WAŻNE INFO:

KOMENTUJCIE, bo to bardzo motywuje XD.

niedziela, 9 kwietnia 2017

Black Heart - Rozdział 12

Sebastian Michaelis


Oddawałem się mojej obecnie największej, a zarazem jedynej przyjemności. Przesuwałem dłonią, otuloną śnieżnobiałą rękawiczką, po czarnych krótkich włosach najwspanialszej istoty, jaką kiedykolwiek dane mi było poznać. Czyniła mi ten zaszczyt i spoczywała na moich kolanach. Z jej słodkiego gardziołka wydobywała się melodia, która pieściła mój wyczulony zmysł słuchu. Jej obecność sprawiała, że choć na chwilę potrafiłem zapomnieć o otaczającym mnie świecie. W tym momencie nie liczyło się nic. Kontrakt, służba, obowiązki, obecny Pan, a nawet piekło nie miały dla mnie większego znaczenia. Przymknąłem oczy i rozkoszowałem się wietrzykiem, który delikatnie rozwiewał moje krótkie włosy. Siedziałem na ławce w ogrodzie i chłonąłem otaczający mnie spokój. Odchyliłem głowę do tyłu i poczułem na twarzy ciepłe promienie wschodzącego słońca. Zachichotałem złośliwie, gdyż przypomniałem sobie, że wschód słońca poprzedzało zjawisko, które ludzie nazwali jutrzenką. 

- Morning star... - Byłem strasznie rozbawiony tym określeniem.


Moja towarzyszka, słysząc mój głos, uniosła głowę. Ściągnąłem nieskazitelnie białą rękawiczkę, żeby poczuć pod palcami jej dotyk i ciepło. Czarna dama zareagowała głośniejszym mruczeniem, kiedy opuszkami palców podrapałem ją za uchem.
- Jesteś moją jedyną radością w świecie śmiertelników, moja Pani - powiedziałem ciepłym głosem.

Pomyślałem, że koty zawsze fascynowały mnie w tej rzeczywistości. Były to piękne i tajemnicze stworzenia, które chadzały własnymi drogami. Niełatwo było zaskarbić sobie ich zaufanie i przyjaźń. Za każdym razem, gdy krążyłem po ziemskim padole, udawało mi się tego dokonać.




Niestety przyjemne chwile bardzo szybko upływają. Wśród zewsząd dochodzących do mnie dźwięków, wyłowiłem kilka, które zwiastowały, że rezydencja zaczynała budzić się do życia. Najpierw zadzwonił budzik Mey-Rin, która jak zwykle nie mogła znaleźć okularów. Poszukiwaniom zguby tradycyjnie towarzyszyły niewybredne słowa, które nie pasowy młodej damie. Po kilku minutach ze swoich pokojów wyszła pozostała dwójka służących. 

Pomyślałem, że właśnie zaczął się kolejny dzień, który pełen będzie złośliwości mojego Pana, niezdarności osób służących w rezydencji i stoickiego spokoju Tanaki. Czasami przeklinałem się w duchu za to, że przed kilkoma laty usłyszawszy głos tamtego dziecka, zawarłem z nim kontrakt. Z drugiej strony nigdy dotąd tak dobrze się nie bawiłem, jak robiłem to teraz.

Delikatnie uniosłem czarną kotkę do góry i spojrzałem w jej hipnotyzujące oczy.
- Do jutra moja Pani. Jak zwykle specjalnie dla ciebie przygotuję smakołyki, które dogodzą twojemu delikatnemu podniebieniu. 
Ostrożnie postawiłem tę piękną istotę na ziemi, wstałem i ruszyłem w kierunku kuchennego wejścia. Nawet nie otwierając drzwi, doskonale wiedziałem, że kuchnia znalazła się w dużym niebezpieczeństwie, ponieważ wyczułem w niej obecność tego, który określał siebie mianem kucharza. Westchnąłem cicho i wszedłem do budynku.

Wydałem polecenia służbie, przygotowałem śniadanie i ruszyłem do jego sypialni. Z każdym kolnym krokiem, którego stukot odbijał się od ścian korytarza, miałem szczerą ochotę zakręcić się na pięcie i zawrócić. Mój umysł podsuwał mi mnóstwo pilnych do wykonania zajęć. Wypuściłem powietrze z płuc i powiedziałem:

- Służenie temu... ehm...

Na me usta cisnęła się niezliczona ilość niezbyt pochlebnych słów, które określały mojego Pana. W duchu zganiłem się za chęć ich użycia, ponieważ wprawdzie służba u niego nigdy nie należała do najłatwiejszych, ale nie oznaczało to, że powinienem używać niegodnego mnie słownictwa. Wszak byłem piekielnie dobrym kamerdynerem i moim obowiązkiem było wyrażać się zgodnie z pełnioną funkcją. Poza tym w piekle również bardzo rzadko używałem tego typu wyrażeń, gdyż z racji zajmowanego stanowiska i urodzenia uważałem, że było mnie to niegodne.

Myślałem, że w moim nieskończenie długim życiu już nic mnie nie zafascynuje. Śmiertelne istoty, które tak ukochał najwyższy, że postawił je ponad aniołami, budziły moją odrazę i stanowiły jedynie pożywienie. Z każdym upływającym dniem, przybywało w piekle ludzkich dusz, które przesiąknięte były złem. Jednak żadna z nich nie była warta mojej uwagi. Dlatego też od czasu do czasu przemierzałem inne wymiary i światy w poszukiwaniu rozrywki. Podobnie było z ludzkim światem, w którym pojawiałem się tylko okazjonalnie, gdy było to konieczne lub pragnąłem przez chwilę oderwać się od swoich obowiązków. Zawierałem kontrakty, chociaż tak na prawdę nie musiałem tego robić, żeby zaspokoić swój głód. Wszak w piekle miałem do swojej dyspozycji miliardy dusz, z którymi mogłem zrobić wszystko to, na co miałem tylko ochotę. Mogłem je bezkarnie torturować, unicestwiać lub pożerać. 

Niestety istniało prawo, które nie pozwalało nam bezkarnie uśmiercać ludzi w ich wymiarze i porywać ich dusze. To był kolejny wymysł najwyższego, z którym nie mogłem się mierzyć. Bolałem nad tym, gdyż niewinne dusze stanowiły najpyszniejsze kąski, do których nie miałem dostępu. Jednak był ktoś, kto znalazł wyjście z tej sytuacji. Nie był to zwyczajny demon, gdyż w piekle piastował najznamienitsze stanowisko. Kontrakt stał się dla nas możliwością dostępu do dusz, które ukryte były w ludzkich żyjących ciałach. Z nieskrywaną radością zawierałem umowy ze śmiertelnikami i patrzyłem, jak pod wpływem mojego uroku z niewinnych istot przeistaczały się w czyste zło. Zawsze po skończonym posiłku, unosiłem głowę i spoglądałem z nienawiścią w niebo, oblizując przy tym moje zakrwawione wargi. Jednak nigdy dotąd mój kontrakt nie trwał tak długo, tak jak teraz. Zwykle bardzo szybko spełniałem zachcianki moich kontrahentów i pożerałem ich dusze. Ewentualnie wykorzystując diabelskie sztuczki, wypełniałem warunki naszej transakcji i obierałem należną mi zapłatę. Hrabia Phantomhive już od najmłodszych lat był moim godnym przeciwnikiem. Nie dość, że bardzo mądrze sformułował warunki naszej umowy, to nieświadomie sprawiał, że nie chciałem uciekać się do podstępu i pozwoliłem, żeby wszystko odbywało się zgodnie z postanowieniami naszej transakcji. Tym razem nie uciekałem się do podstępów i prowokacji, tylko cierpliwie czekałem, kiedy wreszcie wypełni się nasz kontrakt. 

Nie chciałem dopuścić do siebie myśli, że zwyczajnie przywiązałem się do tego śmiertelnika. Poza tym od jakiegoś czasu zauważyłem, że miałem ochotę zbliżyć się do niego jeszcze bardziej. Jego dusza i ciało coraz bardziej mnie kusiły. Dawniej nieraz korzystałem z faktu, że śmiertelnicy bez większych oporów ulegali mojej powierzchowności. W chwili uniesienia nie przeszkadzało im to, że spółkowali z demonem. Stanowiło to umilenie mojego pobytu na ziemi. Byłem pewien, że kuszenie tego człowieka byłoby nad wyraz interesujące. Jego niedostępność i opanowanie zawsze mnie fascynowały. Czułem  jednak, że prędzej czy później na pewno mógłby mi ulec. Zastanawiałem się, czy jego ciało byłoby w stanie dostarczyć mi satysfakcjonującej rozkoszy.

Odgoniłem od siebie myśli i cicho wszedłem do jego sypialni. Zaczął się nasz zwyczajny poranny rytuał z tą różnicą, że od kilku dni mój Pan nie opuszczał swojego łoża, ponieważ był ranny. Bawiło mnie trochę to, że musiałem pomagać mu w spożywaniu posiłków. Gdybym jednak tego nie robił, to zapewne niczego nie wziąłby do ust. Jednakże postanowiłem, że zostawię dla siebie żarty na temat jego nieporadności i konieczności polegania na mnie nawet w najbardziej intymnych czynnościach.

Tradycyjnie podszedłem do okna i odsłoniłem ciężkie zasłony. Gdy Hrabia się obudził, pomogłem mu w porannej toalecie. Po jego zaciśniętych ustach poznawałem, że tradycyjnie był wściekły z powodu swojej bezsilności.
- Jeszcze kilka dni i twoje ciało wróci do pełnej sprawności, Panie - powiedziałem.
- Zamknij się. Mam tego wszystkiego już szczerze dość - odezwał się gniewnie.
- Pozwolę sobie przypomnieć, że to ty wpadłeś na ten wyśmienity pomysł. - Nie mogłem sobie odmówić chociaż odrobiny złośliwości.
- Kazałem ci się zamknąć, czarcie.
- Czyżby w wyniku strzału ucierpiało nie tylko twoje ciało, Panie? - zapytałem, pomagając mu oprzeć się o wysoko ułożone poduszki.
- Coś ty powiedział? - zmrużył oczy.
- Czarcie? To takie banalne określenie. Naprawdę nie stać cię na nic bardziej wyszukanego?
- A może powinienem nazywać cię upadłym aniołem? - Spojrzał na mnie badawczo.
- Upadłym aniołem? - Zachowałem całkowitą obojętność.
- Wedle ludzkich wierzeń demony wywodzą się od aniołów, które przed wiekami pod wodzą Lucyfera sprzeciwiły się samemu Bogu.
- Podobno.

Ze stoickim spokojem usiadłem obok niego na łóżku i zacząłem go karmić. Przysunąłem łyżkę do jego ust i z uśmiechem odezwałem się:
- Panie, powiedz aaaaa... - Wiedziałem, że tylko w ten sposób mogłem skierować jego myśli na zupełnie inne tory. Nie pomyliłem się, ponieważ usłyszałem:
- Tss... 
Dalsza część posiłku upłynęła nam w kompletnej ciszy. Kiedy wreszcie opuściłem jego sypialnie, odetchnąłem z ulgą. Nasze ostatnie rozmowy coraz mniej mi się podobały. Ten śmiertelnik za bardzo interesował się piekielnym światem. Kilka dni temu wypytywał mnie o metody, dzięki którym można było unicestwiać demony. Przed chwilą zainteresowała go historia powstania piekła. Nie mogłem dopuścić do sytuacji, w której zada mi pytanie, na które będę musiał mu szczerze odpowiedzieć. W głowie rozbrzmiewał mi jeden z warunków naszego kontraktu: "Nigdy mnie nie okłamiesz".
- Zaiste, nigdy nie spotkałem tak wyjątkowej i przebiegłej duszy, jak twoja Hrabio - szepnąłem.

W ciągu dnia skupiłem się na wypełnianiu kolejnych należących do mnie obowiązków. Sprzątanie rezydencji zostawiłem pokojówce, chociaż doskonale zdawałem sobie sprawę, że zapewne nocą będę musiał naprawić wszystkie spowodowane przez nią zniszczenia. Czasami zastanawiałem się, czy jej pomyłki rzeczywiście wynikały ze słabego wzroku, czy może raczej z braku zdolności logicznego myślenia. Wyczuwałem, że Hrabia nadal pogrążony był we śnie, więc udałem się do jego gabinetu. Usiadłem przy biurku i zacząłem przeglądać kolejne stosy papierów. W czasie jego niedyspozycji zmuszony byłem poświęcić znacznie więcej czasu jego firmie. Pomyślałem, że w porównaniu do tego czym zajmowałem się w piekle, zarządzanie jego przedsiębiorstwem było niczym dziecinna zabawa. 

W pewnym momencie poczułem, że mój Pan się przebudził. Oznaczało to, że zapewne wkrótce wezwie mnie do siebie. Jego stan poprawiał się z każdym upływającym dniem i byłem pewny, że będzie chciał, żebym mu streścił raporty, których od czasu zamachu nie był w stanie sam przejrzeć. Kiedy zamierzałem opuścić pomieszczenie, moje źrenice zapłonęły krwawym blaskiem, a zmysł słuchu wyłowił z głębi rezydencji cichy szept:
- Sebast... 

Ze zgrozą zrozumiałem, że mój Pan najprawdopodobniej zasnął lub stracił przytomność. Z nieziemską prędkością wybiegłem z gabinetu i pomknąłem do jego sypialni. Gwałtownie otworzyłem drzwi i wszedłem do środka. Zobaczyłem, że Hrabia leżał na dywanie. Dopadłem do niego, delikatnie przekręciłem na plecy i sprawdziłem jego stan. Na szczęście jego życiu nie zagrażało żadne niebezpieczeństwo. Najprawdopodobniej z powodu osłabienia organizmu stracił przytomność.
- Jak można być aż tak głupim i nieodpowiedzialnym? - zapytałem.

Przesunąłem opuszkami palców, obleczonych w biały materiał, po jego policzku i spojrzałem w kierunku wyjścia na taras.

 
Uśmiechnąłem się i szepnąłem:
- A więc tego pragniesz. Zatem, będzie tak, jak sobie tego życzysz, mój Panie.

Wziąłem go na ręce, ułożyłem z powrotem w jego łożu i udałem się w kierunku wyjścia na taras. Kiedy otworzyłem przeszklone drzwi, do pokoju wdarło się rześkie wiosenne powietrze. Bez większego trudu przygotowałem odpowiednie dla niego posłanie. Po chwili wyniosłem go na zewnątrz, ułożyłem na leżance i okryłem ciepłym kocem. Nie mogłem dopuścić do tego, żeby się dodatkowo przeziębił. Trwałem przy nim, dopóki wreszcie nie odzyskał przytomności. Kiedy otworzył oczy, powiedziałem:
- Panie, wreszcie się obudziłeś. Przygotowałem twoją ulubioną herbatę.

Widziałem zdumienie malujące się przez chwilę na jego twarzy. Wkrótce odzyskał trzeźwość umysłu i swoim zwyczajem przybrał obojętny wyraz twarzy.
- Tak, z chęcią napiję się herbaty - usłyszałem.
Nalałem ciemnej cieczy do filiżanki, podszedłem do niego i pomogłem mu się napić. 
- Wystarczy - powiedział, odsuwając twarz.
- Jak sobie życzysz, Panie.
- Sebastian, wytłumacz mi z łaski swojej, co ja tutaj robię?
- Znalazłem cię nieprzytomnego na dywanie w twojej sypialni. Z ułożenia twojego ciała wywnioskowałem, że zamierzałeś wyjść na taras.
Byłem ciekawy jego reakcji na to, co właśnie powiedziałem. Nie spodziewałem się jednak, że usłyszę następujące słowa:
- Chcesz powiedzieć, że z własnej i nieprzymuszonej woli chciałeś sprawić mi przyjemność?
Hrabia patrzył na mnie, bezczelnie się przy tym uśmiechając. Zrozumiałem, że właśnie świetnie bawił się moim kosztem.
- Panie, moim obowiązkiem jako wiernego lokaja jest spełnianie wszelkich twoich życzeń. Również tych niewypowiedzianych na głos - powiedziałem.
- Nawet tak niedorzecznych, jak chęć wyjścia na taras?
- Nawet takich. - Uśmiechnąłem się, nie dając po sobie poznać tego, jak bardzo byłem zły.

W głębi mojej mrocznej duszy przeklinałem się za tę chwilę słabości i obiecałem sobie, że nic podobnego już nigdy nie będzie miało miejsca.
- Możesz odejść. - Usłyszałem.

Kiedy opuszczałem taras, odprowadzał mnie cichy chichot tego... Tym razem moje myśli zdominowała niezliczona ilość określeń. Słownictwo to nie było godne nie tylko lokaja, ale również istoty jaką tak naprawdę byłem. W głębi mojej mrocznej duszy obmyślałem tortury, którym z ogromną chęcią zamierzałem go podać w odpowiednim momencie. Byłem przekonany, że gdy nastąpi tak długo wyczekiwana przeze mnie chwila, najpierw wykorzystam jego ciało, a później zapewnię mu piekielne męki i nieziemski ból. Na koniec z rozkoszą wyssę z niego umęczoną życiem i torturami duszę. 

Jednocześnie z coraz większym niepokojem zastanawiałem się, czy będę w stanie wypełnić moje postanowienia i faktycznie odbiorę mu duszę.

Linki:
- Rozdział 11
- Spis treści

14 komentarzy:

  1. MATKO, jaki wspaniały wstęp <3 nawet te zdrobnienia, awwwww^^ od razu widać, że to prawdziwa MIŁOŚĆ. A wiadomo, że koty to diabelskie stworzenia, nie? :D

    JAKIE DŁUGIE <3

    <3

    „Z drugiej strony nigdy dotąd tak dobrze się nie bawiłem, jak robiłem to teraz.” no właśnie, też zawsze o tym myślę, że Sebastian musi świetnie się bawić z Cielem :D

    „obecność tego, który określał siebie mianem kucharza” - daj jakieś scenki z Bardem <3

    „lub pragnąłem przez chwilę oderwać się od swoich obowiązków” - czyżby ZAKONNICE? : >

    „Ewentualnie wykorzystując diabelskie sztuczki” - sio, kuno, sio! :D

    „W chwili uniesienia nie przeszkadzało im to, że spółkowali z demonem” :3 Sebastian już taki doświadczony i na pewno wie, że to nic dziwnego :d niech spółkuje z Cielem :3


    „Zastanawiałem się, czy jego ciało byłoby w stanie dostarczyć mi satysfakcjonującej rozkoszy” < piszczy >

    „- Upadłym aniołem? - Zachowałem całkowitą obojętność.” - czyżby ktoś tu się obraził? <3

    „wszelkich twoich życzeń. Również tych niewypowiedzianych na głos” - oczywiście. Tak. Wiadomo. :3

    Końcowe przemyślenia Sebastiana były cudowne. Nie, wszystkie były. :D Też myślę, że Ciel mógłby ulec. Chociaż tak naprawdę pewnie na początku mocno by się nad Sebastianem poznęcał :3

    Dużo myśli demona, o przepraszam, upadłego anioła. Fajnie, że on potrafi się wkurzać <3 wyobrażam sobie wtedy jego piękną twarz.

    Trochę mało konstruktywny komentarz, ale przecież to Black Heart, ja tu czuję, nie myślę <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sebastian kocha koty, więc musiałam się postarać <3<3<3<3

      TAK :D. Ja tez jestem w 100% przekonana, że Sebastianowi podoba się służba u Ciela. Uważam też, że jako demon bez trudu znalazłby sprawców tragedii i pożaru rezydencji.

      Postaram się dać coś więcej ze służbą :D.

      Zapewne ;3. Ale tutaj myślał raczej o kocicy :D.

      Kuno <3

      Możliwe, że czeka tylko na taki jeden tyci rozkaz. Znając jego wrodzoną złośliwość, nie chce sam się rzucić na Ciela, żeby potem go wkurzać, mówiąc: Panie, spełniłem tylko twoje rozkazy :D.

      Ciekawe, dogodzić demonowi przecież jest nie tak łatwo :D.

      Bardziej chodziło, że Sebastian nie chciał kontynuacji tematu. On po prostu nie chce dopuścić, żeby Ciel zapytał o to kim on tak naprawdę jest.

      Ach te moje skojarzenia :>

      Na pewno jeden drugiemu nie szczędziłby złośliwości.

      No pewnie, że potrafi :D. On dużo rzeczy potrafi (milczy tajemniczo).

      Black Heart <3

      Usuń
  2. Aż dziw, że taki demon jak Sebastian zdejmuje swoją maskę przy kotach. Miło się czyta ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Największa pochwała, jaką autor mógł kiedykolwiek przeczytać :-).

      Nie mogłam pozbawić Sebastiana tej jednej słabości :). Poza tym uważam, że w anime i mandze jest kilka miejsc, które pokazują, że nie jest on tylko bezdusznym demonem. Według mnie jest również istotą, która odczuwa emocje, a sceny z kotami są tego jednym z przykładów.

      Cieszę się, że Sebastian z tego opowiadania ma kolejnego fana :-).

      Usuń
    2. Jego imię posiada wiele skróconych form takich jak Seba i Sebciu, ale ja zaczynam ostatnio mówić na niego Sebix XD

      Usuń
    3. Hm... dla mnie on zawsze będzie Sebastianem, bo jest to dostojniejsza forma niż Seba, Sebciu itp.

      Usuń
  3. Bardzo podoba mi się sposób w jaki wcielasz się w Sebastiana, jego sposób myślenia, cudo <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kuroshitsuji jest moją miłością <3. Zbieram mangi, ciągle wracam do anime i zachwycam się musicalami :D.

      Głównym założeniem opowiadania jest bazowanie na prawdziwej postaci Sebastiana (nawet bardziej z mangi niż anime) i wierne oddanie jego charakteru, sposobu wypowiedzi o zachowania. Dla mnie nie jest to bezduszny demon, ale istota która odczuwa mnóstwo różnych emocji.

      Boleje nad tym, że przez "Umowę" cierpi to opowiadanie. Postaram się jak najszybciej wstawić kolejny rozdział.

      Witaj na moim blogu <3

      Usuń
  4. Wrócę, będę czytać, bo i styl mi się podoba, i treść i w ogóle ;D
    I zapraszam przy okazji do mnie, kuroszkowi blogerzy muszą sie trzymać razem ;D
    www.kuroshitsujizbior.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ujmę to tak: czytam twojego bloga od bardzo dawna, zaczęłam jeszcze przed założeniem swojego bloga XD.

      Usuń