WAŻNE INFO:

Obiecuję, jak najszybciej odpowiedzieć na wasze wszystkie komentarze i skomentować blogi, które czytam :D.

KOMENTUJCIE, bo to bardzo motywuje XD.

piątek, 26 maja 2017

Umowa - Rozdział 38 (Nataniel)

NATANIEL


Czułem coraz większe pragnienie, z którym ze wszystkich sił starałem się walczyć. Wciąż błądziłem gdzieś na granicy jawy i snu. Uwielbiałem ten stan, ponieważ za pomocą siły umysłu potrafiłem kreować w nim swoje senne marzenia. Gdyby nie coraz większe pragnienie, dalej próbowałbym śnić o moim ukochanym, który byłby dla mnie czuły, pokochałby mnie całym swoim sercem i duszą oraz szeptałby mi do ucha miłosne wyznania. Tak bardzo nie miałem ochoty się obudzić. Tak bardzo pragnąłem zostać w wymyślonym przeze mnie świecie pełnym moich spełnionych marzeń. 

Pić, tak bardzo chce mi się pić. Nie, nie chcę się budzić z tak błahego powodu. Jak najdłużej chcę tutaj zostać.

Sho w moich marzeniach uśmiechnął się do mnie. Powiedział, że niedługo znów będę o nim śnił, odwrócił się i po chwili dosłownie się rozpłynął. 

Z niechęcią otworzyłem oczy i od razu zrozumiałem, że między moimi marzeniami, a rzeczywistością znajdowała się ogromna przepaść. Nie musiałem nawet zapalać nocnej lampki, żeby wiedzieć, że leżałem sam w zimnym łóżku. Był środek nocy i pokój tonął w nieprzyjemnym mroku. Wyciągnąłem dłoń w kierunku szafki i zapaliłem lampkę. Niewielki blask światła, który wypełnił pokój, potwierdził moje przypuszczenia. Pomyślałem, że po raz kolejny zostawił mnie samego. Pewnie poczekał do chwili, gdy zasnąłem i wrócił do swojego pokoju. Zrobiło mi się przykro, ponieważ miałem nadzieję, że rano obudzę się w jego objęciach. Znów się łudziłem, że coś się zmieni w jego zachowaniu. Niestety było to tylko niespełnione pragnienie, które wywołane zostało przez jego wczorajsze zachowanie oraz czuły i romantyczny seks. W chwili naszych miłosnych uniesień miałem wrażenie, że byłem całym jego światem. Ponownie musiałem pogodzić się z szarym i smutnym realnym światem.

Mój umysł wypełnił się mnóstwem pytań i wątpliwości.

Dlaczego znów mnie zostawiłeś? Najpierw przepraszałeś. Mówiłeś, że tylko ze mną chcesz się kochać. Że tylko ja mam prawo nazywać cię Panem. Pozwoliłeś mi się wypłakać i wtulić w twoje ciepłe ciało. Potem kochałeś się ze mną. Nie pieprzyłeś, tylko właśnie kochałeś. Szeptałeś czułe słowa i tuliłeś do siebie. Na końcu pozwoliłeś zasnąć w swoich objęciach. Po czym zostawiłeś mnie samego. Czemu znów mnie odtrąciłeś? A może po prostu po raz kolejny pokazałeś, że nie powinienem się łudzić? Przypomniałeś, że łączy nas tylko seks i umowa.

Po chwili dopadła mnie kolejna niepokojąca myśl.

A co jeśli dla ciebie jestem tym, za kogo uważa mnie Aki? Dziwką? Kurwą?


Mój najlepszy przyjaciel wczoraj wykrzyczał, że właśnie tym dla niego jestem. Jego słowa boleśnie wryły się w moje serce i byłem pewien, że bardzo ciężko będzie mi o nich zapomnieć.

To jest ta wasza pierdolona umowa?!
Jak mogłeś ją podpisać?!
Rozum ci odjęło, czy jak?!
Jesteś zwykłą dziwką, która sprzedaje się za pieniądze.
Kurwa, jak to nie miałeś wyjścia?!
Zawsze jest jakieś wyjście!
Wiesz, kim się stałeś, podpisując to?!


Poczułem zbierające się w moich oczach łzy i szybko usiadłem na łóżku. Ze wszystkich sił starałem się nie rozpłakać. Nie mogłem pogodzić się z tym, że jedyna osoba, której mogłem ufać i zwierzyć się, właśnie tak mnie wczoraj potraktowała. Najgorsze w tym wszystkim było to, że Aki w pewnym sensie miał rację. Przecież za pieniądze sprzedawałem swoje ciało. Sprzedawałem siebie. Mało tego, oddałem temu człowiekowi swoją duszę i serce. Nawet jeśli nie zrobiłem tego do końca świadomie, tak właśnie było. Zacząłem się zastanawiać, czy miłość można było kupić? Ze zgrozą uświadomiłem sobie, że właśnie tak to wyglądało.

Jednego byłem pewny. Gdybym miał możliwość wyboru lub mógł cofnąć czas, to na pewno nie zmieniłbym swojej decyzji. Nie miałem wyjścia, ponieważ musiałem zdobyć pieniądze na leczenie mojej mamy. Dla niej zrobiłbym i poświęciłbym wszystko, właśnie tak jak teraz to robiłem. Nadal trudno było mi  odnaleźć się w sytuacji, w jakiej się znalazłem. Nie chciałem myśleć o sobie jak o zwykłej kurwie. Tłumaczyłem sobie, że nie potrzebowałem pieniędzy dla siebie tylko dla mojej mamy. Próbowałem zdobyć je na wszystkie możliwe sposoby, ale nie byłem w stanie. Chociaż nie wiem, jak bardzo bym się starał, to i tak ciągle miałem ich za mało. Gdy okazało się, że uratować mogła ją tylko kosztowna terapia, nawet się nie zawahałem. Zastanawiałem się, czy to wszystko stanowiło wystarczające usprawiedliwienie mojego postępowania?

Nie przewidziałem tylko jednego. Tego, że czysty układ, który połączył mnie z moim sponsorem, przerodzi się w coś więcej. Nie chciałem tego. Nie myślałem, że kiedykolwiek byłbym w stanie pokochać kogoś takiego jak on. Jednak los bywał bardzo przewrotny i sprawił, że poczułem coś więcej do tego zdystansowanego człowieka. Czasem zastanawiałem się, czemu się w nim zakochałem? Co takiego sprawiało, że marzyłem o tym, żeby zasypiać i budzić się obok niego? Może stało się to wtedy, gdy zacząłem dostrzegać, że jego postawa i zachowanie ukrywały zupełnie inną osobę? Człowieka, który tak naprawdę był zagubiony i bardzo samotny? Czasem, gdy się zapomniał, albo myślał, że nie patrzyłem w jego kierunku, dostrzegałem w jego oczach smutek i pustkę.

Gdybyś tylko chciał wpuścić mnie do swojego zamkniętego świata, zrobiłbym wszystko, żebyś był szczęśliwy.

Uśmiechnąłem się do siebie i pomyślałem, że byłem w nim beznadziejnie zakochany. Szkoda, że moje uczucie było nieodwzajemnione.

Nataniel, przestań się nad sobą użalać! Nie jesteś w stanie niczego zmienić! Po prostu pogódź się z tym. Na pewno znajdziesz kogoś, kto odwzajemni twoje uczucie. - Właśnie tak brzmiały twoje słowa, które tak bardzo mnie zabolały.

Szybko starłem z policzka zdradziecką łzę i poszedłem do łazienki. Zapaliłem światło i ochlapałem twarz wodą. Po chwili spojrzałem na swoje odbicie.

Dziwka? Kurwa? Naprawdę właśnie nimi się stałem?

W końcu wyszedłem na korytarz i już miałem iść na dół po coś do picia, ale zmieniłem zdanie. Wbrew zdrowemu rozsądkowi podszedłem do drzwi, które prowadziły do jego pokoju. Bardzo się denerwowałem, ale nie wycofałem się. Położyłem dłoń na klamce i nacisnąłem ją najciszej, jak to tylko było możliwe. Uchyliłem drzwi i wślizgnąłem się do środka. W pokoju paliła się mała lampka. Byłem przekonany, że pewnie znów śniły mu się koszmary i dlatego jej nie zgasił. Niewielkie oświetlenie pozwalało mu dostrzec znajome i bezpieczne otoczenie, gdy jego przeszłość wkradała się do jego marzeń sennych i brutalnie wyrywała go ze snu. Nigdy tego nie powiedział, ale ja domyślałem się, że koszmary stanowiły widmo jego przeszłości, o której pragnął tak bardzo zapomnieć.

Cicho podszedłem do jego łóżka i zacząłem mu się przyglądać. Spokojny wyraz twarzy i miarowy oddech świadczyły o tym, że tym razem miał spokojne sny. Kilka niesfornych kosmyków ciemnych włosów opadało mu na czoło. Miał lekko rozchylone usta i przysiągłbym, że się trochę ślinił. Wyglądał tak bardzo normalnie, zwyczajnie i zarazem bezbronnie. Nie było nawet śladu po jego przesadnej pewności siebie. Nagle zamruczał cicho przez sen i odwrócił się do mnie plecami. Gdy padło na nie niewielkie światło, poczułem dreszcz na widok jego blizn. Zastanawiałem się jakim cudem jego ojciec mógł zrobić coś takiego. Wprawdzie mój nie należał do ideałów, ponieważ zostawił mnie, gdy byłem mały, ale nigdy mnie nie katował. Sho niestety nie miał tyle szczęścia. 

Najchętniej wsunąłbym się do jego łóżka, przytulił do niego, chłonął jego ciepło i wsłuchiwał się w spokojny oddech. Gdyby śniły mu się koszmary, budziłbym go i mówił, że jest bezpieczny, że jest ze mną, że nic mu nie grozi. Zasypiałbym w jego ramionach i budziłbym się rano w jego objęciach. Wiedziałem, że to były tylko moje głupie marzenia, które nie miały żadnych szans, by się spełnić.

Po chwili z niechęcią wyszedłem z jego sypialni. Wiedziałem, że gdyby się obudził i mnie zobaczył, wkurzyłby się. Teoretycznie nie miałem prawa wchodzić do jego pokoju bez pozwolenia. Początkowo wydawało mi się to jego dziwną fanaberią. Z czasem zrozumiałem, że po prostu nie chciał pokazywać mi swojej bezbronnej strony i tego, jak bardzo wstrząsały nim koszmary senne. Poza tym jego ciało szpeciły straszne blizny, które zawsze starał się przede mną ukrywać. Nie chciał, żebym się nad nim litował, ale ja nigdy tego nie robiłem. Czułem tylko ogromny żal i złość o to, że najbliższa osoba zafundował mu takie piekło. Ponadto podziwiałem go, ponieważ po wszystkim, co przeżył, nie tylko się nie załamał, ale zrealizował swoje marzenia i w wieku trzydziestu lat stał się bogatym i bardzo wpływowym człowiekiem. Według mnie to było naprawdę godne podziwu osiągnięcie. Gdy go poznałem, byłem przekonany, że wiódł beztroskie i szczęśliwe życie. Po pewnym czasie zrozumiałem, że były to tylko pozory, które wokół siebie stworzył.

Gdy
zszedłem na dół, od razu poszedłem do kuchni. W lodówce znalazłem półlitrową butelkę z wodą i z ogromną przyjemnością wypiłem połowę jej zawartości. Woda była przepyszna. 


Niestety moje myśli znów skupiły się na wydarzeniach dwóch ostatnich dni. Gdyby nie wybuch Akiego, sądziłbym, że spędziłem jedne z lepszych chwil w swoim życiu. Sobotni pocałunek, mimo że był wynikiem głupiego życzenia Marka, sprawił, że czułem się wyjątkowo w objęciach Sho. Naprawdę miałem wrażenie, że w pocałunku kryło się niewypowiedziane przez niego uczucie. Potem był czuły seks połączony z kontrolą oddechu, której tak bardzo się bałem. W sumie nadal się jej obawiałem, podobnie zresztą jak wielu innych rzeczy, o których czytałem na stronach poświęconych bdsm lub widziałem na filmach pornograficznych. Na szczęście po raz kolejny okazało się, że Sho uważnie obserwował moje reakcje i nie zamierzał mnie skrzywdzić. Niestety później nastąpił armagedon. Najpierw Aki zrobił mi karczemną awanturę o treść podpisanej umowy. Potem Sho zwymyślał mnie za to, że nie schowałem dobrze umowy i wyszedł z mieszkania. Jak się później okazało, pojechał do agencji towarzyskiej. 

Pomyślałem, że dość już tego rozpamiętywania. Była bardzo późna noc, a ja musiałem jutro, w sumie to już dziś, wcześnie wstać. Wróciłem do swojego pokoju, położyłem się do łóżka i próbowałem zasnąć. Niestety przez większą część czasu tylko niespokojnie się kręciłem. Zasnąłem, kiedy zaczęło już świtać. 

Obudziło mnie delikatne potrząsanie za ramię.
- Nati, spóźnisz się na zajęcia. - Usłyszałem.
- Mhm... - mruknąłem sennie.
Niechętnie otworzyłem oczy i sprawdziłem, która była godzina.
- Czemu jest już tak późno? - Zapytałem nieco dziecinnie i usiadłem na łóżku.
- Nie mogłeś spać w nocy? - zapytał.
- Trochę.
- Przez Akiego?
- Nie tylko. Czemu nie zostałeś ze mną, tylko wróciłeś do siebie? - Uniosłem głowę i spojrzałem na niego. Żałowałem, że zadałem to pytanie, ale jednocześnie chciałem dowiedzieć się, czemu Sho właśnie tak postąpił.
Ponieważ odpowiedziała mi cisza, szepnąłem:
- Rozumiem.

Dotarło do mnie, że Sho nie chciał rozmawiać ze mną na temat wczorajszego wieczoru i naszej rozmowy. Widocznie dla niego temat był już zamknięty. Po raz kolejny i pewnie nie ostatni zrobiło mi się przykro.
- Przyniosłem ci kawę. - Wyciągnął rękę w moim kierunku, w której trzymał kubek z parującą i aromatyczną kawą.
- Dziękuję - szepnąłem i wziąłem od niego gorący napój.
- Proszę. Zjesz śniadanie? - zapytał.
- Nie mam ochoty.
- Powinieneś coś zjeść, zanim wyjdziemy z domu.
- Ty też wiele rzeczy powinieneś zrobić. - Nie wiedziałem, skąd nabrałem odwagi, żeby to powiedzieć.
- Na przykład, jakich?
- Nie ważne. Nie zwracaj na mnie uwagi. Po prostu źle spałem i stąd moje dziwne zachowanie i pytania. Przepraszam.
- Myślę, że powinieneś dzisiaj zostać w domu. W sobotę miałeś krwotok, wczoraj kilka nieprzyjemnych sytuacji, nie spałeś w nocy...
- Nic mi nie jest. Nie chcę tracić wykładów z powodu jednej nieprzespanej nocy. - Przerwałem mu.
- Adam powinien dostarczyć mi dziś wyniki twoich badań. Jeśli wszystko będzie w normie, to jutro wrócisz na zajęcia.
- Sho, naprawdę nic mi nie jest. Poza tym nie chcę zostać sam w domu. Nie chcę myśleć o tym wszystkim, co się wczoraj wydarzyło.
- Więc pośpiesz się - powiedział i wyszedł z pokoju, a ja zrozumiałem, że wróciła nasza szara i dobrze mi znana codzienność. Jak widać było, czuły pocałunek i zmysłowy seks, niczego między nami nie zmieniły.
Szybki prysznic do końca mnie rozbudził. Śniadania nie jadłem, Sho oczywiście odpowiednio to skomentował. Na szczęście nie upierał się więcej i nic we mnie nie wmuszał. 

Nie miałem ochoty iść na wykłady, ale jeszcze bardziej nie chciałem spędzić całego dnia w domu. Widziałem, że na nowo bym wszystko rozpamiętywał. Widziałem, że Sho nie był zadowolony z tego, że postanowiłem pojechać na uczelnię. Tego dnia nie mógł zostać ze mną w domu, ponieważ miał mnóstwo umówionych spotkań. Gdy wysiadałem z samochodu, po raz kolejny zapytał mnie, czy na pewno dobrze się czułem. Skłamałem, że tak. W ciągu dnia kilkakrotnie do mnie dzwonił i pisał smsy. Dopytywał się, czy wszystko było u mnie w porządku. Znów kłamałem, że nic złego się nie działo.

Takashi kilkakrotnie próbował wyciągnąć ze mnie, co się wydarzyło w weekend, ale ja do znudzenia mu odpowiadałem, że po prostu się nie wyspałem. Chyba mi nie wierzył. 

Dzień strasznie mi się dłużył. Starałem się skupić maksymalnie na wykładach, ale nie potrafiłem. Próbowałem jak najwięcej zanotować, ale nie udawało mi się to. Pod koniec dnia, gdy porównałem swoje notatki z tymi, które sporządził Takashi, mogłem zrobić tylko jedno. Poprosiłem go, żeby mi je pożyczył. Później tradycyjnie pojechałem do szpitala. Mama również zauważyła, że coś zaprzątało moje myśli. Na szczęście nie pytała, tylko powiedziała, że każdy problem da się rozwiązać. Nie mogłem powiedzieć jej przecież, że moje problemy należały akurat do takich, które nie miały żadnego rozwiązania.

Po powrocie do domu przygotowałem obiad, który zjadłem razem ze Sho, gdy wrócił on z pracy. Widziałem, że był bardzo zmęczony. Krótko porozmawialiśmy na neutralne tematy, a potem powiedziałem, że muszę przejrzeć materiały na jutrzejsze wykłady. 
- Nataniel, na pewno nie chcesz ze mną o czymś pogadać? - zapytał.
- Nie, mówiłem już, że wszystko jest w porządku. Nie martw się - odpowiedziałem.
- Dzwonił Adam i powiedział, że wyniki badań twojej krwi na szczęście mieszczą się w normach. 
- To dobrze.
- Powinniśmy jechać na zakupy. W sobotę mieliśmy się na nie wybrać, ale nic z tego nie wyszło.
- Nie mam na nie ochoty. Przepraszam.
- Przestań w końcu przepraszać. W takim razie myślę, że zakupy mogą poczekać do następnej soboty.
- Dobrze. Naprawdę muszę iść się pouczyć.

Poszedłem do siebie i próbowałem przejrzeć dzisiejsze notatki. Położyłem się, gdy było dobrze już po północy. Niestety tej nocy również nie mogłem spać.

Kolejne dni były do siebie bardzo podobne. Moja kondycja zarówno fizyczna jak i psychiczna była coraz gorsza. Bardzo mało spałem, ponieważ nieustannie rozważałem słowa Akiego i zachowanie Sho. Pomyślałem, że jednak powinienem zrezygnować z zajęć w tym tygodniu. Każdego ranka (z wyjątkiem środy) Sho przychodził do mojego pokoju i delikatnie mnie budził. Zawsze przynosił mi kubek parującej kawy i pytał, czy dobrze się czuję. Tradycyjnie odpowiadałem mu, że wszystko jest w porządku. Między nami panowało mnóstwo niedomówień, ale żaden z nas nie podejmował rozmowy na ten temat. Obaj udawaliśmy, że to, co wydarzyło się w weekend, niczego nie zmieniło między nami.

Czasami przypominałem sobie niedzielny seks i kontrolę oddechu. Uczucie całkowitej zależności od drugiego człowieka było niesamowite. Odcięcie dopływu powietrza, penis, który wypełniał moje ciało, jego powolne ruchy i uważne spojrzenie oraz erotyzm unoszący się w powietrzu powodowały, że krew dudniła w mojej głowie. Czułość, pocałunki, zmysłowy szept i to, że po raz pierwszy mogłem dotykać go tak, jak chciałem, spowodowało, że przeżyłem niesamowity orgazm. To wszystko było niesamowite, nierealnie i cudowne. Miałem nadzieję, że może kiedyś jeszcze raz, ten jeden jedyny raz, właśnie tak będzie się ze mną kochał.

Rozpamiętywałem również to, że pojechał do agencji towarzyskiej. Wprawdzie z nikim się wówczas nie kochał, ale nadal miałem do niego o to żal. Gdy powiedział mi o tym, jak klęczała przed nim jakaś kobieta i nazwała go panem, moje serce rozpadło się na tysiąc kawałków. Później tłumaczył mi, że między nimi do niczego nie doszło. Chyba miał wyrzuty sumienia, ponieważ przepraszał mnie i tłumaczył, czemu tego nie zrobił. Pomyślałem, że po raz pierwszy od, kiedy go poznałem, właśnie tak się zachowywał. Domyślałem się, że dla niego to wszystko również było nowością, ponieważ do tej pory prowadził bardzo burzliwe życie erotyczne. Nie potrafił wówczas powiedzieć, dlaczego nie przespał się z tamtą kobietą i dlaczego tylko ze mną chciał się kochać. Miałem nadzieję, że chociaż trochę zaczął darzyć mnie uczuciem, ale w nocy zostawił mnie samego. Znów zacząłem myśleć, że może po prostu bawiło go to, że miał mnie na każde zawołanie. Może byłem dla niego zabawką, o której przypominał sobie tyko wtedy, gdy chciał się nią pobawić?

Brakowało mi Akiego, z którym od niedzieli nie rozmawiałem. Nie zadzwoniłem do niego, ponieważ nie wiedziałem, jak powinienem zacząć rozmowę. Poza tym nadal czułem do niego żal, o to, jak mnie nazwał. Chyba nie potrafiłbym z nim spokojnie porozmawiać, pewnie bym się swoim zwyczajem rozpłakał, albo milczał do słuchawki. Niestety Aki również do mnie nie zadzwonił.

Odczuwałem duże wyrzuty sumienia, ponieważ zaniedbywałem moją mamę. Starałem się ukryć przed nią to, że coś mnie gryzło. Zdawałem sobie jednak sprawę, że bez trudu potrafiłaby mnie rozszyfrować. Dlatego też wpadałem do niej tylko na chwilę. Tłumaczyłem, że muszę się dużo uczyć. Mama tylko kiwała głową i prosiła mnie, żebym za bardzo się nie przemęczał. Na szczęście nie zadawała kłopotliwych pytań. 

Sho chyba się o mnie martwił, ponieważ ciągle dopytywał się o  moje samopoczucie. Bałem się powiedzieć mu, że za mój obecny psychiczny i fizyczny stan również on odpowiadał. Mówiłem, że sam sobie ze wszystkim poradzę. Nie do końca mi wierzył, ponieważ widziałem, jak czasami spoglądał na mnie ze smutnym wyrazem twarzy. Czasami słyszałem w nocy, jak szedł korytarzem i po chwili zaglądał do mojego pokoju. Podchodził do mojego łóżka i gasił lampkę. Czasami przesuwał opuszkami palców po moich włosach i twarzy. Z trudem udawało mi się udawać, że spałem.

Pod koniec tygodnia dowiedziałem się, że Marco i Aki nie rozmawiali ze sobą. Podobno pokłócili się przeze mnie. Marco nie mógł darować Akiemu tego, jak mnie potraktował. Czułem, że odnalazłem w Marku kolejnego dobrego przyjaciela i wiedziałem, że mogłem na niego liczyć.

Wreszcie nastał piątek. Nie mogłem doczekać się końca dzisiejszych zajęć, ponieważ zamierzałem po nich od razu wrócić do domu. Chciałem zaciągnąć zasłony w moim pokoju, położyć się na łóżku i zasnąć. Byłem bardzo przemęczony i z coraz większym trudem przychodziło mi słuchanie wykładów. Gdy opuszczałem uczelnię, zadzwonił do mnie Sho i powiedział, że wróci później do domu, ponieważ Marco pojechał do Akiego. Miałem cichą nadzieję, że uda im się w końcu pogodzić. 

Gdy wreszcie znalazłem się w domu, byłem tylko w stanie podejść do kanapy w salonie i dosłownie się na nią rzucić. Czułem, że moje powieki z każdą sekundą stawały się coraz cięższe i po chwili zasnąłem. Obudził mnie uporczywy dźwięk telefonu. Okazało się, że dzwonił Sho.
- Słucham... - powiedziałem sennym głosem.
- Będę za pół godziny.
- Mhm...
- Nati, spałeś?
- Mhm...
- Posłuchaj, na najniższym poziome budynku znajduje się basen.
- Basen? - zapytałem, ziewając.
- Tak, basen.
- Fajnie, ale co w związku z tym? - z trudem zapytałem, ponieważ nadal byłem bardzo zaspany.
- Nataniel, skup się.
- Staram się.
- Staraj się trochę bardziej.
- Przepraszam - mruknąłem.
- Przebierz się, zabierz dla nas ręczniki i szlafroki. Za chwilę prześlę ci kod, który musisz wpisać w windzie, żeby dostać się na basen.
- Czemu mam zjechać na basen? - Westchnąłem do słuchawki.
- Boże, nie wytrzymam z tobą. Domyśl się. Będę za pół godziny.

Gdy się rozłączył, przez chwilę analizowałem jego dziwne życzenie.
  
Czyżbyś miał ochotę popływać? Ze mną? Chyba będzie to trochę niewykonalne.

Wstałem z kanapy i spakowałem do torby wszystko to, o co poprosił mnie Sho. Zastanawiałem się, jaką zrobi minę, gdy mu powiem, że nie umiem pływać. W pewnym momencie zacząłem się nawet śmiać, chyba po raz pierwszy od czasu mojej kłótni z Akim.
- Aki - szepnąłem.
Postanowiłem, że jutro do niego zadzwonię, ponieważ z każdym dniem coraz bardziej mi go brakowało.
 
W końcu wyszedłem z mieszkania i po wpisaniu pierwszego kodu zjechałem na najniższy poziom budynku. Naprzeciw windy po drugiej stronie korytarza znajdowały się kolejne drzwi. Wpisałem drugi z kodów dostępu, który przesłał mi Sho i wszedłem do środka. Rozejrzałem się wokoło, podziwiając pomieszczenie, o którego istnieniu nie miałem pojęcia. Większą część sali zajmował basen z niesamowicie błękitną wodą. Tuż obok niego zlokalizowane było pokaźnych rozmiarów jacuzzi. Jedną ścianę pomieszczenia zdobiła fototapeta, która przedstawiała morze, niebo z pierzastymi chmurami i niezliczoną ilość białych żaglówek. Najbardziej w tym wszystkim niesamowity był sufit, który był niczym innym jak ogromnym lustrem, w którym odbijało się dosłownie wszystko. Patrzyłem na to z niedowierzaniem.
 

Przez chwilę zastanawiałem się, co powinienem zrobić. W końcu stwierdziłem, że chyba nic się nie stanie, jeśli wejdę do wody. Sprawdziłem godzinę. Okazało się, że Sho się spóźniał. Podszedłem do jednego z żółtych foteli i postawiłem na nim torbę. Nie namyślając się dłużej, ściągnąłem z siebie ubranie i położyłem tuż obok torby. Ubrany w same bokserki, ruszyłem w kierunku stopni prowadzących do basenu. Żałowałem, że nie miałem kąpielówek, ale nigdy dotąd nie były mi potrzebne. Pomyślałem, że może powinienem sobie chociaż jedne kupić. Może kiedyś Sho znów pozwoli mi tutaj przyjść? Bałem się trochę tego, że w każdej chwili ktoś może tutaj wejść i wyśmiać moją zwyczajną bieliznę.

Na szczęście wszelkie moje obawy zniknęły w chwili, gdy zacząłem powoli zanurzać się w ciepłej wodzie. Zauważyłem, że basen podzielony był na dwie sekcje. Pierwsza płytsza oddzielona była od głębszej ścianką, do której przymocowane zostało jakieś urządzenie. Nie wiedziałem, jak ono się fachowo nazywało. Ważniejsze dla mnie było to, że wypływała z niego woda, tworząc coś na kształt kurtyny. Po chwili zdobyłem się na odwagę i przeszedłem do drugiej części basenu. Tutaj woda sięgała mi już powyżej pasa. Z ciekawości zacząłem przemierzać basen wzdłuż ściany, której się kurczowo trzymałem. Stanowiła ona dla mnie namiastkę bezpieczeństwa. Zauważyłem, że z każdym kolejnym krokiem, dno minimalnie się obniżało. Gdy woda sięgnęła moich ramion, stwierdziłem, że nie ma co dalej kusić losu i zawróciłem. Wróciłem do ścianki działowej i stanąłem tyłem do kurtyny wodnej. Rozkoszowałem się wodą, która uderzała o moje nagie plecy. Przymknąłem oczy i poczułem, że moje ciało zaczęło się odprężać.

Popadłem w błogi stan i zacząłem wykonywać w pewnym sensie  niekontrolowane ruchy. Pochyliłem głowę, by z powrotem ją unieść i odchylić do tyłu. Wszystkie moje zmartwienia i kłopoty odeszły w zapomnienie. W tej chwili nic się nie liczyło i miałem wrażenie, że pozbyłem się wielkiego ciężaru, który męczył mnie przez cały tydzień. Po chwili odsunąłem się od kurtyny wodnej i stanąłem przodem do ścianki, która oddzielała od siebie dwie strefy basenu. Położyłem na niej przedramiona i oparłem na nich głowę. Znów przymknąłem oczy. Woda była ciepła i bardzo przyjemna. Żałowałem, że nie potrafiłem pływać. Miałem nadzieję, że może kiedyś się tego nauczę.

Nieoczekiwanie panującą ciszę przerwał stukot obcasów, których dźwięk rozchodził się po cały pomieszczeniu. Uchyliłem powieki i spojrzałem w stronę wejścia. W moim kierunku wolnym krokiem zmierzał Sho. Jak zawsze wyglądał niesamowicie w doskonale skrojonym garniturze, do którego idealnie dobrał koszulę i krawat. Zauważyłem, że miał rozpiętą marynarkę. Jedną dłoń trzymał w kieszeni spodni. Druga była swobodnie opuszczona wzdłuż ciała. Tradycyjnie miał poważny wyraz twarzy. Przydługie włosy zaczesał do tyłu. Ostatnio ciągle był zapracowany i nie miał czasu wybrać się do fryzjera. Patrzyłem na niego i zastanawiałem się, jak wyglądałby, gdyby miał długie włosy. Nie wiedziałem czemu, ale zapragnąłem, żeby je zapuścił. 

Sho podszedł do zejścia do basenu, nie odzywał się, ale nie spuszczał również ze mnie wzroku. 
- Cześć - powiedziałem cicho.
- Cześć - odpowiedziałem.
- Spełniłem twoje życzenie.
- Widzę.
- Jakie jest kolejne?
- Życzenie?
- Tak.
- Czy to nie jest oczywiste? - zapytał.
Przełknąłem ślinę, ale się nie odezwałem. Domyślałem się, czego on ode mnie chciał. 
- Podejdź i rozbierz mnie - powiedział.

Nie wiedziałem, skąd wzięła się moja odwaga, ale nie ruszyłem się. Nadal opierałem głowę na przedramionach i patrzyłem na niego. Byłem przekonany, że spotka mnie za to kara, ale nie mogłem się powstrzymać. Sho milczał i przyglądał mi się z lekkim zaciekawieniem. Czułem napięcie, które między nami zapanowało. Po chwili, która trwała chyba wieczność, odwrócił się i poszedł w kierunku stolika. Wyjął coś z kieszeni spodni i położył na nim. Potem odwrócił się z powrotem w moją stroną i znów usłyszałem stukot jego butów. Podszedł do stopni prowadzących do basenu.  Nie potrafiłem zrozumieć, co zamierzał zrobić. 
- Jesteś pewny, że chcesz grać w tę grę? - zapytał.
- Grę? - odpowiedziałem pytaniem.
- Nie zamierzasz zmienić zdania?
- Nie - szepnąłem.
- A więc... - powiedziawszy to, postawił stopę na pierwszym stopniu.

W jednej chwili dotarło do mnie, co on planował. Stawiał kroki na kolejnych stopniach. Schodził coraz niżej, aż wreszcie postawił stopy na dnie basenu. Nie zwracał uwagi na to, że miał mokre buty, garnitur i koszulę. Po prostu szedł w moją stronę. W pewnym momencie zatrzymał się i poprawił marynarkę. Gdy podszedł do mnie, odwróciłem się do niego. Na ustach błąkał mu się niewielki uśmiech. Woda sięgała nam powyżej pasa. Patrzyłem na niego niczym zahipnotyzowany.
- Poprosiłem cię, żebyś wyszedł z basenu i mnie rozebrał, prawda? - zapytał niskim głosem.
- Tak... - szepnąłem.

Nie potrafiłem oderwać od niego wzroku. Jego oczy, postawa i aura sprawiły, że moje serce zaczęło szybciej bić. Przełknąłem nerwowo ślinę i nie byłem w stanie się poruszyć. Sho wyciągnął rękę w moim kierunku i złapał mnie za dłoń. Przyciągnął mnie do siebie i zmusił, żebym na niego spojrzał. Nasze twarze dzieliły milimetry, czułem jego ciepły oddech na moich ustach. Myślałem, że mnie pocałuje, ale tego nie zrobił.
- Powiedz mi, co ja mam teraz z tobą zrobić? Nie słuchasz mnie, Natanielu. - Gdy wypowiedział te słowa, zadrżałem.
Nie mogłem wydusić z siebie żadnego słowa, ponieważ Sho przytłaczał mnie swoją obecnością. Przygryzłem nerwowo wargi i poczułem, że zacząłem się rumienić. Odsunął się ode mnie i z uśmiechem powiedział:
- Zawstydziłeś się. Dlaczego?
- ... - Znów milczałem.
- Proszę powiedz, dlaczego się zawstydziłeś?
- Przez ciebie...
- Przeze mnie? - zapytał.

Odsunął się ode mnie i zaczął mnie obchodzić. Gdy stanął za mną, przejechał opuszkami palców w górę po moim kręgosłupie. Moim ciałem wstrząsnął niekontrolowany dreszcz.
- Odpowiedz. - Usłyszałem jego głos.
- Twoja obecność... tak na mnie... Ty tak na mnie działasz... - Poczułem, że moje policzki zrobiły się purpurowe.
- Doprawdy? - zapytał.
Położył dłonie na moich ramionach i przejechał nimi w kierunku moich dłoni. Następnie znów przesunął swoimi dłońmi w kierunku moich ramion. Zaczął masować skórę mojej głowy. Po chwili ściągnął gumkę z moich włosów, które rozsypały się na moich ramionach. 
- Lubię, jak masz rozpuszczone włosy, Natanielu - powiedział.

Za każdym razem podobał mi się sposób, w jaki wypowiadał moje imię. Nieoczekiwanie złapał mnie za włosy i pociągnął je do tyłu. Zmusił mnie, żebym przywarł do niego swoim nagim ciałem. Poczułem jego gorące wargi na mojej szyi. Jego pocałunki, gorący oddech, a nawet zęby zmierzały w kierunku mojego ucha. W tym samym czasie jego dłonie błądziły po moim ciele. Dotykały mojego brzucha, torsu, ścisnęły sutki i musnęły powiększające się wybrzuszenie na bokserkach. Gdy przygryzł płatek mojego ucha, jęknąłem. Odwróciłem twarz w jego kierunku i spojrzałem na niego rozpalonym wzrokiem. Oblizałem wargi i zapragnąłem, żeby mnie pocałował. Odpowiedział mi jego cichy śmiech.
- Rozbierz mnie - powiedział.

Przez chwilę patrzyłem w jego oczy, które hipnotyzowały mnie swoją barwą i głębią. Gdy mnie puścił, odwróciłem się przodem do niego. Uniosłem dłonie i położyłem je na klapie jego marynarki. Zdjąłem ją i przez chwilę zastanawiałem się, co powinienem z nią zrobić. 
- Połóż na brzegu. - Usłyszałem.
Spełniłem jego polecenie, a potem drżącymi rękami zdjąłem mu krawat i zacząłem rozpinać guziki jego koszuli. Ręce drżały mi coraz bardziej, z każdym kolejnym rozpinanym guzikiem. Sho nie ruszał się i nic nie mówił, tylko patrzył na mnie tymi swoimi ciemnymi oczami. W takich chwilach zawsze nabierały one ciemniejszej barwy. 

Gdy rozpiąłem ostatni guzik jego koszuli i wyciągnąłem ją ze spodni, uniosłem dłonie, żeby ją zsunąć.
- Koszula zostaje - powiedział.
- Jesteśmy przecież sami, przynajmniej na razie. Poza tym będzie ci przeszkadzać w pływaniu.
- Nie odpuszczasz.
- Przecież już nieraz je widziałem.

Dostrzegłem, że analizował kolejny swój ruch. W końcu się odezwał:
- Zdejmij ją.
Gdy zdjąłem koszulę z jego ramion, Sho parsknął śmiechem. Spojrzałem na niego zdezorientowany, a on uniósł w odpowiedzi rękę. 
- Nati, rozepnij mankiety - powiedział rozbawiony.
Przez to, że nie rozpiąłem mu tych głupich mankietów, wywinięte rękawy zatrzymały się na jego nadgarstkach.
- Przepraszam - mruknąłem cicho, naprawiając swój błąd.

Z wahaniem wyciągnąłem dłoń w jego kierunki i dotknąłem opuszkami palców jego delikatnie umięśnionego torsu. Przejechałem nimi w kierunku jego brzucha. Pod palcami czułem zarys jego mięśni. Pomyślałem, że miał piękne ciało, nie to, co ja.

- Teraz buty. - Głos Sho przywrócił mnie do rzeczywistości.  
- Buty? - zapytałem zdezorientowany.
- Chyba jasno się wyraziłem. 
- Ale jak mam to zrobić?
- Zanurkuj, rozwiąż sznurowadła i ściągnij je z moich stóp. Czy taka instrukcja obsługi obuwia ci wystarczy? - zapytał z ironią w głosie.
- Ale...

Sho, ja nie umiem pływać, a tym bardziej nurkować. Jak ja mam ci to powiedzieć. To takie żenujące. 

- Ale? Nie ma żadnego "ale". To przez ciebie wszedłem w ubraniu do basenu - przerwał moje myśli.
- Ale... - zacząłem - ale... ja... nie... umiem... pływać... a tym bardziej... nurkować... - zacinałem się.
- Naprawdę? - Patrzył na mnie z lekkim niedowierzaniem.
Zażenowany skinąłem potakująco głową.
- W takim razie sam je zdejmę, ale żeby było jasne. Zdejmę tylko buty i skarpetki, resztę zostawiam tobie.
Podszedł do ściany basenu, uniósł się na dłoniach i usiadł na brzegu. Po chwili buty i skarpetki wylądowały obok reszty jego garderoby. Gdy z powrotem znalazł się w wodzie, powiedział:
- Czekam.
Nie miałem innego wyjścia, jak tylko podejść do niego. Dotknąłem jego paska i go rozpiąłem. Podobnie zrobiłem ze spodniami. Ponieważ znów się zawahałem, Sho złapał mnie za rękę i zmusił, żebym go dotknął. Pod palcami poczułem wyraźne wybrzuszenie, które oznaczało tylko jedno.

On zamierza się ze mną kochać tu i teraz?!

Przesunąłem dłonie i położyłem na jego biodrach. Po chwili zsunąłem z niego spodnie i bokserki. Nie mam pojęcia, jakim cudem on się z nich uwolnił. Po prostu to zrobił i położył je na brzegu basenu. Myślałem, że teraz będzie chciał, żebym go dotykał, albo sam zacznie mnie dotykać. Jednak on znów się tylko uśmiechnął i powiedział z rozbawieniem:
- Masz niegrzeczne myśli, Natanielu.
- Nieprawda - zaprzeczyłem, mało przekonująco.
- Kłamiesz. - Tym razem jego śmiech wypełnił pomieszczenie.
- Nieprawda - powiedziałem cicho.
- Chyba ci już kiedyś mówiłem, że słodko wyglądasz z tą zażenowaną miną i czerwonymi policzkami.

Tym razem nie poczekał na moją odpowiedź, tylko odwrócił się i zanurzył w wodzie. Popłynął w kierunku przeciwległego końca basenu i po chwili zniknął pod wodą. W tym momencie strasznie mu zazdrościłem tego, że potrafił pływać.

Może gdybym go o to poprosił, to by mnie tego nauczył?

Mijały kolejne minuty. Odwróciłem się i już miałem wrócić do płytszej części basenu, abo iść do jacuzzi, gdy poczułem jego dłonie na moich biodrach. Sho wynurzył się tuż za mną i powiedział:
- Dokąd się wybierasz, Natanielu?
Znów wypowiedział moje imię niskim tonem, który w połączeniu z jego dotykiem sprawił, że zadrżałem.
- Do jacuzzi - odpowiedziałem.
Sho przywarł do mnie swoim ciałem i zaczął błądzić dłońmi po moim brzuchu i udach. Z premedytacją mijał moje krocze.
- Jeśli chcesz, mogę nauczyć cię pływać. - Usłyszałem.
- Poważnie?
Odwróciłem się do niego i zarzuciłem mu dłonie na ramiona.
- Zrobiłbyś to? - zapytałem.
- Ale nie za darmo - powiedział. A ja przysiągłbym, że w jego oczach zapaliły się podejrzane iskierki.
- Nie mam nic, czym mógłbym ci zapłacić za twoje lekcje.
- Myślę, że masz. I sądzę, że doskonale o tym wiesz, Natanielu.

Przestań wypowiadać moje imię w taki sposób. Przestań tak na mnie działać. Czemu znów w twojej obecności ogarnia mnie taka żądza?

- To jak, zgadzasz się? - zapytał.
- Tak - szepnąłem.
- Na wszystko, o co cię poproszę?
- Tak.
- Zatem...

Pociągnął mnie w głębsze miejsce, gdzie woda sięgała nam do ramion. Po czym położył dłoń na moich plecach.
- Zaufaj mi. - Usłyszałem.
- Nie wiem, co mam robić.
- Wystarczy, że mi zaufasz.
Złapał drugą dłonią za moje udo i uniósł mnie do góry. Zrobił to tak szybko i nieoczekiwanie, że nie zdążyłem zaprotestować. Złapałem go kurczowo za szyję i pisnąłem:
- Co ty robisz?
- Miałeś mi zaufać.
- Ale...
- Nati, zaufaj mi. Puść mnie i się rozluźnij. Trzymam cię.

Z wahaniem zabrałem dłonie z jego szyi i położyłem się na wodzie. Czułem jego dłoń na plecach, która na szczęście nadal mnie podtrzymywała. Patrzyłem na niego z przerażeniem.
- Zrelaksuj się i daj się ponieść wodzie.

Westchnąłem i przymknąłem oczy. Pozwoliłem, żeby woda mnie unosiła. Moje ciało zaczęło powoli się rozluźniać, a ja poczułem się fenomenalnie. Nic do mnie nie docierało. Czułem tylko wodę, która mnie obmywała i ciepło jego dłoni. Po chwili poczułem coś więcej.

Sho zaczął dotykać drugą dłonią mojego torsu. Delikatnie przesuwał opuszkami palców po mojej skórze, kreśląc przy tym różne wzory. Co jakiś czas polewał mnie wodą, która spływała po moim ciele. Dotykał i lekko szczypał moje sutki.
- Właśnie tak, Nati. Nie myśl tylko się temu poddaj - powiedział.

Nie wiedziałem, co miał na myśli. Wodę, a może swój dotyk?

W pewnym momencie jego dłoń zawędrował na mój brzuch a potem na moje bokserki. Zaczęła masować przez mokry materiał mojego stojącego od jakiegoś czasu penisa. Pomyślałem, że moja twarz w tym momencie zrobiła się już pewnie szkarłatna. On nie komentował tego, tylko nadal mnie tam dotykał i masował. Co jakiś czas przesuwał palcami po moim brzuchu i torsie, by potem musnąć moje uda i znów pieścić moje krocze. Odchyliłem głowę nieco do tyłu, a on to wykorzystał i przesunął dłoń na moją szyję. Myślałem, że będzie chciał pozbawić mnie oddechu, lecz gdy na niego spojrzałem, powiedział:
- Spokojnie, nie tym razem.

Kiedy znów dotknął moich bokserek, cicho jęknąłem. Usłyszałem jego cichy śmiech i poczułem, że uwolnił mojego penisa z bokserek. Po chwili poczułem, że zaczął mi obciągać. Uniosłem głowę i patrzyłem na niego zafascynowany. Mój penis znikał we wnętrzu jego ust. Po chwili lizał językiem jego trzon, główkę i znów brał go do ust.
- Podobają ci się moje metody szkoleniowe? - zapytał.
- Bardzo - wychrypiałem, przymykając oczy.

Sho wyswobodził moje ciało z bokserek i znów pieścił mnie dłonią i językiem. Uwielbiałem, gdy zajmował się mną w taki sposób. Rozpływałem się pod wpływem jego dotyku i co jakiś czas cicho mruczałem. Dłoń, która podtrzymywała moje plecy, przesunęła się w wodzie wzdłuż mojego kręgosłupa i zaczęła miziać mój kark. Potem znów wróciła na swoje wcześniejsze miejsce. Było cudownie. Unosiłem się na powierzchni wody, a mężczyzna, którego kochałem, właśnie mnie rozpalał. W tym momencie niczego więcej nie chciałem i nie potrzebowałem do szczęścia. Nieoczekiwanie złapałem się na tym, że zacząłem niekontrolowanie unosić i opuszczać biodra. Dosłownie i w przenośni odpływałem.

Nawet nie wiem, kiedy znaleźliśmy się blisko ściany basenu. Sho pomógł mi ustać, a następnie chwycił mnie pod ramiona i uniósł do góry tak, że usiadłem na brzegu basenu. Gdy odchyliłem się do tyłu i oparłem na dłoniach, znów zaczął mi obciągać. Jego gorące wargi zacisnęły się na moim penisie i nie byłem w stanie opanować głośnego jęku. To przywróciło mnie trochę do rzeczywistości.
- Sho, a co jeśli ktoś tutaj wejdzie? - zapytałem i znów jęknąłem głośno.
- No i co z tego? - odpowiedział mi pytaniem, przesuwając językiem po trzonie mojego fiuta.
- Jak to co? - pisnąłem.
- Czyżbyś się wstydził?
- A ty nie? - znów pisnąłem.

Widziałem, że drań robił to specjalnie. Złapał mnie za pośladki i zmusił, żebym przesunął się nieco do tyłu. Gdy uniósł moje nogi do góry, przymknąłem oczy i mój głośny jęk odbił się od ścian pomieszczenia.
- Sho, błagam cię. Nie chcę, żeby ktoś nas zobaczył. Nie chcę, żeby ktoś zobaczył mnie w takim stanie - błagałem.
- Nie rozumiem, o co ci chodzi. Przecież wyglądasz teraz wspaniale. Jesteś rozpalony, twój penis stoi na baczność, a to miejsce domaga się pieszczot.
Gdy wypowiadał ostatnie zdanie, poczułem, że zaczął masować palcami moje wejście.
- Jesteś... - pisnąłem.
- Jaki? - zapytał i wsunął we mnie język.
- O mój boże... - powiedziałem i przyciągnąłem nogi bliżej torsu, dając mu tym samym lepszy dostęp.
- Mam przestać? - droczył się ze mną, wsuwając we mnie palce i liżąc moje jądra.
- N... i... e... - jęczałem.
Jego język znów zagłębił się w moim wejściu i zaczęło mi być wszystko jedno, czy ktoś tutaj przyjdzie i zobaczy nas w tej krępującej sytuacji. Chciałem, żeby on nie przestawał. Sam w pewnej chwili nabiłem się mocnej na jego palce, gdy je we mnie wsunął.
- Napaliłeś się, prawda? Pragniesz mnie? Powiedz?
- T... a... k... pragnę, pożądam, chcę... - Przestałem się kontrolować.
- Jest tylko jeden mały problem - powiedział, nie przestając mnie rozciągać.
- Problem? - Mój umysł ledwo odróżniał znaczenie jego i moich słów.
- Tak - kontynuował. - Miałem kochać się z tobą tutaj w wodzie. Powoli. Długo. Namiętnie. Potem miałem zamiar zerżnąć cię w jacuzzi, ale...
- Ale... - jęknąłem, bo dodał ostatni czwarty palec, tym samym mocniej mnie rozciągając.
- Nie posłuchałeś mnie, więc teoretycznie powinienem cię ukarać. - Kontynuował swoją grę.
- A praktycznie? - Ledwo byłem w stanie mu odpowiedzieć, ponieważ doprowadzał mnie prawie do samej granicy.
- Dzisiejszego dnia praktyka idzie w parze z teorią, Natanielu. Więc...

Zabrał palce i poczułem, że w ich miejscu pojawiło się coś innego. Było to coś twardego i większego od nich.
- Spokojnie, rozluźnij się. - Usłyszałem.
- Co to jest?- zapytałem, cicho piszcząc.
- Jedna z wielu moich zabawek - powiedział.

Czułem, jak z każdą upływającą sekundą, moje wejście rozciągało się coraz bardziej. Starałem się maksymalnie rozluźnić, ale to nie było łatwe przez napierający na mnie przedmiot. Sho głaskał wolną dłonią wewnętrzną stronę mojego uda, dotykał penisa i smyrał jądra. Poczułem, że ów przedmiot w końcu w całości się we mnie znalazł. Zrozumiałem, że był to korek analny. Większy od tego szklanego, z którym kiedyś musiałem iść na czworakach po schodach na górę.
- Wspaniale - powiedział i pociągnął mnie z powrotem do wody.

Uczucie wypełnienia było dziwne. Najchętniej pozbyłbym się tego pluga, który jednocześnie mnie drażnił, irytował i mocno podniecał.
- I jak ci się podoba mój prezent? - zapytał, śmiejąc się.
- Tak jak powiedziałeś, jest wspaniały - powiedziałem przez zaciśnięte zęby.
- Przepłynę jeszcze parę razy basen, a ty idź i przynieś mi ręcznik.
- Mam iść z tym w... - przerwałem.
- Dokładnie. Nie martw się, na pewno tego nie zgubisz. - Mrugnął do mnie i odpłynął w przeciwnym kierunku.

Westchnąłem i ruszyłem w kierunku schodów. Każdy kolejny krok sprawiał, że moje mięśnie bardziej się na tym zaciskały. To było jednocześnie straszne i podniecające. Chciałem, żeby to Sho mnie wypełnił. Chciałem poczuć w sobie jego penisa, a nie ten zimny i twardy przedmiot. Wyszedłem z wody i poszedłem do torby. Gdy się pochyliłem, plug mocnej naparł na moją przednią ścianę, na co cicho syknąłem. Wyjąłem z torby ręczniki i szlafroki, które zgodnie z jego życzeniem zabrałem z mieszkania. Miałem zamiar się wytrzeć i założyć swoje ubranie, ale nie wyobrażałem sobie tego zrobić z plugiem w moim tyłku. Gdy osuszałem ręcznikiem włosy, spojrzałem w kierunku basenu i zobaczyłem, że Sho właśnie płynął kraulem. Zrobił nawrót i ruszył z powrotem w kierunku końca basenu. Po chwili wahania wróciłem po jego mokre rzeczy i zaniosłem w kierunku fotela, na którym leżała torba.
- Zostaw je tutaj - Usłyszałem jego głos.
Gdy się obejrzałem, zobaczyłem, że wychodził już z basenu. Woda spływała po jego nagim i lekko umięśnionym ciele, a ja znów pomyślałem, że wyglądał fenomenalnie.
- Ale... - zacząłem mówić.
- Stanowczo za dużo tych twoich "ale" jak na jeden dzień, nie sądzisz?
- Twoje rzeczy...
- Zostaw, obsługa się nimi zajmie. Teraz powinieneś raczej skupić się na tym, żeby mnie wytrzeć do sucha.

Gdy podszedł do mnie, zacząłem go dokładnie wycierać. Cicho syknąłem, ponieważ gdy przykucnąłem, żeby wytrzeć jego łydki i stopy, plug przypomniał mi o swojej obecności.
- Wystarczy, wracamy do mieszkania.
Sho założył szlafrok. Kiedy założyłem swój, położył ręcznik na moich ramionach i rozłożył na nim moje włosy.

Po chwili jechaliśmy windą na górę, a ja modliłem się, żeby nikt do niej nie wsiadł.
- Znów się stresujesz? - zapytał.
- No bo, co będzie, jak ktoś wsiądzie do windy?
- Jak to co? Powie dzień dobry, wciśnie guzik swojego piętra, a potem wysiądzie.
- Nie o to mi chodzi.
- Nati, widok kogoś wracającego z basenu nie jest tutaj czymś szczególnie dziwnym.
- ... - nie odpowiedziałem.
- A może powinniśmy zrobić coś, co wywołałoby większe zaskoczenie?
Powiedziawszy to, przywarł do mnie, przycisnął do ściany i mocno pocałował. Gdy załapał mnie za nogę i uniósł ją do góry, głośno zaprotestowałem.
- Co ty wyprawiasz?!
- Dbam o rozrywkę naszych potencjalnych współpasażerów.
Złapał mnie za drugie udo i je również uniósł do góry. Zmusił mnie, żebym oplótł go moimi nogami.
- Zwariowałeś?! - krzyknąłem.
Poczułem, że dotknął dłonią korka analnego i zaczął się nim bawić. Czułem, jak go minimalnie wysuwał i z powrotem we mnie wsuwał.
- To całkiem możliwe, że oszalałem. Ale to wszystko twoja wina, Nati. - Usłyszałem.

Mocniej mnie przyparł do ściany i wpił się we mnie swoimi ustami. Całował mnie pożądliwie i zachłannie, a ja czułem ogarniające mnie coraz większe pożądanie. Zastanawiałem się, ile razy ten człowiek zamierzał się jeszcze ze mną droczyć. Rozbudzać, rozpalać, pobudzać, by po chwili nie robić dosłownie nic. Nagle odwrócił mnie tyłem do siebie i wysunął ze mnie korek. Poczułem, że wsunął we mnie palce, a gdy je w końcu wyjął, zaczął wolno we mnie wchodzić.
- Sho, przestaaaaaaaaaaa... - krzyknąłem, gdy w końcu cały się we mnie znalazł.
Uwielbiałem jego gorącego penisa, który penetrował i rozszerzał moje wnętrze.
- Jak nie przestaniesz się na mnie zaciskać, to zerżnę cię w tej windzie. - Usłyszałem jego głos tuż przy moim uchu.
- Nie robię tego specjalnie - sapnąłem.

Przymknąłem oczy i rozkoszowałem się tym, że wolno we mnie wchodził i wychodził. Po kilku razach z rozczarowaniem poczułem, że się ze mnie wysunął. Po chwili w moim wnętrzu z powrotem znalazł się plug. Byłem rozczarowany. Gdy się odwróciłem, spojrzałem na niego z wyrzutem. Nie odezwał się, tylko słodko się do mnie uśmiechnął. Ja nie byłem w stanie zachować tak stoickiego spokoju, jak on. Ciągle przestępowałem z nogi na nogę i zaklinałem, żeby ta winda jechała szybciej. Błagałem w myślach, żeby nikt do niej nie wsiadł.

Gdy przekroczyliśmy próg mieszkania, miałem już dość. Pragnąłem, żeby mnie dotykał, pieścił, rozpalał, pożądał i żeby w końcu się ze mną kochał. On się nie śpieszył, poszedł wolnym krokiem do komody i wziął pilot od sprzętu grającego. Po chwili pomieszczenie wypełniły dźwięki muzyki. Miałem wrażenie, że skądś znam ten utwór, ale nie potrafiłem powiedzieć, gdzie go wcześniej słyszałem.


video 
Źródło: https://www.youtube.com/watch?v=GuRWtwA9PKI&index=7&list=PLSAJN2bPeownFOYVJRhNwNAi6dGIirr7a


- Podoba się? - Usłyszałem jego głos.
- Tak - szepnąłem i przełknąłem nerwowo ślinę.

Patrzyłem na niego zahipnotyzowany, gdy do mnie podszedł. Ujął mnie palcami za brodę i przyciągnął do siebie. Pocałował głęboko, mocno, pożądliwie, namiętnie. Jego język wdzierał się do moich ust, a zęby co jakiś czas przygryzały moje wargi. Wsunął dłoń między nas i rozwiązał pasek mojego szlafroka. Po chwili odsunął się i obszedł mnie. Gdy stanął za mną, położył dłonie na moich ramionach i zsunął ze mnie szlafrok. Odsłonił mój kark i zaczął całować moją szyję, jednocześnie obejmując mnie ramionami. Przymknąłem oczy i oparłam o niego głowę. Jego dotyk i muzyka obezwładniały mnie.

Nawet nie zorientowałem się, w którym momencie poprowadził mnie w kierunku kanapy. Gdy mnie popchnął do przodu, zdezorientowany otworzyłem oczy, ale spełniłem jego nieme polecenie. Klęknąłem na kanapie i wtuliłem głowę w jej oparcie. Serce mi przyśpieszyło, a ciało drżało w oczekiwaniu na jego dotyk. Na to uczucie rozpierania i lekkiego bólu, gdy moje ciało z trudem otwierało się na niego. On nie śpieszył się. Znów. Poczułem, że oparł się kolanem o kanapę i położył dłonie na moich biodrach. Po chwili złapał mnie za włosy i przyciągnął do siebie. Zmusił mnie, żebym przekręcił głowę w jego stronę. Gdy zaczął mnie całować, powoli wyjął ze mnie korek analny. Jęknąłem mu w usta. Nie przestając mnie całować, przysunął penisa do mojego wejścia. Nie wiem, skąd wziął lubrykant, ale czułem, że rozsmarował go na moim ciele. W końcu zaczął wolno we mnie wchodzić. Miałem nadzieję, że wreszcie skończą się moje cierpienia, ale tak się nie stało. Wsunął główkę swojego penisa i się zatrzymał. Przesunął dłonią wzdłuż mojego kręgosłupa, a ja mocniej wypiąłem tyłek w jego kierunku. On jednak się wycofał. Bawił się ze mną. Znów. Miałem wrażenie, że on rozkoszował się tym, że przestawałem nad sobą panować i błagałem go o więcej. Ponownie we mnie wszedł, ale tylko do połowy. Zaprotestowałem głośno, gdy poczułem w sobie pustkę. Drażnił mnie tak jeszcze kilka razy. Rozszerzał mnie swoim penisem, drażnił prostatę i po chwili się wycofywał. Sapnąłem głośno i zacząłem go błagać, żeby mnie wreszcie zerżnął. Celowo tego nie robił.

W końcu z radością poczułem, że powoli we mnie się wsuwał. Ale nagle poczułem, że moje wejście jeszcze bardziej zaczęło się rozszerzać. Ból, który się nieoczekiwanie pojawił, mieszał mi w głowie. Po chwili zrozumiałem, że wraz ze swoim penisem wsuwał we mnie dodatkowo dwa palce. Jęknąłem i próbowałem odsunąć się od niego.
- Nati, spokojnie - powiedział czule i przejechał dłonią po moim kręgosłupie.
Czułem ból, dyskomfort i jednocześnie coraz większe podniecenie. Nigdy dotąd czegoś podobnego nie doświadczałem. To było takie inne, obce i zarazem niesamowite. Drażnił palcami moje wnętrze i w tym samym czasie powoli mnie posuwał. Wtuliłem twarz w oparcie kanapy i jęczałem coraz głośniej.
- Właśnie tak, rozluźnij się. Dziś pozostaniemy tylko przy palcach, ale następnym razem wsuną w ciebie jeszcze dildo. Co ty na to, Natanielu? - zapytał.
- Achhhhhh... - nie byłem w stanie nic sensownego mu odpowiedzieć.
Po chwili wyciągnął palce i wyszedł ze mnie.

Tym razem musiałem usiąść na brzegu kanapy i oprzeć się plecami jej oparcie. Sho przesuwając dłonią po moim penisie, wszedł we mnie. Gdy naparł palcami na moje wejście, spiąłem się, ale po chwili je wpuściłem. Zacisnąłem mocno dłonie na kanapie i zagryzłem wargi.
- Przecież wiesz, że lubię słuchać, jak krzyczysz - powiedział i przysunął się do mnie.
Jednocześnie całował mnie i pieprzył palcami oraz swoim fiutem. Już dawno przestałem czuć ból i szczerze mówiąc, chciałem poczuć nie tylko jego palce. Jednak bałem się powiedzieć to na głos i mimo wszystko bałem się większego bólu.

W końcu Sho zabrał palce, złączył moje nogi, uniósł je i docisnął do mojego torsu. Zawyłem, czując, jak głęboko we mnie wszedł. Przestał być delikatny. Przestał się wolno poruszać. Przestał zwracać uwagę na moje reakcje. Ogarnęła go żądza, dzika namiętność. Jego oczy stały się czarne. Dociskał mnie mocno do kanapy i ostro pieprzył. Krzyczałem. Jęczałem. Błagałem go, żeby zwolnił, przyśpieszył, nie zwalniał, był delikatniejszy, mocniej i głębiej mnie posuwał. On nie reagował na to, co mówiłem. On mnie rżnął. Mocno. Brutalnie. Ostro. Przestałem zaciskać dłonie na kanapie i wbiłem palce w swoje uda. Sho mocno rozłożył na boki moje nogi, a ja krzyknąłem.
- Właśnie tak, krzycz, głośno, wyj, chcę wiedzieć, że ci jest dobrze... - Słyszałem jego napięty głos.
- Ja... nie mogę... błagam...
Zaczął mi trzepać, a ja zacząłem wyć. Miałem ochotę się rozpłakać, ponieważ tak długo to trwało.  Tak długo czekałem, żebym mógł wreszcie dojść. Żeby poczuć tę niesamowitą chwilę, kiedy moje ciało ogarniała euforia.

Tak, tak, tak, jeszcze, mocniej, głębiej, tak... Chcę wreszcie dojść. Potem może mnie wszystko boleć. Nie ważne. Teraz chcę, żebyś mnie rozpychał do granic moich możliwości. 

Moim ciałem zaczęły wstrząsać niekontrolowane dreszcze. Zacisnąłem dłonie na jego przedramionach i jęczałem, wyłem i krzyczałem. Gdy jego ruchy zmieniły się na wolniejsze i bardziej płynne, nie wytrzymałem i się rozpłakałem.


Nie, nie, nie wytrzymam, za dużo, błagam... - grzmiało w mojej głowie.

- Proszę... proszę... ja... tego nie wytrzymam... - błagałem go głosem przerywanym przez moje jęki.
- Skoro tak ładnie mnie prosisz... - wycharczał. Zrozumiałem, że jego też bardzo wiele to kosztowało.

Jego ruchy stały się niekontrolowane, płytkie, głębokie, szybkie, wolne, chaotyczne. Nie panował już nad sobą. Dał się ponieść naszej żądzy, instynktom i pierwotnym pragnieniom. 

A ja... czułem, że zacząłem tracić kontakt z rzeczywistością. Wszystko pociemniało i stało się odrealnione. Szarpnąłem się do tyłu i z moich ust, wydobył się nieludzki jęk. Moim ciałem wstrząsnął orgazm, który sprawił, że na chwilę wszystko znikło. Mieszkanie, muzyka, Sho, ja... nic się nie liczyło. Ekstaza, tylko ją w tej chwili czułem. Gdy wracałem do realnego świata, czułem jego mocne ruchy, które oznaczały, że zbliżał się do orgazmu. Spojrzałem na niego i w jego oczach dojrzałem dziką żądzę. W tej chwili mój ukochany zmienił się ze spokojnego człowieka w dziką bestię, która z głośnym gardłowym pomrukiem osiągnęła upragniony kres tego wszystkiego.

Przez chwilę patrzyliśmy na siebie w milczeniu. Niepewnie uniosłem dłoń i przyciągnąłem go do siebie. Nie zaprotestował. Tym razem to ja go pocałowałem. Niepewnie. Nieporadnie. Może zwyczajnie. Ale, ja sam to zrobiłem.

- Nati... - usłyszałem jego cichy szept, gdy odsunął się ode mnie.

Jego spojrzenie się zmieniło, z dzikiego stało się takie... czułe. Trwało to dosłownie ułamki sekund, ale dla mnie to wystarczyło. Widziałem, że potem będę miał mnóstwo wątpliwości, będę zadawał sobie mnóstwo pytań, analizował jego zachowanie i to, co nas łączyło. Ale... rozkoszowałem się tymi sekundami, podczas których patrzył na mnie tak, jak chciałem, żeby zawsze to robił.

Niestety nie trwało to zbyt długo. Sho chyba uświadomił sobie, jak się zachowywał. Odsunął się ode mnie, wstał i powiedział:

- Mam ochotę poleżeć w jacuzzi. Co ty na to? - zapytał.

Wyciągnął dłoń w moim kierunku i pomógł mi wstać. Potem mnie umył i wymasował wszędzie. Dosłownie wszędzie. Nie kochaliśmy się, tylko relaksowaliśmy i odpoczywaliśmy w bąbelkującej wodzie.

Później poszliśmy spać. Oddzielnie. Niestety. Było mi smutno, ale nic nie mogłem na to poradzić. Nie miałem odwagi poprosić go o to, żebyśmy spali razem.

Następnego dnia około dziewiątej do Sho zadzwonił Marco. Jedliśmy właśnie śniadanie. Gdy Sho skończył rozmawiać, powiedział:
- Aki jest w szpitalu, ma zapalenie płuc. Marco poprosił mnie, żebym przywiózł mu kilka rzeczy z jego mieszkania i zrobił zakupy. Pomożesz mi? Jeśli oczywiście chcesz.
- Pomogę.
- Wyjeżdżamy za dziesięć minut. Pośpiesz się.
- Sho, pojadę z tobą również do szpitala.
- Miałem nadzieję, że to powiesz.
- Proszę, nie wkurzaj się na niego. Aki, to mój... - zawahałem się.
- Przyjaciel, wiem. Obiecuję, że ochrzanię go za ostatnie głupie zachowanie, jak już wyzdrowieje.
Sho podszedł do mnie i musnął wargami mój policzek.
- Zbieraj się, Nati - cicho powiedział.

Potem pojechaliśmy do mieszkania Marca. Nie pytałem, czemu Sho miał do niego zapasowe klucze. Domyślałem się, że pewnie Marco podobnie miał klucze do mieszkania Sho. Odwiedziliśmy kilka sklepów, kupiliśmy wszystko, o co prosił Marco i w końcu znaleźliśmy się w szpitalu na oddziale, na którym leżał Aki.

Linki:
- Umowa - Rozdział 37 (Marco / Aki)
- Umowa - Spis treści 

30 komentarzy:

  1. Nowy rozdzialik Umowy i życie jest piękniejsze <3

    OdpowiedzUsuń
  2. <3<3<3<3<3<3

    Konstruktywna odpowiedź <3<3<3

    OdpowiedzUsuń
  3. Łiiiii wstajesz rano a tu takie piękne wieści! I już wiem, że dupa, że nie wytrzymam. Zaczynam dzień od Umowy. I z każdy kolejnym zdaniem myślę sobie "Mo i właśnie dlatego jesteś moją Sensei". Jak zwykle - cudownie. Dostaje szału. Drażni mnie opanowanie Sho. Wkurwia mnie jego samokontrola. Byle tylko nie okazać Natiemu zbytniej czułości. No szlag by to! Seksy oczywiście mistrz 😁 no to kiedy więcej?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sho mocno się kontroluje. Niestety taki to już typ. A może naprawdę dla niego to tylko zwykła zabawa. Zero uczuć, zero emocji, tylko układ.

      Oczywiście, że kolejny będzie najszybciej, jak tylko się da :D.

      Usuń
    2. Nie wierzę. Nie chcę w to wierzyć. Chcę się łudzić, że te przejawy czułości to coś więcej niż litość. Będę czekać. Mam nadzieję, że skorupa Sho w końcu pęknie i rozpadnie się na kawałki.

      Usuń
  4. Awwwww jest i rozdział :) Odrazu moj dzień stał się lepszy Dziekuje hihii .

    Ehhh Biedy Nathan tak mi go szkoda . Coraz bardziej zakochuje się się w Sho który znów nie wiem czy tak dobrze ukrywa swoje uczucia czy jest takim zimnym dranie i tylko go wykorzystuje dla swoich potrzeb .Ale w końcu Sho pokazał że może być czuły i delikatny dla niego ...kurde nie nadążam za nim .

    Sho daje mu nadzieję że jednak może wszystko się ułoży , kocha się z nim tak jak pragnie tego Nataniel a potem go zostawia i on jest całkowicie zagubiony .Jeśli Sho by nie zależało to by tego nie robił prawda ? Tak samo jak z tym basenem widział że to co się wyydarzyło ostatnio bardzo wpłyneło na nie go i chciał dla niego dobrze ale po tym znów go zostawił samego ..kurde no Sho ograni swoje cztery litery !!

    Czasem zastanawiam się co się stanie go mama Nataniela umrze O.o Co wtedy ? Czy ich umowa się rozwiąże ? Nati ( Kocham jak Sho tak na niego mówi ) wrócił do pracy w barze a Sho do biura ? Bedą żyć tak jak by nigdy nic się nie stało . Przecież ich na pewno łączy coś więcej niż tylko sex !

    Chyba coś strasznego musiało by się stać aby Sho zrozumiał że jednak zależy mu na nim ...Coś co rozbije tą jego skorupę wokół niego .

    Nie wiem czemu ale boję się go Nataniela strasznie to przezywa i to źle na niego wpływa :|

    Ejku Aki w szpitalu mamooo :( :( .....

    Chcę już rozdział bo chyba zejdę na zawał czekając znów tytle czasu ...Proszę dodaj jak najszybciej ...^^

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że rozdział wywołał tyle radości :D. Z tym pisanie to jest różnie, pomysły są, ale czasem brak chęci, zeby przelać to na papier (kompa XD).

      Sho chyba sam do końca nie wie, jaki jest. Potrafi być czuły itp., ale potem znów się wycofuje i staje się zimny. Myślę, że nie da się tak łatwo zmienić. Poza tym nie wiadomo, który Sho jest prawdziwy. Czuły i romantyczny, czy zimny i sadystyczny?

      W końcu przyjdzie czas, że Sho będzie musiał zdecydować czego tak naprawdę chce i jaki jest. Nie mogę powiedzieć, co to będzie, ani tego jaką podejmie decyzję.

      Nataniel jest bardzo wrażliwy i nie pomaga mu to, że zakochał się w Sho. Gdyby Sho odwzajemnił jego uczucie na pewno bylo by mu łatwiej. A tak, no cóż cierpi w milczeniu i samotności.

      Tak, Aki znalazł się w szpitalu. Mocno się rozchorował. Może jakaś wyższa siła go ukarała za jego ostatnie beznadziejne zachowanie XD.

      Usuń
  5. niestety rozdział bardzo mi się dłużył i szukałam tylko, co by się tu dało pominąć, żeby nie zgubić wątku :/

    liczyłam na to, że bardziej sobie tam żywo funkcjonowali, cóż, życie

    akcja taka powolna, niby coś tam się działo, ale w sumie nie za dużo. natłok smutnych myśli Nataniela, przeżywanie ostatnich wydarzeń...

    a po tym wszystkim akcja z basenem, która chyba nie zrobiła wystarczającego wrażenia
    PS. buty i paski baaardzo nie lubią wody z basenu :v garnitury tak naprawdę też

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sho miał gdzieś, co się stanie z jego ubraniami, butami, paskami itp. Stać go przecież na kupno nowych. Taki ma styl.

      Między nimi nie zapanuje przecież nagle radość, szczęście i miłość. Nat ma mnóstwo pytań, których nie potrafi zadać. Sho się wycofuje, bo taki ma charakter. Poza tym Nat nie byłby sobą, gdyby tego nie przeżywał.

      Uważam, że w ciągu tygodnia wydarzeń fajerwerki raczej nie mają szans na pojawienie się.

      Szkoda, że rozdział nie przypadł ci do gustu. Ale nie da się wszystkich uszczęśliwić.

      Usuń
  6. <3 <3 <3 <3 <3
    Brawa, brawa, ukłony, oklaski!

    OdpowiedzUsuń
  7. Miałam zacząć pisać o emocjach Nata, bo wstęp był cudowny i smutny,ale ciąg dalszy... No i to było takie długie i szczegółowe <3 cholera, bardzo mi się podobało, aż się nakręciłam, serio. Dawno nie czytałam tak zmysłowego rozdziału. co prawda ten z myciem wozu też był hot, ale no... no i woda <3

    Bardzo, bardzo mi sie podobało, aż nie wiem, co tu jeszcze napisać. Każde zdanie, każdy wyraz, odczucia Nataniela, jego reakcje, zachowanie Sho. Kocham, jak on sie tak droczy z Natem. Uwielbiam, że Nataniel w takich chwilach otwiera się i zatraca.

    No i nauka "pływania". :3

    Macanie, droczenie się, akcja w windzie - wszystko było takie aaaaawwwww, cholernie i niesamowicie zmysłowe. Serio, jak będe potrzebowała motywacji, to wrócę do tego rozdziału. Ogólnie Nat ma chyba najbardziej wrażliwą i taką emocjonalną narrację, sceny seksu też są niezwykle zmysłowe i całkiem inne niż np. z perspektywy Akiego czy Marka. U nich sa takie bardziej jajcowate, a u Nataniela niezwykle zmysłowe, da się wczuć i odpłynąć z Natem.

    No i narracja spójna, rozdział bardzo dopracowany. :)

    Ciesze się,że tak lubisz opisywać grę wstepną <3 dawaj takie długie <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nataniel jest najbardziej emocjonalnym bohaterem tego opowiadania, stąd taka narracja. Dla niego wszystko jest nowe, inne, zmysłowe. On to wszystko przeżywa, ponieważ zawsze czeka na najmniejszy gest i dotyk Sho. Pragnie tego, ale boi się o to prosić. Nie chce być odtrącany, chociaż tak się prawie dzieje cały czas.

      Sho z kolei uwielbia droczyć się z Natanielem, rozpalać go i nakręcać, a potem udawać, że jego to nie ruszyło (chociaż w środku się gotuje XD).

      Zarówno Nataniel i Sho w takcie seksu się zmieniają, bardziej otwierają się przed sobą i przestają udawać. Niestety potem wraca ich szara codzienność, której nadal nie potrafią pokonać.

      Staram się, żeby narracje bohaterów były różne. Różnie mi się to udaje, ale staram się XD.

      Jajcowate XD. Fajne określenie :D.

      Gra wstępna jest według mnie bardzo ważna :3. Poza tym Nataniel potrzebuje się zatracić i Sho doskonale o tym wie. Sho z kolei uwielbia nakręcać Nataniela. Pod tym kątem idealnie się dobrali :D.

      Usuń
  8. Jestem za granicą. Niby normalny dzień. Przez przypadek wybrałam tą stronę i co widzę? Taką radochę to daje mi tylko Umowa. Najlepszy moment - te oczy Sho pełne czułości <3333

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Umowa podoba ci się. No i oczywiście Pan Idealny, który teoretycznie nie wie, co to jest miłość i łączy go z Natanielem tylko "umowa".

      Usuń
  9. Kiedy BedZie kolejny rozdział? Zakochalam sie w opowiadaniu<33

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już niedługo pojawi się kolejny rozdział :D.

      Cieszę się, że spodobała ci się umowa. Jest moim ukochanym opowiadaniem :3.

      Usuń
    2. Codziennie sprawdzam Twojego bloga po 4 razy xD
      Nie moge sie doczekac ;_;

      Usuń
    3. No I gdzie ten obiecywany rozdzialik nie widze:D
      A szkoda ,czekam dalej :D

      Usuń
  10. Mam połowę rozdziału XD. Jeszcze trochę cierpliwości.

    OdpowiedzUsuń
  11. Wielkie uznanie bo ja się gubię

    OdpowiedzUsuń
  12. A w czym się gubisz jeśli można wiedzieć :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Kiedy pojawi się nowy rozdział??? ��

    OdpowiedzUsuń
  14. Odczuwam niedosyt twojej twórczości... codziennie sprawdzam bloga dwa razy (to nie służy popedzeniu, tylko zmotywowaniu) <3

    OdpowiedzUsuń
  15. Odlotowy balkon ja spraedzam 3x i. Za kazdym razem ta cama reakcja
    ~no nieeee ;_;

    Autorko nasza kochana weź ode mnie wene jezeli ci jej brakuje....oddam ją Tobie nawet w całości!

    OdpowiedzUsuń