowało się przed nami. Chwilę później poczułem, że moje wnętrze wypełniło się jego spermą. Dobrze, że mnie mocno przytrzymywał, ponieważ ledwo trzymałem się na nogach. Wyszedł ze mnie i pomógł mi znów zanurzyć się w wodzie. Odkręcił kran z gorącą wodą, ponieważ ta znajdująca się w jacuzzi już ostygła. Patrzyłem znów na nasze odbicie w lustrze. Siedziałem zanurzony w wodzie, oparty o tors Sho. Pozwoliłem sobie oprzeć głowę o jego ramię z nadzieją, że mnie nie odepchnie. Gdy mnie objął, wtuliłem twarz w załamanie jego szyi i przymknąłem oczy.
- Nie zasypiaj, skarbie. - Usłyszałem.
- Skarbie? - szepnąłem.
- Mhm... - mruknął i pocałował mnie w czubek głowy.

Poczułem, że z dysz jacuzzi zaczął wpływać silny strumień wody, który zaczął masować moje ciało. Westchnąłem z zadowoleniem i zacząłem się odprężać. Miliony drobnych bąbelków zaczęły pieścić moją skórę. W pomieszczeniu panowała cisza, ponieważ żaden z nas się nie odzywał. Sho zaczął delikatnie mnie myć, czułem jego dłonie przesuwające się po mojej skórze.
- Dlaczego znów mnie myjesz? - zapytałem cicho.
- Lubię to robić.
- Tym razem ja powinienem to zrobić. Mogę?
- Jeśli chcesz.

Odsunąłem się i usiadłem przodem do niego. Namydliłem dłonie i zacząłem przesuwać nimi po jego torsie. Widziałem, że bacznie się mi przyglądał. Pod wodą dotykałem jego brzucha i po chwilowym wahaniu, zacząłem myć jego przyrodzenie. Jego wzrok dosłownie mnie palił i znów zacząłem się rumienić. 
- Jeśli nie przestaniesz tego robić, to znów będę się z tobą pieprzył - powiedział.
- Przeprasza - wykrztusiłem. - Jeśli się odwrócisz, to umyję również twoje plecy.
Jego spojrzenie momentalnie się zmieniło. Wówczas zrozumiałem, że popełniłem błąd. On nadal nie chciał, żebym oglądał jego blizny. Nie chciał mojej litości i nadal nie mógł zrozumieć, że ja tego nie czułem wobec niego. Bez słowa wstał i wyszedł z wanny.
- Zostań - szepnąłem.
- Zrelaksuj się jeszcze przez chwilę, w tym czasie podgrzeję nam obiad - powiedziawszy to wytarł się szybko, przepasał ręcznikiem biodra i wyszedł z łazienki.

Spieprzyłem - pomyślałem. W tej chwili straciłem ochotę na dalszą kąpiel. 

Gdy jedliśmy, próbowałem wciągnąć go do rozmowy, ale on tylko mnie słuchał. Jedynie odezwał się, żeby przypomnieć mi o jutrzejszych porannych zakupach i poinformować o tym, że po południu wpadną do nas Marco z Akim. Faktycznie Aki wspominał mi coś na ten temat. Pomyślałem, że najprawdopodobniej dopiero w niedzielę będę mógł się trochę pouczyć. 

Gdy sprzątałem w kuchni, Sho palił na balkonie. Później od razu poszedł na górę. Miałem przeczucie, że jego myśli coś zaprzątało, ale bałem się o to pytać. Zresztą byłem pewien, że nie powiedziałby mi tego. Przez chwilę w jacuzzi wpuścił mnie do swojego świata, ale teraz znów odgrodził się ode mnie. 

Linki:
- Umowa - Rozdział 34 (Aki)
- Umowa - Spis treści

17 komentarzy:

  1. jak zaczęłam czytać rozdział, to okazało się, że jednak muszę wrócić do poprzednich, bo już nic nie pamiętam :/

    dużo tu też się nagromadziło "ponieważ" na małym obszarze

    ten rozdział przez ogromną swoją część był tak nieziemsko cukrowy, że aż nie wierzę!
    dobrze, że Nat odkrył, że Sho się hamuje i mógłby zrobić o wiele więcej, natomiast dlaczego go unikał? o co mu chodziło?

    martwi mnie, że Nat w ogóle myśli o zaglądaniu do pamiętnika Sho. to nie może się dobrze skończyć

    zaskoczyło mnie, że mama Nata nie wie, że jest gejem. serio. wydawało mi się, że byli ze sobą blisko?

    seksy były urocze i przesłodkie <3 choć odniosłam wrażenie, że niepotrzebnie powtórzyłaś kwestię, że Nat nie miał odwagi sam iść do jacuzzi
    mogło być tak pięknie, a sprawa z plecami Sho tak wszystko popsuła :( chociaż nie dziwię się Natowi, że spróbował, przecież już je widział, więc uważam, że słusznie próbował z tego zrobić zwykły, codzienny widok. choć z drugiej strony rozumiem też Sho, że czuje się z tym nadal niepewnie. szkoda.

    ale i tak piękna scena. i to "skarbie"! <3 mają chłopaki potencjał :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skarbie - chyba dodam do tagów :D.

      Ten ponieważ :D

      Sho miał rozkminki na temat "umowy" i tego że Nati się w nim zakochał. Dlatego go unikał.

      Nati chce poznać przeszłość Sho, a skoro ten nie chce z nim na ten temat rozmawiać, to myśli o pamiętniku.

      Mama akurat tego Noe wie, bo Nat nigdy nikogo jeszcze nie miał i dopóki nie poznał Sho, Noe wiedział, że jest gejem.

      Blizny Sho nieraz będą stanowiły jeszcze problem. Niestety.

      Skarbie <3

      Usuń
  2. Ja myślę że Sho się boi. Byłon przecież napisane że nigdy niky go nie kochał i on też nikogo nie kochał. Przeraża go to, że miłość uczyni go słabym. Już go osłabia, bo przecież to oczywiste że Nasi nie jest mu obojętny.

    Sex był piękny. Moja wyobraźnia szalał. Pomimo iż uwielbiam Twoje ostre opisy. Delikatny Sho podczas sensu jest tak bardzo ujmujący.

    Jak zwykle cudowna robota i jak zwykle czekam na jeszcze! ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam w szeregach czytających i komentujących <3<3<3.

      Dla Sho sytuacja w jakiej się znajduje jest całkiem nowa i nie wie, jak powinien się zachowywać. Jedno jest pewne, że ma słabość do Nataniela, tylko nie chce do końca się przyznać do tego. Uczucie innej osoby go przeraża. Poza tym do tej pory żył w poukładanym świecie, w którym wszystko mógł po prostu kupić. Nagle w jego życie wkroczyła obca osoba, która zaczęła go nieświadomie zmieniać. I do tego jeszcze to mężczyzna. Dla Sho wszystko jest trudne: uczucia Nataniela, umowa, no i to co sam zaczyna czuć. Nie wie, co powinien z tym wszystkim zrobić. Miota się. Z jednej strony trzyma Nataniela na dystans, świadomie i nieświadomie go rani oraz odtrąca. Z drugiej strony sam szuka jego bliskości oraz nim się opiekuje.

      Spokojnie, klawiatura telefonu również mnie nie lubi i często pojawiają się u nie literówki. Nie wspomnę o przecinkach, powtórzenia i innych błędach pojawiających się w rozdziałach ;-).

      Usuń
  3. I przepraszam za literówki, pisanie na komórce nie jest moją mocną stroną :D

    OdpowiedzUsuń
  4. SKARBIE
    Kupiłaś mnie tym. Mogłabyś nawet usunąć wszstko przed tym, to było takie cudowne. Nareszcie! <3

    Naaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaat...
    Jak można było tak spierdolić? Zawiodłem się na tobie. A już było tak wspaniale i cukrowo...
    SKARBIE
    No nie mogę, to jest zbyt piękne!
    Ukłony

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sho chyba trochę mięknie ;-).

      Nat chciał dobrze, po prostu nie pomyślał o tym, jak zareaguje Sho na jego pytanie.

      Skarbie <3

      Usuń
    2. Dokładnie. To myśli być takie - umyję Ci plecaki kochanie i tyle. Ale nie pykło 😁

      Usuń
    3. No niestety tak właśnie było.

      Chciał dobrze, a wyszło, jak zawsze :-).

      Usuń
  5. Dopsz, to już przerasta moje zapasy cierpliwości i zrozumienia. :D Ale postaram się skomentować w miarę logicznie.

    Wkurza mnie, że Nat stał się zależny od Sho :( znaczy, w tym emocjonalnym znaczeniu. No bo: Czyżby był na mnie zły? Czyżbym zrobił coś, co mu się nie spodobało? - trąci patologią, a Sho jeszcze udaje normalnego. Niedługo Nat będzie się bał oddychać w obecności Sho.

    Mama taka naiwna <3

    Zawsze, jak w notce Nata jest o Akim, to ja myślę o tym, jak oni w ogóle znaleźli wspólny język i do tego jeszcze się zaprzyjaźnili <3 są jak ogień i woda.

    Lubię Takashiego <3

    - Ale masz poważną minę. Wyluzuj, tylko żartowałem.
    - To nie było zabawne. - WIEM, ale i tak oplułam monitor :D <3

    Chodząca z ciebie dobroć. Powinieneś uważać, ponieważ ktoś może kiedyś ciebie wykorzystać. - kocham go jeszcze bardziej, mądrze prawi!

    Mam nadzieję, że na uczelni Natuś myśli o nauce, nie o skurwielu Sho. :3

    O, bo bym zapomniała: fajnie, że Nat w końcu przejrzał załączniki :D i biedaczek chyba był w szoku.

    Skąd taka czułość u Shosia? :3

    Czy on kiedyś lizał tyłek jakiejś kobiecie, czy tylko Natusiowi? W ogóle, to ja myślę, że on to zrobił, bo jednak Nat go kręci. Skoro nawet rimm jest OK, to Sho powinien zluzować poślady i przestać być chujem :3

    Lubię, jak Natuś się wstydzi :3 #teamWstydzioszki
    Sho musi być bardzo hot <3

    #sperma na lustrze <3

    Ja tam nie uważam ,że Nat spieprzył. To Sho ma problem :( a było tak fajnie :(

    OdpowiedzUsuń
  6. Wiedziałam, ze Sho dostanie hejty od Ciebie <3

    Ogólnie Sho sprawia swoim sposobem bycia, że wszyscy się go boją. Z wyjątkiem Marka i oczywiście Akiego, bo oni mają gdzieś jego wrogą aurę.

    Mamy często bywają naiwne. A tej w życiu nie przyszłoby do głowy, że jej grzeczny synuś poszedł na taki układ.

    Aki i Nati - ogień i woda - nawet mają w tym stylu obróżki XD.

    Takashi wydaje się spoko, może będzie podrywał Natiego, z pozytywnym skutkiem? XD

    Tak, Nati był w niezłym szoku. Jeszcze wszystko obejrzał w internecie XD.

    To oczywiste, że Nati go kręci, bo:
    1. Kupę kasy wyłożył tak po prosu.
    2. Mimo wszystko troszczy się o niego (może w swój pokrętny i chory sposób, ale zawsze)
    3. Nadal jest delikatny wobec Nataniela i stopniowo wprowadza go w swój seksualny świat
    4. Nie, nie lizał nigdy żadnego innego tyłka
    5. Nati jest pierwszy i jak na razie jedynym facetem z jakim Sho kiedykolwiek był
    6. Obecnie z nikim innym się nie spotyka
    7. Ma wewnętrzne rozterki tego, co się dzieje w jego życiu

    Tak, tak bronię go :D

    Nati jest mega słodki, jak się wstydzi. A Sho to ideał, gdyby jeszcze tylko zmienił się jego charakter :D

    Nati nie rozumie, że Sho nienawidzi litości i nie chce widzieć jej w oczach Nataniela.

    OdpowiedzUsuń
  7. No nareszcie sprawdził te załączniki xD

    Mama Nata taka nieświadoma niczego, a jaka wyrozumiała :D

    Takashi, nie lubię go. Nie i koniec, żadna siła nie przekona mnie do polubienia go.

    Oh Sho *-*
    Sam cukier! <3
    (i tak wolę jak jest brutalny xD )
    Sho potrzebuje miłości, dużo, dużo, dużooooo miłości!
    W środku jest takim puchatym zajączkiem, który pragnie by ktoś go pokochał!
    Nat koniecznie musi coś z tym zrobić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mina Sho byłaby bezcenna, gdyby się dowiedział, że myślisz o nim, jako o puchatym zajączku XD.

      Takashi no cóż... Będzie się działo.

      Usuń
    2. No ale to prawda!
      Brakuje mu tylko takiego fajnego ogonka ( ͡° ͜ʖ ͡°), długaśnych uszek i obroży z dzwoneczkiem =^-^=

      Takashi... Grr... Wara od Nataniela!

      Usuń
    3. I szpicruty, żeby wybić co niektórym takie pomysły :D

      Takashiemu niekoniecznie może chodzić o Nataniela ;-)

      Usuń