WAŻNE INFO:

Obiecuję, jak najszybciej odpowiedzieć na wasze wszystkie komentarze i skomentować blogi, które czytam :D.

KOMENTUJCIE, bo to bardzo motywuje XD.

niedziela, 18 czerwca 2017

Umowa - Rozdział 39 (Aki)

 AKI


Gorąco. Zimno. Gorączka. Dreszcze. 

Ból wywołany każdym głębszym oddechem. Kaszel rozrywający piersi. 

Źle, czuję się źle. Co się ze mną dzieje? 

Gdzie jestem? W domu? U Marca? Gdzie?

Wszystko płynie i miesza się w mojej głowie. Nie chcę się już tak czuć. 

Chcę być wreszcie zdrowy. Chcę porozmawiać z nim. Przeprosić. Wytłumaczyć. 

Zaraz, zaraz, przecież on do mnie przyszedł. Chyba. 

Przyszedłeś do mnie, prawda? 


Gdy otworzyłem oczy, napotkałem zatroskany wzrok mojego ukochanego. Rozmawiał przez telefon. Przypomniało mi się, że zanim zapadłem w ten krótki sen, również rozmawiał przez telefon. Zastanawiałem się, z kim tak długo gadał i czemu się mną nie zajmował. Powinien przestać pieprzyć o głupotach i chociażby przynieść mi wody, ponieważ strasznie chciało mi się pić. Czułem się coraz gorzej, a gorączka i ból głowy coraz bardziej mi dokuczały. Gdy patrzyłem na Marca, dostrzegałem niepokój w jego oczach. Martwił się. Tylko dlaczego? Przecież to było tylko zwyczajne przeziębienie. Byłem przekonany, że jeśli spędzę kilka dni w łóżku, to na pewno szybko wyzdrowieję. 

Poczułem, że moje powieki ponownie zaczęły robić się coraz cięższe. Ze wszystkich sił starałem się zapanować nad snem, który usilnie chciał przejąć nade mną kontrolę. Gdy moje powieki uparcie opadały, ja za każdym razem je unosiłem. W tym momencie toczyłem walkę sam ze sobą. Obraz Marka z każdą chwilą rozmazywał się coraz bardziej. Ponownie zacząłem się bać, że jego obecność była tylko wytworem mojej wyobraźni. To właśnie dlatego nie chciałem zasnąć. Bałem się, że gdy się obudzę i ponownie otworzę oczy, nie będzie go tutaj. Ponieważ nie mogłem zapanować nad opadającymi powiekami, próbowałem uchwycić się chociaż jego głosu. Niestety, dobiegał on do mnie z coraz większej oddali. Czułem się tak, jakby ktoś postawił ścianę między mną a moim ukochanym. Gdy i mój słuch zaczął zawodzić, mocnej ścisnąłem dłoń Marka. Nadal próbowałem walczyć ze snem. Tak bardzo się starałem. Ostatkiem sił otworzyłem oczy i zmarszczyłem brwi. Nie zobaczyłem go, nie usłyszałem, nie poczułem ciepła i uścisku jego dłoni. Zrozumiałem, że przegrałem walkę z moim ciałem. Zasnąłem. 

Obudził mnie straszny kaszel, którym się zaniosłem. Miałem wrażenie, że za chwilę dosłownie wypluję płuca. Bolał mnie cały lewy bok, więc z trudem przekręciłem się na prawy i podkuliłem nogi. Niestety nie było lepiej. Gdy położyłem się na chorej stronie, poczułem lekką ulgę. Nie bolało mnie już tak bardzo. Tylko trochę, gdy zbyt głęboko oddychałem. Więc starałem się oddychać nieco płycej, bo dzięki temu ból w lewym boku był mniej dotkliwy. Dziwne. 

Nagle w mojej głowie zaczęły się pojawiać niepokojące myśli: 

Zaraz, zaraz... śniło mi się, że on do mnie przyszedł. Błagam, niech to nie będzie tylko zwykły sen. 

Szybko otworzyłem oczy i rozejrzałem się nerwowo po pokoju. Mój wzrok zatrzymał się na znajomej sylwetce. 
- Marco... - szepnąłem. 

W odpowiedzi Marco ścisnął moją dłoń. Wtedy zrozumiałem, że nie był to tylko sen. On naprawdę do mnie przyszedł. Siedział tuż obok mnie i trzymał mnie za rękę. Tylko czemu rozmawiał przez telefon, zamiast się mną zająć? Przecież byłem chory. Zanim zasnąłem, chyba też z kimś gadał. Pomyślałem, że mój umysł znów płatał mi figla. Nie potrafiłem ogarnąć tego, co ze mną się teraz działo. Przez moment próbowałem zrozumieć słowa, które Marco wypowiadał do słuchawki. Niestety mój umysł działał podejrzanie wolno i nie byłem w stanie wyłowić znaczenia słów, które słyszałem. Miałem wrażenie, że to był jakiś bełkot, a nie słowa, które powinny układać się w ciąg zdań. Zmarszczyłem brwi i znów ścisnąłem jego dłoń. Chciałem się upewnić, że nie śniłem. Marco znów uśmiechnął się do mnie. Jak ja kochałem ten jego uśmiech. Podobnie jak oczy, które w tej chwili patrzyły na mnie z troską.

Marco. Jesteś tutaj. Przyszedłeś. Cieszę się. Tak bardzo się cieszę. Może powinienem ci o tym powiedzieć? Nie, nie zrobię tego, bo pewnie mnie wyśmiejesz. 
Ale... jestem taki szczęśliwy.  

Moje powieki znów zaczęły wbrew mojej woli opadać. Tak bardzo chciało mi się spać. Walczyłem z tym, chociaż wiedziałem, że pewnie znów przegram. Po chwili pomyślałem, że skoro to nie był sen i Marco do mnie przyszedł, to może mógłbym iść spać. Mój ukochany siedział przecież tuż obok i trzymał mnie za rękę. Może gdybym go o to poprosił, położyłby się obok i przytulił mnie? W tej chwili nie pragnąłem niczego więcej. Wystarczyłoby, żeby mnie objął i powiedział, że mnie kocha. Niestety on nadal gadał przez ten głupi telefon. 
Poczułem straszny ból głowy, który dosłownie rozsadzał moją czaszkę. Moje ciało było rozpalone i chyba miałem gorączkę. Było mi tak bardzo gorąco, że miałem ochotę zrzucić z siebie kołdrę. Po chwili zrobiło mi się strasznie zimno i zacząłem drżeć. Znów zacząłem się dusić i miałem ochotę zwymiotować. Z chęcią poszedłbym się wyrzygać do łazienki. Nawet nie zwracałbym uwagi na to, że Marco by to widział, ponieważ już kiedyś przy nim rzygałem do kibla. Od kilku dni nic nie jadłem i nic nie piłem. Zwyczajnie nie miałem na to ochoty, nie byłem głodny ani spragniony. Przez ostatnie dni nie miałem siły wstać z łóżka.  

Marco, proszę, przestań już rozmawiać przez ten telefon. Połóż się obok mnie i przytul. Zobaczysz, że wtedy na pewno szybko wyzdrowieję. Proszę.  

Ponownie starałem się skupić na słowach, które wypowiadał. Przychodziło mi to z wielkim trudem. Byłem w stanie wyłowić tylko pojedyncze słowa. 
- Ma gorące czoło... chyba... nie wiem... czterdzieści... tak... kaszle... tak... - Tylko tyle do mnie dotarło. 
Zamknąłem oczy i zacząłem odpływać. Spać. Tak bardzo chciało mi się spać. Niestety, mimo zamkniętych oczu i ogromnej potrzeby snu, nie mogłem zasnąć. Miałem ochotę się rozpłakać.  

Tak, to kara za to, jak bardzo byłem głupi i samolubny. Przez moje głupie zachowanie cierpiał Nataniel i Marco. Zasłużyłem na to wszystko.  

Moje myśli przerwał zatroskany głos Marca: 
- Kochanie, musisz wstać. Pojedziemy do lekarza. Pomogę ci się umyć i przebrać. 
- Przejdzie mi... po prostu zostań ze mną... - powiedziałem. 
- Aki, nie przejdzie ci. - Usłyszałem. 
- A ty skąd to możesz wiedzieć? Nie jesteś przecież lekarzem. 
- Moja wredna natura znów dała o sobie znać. 
- Widzę, że wrodzona złośliwość cię nie opuściła. 
- Przepraszam. Wiem, jestem beznadziejny. 
- Chciałem dodać coś więcej, ale znów zacząłem się dusić. Marco pomógł usiąść mi na łóżku. 
- Posłuchaj, przed chwilą rozmawiałem z Adamem. Powiedział, że to najprawdopodobniej zapalenie płuc i to dość zaawansowane. 
Nie odpowiedziałem. Wszystko mnie bolało i miałem ochotę umrzeć. 
- Niedobrze mi - szepnąłem. - Chyba będę rzygał. 
- Pomogę ci przejść do łazienki. 
Marco pomógł mi usiąść, a następnie wstać z łóżka. Gdy wziął mnie pod ramię, oparłem się na nim całym swoim ciężarem. Wolno przeszliśmy do łazienki. Przez całą drogę z trudem hamowałem odruch wymiotny. W łazience usiadłem przy muszli i znów miałem ochotę się rozpłakać. Mimo że chciało mi się rzygać, to okazało się, że nie byłem w stanie tego zrobić. Siedziałem obok kibla z twarzą pochyloną w dół, a Marco trzymał moje włosy.
 
Cholera, jak bardzo musi mnie kochać, skoro klęczy obok mnie i przytrzymuje mnie nad kiblem. Jaki ja byłem głupi, że do niego nie zadzwoniłem, że się nie odezwałem, że nie napisałem. Kurwa.  

- Przepraszam - powiedziałem cicho. 
- W porządku, jesteś chory - odpowiedział Marco. 
- Nie mówię o rzyganiu do kibla. 
- Wiem, o czym mówisz, ale uważam, że to nie jest odpowiedni czas i miejsce na tego typu rozmowy. Wrócimy do tego, kiedy już wyzdrowiejesz i nawet sobie nie myśl, że minie cię kara. 
- Mhm... pić mi się chce... 
- Najpierw pomogę ci się umyć i przebrać, potem zejdziemy na dół i zrobię ci coś ciepłego do picia. 
- Mhm... 

Po chwili Marco pomógł mi wstać i posadził mnie na brzegu wanny. Gdy przez chwilę spoglądałem w lustro, nie byłem w stanie rozpoznać w nim własnego odbicia. Miałem poplątane i przetłuszczone włosy, rozmazany makijaż i wielkie sińce pod oczami. Wyglądałem tragicznie. Marco delikatnie rozczesał moje włosy i związał je w zwykły kucyk. Potem zmył pozostałości rozmazanej na policzkach i powiekach czarnej kredki. W końcu ściągnął ze mnie przepocone ubranie, obmył mnie i założył mi czyste rzeczy. Był troskliwy, delikatny, czuły i taki kochany. Poczułem, że zadrżały mi warg i po chwili po moich policzkach popłynęły łzy. Złapałem Marca za koszulę i przyciągnąłem go do siebie. Wtuliłem twarz w jego tors. Marco chyba był zaskoczony moim niecodziennym zachowaniem. 
- Aki, co się... - nie zdążył dokończyć. 
- Przepraszam, tak strasznie cię przepraszam... - zacząłem mówić. Czułem, że wreszcie powinienem go przeprosić, powiedzieć, co do niego czuję i przestać zachowywać bezpieczny dla mnie dystans. 
- Aki... 
- To nie tak, że cię nie kocham... - szepnąłem. 
- Aki, porozmawiamy, jak wyzdrowiejesz... - Marco starał się mnie uspokoić. 
- Jestem po prostu głupim smarkaczem, który nie docenia tego, jakie ma szczęście... 
- Aki... - powiedział cicho. 
Poczułem, że Marco mnie objął i mocno przytulił do siebie. Pocałował mnie w czubek głowy i trwał tak ze mną przez chwilę. Zacząłem głośno łkać i łzy płynęły po moich policzkach. Kompletnie się rozsypałem. Może to było przez chorobę, a może wreszcie uświadomiłem sobie, jak bardzo go kochałem. 
- Wiem, że zachowuję się jak gówniarz. Jestem dla ciebie okropny, opryskliwy, wredny, a ty ciągle jesteś dla mnie taki dobry i kochany. Nie zasługuję na ciebie. Powinieneś znaleźć sobie kogoś lepszego ode mnie. Taką osobę, na jaką zasługujesz. 
Usłyszałem, jak wciągnął głęboko powietrze. Po chwili się odezwał: - Ja nie chcę nikogo innego, chcę tylko ciebie. 
- Ja... naprawdę... cholernie cię kocham... Nie masz pojęcia jak bardzo... Po prostu nie potrafię tego wyrazić... powiedzieć... pokazać... 
- Aki, ja też ciebie cholernie kocham. 
- Ciągle ci pyskuję... ranię cię... przepraszam... ale ja... chyba trochę lubię się z tobą drażnić... Wiem, to głupie. Wiem, że czasem przeginam. Nie, często przeginam, ale... nie kontroluje tego. Proszę, powiedz mi, gdy przesadzam. Po prostu ochrzań mnie. Powiedz, że przeginam, że masz tego dość, Albo ukarz mnie... Przepraszam... Tak bardzo cię przepraszam... 
- Kochanie, uspokój się... Jest w porządku... 
- Nie, nie jest... Bo ja nie potrafię mówić o tym, co czuję do ciebie. Wszystko jest dla mnie takie inne, nowe i jednocześnie niezrozumiałe. Nigdy się tak jeszcze nie czułem. 
- Aki... Marco uniósł moją głowę i zmusił mnie, żebym na niego spojrzał. 
- Aki, gdyby nie podobało mi się twoje zachowanie, albo to jaki jesteś, to nie byłbym tyle czasu z tobą. Przestań się już zadręczać. 
- Ja nawet nie powiedziałem ci tego, że... - zaciąłem się. 
- Że? - Widziałem w jego oczach, że on chciał usłyszeć to, co właśnie myślałem. 
- ... uwielbiam twój dotyk. 
- To tak jak ja. - Uśmiechnął się do mnie. 
- Nie, ty nie rozumiesz. Nie chodzi mi o seks, ale o to, jak trzymasz mnie za rękę, głaszczesz po głowie, całujesz. To wszystko... - Znów zacząłem łkać. 
Znów wtuliłem się w niego, a on głaskał mnie po głowie i kołysał delikatnie w swoich ramionach. Chyba czuł, że musiałem się po prostu wypłakać. Nie odzywał się, tylko po prostu przy mnie był, a ja czułem się najszczęśliwszym facetem na ziemi.

Jak mogłem być tak bardzo głupi, żeby olewać go przez cały tydzień. Nigdy więcej już tego nie zrobię. - Przysięgałem sobie w myślach. 


Gdy już się uspokoiłem, Marco pomógł mi zejść na dół po schodach. Mocno mnie podtrzymywał, kiedy pokonywaliśmy kolejne stopnie. Każdy krok kosztował mnie mnóstwo wysiłku i co chwilę musiałem się zatrzymywać. Marco cierpliwie czekał za mną i mnie nie poganiał. Miałem cichą nadzieję, że weźmie mnie na ręce i zniesie na parter, ale rozumiałem, że pewnie nie dałby rady. Nie chodziło mi o jakieś górnolotne romantyczne sceny, tylko po prostu nie miałem siły. W końcu z westchnieniem ulgi usiadłem na kanapie w salonie. Marco poszedł do kuchni i po chwili przyniósł mi szklankę z ciepłą wodą. Upiłem dosłownie kilka łyków i momentalnie zrobiło mi się niedobrze. Odruch wymiotny był bardzo silny i znów musieliśmy skorzystać z łazienki. To było straszne, gdy zaledwie kilka łyków wody wylądowało w kiblu. Ostatecznie Marco zwilżył mi tylko usta mokrym ręcznikiem. 

Gdy zrobiło mi się minimalnie lepiej, Marco zaprowadził mnie do samochodu. Z niechęcią usiadłem z przodu na miejscu pasażera. Przez chwilę siłowałem się z pasami i ostatecznie Marco musiał pomóc mi je zapiąć. Potem zajął miejsce kierowcy, zapalił silnik i odjechał spod mojego domu. Podczas jazdy samochodem zamknąłem oczy, ponieważ kręciło mi się w głowie i fatalnie się czułem. Musiałem przyznać mu rację. Byłem pewny, że bez pomocy lekarza i antybiotyków nie miałem najmniejszej szansy wyzdrowieć. 

Kiedy Marco zgasił samochód, otworzyłem oczy i rozejrzałem się. Podejrzewałem, że zawiózł mnie do jakiejś przychodni. Ze zgrozą zobaczyłem, że zatrzymaliśmy się przed szpitalem. 
- Nie chcę... - szepnąłem. 
- Obudziłeś się, kochanie? Poczekaj, zaraz pomogę ci wyjść z samochodu. - Usłyszałem. 
- Nie, ja nigdzie nie idę. 
- Adam pracuje w tym szpitalu. Gdy z nim rozmawiałem, powiedział, że właśnie ma dyżur i zrobi ci wszystkie niezbędne badania. 
- Nie chcę. - Powtórzyłem. 
- Wrócimy do domu, jak tylko Adam cię zbada i przepisze odpowiednie leki. 
- Nie chcę. 
- Nie zachowuj się jak małe dziecko. 
- Nie rozumiesz, co do ciebie mówię?! Nie chcę tam iść i nie pójdę! - Byłem coraz bardziej zdenerwowany. 
- Posłuchaj mnie, czy ci się to podoba, czy nie, to i tak zabiorę cię do Adama. Jeśli będę musiał, to zabiorę cię tam siłą. Jesteś chory i bez odpowiedniego leczenia nie wyzdrowiejesz. Z tego, co mi wiadomo, nieleczone zapalenie płuc może nawet doprowadzić do twojej śmierci. Aki, Chcesz umrzeć? 
Nie odpowiedziałem, na jego wywód. Byłem zły, wściekły i jednocześnie przerażony. Gdy po chwili spojrzałem na niego, zrozumiałem, że nie żartował.
- Pytałem cię o coś. Chcesz umrzeć? - Usłyszałem. 
- Nie. - mruknąłem. 
- Nie słyszę. 
- Nie chcę umierać. 
- Mądra odpowiedź. - Zauważyłem, że jego twarz momentalnie się rozchmurzyła.

Marco wziął telefon i gdzieś zadzwonił. Bez trudu zrozumiałem, że rozmawiał z Adamem. Po chwili wysiadł z samochodu, otworzył drzwi z mojej strony i pomógł mi wysiąść. Przez ułamek sekundy rozważałem ucieczkę, ale jak na złość nie miałem siły stać na własnych nogach. Kiedy oparłem się o samochód, Marco wziął mnie na ręce i ruszył w kierunku wejścia do budynku. Kiedy znaleźliśmy się w środku, od razu podszedł do windy. Chwilę musieliśmy poczekać, aż winda zjedzie na dół. Nie zdziwiłem się zbytnio, kiedy w jej wnętrzu zobaczyłem Adama, we własnej osobie. Marco wszedł do środka i winda ruszyła w górę. Moim ciałem wstrząsnął niekontrolowany i rozdzierający kaszel. Miałem wrażenie, że za chwilę rozerwie mi płuca. Marco nawet się nie zachwiał, tylko mocniej przycisnął mnie do siebie. Wtuliłem twarz w załamanie jego szyi i próbowałem się uspokoić.  

Szpital, nienawidzę szpitali. Nienawidzę wszystkiego, co jest związane z... 

- Niezłe zapalenie płuc. - Usłyszałem głos Adama, który przerwał moje złe wspomnienia. 
- Dokąd nas zabierasz? - zapytał Marco. 
- Do siebie na wewnętrzny. 
- A procedury? 
- Niby jakie? 
- Chociażby rejestracja na izbie przyjęć? Nie będziesz miał przez nas jakichś problemów? 
- Czyżbyś zapomniał, że jestem ordynatorem na oddziale chorób wewnętrznych? Moje słowo to rzecz święta. O procedury się nie martw. Załatwię wszystko. Bardziej martwi mnie stan Akiego. 
- Zabierz mnie stąd. - szepnąłem. 
Znów zacząłem panikować. To było silniejsze ode mnie. Szpital jednoznacznie kojarzył mi się z fetyszem mojego byłego pana. Chciałem jak najszybciej znaleźć się poza tym miejscem. 
- Skarbie, umawialiśmy się, że Adam cię zbada. 
- Usłyszałem głos Marca. 
- Zabierz mnie stąd, proszę... - powiedziałem. 
Ponieważ Marco nie odpowiedział, zacząłem cicho szlochać, wtulony w jego ciało. 
- Czy jest coś, o czym powinienem wiedzieć? - zapytał Adam. 
- Nie mam pojęcia. Aki powiesz mi, o co ci chodzi? - zapytał Marco. 
Nie odezwałem się, a mój strach i panika narastały z każdą upływającą sekundą. 
- Zadzwonię później do Nataniela. Może on będzie wiedział, czemu Aki panicznie boi się szpitala. - Usłyszałem głos Marca.  

W końcu dotarliśmy do gabinetu lekarskiego i Marco posadził mnie na leżance, która przykryta była białym materiałem. Wszystko było strasznie sterylne, zimne i obce. Rozglądałem się po pomieszczeniu w poszukiwaniu tego czegoś. Tego, czego nienawidziłem i panicznie się bałem. Na szczęście nie znalazłem. Uświadomiłem sobie, że mogło to leżeć ukryte w którejś z szafek stojących pod ścianą pomieszczenia. Kurczowo trzymałem dłoń Marca i nie zamierzałem jej puścić. Po chwili obok mnie stanął Adam i kazał unieść bluzkę. Ponieważ nie zareagowałem, inicjatywę przejął Marco. Wyswobodził dłoń z mojego uścisku i pomógł mi się rozebrać. Czułem się jak dziecko. W sumie to chyba tak się zachowywałem, ale lęk paraliżował każdy mój kolejny ruch. Gdy Adam dotknął mnie zimnym stetoskopem, mimowolnie się wzdrygnąłem. 

Nienawidzę lekarzy, nienawidzę szpitali, nienawidzę, nienawidzę... Wytrzymaj, to tylko zwykłe badanie. Nic więcej. Przecież nie zostaniesz tutaj. Chyba.  

Badanie nie różniło się niczym od tego, które przechodziłem w dzieciństwie. Adam osłuchiwał stetoskopem moją klatkę piersiową, a potem plecy. Kazał oddychać, potem nie oddychać. Gdy kazał mi zakasłać, myślałem, że moje płuca znajdą się poza moim ciałem. W żaden sposób nie mogłem opanować rozdzierającego kaszlu. Potem Adam zajrzał mi jeszcze do gardła i sprawdził węzły chłonne na szyi. Nie podobało mi się tylko jedno. Widziałem wyraźnie, że z każda upływającą sekundą był coraz bardziej zmartwiony. W końcu mogłem się z powrotem ubrać. Na szczęście i tym razem Marco pomógł mi to zrobić. 
Po chwili Adam odezwał się: 
- Masz zapalenie płuc, dokładniej mówiąc bakteryjne zapalenie płuc. Przynajmniej tak uważam, na podstawie wstępnego badania. 
- Super. - mruknąłem. 
- Powiedz mi, czy boli cię któraś strona ciała? 
- Tak. 
- Lewa? 
- Mhm, ale jak na niej leże ból jest dużo mniejszy. No i jak płycej oddycham, też jest trochę lepiej. 
- Czyli dodatkowo masz wysięk płynu w opłucnej - stwierdził. 
- Co to oznacza? - zapytał Marco. 
- Zapewne nic dobrego - mruknąłem. 
- Kiedy ostatni raz jadłeś albo piłeś? - Adam nie zwracał uwagi na to, co przed chwilą powiedzieliśmy. 
- Dziś tylko kilka łyków wody, ale je zwymiotowałem - odpowiedziałem. 
- A wcześniej? 
- Chyba w środę. 
- Nie ma wyjścia. Zostajesz u mnie na oddziale. 
- Słucham? - Głos mi zadrżał. 
- Jesteś ciężko chory i dodatkowo odwodniony. Zaraz załatwię ci RTG, potem pielęgniarka pobierze ci krew, założy wenflon i pulsoksymetr. Potem poda ci kroplówkę, antybiotyki i jeśli zajdzie taka konieczność, to również tlen. 
- Nie zgadzam się! - krzyknąłem. 
- Aki, nie zachowuj się jak dziecko. Szpital to nie jest koniec świata. Będę twoim lekarzem prowadzącym, więc nie powinieneś się niczym przejmować. 
- Nie, nie, nie... - zacząłem histeryzować. 
- Kochanie, co się dzieje? - zapytał Marco. 
- Igły... nienawidzę igieł... - panikowałem. 
- Chyba nikt za nimi nie przepada - powiedział Marco. 
- Ty nic nie rozumiesz... 
- Wytłumacz mi. 
- On... To był jego fetysz... 
- Mówisz o Subaru? 
Skinąłem głową. 
- Kim jest Subaru? - zapytał Adam. 
- To jego były pan - odezwał się Marco. 
- No i wszystko jasne, skąd wziął się jego strach przed szpitalem - stwierdził Adam. 
- Nie zgadzam się! Nie zostanę tutaj! Nie zmusicie mnie! - krzyczałem. 
- Aki, uspokój się. Już ci mówiłem, że nieleczone zapalenie płuc może nawet doprowadzić do twojej śmierci. Chcesz tego? - zapytał Marco. 
- Nie!!! 
- Dobra, koniec tego przepierania się. Jedziesz na RTG, jak wrócisz, osobiście założę ci te wszystkie pierdoły i podam leki. Rozumiem, że nienawidzisz igieł, więc postaram się być delikatny. Potraktuj to jako korzystanie ze znajomości twojego faceta. Miałeś kiedyś zakładany cewnik? 
- Co?! Jaki cewnik?! 
- A jak myślisz? 
- Nie ma mowy. 
- Aki, opanuj się - powiedział Marco. 
- Raczej nie masz zbytniego wyjścia. Ewentualnie mogę to wszystko zlecić jakiejś seksownej pielęgniarce. - Adam chyba miał ze mnie niezły ubaw, a może po prostu chciał mnie trochę uspokoić tą głupią propozycją. 
- Obejdzie się - mruknąłem. 
- Rozumiem, że zgadzasz się zostać na moim oddziale. 
- Chyba nie mam wyjścia. Ile razy będziesz mnie kłuł? 
- Dwa razy. Pobiorę krew do badań i założę ci jedno stałe wkłucie. Dzięki temu będziesz miał podawane leki dożylnie, bez dodatkowego kłucia. 
- Ja pierdole... - powiedziałem. 

Po chwili siedziałem na wózku inwalidzkim. Pielęgniarka, którą wezwał Adam, wiozła mnie w kierunku pracowni rentgenowskiej. Oczywiście Marco musiał iść tam razem ze mną. Jasno dałem do zrozumienia Adamowi, że bez Marca nigdzie nie zamierzam się ruszać. Gdy dotarliśmy na miejsce, musiałem ponownie rozebrać się od pasa w górę. Następnie lekarz objaśnił mi, w jaki sposób mam stanąć przed urządzeniem wykorzystywanym do robienia zdjęć rentgenowskich. Nie rozumiałem, czemu mam robione zdjęcia w pozycji stojącej. Zastanawiałem się, w jaki sposób robiono zdjęcia nieprzytomnym pacjentom. Lekarz chyba zauważył moją nietęgą minę, ponieważ powiedział, że postara się wykonać zdjęcia tak szybko, jak było to możliwe. Dodał, że zdjęcia wykonywane w takiej pozycji, są dokładniejsze i Adam nalegał, żeby spróbować wykonać je właśnie w taki sposób. Ostatecznie obiecałem, że przynajmniej spróbuję wytrzymać kilka minut w tej niewygodnej pozycji. Zostałem ustawiony przodem do kasety zawierającej kliszę tak, żeby moja klatka piersiowa równo do niej przylegała. Oparłem brodę na specjalnej podpórce i położyłem ręce na wskazanych przez lekarza uchwytach. W końcu zostałem sam w pomieszczeniu. Padały kolejne komendy, do których musiałem się maksymalnie stosować. W pewnym momencie musiałem maksymalnie wciągnąć powietrze i przez chwilę zatrzymać je w płucach. W teorii wszystko było bajecznie proste. W praktyce nie było to takie łatwe, ponieważ głęboki wdech wywoływał ból w moim lewym boku. Wypuściłem powietrze z płuc i głośno jęknąłem z bólu. W końcu jakimś cudem znów nabrałem powietrza i modliłem się, żeby to badanie wreszcie się skończyło. Potem lekarz ustawił mnie i kazał złapać się dłońmi uchwytów, znajdujących się nade mną. Niestety, badanie znów odbywało się na pełnym wdechu. Po wszystkim byłem strasznie wykończony i z ulgą usiadłem na wózku inwalidzkim. Byłem przekonany, że nie dałbym rady o własnych siłach wrócić na oddział Adama. 

Dotarliśmy do sali, która przez kilka następnych dni miała stać się moim domem. Nie miałem własnej piżamy, więc dostałem taką szpitalną, zawiązywaną z tyłu. Zastanawiałem się, czy jak będę chodził, to nie będzie widać mojego nagiego tyłka. 
- Nie ma mowy, żebym to na siebie założył - piekliłem się. 
- Jutro kupię ci jakąś piżamę - powiedział spokojnym głosem Marco. - Już wolę leżeć w swoich bokserkach. 
- Nie zachowuj się znów jak dziecko. 
- Nie zachowuj... - Na nieszczęście zacząłem się dusić. 

Miałem wszystkiego dość i ostatecznie skapitulowałem. W sumie to było mi już wszystko jedno. Chciałem po prostu w końcu poczuć się trochę lepiej. Wsunąłem się pod kołdrę i ułożyłem się na bolącym boku. Marco usiadł obok mnie na łóżku i głaskał mnie po głowie. Robiłem się coraz bardziej senny i miałem nadzieję, że wreszcie zasnę. Niestety zjawił się Adam i nie spodobało mi się to, co trzymał w dłoni. 
- Nie chcę... - szepnąłem. 
- Aki, przez chwilę musisz leżeć na plecach. Potem znów położysz się na obolałej stronie. Kiedy podam ci antybiotyki, poczujesz się trochę lepiej - powiedział Adam. 
- Chcę spać... 
- Będziesz spał tyle, ile będziesz chciał. Najpierw jednak muszę podać ci antybiotyki i kroplówkę. W przeciwnym wypadku zaczniesz czuć się coraz gorzej. - Adam najwyraźniej nie zamierzał się poddać. 
- Nie... - Widziałem, że zachowywałem się wbrew wszelkiej logice, ale to było silniejsze ode mnie. 
- Aki, jeśli chcesz, będę po kolei mówił, co będę ci robił.
Zerwałem się i usiadłem na łóżku, głośno przy tym sycząc z bólu. 
- Nie rozumiesz, co do ciebie mówię. Nie chcę! - krzyczałem. 
- Aki, w końcu stracę do ciebie cierpliwość. - Adam zaczynał się irytować moim zachowaniem. 
Nie zwracałem więcej na niego uwagi, tylko spojrzałem na Marca i powiedziałem: 
- Zabierz mnie stąd. Skoro mnie kochasz, to zabierz mnie stąd.
Wyraźnie zauważyłem, że Marco się zawahał. Chyba miał ochotę wziąć mnie za rękę, ale ostatecznie tego nie zrobił. Kiedy się wreszcie do mnie odezwał, usłyszałem jego zimny i stanowczy głos: 
- Aki, dość tego. Weź się w garść. 
- Nie, nie chcę, nie... - panikowałem. 
Moją panikę potęgował widok narzędzi, jakie miał ze sobą Adam. 
- Spójrz na mnie. - Nie podobał mi się pozbawiony uczuć głos Marka. 
Po chwili uniosłem głowę i spojrzałem w jego oczy. 
- Kim dla ciebie jestem? - zadał pytanie. 
- A co to ma do rzeczy? - zapytałem, kompletnie nie rozumiejąc, o co może mu chodzić. 
- Kim? 
- Nie mam ochoty mówić tu i teraz, co do ciebie czuję! 
- Kim dla ciebie jestem? 
- Kurwa! Co to za niedorzeczne pytanie? Jesteś moim facetem. 
- I kim jeszcze? 
- Nie męcz mnie, nie jestem teraz w stanie logicznie myśleć. Głowa mi pęka i wszystko mnie boli. Jak mam teraz znaleźć satysfakcjonującą cię odpowiedź? 
- Wiesz, już wcześniej zamierzałem się ciebie o coś zapytać. Potem obraziłeś się i przestałeś odzywać. Odpuściłem ci, bo jesteś chory. Jednak skoro tak głupio się zachowujesz i nie jesteś w stanie pojąć, że to wszystko dla twojego dobra, to zadam ci jedno pytanie, które od jakiegoś czasu nie daje mi spokoju. 
- Pytanie? 
- Tak, jedno pytanie. Powiedz mi, gdzie u licha, jest obroża, której miałeś nigdy nie zdejmować? 
W pokoju nastała kompletna cisza. Patrzyłem na Marca z niedowierzaniem. W końcu zapytałem: 
- Obroża? Mówisz o tej czerwono-czarnej obroży, którą dostałem od ciebie? 
- Tak, dokładnie o tej. 
- W moim domu... - szepnąłem. - Czemu nie jest na twojej szyi?
- Nie mogłem zakładać jej do szkoły, bo... 
- Bo? 
- Za bardzo rzucałaby się w oczy. 
- Z poprzednią nie miałeś takiego problemu, mimo że była doskonale widoczna. 
- To nie fair. 
- Powiem ci coś. Mało obchodzi mnie twoje nędzne tłumaczenie. 
- Przepraszam... - Spuściłem głowę. 
- Tylko tyle? Kim dla ciebie jestem? Odpowiedz. 
- Moim Panem... - powiedziałem cicho. 
- Nie słyszałem. 
- Jesteś moim Panem - powiedziałem, patrząc mu w oczy. 
- Skoro tak, to położysz się teraz grzecznie na łóżku i pozwolisz Adamowi zrobić wszystko to, co jest konieczne. Zrozumiałeś? 
- Proszę, nie każ mi tego robić. 
- Znów zacząłem się bać. 
- Ja nie proszę. Ja tego od ciebie żądam - rozkazał Marco. 
Przez chwilę patrzyliśmy na siebie w milczeniu. W końcu spuściłem głowę i szepnąłem: 
- Tak, Panie. 
- Skończyliście te wasze słodkie podchody? Możemy zaczynać? - Adam sprowadził nas na ziemię. 
- Tak. Prawda, Aki? - Usłyszałem głos Marka. 
- Tak - szepnąłem. 
- No to zaczynamy. Założę ci opaskę uciskową - powiedział Adam. - Nie tłumacz mi tego, co masz zamiar zrobić, po prostu to zrób. 
- Widzę, że obudził się w tobie bohater. - Wyczuwałem, że Adam świetnie bawił się moim kosztem. 
- Panie... - Spojrzałem błagalnie na Marca. 
- Jestem pewny, że dasz radę. - Marco uśmiechnął się i wziął mnie za rękę. 

Ścisnąłem jego dłoń i nie spuszczałem z niego wzroku. Po chwili poczułem, że na moim ramieniu ściśnięta została opaska uciskowa.

 Spokojnie, to tylko małe ukłucie. Nic więcej. Przecież już wcześniej tego doświadczałeś i to na całym ciele. Jedno ukłucie nie zrobi przecież na tobie żadnego znaczenia.  

Poczułem, że Adam przetarł skórę mojego przedramienia jakimś środkiem odkażającym. Pokój wypełnił się charakterystycznym zapachem alkoholu.  

Spokojnie, spokojnie...  

Moje serce przyśpieszyło, podobnie zresztą jak oddech. Strach znów mnie paraliżował. 
- Kochanie, jestem z ciebie dumny. - Usłyszałem głos Marka. 
- Kurwa... - jęknąłem.

Gdy poczułem ukłucie, zacisnąłem mocno zęby i powieki. Starałem się uspokoić. Starałem się nie panikować. Chciałem mu pokazać, że faktycznie może być ze mnie dumny. Musiałem przyznać, że Adam był nad wyraz delikatny. Miał pewną rękę i cała procedura nie bolała mnie aż tak bardzo. Doskonale wiedziałem, że tak naprawdę w tym wszystkim chodziło tylko i wyłącznie o moją psychikę. Gdy poczułem, że Adam wyciągnął wreszcie igłę, odważyłem się otworzyć oczy i spojrzeć na swoją rękę. 
- Jednak patrzysz? - zapytał Adam. 
- Długo jeszcze? - mruknąłem. 
- Nie, już kończę. Przepłuczę jeszcze kaniulę, założę opatrunek i podepnę ci kroplówkę. - Usłyszałem.

Znów odwróciłem głowę, bo nie miałem ochoty na to patrzeć. Byłem trochę na siebie zły, bo zachowałem się jak jakiś tchórz. Niestety Subaru wyrył piętno w mojej psychice, jeśli chodziło o igły. Na samo wspomnienie sesji z igłami robiło mi się zimno. Niestety czekało mnie jeszcze pobieranie krwi i ten cholernie głupi cewnik. Subaru zamierzał zafundować mi sounding, ale nie zdążył, ponieważ odszedłem od niego. 
- Nie było chyba aż tak tragicznie, prawda? - zapytał Adam. 
- Mhm... 
- Powinieneś docenić to, że sam ordynator się tobą zajmuje. 
- Zabrzmiało to tak, jakbyś miał się tutaj za jakiegoś boga - powiedziałem z ironią w głosie. 
- Przecież tutaj nim jestem. Wszyscy muszą mnie słuchać. Dobra, teraz pobiorę ci krew. 

Nie wiem jakim cudem wytrzymałem procedurę pobierania krwi. Byłem pewien, że po pobycie w szpitalu znienawidzę zapach środków odkażających. Kiedy zaczynałem panikować, Marco starał się odwrócić moją uwagę. Cały czas trzymał mnie za rękę i odzywał się do mnie, gdy traciłem nad sobą kontrolę.

Niestety czekało mnie jeszcze jedno: 
- No, to teraz czas na cewnik. - Usłyszałem. 
- Nie rozumiem, po co chcesz mi to założyć. - Nadal nie miałem ochoty się na to zgodzić. 
- Przecież jesteś za słaby na to, żeby chodzić do łazienki. Poza tym skorzysta na tym również Marco. 
- Ciekawe w jaki sposób? Przecież to mnie będzie wystawała z penisa jakaś rurka - powiedziałem ironicznie. 
- Z tego co zauważyłem, łączy was specyficzna relacja. Jednym z elementów sesji może być przecież sounding, albo zakładanie cewnika. A może się mylę? - zapytał. 
- A skąd ty to możesz niby wiedzieć? - Zdziwiłem się. 
- A skąd ty możesz wiedzieć o tym, jakie relację łączą mnie i Wiktora? 
- Nie wiem, a ty skąd wiesz o mnie i Marku? 
- Przecież przed chwilą nazwałeś go Panem. To co Marco? Chcesz się trochę podszkolić? A może już to robiliście? 
- Jeszcze nie. - powiedział Marco. 
- Czyli małe szkolenie ci się przyda. 
- Pewnie. 
- Obaj jesteście pomyleni. 
- A ty jesteś chory i mało masz do powiedzenia. 
- Po prostu genialnie. 

Pomyślałem, że chyba jeszcze nigdy dotąd nie zostałem jeszcze tak bardzo upokorzony. Samo wprowadzanie cewnika nie było jakoś bardzo bolesne. Bardziej wywoływało dyskomfort. No i samo wrażenie, że jakiś obcy facet gmerał w moim fiucie, niezbyt mi się podobało. Bałem się, że jeszcze coś mi tam uszkodzi i nie będę mógł już się kochać w wiadomy sposób. Miałem nadzieję, że jeszcze kiedyś Marco zgodzi się na to, żebym to ja go zdominował. Wiedziałem, że na razie co najwyżej mogłem sobie o tym pomarzyć. 

Niezbyt mi się podobało zainteresowanie cewnikowaniem, jakie wykazywał Marco. Coś czułem, że będzie chciał tego spróbować przy nadarzającej się okazji. Słuchał wszystkiego, co mówił Adam w całkowitym skupieniu. Nie byłem w stanie patrzeć na to, co robił mi Adam. Było to po prostu zbyt upokarzające i strasznie się wstydziłem. 
- Najpierw musisz delikatnie odciągnąć napletek. Potem odkażasz żołądź penisa. Pamiętaj, żeby zawsze zaczynać od ujścia cewki, w kierunku na zewnątrz. - Nie tylko byłem skazany na dotyk obcego faceta, ale dodatkowo jeszcze musiałem słuchać instrukcji wykonania całego zabiegu. 
- Musisz o tym gadać? - zapytałem wkurzony. 
- Bądź grzeczny, ja tu prowadzę zajęcia praktyczne. - Usłyszałem rozbawiony głos Adama. 
- Aki, przecież rozmawialiśmy kiedyś o soundingu - powiedział Marco. 
- Popaprańcy. - odpowiedziałem. 
- Zatem, cały czas trzymasz ściągnięty napletek. Oczywiście, nie możesz dotykać odkażonej żołędzi. Bierzesz strzykawkę wypełnioną substancją nawilżającą. 
Gdy spojrzałem w kierunku krocza, Adam zbliżył strzykawkę w kierunku mojego biednego fiuta. 
- Gdzie ty zamierzasz mi to wstrzyknąć? - zapytałem. 
- Zobaczysz - powiedział Adam. 
Faktycznie zobaczyłem, albo raczej poczułem. Cała zawartość strzykawki została wstrzyknięta bezpośrednio do mojego penisa. Podobno była to jakaś substancja nawilżająco-znieczulająca. Pomyślałem, że nigdy więcej nie doprowadzę do tego, żeby znaleźć się w szpitalu. Zastanawiałem się, w jaki sposób wybiję sounding z głowy Marca.
- Bierzesz teraz cewnik. Oczywiście nie możesz cewnikiem niczego dotknąć. Wesz, sterylność i tego rodzaju pierdoły. Infekcja, zakażenie i tak dalej. - Adam kontynuował swój wywód. 
- Skończ wreszcie ten pokaz - odezwałem się. 
- Penis musi być skierowany ku górze, ale to raczej oczywiste. Teraz delikatnie ściskasz jego główkę, żeby rozchylić ujście cewki moczowej. Musisz to robić z wyczuciem. Aki, postaraj się zrelaksować, żeby ułatwić wprowadzenie cewnika. 
- Ja wam się kurwa zrelaksuje! Jestem chory, prawie umieram, a was trzymają się jakieś głupie żarty! - Byłem coraz bardziej wściekły. 
- Powoli i delikatnie wprowadzasz cewnik do cewki moczowej. Jeśli początkowo poczujesz opór ze strony zwieraczy, to się nie przejmuj. To całkiem naturalna reakcja organizmu. Mimo oporu nadal wprowadzaj cewnik, ale rób to ostrożnie i delikatnie. I pamiętaj, nigdy nie rób tego na siłę. 
- Kurwa - jęknąłem, kiedy Adam zaczął wprowadzać cewnik do mojego penisa. 
- Adam, zabawiasz się tak z Wiktorem? - wypaliłem. 
- Czasami, jeśli obaj mamy na to ochotę. 
- Nie pierdol. 
- To też lubię robić, ale trójkąty i czworokąty raczej mnie nie interesują. Z takimi propozycjami zgłoś się raczej do Sho. Chociaż z tego, co mi wiadomo, przestało go to już bawić. Chyba związane jest to z pewnym słodziakiem, który zamieszkał u niego w domu. 
- Chyba cewnik jest już na miejscu - odezwał się Marco. 
- Zdrajca. - Zmrużyłem oczy. 
- Kochanie, przecież muszę się dokształcać, żeby sprostać twoim wymaganiom. 
- Jaaasne - rzuciłem ironicznie. 
- Tak, cewnik jest już na miejscu. Teraz wystarczy tylko wstrzyknąć jałową wodę, przeznaczoną do tego typu zabiegów. W ten sposób na końcu cewnika powstaje balonik, który zapobiega jego wypadnięciu. Podczepiasz pojemnik na mocz i gotowe. 

Kiedy skończyli, odetchnąłem z ulgą. Miałem dość tych wszystkich zabiegów. Adam podał mi jeszcze jakieś antybiotyki bezpośrednio do wenflonu. W końcu mogłem położyć się na lewym boku. Cewnik trochę mi przeszkadzał, powodował dziwne uczucie nieustającego parcia na mocz. No i musiałem uważać dodatkowo na rurkę, przez którą podawana była kroplówka. Nie wiem, czy z powodu nadmiaru wrażeń, czy też przez podane leki, ale bardzo szybko zasnąłem. 

Gdy otworzyłem oczy, zauważyłem Marca, który drzemał w fotelu. Na kolanach trzymał zamkniętego laptopa. Zastanawiałem się, skąd go wziął. Przecież jak przyjechaliśmy do szpitala, Marco nie miał go ze sobą. Może w czasie kiedy spałem, pojechał do mieszkania? Nie wiedziałem. Podobnie nie miałem pojęcia, jak długo spałem. Poczułem, że miałem coś dziwnego na twarzy. Gdy uniosłem dłoń, dotknąłem jakichś dziwnych przewodów. 
- To wąsy tlenowe. - Usłyszałem głos Adama. 
- Czemu? 
- W nocy miałeś problemy z oddychaniem. Tak jak podejrzewałem, masz wysięk w opłucnej. Jeśli antybiotyki nie spowodują samoistnego wchłonięcia nadmiaru płynu, będę musiał usunąć go mechanicznie. 
- Nie pierdol. Zaraz, zaraz, czemu mam owiniętą rękę i wbity wenflon w drugą? 
- W nocy miałeś bardzo wysoką gorączkę. Majaczyłeś. Marco mówił, że błagałeś go, żeby wyciągnął kaniulę z twojego przedramienia. Kiedy się nie zgodził, sam sobie ją wyrwałeś. Podobnie zresztą mocowałeś się z cewnikiem. Narobiłeś nam mnóstwo kłopotów. 
- Nie pamiętam.

Kurczę, faktycznie niczego takiego nie pamiętałem. Nieźle musiałem popłynąć, żeby zrobić coś tak durnego. 
- Czy... - zacząłem niepewnie. 
- Czy nie uszkodziłeś najcenniejszej części ciała? - Adam znów świetnie bawił się moim kosztem, a ja umierałem ze wstydu. 
- Mhm... 
- Nie, nie uszkodziłeś. 
- To dobrze. 
- Jak się dziś czujesz? 
- Znośnie. 
Kiedy Adam mnie osłuchał, powiedział: 
- Nadal nie podobają mi się szmery w płucach, ale jesteś tu zaledwie od wczoraj. Musimy jeszcze trochę poczekać, żeby coś więcej stwierdzić. 
- Która godzina? - zapytałem. 
- Siedemnasta. 
- Długo spałem. 
- Masz wycieńczony organizm, to dlatego. 
Spojrzałem w kierunku Marca, który nadal spał. 
- Powinieneś mu podziękować. Czuwał przy tobie całą noc, zasnął kilkanaście minut temu. Nie chciał nawet słyszeć o tym, żeby iść się przespać do domu. Żadne argumenty Sho do niego nie docierały. 
- Sho był tutaj? - zapytałem. 
- Przywiózł ci kilka rzeczy. Był z nim Nataniel. 
Nie odpowiedziałem. Byłem zaskoczony, że Nataniel mnie odwiedził. Myślałem, że się na mnie gniewał. Nie sądziłem, że będzie chciał się ze mną jeszcze kiedykolwiek zobaczyć, po tym, co mu ostatnio wykrzyczałem.

Adam podał mi jeszcze jakiś antybiotyk bezpośrednio do wenflonu, nie zapytałem nawet, co to było. W sumie mało mnie to interesowało. Nadal byłem senny i osłabiony. Położyłem się wygodnie na obolałym boku, wbrew zaleceniom Adama. Tłumaczył mi przez chwilę, że powinienem leżeć na prawym boku z podłożoną poduszką, ale go zignorowałem. Usłyszałem tylko, że westchnął i wyszedł z sali.

Leżałem z przymkniętymi oczami i starałem się zasnąć. Poczułem, że ktoś usiadł na łóżku obok mnie i pogłaskał mnie po głowie. Nawet bez otwierania oczu, wiedziałem, że to był Marco. 
- Cześć... - mruknąłem sennie. 
- Hej. - Marco pocałował mnie w czoło. 
- Zabierz mnie stąd - powiedziałem. 
- Wiesz, że nie mogę. 
- Mimo wszystko, zabierz mnie stąd. Nienawidzę szpitali, igieł, zapachu środków odkażających i tego wszystkiego.
 - Aż tak bardzo było źle? 
- Tak - szepnąłem. 
- Powiedz mi, czemu to robiłeś? Wytłumacz, czemu tak długo z nim byłeś? 
- Nie wiem. 
- Wiesz, powiedz. 
- Bo... - Przez chwilę zastanawiałem się, dlaczego tak naprawdę spędziłem z Subaru tyle czasu. - On jedyny wykazywał zainteresowanie moją osobą. Chociaż przez chwilę czułem, że zależało mu na mnie. Wiedziałem, że chodziło mu o moje ciało i łamanie mojej psychiki. Ale podczas sesji czułem się ważny, wręcz najważniejszy na całym świecie. Głupie. Teraz to wiem. 
- Dla mnie jesteś ważny. Nie tylko podczas sesji. 
- Przepraszam, że sprawiłem ci tyle problemów. 
- Aki, bycie razem to nie tylko świetny seks, czułe słówka i same dobre chwile. 
- To też niańczenie spanikowanego gówniarza? - zapytałem.
- Dokładnie. 

Spojrzałem na niego sennym wzrokiem i poczułem, że zacząłem odpływać. Zanim zasnąłem, usłyszałem jego szept:
- Kocham cię, moja kocia księżniczko.
Kolejne dni mojego pobytu w szpitalu bardzo szybko mijały. Nie było w tym nic dziwnego, ponieważ większą część czasu przesypiałem. Nie wiedziałem, jak Marco to robił, ale ciągle był ze mną. Za każdym razem, gdy się budziłem, siedział obok mnie, pracował, lub spał w fotelu. Podobno kilka razy odwiedził mnie Nataniel. Niestety zawsze spałem i mój przyjaciel nie chciał mnie budzić. Nie miałem dość odwagi, żeby zadzwonić do niego. Doskonale zdawałem sobie sprawę z tego, że byłem zwykłym tchórzem. Moi rodzice nie odwiedzili mnie, ponieważ ich kancelaria prowadziła jakąś ważną sprawę i nie było ich w mieście. To nie tak, że się mną nie zainteresowali. Dostałem sms'a od ojca, w którym dał mi jasno do zrozumienia, że ma nadzieję, że moja niedyspozycja nie przełoży się na pogorszenie ocen i w konsekwencji na wynik mojej matury.
Cały ojciec. - pomyślałem. 
Z mojej rodziny jedynie dziadek zmartwił się moim stanem. Zadzwonił do mnie i nawet chciał przyjechać. Powiedziałem mu, że nie musi, ponieważ jestem pod dobrą opieką. Chyba mnie przejrzał, bo zapytał, czy czasem nie jest to związane z chłopakiem, który do niego zadzwonił i powiedział, że jestem chory. Przemilczałem odpowiedź na jego sugestię. Po raz kolejny pomyślałem, że Marco był niesamowity. Zadzwonił do moich bliskich, żeby powiedzieć im, że jestem chory. Trochę byłem na niego zły, ponieważ zrobił to, nie pytając mnie o zdanie. To, że poinformował moich rodziców, zbytnio mnie nie obchodziło, bo nie zrobiło to na nich większego znaczenia. Zresztą zawsze tak było. Nie chciałem jednak, żeby mój dziadek się martwił.

Miałem nadzieję, że Adam wreszcie przestanie mnie męczyć. Miałem już szczerze dość szpitala. Z trudem tolerowałem podawanie antybiotyków, kroplówkę i cewnik. Niestety antybiotyki nie skutkowały i podobno nadal miałem jakiś płyn w opłucnej. Powoli i mnie zaczynało to już irytować, ponieważ bolał mnie cały lewy bok. Mało tego, gdy przekręcałem się na wznak lub na drugą stronę, to nie dość, że nasilały się dolegliwości bólowe, to jeszcze miałem problemy z oddychaniem. Ostatecznie Adam zrobił mi USG, które wykazało dalszą obecność tego cholernego płynu. 
- Podaj mi silniejsze antybiotyki - powiedziałem. 
- Nie pomogą - odpowiedział Adam. 
- Jak chcesz go wyleczyć? - zapytał Marco. 
- Po prostu go usunę - wyjaśnił Adam 
- Jak? - zapytałem. 
- Tobie na pewno to się nie spodoba. Poza tym już ci to mówiłem. - Usłyszałem. 
- Nie ma mowy, nie zgadzam się na kolejne kłucie. Zapomnij. 
Bez trudu domyśliłem się, co zamierzał zrobić mi ten szarlatan, który nazywał się lekarzem. Nie zamierzałem się zgodzić. Skoro panikowałem przed zwykłym ukłuciem w rękę, to ściąganie płynu z płuc wywoła u mnie histerie. Na samą myśl, zaczęło robić mi się gorąco. 
- Aki, nie każ mi tego znów tobie tłumaczyć. - Marco nie był zbytnio zadowolony, z mojego zachowania. 
- Łatwo ci powiedzieć! To nie ty jesteś chory! Nie ty musisz znosić te wszystkie zabiegi! Nie ty masz jakąś rurkę w penisie! Nie ty masz wrażenie, że ciągle chce ci się odlać! Mało ci jeszcze?! Teraz muszę się zgodzić jeszcze na jakiś kolejny zabieg! Jestem pewien, że nie będzie on wykonany małą igłą, tylko jakąś cholernie wielką! 
Usiadłem na łóżku, co wywołało problemy z oddychaniem. Mój oddech stał się płytki i przyśpieszony. Czułem, że strach brał nade mną górę. 
- Aki, nic nie będziesz czuł. No, poza podaniem znieczulenia. 
- Znieczulenia?! Kurwa!! Zacząłem się dusić. 
- Uspokój się. Jeśli tego nie zrobisz, będę zmuszony podać ci coś na uspokojenie. - Opanowany głos Adama strasznie mnie irytował.
- Kurwa!!! Żadnych środków na uspokojenie!!! Żadnych leków!!! Nie ma mowy!!! Spadam stąd!!! 
Zerwałem z siebie kołdrę i zamierzałem wstać. Chciałem stąd zwiać, bo nie wyobrażałem sobie, żebym mógł znieść kolejne zabiegi. Miałem dość. Bałem się. Nie, ja byłem przerażony. 
- Aki... - Marco złapał mnie za ręce i próbował powstrzymać mnie przed wstaniem z łóżka. 
- Nie! Nie!! Nie!!! - darłem się coraz głośniej. 
- Dość tego, przytrzymaj go. - Usłyszałem głos Adama. 
Gdy spojrzałem w jego kierunku, w ręku trzymał napełnioną strzykawkę. 
- Kurwa!!! Nie zbliżaj się!!! Nie waż się!!! 
Byłem zbyt słaby, żeby wyrwać się z uścisku Marka, który trzymał mnie mocno. Gdy poczułem ukłucie na ramieniu, rozpłakałem się. Próbowałem się szarpać i uwolnić, ale nie miałem żadnych szans. Przegrałem. 
- Zdrajca... pierdolony zdrajca - wyszeptałem. 
- Przepraszam. - Usłyszałem smutek w głosie Marca. 
Środek chyba zaczął działać, ponieważ nagle opanował mnie spokój. Wszystko, czego się bałem, przestało mieć znaczenie. 
- Przygotuję wszystko do zabiegu - powiedział Adam. 

Kilka godzin później siedziałem na brzegu łóżka, z poduszką na kolanach. Przede mną stał stolik, na którym opierałem ręce. Marco wymógł na mnie, żebym poddał się usunięciu płynu z opłucnej. Nie wiem, czy to przez leki, czy może dar przekonywania Marka sprawiły, że ostatecznie się na to zgodziłem. Marco siedział przede mną i próbował odwrócić moją uwagę od tego, co robił Adam. Niestety, moja wrodzona ciekawość, sprawiła, że odwróciłem się i gdy zobaczyłem długą igłę, znów zacząłem panikować. 
- Nie, nie, nie zgadzam się... - jęczałem. 
- Aki, już to przerabialiśmy - powiedział Marco. 
- Nie, nie dam rady. 
- Dasz radę. Poza tym spełnię każdą twoją fantazję seksualną. 
- A ty tylko o jednym! - Wkurzyłem się. 
- Ka-żdą - wolno powiedział Marco. 
- Każdą? - zapytałem i w tym samym momencie poczułem, że Adam zaczął odkażać skórę moich pleców po lewej stronie od kręgosłupa. 
- Co... - zacząłem. 
- Co chciałbyś, żebym zrobił? - zapytał Marco. 
Drań skutecznie starał się odwrócić moją uwagę. Gdy chciałem odwrócić głowę, żeby zobaczyć, co dokładnie robił mi Adam, Marco zmusił mnie, żebym na niego spojrzał. 
- A może ty chciałbyś mi coś zrobić? Jakie masz fantazje? - zapytał. 
W tym samym czasie poczułem ukłucie na plecach, wciągnąłem głęboko powietrze i próbowałem nie panikować. 
- Pomyśl. Może jest coś, o czym bałeś się mi powiedzieć? Może wstydziłeś? - Kontynuował Marco. 
- Niczego się nie wstydzę - szepnąłem, gdy znieczulenie zaczęło rozchodzić się po moim ciele. - Kurwa... 
- Więc, co chciałbyś mi zrobić? - znów zapytał Marco. 
- Kurwa. Jak już stąd wyjdę, to urządzę ci sesję - powiedziałem. 
- Sesję? - Marco wydawał się być bardzo zainteresowany, tym co mówiłem. 
W tym samym czasie poczułem nieprzyjemny nacisk na plecach. Próbowałem się skupić na głosie Marka, który znów zaczął mnie wypytywać o moje plany.
- Najpierw wsadzę ci metalową rurkę do fiuta. 
- Sounding? - Uśmiechnął się Marco. - Brzmi interesująco. 
- Wybaczcie, że przerywam wam te wspaniałe plany, ale muszę usunąć igłę z wenflonu. Aki, nabierz powietrza i napnij mięśnie, tak, jakbyś chciał się wypróżnić - powiedział Adam. 
- Bardzo zabawne! - mruknąłem. 
Gdy to zrobiłem, Adam powiedział, że umieścił już wenflon w opłucnej i będzie teraz ściągał płyn. Potem jeszcze kilka razy musiałem wstrzymać oddech. Musiałem przyznać, że nie było to tak strasznie, jak początkowo myślałem. Tylko ta igła nadal tkwiła w moim ciele. 
- Igła.. - szepnąłem. 
- To się nazywa chyba sonda - powiedział Marco. 
- Sonda? - zapytałem bezmyślnie. 
- Mówiliśmy o sondowaniu mojego penisa. Do tego służy przecież sonda. Myślałeś już o jej średnicy? - Marco był wyjątkowo spokojny, co lekko mnie zirytowało. 
- Nie, nie myślałem, ale mam pomysł co jeszcze ci zrobię. 
- Tak? Co takiego? 
- Dwa baty. 
- Brzmi interesująco. Masz na myśli dwa dilda, czy może siebie i jakiś wibrator? 
- Oczywiście, że siebie. 
- Ale wiesz, co najpierw cię czeka? Prawda? 
- Mnie? 
- Ciebie, kochanie. Przecież coś ci obiecałem. 
- Masz na myśli kare za to, że nie odzywałem się do ciebie. 
- Między innymi. 
- Wiem - mruknąłem. 
- Aki, wstrzymaj oddech. Usunę teraz wenflon. - Adam przerwał naszą dyskusję. 
Spełniłem jego polecenie i po chwili usłyszałem: 
- Gotowe. 
- Już? - zapytałem zaskoczony. 
- Tak, już - powiedział z rozbawieniem Adam.
Po wszystkim z ulgą położyłem się na łóżku i momentalnie zasnąłem.

Obudziłem się rankiem, następnego dnia. Ze zdziwieniem zauważyłem, że na fotelu siedział Nataniel. Czytał jakąś książkę. Zastanawiałem się przez chwilę, dlaczego nie był na uczelni. Zrozumiałem, że pewnie była środa. Po chwili Nataniel spojrzał na mnie. 
- Jak się czujesz? - zapytał. 
- Nieźle. 
Między nami zapanowała kłopotliwa cisza. Nie wiedziałem, co powinienem powiedzieć. Przeprosić? Poprosić o wybaczenie? Czy zwykłe słowa wystarczyłyby, żeby naprawić to, co zepsułem swoim głupim zachowaniem? 
- Gdzie jest Marco? - zapytałem. 
- Musiał jechać do firmy. Poprosił mnie, żebym przy tobie posiedział. 
- A ty tak po prostu się zgodziłeś? - Byłem zaskoczony. 
- Wiem, jak bardzo nienawidzisz szpitali. Poza tym jesteś moim przyjacielem i nie mogłem tak po prostu cię zostawić. 
- Nadal nim jestem? - zapytałem. 
Bałem się usłyszeć odpowiedź Nataniela. Bałem się usłyszeć, że to koniec naszej przyjaźni. 
- Tak. - Uśmiechnął się. - Jeśli oczywiście nadal chcesz się ze mną 
przyjaźnić po tym, co przeczytałeś. 
- Przepraszam, że grzebałem w twoich rzeczach - powiedziałem. 
- Stało się. - Wzruszył ramionami z uśmiechem. 
- Przepraszam, że nazwałem cię wtedy... - Nie potrafiłem wymówić tego na głos. 
- Nie wracajmy do tego. 
- Kochasz go? - zapytałem nieoczekiwanie, chociaż doskonale znałem odpowiedź.  
Nataniel milczał przez chwilę. Chyba analizował, czy powinien mi powiedzieć prawdę. 
- Tak. - w końcu się odezwał. 
Westchnąłem. 
- Mam nadzieję, że wiesz, co robisz. 
- Nie wiem. Po prostu stało się. Aki, chcę, żebyś wiedział, że nawet jeśli mógłbym cofnąć czas, to nie postąpiłbym inaczej. Zrobiłbym wszystko, żeby ją uratować. 
- Powiedz mi, jak się czuje twoja mama? 
- Dużo lepiej. Terapia przyniosła już spore efekty. Wczoraj wieczorem, lekarz pozwolił jej wyjść do szpitalnego parku. Posiedzieliśmy kilka minut na ławce. 
- Cieszę się. 
- Ja też. - Twarz Nataniela rozjaśniła się uśmiechem. 
- Wiesz, że nigdy go nie polubię? 
- Wiem. 
- I nigdy nie zaakceptuje jako twojego faceta. 
- On nie jest i nigdy nie będzie, jak ty to powiedziałeś, moim facetem. Dla niego to tylko umowa. 
- Myślę, że nie masz do końca racji. 
- Nie, to ty się mylisz. To tylko umowa.

Nataniel spędził ze mną prawie cały dzień. Około czternastej przyjechali Marco i Sho. Byłem zaskoczony, gdy Sho zapytał mnie, jak się czuję. Zastanawiałem się, czy naprawdę się o mnie martwił, czy może raczej pytał się ze względu na Nataniela. Nataniel mi obiecał, że wpadnie do mnie następnego dnia. Cieszyłem się, że wreszcie się pogodziliśmy.

W szpitalu spędziłem jeszcze kilka dni. Gdy poczułem się lepiej, zacząłem błagać Adama, żeby mnie wreszcie wypisał do domu. Początkowo nie chciał nawet o tym słyszeć. W końcu uległ moim prośbom. Marco musiał mu obiecać, że weźmie urlop i będzie się mną opiekował. Adam z kolei obiecał, że będzie wpadał do nas przez następne parę dni, żeby podawać mi antybiotyki. Cieszyłem się, że usunął wenflon z mojej ręki, ale moja radość trwała dość krótko, ponieważ założył mi nowy. Usuwanie cewnika również nie należało do zbyt przyjemnych zabiegów, ale zniosłem je dzielnie, ponieważ wreszcie mogłem opuścić szpital. Marco dostał jeszcze szczegółowe wytyczne na temat mojej diety oraz tego, jak ma się mną zajmować.

Gdy wreszcie wsiadłem do samochodu, omal nie rozpłakałem się ze szczęścia. Marco zapytał mnie, gdzie mamy jechać. Odpowiedziałem mu, że przecież to oczywiste, że jedziemy do jego mieszkania. Kiedy wreszcie się w nim znaleźliśmy, od razu pomaszerowałem do sypialni. Byłem zmęczony drogą, więc od razu przebrałem się w piżamę i wsunąłem pod kołdrę. Marco po chwili do mnie dołączył. O seksie nie było mowy, ponieważ nadal byłem chory i zbyt słaby, ale wreszcie mogłem się do niego przytulić. Zasnąłem, wtulony w niego i wsłuchany w jego oddech. Pomyślałem, że wreszcie byłem w domu.
Linki:
- Umowa - Spis treści 

Ważne: zgadnijcie kto to sprawdzał :D

39 komentarzy:

  1. Czemu takie krótkie!?
    Gdzie czułość i tulaski i całuski? :(
    Albo chociaż sesyjka.
    Co za niekompetentna beta, brak trzech enterów i dwóch przecinków!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę zgubiłam przy poprawkach XD.

      Sesja będzie :D, mam już nawet pomysł na karę :D.

      Krótkie?! Czułostki i całuski nie mogą być przecież zawsze :D.

      *idzie szukać enterów i przecinków*

      Usuń
    2. *wie, że przecinków i tak pewnie nie znajdzie*

      Usuń
    3. Ja też mam ciągły ojeb za przecinki... No bo kurde wkurwiające są no..

      Usuń
    4. Dokładnie :D

      Chyba myślimy o tej samej osobie XD.

      Usuń
  2. Achhhh tak długo czekałam.
    Uwielbiam tego gówniarza.
    I Marco. Tak facet idealny.
    Teraz czekam na karę bahora.
    Jak zwykle bosko Sensei 😊
    P.s
    Mam nieodparte wrażenie że znam sprawdzacza..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że kara się spodoba :D. Na pewno będzie długa :D

      Usuń
  3. kolejny rozdział umowy i depresja zniknęła ;3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cudowny lek :D.

      Mówiąc szczerze, ja też miałam lekką depresję, bo tak długo nic nie wrzucałam.

      Usuń
    2. Jak cokolwiek sie bedzie działo to wiesz gdzie mnie szukać z checią pomoge ;*

      Usuń
  4. I've been blessed
    Gdy Nataniel powiedział "Tak". Wiedziałem od początku, ale nadal - aaaa <3
    Marco jest wspaniały, naprawdę takiego spanikowanego przestraszonego człowieka jest mega trudno uspokoi. Jak piszesz ich części, to w zasadzie po każdym zdaniu widać, jak bardzo się kochają, to urocze.
    Cieszę się, że poświęciłaś czas żeby poznać te wszystkie procedury, bo przez to rozdział jest o wiele lepszy. Zwłaszcza urzekła mnie scena z cewnikiem :D
    Mam nadzieję, że Subaru nie pojawi się w najbliższym czasie, pewnie chory Aki nie znioslby tego najlepiej...
    Brawa, oklaski, owacje na stojąco!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brawa,AUTORKO jesteś... WSPANIAŁA <3

      Usuń
    2. Tak, Nataniel jest świadomy swoich uczuć. Jest również świadomy tego, że nie ma co liczyć na coś więcej jak "umowa".

      Ciszę się, że czuć w moich opisach chemię i uczucie między Markiem i A kim. Oznacza to, że moje starania nie idą na marne.

      Żeby opisać procedury medyczne, przeczytałam sporo różnych informacji na ich temat oraz obejrzałam sporo filmików. Chciałam, żeby wypadły one jak najbardziej prawdziwie.

      Subaru... No cóż... W końcu pojawi się i raczej zostanie na dłużej.

      Dziękuję <3

      Usuń
    3. Najwspanialszy komentarz dla autora: to ze jest wspaniały :D

      Usuń
  5. Opłacało się siedzieć do późna w nocy😁 Miałam napisać komentarz około 1 w nocy, ale internetu nie było 😕 Co do rozdziału. Wszystko piknie 👌 Jak zawsze ubaw po pachy. Czekam na C.D.😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na telefonie te minki lepiej wyglądają XD

      Usuń
    2. Faktycznie :D

      Cieszę się, że się podoba :D. Teraz planuje napisać rozdział z perspektywy Sho ;-)

      Usuń
    3. Oj jak cudnie :). Właśnie najbardziej się cieszę na rozdziały związane z Sho <3

      Usuń
  6. A no bosko bosko bosko :D
    Moim z daniem rozdział z perspektywy Marco :D
    Sho i Nathana bylo dość sporo ostatnio :D
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. na początku czytając te pierwsze akapity miałam wrażenie, że przez przypadek Ci się powtórzyło, ale chyba tak miało być - majaczący Aki, który już nie wie, co było, co się przyśniło, więc spoko - bardzo fajny zabieg :)

    trochę Ci się też enterów za dużo narobiło :D powskakiwało kilka nadprogramowych w dialogach

    w ogóle jestem pod wrażeniem pewności siebie i siły Marca, chociaż ja bym się wściekła, gdyby ktoś próbował ze mną rozmawiać w tym tonie, co on z Akim

    ale z drugiej strony bardzo podoba mi się konkretność Adama :)
    ja wiem, że on jest w swoim żywiole itd ale mimo wszystko

    "Zastanawiałem się, czy jak będę chodził, to nie będzie widać mojego nagiego tyłka." raczej nie będzie, bo nie będzie chodził :v

    w sumie to trochę dziwię się, ile Aki miał siły do gadania, przy tym, że ledwo żył :v

    w ogóle gdzieś mi tam się wydało, że słowa się pomieszały, ale teraz nie mogę znaleźć

    no, jestem ciekawa, jak pociągniesz kwestię obroży, bo nie sądzę, żebyś to tak zostawiła :D

    PRZEPŁUCZĘ a nie żadne przepłukam :v

    no i jakoś dziwnie mi to brzmi, że Adam sam trochę prowokuje te różne okołoseksowe tematy. chce "edukować" Marca i tak dalej. ja rozumiem, że Marco chętnie, ale ten ton jakoś mi nie pasuje do Adama - ale co ja tam wiem

    "nawilżająco - znieczulająca" - tego typu słowa się pisze bez spacji

    ale no biedny Aki xD taki pokaz sobie urządzają jego kosztem :D

    kiedy Marco w końcu pozna dziadka Akiego? :D

    w ogóle jak to jest z tym nazywaniem Marca "chłopakiem" przez różnych ludzi? on aż tak młodzieńczo wygląda, mówi itd?

    o, jest!
    "Nie ty masz jakąś rurkę w cewniku" chyba nie tak miało być :)

    ale środki uspokajające bardzo mi się spodobały :3

    cieszę się bardzo, że Aki i Nat się pogodzili :)

    no i w ogóle Sho u Akiego! to dopiero przeżycie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, chodziło o to, że Aki majaczył i wszystko mu się mieszało.

      Ach te entery :D.

      Marco sądził, że to jedyny sposób, żeby zapanować nad Akim.

      Adam jest konkretny w tym co robi.

      Niestety nie chodził, więc nie było szansy, żeby świecił nagimi pośladkami.

      Na widok medycznych narzędzi szybko wróciła mu trzeźwość umysłu.

      Obroża - temat zostanie pociągnięty.

      Poprawię :D

      Adam nie odkrył jeszcze, jaką jest osobą. Wszystko w swoim czasie :D

      Poprawię :D
      Biedny, biedny.

      Na pewno pozna :D

      Jak go inaczej nazwać? Facetem? Partnerem? Te określenia też nie do końca mi pasują do niego.

      Poprawię :D

      Mi też :D

      Musieli się pogodzić, przecież są przyjaciółmi.

      Sho normalnieje, chyba... Chociaż z nim to nigdy nic nie wiadomo.



      Usuń
    2. rozumiem, w sumie też by mi pewnie szybko złe samopoczucie przeszło :D

      "Obroża - temat zostanie pociągnięty."
      no no, mam nadzieję :3

      "Adam nie odkrył jeszcze, jaką jest osobą. Wszystko w swoim czasie :D"
      Adam nie odkrył? :D ciekawie to brzmi, to może jakiś shocik jego i Victora? :> albo gdzieś to wplączesz w historię?

      no "facet" czy nawet "gość" chyba lepiej pasują do trzydziestolatka :v bo o tym, że partner, to dziadek nie musi wiedzieć :D

      bez kitu, za tym Sho to się nie nadąży

      Usuń
  8. Nie ma to jak czepiać sie słówek no ale widocznie ludzie nie maja lepszych rzeczy do roboty :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety nie zawsze jestem w stanie wyłapać wszystkich pomyłek. Rozdziały są długie i ciężko je się sprawdza. Jeśli ktoś coś znajdzie, to łatwiej jest mi poprawić te pomyłki.

      Więc... Jeśli coś znajdziecie, to piszcie mi o tym w komentarzach :D

      Usuń
  9. Biedy Aki, ja tak dobrze wiem jak się czujesz. Zapalenie płuc to nie jest nic przyjemnego. Mam okropne wspomnienia z tym związane (mimo, że było to 3 lata temu).

    Podziwiam Maraca, że miał głowę na karku i nie wybuchnął przy Akim. Nie wiem czy ja bym z nim tam wytrzymała.

    Przyznaję, że przy lekcjach praktycznych prowadzonych przez Adama parsknęłam śmiechem. Aki umiera, a oni się zabawiają w najlepsze xD

    Czekam na karę!
    I metalową sondę dla Marco :D

    Weny życzę! <3

    OdpowiedzUsuń
  10. Hej, Impru, obiecuję, że jak się ogarnę, to skomentuję :3

    OdpowiedzUsuń
  11. Jak zwykle świetne opowiadanie :)
    Zapraszamy na Nasz blog

    OdpowiedzUsuń
  12. Świetny rozdział! ^^ A może by w przyszłości jakieś rozwinięcie wątku Adama??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozdział Adama już się pojawił :D. Będzie również rozdział Wiktora :D.

      Usuń
  13. DZIĘKUJĘ....<3<3<3<3<3....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem jedno słowo oznacza więcej niż tysiąc słów...

      To ja dziękuję...

      ♥♥♥

      Usuń
  14. Szalenie spodobał mi się wstęp. Był taki kosmiczny, jak umysł człowieka z gorączką.

    :Połóż się obok mnie i przytul. Zobaczysz, że wtedy na pewno szybko wyzdrowieję.” - słodkie :3

    Biedny, chory Aki. Ty głuptasku, to nie jest żadna kara. No i Marco, który mu pomaga, troszczy się i trzyma włosy, gdy ten ma rzygać. To miłość, na bank.

    Czyli jak Aki nie wychodzi z domu, to też się maluje?
    Podobał mi się ten wybuch płaczu <3 Aki-mięcioszek!

    Aki, który popłynął <3 na pewno Marco wiedział, że Aki go uwielbia, kocha jego dotyk i tak dalej, ale mimo wszystko fajnie jest usłyszeć takie słowa.
    No i fajnie, że Aki się otworzył, pewnie gorączka też tu trochę pomogła.

    O nie, rzyganie wodą :( wiem coś o tym :(

    Adam: Moje słowo to rzecz święta. <3 <3 #like a boss

    „Szpital jednoznacznie kojarzył mi się z fetyszem mojego byłego pana. Chciałem jak najszybciej znaleźć się poza tym miejscem.” - OCH, cudowny wątek <3 podoba mi się ta myśl!

    Adam taki mądry, opanowany i wspaniały.

    „Miałeś kiedyś zakładany cewnik? 
    - Co?! Jaki cewnik?! 
    - A jak myślisz? 
    - Nie ma mowy.” <3

    Widzę, że też kręcą cię szpitalne tematy :3
    Biedny Aki, i do tego ten uporczywy kaszel :(

    Ach, ten Marco i jego „rozkazy”, mam nadzieję, że zrobił to dla dobra Akiego, nie dla siebie, #bo tak

    I powiem ci, że współczuję Akiemu. Też nie znosze igieł, choć nikt mnie nimi nie gwałcił.

    Ale to ciekawe, że Aki nawet mając gorączkę wciąż jest pyskatym gówniarzem.

    „Marco mówił, że błagałeś go, żeby wyciągnął kaniulę z twojego przedramienia. Kiedy się nie zgodził, sam sobie ją wyrwałeś. Podobnie zresztą mocowałeś się z cewnikiem. Narobiłeś nam mnóstwo kłopotów.” o.O szok szok, ale wątek ciekawy.

    „On jedyny wykazywał zainteresowanie moją osobą. Chociaż przez chwilę czułem, że zależało mu na mnie. Wiedziałem, że chodziło mu o moje ciało i łamanie mojej psychiki. Ale podczas sesji czułem się ważny, wręcz najważniejszy na całym świecie. Głupie. Teraz to wiem.” :(

    #teamDziadek <3

    „- Uspokój się. Jeśli tego nie zrobisz, będę zmuszony podać ci coś na uspokojenie.” - JA TAM OD POCZĄTKU NA TO CZEKAŁAM.

    „- Wybaczcie, że przerywam wam te wspaniałe plany, ale muszę usunąć igłę z wenflonu.” - #teamAdam <3
    Nie, on jest bezbłedny :d

    KOCHANY MARECZEK, fajnie to wszystko zaplanował :D

    No i nareszcie Aki pogadał z Natanielem.
    Ooooh, nawet Sho przyjechał!

    Nienawidzę wenflonów w ręce :(

    usuwanie cewnika :3 No, to teraz, Aki, zdrowiej, i zajmijcie się soundingiem :3
    Mam też nadzieję, że Marco dotrzyma słowa i ulegnie. A potem się zamienią :3
    i że Aki szybko wyzdrowieje.

    Na samym początku wydawało mi się, że to będzie długi wpis, ale czytając go, w ogóle tego nie zauważyłam ani nie poczułam. Może przez dialogi, przez opisy i dobre, konkretne zdania. :D „notka szpitalna” bardzo przypadła mi do gustu, ale ja chyba pisałam, że lubię u ciebie czasem te takie bezseksowe wpisy :)

    weny!







    OdpowiedzUsuń
  15. Witam przybywam z zapytaniem o kolejny rozdział :D
    Pozdrawiam i weny życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Hej, słyszałem (czytałem) o jakimś flirtowaniu i przystojniaku irl (wcale nie brzmie jak stalker teraz XD). Chciałem tylko powiedzieć że życzę powodzenia i czekam na rozdział, bo jesteś świetną pisarką, ale ze spokojem, bo najpierw sprawy prywatne, a potem blog. Poza tym nie ma nic gorszego niż rozdział pisany pod presją czasu. Trzymam kciuki <3

    OdpowiedzUsuń
  17. Witam i zapytowywuje o rozdzialik :D
    Pozdrawiam vip:D

    OdpowiedzUsuń