WAŻNE INFO:

KOMENTUJCIE, bo to bardzo motywuje XD.

niedziela, 7 maja 2017

Umowa - Rozdział 37 (Marco / Aki)

Rozdział 37 

MARCO


***
Niedziela
Ustanowiłem życiowy rekord w bluzganiu

Nie pobiegłem za nim. Nie zatrzymałem go. Po prostu pozwoliłem mu wyjść z mojego mieszkania. To była nasza pierwsza tak poważna kłótnia. Do tej pory nie reagowałem na różne mniejsze i większe występki Akiego, ale tym razem przegiął. Kurwa, no przegiął i nie było dla niego żadnego usprawiedliwienia. Wkurwiłem się i nie zamierzałem mu tego tak łatwo darować.

Ten gówniarz musiał wreszcie zrozumieć, że nie może ciągle zachowywać się, jak...

No właśnie, jak?
Gówniarz?
Dzieciak?
Nastolatek?
Kurwa, przecież nim był.

Ciągle starałem się nie dostrzegać tego, że był dwanaście lat młodszy ode mnie. Może cały kłopot tkwił właśnie w tym, że uważałem, iż panująca między nami różnica wieku, nie stanowiła żadnego problemu. Może jednak stanowiła? Może dlatego mieliśmy różne poglądy na to, co wydarzyło się rano w mieszkaniu Sho?

Przez całą drogę powrotną nie odzywaliśmy się do siebie. Teraz wiem, że była to tylko cisza przed burzą. Po powrocie do mojego mieszkania rozpętało się istne piekło. Aki wydzierał się i kurwił na wszystko, co było tylko możliwe. Początkowo starałem się zachować spokój, ale w końcu i ja nie wytrzymałem. Wkurzyłem się na niego. Gówniarz miał tupet, żeby nazwać mnie współwinnym całej tej sytuacji. Tym przegiął na maksa.

Nie miałem ochoty dłużej o tym myśleć. Wziąłem kilka piw z lodówki, wróciłem do salonu i rozwaliłem się na kanapie.

- Ja pierdolę, po prostu zajebiście - powiedziałem.

Otworzyłem piwo i pociągnąłem duży łyk prosto z butelki. W tej chwili miałem totalnie wywalone, czy jutro pojadę do roboty, czy też zostanę w domu. W sumie to wiedziałem, że pojadę, bo miałem kupę spraw do załatwienia. Czułem jebane poczucie obowiązku.

A może powinienem się rozchorować?
Kiedy ostatni raz wziąłem urlop na żądanie?

Uświadomiłem sobie, że chyba nigdy jeszcze nie zdarzyło mi się zawalić robotę. Zawsze odczuwałem głupią lojalność wobec firmy i jej prezesa. Swoją drogą niezły był z niego kutas. Zawsze to wiedziałem, ale nigdy nie sądziłem, że byłby w stanie wymyślić coś tak głupiego. Na moją prośbę przesłał mi na maila treść "umowy". To było już po mojej kłótni z Akim. Może gdybym przeczytał ją wcześniej, zrozumiałbym, czemu mój facet aż tak się wkurzył? Chociaż z drugiej strony wiele by to nie zmieniło. Aki bez względu na wszystko przeholował i nie było dla niego żadnego usprawiedliwienia. Zresztą moje tłumaczenie, że nie znałem wcześniej treści tego pojebanego dokumentu i tak do niego nie trafiało.

- Pierdolić ich wszystkich. Kurwa, ale dziś kurwię. - Zacząłem się cicho śmiać.

Włączyłem telewizor i zacząłem przerzucać kolejne kanały. Jak zwykle nie było niczego ciekawego do obejrzenia.

- Ja pierdolę, czy w tej jebanej telewizji kiedykolwiek leci coś ciekawego? Na chuj dostępnych jest tyle kanałów, skoro i tak nie ma, co oglądać?

W pewnym momencie złapałem się na tym, że nie widziałem tego, co przesuwało się na szklanym ekranie. Teoretycznie patrzyłem w kierunku telewizora, ale mój mózg zupełnie tego nie rejestrował. Czułem kompletną pustkę w głowie. Gdyby nie ta głupia kłótnia, Aki już dawno leżałby z głową opartą o moje kolana i czytał jakąś mangę. Spojrzałem na ławę, na której zalegał pokaźny stos komiksów o tematyce BL, no i oczywiście najnowszy tom Kuroshitsuji. Pomyślałem, że opierdoliłby mnie za nazwanie jego ukochanych mang komiksami. Na mojej twarzy przez chwilę zagościł gorzki uśmiech.

W domu panowała coraz bardziej wkurzająca mnie cisza. Westchnąłem, wstałem i ruszyłem do kuchni. Byłem głodny. Ponownie się wkurwiłem, gdy dotarło do mnie, że na kuchennym blacie postawiłem dwie szklani. Zrobiłem to odruchowo, ponieważ już od dłuższego czasu każdy weekend spędzaliśmy razem. Ostatnio Aki często wpadał do mojego mieszkania w trakcie tygodnia i zostawał na noc. Uświadomiłem sobie, że większość czasu spędzał w moim mieszkaniu i rzadko wracał do swojego domu.

Zrobiłem sobie herbatę i kanapki. Po chwili wróciłem do salonu. Pomyślałem, że bez Akiego moje mieszkanie nagle wydało mi się strasznie duże. Do tej pory nie zdawałem sobie sprawy z tego, że chłopak tak bardzo zdominował moje życie. Nieustannie słyszałem od niego coś w stylu: głodny jestem, napiłbym się czegoś, rusz się i chodź do sypialni, wypieprz mnie wreszcie, poznęcaj się nade mną, dotknij mnie, nie dotykaj mnie i tym podobne. Określenie "kocia księżniczka" idealnie do niego pasowało. Zachowywał się niczym kot, który łaskawie pozwalał się głaskać, a w zamian żądał oddania i pełnego serwisu.

Panująca cisza coraz bardziej działała mi na nerwy.

- Ja pierdolę - powiedziałem.

Nieoczekiwanie zacząłem się cicho śmiać. Właśnie uświadomiłem sobie, że pobiłem swój życiowy rekord. Jeszcze nigdy dotąd nie zdarzyło mi się, żebym jednego dnia wypowiedział na głos tyle przekleństw.

- Kurwa, jestem ostro popierdolony.

Wyłączyłem telewizor, zostawiłem niedojedzone kanapki i poszedłem się wykąpać. Niestety chłodna woda nie była w stanie mnie uspokoić. Nadal czułem się mocno nabuzowany i miałem nieodpartą ochotę na czymś albo na kimś się wyżyć. Gdyby Aki jakimś cudem został na noc, byłem pewny, że dziś urządziłbym mu niezapomnianą sesję.

- Kurwa, Marco uspokój się. Przestań w kółko myśleć o tym gówniarzu.

Położyłem się do łóżka i długo nie mogłem zasnąć. Brakowało mi gorącego ciała Akiego, które zwykle owijało się wokół mnie niczym bluszcz.

***
Poniedziałek
Nie dam się tak łatwo złamać

Z ledwością zwlokłem się z łóżka. Ból głowy dosłownie rozsadzał moją czaszkę i promieniował na całe ciało. Bez trudu domyśliłem się, co było przyczyną mojego fatalnego samopoczucie. Piwo i brak snu nie stanowiły zbyt dobrego połączenia. Niestety na wyrzuty sumienia było już stanowczo za późno. Wziąłem szybki prysznic i zawlokłem się do kuchni. Po chwili w pomieszczeniu unosił się zapach świeżo zaparzonej kawy w ekspresie. Tradycyjnie postawiłem dwa kubki na blacie i już miałem wydrzeć się na całe gardło, żeby Aki wreszcie podniósł dupę z łóżka, ale z przykrością uświadomiłem sobie, że przecież on nie spędził u mnie dzisiejszej nocy.

- Ja pierdolę - powiedziałem.

Moja podświadomość znów spłatała mi figla. Wytłumaczenie było szalenie proste. Ostatnio tyle czasu spędzaliśmy razem, że przyzwyczaiłem się do jego ciągłej obecności w moim mieszkaniu.

Westchnąłem, usiadłem przy stole i w samotności wypiłem kawę, której nawet nie posłodziłem. Jej smak był tak okropny, że aż skrzywiłem się z obrzydzenia, ale nie chciało mi się wstawać po cukier. Na szczęście kawa chociaż trochę uśmierzyła mój okropny ból głowy. Po raz kolejny analizowałem naszą wczorajszą kłótnię i postanowiłem, że nie odezwę się do niego. To on powinien zadzwonić i mnie przeprosić.

Spojrzałem na zegarek i uświadomiłem sobie, że miałem jeszcze mnóstwo czasu. Pomyślałem, że przez Akiego prawie zawsze wychodziliśmy spóźnieni. Gówniarz nigdy nie mógł się wygrzebać i ciągle musiałem go poganiać. Nie dość, że robiłem mu kawę, śniadanie i kanapki do szkoły, to jeszcze musiałem ciągle na niego wrzeszczeć, że ma się pośpieszyć. On tylko fukał na mnie z łazienki i do znudzenia powtarzał, że nie wyjdzie z domu nieuczesany i nieumalowany. Czasem miałem wrażenie, że był pod tym względem gorszy od kobiet.

Kiedyś wkurzony krzyknąłem na niego, że zetnę mu te jego długie kudły, które uparcie każdego ranka tapirował, układał i lakierował. Ciągle wkurzałem się na to, że po jego wyjściu z łazienki, nie można było tam wejść. Chyba że w masce gazowej. Aki wysyczał wówczas, że jeśli mu to zrobię, to on mi tego nigdy nie daruje i się zemści. Słodko wyglądał z oczami ciskającymi błyskawice w moim kierunku. Wszedłem do łazienki, przyciągnąłem go do siebie i wymruczałem:
- Jednak tego nie zrobię, bo...
- Bo? - zapytał, mrużąc oczy.
- Uwielbiam wplatać palce w twoje miękkie włosy i ciągnąć za nie, gdy się ostro pieprzymy. - Mocniej go objąłem.
- Zostaw mnie, bo się przez ciebie spóźnię!
- Chyba raczej ja przez ciebie.

Chciał się uwolnić z moich objęć, ale jego oczy podejrzanie rozbłysły. Pchnąłem go wówczas na pralkę i otarłem się swoim kroczem o wybrzuszenie jego spodni. Czułem, że mu się chciało, podobnie zresztą, jak i mnie.

- Spadaj - powiedział.
- Później - wymruczałem, całując go tuż za uchem.

Nasze nabrzmiałe penisy ocierały się o siebie przez materiał spodni. Coraz bardziej się nakręcałem. Obaj wiedzieliśmy, że go zerżnę tu i teraz. Moja dłoń powędrowała w kierunku guzika jego spodni i sprawnie go rozpięła.

- Idiota - szepnął.
- Zamknij się - odpowiedziałem.

Wpiłem się ustami w jego wargi i ostro zacząłem go całować. Nie miałem dziś czasu na czułe gesty i inne tego typu pierdoły. Na szczęście nie stanowiło to żadnego problemu, gdyż Aki należał do osób, które lubiły ostry seks. Gdy wsunąłem dłoń w jego bokserki, jęknął.

- Debilu, pierwszą mam matmę - szepnął.
- No i co z tego? - Wyswobodziłem jego stojącego penisa z ograniczającej go bielizny.
- Nie chcę się spóźnić - mruknął.
- Nie spóźnisz się. - Nie przerywając pieszczot, rozpiąłem swoje spodnie.
- Kretyn. - Usłyszałem.

Po raz kolejny pocałowałem go i po chwili zmusiłem, żeby się odwrócił i oparł dłońmi o pralkę.

- Jeśli nie przestaniesz mnie wyzywać, to zrobię to na sucho - powiedziałem.
- Nie odważysz się.
- Chyba jednak zrobię. Coś mi się wydaje, że muszę urządzić ci wreszcie jakąś małą sesję.

Moje dłonie przez chwilę błądziły pod jego bluzką i dotykały ciepłej skóry. Po chwili zsunąłem z niego spodnie razem z bokserkami i uderzyłem go mocno w tyłek.

- Małą sesję?! Sam kurwa jest mały - jęczał coraz głośniej.
- Zaraz poczujesz, jak bardzo jestem mały.

Roześmiałem się i rozsmarowałem ślinę na swoim fiucie. Po czym położyłem dłoń na jego plecach i przycisnąłem go mocniej do pralki. Był teraz pochylony i pięknie wypinał tyłek w moim kierunku. Pomyślałem, że z chęcią bym go teraz wysmagał szpicrutą lub pejczem. Niestety nie miałem tyle czasu.

Złapałem go za natapirowane włosy i zmusiłem, żeby odchylił głowę w moim kierunku. W tym samym momencie wsunąłem się w niego. Aki nie był w sanie powstrzymać krzyku, który echem rozbrzmiał w łazience.

- I jak kochanie? Chyba jednak nie jestem taki mały? - zapytałem, wysuwając się z niego i ponownie wbijając.

Odpowiedział mi kolejny krzyk.

- Kurwa, zapłacisz mi za to - syknął.
- Jeśli sądzisz, że twoje groźby robią na mnie jakiekolwiek wrażenie, to muszę cię rozczarować. - Znów wbiłem się w niego.

Nie oszczędzałem go i nie oszczędzałem siebie. Czułem pierwotną żądzę, którą musiałem rozładować. Pieprzyłem go, posuwałem, jebałem. Czułem, że był spięty. Nie było w tym nic dziwnego, ponieważ nie rozciągnąłem go. W tej chwili miałem to jednak gdzieś. Wiedziałem, że potem będzie bolał go tyłek i będzie na mnie fukał. Byłem również przekonany, że za chwilę i on odleci. Nie pomyliłem się. Z satysfakcją zauważyłem, że zaczął sobie trzepać i wreszcie powoli się rozluźniał. Ani na chwilę nie zmniejszyłem narzuconego tempa. Mało tego poruszałem się szybciej i brutalniej. Jego coraz głośniejsze jęki i sapnięcia oznaczały, że za chwilę dojdzie. To naprawdę był ostry, brutalny i szybki seks. Miałem ochotę dłużej go pomęczyć, ale czas nam się kończył. Wysunąłem się z Akiego i odwróciłem go przodem do siebie. Z nieskrywaną radością zauważyłem, że miał rozanielony wzrok i niezadowoloną minę.

- Obiecuję, że wieczorem porządniej cię zerżnę - pocałowałem go i klęknąłem przed nim.

Nie musiałem zbyt długo mu obciągać, bo zaledwie po kilku pieszczotach spuścił się prosto do moich ust. Wstałem i pocałowałem go głęboko. Odwzajemnił pocałunek, ale po chwili odsunął się ode mnie.

- Jesteś obrzydliwy - powiedział.
- Nadal nie lubisz smaku spermy? - zapytałem.
- Nie.
- No to masz problem.
- Niby czemu?

Spojrzałem na niego groźnie i wysyczałem:
- Jeszcze pytasz? Na kolana, suko.
Ponieważ nadal patrzył na mnie z niedowierzaniem, dodałem:.
- Nie zamierzam się powtarzać. Jeśli się nie pośpieszysz, to przysięgam, że spóźnisz się nie tylko na matmę.
- Tak, Panie - powiedziawszy to, klęknął przede mną.
- I lepiej żebyś się postarał.
- Tak, Panie. - Usłyszałem jego cichy szept.

Postarał się. Ja zresztą też, ponieważ żaden z nas się nie spóźnił. Tego dnia pewnie zapłaciłbym niezły mandat, gdyby jechała za nami policja. Na szczęście nie natknąłem się na żaden radiowóz. W samochodzie nabijałem się z Akiego, który przed wyjściem zmuszony był związać włosy w kitkę, ponieważ powiedziałem, że jeśli zamierza znów je tapirować, to wychodzę bez niego. Gdy podjechaliśmy pod jego szkołę, prychnął tylko, że wpadnie wieczorem i już go nie było.



- Ja pierdolę - powiedziałem, odganiając od siebie miłe wspomnienia.

Poniedziałek minął chujowo. Próbowałem zająć się robotą, ale moje myśli ciągle krążyły wokół Akiego. Chciałem nawet pogadać ze Sho, ale drania przez większą cześć dnia nie było w biurze. Było po prostu świetnie. Zajebiście. Gdy go potrzebowałem, to akurat ciągle miał jakieś biznesowe spotkania na mieście. Na szczęście jakimś cudem wytrwałem w swoim porannym postanowieniu i nie zadzwoniłem, ani nie napisałem do Akiego.

- Nie dam się tak łatwo złamać - szepnąłem.

Po robocie wróciłem do pustego domu i znów wkurzałem się na panującą w nim ciszę. Pomyślałem, że już zacząłem tęsknić za moją kocią księżniczką, mimo że minął zaledwie jeden dzień od naszej cholernie głupiej kłótni.

***
Wtorek
Jestem twardy, a przynajmniej tak sobie wmawiam

Wyszedłem z domu około siódmej rano. Wiedziałem, że w robocie zjawię się sporo przed wyznaczonym czasem. Gdy wsiadałem do samochodu i zapaliłem silnik, zauważyłem, że ktoś mnie obserwował. Jakiś gość w czapce z daszkiem stał po drugiej stronie ulicy i miałem wrażenie, że się na mnie gapił. Zgasiłem silnik i już zamierzałem wyjść z samochodu, ale koleś zakręcił się na pięcie i odszedł. Wzruszyłem ramionami, ponownie zapaliłem samochód i pojechałem do roboty. 

Pomyślałem, że właśnie zaczął się kolejny chujowy dzień bez Akiego. Chłopak nadal do mnie nie zadzwonił. Ja do niego zresztą też się nie odezwałem.

Gdy przechodziłem przez bramkę, ochroniarz obdarzył mnie zdziwionym spojrzeniem. Nie skomentowałem tego, bo wiedziałem, o co mu chodziło. Po prostu często wpadałem do biura na styk albo chwilę po czasie. Winę za to ponosił nie kto inny jak tylko mój słodziak.

- Też mi z niego słodziak. Chyba raczej obrażalski i wkurwiający gówniarz - powiedziałem, idąc korytarzem.

Znów miałem zrąbany humor. Po prostu genialnie.

Ruszyłem prosto do gabinetu Sho. Miałem ochotę z nim pogadać i trochę go powkurwiać. Zwyczajnie musiałem się na kimś wyżyć, a on był wręcz idealnym kandydatem do tego. Gdyby nie był takim sukinsynem, wszystko mogłoby być zupełnie inaczej. Nigdy mi się nie podobało, że nie darzyli się z Akim sympatią.

Sho nieraz pieklił się ze mną o to, że się spóźniałem i według niego dawałem cholernie zły przykład innym pracownikom. Pomyślałem złośliwie, że tym razem to ja się o to do niego przypierdolę. Zamierzał przecież wozić Nataniela na uczelnię każdego dnia. Z tego, co kojarzyłem, chłopak zaczynał zajęcia od ósmej i nie było szansy, żeby szanowny prezes, chcąc odwieźć swojego słodziaka na zajęcia, nie spóźniał się do roboty. Do tej pory był istnym wzorem punktualności, a nawet więcej, zwykle przychodził przed czasem. Wyjątek zrobił w czasie, gdy Nataniel miał egzaminy. Naprawdę był zakochanym głupcem, który nie chciał przyznać się do swoich uczuć.

Sekretarka, zgodnie z moimi przewidywaniami, powiedziała, że ten idiota jeszcze nie raczył zjawić się w biurze. Oczywiście nie nazwała go idiotą, tylko ja to zrobiłem w swoich myślach. Laska nie zareagowała na to, że wszedłem do biura jej szefa. I bardzo dobrze, bo nie miałem ochoty po raz kolejny z nią się o to pieklić. Przypomniało mi się, jak kiedyś dostała opierdol za to, że nie chciała mnie wpuścić. Uśmiechnąłem się złośliwie, ale po chwili zrobiło mi się jej szkoda. Byłem pewien, że nie miała łatwego życia z tym kretynem.

Usiadłem przy biurku, na którym panował idealny porządek. No przecież Pan Idealny musiał mieć idealny porządek. Ja pierdolę, zawsze mnie to w nim zadziwiało. Jak ktoś, kto miał tak popierdolone w głowie, mógł mieć wszystko tak dokładnie uporządkowane? Jak widać, mógł.

Znów zacząłem rozmyślać o Akim. Wkurzałem się na siebie, że zwykła kłótnia, może trochę bardziej burzliwa, mogła tak bardzo mnie zirytować. Byłem pewny, że jeszcze nieraz pokłócę się ze swoim facetem. I co wtedy zrobię? Znów będę wszystko rozpamiętywał? 
- Chłopie, ogarnij się. Masz już przecież trzydzieści lat na karku - powiedziałem.

Piętnaście po ósmej do gabinetu wkroczył Sho. Ze zdziwieniem zauważyłem, że nie wyglądał na zdenerwowanego. Na jego twarzy nadal widać było pozostałości po niedzielnej bójce z Akim. Ciekawiło mnie trochę, jak wytłumaczył się ze swojego wyglądu na wczorajszych spotkaniach biznesowych, ale mimo wszystko wolałem go o to nie pytać. Jego pogodny wyraz twarzy świadczył o tym, że nie pokłócił się z Natanielem po tym całym niefortunnym zajściu. A może do dziś zdążył się z nim już pogodzić? Bałem się, że chłopak oberwał od niego rykoszetem. Sho zdolny był do tego, żeby się na nim wyżyć. Postanowiłem, że później delikatnie podpytam się go o to.

Zadowolony stwierdziłem, że przez chwilę zapomniałem o Akim. Kurwa! Wcale nie zapomniałem, właśnie znów o nim pomyślałem. Właśnie w tym momencie. Dla mnie to nie było już chyba żadnego ratunku.

Sho zdjął elegancki płaszcz i powiesił go w szafie. Wolnym krokiem podszedł do biurka i ze złośliwym uśmiechem odezwał się do mnie:
- Zdaje mi się, że do wczorajszego dnia twój gabinet mieścił się gdzieś indziej. Czyżbym nie został o czymś poinformowany?
- Dzień dobry, panie prezesie - również odpowiedziałem mu złośliwym uśmiechem.
- Rozumiem, że pofatygowałeś się do mnie, żeby powiedzieć mi "dzień dobry"?
- Tak, szefie. - Nadal się do niego uśmiechałem.
- Skoro już to powiedziałeś, to...
- To?
- To zjeżdżaj z mojego fotela.

Nie zamierzałem mu tak łatwo odpuścić. Zamierzałem poprawić sobie nastrój, a że jego kosztem... Cóż nie moja wina, że padło akurat na niego.
- Odwiozłeś swojego słodziaka na uczelnię? - zapytałem.
- Tak. Co w związku z tym?
- Nic takiego. Po prostu muszę ci coś uświadomić - powiedziałem, stając przed nim.
Niestety był wyższy ode mnie, nad czym zresztą do tej pory bardzo ubolewałem.
- Co takiego? - Skrzyżował dłonie na piersi.
- Prezes powinien świecić przykładem i nie spóźniać się.

Zauważyłem, że mimowolnie drgnęły mu kąciki ust. Drań ledwo panował nad sobą. Byłem pewien, że jeszcze chwila i zacznie się ze mnie śmiać. Nie podobało mi się to, bo chciałem go wkurzyć, a nie rozśmieszyć. Z trudem zachował kamienny wyraz twarzy i usiadł przy biurku.
- Mój drogi asystencie, jako prezes mam przecież nienormowany czas pracy. Więc sam rozumiesz, że powszechnie obwiązujące godziny pracy mnie nie dotyczą. Innymi słowy... - przerwał.
- Niby co takiego?
- Mogę robić to, co żywnie mi się podoba. Poza tym już od dawna żaden z pracowników nie spóźnił się do pracy.
- Bo się zwyczajnie ciebie boją.
- To akurat ich problem, nie mój.
- Mhm...
- Nie. - Wyglądał tak, jakby właśnie coś analizował. - Jakby się nad tym dłużej zastanowić, to jest taki jeden facet, który od jakiegoś czasu ma kłopoty z punktualnością.

Obszedłem biurko i usiadałem naprzeciwko Sho.
- Doprawdy? I co zamierzasz z nim zrobić? - zapytałem.
- Mam pewien pomysł.

W tym momencie usłyszeliśmy ciche pukanie do drzwi.
- Wejść - odezwał się szanowny prezes. Nie mogłem powstrzymać się w duchu od tej głupiej i słabej ironii.

Do gabinetu weszła sekretarka. Niosła przed sobą tacę, na której znajdowały się dwie filiżanki z kawą i talerz z pokaźnych rozmiarów kawałkami ciasta. To było moje ulubione ciasto czekoladowe.

Gdy zostaliśmy sami, pierwszy odezwał się Sho:
- Przepraszam, że nie znalazłem wczoraj dla ciebie czasu.
- Nie prosiłem cię przecież, żebyś go znalazł - odpowiedziałem.
- Fakt. Po robocie próbowałem się do ciebie dodzwonić, ale nie odbierałeś, więc skapitulowałem.
- Ławo się poddałeś. Trochę to do ciebie nie pasuje, wiesz?
- Myślałem, że byłeś zajęty tresowaniem swojego kota.
- Niestety nie.

Pomyślałem, że obaj doskonale potrafiliśmy wyczuć tego drugiego. Czasem śmialiśmy się z tego, że chyba mieliśmy jakiś dodatkowy zmysł, czy coś w tym stylu. Nie byliśmy rodzonymi braćmi, ale obaj tak o sobie myśleliśmy. Chociaż nigdy nie padło to na głos. Sho doskonale mnie znał, podobnie jak ja jego. Bez trudu wyczuł, że coś mnie dręczyło. Pewnie dlatego kazał sekretarce zrobić kawę i przynieść ciasto. Może to było głupie, ale ja nigdy nie zapijałem smutków. Ja je zajadałem właśnie ciastem czekoladowym. Planowałem po robocie kupić jego wielką blachę.
- Skąd wiedziałeś, że mam chandrę? - zapytałem.
- Marco, ty wyczuwasz moje zmienne nastroje, a ja twoje. Tak już po prostu jest. Czemu? Nie mam pojęcia. Poza tym z tego, co mi wiadomo, wczoraj zjawiłeś się w biurze półgodziny przed czasem. Dziś również byłeś wcześniej. Mało tego pofatygowałeś się do mnie z samego rana, żeby mi podokuczać. Oznaczać to może tylko jedno. Coś cię gryzie.
- Masz rację - skapitulowałem.
- Gadaj.
- Nie masz dziś czasem jakiś ważnych spotkań?
- Mam, ale dopiero od dziewiątej.
- Nie musisz się do nich przygotować?
- Muszę.
- Więc zabieram ciasto i idę do siebie.
- Marco, po prostu ze mną pogadaj. Zawsze to ty mnie musisz cierpliwie słuchać, radzić i pocieszać. Chociaż raz pozwól mi się zrewanżować. Mów.
- Jakim cudem nie jesteś na mnie zły za niedzielę?
- Próbujesz zmienić temat, co?
- Mhm...
- Niech ci będzie. Na ciebie nie jestem zły. Jestem wkurwiony na Akiego.
- Za to, że cię pobił?
- Po pierwsze mnie nie pobił, a po...
- No, ale cię przecież walnął.
- Jezu, zamierzasz to teraz analizować?
Mimowolnie parsknąłem śmiechem.
- Powiedzmy, że lista przewinień twojego faceta znacznie się wydłużyła. Mam nadzieję, że kiedyś nadarzy się okazja, żebym mógł się na nim zemścić - powiedział.
- Rozumiem, jesteś na niego zły za to, co powiedział Natanielowi? - Nagle mnie oświeciło.
- A ty niby nie?
- Między innymi o to się pokłóciliśmy.
- Aki nie miał prawa nazywać tak Nataniela. Wiedział, czemu Nataniel podjął taką decyzję, poza tym jest przecież jego najlepszym kumplem.
- Masz rację. Wiesz, że ty nie jesteś wcale lepszy od Nataniela?
Sho udał, że nie słyszał mojego pytania i kontynuował:
- Rozumiem, że próbowałeś z nim o tym pogadać.
- Nie dało się. A swoją drogą, wyjaśnij mi jakim cudem stworzyłeś tak popierdoloną umowę?
- Trochę czasu mi to zajęło.
- Nie muszę ci mówić, że pod tym kątem zgadzam się z Akim.
- Nie, nie musisz. Powiedz mi, o co dokładnie się pokłóciliście.

Krótko streściłem moją kłótnię z Akim. Starałem zachować spokój, ale było to dla mnie bardzo trudne. Złapałem się na tym, że ścisnąłem dłoń tak bardzo, że aż zbielały mi kostki. Sho nie skomentował tego, tylko cicho wciągnął powietrze.
- Nieraz ci już powtarzałem, że Aki jest rozwydrzonym dzieciakiem i jeśli chcesz z nim być, to musisz go wreszcie okiełznać - powiedział.
- Łatwo ci mówić. Nie jestem taki jak ty.
- Przecież nie musisz być taki jak ja. Twój problem polega na tym, że jesteś dla niego za miękki i on to wykorzystuje. Możliwe, że robi to nieświadomie, ale nie zmienia to faktu, że właśnie tak jest.
- Sam nie jesteś lepszy wobec Nataniela. Zmieniłeś się.
- Nati ma inny charakter. Nie chcę go skrzywdzić.
- Pierdolisz jak zawsze. Niby nie chcesz go skrzywdzić, ale świadomie czy nie i tak to robisz.

Upiłem łyk kawy i zająłem się pałaszowaniem pysznego ciasta.
- Nie wiem, co powinienem teraz zrobić - powiedziałem cicho.
- Przetrzymaj go.
- Niby jak?
- Kiedy za bardzo się przejmujesz, tracisz zdolność logicznego myślenia.
- Dzięki.
- Nie ma sprawy.
- To był sarkazm.
- Wiem. Posłuchaj, nie dzwoń do niego i nie pisz. Poczekaj na jego kolejny ruch.
- Łatwo ci mówić - mruknąłem.
- Marco widzę, że znów wpadłeś. Jesteś pewny, że on jest właśnie tym jedynym?
- Tak.
- Kiedyś już też tak mówiłeś.
- Ostatnią rzeczą na jaką mam teraz ochotę, to rozmawiać o mojej przeszłości.

Gdyby spojrzenie mogło zabijać, Sho leżałby martwy u moich stóp. Każdemu wydawało się, że byłem typem wesołego faceta, który łatwo się zakochiwał i odkochiwał. To nie była do końca prawda. Nie zamierzałem jednak nikogo wtajemniczać w sprawy, które dotyczyły mojej przeszłości.

Na szczęście naszą dalszą rozmowę, przerwał dzwonek telefonu. Sekretarka poinformowała Sho, że właśnie zjawili się potencjalni kontrahenci. Sho lekko się zirytował, ponieważ nie lubił, gdy ktoś zjawiał się za wcześnie. Nie lubił również na nikogo czekać. To była kolejna jego pokręcona cech.

Dopił kawę, wziął jakąś teczkę z szuflady i ruszył w kierunku drzwi.
- Załatwię ich w piętnaście minut. Poczekaj na mnie.
- Daj spokój. Mam sporo roboty. Nie wiem, czy wiesz, ale mój szef to straszny tyran i ciągle muszę odwalać za niego robotę.
Chyba wypadłem mało przekonująco, bo usłyszałem:
- Pójdziesz ze mną. - Bardziej to było stwierdzenie niż pytanie.
- Po co?
- Nie jestem dostatecznie przygotowany.
- Pierdolisz.
- Nie przeczytałem wszystkich materiałów, jakie mi przesłałeś. Potrzebuję cię.
- Naprawdę sądzisz, że ci uwierzę?
- Przecież wiesz, że jeśli chodzi o firmę, to zawsze jestem śmiertelnie poważny.
Wiedziałem, że blefował. Sho był profesjonalistą i zawsze był świetnie zaznajomiony z przygotowanymi przeze mnie dokumentami. Wszystko dokładnie analizował, gdyż uważał, że nie może pozwolić sobie na żadne błędy.
- Chcesz mnie czymś zająć, prawda? - zapytałem.
- Tak.
Cały dzień upłynął nam na kolejnych spotkaniach biznesowych. Myślałem, że może chociaż obiad zjemy we dwóch i trochę pogadamy. Niestety okazało się, że Sho był umówiony na biznesowy lunch. Oczywiście zmusił mnie, żebym i tym razem z nim poszedł. Ten debil bezczelnie mnie zaszantażował. Powiedział, że jeśli z nim nie pójdę, to on to wszystko pierdoli i zostaje w biurze. Nie chciałem sprawdzać, czy byłby zdolny to zrobić. Ostatecznie poszedłem na ten lunch. Jedynym plusem było dobre jedzenie i to, że mało myślałem o swoich problemach. 

Po robocie wróciłem do domu, mimo że Sho przekonywał mnie, żebym przenocował u niego. Nie miałem na to ochoty, gdyż trochę bałem się spojrzeć w oczy Natanielowi. Źle się czułem z tą całą zaistniałą sytuacją. Niby nie była to moja wina, ale mimo wszystko uważałem, że byłem za to współodpowiedzialny.

Przed snem znów myślałem o Akim i po raz chyba tysięczny sprawdziłem telefon. Niestety chłopak nadal się do mnie nie odezwał.   

 ***
Środa
Chyba obiecałeś sobie, że się nie złamiesz

Cholera jasna, nadal ze sobą nie gadaliśmy. Coraz bardziej brakowało mi jego irytującej obecności. Kolejny dzień mijał mi w ekspresowym tempie. Oczywiście odpowiedzialny za to był nie kto inny jak mój szef. Przez wczorajsze spotkania, w których musiałem uczestniczyć, niczego nie zrobiłem. Mało tego, musiałem jak najszybciej nadrobić nie tylko wczorajsze zaległości, zająć się również kolejnymi sprawami. Sho kilka razy wpadł do mnie i próbował wyciągnąć mnie z biura, ale za każdym razem kazałem mu spadać. Szalenie rozbawiło go, gdy w pewnym momencie powiedziałem mu, że nigdzie nie idę, bo mój szef w końcu się na mnie wnerwi i zwolni za zawalanie roboty. Praca pochłonęła mnie tak bardzo, że nawet nie zauważyłem, kiedy minęło południe. 

Ostatecznie dałem się wyciągnąć Sho na obiad do jakiejś nowej restauracji.
- Nie jedziesz po Nataniela? - zapytałem.
- Jadę, ale dopiero wieczorem, kiedy skończy zajęcia - odpowiedział.
- Myślałem, że każdego dnia będziesz go zawoził i odbierał z uczelni.
- Zwariowałeś? Przecież chłopak ma dwadzieścia lat i nie potrzebuje niańki.
- A to ciekawe.
- Niby co?
- Czasami właśnie tak się zachowujesz.
- Jak niańka? Powaliło cię? 
- Dobra, powiedz mi lepiej, jak się między wami teraz układa.
- Nijak.
- Nie wmówisz mi, że w niedzielę nie odwaliłeś czegoś głupiego.
- To już jest mało istotne. Było, minęło.
- Jeśli nie chcesz, żebym ci jęczał na temat mojej kłótni z Akim, to lepiej gadaj.

Kiedy opowiedział mi o tym, jak wydarł się na Nataniela, mogłem skwitować to tylko jednym zdaniem:
- Ty naprawdę jesteś debilem.
- Nazwałeś mnie tak już tyle razy, że nie robi to już na mnie żadnego wrażenia - stwierdził obojętnym tonem.
- Ja myślę, że po prostu uświadomiłeś sobie wreszcie oczywistą prawdę.
- Jaką?
- Że nim faktycznie jesteś.
- Nie masz pojęcia, jak bardzo działasz mi na nerwy.
- Dobra, skończmy te uprzejmości. Co było dalej?
- Pojechałem do agencji towarzyskiej.
- Kurwa, co zrobiłeś?! - Wszystkiego się po nim spodziewałem, ale tego akurat nie.
- Zamknij się, przez ciebie ludzie się na nas gapią jak na debili.
- Nie, ty nie jesteś debilem. Ty jesteś popierdolonym chujem. Jak mogłeś zrobić coś takiego Natanielowi?
- Skończyłeś? Chcesz, żebym mówił dalej?
- Błagam, tylko oszczędź mi szczegółów.
- Z nikim się nie przespałem, jeśli to masz na myśli.
Ze zdziwienia, aż uniosłem brew.
- Poważnie?
- Nie, kurwa na żarty.
- Przecież jeszcze nie tak dawno byłeś stałym bywalcem tego typu miejsc. Nie skorzystałeś z nadarzającej się okazji? - podpuszczałem go, żeby powiedział mi prawdę.
- Tez jestem zdziwiony. Nie tylko to zmieniło się w moim życiu. Chociażby to, że nigdy nie pociągali mnie mężczyźni.
- To akurat jest zrozumiałe, zważywszy na twoją przeszłość.
- Dokładnie.
- Więc, czemu tego nie zrobiłeś? - Tak naprawdę, to znałem odpowiedź na to pytanie, ale chciałem, żeby ten idiota powiedział to na głos.
- Przez Nataniela. Po prostu nie mogłem.
- Zakochałeś się.
- Nie wiem - powiedział tak, że ledwo go usłyszałem.
- Sho, kiedy to wreszcie zrozumiesz. On cię kocha, ty kochasz jego, czemu nie możecie być szczęśliwi?
- To nie jest takie proste.
- Kurwa, krzywe. Co było dalej? Pojechałeś do agencji, gdzie do niczego nie doszło. I?
- Gdy wróciłem do domu, opowiedziałem o wszystkim Natanielowi.
- Jesteś niemożliwy. Przyznałeś się facetowi, który cię kocha, że pojechałeś go zdradzić?
- Musiałem to zrobić.
- Czyżbyś odczuwał wyrzuty sumienia?
- Może trochę. Poza tym chłopak dopytywał się, gdzie byłem przez cały dzień.
- Nie mogłeś go jakoś oszukać. Powiedzieć, że pojechałeś do roboty.
- Nie.
- Wkurza mnie już to całe wyciąganie wszystkiego od ciebie. Czemu tego nie zrobiłeś?
- Nie chcę go okłamywać.
- Poczekaj, skoro nie gziłeś się z żadną laską, a seks z facetem, oczywiście poza Natanielem, nadal nie wchodzi w grę, to gdzieżeś ty był?
- Siedziałem na plaży.
- Jak za dawnych lat?
- Mhm.
- Kiedyś ciągle tam przesiadywałeś. 
- Chyba miałem głupią nadzieję, że z nieba zstąpi na mnie mądrość bogów i będę wreszcie wiedział, co powinienem zrobić.
- I co? Zstąpiła?
- Bardzo śmieszne.
- Coś mi się wydaje, że chyba się pogodziliście.
- Tak jakby.
- Czyżbyś zafundował Natanielowi jakąś małą sesję?
- Nie. Tym razem to był czuły i romantyczny seks.
- Nie poznaję cię.
- Ja siebie też nie poznaję.
- I nie było w nim ani trochę dominacji? Przyznaj się.
- Nie, nie było. 
- Czyli spełniłeś moje polecenie. - Wyszczerzyłem się do niego.
- Nawet dwa razy - mruknął.
- Dwa razy?!
- Przed akcją, którą odstawił Aki, również kochałem się z Natanielem w taki sposób.
- Również bez żadnej dominacji?
- Nie, wiesz, co to jest kontrola oddechu?
- Nie mów, że podduszałeś Nataniela?
- Szczerze mówiąc, to mój fetysz. Niestety niewiele osób godzi się na coś takiego.
- A Nataniel? Nie protestował?
Sho uśmiechnął się nieznacznie i byłem pewien, że właśnie miał przed oczami tamtą scenę seksu.
- Jeśli chcesz, to opowiem ci wszystko z najdrobniejszymi szczegółami.
- Niekoniecznie. W każdym razie dobrze, że się pogodziliście. Nataniel to dobry chłopak i myślę, że pasujecie do siebie.
- Strasznie. 
- Poważnie.
- Gadałeś z Akim? - Sho nieoczekiwanie zmienił temat.
- Jeszcze nie. 
- Męczy cię to, co?
- Kurwa, a ciebie by nie męczyło?!
- Naprawdę nieźle wpadłeś.
- Odwal się.
- Marco, martwię się o ciebie.
- Wiem - mruknąłem.
- Nie chciałbym, żebyś kiedykolwiek przez niego musiał cierpieć. Może to dobry moment, żeby to zakończyć?
- Straciłem apetyt - powiedziałem wkurwiony.
Zamierzałem wstać, ale Sho złapał mnie za rękę i zmusił, żebym usiadł z powrotem przy stole.
- Przepraszam. Nie denerwuj się tak. - Usłyszałem.
- Odwal się.
- Z niechęcią to powiem, ale skoro tak bardzo cię to męczy, to zadzwoń do niego.
- Wczoraj gadałeś zupełnie coś innego.
- Jeśli masz się dalej wkurzać i to przeżywać, porozmawiaj z nim.
- Jasne, a potem będziesz się ze mnie naśmiewał, że jestem mięczakiem.
- Tylko trochę.
- Poczekam do jutra. Może sam się do mnie wreszcie odezwie.

Tego dnia Aki również nie zadzwonił, ani nie przysłał mi żadnej wiadomości. Ciągle powtarzałem sobie w myślach, że kilka dni temu obiecałem sobie, że się nie złamię.

 ***
Czwartek
Zaczynam się łamać

Wróciłem z roboty do cholernie pustego mieszkania. Coraz bardziej mnie nosiło. Przed wyjściem z biura, dopadł mnie Sho i znów zaproponował, żebym u niego spał, ale go wyśmiałem. 
- Twoja propozycja brzmi bardzo kusząco, ale nie dam ci się znów tak łatwo wyruchać - powiedziałem, patrząc na niego.
- Debil. - Widziałem, że wcale nie było mu do śmiechu.
- Wyluzuj, dam sobie radę.
- Jakbyś chciał pogadać, to...

- Tak, tak... Zadzwonię - dokończyłem za niego.
- Jeśli będziesz chciał, to przyjadę do ciebie.
- Obiecuję, że nie zrobię niczego głupiego. Zresztą obaj wiemy, że ty masz całkowity monopol na robienie różnych głupot.
- Nie zaczynaj - mruknął.
- Daj spokój, zadzwonię, jeśli będzie trzeba. Nie martw się - powiedziałem poważnie.

Niestety nie było mi tak bardzo do śmiechu, gdy przekroczyłem próg pustego mieszkania. Gdy wracałem z biura, Aki zwykle wylegiwał się na kanapie. Coraz bardziej brakowało mi tego dzieciaka. Może powinienem się złamać i zadzwonić do niego? Przecież jestem starszy i tym samym mądrzejszy od niego. Najwyżej później bym się z niego naśmiewał, że zachowuje się jak gówniarz. Po chwili odgoniłem od siebie te niedorzeczne myśli. 

W pewnym momencie zacząłem się zastanawiać nad tym, czy Aki czasem się mną nie bawił. Może po prostu świetnie bawił się moim kosztem? Może podniecał go seks ze starszym mężczyzną i dlatego tak długo ze mną był? Na pewno miał niezłą radochę z tego, że ciągle wokół niego skakałem. Musiałem przyznać, że podobało mi się to, jak ciągle o niego dbałem i go rozpieszczałem. Po chwili pomyślałem, że pewnie związek ze mną stanowił tylko krótki epizod w jego życiu i znalazł sobie kogoś nowego.
- Nie, to niemożliwe. Aki przecież taki nie jest - powiedziałem.

A może znalazł sobie nowego Pana? Cholera. Przecież poszedł ze mną do łóżka, już podczas naszego pierwszego spotkania. Pozwolił mi zdjąć obrożę, którą wtedy nosił. Na Święta podarowałem mu inną, której miał nigdy nie zdejmować, ale... zakładał ją tylko, podczas naszych sesji. Twierdził, że za bardzo zwracała na siebie uwagę i nie może nosić jej codziennie. Niestety miał rację. Po raz kolejny wkurzyłem się na siebie za to, że nie do końca przemyślałem tamten zakup. Obroża wprawdzie idealnie do niego pasowała, ale nie mógł jej nosić do szkoły. Jakiś czas temu postanowiłem kupić mu nową. Poczyniłem już nawet pewne kroki, w tym kierunku. Sądziłem, że w ciągu następnych kilku dni powinien zjawić się kurier z zamówionym przeze mnie towarem.

Tylko, na co mi nowa obroża, jeśli nie będę miał jej komu założyć? - Moje myśli coraz bardziej mnie dobijały.

Z braku lepszego zajęcia wziąłem się za porządki w nieużywanym do tej pory pokoju. Już od jakiegoś czasu chciałem urządzić w nim sypialnię dla Akiego. Miałem nadzieję, że po maturze zgodzi się ze mną zamieszkać. Planowałem zaproponować mu coś takiego w chwili, gdy odbierze świadectwo maturalne. Niestety teraz nie byłem taki pewny, czy to był dobry pomysł. Skoro tyle czasu wytrzymał beze mnie, to pewnie już do mnie nie wróci.

Włączyłem głośny remix i zająłem się opróżnianiem kolejnych kartonów i przeglądaniem leżących w nich rzeczy. Wiedziałem, że już wcześniej powinienem uporządkować cały ten bałagan, ale nie miałem czasu, albo po prostu mi się nie chciało. Potem w moim życiu pojawił się Aki i miałem o wiele ciekawsze rzeczy do roboty, niż przeglądanie starych pudeł.

Siedziałem na podłodze i zastanawiałem się, co powinienem zostawić, a co od razu wywalić. W pewnym momencie oparłem się o ścianę i wróciłem myślami do minionych dni. Nie chciałem o tym myśleć, ale to było silniejsze ode mnie. Przypomniałem sobie, że obawiałem się trochę, że Sho albo Aki coś odwalą. Nigdy nie darzyli się zbytnią sympatią i czułem, że raczej prędko to się nie zmieni. Na szczęście moje obawy okazały się bezzasadne.  Sobota minęła na wspólnej grze, rozmowach i śmiechach. Nawet Sho trochę wyluzował i pozwolił, żeby Nataniel go pocałował. Czułem, że chyba to był ich "taki" pierwszy pocałunek. Potem Aki zwrócił uwagę na to, że Sho potrafił być delikatny dla Nataniela. Czule się nim zajął, jak biedak usnął na kanapie w sali kinowej. Ja również musiałem się zająć moim słodziakiem, bo chłopak nieźle się schlał. Mimo że nie był w stanie prowadzić samochodu tak, żeby ten jechał prosto, to i tak upierał się, że dalej będzie grał. Rozmowa, jaką wtedy prowadziliśmy, była bardzo urocza:
- Rusz się wreszcie, idziemy spać - powiedziałem.
- Nie ma mowy. - Usłyszałem.
- Twój wybór.
- Jezu, jesteś gorszy od mojej matki.
- Nie pierdol, tylko wstawaj.
Aki wyciągnął ręce w moim kierunku i odezwał się słodkim głosem:
- Weź mnie na ręce.
- Niby czemu?
- Bo nie mam siły?
- Trzeba było tyle nie pić.
- Trzeba było tyle nie pić - przedrzeźniał mnie.
- Nie zamierzam cię nigdzie nosić.
- Tamten kretyn wziął Nataniela na ręce.
- No i co z tego?
- Mógłbyś wziąć z niego przykład.
- Poważnie? Więc zapraszam cię do pokoju zabaw. Jeśli chcesz, to możemy właśnie tam spędzić dzisiejszą noc.
- Jezu, już wstaję. Jakoś nie mam ochoty spać w tamtym pokoju.
Powiedzmy, że podniósł się o własnych siłach i sam wszedł na górę. Powiedzmy, że nie musiałem mu pomagać. Podobnie sam się wykąpał. 
- Wypieprz mnie. - Usłyszałem, gdy prowadziłem go w kierunku łóżka.
-  Daj spokój, jesteś pijany. Idź spać.
- Wypieprz mnie - powtórzył.
- Mogę ci raczej wpieprzyć za to, że się schlałeś.
- To najpierw mi wpierdol, a potem mnie wypierdol.
- Jesteś pijany. Idź spać. - Starałem się zachować spokój.
- Jeśli tego nie zrobisz, to ja ci dziś wpierdolę, a potem cię zerżnę.

W tym momencie coś we mnie pękło. Przestałem nad sobą panować. Postanowiłem, że spełnię marzenia tego gówniarza. Podszedłem do niego i złapałem go za włosy.
- Coś ty powiedział, suko? - zapytałem zimnym głosem.
Pchnąłem go w kierunku ściany i odwróciłem do niej przodem.
- Radzę ci mocno oprzeć się na dłoniach.
Z wahaniem spełnił moje polecenie. Po dawnych objawach nietrzeźwości nie było już śladu. Może momentalnie wytrzeźwiał, a może po prostu udawał? Miałem to gdzieś.
- Czyżby właśnie odezwał się w tobie domin?
- Zamknij się.
- A jeśli nie, to co mi zrobisz?
- Szeroko nogi. - wysyczałem i rozepchnąłem jego nogi swoją stopą.

Wyciągnąłem pasek z moich spodni i stanąłem w odpowiedniej odległości.
- Jak myślisz? Ile wytrzymasz bez wydania żadnego dźwięku? - zapytałem.
Nie czekając na jego odpowiedź, mocno uderzyłem go w pośladki. W pokoju rozległ się szybki świst i dźwięk pasa uderzającego o jego nagą skórę. Zauważyłem, że się lekko spiął, ale nie wydał żadnego dźwięku. Uderzyłem go znów, tym razem dużo mocniej. Z satysfakcją zobaczyłem czerwony ślad na jego krągłych pośladkach. Podszedłem do niego i pomasowałem jego tyłek. Cicho syknął pod wpływem mojego dotyku.
- Przypominam, że za ścianą śpią Nataniel i Sho. Chyba nie chcesz ich obudzić, prawda? Suko?
- Tak...
- Nie słyszę.
Uderzyłem go tym razem otwartą dłonią, która mnie zapiekła od zadanego mocnego razu. 
- Tak, Panie - wysyczał.

Znów odsunąłem się od niego i kilka razy uderzyłem pasem. Dawkowałem siłę kolejnych uderzeń tak, żeby nie mógł przewidzieć ich mocy. Lekkie, mocne, delikatne, silne... Dzięki temu, kiedy nieco rozluźniał mięśnie, byłem dla niego brutalny i z radością słuchałem, jak coraz głośniej wciągał powietrze. Gdy jego tyłek pokryty był czerwonymi pręgami, podszedłem do niego i odwróciłem przodem do siebie. Przez chwilę patrzyłem na niego, a potem wpiłem się w jego usta. Smakował piwem. Odwzajemnił mój pocałunek i po chwili położył dłonie na moich ramionach. Złapałem je i skrzyżowałem tuż nad jego głową, ponownie przypierając go do ściany.
- Nie pozwoliłem ci na to - syknąłem.
- Wybacz, Panie.

Pożądanie, jakie dostrzegałem w jego oczach, sprawiało, że powoli traciłem zmysły i pragnąłem go coraz bardziej. Byłem ostro popieprzony, ponieważ zamierzałem zerżnąć Akiego w łóżku Nataniela.

Całowaliśmy się, lizaliśmy, potykaliśmy i zmierzaliśmy w kierunku łóżka. To było istne szaleństwo. Zwierzęcy instynkt. Pożądanie. Pierwotne instynkty. Byliśmy spragnieni swoich ciał tak, jakbyśmy nie kochali się co najmniej przez miesiąc. Pchnąłem Akiego na łóżko i położyłem się na nim, opierając się na przedramionach. Całowałem go, wpychałem język do jego ust i pożądałem go coraz bardziej. W końcu zmusiłem go, żeby przewrócił się na brzuch. Poszedłem po pas, który leżał pod ścianą i usiadłem Akiemu na udach. Złapałem go za przeguby, wykręciłem mu dłonie do tyłu i związałem je pasem. 
- Nie ruszaj się stąd - powiedziałem.
- Bardzo zabawne.
- Jak miałeś mnie nazywać? - Uderzyłem go w czerwoną dupę. Odpowiedział mi cichym jękiem.

Poszedłem do łazienki i przyniosłem jakiś balsam do ciała. Pomyślałem, że ostatecznie może posłużyć za lubrykant. 
- Szerzej nogi, suko.
- Tak wystarczy, Panie? - Udałem, że nie usłyszałem sarkazmu w jego głosie.
Wylałem trochę balsamu na dłoń i dokładnie rozsmarowałem go w wiadomym miejscu.
- Kurwa, co to za zapach? - zapytał.
- A skąd mam to niby wiedzieć? Wziąłem pierwszy lepszy balsam do ciała.
- Popierdoliło cię do reszty?
- Zamknij się!

Umiejscowiłem się nad bezbronnym ciałem mojego słodziaka i jednym płynnym ruchem w niego wszedłem. Zawył, ukrywając twarz w poduszce.
- Skoro ci wpieprzyłem, to teraz cię wypierdolę. A może masz coś przeciwko?
Odpowiedział mi zduszony przez poduszkę jęk.
Złapałem Akiego za włosy i zmusiłem, żeby odsunął głowę od poduszki. Posuwałem go coraz szybciej i brutalniej. 
- Możesz krzyczeć, jeśli chcesz - odezwałem się złośliwie.
- Pierdol się - powiedział przez zaciśnięte zęby.
- Właśnie ciebie pierdolę, suko. - Nie byłem mu dłużny.

Przywarłem całym ciałem do jego pleców i coraz większą satysfakcją słuchałem jego głośnych jęków. Wchodziłem w niego i wychodziłem. Szybciej, wolniej, płytko i głęboko. W pewnym momencie przestałem panować nad sobą i moje ruchy zaczęły stawać się coraz bardziej chaotyczne. Aki wił się pode mną i jęczał głośno. On też chyba tracił nad sobą kontrolę. Wiedziałem, że było mu niewygodnie z dłońmi związanymi za plecami, ale sam się o to prosił.
- I jak? Dojdziesz od samego pieprzenia w dupę? A może mam okazać ci litość, suko? - zapytałem.
Nie był w stanie mi odpowiedzieć. Rozsunął szeroko nogi, dając mi tym samym możliwość głębszej penetracji. Czułem, że zaciskał się na moim fiucie, a jego ciało napinało się coraz bardziej. Docisnąłem go mocniej do łóżka i minimalnie zmieniłem kąt penetracji. Odpowiedział mi głośnym krzykiem. 
- Zabiję cię za to - wysyczał.
- Później, teraz dojdź dla mnie.
Usiadłem na nim i wchodziłem w niego aż po same jądra. Jego ciało zaczęło dygotać. Mocno szarpnąłem go za włosy, na co zareagował kolejnym jękiem. Tak, on uwielbiał ból i poniżenie, a ja uwielbiałem się nad nim pastwić. Znów się nad nim pochyliłem i zasłoniłem dłonią jego usta. Jednocześnie mocno się w niego wbiłem. Przekręcił się nieco na bok i spojrzał na mnie zamglonym spojrzeniem. Pocałowałem go. Po chwili poczułem, że jego ciało zaczęło dygotać.
- Poproś - powiedziałem, zwalniając.
Jęknął przeciągle i spróbował mocniej nabić się na mojego fiuta. Pozycja, w jakiej leżał i to, że miał związane ręce nie pozwoliły mu na to.
- Poproś - odezwałem się znów.

Kurwa, poproś, bo dłużej nie wytrzymam - krzyczało w mojej duszy.

- Proszę. - Usłyszałem pomiędzy jego kolejnymi głośnymi jękami.

Nie zareagowałem, ponieważ wiedziałem, że stać go było na więcej. Nadal bardzo wolno, wręcz cholernie wolno, się w nim poruszałem.

- Kurwa, Panie błagam... - W jego głosie usłyszałem desperację.

Postanowiłem, że nie będę siebie i jego dłużej dręczył. Przyśpieszyłem i po chwili poczułem, jak jego ciałem wstrząsnęły kolejne dreszcze. Przymknąłem oczy, odchyliłem głowę do tyłu i spuściłem się w jego tyłku. Wiedziałem, że za to później nieźle oberwę. Kiedy pokłady mojej spermy wystrzeliły w jego wnętrzu, Aki zacisnął mięśnie odbytu i doszedł z głośnym krzykiem. Byłem pewny, że towarzystwo śpiące za ścianą na pewno wszystko słyszało.

Z trudem usiadłem na łóżku i uwolniłem Akiego. Przewrócił się na plecy i pomasował zaczerwienione nadgarstki.
- Zadowolony? - zapytałem.
- Mhm - ziewnął.
- Chodź się umyć.
- Dopiero mnie przecież myłeś. Nie wspomnę o tym, że omal nie wyjąłeś mi oka, zmywając mój makijaż. No i w dodatku wyrwałeś mi połowę włosów.
- Trzeba było samemu się umyć i rozczesać swoje kudły. Ale ty wolałeś jęczeć, że nie masz siły. Rusz się.
- Niby po co?
- Żeby się nie lepić i bardziej nie ubrudzić pościeli.
- Przecież już jest upierdolona. Nie pieprz tyle, tylko połóż się wreszcie obok mnie. Chcę się przytulić do ciebie i wreszcie zasnąć.

Roześmiałem się i spełniłem jego życzenie. Po krótkiej chwili zasnęliśmy przytuleni do siebie. Nie myślałem wtedy, że kolejnego dnia rozegra się swego rodzaju dramat. Najpierw doszło do zadymy w mieszkaniu Sho, potem po powrocie do domu pokłóciłem się z Akim.


Westchnąłem i wybrałem numer Akiego. Już miałem nacisnąć zieloną słuchawkę na klawiaturze telefonu, ale w ostatniej chwili się powstrzymałem. Przymknąłem oczy i pokręciłem głową z dezaprobatą. Po chwili wróciłem do przerwanego sprzątania. Spać poszedłem dobrze po północy. Tak naprawdę położyłem się tylko do łóżka, zasnąłem dużo później.


***
Piątek
Pieprzyć wszystkie postanowienia

Byłem wściekły, nie... byłem wkurwiony na maksa. Ten gówniarz nadal się nie odezwał. Minęło już tyle dni, a on ciągle milczał. 

Nie mogłem się skupić na robocie, a Sho wkurzał mnie jeszcze bardziej niż zwykle. Siedziałem u niego w biurze i omawiałem kolejny projekt, jaki mi zlecił do wykonania.
- Domyślam się, że chłopak nadal się do ciebie nie odezwał - powiedział Sho.
- Czyżbyś był jasnowidzem?
- Niestety rola etatowego jasnowidza została tobie przydzielona.
- Zamiast pieprzyć głupoty, skup się lepiej na robocie.
- Dzwoniłeś do niego?
- Nie.
- Zadzwoń.
- Nie ma mowy.
- Jeśli tego nie zrobisz, ja to zrobię - powiedziawszy to, wyjął telefon.
- Daj mi spokój.
- Dość tego. Zadzwoń do niego i rozmów się wreszcie. 
- A jeśli nie odbierze?
- To ma być powód, żeby tego nie spróbować?
-  Kurwa.

Wyjąłem pieprzony telefon i poszukałem numeru Akiego. Wybrałem go i czekałem na połączenie. Niestety po kilku sygnałach odezwała się jego poczta głosowa.
- Nie odbiera - powiedziałem.
- Jeszcze raz.
- Co?
- Zadzwoń jeszcze raz.
- Czemu tak ci na tym zależy?
- Dzwoń.

Ponownie wybrałem numer Akiego. Po chwili znów usłyszałem pocztę głosową. Zadzwoniłem w sumie jeszcze pięć razy i kurwa, kolejne pięć razy się do niego nie dodzwoniłem.
- Zadowolony?! - podniosłem głos.
- Uspokój się. Jest pewnie w szkole i nie może odebrać.
- Raczej nie chce.
- To jedź do niego.
- Nie wierzę, że ty mnie do tego namawiasz. Przecież ty go nawet nie lubisz.
- To nie ma teraz znaczenia. Jedź do niego.
- Chyba cię popierdoliło, a może od nadmiaru szczęścia pomieszało ci się w głowie?
- Posłuchaj! Mam dość patrzenia na to, jak się zadręczasz. Będę powtarzał ci to, aż do skutku. Jedź do niego i porozmawiaj z nim.
- Jak zapoznasz się z pozostałymi materiałami, wrócimy do naszej rozmowy. Nie mam czasu na pieprzenie o byle czym.
- Marco, jedź do niego. - Usłyszałem, gdy zamykałem za sobą drzwi.

Wróciłem do swojego biura i próbowałem zająć się robotą. Gdy minęła kolejna godzina bezowocnej pracy, znów próbowałem dodzwonić się do Akiego.
- Przysięgam, jak tylko się pogodzimy, to urządzę ci taką sesję, że przez miesiąc nie usiądziesz na tyłku - powiedziałem.

Po upływie kolejnej godziny, nie wytrzymałem. Zadzwoniłem do Sho i powiedziałem, że zrywam się wcześniej z roboty. W słuchawce usłyszałem tylko jego cichy śmiech. Wyszedłem szybko z biura i wsiadłem do samochodu. 
- Pieprzyć wszystkie postanowienia - powiedziałem i przekręciłem kluczyk w stacyjce.

Podjechałem pod szkołę Akiego i cierpliwie poczekałem na koniec lekcji. Po chwili zauważyłem wśród dzieciaków wychodzących ze szkoły znajomych Akiego. Szybko wysiadłem z samochodu i ruszyłem w ich kierunku.
- Cześć. Szukam Akiego - powiedziałem.
- Chyba coś ci się pomieszało, jeśli myślisz, że ci coś powiemy - odezwał się jeden z chłopaków.
- Naprawdę mam dziś kiepski nastrój i nie mam ochoty się z wami przepierać. Wiecie, gdzie on jest?
- Michael, daj spokój. Kilka razy widziałem, jak ten gość przywoził Akiego do szkoły - odezwał się drugi.
- Chyba nigdy nie nadążę za tym chłopakiem - powiedział ten, który chyba miał na imię Michael.
- Od dwóch dni nie było go w szkole. Chyba się rozchorował, bo ostatnio, jak go widziałem, to miał gorączkę i strasznie kaszlał. - Usłyszałem.
- Dzięki - powiedziawszy to, szybko wróciłem do samochodu i odjechałem z piskiem opon.

Miałem złe przeczucia. Wybrałem domowy numer Akiego. Pomyślałem, że jak odbierze któryś z jego rodziców, to po prostu zełgam, że jestem znajomym ich syna i martwię się o jego zdrowie. Niestety po kilku sygnałach włączył się faks. Oznaczało to, że jego rodzice najprawdopodobniej znowu gdzieś wyjechali.

A co jeśli chłopak naprawdę się rozchorował i dlatego nie odbierał moich telefonów? 

Zaparkowałem samochód pod jego domem i podszedłem do furtki. Nacisnąłem dzwonek i czekałem, żeby ktoś otworzył ją z łaski swojej otworzył. Na szczęście ktoś był w domu i po chwili wszedłem na teren posesji. Gdy podszedłem do drzwi wejściowych, okazało się, że były otwarte. Po przekroczeniu progu, rzuciłem głośne "dzień dobry". Ponieważ nikt mi nie odpowiedział, ruszyłem prosto na górę do pokoju Akiego.

 
 ***
Piątek

AKI


Wszystko mi się mieszało. Chyba miałem gorączkę, bo na zmianę było mi zimno i gorąco. Miałem wszystko gdzieś. Rodziców tradycyjnie nie było w domu, bo mieli jakąś ważną konferencję. Podobno. Normalnie spędziłbym cały tydzień w mieszkaniu Marca. Tylko że się z nim pokłóciłem. Przekręciłem się na bok i poczułem cholerny ból głowy. Zacząłem się dusić. Nie mogłem normalnie oddychać, ponieważ przy każdym głębszym oddechu bolała mnie klatka piersiowa. W sumie to bolało mnie całe ciało. Miałem ochotę umrzeć. 

Usłyszałem, że ktoś dzwonił do furtki. Z trudem sięgnąłem po pilota i nacisnąłem guzik. Miałem nadzieję, że może to był któryś z moich znajomych ze szkoły. Miałem nadzieję, że może pójdzie do apteki kupić mi jakieś leki na to cholerne przeziębienie.
Gdyby tylko Marco był ze mną - pomyślałem.
Najgorsze w tym wszystkim było to, że pokłóciłem się z nim o coś, co nas bezpośrednio nie dotyczyło. Zrozumiałem to dopiero po kilku dniach. Trochę za późno. Pomyślałem, że pewnie nie miał ochoty już się ze mną spotykać, skoro tyle czasu się do mnie nie odezwał. W sumie ja także do niego nie zadzwoniłem przez swoją głupią dumę. 

Może jak wyzdrowieję, spotkam się z nim, żeby go przeprosić?

Moje myśli zawędrowały do feralnego dnia. Była niedziela i obudziłem się rano w pustym łóżku. Bolała mnie głowa, pośladki i dupa. Po chwili dotarło do mnie, że ostro pieprzyłem się z Markiem poprzedniego dnia. Wstałem, wziąłem szybki prysznic, ubrałem się i już miałem zejść na dół, gdy moją uwagę przykuły kartki leżące na biurku. Wiedziałem, że nie powinienem tego czytać. Niestety nie dość, że to zrobiłem, to jeszcze urządziłem wszystkim karczemną awanturę. Ale tego, że przywaliłem Sho, nie żałowałem. Mimo wszystko należało mu się to za Nataniela. 

Marco siłą zabrał mnie stamtąd i w całkowitej ciszy wróciliśmy do domu. Piekło rozpętało się w mieszkaniu mojego faceta.
- Jak mogłeś się tak zachować?! Jak mogłeś powiedzieć tyle przykrych słów Natanielowi?! Jak mogłeś przywalić Sho?! - Marco strasznie się pieklił.
- Ja pierdolę, nie mów mi, że zamierzasz bronić tego debila?!
- Nie zamierzam, ale to, co nawywijałeś, jest karygodne!
- I co?! Przełożysz mnie przez kolano i mi wlejesz?!
- Chciałbyś!
- Pierdol się!
- Kurwa, Aki zwyzywałeś Nataniela od kurw. Czy do ciebie to nie dociera?!
- A jak to inaczej nazwać?! Czytałeś w ogóle tę pierdoloną umowę?!
- Nie czytałem!
- Jasne. Przecież jesteś najlepszym kumplem tamtego kretyna! Wiesz co?! Jesteś niewiele lepszy od niego!
- Popierdoliło cię?!
- Przecież to ty szpiegowałeś Nataniela! To ty umówiłeś go na spotkanie ze Sho! Mało tego! To ty przekonywałeś Nataniela, że Sho może się zmienić! Zrobiłeś mu pranie mózgu! Przez ciebie zakochał się w takim chuju!
- Aki, przeginasz!
- Ja przeginam?! A ty to niby nie?! Ciągle bronisz Sho i gadasz, że jest taki, bo coś złego wydarzyło się w jego przeszłości! Oczywiście nie możesz mi powiedzieć, co to było! 
- Bo to mój przyjaciel i kiedyś mu to obiecałem!
- Skoro przyjaciel jest dla ciebie ważniejszy od twojego faceta, to nic tu po mnie!
- Aki?!
- Pierdol się!

Wpadłem do sypialni, spakowałem swoje rzeczy do plecaka i szybko przeszedłem obok Marka. Na odchodne rzuciłem tylko suche "cześć" i już mnie nie było. A ten debil tak po prostu pozwolił mi wyjść. Nie zatrzymał mnie. Nie pobiegł za mną. Kurwa, nie zrobił nic.

Początkowo strasznie mnie nosiło. Miałem ochotę komuś przypierdolić. Potem zacząłem się coraz gorzej czuć. Suchy kaszel dopadał mnie oraz częściej. Potem przeszedł w mokry kaszel z jakąś flegmą, którą ciągle musiałem wypluwać. W czwartek rano obudził mnie straszny ból głowy i dlatego olałem szkołę. Przez cały dzień nie byłem w stanie wstać z łóżka. Nawet nie mogłem logicznie myśleć. Obrazy mieszały się ze sobą. Wieczorem wybrałem numer do Marka, ale ostatecznie odpuściłem. Pomyślałem, że pewnie nie miał już ochoty spotykać się z takim gówniarzem jak ja, skoro tak długo się do mnie nie odzywał. Do Nataniela nie miałem odwagi zadzwonić. Na pewno nie miał ochoty po tym wszystkim ze mną gadać.

Dziś czułem się jeszcze gorzej. Telefon leżał gdzieś pod łóżkiem i co jakiś czas dzwonił, ale ja nie miałem siły wstać, żeby go poszukać. Pomyślałem, że już dawno nie byłem tak chory.

Nagle poczułem przyjemny chłód na rozpalonym czole. Z trudem otworzyłem oczy i napotkałem zatroskane spojrzenie. Przez chwilę nie wiedziałem, czy to, co widziałem, nie było zwykłym snem. A może to były tylko majaki wywołane gorączką? 

W końcu dotarło do mnie, kto mnie dotykał. Uśmiechnąłem się minimalnie i szepnąłem:
- Marco.
- Jestem przy tobie. - Usłyszałem jego zatroskany głos.

Zobaczyłem, że w dłoni trzymał telefon i wybierał jakiś numer.
- Przysięgam, że jak wyzdrowiejesz, to spuszczę ci takie lanie, że na zawsze mnie popamiętasz - powiedział, patrząc na mnie.
- Obiecujesz?
- Tak.
Delikatnie pocałował mnie w rozpalone czoło i przyłożył słuchawkę do ucha. Nie słuchałem, z kim rozmawiał. Zamknąłem oczy i poczułem kolejną falę dreszczy. Nawet na chwilę nie puściłem jego dłoni.

Linki:
- Umowa - Rozdział 36 (Sho) - Część 1/4
- Umowa - Spis treści 



Uwaga: 
Należy wspomnieć, że rozdział betował (podobnie jak kilka poprzednich XD) mój drogi Półcichy Wilczur <3. 
Dziękuję Skarbie <3.

40 komentarzy:

  1. Aki ty bezczelny gówniarzu! Jak mogłeś! Dostaniesz w dupe!
    Ale nie wybacze mu, że zwyzywał mojego Natisia od kurew. Co jak co, ale no kurwa przesadził!
    Piiiiiisz dalej! <3
    Teraz mnie wszyscy będą reklamować? XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aki właśnie taki jest i za to przecież go kochasz ;-)

      Myślałam, że Akiego bardziej kochasz ;-)

      Obiecuję, że będę :-)

      No ba, dobra beta nie jest zła <3

      Usuń
    2. Natisia kocham, bo jest moim bubusiem, Akiego kocham, bo czasami odwalam to samo co on :D

      Jest najlepsza! W końcu ja tu kieruje tym burdelem ^^

      Usuń
    3. Aki właśnie taki jest i za to przecież go kochasz ;-)

      Myślałam, że Akiego bardziej kochasz ;-)

      Obiecuję, że będę :-)

      No ba, dobra beta nie jest zła <3

      Usuń
    4. Mogłabyś kiedyś Kota skomentować, BETO.

      Usuń
    5. Musisz pojęczeć jej trochę na priv :D

      Usuń
  2. No i co no kurwa nie wierzę! Sensei nie masz serca, gdzie reszta?!
    Uwielbiam Marco. Autentycznie facet jest zajebisty. Akiemu sama bym wpierdoliła, bo się cholerny gówniarz prosi!

    Jestem rozdarta co chcę następne! Nie ważne, cokolwiek. PISZ!

    Wilku sama się reklamujesz my Ci tylko hołd oddajemy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. co nie?! wredna baba, KOŃCZYĆ W TAKIM MOMENCIE!?
      Też chce wjebać Akiemu. Idziemy po pasek? :3

      Klękajcie u mych stóp, nędzni autorzy *dumna poza Cezara*

      Usuń
    2. Ave, Cezar!

      Przecież rozdział byłby za długi, a poza tym musiały byście jeszcze czekać, więc... zlitowałam się i opublikowałam go :D.

      Villemo, a co byś chciała? Czyżby parkę ShoxNat?

      Kolejny rozdział jednak będzie dotyczył nadal Akiego i Marka, ale Sho i Nati pewnie też się w nim pojawią ;-)

      Usuń
    3. Aki na pewno dostanie zasłużone lanie :D. Marko tym razem mu nie odpuści :D.

      Usuń
    4. *padam do twych stóp*

      Akira dawaj dupe, pobawimy się!

      Sensei ja czekam na wszystko!

      Usuń
  3. Po przeczytaniu wszystko mną miota. Uśmiech nie schodzi mi z twarzy po tych dialogach między nimi, a napięcie jakie zostawiłaś na samym końcu po prostu mnie dobija. I jak tu wytrzymać? Chyba odpalę Kuroshitsuji(już dawno miałam zacząć je oglądać, ale do ostatecznej decyzji ty mnie przekonałaś)albo coś innego. Znowu będę zaglądać co chwila na bloga i wypatrywać nowego rozdziału. Ja też zajadam smutki. Wgl zapraszam na mój blog: Oblicza Trzech Wiśni(uprzedzam, że jestem nowicjuszem w pisaniu, więc blog, jak i moje rozdziały będą wymagać ode mnie jeszcze wiele pracy). Pozdrawiam ~ Anaxin :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wgl ten remix strasznie mi i znajomym wpadł w ucho.

      Usuń
    2. Remix jest genialny :-). Warto posłuchać również innych utworów z tego studia, bo są świetne :-).

      Obiecuję, że na bloga zajrzę :-).

      Gdybyś chciała obejrzeć musicale Kuroshitsuji (jeśli oczywiście ich nie masz XD), to daj znać :-)

      Szczerze mówiąc, to uwielbiam pisać dialogi, bo jak mam odpowiedni nastrój to one dosłownie piszą się same :-)

      Usuń
  4. dobra, jestem.
    jestem pod wrażeniem, że Sho się na tak wiele zdobył. w gruncie rzeczy ogólnie mam wrażenie, że dla Marca to zrobiłby bardzo wiele (albo wręcz mało czego by nie zrobił). miło z jego strony, że przy tych wszystkich wątpliwych cechach jego charakteru stać go na to :)

    DAWAJ DALEJ A NIE PRZERYWASZ W TAKIM MOMENCIE!

    mam nadzieję, że teraz Marco nie wymięknie i sprawa tego, jak Aki się zachował wobec Nata, nie pójdzie w niebyt. no i jestem bardzo ciekawa, jak z tym wszystkim żyje właśnie Nat

    że Marco to wszystko tak przeżywał, to nie dziwię się ani trochę. on chyba po prostu taki jest. dobrze, że jednak ma takiego kumpla, jak Sho :D
    uwielbiam takie szczere przyjaźni :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sho dla Marka, a Marco dla Sho są w stanie wiele zrobić. To prawda.

      Musiałam przerwać, bo teraz właśnie będzie już TEN właściwy rozdział :D

      Racze nie wymięknie, bo mimo wszystko jest na niego wściekły.

      O Natim też na pewno napiszę. Ale znając jego charakter, to pewnie bardzo to przeżywa.

      Marco ma ciągle jakieś wątpliwości. Poza tym już się przyzwyczaił, że na jego kanapie zadomowił się uroczy kocur :D

      Usuń
  5. To jak Sho się przejął było piękne :D

    A tak w ogóle to przez cały rozdział byłam święcie przekonana, że w to, że Aki się nie odzywa jest zamieszany Subaru. Już wymyślałam najróżniejsze scenariusze tego co mogło się stać xD

    Jestem tylko zła na Akiego za to co zrobił, nie dość, że tak wybuchł przy Natim to jeszcze nie poinformował Marko co się z nim dzieje.
    Marko powinien trzymać go krócej albo chociaż uświadomić mu, że musi się jakoś zachowywać. Odniosłam wrażenie, że Aki nie tylko go wkurzył, ale również narobił mu wstydu przy Sho.

    Pisz szybko, chcę wiedzieć co dalej <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisze ;-)

      Sho wbrew pozorom Noe jest aż taki najgorszy ;-).

      Subaru na razie obserwuje wszystko z bezpiecznej odległości.

      Aki jest porywczy i niemożliwy. No i strasznie dumny i obrażalski. Poza tym myślał, że Marco po tym wszystkim też już go nie chce. Stąd się nie odzywał.

      Usuń
    2. Oczywiście, że nie jest <3

      Tamten facet co miał czapkę z daszkiem i Marko go zauważył to był Subaru? Tak? To MUSIAŁ być on!

      Usuń
  6. Czytam tego bloga tak po kryjomu hihih i nigdy nie komentowałam . został mi on polecony przez koleżankę bo wie że lubię takie klimaty . Ogółem czytam wszystko ale najbardziej kocham Umowę ooo tak.

    Show taki kochający przyjaciel co by Marco bez niego zrobił .
    Jestem wkurwiona na Akiego no ja rozumiem wszystko ale zeby tak wyzwać przyjaciela no Aki musisz porządnie przeprosić Nathana .Ale jak i jednemu tak i drugiemu strzeliła bym po razue bo żaden nie miał odwagi zadzwonić dopiero Sho potrząsnoł Marco .

    Obrazu gdy tylko przeczytałam że ktoś patrzy na Nathana wiedziałam że to Subaru bo kto by inny wkący Aki to była jego zabaweczka a teraz jest z kimś innym ....co to kombinuje .

    BŁAGAM DODAJ ROZDZIAŁ JAK NAJSZYBCIE BO AZ ZWIEŁAM SIĘ NA ODWAGĘ I SKOMENTOWAŁAM .

    PS przepraszam za błędy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z nieskrywaną radością witam kolejnego komentującego fana :D

      Świetny Nick <3

      Fakt, gdyby Sho nie potrząsnął Markiem, pewnie nadal Aki i Marco nadal by nie gadali.

      Aki jak to Aki :-) jest wnerwiający i nie zawsze myśli zanim coś powie. Taki już jego urok. Jestem przekonana, że boli go ta kłótnia z Natanielem i prędzej czy później będzie chciał go przeprosić.

      Tak, to był Subaru. Dokładnie tak myśli, nikt nie lubi, gdy zabawki same odchodzą od swoich właścicieli.

      Rozdział jest w trakcie pisania. Po prostu muszę nieco poszerzyć swoją wiedzę medyczną. Przecież Aki jest chory i zapewne trochę jeszcze pochoruje. Mam taką przypadłość, że zanim coś napiszę to muszę sporo przeczytać na jakiś temat np. o grach i symulatorach samochodowych (obie rzeczy istnieją w realnym świecie). Podobnie jak opisuje jakieś techniki bdsm to też na ten temat sporo czytam. Dlatego też ostatnio rozdziały pojawiają się trochę rzadziej. Postaram się pisać je szybciej i częściej wrzucać.

      Umowa to moje ukochane opowiadanie. Niestety pozostałe są lekko pozostawione w tyle, nad czym bardzo boleję. Jednak priorytetowa zawsze pozostanie Umowa.

      Marco i Marko i odmiana tego imienia zawsze mi się myli ;-)

      Dziękuję jeszcze raz za komentarz i bezczelnie napiszę: komentuj częściej, bo to bardzo mocno mnie motywuje. Każdy kolejny komentarz oznacza, że kolejna osoba to czyta, a nie tylko klika, zeby wyświetlić, o czym jest blog.

      Uff... Ale się rozpisałam :)

      Usuń
  7. Już od dawna czytam twojego bloga tylko nigdy nie miałam odwagi komentować .

    Dziękuje <3 wziełam go z mojej ulubionej serii książek "Dary anioła " <3

    Ehhh duma im nie pozwalała hihih .

    On myśli ale dopiero gdy coś powie lub zrobi . No w końcu są oni przyjaciółmi oby dwóch musi to boleć ale Nathan nie miał wybory co do umowy i relacjia miedzy nim a Sho robił to dla matki Aki powinien to uszanować , powinien postawić się w roli Nathana i aby zrozumieć dlaczego podjoł taką a nie inna decyzję .

    Boję się co Subaru zrobi Akiemu a może co zrobi Marco ... Tu można mieć kila opcji . Albo zemści się na Akim że od niego odszedł lub na Marco że zabrał mu jego zabawkę ...Nie chce tego oczywiście bo to nie będzie nic przyjemnego .

    Rozumiem i nie dziwię się piszesz wspaniale czytam kilka innych blogów związana z tą tematyką i twój zdecydowanie jest na moim pierwszym miejscu <3 .Podoba mi się jak wszystko dokładnie opisujesz uczucia i sceny hihi..wiadomo jakie .

    Tak jest!! Od teraz będę komentować każdy rozdział :) .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ile miłych słów <3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3

      Subaru, no cóż... plan już jest, co takiego zrobi im ten człowiek :)

      Usuń
    2. To teraz nie pozostaje nic innego jak tylko czekać ...co jest bardzo trudne ale warto <3

      Usuń
  8. Wiem, że z opóźnieniem, ale jestem! Jakoś nie miałam głowy do komentowania. :/

    To jest tak długie, że mogłoby być osobnym opowiadaniem albo jakiś pięcioszotem <3 TYDZIEŃ Z ŻYCIA MARCO <3


    Czy tylko ja zawsze czuję się trochę zmieszana, gdy Marco przeklina? Jakoś mi to do niego nie pasuje od początku :/ on jest dobrym, miłym, uroczym misiem <3 <3 <3 Nie pasuje i już #boTak

    To słodkie, że tak tęskni za Akim :3

    No właśnie, Aki to gówniarz. ;)

    Kac-morderca? :D

    „już miałem wydrzeć się na całe gardło, żeby Aki wreszcie podniósł dupę z łóżka, ale z przykrością uświadomiłem sobie, że przecież on nie spędził u mnie dzisiejszej nocy.” - no właśnie, to jest szalenie nieprzyjemne uczucie, jak się człowiek budzi i nagle rozumie, że jednak coś jest nie tak. :/

    Cieszę się jak głupia, że Marco aż tak się przyzwyczaił do obecności Akiego w mieszkaniu, że teraz za nim tęskni i czuje pustkę :D

    Czyżby Marco lubił słodką kawę? Może słodycze też? ;) NP. AKIEGO? :3

    „On tylko fukał na mnie z łazienki i do znudzenia powtarzał, że nie wyjdzie z domu nieuczesany i nieumalowany. Czasem miałem wrażenie, że był pod tym względem gorszy od kobiet.”- jako kobieta poczułam się urażona :D

    Nie lubię spóźnialskich.

    „Na szczęście nie stanowiło to żadnego problemu, gdyż Aki należał do osób, które lubiły ostry seks.” :D :D :D za to też go wielbię, po chuj gra wstępna, jak można się rżnąć :D

    „- Debilu, pierwszą mam matmę - szepnął.
    - No i co z tego?” - MATMA przywróciła mnie do rzeczywistości :D ciągle i bez przerwy się dziwię, jak dorosły koń może ruchać nastolatka :D Gdzieś chyba w grupie jakaś dziewczyna pisała, że im jest starsza, tym młodszych bohaterów opisuje i pewnie niedługo da przedszkolaki :D :D :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - No i co z tego?” - MATMA przywróciła mnie do rzeczywistości :D ciągle i bez przerwy się dziwię, jak dorosły koń może ruchać nastolatka :D Gdzieś chyba w grupie jakaś dziewczyna pisała, że im jest starsza, tym młodszych bohaterów opisuje i pewnie niedługo da przedszkolaki :D :D :D

      Oj tam, Aki, na sucho. Czasem jazda bez trzymanki jest całkiem dobra :D

      „- Zaraz poczujesz, jak bardzo jestem mały.” - powiedz, że Marco nie ma małego?!?!?!!? :D

      „Był teraz pochylony i pięknie wypinał tyłek w moim kierunku. Pomyślałem, że z chęcią bym go teraz wysmagał szpicrutą lub pejczem.” - Marco, ty sadysto!!!

      Uwielbiam, gdy Marco jest taki namiętny i ostry <3 i jednocześnie dba o Akiego i przejmuje się, że np. będzie go (Akiego) potem boleć dupa <3 ładne ostre rżnięcie, rozanielony Aki i zadowolony Marco. No i wytrysk do ust – brawo, Marek! Lubię, jak strona dominująca tak robi :3

      No i dzielenie się spermą :D biedny Aki <3
      Ach, te wspomnienia.

      „Na szczęście jakimś cudem wytrwałem w swoim porannym postanowieniu i nie zadzwoniłem, ani nie napisałem do Akiego.” :( niby ok, ale Marco to dojrzały chłop, a bawi się w coś takiego. Z drugiej strony, to chyba też pewnego rodzaju kara dla Akiego. Ale Marcowi musiało być smutno i przykro :(

      „Jestem twardy, a przynajmniej tak sobie wmawiam” - NO JA MYŚLĘ :D zwłaszcza gdy #brewki TWARDY sorki, musiałam :D

      Jak ten „gość” (aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaahhh) go obserwował, to czy Marco nie pomyślał, że to mógł być były Akiego?
      „Do tej pory był istnym wzorem punktualności, a nawet więcej, zwykle przychodził przed czasem.” - brawa dla tego pana :)

      „- Chłopie, ogarnij się. Masz już przecież trzydzieści lat na karku – powiedziałem.” - miłość nie wybiera hue hue hue :D :D :D ciekawe, ile ma mentalnie :D

      „Nie podobało mi się to, bo chciałem go wkurzyć, a nie rozśmieszyć.” - to nie takie łatwe, Mareczku.

      „Nie byliśmy rodzonymi braćmi, ale obaj tak o sobie myśleliśmy.” - CIESZĘ SIĘ, że tak jest <3 na pewno to bardzo pomaga Sho. Pewnie gdyby nie przyjaźń z Markiem, już dawno by się załamał. I wiadomo, jak by się to skończyło.

      „Może to było głupie, ale ja nigdy nie zapijałem smutków. Ja je zajadałem właśnie ciastem czekoladowym.” <3 niby urocze, ale trochę niepokojące.

      DAWAJ PRZESZŁOŚĆ MARCA!!!

      „- Chcesz mnie czymś zająć, prawda? - zapytałem.
      - Tak.” - boże, dlaczego ja jestem taka zboczona :D

      „Nie miałem na to ochoty, gdyż trochę bałem się spojrzeć w oczy Natanielowi” - taaaak? <3

      Cóż mogę powiedzieć, Marco również zachowuje się jak gówniarz z tym milczeniem i nieodzywaniem się :D niby można go zrozumieć, bo chce dać Akiemu do zrozumienia, co i jak, ale no, dorośli ludzie tak się nie zachowują :D ale tu nie ma mowy o normalnych relacjach, bo Aki to rozwydrzona nastoletnia księżniczka :D aż zaczynam wątpić w to, czy ich związek kiedykolwiek będzie normalny :D
      SHO-NIAŃKA <3

      – Chociażby to, że nigdy nie pociągali mnie mężczyźni.
      - To akurat jest zrozumiałe, zważywszy na twoją przeszłość.
      - Dokładnie.

      Ciekawe, że Sho tak spokojnie potrafi o tym rozmawiać. :3

      „- Nie. Tym razem to był czuły i romantyczny seks.
      - Nie poznaję cię.
      - Ja siebie też nie poznaję.” - <3

      „- Jeśli masz się dalej wkurzać i to przeżywać, porozmawiaj z nim.
      - Jasne, a potem będziesz się ze mnie naśmiewał, że jestem mięczakiem.
      - Tylko trochę.” - kocham :D

      „- To najpierw mi wpierdol, a potem mnie wypierdol.” <3 <3 <3

      Ach, więc to tak wyglądały seksy w łóżku Nataniela <3
      „Kurwa, poproś, bo dłużej nie wytrzymam - krzyczało w mojej duszy.” - aaaaaaaaaaaaaawwwwwwwwwwwww to jest najsłodsze zdanie w tym rozdziale :D

      ***
      UFFFFFFF piątek Akiego ufffffff a już się bałam ,że coś mu się stało :(

      Usuń
    2. Jaki długi komentarz XD

      Miałam szatański plan, żeby wrzucać każdy dzień oddzielnie XD, ale ostatecznie zmieniłam zdanie.

      Przekleństwa Marka i mnie przeszkadzają i totalnie nie pasują do niego, ale w wiadomych momentach same mu przychodzą, podobnie jest gdy się czymś mocno martwi albo wkurza.


      Tak, tęskni <3

      Tak, Aki to gówniarz <3

      Dla Marka Aki już stał się częścią jego życia.

      Marko lubi wiele słodkich rzeczy :D

      Kobiety (np. ja) potrafią długo przygotowywać się do wyjścia :D.


      Ja też nie lubię spóźnialski i sama też się nie spóźniam.

      Tak, Aki kocha ostry sex :D

      Marko też ma problem z tą różnicą wieku.

      Usuń
    3. Przedszkolaków opisywać nie będę, chyba że któraś parka postanowi jakiegoś adoptować XD.

      Na sucho :D

      Marko nie ma małego <3. To była ironia :D.

      Sadysta obudzi się w Marku, gdy Aki wyzdrowieje XD.

      Marko zmienia się, gdy staje się Panem <3.

      Aki nadal nie lubi smaku spermy :D.

      Marco i Aki są dumni i dlatego żaden nie chciał ustąpić. Poza tym Marco ma czasem wkrętki, że Aki jest z nim dla kasy i wygody. No i ciągle pamięta, że Aki bez problemu porzucił poprzedniego Pana. Nie rozmawiali przecież jeszcze na temat uczuć. Bo spotykać obaj się mogli z innymi itp., ale nie było rozmowy, czy się w kimś wcześniej zakochali.

      Twardy - jak to pisałam, tez myślałam jak ty <3

      Zobaczymy, czy tak pomyślał :D.

      Sho był wzorem punktualności :D.

      Mentalnie trochę mniej :D.

      Sho łatwo się wkurza, ale wbrew pozorom nie tak łatwo go wkurzyć XD (wiem, dziwnie to brzmi)

      Marco jest dla Sho wielkim oparciem i jest w stanie zrobić dla niego wszystko. podobno Marko jest gotowy wiele zrobić dla Sho.

      Zajadanie smutków ciastem niepokojące? Czemu?

      Jedna JEDNA osoba zwróciła uwagę na niewielką informację dotyczącą przeszłości Marka XD. Na pewno dam :D.

      Sho i Marko - seksy - raczej mało prawdopodobne XD. Sho mu nie zafunduje tego co kiedyś XD.

      Aki przyjaźnił się z Natim XD. Napiszę o ich konfrontacji pewnie już w kolejnym rozdziale XD.

      Związek Marka i Akiego pewnie kiedyś trochę znormalnieje, ale Aki to Aki, chyba niektóre cechy jego osobowości mimo wszystko zostaną XD. Będzie dorosłą kocią księżniczką XD.

      Z Markiem potrafi, bo Marko jako jedyny wie o wszystkim. No i łączy ich niemal braterska więź.

      Sho nadal ma problem sam ze sobą XD.

      Sho przecież nie odmówi sobie dokuczania Markowi <3

      Aki był mocno nakręcony na seks XD. Pewnie zrobiłby wszystko, żeby pieprzyć się z Markiem XD.

      Tak, właśnie tak wyglądały - pisząc poprzedni rozdział, planowałam je opisać XD.

      Aki jest cały i zdrowy (pomijając zapalenie płuc XD), ale Subaru wkrótce uderzy ;-)

      Usuń
  9. Dzień dobry.
    Pragnę powiadomić, że spis blogów Blogomania działa teraz pod nazwą Blogomagia Spis Blogów
    W związku z tym, prosiłabym o aktualizację odnośnika/buttona spisu.
    Za wszelkie utrudnienia przepraszam.
    Serdecznie pozdrawiam, Snowflake.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ten początek to tak bardzo ja po kłótni... przeklęta samcza duma :D
    Ja też zawsze zajadam smutek i stres, chyba mamy z Marco dużo wspólnego :)
    Subaru... nie podoba mi się to ani trochę.
    Bylem pewien, że Akiemu zrobił coś subaru i dlatego nie odpowiada. Ja pierdole, kobieto, moje serce tego napięcia nie wytrzyma ;)
    Końcówka mnie rozpuściła <3
    Umowa to arcydzieło, ukłony dla mistrzyni!!!
    PS obiecuje niedługo wrócić do dłuższych, ciekawszych komentarzy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ważne, że jesteś i komentujesz XD. Nie musisz przecież pisać elaboratów :D.

      Szczerze mówiąc po kłótni to i ja mam "męską dumę" i focham się przez dłuższy czas XD.

      Subaru... no cóż, ciekawe jak zareagujesz, na to co z nim wymyśliłem.

      Czyli mój plan się powiódł XD. Wszyscy mieli właśnie tak myśleć, a to okazało się, że była tylko duma i choroba Akiego.

      Na końcu musiało być trochę słodyczy, ale kara też będzie, jak już Aki wydobrzeje :D.

      Dziękuję <3<3<3<3

      Usuń
  11. Dzień dobry.
    Pragnę powiadomić, że spis blogów Blogomania działa teraz pod nazwą Blogomagia Spis Blogów
    W związku z tym, prosiłabym o aktualizację odnośnika/buttona spisu.
    Za wszelkie utrudnienia przepraszam.
    Serdecznie pozdrawiam, Snowflake.

    OdpowiedzUsuń
  12. No witam ja przez chwile tez tak myślałam ze to Subaru ale wystarczy dokładnie czytać :D:D Lovam twoje opowiadania ♡.♡

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, że Ci się podoba <3<3

      Subaru jest zbyt wredny, żeby uciekać się do porwania Akiego ;-). Poza tym gdyby to zrobił, to Marco zacząłby go szukać ;-)

      Usuń
    2. A ja sobie czekam i czekam :D i nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału :D

      Usuń
    3. Na pocieszenie powiem, że się pisze ;-)

      Usuń