WAŻNE INFO:

Obiecuję, jak najszybciej odpowiedzieć na wasze wszystkie komentarze i skomentować blogi, które czytam :D.

KOMENTUJCIE, bo to bardzo motywuje XD.

czwartek, 27 kwietnia 2017

Noblesse 3

NOBLESSE

Raizel



W oddali widzę zarysy budynków miasta, które jeszcze dzisiaj rano było moim domem. 

Czy dane mi będzie kiedykolwiek tam wrócić? 

Moje myśli wędrują do osób, poznanych w ciągu minionego roku. 

Uczniowie szkoły, której dyrektorem był Frankenstein, zaakceptowali mnie i pomagali w każdej nowej dla mnie sytuacji. Na swój sposób zawsze próbowali mnie chronić, chociaż ostatecznie to ja stawałem w ich obronie. Było to dla mnie coś nowego, ponieważ do tej pory nigdy nie miałem przyjaciół. Wszystkie istoty, które wiedziały o moim istnieniu, bały się mnie i czuły przede mną respekt. Nieraz zastanawiałem się, czemu wszyscy sądzili, że Noblesse nie posiada żadnych uczuć, pragnień i marzeń? Przecież poza niewyobrażalną mocą nie różniłem się w żaden sposób od innych istot, które stąpały po ziemskim globie. Szlachta, Wilkołaki, Ludzie i inne nacje zawsze się mnie obawiały. Nie dziwiłem się im, gdyż niegdyś moja moc wymknęła się spod kontroli. Wszyscy wiedzieli, co było powodem mojego szału i usprawiedliwiali moje zachowanie. Wszyscy z wyjątkiem mnie. Nie potrafiłem sobie wybaczyć tego, że nie znalazłem żadnego innego rozwiązania tamtej sytuacji. Nie mogłem dopuścić do tego, żeby kiedykolwiek w przyszłości coś podobnego miało miejsce. Zamknąłem się we własnej rezydencji w Lukedonii i skazałem się na samotność. Uważałem, że było to najlepsze rozwiązanie. Doskonale zdawałem sobie sprawę z tego, że moja potęga mogła być nie tylko środkiem do ochrony istnień. Mogła również doprowadzić do ich zagłady. Jednak mój wybór nie oznaczał tego, że byłem szczęśliwy. Nieraz stawałem przed jednym z okien mojego domu i tęsknie spoglądałem w dal. Brakowało mi zwyczajnych rozmów, uśmiechu i obecności innej istoty. 

Pewnego dnia nieoczekiwanie zjawił się on, człowiek, który rozjaśnił mój ponury i smutny świat. Mimo że znał prawdę, nie bał się mnie i dobrowolnie zawarł ze mną przymierze. Stał się moim sługą, towarzyszem i kochankiem. Znów byłem szczęśliwy. Później na skutek kolejnych dobrych i złych wyborów zmuszony byłem zasnąć na kolejne 800 lat. W tym czasie wszystko się zmieniło, tylko on pozostał taki sam. Czekał na mnie i zapewnił miejsce, w którym mogłem zamieszkać i rzeczywistość, w której nie byłem skazany na samotność. Poznałem ludzkie istoty, które traktowały mnie jak jednego z nich. Zaznałem szczęścia, jakiego niedane mi było doświadczyć przez całe moje życie. Przysiągłem sobie wówczas, że obronię ich i uratuję świat, którego stałem się częścią. Zamierzałem tego dokonać nawet za cenę własnego życia. Nie sądziłem jednak, że ostateczna walka nastąpi tak szybko. 

Dzięki paktowi, który został zawiązany pomiędzy Ludźmi, Szlachtą i Wilkołakami, udało się pokonać Unię. Wprawdzie kilku jej przywódcom udało się zbiec, ale kwestią czasu było ich pojmanie i odebranie mocy, którą dysponowali. Niestety w czasie ostatniej walki, jeden z naszych sprzymierzeńców przekroczył barierę zła. Wiedziałem, że nie powinienem dopuścić do tego, żeby mroczna potęga nad nim zapanowała. Powinienem zaoponować w chwili, gdy prosił mnie o złamanie pieczęci, wiążących jego moce. Twierdził, że zapanuje nad nimi, gdy znajdzie się na samej granicy. Nie zdołał tego zrobić i stanął przeciwko siłom dobra.

Wiem, że za wszelką cenę muszę go powstrzymać. W przeciwnym wypadku jego mroczna siła zniszczy ten świat. Czuję, jak moje serce zamiera i kruszy się z powodu niewyobrażalnego żalu. Przede mną stoi istota, która w tej chwili pragnie zniszczenia i chaosu. Wciąż mam nadzieję, że wewnątrz niej tli się dusza tego, którego niegdyś mianowałem swoim sługą.

- Frankenstein - szepczę.
- Tak, Mistrzu? - Słyszę jego złośliwy głos.

Wiatr rozwiewa jego złociste włosy, odsłaniając twarz, na której pojawia się złośliwy uśmiech. Ciemniejące niebo przecina niezliczona ilość błyskawic. Gdy unosi dłoń, po chwili materializuje się w niej broń, która posiada niewyobrażalną siłę. To Mroczna Włócznia, która powstała z milionów ludzkich dusz. Do moich uszu dociera złowieszczy śmiech.

Los bywa strasznie przewrotny, ponieważ nie tak dawno jego usta szeptały miłosne słowa. Jego delikatne dłonie błądziły po całym moim ciele. Zawsze drżałem pod wpływem jego dotyku. Za każdym razem potrafił mnie rozpalić. Tylko przy nim zrzucałem maskę opanowania i obojętności. Tylko on widział mnie w takim stanie. Gdy czule mnie obejmował, stawałem się jego własnością. Doskonale potrafił wyczuwać to, czego w danej chwili potrzebowałem. Potrafił być czuły i okrutny zarazem, delikatny i brutalny. W tych jedynych chwilach stawałem się bezbronny, uległy i zależny wyłącznie od niego. Gdy nasze ciała splatały się i stawały jednością, świat przestawał istnieć. Byliśmy tylko my dwaj, nasze ciała i dusze połączone w miłosnej ekstazie. Później zawsze czule mnie obejmował i szeptał, jak wiele dla niego znaczyłem. Ja nigdy nie potrafiłem zdobyć się na szczerość i powiedzieć mu, że go kochałem nad życie. Wielokrotnie próbowałem, ale zawsze słowa zamierały w moich ustach. On się tylko uśmiechał i szeptał, że nie muszę niczego mówić, bo on i tak to wszystko wie.

Tak było zaledwie kilka dni temu. Teraz jego usta wykrzywia ponury grymas, a oczy pałają nienawiścią. Dziś pragnie tylko i wyłącznie mojej śmierci. 

Nagle zrywa się z miejsca i pędzi z niewyobrażalną prędkością w moim kierunku. W ostatnim momencie udaje mi się uniknąć jego ciosu. Wszystko trwa ułamki sekund, czego ludzkie oko nie jest w stanie uchwycić. Nie bronię się, tylko odskakuję i uchylam przed jego kolejnym atakiem. Powietrze przecinają kolejne cięcia jego Mrocznej Włóczni. Mrok wypełnia przestrzeń wokół nas. W jego oczach widzę żądzę krwi. Wiem, że mój przeciwnik zrobi wszystko, żeby mnie unicestwić. Wyczuwam nieczyste siły, które opanowały jego duszę i ciało. Złowroga materia sączy się z jego ciała i gna w moim kierunku. Próbuje mnie dopaść, żeby posiąść moje ciało, duszę i moc Noblesse. Po raz kolejny w ostatniej chwili odskakuję na bezpieczną odległość. Moja radość trwa tylko chwilę, gdyż dosięga mnie ostrze włóczni. Czuję, jak niegodziwa materia rozszarpuje moje ciało, które po chwili płonie z bólu. Czuję cierpienie dusz, które zapieczętowane zostały w mrocznym ostrzu.

- Tylko na tyle cię stać? Mistrzu? - Słyszę jego zniekształcony głos.

Moją głowę wypełnia tylko jedna myśl. Za wszelką cenę muszę go obudzić. Mam nadzieję, że nie wszystko jest jeszcze stracone i pozostała w nim odrobina człowieczeństwa. Wystarczy, że go dotknę. 

Próbuję się do niego zbliżyć, ale daremnie. Znów słyszę jego złowrogi śmiech. Dociera do mnie groza całej sytuacji. Przecież on doskonale zna wszystkie moje techniki i zdolności. Potrafi wyczuć to, co zamierzam zrobić. Nie pozwoli, żebym przywrócił mu człowieczeństwo. 

Nad moimi ramionami unoszą się pojedyncze krople krwi, które po chwili zmieniają się w krwawe ogromne skrzydła. Mam nadzieję, że mój przeciwnik się wycofa. Niestety słyszę tylko jego dudniący krzyk i po chwili mroczna siła mnie całkowicie pochłania. Czuję kolejne razy, które zadaje mi za pomocą Mrocznej Włóczni. Moje ciało wypełnia ból uwięzionych przez niego dusz. Ich krzyk i cierpienie mrożą krew w moich żyłach. Obejmuję głowę dłońmi i krzyczę. Czuję, jak po moich policzkach płyną łzy wymieszane z krwią. Próbuję odeprzeć ten atak, ale nie potrafię. Musiałbym użyć swojej mocy przeciwko niemu. Nie potrafię tego zrobić. Musiałbym go zabić. Nie mogę. Moje serce ściska strach, ponieważ nie jestem w stanie mu pomóc.

Po chwili opuszcza mnie jego mroczna moc. Z trudem utrzymuję się na nogach i zachowuję kamienny wyraz twarzy. Moja dusza wyje i rozpacza, widząc, co stało się z ukochaną osobą. Wiem, że moje ciało nie wytrzyma kolejnego podobnego ataku. Jest zbyt osłabione poprzednimi walkami. Słyszę swój przyśpieszony i świszczący oddech. Na chwilę przymykam oczy, żeby znaleźć się w ciemności, która jest moim ukojeniem. 

Ponownie spoglądam w kierunku istoty, która odbiera mi moje ostatnie siły życiowe. Od wieków wiedziałem, że jego mroczna potęga kiedyś dorówna mojej mocy. Zastanawiam się przez chwilę, czy gdybym miał możliwość cofnąć czas, to czy dokonałbym takiego samego wyboru? Pozwoliłbym mu stać się moim sługą? Uśmiecham się nieznacznie i znam odpowiedź na to pytanie. Wiem, że niczego bym nie zmienił.  

Spadają kolejne ciosy, które boleśnie mnie ranią. Czuję, że z każdą sekundą słabnę. Moje życie powoli dobiega końca. Przed śmiercią muszę dokonać jeszcze jednej rzeczy. Frankenstein odskakuje ode mnie i szykuje się do zadania śmiertelnego ciosu. Po chwili pędzi w moim kierunku i wbija we mnie swoją mroczną broń. Moje ciało rozrywa niewyobrażalny ból, który niemal odbiera mi zdolność logicznego myślenia. Krzyczę z bólu. Po chwili dotykam jego broni, która tkwi w moim ciele. Frankenstein próbuje ją ze mnie wyszarpać. Nie udaje mu się to. 

Uśmiecham się do niego, dotykam dłonią jego twarzy i szepczę:

- Frankenstein, obudź się.

Po chwili jego ciemne oczy nabierają blasku i patrzą na mnie z coraz większym przerażeniem. Mroczna moc opuszcza jego ciało i znika. Podobnie, jak Mroczna Włócznia, która do tej chwili tkwiła w moim ciele.
- Mistrzu?! - Słyszę ból w jego głosie.
- ... - Swoim zwyczajem nie odpowiadam.

Nie mam już siły stać, łapie się za pierś i zginam w pół. Przed upadkiem chronią mnie jego ciepłe dłonie. Po chwili tuli mnie do siebie i czuję na policzku jego gorące łzy.
- Mistrzu, przepraszam... - Łamie mu się głos.
- To już nieważne. - Silę się na zachowanie pogodnego wyrazu twarzy. Przychodzi mi to z wielkim trudem. Nie chcę jednak, żeby widział mój ból.
- Gdyby nie moja głupa żądza wiedzy, to... - Nie jest w stanie dalej mówić.
- Ludzkość od wieków dążyła do tego, żeby ją zdobyć. To nic złego.
- Ale...
- Frankenstein, zanim zasnę na wieki, chcę zobaczyć twój uśmiech.
- Gdybym cię posłuchał, mroczna siła nie opanowałaby mojego ciała. - Słyszę rozpacz w jego głosie.
- Wybacz mi, ale nie będę mógł cię już chronić.
- To było moim obowiązkiem, a ja omal cię nie zabiłem...
- Pozwól mi zasnąć. Nawet jeśli już więcej nie będę mógł oglądać tego świata. - Czuję, jak opuszczają mnie siły. 
- Mistrzu, znajdę sposób, żeby cię obudzić. Przysięgam.
- Zanim to się stanie, chciałbym ci coś powiedzieć. Frankenstein, koch... - Przerywa mi.
- Powiesz mi, kiedy się znów obudzisz.

Zamyka moje usta pocałunkiem, w którym wyraża wszystko to, co do mnie czuje. Po chwili ból opuszcza moje ciało. Po raz ostatni spoglądam na piękną twarz teko, którego na ludzki sposób pokochałem i zapadam w sen.

***

Podziemia jednej z ludzkich rezydencji skrywają pewien sekret, o którym nikt nie wie. W ciemnościach słychać stukot obcasów i dźwięk otwieranych drzwi. W nikłym świetle świecy po chwili pojawia się zarys przepięknej białej trumny. Tajemnicza postać klęka przy niej i dotyka dłonią zimnej powierzchni.

- Raizel... - Słychać cichy szept.




7 komentarzy:

  1. Wow. Płakam. I co dalej? Nie mów że tak to się skończy bo ja się nie zgadzam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. One Shot powstał na podstawie manhwy Noblesse, która cały czas jest publikowana. Swoją drogą gorąco ją polecam (powstały również dwa odcinki anime wzorowanego na niej).

      Kusi mnie, żeby napisać całe opowiadanie na podstawie Noblesse. Jednak na razie zbyt dużo jest niezakończonych przeze mnie opowiadań i dlatego tego nie zrobię.

      A ten one shot jest tylko jedną z moich wizji zakończenia publikowanej manhwy. Nie wykluczam, że jeszcze coś pojawi się jeszcze w klimacie Noblesse ;-).

      Usuń
  2. Jestem <3 Mój kochany Franek <3

    Serio, telepatia jakaś czy co? Zastanawiałam się dzisiaj właśnie, czy kiedyś coś jeszcze z nimi napiszesz, a tu proszę <3

    Aż się ciśnie na usta: ale śpioch z tego Raizela :D

    Jeeeezu, jak ja uwielbiam Frankensteina. Ten jego złośliwy uśmieszek to cały on.

    Ach, wspomnienia. Czyżbym czekała na kolejnego shocika i seksy? :D

    Tak mi żal Raizela :( mój boże, biedny on. Dlaczego ten shot jest taki smutny :( :( :(

    Fajnie napisane, takie fragmenty i sceny, kocham.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Noblesse jest po Kuroshitsuji moją miłością, więc na pewno nie raz jeszcze coś wrzucę.

      Tak, jak pisałam wyżej, chodzi mi po głowie, żeby napisać opowiadanie z nimi w roli głównej, ale aktualnie cierpię na brak czasu.

      Tak, straszny z niego śpioch :D. Chciałam pokazać moją wizję zakończenia manhwy i pominęłam mnóstwo różnych wątków, które się w niej pojawiły. Sądzę, że jej zakończenie może właśnie tak wyglądać. Jestem prawie pewna, że Raizel wykorzysta całą swoją moc i zapadnie w bardzo długi sen lub wcale się już nie obudzi.

      Shocik i seksiki - zawsze jest taka możliwość, powiem więcej - 100% pewność.

      Frankenstein <3 i Raizel <3

      Szczerze mówić to ten shot w ogólnym zarysie powstał już ponad miesiąc temu. Wreszcie go otworzyłam, naniosłam poprawki, dodałam zdjęcia i wrzuciłam :D.

      Smutny, bo sądzę, że historia Raizela sama w sobie jest już smutna. Może stworzę alternatywne zakończenie z wielką ilością cukru. Możliwe, że Frankenstein znajdzie sposób, żeby obudzić swojego śpiącego księcia (skojarzyło mi się z Akim - śpiąca kocia księżniczka :D). Zobaczymy :D.

      Usuń
  3. Ten bul przez U, kiedy tydzień czekasz na notkę i dostajesz taką z serii, której i tak nie czytasz ;-; Wybacz, nie czytam noblesse, bo nie znam tej mangi.
    Bul

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pracuję nad kolejną notką. Noblesse wpadło przez przypadek, po prostu miałam taki kaprys.

      Z kolejnej notki "Umowy" (perspektywa Marka) mam około połowy. Muszę się po prostu sprężyć, ale obecnie tłumaczę musical Kuroshitsuji (moje ukochane anime i manga - wiadomo skąd wziął się znak kontraktu na samej górze bloga).

      Jeszcze trochę cierpliwości, postaram się przyśpieszyć tempo i wrzucić w miarę szybko "Umowę".

      Usuń
    2. Luz, to było pół żartem ;) Wiadomo, nigdy nic dobrego nie wynika z pośpieszania autora

      Usuń