WAŻNE INFO:

KOMENTUJCIE, bo to bardzo motywuje XD.

niedziela, 14 maja 2017

Zemsta - Rozdział 9 (Aoi)

AOI

 
Z trudem otworzyłem oczy i zobaczyłem...

- A więc to nie był sen - szepnąłem i rozpłakałem się.

Usiadłem na materacu, przyciągnąłem kolana pod brodę, objąłem je ramionami i zacząłem bujać się w przód i w tył. Po moich policzkach płynęły łzy, a z piersi wydobywał się stłumiony szloch. Płakałem, ale najciszej jak tylko potrafiłem. Zagryzałem mocno wargi, żeby nie wydać żadnego dźwięku. Nie chciałem, żeby mnie usłyszał, ponieważ przyszedłby do mnie. 

Nie miałem pojęcia, ile czasu spędziłem w tym ciemnym i przerażającym pokoju. Straciłem poczucie upływającego czasu. Nie wiedziałem, czy właśnie był dzień, czy też noc. Nie potrafiłem stwierdzić, która była godzina. Od chwili, gdy się przebudziłem w tym obcym miejscu, nikt się mną nie interesował. Coraz bardziej doskwierały mi głód i pragnienie. Najgorszy w tym wszystkim był strach, który z każdą chwilą potęgował się coraz bardziej. 

Od samego początku moje myśli wypełniało tylko jedno pytanie:

Co zamierzał zrobić ze mną ten dziwny człowiek? 

- Gdybym wtedy uciekł... - szepnąłem przez łzy.

Przypomniałem sobie wydarzenia, które miały miejsce kilka dni temu. 

A może to było kilkanaście godzin temu?

Nie wiedziałem. Boże, nie wiedziałem. 

Gdzie jestem?! Czego ode mnie chcą?! Czemu mnie nie wypuszczą?! Zabiją mnie?! Nie chcę umierać! 

Ukryłem głowę w kolanach. Mój coraz głośniejszy szloch zaczął odbijać się echem od niemal pustego pomieszczenia.

Nie, muszę się uspokoić. Nie może mnie usłyszeć. Nie chcę, żeby przychodził. Oddychaj. Uspokój się. Skoro cię jeszcze nie zabili, mają względem ciebie jakiś plan. 

Boże, a jeśli chcą sprzedać mnie do burdelu?! Jeśli chcą pociąć mnie na kawałki?! Wyciąć moje organy i je sprzedać?!

Spokój! Tylko spokój może cię uratować. 

Aoi, uspokój się!

Tak, właśnie tak. Oddychaj spokojnie. Bądź silny. Dasz radę. 

Tamtego dnia wracałem ze szkoły do domu, albo raczej do miejsca, które teoretycznie było moim domem. 

Miejsce - to takie zimne i obce słowo. 

Ale, jak inaczej można nazwać dom, w którym nikt bliski na ciebie nie czekał? 

Czas spędzony w tym miejscu powodował, że mieszało mi się w głowie. Byłem wyczerpany fizycznie i coraz gorzej było z moją psychiką. 

Boże, czemu?!

Zajmij myśli czymś innym! Przestań się zadręczać! Może w tym, co się stało, znajdziesz odpowiedź? 

Nigdy nie narzekałem na swoje życie. Zawsze mogło przecież być gorzej, przynajmniej tak sobie często powtarzałem. Mieszkałem tylko z ojcem, który całymi dniami oddawał się swojej największej przyjemności. Piwo, wódka, wino... Dla niego nieważne było, co pił. Liczyło się tylko to, że miało procenty i sprawiało, że tracił kontakt z rzeczywistością. Patrząc na to, jak z każdym dniem staczał się coraz bardziej, przysiągłem sobie, że nigdy nie dopuszczę do tego, żebym i ja tak samo skończył. Miałem siedemnaście lat i moim jednym zajęciem powinno być zdobywanie wiedzy i wykształcenia. Niestety nie mogłem pozwolić sobie na bezczynność. Pracowałem dorywczo wszędzie, gdzie było to możliwe. Zdobyte w ten sposób pieniądze przeznaczałem na jedzenie, opłaty i podręczniki. Nieraz zdarzało się, że po opłaceniu rachunków nie zostawało już nic na jedzenie. W takich chwilach pomagała mi sąsiadka, która mieszkała nad nami. Często przynosiła jedzenie, pożyczała pieniądze oraz proponowała, żebym z nią zamieszkał. Była to starsza kobieta, która nie miała żadnej rodziny. Nieraz myślałem, że w pewnym sensie przypominała trochę mnie. Wprawdzie ja miałem bliską osobę, ojca, ale nie mogłem na nim żaden sposób polegać. Kilka razy zastanawiałem się nad tym, czy nie skorzystać z jej propozycji. Ostatecznie porzucałem ten pomysł, ponieważ bałem się, że ojciec będzie ciągle do niej przychodził, zastraszał ją i zmuszał, żeby pożyczała mu pieniądze. Nie chciałem, żeby zaczął ją terroryzować. 

A może to wszystko wymyślił mój ojciec? Może to on mnie sprzedał? Niemożliwe. Przecież nie mógł znać tamtego człowieka. A może jednak znał? Nie, znów miesza ci się w głowie. Aoi, myśl logicznie.

Gdy byłem już niedaleko bloku, w którym mieszkałem, przede mną na poboczu zatrzymał się czarny samochód. Pewnie nie zwróciłbym na niego uwagi, gdyby nie to, że w tej okolicy samochód takiej klasy stanowił bardzo rzadki widok. Chciałem go wyminąć i iść dalej, ale nie zdążyłem tego zrobić. Drzwi auta wolno się otworzyły i z jego wnętrza wysiadł wysoki, elegancko ubrany mężczyzna. Jego oczy zasłaniały ciemne okulary. W jego postawie było coś, co z każdą upływającą sekundą potęgowało mój niepokój. Patrzyłem w jego kierunku z coraz większym przerażeniem. Po chwili zdjął okulary i wolnym krokiem ruszył w moim kierunku. Jego ciemne, niemal czarne, hipnotyzujące oczy sprawiały, że nie mogłem się poruszyć. Umysł nakazywał ucieczkę, ale ciało wbrew wszelkiej logice nie reagowało. Gdy znalazł się tuż przede mną, z jego ust padło zaledwie kilka słów:

- Jedziesz ze mną.

Od tamtego momenty już ani razu się do mnie nie odezwał. W jego głosie krył się rozkaz, który sprawił, że stałem się niczym bezwolna lalka. Poszedłem za nim do samochodu, a gdy otworzył tylne drzwi, posłusznie zająłem miejsce z tyłu. Ten dziwny człowiek po chwili usiadł na miejscu kierowcy, zapalił silnik i ruszył przed siebie. Gdy jechaliśmy w nieznanym mi kierunku, patrzyłem przed siebie niewidzącym spojrzeniem. Obrazy przesuwały się przed moimi oczami, ale miałem wrażenie, że znajdowałem się zupełnie w innej rzeczywistości. Takiej, w której realny świat przestał mieć jakiekolwiek znaczenie. Nie pamiętałem, w którym momencie zamknąłem oczy i zasnąłem. Ostatnim co zarejestrowałem był moment, w którym moja głowa spoczęła na tylnej kanapie samochodu. Potem nastała ciemność, która trwała niezmiennie do chwili obecnej. 
 
Zimno, tak bardzo mi zimno. 

Z moich oczu nie płynęły już łzy. Znów wypłakałem je wszystkie. W ciszy, żeby on mnie nie usłyszał. Żeby do mnie nie przyszedł. 

Nie wiedziałem, ile czasu byłem nieprzytomny od chwili, gdy zostałem porwany. Kiedy po raz pierwszy się obudziłem, znajdowałem się właśnie w tym pomieszczeniu. Stało się ono moim więzieniem, w którym zawsze panowała ciemność. Ściany pozbawione były okien, a drzwi otwierały się tylko z jednego powodu. Szybko przekonałem się, że ich skrzypnięcie i nikłe światło, jakie się sączyło do pokoju po ich otwarciu, nie oznaczało nic dobrego. Moje krzyki, jęki i głośne zawodzenie sprawiały, że on przychodził do mnie. Nigdy mnie nie uderzył, nigdy mnie nie zranił, nigdy mnie nie dotknął ani nie wykorzystał w żaden sposób. 

W tamtej chwili, gdy zrozumiałem swoje położenie i to, że zostałem porwany, zacząłem wyć, błagać, żeby mój porywacz mnie wypuścił. Początkowo nic się nie działo, ale po upływie kilkunastu minut z impetem otworzyły się drzwi. W niewielkim świetle bez trudu rozpoznałem mojego porywacza. Zaklinałem go, żeby mnie wypuścił, przysięgałem, że zrobię wszystko, czego ode mnie zażąda, ale on nie reagował. Zerwałem się z materaca i na kolanach ruszyłem w kierunku przeciwległej ściany. Z coraz większym przerażeniem słyszałem stukot jego obcasów, który oznaczał, że zbliżał się do mnie. Nie miałem już gdzie uciec. Skuliłem się pod ścianą, a on podszedł do mnie, uklęknął tuż obok i zanim zdążyłem zareagować, zrobił mi jakiś zastrzyk. Chwilę później bez trudu uniósł mnie do góry i z powrotem zaciągnął na materac. Gdy moja głowa dotknęła szorstkiego materiału, straciłem przytomność. Za każdym razem, gdy się budziłem i krzyczałem, zawodziłem albo głośno płakałem, mój porywacz usypiał mnie kolejnymi zastrzykami. Chcąc uniknąć kolejnych zastrzyków, starałem się zachowywać jak najciszej. Zwijałem się w kłębek i nakrywałem kocem albo siadałem i obejmowałem ramionami kolana. Trwałem w takich pozycjach i czekałem na swój koniec. Dość szybko zrozumiałem, że w moim więzieniu poza materacem, kocem i wiadrem, w którym załatwiałem swoje potrzeby fizjologiczne, nie było niczego więcej. Gołe ściany, zimna podłoga i ciemność spowodowały, że materac stał się jedynym bezpiecznym dla mnie miejscem. Ruszałem się z niego tylko w jednym celu, żeby załatwić potrzeby fizjologiczne. 

Mijały kolejne minuty, godziny, dni, a przynajmniej tak myślałem. Doskwierał mi coraz większy głód i pragnienie. Miałem coraz większe trudności z przełykaniem, ponieważ niemal całkowicie zaschło mi w ustach. Kiedyś czytałem o tym, ile człowiek byłby w stanie przetrwać bez jedzenia i picia. Zastanawiałem się, czy ja nie zostałem czasem skazany na śmierć z powodu odwodnienia. Pewnego razu, gdy obudziłem się z niespokojnego snu, poczułem, że w mojej dłoni znajdował się jakiś przedmiot. Dość szybko zorientowałem się, że była to jakaś butelka. Drżącymi palcami odkręciłem korek i przystawiłem butelkę do ust. Gdy zimna woda zalała moje gardło, prawie zacząłem się krztusić. Dopiero po chwili dotarło do mnie, jak bardzo głupio się zachowałem. W butelce mogła przecież znajdować się jakaś trucizna albo środek usypiający. Na szczęście po jakimś czasie okazało się, że niepotrzebnie się o to martwiłem. Skarciłem się w duchu, że naraz wypiłem ponad połowę zawartości butelki. Przecież nie wiadomo było, kiedy znów dostanę trochę wody. 

Pić, chce mi się pić. Nie, powstrzymaj się. Piłeś przecież niedawno, w butelce zostało zaledwie kilka łyków wody. Nie możesz ich zmarnować. Tylko to jest takie trudne. Jak mam się powstrzymać. Nie poddawaj się. Dasz radę.

Panującą ciszę przerwał stłumiony krzyk. Od jakiegoś czasu domyślałem się, że nie byłem osamotniony w mojej niedoli. Pewnie w sąsiednich pomieszczeniach znajdowały się podobne mnie osoby. Początkowo nie potrafiłem zlokalizować źródła krzyku, miałem wrażenie, że docierał on zewsząd. Z czasem bez problemu poznawałem, skąd dobiegał. Głośnniejszy krzyk bardzo szybko się urywał. Domyślałem się, że pewnie mój porywacz uciszał go za pomocą zastrzyków. 

Boże, czemu on nam to robi? Co chce osiągnąć? Może chce nas złamać? 

Gdy człowiek znajduje się tyle czasu w zamknięciu, daleko od domu, w zimnym i ciemnym pomieszczeniu, pośród krzyków i rozpaczy innych osób, zaczyna wariować. Do głowy przychodzą różne najstraszniejsze myśli. Strach, przerażenie i szaleństwo. Bałem się, że wszystkie te uczucia wkrótce mną zawładną. Złapałem się za głowę i znów zacząłem cicho szlochać.

Zgwałcą mnie?! Sprzedadzą do burdelu?! Potną?! Będą torturować?! A może to jakaś sekta?! Może złożą mnie w ofierze?! Nie, nie, nie!!! 

Nikt mnie nie będzie szukał. Ojca nic nie obchodzę, sąsiadka będzie bała się zgłosić na policję moje zaginięcie. W szkole nie miałem żadnych kolegów. Jestem skazany na... ŚMIERĆ!!! 

NIE!!! Ja chcę nadal żyć. ŻYĆ!!!

Znów zapadłem w niespokojny sen. Obudził mnie dźwięk otwieranych drzwi. Zerwałem się z posłania i cofnąłem w głąb pomieszczenia. 
- Zabrać go, umyć i nakarmić. Jest osłabiony, więc nie powinien stawiać żadnego oporu - powiedział mój porywacz.
- Tak, Panie. - Usłyszałem obcy głos.

Pomieszczenie wypełniło się rażącym światłem. Zasłoniłem twarz ramieniem i zamknąłem oczy. Jakiś mężczyzna podszedł do mnie i mocno szarpnął do góry. Okazało się, że nie byłem w stanie utrzymać się na własnych nogach. Byłem fizycznie i psychicznie wykończony. Milczałem, chociaż chciałem zadać tak wiele pytań.
- Jeśli go uszkodzisz, odpowiesz za to życiem.
- Tak, Panie.
- Raizel przybędzie punktualnie o dziewiętnastej. Masz dwie godziny, żeby się nim zająć. 
- Rozumiem, Panie.

Raizel? Kim jest Raizel? Czemu nie może mnie uszkodzić? Uszkodzić?! Jak to dziwnie brzmi. Tak się mówi o zwykłej rzeczy. Czy tym właśnie dla nich jestem? Rzeczą?!

Boże, co oni planują ze mną zrobić? 

Nieznajomy wziął mnie pod ramię i wyprowadził na jasno oświetlony długi korytarz. Mijaliśmy kolejne zamknięte drzwi, bliźniaczo podobne do tych, które prowadziły do mojego więzienia. Nie protestowałem, tylko potulnie szedłem w kierunku, w którym mnie prowadził. Nie miałem siły na stawianie oporu i z ledwością stawiałem kolejne kroki. Cieszyłem się, że wreszcie opuściłem tamto ciemne i zimne miejsce. Miałem nadzieję, że nie będę musiał nigdy więcej tam wrócić.

Po chwili dotarliśmy do kuchni, w której krzątała się strasza kobieta. 
- Pan kazał go nakarmić - powiedział ten, który mnie tu przyprowadził.
- Rozumiem. Ile czasu nie jadł?
- Pięć dni.
Kobieta patrzyła na mnie wzrokiem pozbawionym emocji i współczucia. Zrozumiałem, że dla niej obcowanie z takimi osobami jak ja było codziennością. Zmuszono mnie, żebym usiadł przy stole. Wkrótce kobieta postawiła przede mną talerz z jakąś białą breją. Nerwowo przełknąłem ślinę, ale bałem się skosztować tego dziwnego jedzenia. Niestety nie byłem w stanie zapanować nad głodem, który odezwał się głośnym burczeniem w brzuchu.

- Jedz. To tylko kleik ryżowy ugotowany na wodzie. Nie dodałam do niego nic dziwnego, jeśli się o to boisz. Powinieneś skorzystać z nadarzającej się okazji, ponieważ nie wiadomo, kiedy znów będziesz mógł coś zjeść - powiedziała kobieta.

Nie zastanawiałem się dłużej, tylko wziąłem łyżkę i zacząłem jeść. Faktycznie to był obrzydliwy i pozbawiony smaku kleik, ale dla mnie wydawał się najpyszniejszym daniem, jakie kiedykolwiek jadłem. 

- Jedz powoli. Nikt ci tego nie zabierze. - Usłyszałem głos mężczyzny, który mnie tu przyprowadził.

Później ów człowiek zaprowadził mnie do łazienki i dał wszystkie niezbędne przybory do mycia. Niestety nie zostawił mnie samego. Jedyną namiastkę prywatności stanowiła szyba prysznica, która oddzielała mnie od niego. Odwróciłem się tyłem do mojego strażnika i w milczeniu mydliłem swoje ciało. Po moich policzkach płynęły łzy. 

Boże, dlaczego mnie to spotkało? 

Gdy skończyłem się myć, dostałem ubrania, które nadal pachniały nowością. Po kilkunastu minutach znalazłem się w kolejnym nieznanym mi pomieszczeniu. Jego jedyne umeblowanie stanowił stół i kilka krzeseł. Na stole stały butelki z wodą przeznaczone dla mnie. Tak przynajmniej powiedział mój strażnik.

Gdy zostałem sam, podszedłem do okna i usiadłem na szerokim parapecie. W oddali znajdowało się wysokie ogrodzenie i brama wjazdowa. Zrozumiałem, że mój porywacz musiał być bardzo bogatym i wpływowym człowiekiem. Niestety nadal nie wiedziałem, co planował ze mną zrobić. Moim ciałem po raz kolejny wstrząsnął cichy szloch. Oparłem się o ścianę i utkwiłem wzrok w bramie, która była jedynym elementem łączącym moje więzienie z zewnętrznym światem.

W pewnym momencie zauważyłem, że brama wolno się otworzyła. Po chwili na teren posiadłości wjechała czarna limuzyna, która podjechała pod sam dom. Niestety nie byłem w stanie dostrzec, kto wysiadł z samochodu. 

Czyżby przyjechał człowiek o imieniu Raizel?

Przez jakiś czas nic się nie wydarzyło. Czekanie i niepewność sprawiały, że znów zacząłem się bać. 

W końcu usłyszałem dźwięk otwieranych drzwi, w których stanął młody chłopak. Ze zdziwieniem zauważyłem, że miał niebieskie włosy. 
- Chodź za mną - powiedział.
- Kim jesteś? - Po raz pierwszy odważyłem się odezwać.
- To nieistotne. Chodź za mną.
- Ale... 
- Nie ma żadnego ale. Pan kazał cię przyprowadzić do salonu. Nie zamierzam przez ciebie narazić się na jego gniew. Tobie też nie radzę go denerwować.

Chłopak więcej się do mnie nie odezwał, tylko zakręcił się na pięcie i wyszedł z pokoju. Ponieważ nie miałem innego wyjścia, ruszyłem za nim. Po chwili weszliśmy do dużego elegancko umeblowanego pokoju. Ze zdziwieniem dostrzegłem, że na kanapie siedziało dwóch przystojnych mężczyzn. U stóp jednego nich siedział młody chłopak z pochyloną głową. Na szyi miał założoną obrożę z przyczepiony do niej łańcuchem, którego drugi koniec znajdował się w dłoni mężczyzny o niesamowicie niebieskich i przenikliwych oczach. Drugi mężczyzna miał różowe włosy z ciemniejszymi pasemkami, fiołkowe oczy i piękny uśmiech.
- A więc o tym słodziaku mówiłeś, Yukari - powiedział ten z fiołkowymi oczami.
- Tak. - Usłyszałem głos mojego porywacza, który siedział w fotelu. - Ise, a ty na co czekasz? A może mam cię stosownie ukarać, za twoje karygodne zachowanie.
- Przepraszam, Panie. - Chłopak z niebieskimi włosami podszedł do człowieka o imieniu Yukari i usiadł na ziemi obok niego. 

Yukari, a więc tak miał na imię mój porywacz.

Człowiek z fiołkowymi oczami wstał z kanapy, zbliżył się i obszedł mnie kilkakrotnie.
- Jak ci na imię? - zapytał.
Nie potrafiłem się odezwać, ponieważ strach całkowicie sparaliżował mój głos.

Gdzie ja trafiłem? Kim są ci dziwni mężczyźni? Czemu u ich stóp siedzą chłopacy w moim wieku? Co tu się dzieje?

- Masz wiele pytań, słodziaku. Na które z nich powinienem najpierw odpowiedzieć? - Roześmiał się ten, który stał tuż obok mnie.

Boże, on potrafi czytać w moich myślach? Jak to możliwe?

- Bóg nie ma z tym nic wspólnego. I sądząc po twoim obecnym położeniu, to chyba jakiś czas temu cię opuścił. Zatem wspaniałomyślnie odpowiem na kilka twoich pytań. Nazywam się Raizel i jeśli mi się spodobasz, to od dzisiejszego dnia stanę się twoim Panem. - Usłyszałem. 
- Panem? - zapytałem drżącym głosem. 
- Tak, Panem. - Uśmiechnął się do mnie. - Nie martw się, potrafię być dobrym panem. 

Usłyszałem ciche parsknięcie i zduszony jęk.  
- Akira, widzę, że nadal nie wytresowałeś swojego psa - powiedział mój porywacz.
- Zamknij się Yukari. 
- Spójrz na mojego Ise, kiedyś był równie pyskatym młodzieńcem, a teraz stał się idealnie uległym i posłusznym psem.
 - I przez to strasznie nudnym - powiedział człowiek o imieniu Raizel. - A ty jakim będziesz psem, Aoi? I odpowiadając na twoje ostatnie pytanie, wszyscy trzej potrafimy czytać w myślach, więc proszę, uważaj na to, o czym myślisz.

Nagle dobiegł nas z korytarza odgłos jakiejś walki.
- Co się tam dzieje? - zapytał Yukari.
- Ktoś, kto ma problem z własnymi psami, nie powinien mnie pouczać - powiedział ten, którego nazywali Akirą.
- Zamknij się - odpowiedział Yukari.
- Obaj się zamknijcie. - Zauważyłem, że Raizel miał niezły ubaw z pozostałych mężczyzn.

Do pokoju wpadł chłopak w okularach, który był trochę starszy ode mnie. Za nim wbiegło dwóch wyraźnie przerażonych mężczyzn. Yukari zerwał się z miejsca i cicho wysyczał:
- Wszyscy za to odpowiecie.
- Ależ Panie to nie nasza wina, to ten dzieciak...
- Nie obchodzą mnie wasze nędzne wymówki! Zabierać stąd tego gówniarza!
- Chciałbyś!!! - Nieznajomy chłopak wydawał się być moim całkowitym przeciwieństwem. Ja stałem przerażony i pogodzony ze swoim losem, a on patrzył wściekłym spojrzeniem na wszystkie osoby znajdujące się w pomieszczeniu. Mimo że nie miał żadnych szans, nie zamierzał tak łatwo się poddać.
- Zatłukę cię - syknął Yukari.

Nieoczekiwanie pokój wypełnił głośny śmiech Raizela. Po chwili mężczyzna zaczął również głośno klaskać w dłonie.
- Pysznie, biorę obu. Zapłacę ci każdą cenę, jakiej zażądasz - powiedział.
- Oszalałeś?! - zapytał Akira.
- Czemu? Skoro ty masz nieokiełznanego Yukiego, ja mogę mieć... Jak ci na imię? - Raizel spojrzał w kierunku nieznajomego chłopaka.
- Myślisz, że ci powiem? Idiota!
- Hm... Niech się zastanowię... Nue... Tak brzmi twoje imię, prawda? - zapytał Raizel, nie przestając się śmiać.
- Jakim cudem, ty... - Nue był nie mniej zaskoczony ode mnie.

On naprawdę potrafił czytać w myślach!!!

- Aoi, przecież już ci to powiedziałem, prawda? Ech, moje słodziaki, dość już tej zabawy. Nie jesteście czasem bardzo zmęczeni? - odezwał się Raizel.

Nagle poczułem, przytłaczające mnie, ogromne zmęczenie. Przed upadkiem uchroniły mnie dłonie tego nieznanego i bardzo dziwnego człowieka. Ostatnim, co zapamiętałem, były jego fiołkowe oczy, które patrzyły na mnie z rozbawieniem.

A potem znów nastała ciemność.

Linki:
- Rozdział 8 (Yuki)
- Spis treści

Wygląd nowych bohaterów: Klik

29 komentarzy:

  1. Jak zwykle nie mogę się doczekać co będzie dalej. Sensei i kto tu jest okrutny?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Emocje należy dawkować czytelnikom ;-).

      Poza tym gdybym wszystko napisała w jednym rozdziale, przestało to by być tak szalenie interesujące ;-)

      Usuń
  2. Powiem tylko tyle super ekstra mega. Podobają mi się ci nowi bohaterowie. Fajne zdjęcia :)
    Pozdrawiam i życzę dużo weny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się :D.

      Zastanawiałam się, jak zostanie odebrany rozdział bez seksów. Cieszę się, że mimo ich braku się spodobał :D.

      Nowi bohaterowie zagoszczą na dłużej w tym opowiadaniu. Chyba że znów odezwą się we mnie mordercze instynkty u znów zapragnę kogoś uśmiercić :-).

      Usuń
  3. Powiem tylko tyle super ekstra mega. Podobają mi się ci nowi bohaterowie. Fajne zdjęcia :)
    Pozdrawiam i życzę dużo weny.

    OdpowiedzUsuń
  4. o, bardzo ciekawy i niespodziewany rozdział! i bardzo fajna niespodzianka :D

    z jakiegoś powodu bardziej ciekawi mnie ten Aoi niż Nue (wiesz, że znowu będziesz walczyła z odmianą? ^^ jesteś tego świadoma)

    no, ale do rzeczy.
    Aoi jest taką dość typową postacią w opkach o niewolnikach, ale ja lubię takie rzeczy czytać i jestem ciekawa, co z nim zrobisz :3

    i w sumie zaskoczyło mnie trochę pod koniec, że i Akira i Yuki się pojawili

    OdpowiedzUsuń
  5. Lucię niespodzianki :D.

    Całkiem możliwe, że po prostu nie będę odmieniać tyk imion :D.

    Faktycznie, Aoi jest typowym pokrzywdzonym nastolatkiem, który trafił do niewoli. Stwierdziłam, że czemu by nie dać kogoś takiego Raizelowi. Na pewno będzie miał świetną zabawę z łamania i pastwienia się nad swoim nowym nabytkiem.

    Raizel wymusił na Akirze, żeby z nim pojechał na zakupy :D. Będzie jeszcze o tym ;-). Poza tym tych panów bardzo wiele łączy. Wręcz o wiele więcej niż wydaje się to na pierwsze spojrzenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. * lubię niespodzianki :D

      Te uczucie, gdy autor bloga zrozumiał, że dodał nowy komentarz zamiast odpowiedzi na poprzedni :D.

      Usuń
  6. Kolejny super rozdział :) taki niespodziewany ^^

    Chodzi cały czas z niecierpliwieniem czekałam na kolejny rozdział Umowy no ale trzeba czekać dalej hiih ^^

    Fajnie zdjęcia O.o <3

    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to całkiem spontaniczny rozdział :D. Dosłownie sam się napisał.

      Wiem, że na "Umowę" wszyscy czekają z niecierpliwością ;-). Ja też :D.

      Usuń
  7. No
    Ayamis sie doczekał
    <33
    Aoi yaoi i Nue
    macie takiego słodkiego pana <33
    słodki w łozku tez
    nue nie bądz taki wiesz raziel potrafi sie mocno zdnerwowac
    nie mart sie bede cie bronic
    <333
    Ayami
    pS CHCE KOLEJNY ROZDZIAŁ ALE TO WIESZ

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raizel jest słodki i zabawny, ale do czasu. Poprzedni jego niewolnik jest tego idealnym przykładem. Zobaczymy kiedy znudzi się swoimi nowymi zabawkami.

      Aoi jest spokojny, cichy i wystraszony.

      Nue pokazał już pazurki.

      Zobaczymy, co z tym wszystkim zrobi Raizel.

      Kolejny rozdział :D. Zobaczymy zobaczymy ;-)

      Usuń
    2. Imciu < wbijja wzrok >
      z miłosci mozesz to zrobic
      hahahahaha
      spokojny
      przy razielu nawet aoika poczuje co znaczy wkurzyc pana
      słodziaki typu raziel tak mają
      teraz słodkie
      kakaoko i tak dalej
      a za chwile
      bez kija nie podchodz
      ayami

      Usuń
    3. Raizel jest słodkim sadystą ;-). O wiele większym sadystą od Akiry, ale nic nie stoi na przeszkodzie, zeby sie zabawił i poudawał dobrego Pana.

      Usuń
  8. Kocham Raizela jeszcze bardziej, uwielbiam takie postaci.
    Coś czuję, że z Nie będzie jeszcze ciekawiej niż z Yukim, już nie mogę się doczekać!
    Ukłony, brawa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z Nue, a nie z Nie. Autokorekta xD

      Usuń
    2. Mówiąc szczerze to i ja uwielbiam Raizela, nawet bardziej niż Akirę.

      Nue i Aoi są swoimi przeciwieństwami :D, dlatego tak bardzo spodobali się Raizelowi.

      Cieszę się, że rozdział Ci się spodobał, bo tak jak już wspominałam, powstał całkiem spontanicznie :D.

      Usuń
  9. < też tu jestem, skomentuję nieco później >

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że jesteś Skarbie i wiem, że wrzuciłaś nowy rozdział ;-)

      Usuń
  10. Dobra, rozdział jest piękny. Wiesz, że nie lubię niewolnictwa, ale tu emocje Aoiego były cudowne. Jego przemyślenia, rozterki, strach i niepokój. Po prostu aaawwwww. Były takie ludzkie, prawdziwe.

    Konfrontacja z "panem" oczywiście też naturalna, jak najbardziej go rozumiem. Przez chwilę nawet mi się wydawało, że może dobrze trafił. :D

    Obcykałam też obrazki - jaki z niego słodziak!!! <3

    Więc to "tylko" 5 dni, a mnie (i jemu) się wydawało, że tkwi tak całą wieczność. Biedny on.

    Nawet bym powiedziała, że całkiem nieźle go potraktowali.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miał po prostu szczęście że Raizel zadzwonił w sprawie nowego niewolnika do Yukariego (nienawidzę odmian imion). Dlatego Aoi spędził tak mało czasu w zamknięciu i nic mu jeszcze jego porywacz nie zdążył zrobić :-). Kolejny rozdział na pewno wyjaśni trochę spraw ;-)

      Usuń
    2. Uff, to dobrze. Ale powiem ci, że fajnie się czytało jego rozterki i lęki <3
      Tez nie lubię odmiany "orientalnych" imion, przy Aoim tez się zawahałam :D znaczy, w mowie to jest całkiem OK, ale na piśmie... jezu :D

      To ciekawam, co tam wymyśliłaś :D <3

      Weny!

      Usuń
    3. Ostatnio tworzę pod wpływem chwili XD. Tak było z tym rozdziałem. Taki strzał i rozdział jest XD. Chciałam napisać "umowę" i mi totalnie nie szło. Napisałam zdanie "zemsty" i poleciało XD.

      Usuń
  11. Świetny rozdział Aoi mój ulubieniec mam nadzieję ze nie zostaną za bardzo skrzywdzeni :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to już zależy od Raizela ;-). A on jest nieobliczalny :D.

      Usuń
    2. Nie wiem o co w tym chodzi

      Usuń