WAŻNE INFO:

Obiecuję, jak najszybciej odpowiedzieć na wasze wszystkie komentarze i skomentować blogi, które czytam :D.

KOMENTUJCIE, bo to bardzo motywuje XD.

środa, 12 lipca 2017

Umowa - Rozdział 40 (Adam)


ADAM



- Gdyby coś... - zacząłem mówić, ale nie zdążyłem dokończyć.
- Tak, tak, tak... - Słowa Maksa dobitnie świadczyły o tym, że starał się wygonić mnie z oddziału.
- Jakie niby... ,,Tak, tak, tak”? - zapytałem trochę bezmyślnie.
- Po prostu chciałem dać ci do zrozumienia, że zadzwonię do ciebie, gdyby coś się działo. Więc z łaski swojej opuść wreszcie swoje królestwo i idź do domu się wyspać. Ledwo stoisz na nogach. - Usłyszałem rozbawienie w głosie Maksa, który właśnie przejmował po mnie dyżur.
- Bardzo śmieszne - odpowiedziałem. - Wszystko jasne? Czy mam ci coś jeszcze raz powtórzyć?
- Jasne jak słońce. Idź już wreszcie do domu.
- Jestem dla was stanowczo za miękki - mruknąłem.
- Skąd ten pomysł?
- Jak to skąd? Przecież wcale się mnie nie boicie.
- Może tylko troszkę. Spadaj wreszcie.
- Idę, idę i przestań z łaski swojej wyganiać mnie z mojego własnego oddziału.
- Chyba raczej ze swojego... - Specjalnie zrobił pauzę.
- Daruj sobie - powiedziałem.
- Królestwa, państwa, świata... Niech się zastanowię... Jak to najlepiej nazwać... Poczekaj... Zaraz znajdę odpowiednie słowo. - Maks świetnie bawił się moim kosztem.
- Cześć - powiedziałem i wyszedłem z gabinetu lekarskiego.  

Wiedziałem, że zostawiałem oddział pod bardzo dobrym nadzorem. Po drodze do wyjścia wszedłem jeszcze do swojego gabinetu. Szybko spakowałem niezbędne materiały, które zamierzałem wykorzystać podczas pisania artykułu do jednego z wydawnictw medycznych, z którym współpracowałem. Planowałem, że później posiedzę nad papierami i wreszcie prześlę gotowy materiał do ewentualnej korekty. Widziałem, że Wiktor nie będzie zachwycony, widząc, co zabrałem ze sobą. Nie lubił, gdy pracowałem w domu, ponieważ mawiał, że nic wówczas do mnie nie docierało i równie dobrze mógłbym zostać w szpitalu. Jedno musiałem mu przyznać. Mimo że pracował w domu, zawsze starał się wykonywać swoje zlecenia w czasie, kiedy ja byłem w szpitalu lub gdy odsypiałem nocne dyżury. Czasami łapałem go na tym, że pracował w nocy w czasie mojego snu. Nie mogłem mieć o to do niego pretensji, ponieważ ja również podobnie postępowałem.
Kiedy opuszczałem szpital, miałem nadzieję, że w czasie mojej nieobecności na oddziale nie wydarzy się nic, co wymagałoby mojego niezwłocznego powrotu. Wsiadłem do samochodu i wolno odjechałem w kierunku mojego domu. Zegar na tablicy rozdzielczej wskazywał szóstą. Oznaczało to, że miałem jakieś dwie godziny na szybki odpoczynek. Około ósmej trzydzieści musiałem wpaść do mieszkania Marca, żeby podać antybiotyk jego facetowi. Samochód spokojnie sunął po szosie, a ja zastanawiałem się, czemu zgodziłem się wypisać Akiego ze szpitala przed zakończeniem jego leczenia. Na szczęście chłopak zdrowiał z każdym kolejnym dniem. Podejrzewałem, że nie bez znaczenia był fakt, iż zajmował się nim Marco. Już w szpitalu zauważyłem, że miał on do niego wielką słabość i ogromne pokłady cierpliwości. Sporo ryzykowałem, wypisując Akiego ze szpitala przed zakończeniem leczenia. Zrobiłem to pod warunkiem, że Marco załatwi sobie urlop i osobiście się nim zajmie. Ostatnie zdanie należało do Sho, który mógł nie zgodzić się na takie rozwiązanie. Nie był zachwycony, usłyszawszy, że Marco bierze wolne do odwołana, ale ostatecznie kiwnął głową. Wiedziałem jednak, że mimo wszystko to ja ponosiłem największą odpowiedzialność za zdrowie Akiego. Gdyby jego stan zaczął się pogarszać, miałbym do siebie pretensje za to, że uległem ich namowom i byłem zwyczajnie lekkomyślny. Postanowiłem, że jutro podejmę decyzję na temat jego dalszego leczenia. Możliwe, że całkowicie odstawię mu już wszystkie leki, które obecnie przyjmował.
Zaparkowałem samochód pod blokiem i oparłem głowę o zagłówek fotela. Na chwilę przymknąłem oczy i głęboko odetchnąłem. Pomyślałem, że dzisiejszy nocny dyżur nieźle dał mi się we znaki. W nocy do szpitala przywieziono pacjenta w zaawansowanym stadium zapalenia płuc. Musiałem zająć się nim osobiście. Dodatkowo mieliśmy problemy z jedną z pacjentek, która chorowała na cukrzycę. Jej stan gwałtownie się pogorszył, co było dla mnie kompletnie niezrozumiałe. Z drugiej strony nie powinienem się już niczemu dziwić, ponieważ moja praca potrafiła mnie nieźle zaskakiwać. Poza tym wezwano mnie na onkologię, ponieważ jeden z tamtych lekarzy musiał coś pilnie ze mną skonsultować. Dobrze, że chociaż z pozostałymi osobami, które znajdowały się pod moją opieką, nie miałem większych problemów.
W tej chwili marzyłem tylko o jednym. Chciałem wziąć szybki prysznic, położyć się do łóżka i jak najszybciej zasnąć.
Może przed snem pokocham się jeszcze z Wiktorem? - Uśmiechnąłem się do własnych niezbyt grzecznych myśli.
Wysiadłem z samochodu i szybkim krokiem ruszyłem w kierunku mojego bloku. Dziękowałem opatrzności, że mieszkałem w budynku, w którym znajdowała się winda. Wprawdzie mieszkanie zlokalizowane było zaledwie na trzecim piętrze, ale nie wyobrażałem sobie tego, żebym musiał teraz wchodzić po schodach na górę. Po chwili otworzyłem drzwi i wszedłem cicho do mieszkania. Panowała w nim kompletna cisza, co oznaczało, że Wiktor nadal spał. Zostawiłem dokumenty w salonie i udałem się do sypialni. Uśmiechnąłem się na widok nieregularnego kształtu, który skrywała kołdra. Stałem nieruchomo i zastanawiałem się, co powinienem teraz zrobić. Z jednej strony nie opłacało mi się kłaść do łóżka, ponieważ niedługo będę zmuszony wstać. Z drugiej strony w pokoju panował przyjemny i zachęcający półmrok, ponieważ Wiktor przed snem szczelnie zasłonił okna. Przez kilka minut biłem się jeszcze z myślami, ale ostatecznie skapitulowałem. Cicho podszedłem do mojej strony łóżka, wyjąłem z kieszeni spodni telefon, ustawiłem w nim budzik i położyłem go na nocnej szafce. Starałem się zachowywać możliwie jak najciszej, ponieważ nie chciałem obudzić osoby, która nadal pogrążona była we śnie. Szybko się rozebrałem. Początkowo zamierzałem zostawić ubrania rozrzucone na dywanie, ale ostatecznie pozbierałem je i wrzuciłem do pralki w łazience. Nie chciałem, żeby Wiktor po raz kolejny mnie beształ za bałagan, jaki robiłem, jak to on określał, na każdym kroku. Przynajmniej tak było według niego. Ja uważałem, że on zwyczajnie przesadzał. Po prostu był strasznie pedantyczny. Nieraz dostawałem burę za ubrania zostawione na dywanie, łóżku i krześle. Powtarzał mi do znudzenia, że miejsce ubrań jest w szafie lub pralce, jeśli są już brudne. Raz nawet postraszył mnie, iż jeśli się nie zmienię, to będę spał w drugim pokoju. Na szczęście nie zrealizował swojej groźby.
Prysznic był dokładnie tym, czego w tej chwili potrzebowałem. Gorąca woda przyjemnie spływała po moim zmęczonym ciele. Przymknąłem oczy i próbowałem przestać myśleć. Chciałem się zresetować i zapomnieć o męczącej nocy i moich pacjentach. Przekręciłem pokrętło i zmieniłem wodę na chłodną. Wiktor nie potrafił zrozumieć, dlaczego lubiłem kąpać się w chłodnej wodzie. Nie była ona zimna. Po prostu była chłodna, lekko ciepła... To było dla mnie niezrozumiałe, czemu próbowałem znaleźć teraz odpowiednie określenie temperatury cieczy, która właśnie spływała po mojej skórze. W końcu zakręciłem wodę, wyszedłem z kabiny, wytarłem się do sucha i wróciłem do sypialni.
Wsunąłem się do łóżka, uważając, żeby nie obudzić mojego ukochanego, który nadal słodko spał. Wiktor leżał na boku i był odwrócony do mnie tyłem. Miałem ochotę objąć go, wtulić się w niego i wsłuchać w jego spokojny oddech. Wahałem się, ponieważ obawiałem się, że pod wpływem mojego dotyku Wiktor się obudzi. Wpatrywałem się w jego odsłonięte plecy i rozważałem wszystkie za i przeciw. Ostatecznie nie wytrzymałem, przysunąłem się do niego, pocałowałem jego nagie ramię i przytuliłem się do niego. Moje ciało szczelnie przywarło do jego nagiego i rozgrzanego ciała. Coraz bardziej żałowałem, że musiałem jechać do tamtego dzieciaka. Sto razy bardziej wolałbym zostać w łóżku. Nie mogłem jednak złamać danego słowa, poza tym z mojej strony byłoby to bardzo nieprofesjonalne i nieodpowiedzialne zachowanie. Jednocześnie coraz bardziej pragnąłem obudzić Wiktora i kochać się z nim do utraty sił, a potem zasnąć, tuląc go do siebie.
- Jesteś zimny. - Zaspany głos przerwał moje myśli.
- Przepraszam, już się odsuwam - szepnąłem.
- Nie trzeba... Zostań... Tak jest dobrze - Wiktor wymruczał przez sen.
- Na pewno? - zapytałem.
- Mhm... - mruknął.
- Czyżbyś chciał ogrzać mnie swoim ciałem?
- Czemu nie... - Usłyszałem.
Wiktor nadal znajdował się na granicy snu i jawy. Uwielbiałem, kiedy jego umysł trwał w takim zawieszeniu. Był wówczas strasznie słodki, kochany, uległy i całkowicie mi oddany. Podobnie zachowywał się, kiedy lekko się upijał. Przypomniał mi się Sylwester, który spędziliśmy w mieszkaniu Marca. Wiktor trochę przesadził z alkoholem i szalał ze mną na parkiecie. Tulił się do mnie, całował i kokietował mnie. Kolejnego dnia był z tego powodu bardzo zawstydzony i trochę obrażony, ponieważ według niego powinienem powstrzymać go przed dalszym piciem. Ja natomiast powtarzałem mu do znudzenia, że częściej powinien się upijać, gdyż pokazuje wówczas swoją drugą, głęboko skrywaną naturę.
Pocałowałem go tuż za uchem i szepnąłem:
- Przepraszam, że cię obudziłem.
- Jeszcze nie obudziłeś.
- Mam to zrobić?
Szybko do mnie dotarło, że Wiktor droczył się ze mną. Nie po raz pierwszy to robił. Niby kusił i zachęcał, by potem się wycofać i obrócić wszystko w żart. Nie wiedziałem, czemu, ale uwielbiłem to w nim. Tak naprawdę uwielbiałem każdą chwilę, jaką spędzaliśmy razem. Nie chodziło oczywiście tylko o seks, który był wręcz wspaniały. Chodziło o każdą codzienną czynność: wspólne oglądanie telewizji, przebywanie w jednym pokoju, wspólne posiłki, a nawet ukradkowe spojrzenia, które sobie od czasu do czasu posyłaliśmy. Pomyślałem, że w wieku trzydziestu lat czułem się i zachowywałem jak jakiś zakochany szczeniak. Nie miałem z tym jednak żadnych problemów, ponieważ uważałem, że nie byłem za stary na taką miłość. Poza tym chyba każdy zasługiwał na to, żeby kochać i być kochanym.
- Może... - Usłyszałem jego nadal zaspany głos. Nie było w nim nawet cienia przyzwolenia, nie wspominając nawet o jakiejkolwiek zachęcie. Dobitnie oznaczało to, że Wiktor już nie spał.
Pomyślałem, że to był cały on. Z nim nie było tak łatwo. Rzadko kiedy mówił, że mnie kocha, pragnie i chce ze mną być. Bardzo często przybierał właśnie tą swoją obronną postawę. A może po prostu taki był? Zastanawiałem się czasem, na ile to była jego gra, a na ile prawdziwy charakter? Chyba trochę jedno i drugie. Wiktor nie należał do osób, które tak po prostu okazywały uczucia. Normalnie był zdystansowany, może nawet trochę zimny. Początkowo trudno było mi się do tego przyzwyczaić, ponieważ najchętniej ciągle bym go przytulał, całował, dotykał. Podejrzewałem, że bał się, że go zostawię. Pretensje mogłem mieć tylko i wyłącznie do siebie. Zanim go poznałem, nie należałem do osób zbyt wiernych i stałych w uczuciach. Potrafiłem spotykać się z kilkoma osobami naraz. Bawiłem się i nie widziałem w tym niczego złego. Mówiąc wprost: byłem niezłym podrywaczem. Zachichotałem, ponieważ moja wrodzona skromność strasznie mnie w tej chwili rozbawiła.
- Czemu się głupio śmiejesz, zamiast zacząć mnie budzić? - Usłyszałem wredny głos Wiktora, który w momencie przywrócił mnie do rzeczywistości.
- Sorki... - powiedziałem.
Wiktor obrócił się do mnie przodem i wsunął nogę pomiędzy moje uda. Mimowolnie przesunąłem dłonią po jego udzie i pocałowałem go delikatnie w usta.
- Dzień dobry, kochanie - powiedziałem.
- Mhm...
Po chwili poczułem język Wiktora na mojej szyi. Jednak, zamiast się z tego cieszyć, głupio zapytałem:
- Cóż to za zmiana? Co zrobiłeś z moim zlodowaciałym facetem?
- Zlodowaciałym? - Poczułem jego zęby na skórze szyi.
- Nie gryź, żartowałem... - Zachichotałem.
- Wsadź sobie te swoje żarty. Skoro ci się nie podoba, to dalej idę spać - mówiąc to, Wiktor odsunął się ode mnie.
- Przepraszam.
- Dziś też jedziesz do Akiego? - Wiktor nie zareagował na moje przeprosiny.
- Niestety.
- Kiedy wreszcie to się skończy? Nie dość, że w tym tygodniu ciągle masz nocne dyżury, to jeszcze musisz dwa razy dziennie do niego jeździć. No i dodatkowo piszesz ten swój kolejny artykuł. Ostatnio ciągle nie masz dla mnie czasu.
- Wiktor, nie złość się.
- Przecież się nie złoszczę.
- Jasne.
- Chyba odechciało mi się z tobą leżeć. Idę się napić kawy.
- Zostań ze mną.
- Przecież zaraz i tak będziesz wstawał.
- Ale zdążę cię przelecieć.
- Tak i potem zostawisz mnie samego. Wybacz, ale chyba nie skorzystam.
- Obiecuję, że szybko wrócę.
Wiktor leżał naprzeciw mnie i był zły. Zastanawiałem się, jakim cudem zaczęliśmy się kłócić. Wkurzyłem się, ponieważ przepieraliśmy się o jakiegoś dzieciaka. Sam nie byłem zachwycony perspektywą jazdy samochodem, żeby zrobić młodemu zastrzyk i użerać się z jego fobią. Gdyby nie fakt, że znałem się z Markiem jeszcze ze studiów i łączyły mnie interesy z jego najlepszym przyjacielem...
- Zaraz, zaraz... - powiedziałem.
Złapałem Wiktora za rękę i próbowałem powstrzymać go przed wstaniem z łóżka.
- Daj mi spokój.
Wkurwiłem się, ponieważ w lot zrozumiałem, że wrócił mój zdystansowany facet.
Ja pierdolę, a tak bardzo chciałem się z nim teraz kochać. Kurwa! - Pomyślałem.
- Poczekaj. Spróbuję załatwić wszystko tak, żebym nie musiał ruszać się z domu. Przynajmniej teraz - powiedziałem.
- Niby jak? - Niestety Wiktor mi nie wierzył.
- Zaufaj mi.
Przyciągnąłem go do siebie i pocałowałem. Początkowo się opierał, ale w końcu mi uległ. Jego wargi były miękkie i kuszące. Kiedy wsunąłem język do jego ust, mruknął z zadowoleniem. Całowałem go nieśpiesznie. Rozkoszowałem się jego obecnością, dotykiem i językiem, który z coraz większą śmiałością odpowiadał na moje pieszczoty. Bez trudu wyczułem, że Wiktor miał ochotę na coś więcej. Ja także miałem na to ochotę. Moja męskość zaczęła budzić się do życia. Od kilku dni nie kochaliśmy się. Strasznie zaniedbałem mojego faceta i musiałem w końcu wynagrodzić mu jego cierpliwość. Wiktor tradycyjnie nie narzekał na brak seksu, przecież to byłoby wbrew jego naturze, ale ja wiedziałem swoje. Pragnął mnie tak samo mocno, jak ja w tej chwili pożądałem jego.
- Jeden telefon - powiedziałem, niechętnie przerywając pocałunek.
- Tylko szybko - opowiedział.
Usiadłem na łóżku, wziąłem komórkę i wybrałem numer Sho. Po chwili usłyszałem w słuchawce jego głos:
- Słucham.
- Mam sprawę - powiedziałem.
- Mów. - Sho jak zawsze był konkretny i nie używał zbędnych słów. Zawsze to w nim ceniłem.
Szybko wyjaśniłem mu, w jakiej sprawie się z nim kontaktowałem. Nie był zbytnio zadowolony z mojego pomysłu, ale ostatecznie się zgodził. Wiedziałem, że z taką sprawą mogłem zadzwonić tylko do niego. Ufałem mu i wiedziałem, że mnie nie zawiedzie. Niestety w trakcie naszej rozmowy Wiktor najwyraźniej pomyślał, że go olałem i wymknął się z łóżka. Po chwili rozłączyłem się z Sho i ruszyłem na poszukiwania mojego obrażonego faceta. Znalazłem go w kuchni. Stał przy stole tyłem do drzwi i popijał kawę z parującego kubka. Z niezadowoleniem zauważyłem, że ubrany był w swój szlafrok. Nigdzie nie dostrzegłem drugiego kubka, co oznaczało, że według Wiktora nie zasłużyłem na swoją porcję kofeiny. Nie wróżyło to nic dobrego.
Podszedłem do niego i stanąłem za nim. Nie odezwał się i nie odwrócił głowy. Po prostu mnie olał. Genialnie. Upił kolejny łyk kawy. Przywarłem do niego i objąłem go ramionami. Moja prawa dłoń powędrowała niżej i dotknęła jego krocza przez materiał szlafroka. Z niezadowoleniem musiałem przyznać, że po wcześniejszym podnieceniu Wiktora nie było już żadnego śladu. Zamierzałem wsunąć dłoń pod szlafrok i zacząć go pobudzać, ale usłyszałem jego zimny ton:
- Ręce przy sobie.
- Nie bądź taki... - szepnąłem mu do ucha.
- Niby jaki? - zapytał, upijając kolejny łyk kawy.
- Zlodowaciały.
- Palant - rzucił.
Wiktor uwolnił się z moich objęć i odwrócił się do mnie przodem. Oparł się o blat stołu i popatrzył mi w oczy. Nie odzywał się. Czekał na mój kolejny ruch. Czułem, że musiałem to dobrze rozegrać. Na szczęście nie wyminął mnie i nie wyszedł z kuchni. Oznaczać to mogło tylko jedno. Dawał mi cień szansy, żeby go udobruchać. Widziałem jednak, że szybki numerek na kuchennym stole nie wchodził w grę. Miejsce wprawdzie było odpowiednie, ale musiałem się bardzo postarać, żeby pobudzić i zachęcić Wiktora do porannego seksu. Po raz kolejny pomyślałem, że ostatnio za bardzo go zaniedbałem. Nasze ciała dzieliły wprawdzie minimetry, ale się nie dotykaliśmy. Wiktor spojrzał prowokująco w moje oczy i uniósł kubek. Bezczelnie upił łyk tego jakże życiodajnego trunku, który chwilowo był poza moim zasięgiem.

- Gdzie moja kawa? - zapytałem.
- A zasłużyłeś sobie na nią? - zapytał, mrużąc oczy.
- Może - odpowiedziałem, zabierając mu kubek.
Gdy upiłem łyk, skrzywiłem się i mruknąłem z niezadowoleniem:
- Słodka.
- Bo to moja kawa, nie twoja - odpowiedział.
- Skoro to twoja kawa, to... - przerwałem.
Upiłem kolejny łyk, położyłem palec na jego brodzie i uniosłem ją nieco. W powietrzu czułem coraz większe napięcie. Po moim niedawnym zmęczeniu nie było już śladu. Coraz bardziej pragnąłem tylko jednego. Pragnąłem jego ciała. Marzyłem o tym, żeby wreszcie wił się pode mną i przestał być zdystansowany i oziębły. Przysunąłem twarz do jego twarzy i pocałowałem go. Gdy mimowolnie rozchylił usta, wolno wpuściłem stanowczo za słodki płyn do ich wnętrza. Pozwoliłem mu przełknąć i pogłębiłem pocałunek. Położyłem dłonie na blacie stołu i dzięki temu uwięziłem Wiktora pomiędzy moimi ramionami. Wiedziałem, że w każdej chwili, jeśli zechce, odepchnie mnie i wyjdzie z pomieszczenia. Nie mogłem mu na to pozwolić. Drań nie zamierzał nawet próbować odwzajemniać mojego pocałunku. Karał mnie. Zdawałem sobie doskonale z tego sprawę. 
Złamię cię. Zobaczysz.
- Daruj sobie te nędzne próby uwiedzenia mnie - powiedział, gdy na chwilę przerwałem nasz pocałunek.
- Zamknij się - odpowiedziałem.
Chciał się odgryźć, ale powstrzymałem go kolejnym pocałunkiem. Mocniej złapałem go za brodę i nie pozwoliłem mu przekręcić jej na bok. Uparcie go całowałem i czekałem aż w końcu odwzajemni mój pocałunek. Odwzajemnił.
Napięcie...
Erotyzm...
Oczekiwanie...
Wszystko... 

Pocałunki...
Zero innego dotyku...
Zero pieszczot...
Tylko nasze języki...
Całowałem go...
Zagryzałem jego wargi...
Pobudzałem...
Nakręcałem...

Podniecenie...
Pożądanie...

Boże, zaraz tego nie wytrzymam. Powalę go na blat i...
Nie, nie, nie... Opanuj się...
Zwierzęce instynkty nie mogą wziąć nad tobą góry...
Jeszcze nie...
Przesunąłem się nieco na bok. Moja prawa dłoń najpierw dotknęła jego biodra. Przerwałem pocałunek i nie spuszczając z niego wzroku, przesunąłem dłoń w kierunku jego krocza. Wsunąłem dłoń pod jego szlafrok i dotknąłem jego penisa. Był już nieźle pobudzony. Uniosłem znacząco brew i uśmiechnąłem się. Wiktor odwzajemnił mój uśmiech i odezwał się wrednym tonem:
- Możesz zrobić mi loda i jedź zrobić ten cholerny zastrzyk Akiemu.
- A może tobie powinienem zrobić zastrzyk, za twoją bezczelność. Już dawno się tak nie bawiliśmy, co ty na to? - odezwałem się.
- Daruj sobie te swoje obietnice bez pokrycia. Skarbie, nie masz ani czasu, ani siły na sesję ze mną.
- Na sesję może i nie, ale na to, żeby zerżnąć cię na stole, w zupełności wystarczy mi sił.
- Nie ma mowy.
- Akurat nie masz w tym momencie nic do gadania.  
Zamknąłem jego usta kolejnym pocałunkiem. W tym samym czasie zacząłem wolno przesuwać dłonią po jego stojącym penisie. Mimowolnie uśmiechnąłem się, gdy Wiktor ze świstem wciągnął powietrze.
Tak mój drogi, właśnie tak. Zaraz zerżnę cię tu i teraz, a ty będziesz mnie błagał, żebym nie przestawał. Będziesz się pode mną wił i krzyczał. Będziesz błagał mnie o więcej. Cierpliwość jest dziś kluczem, żeby cię złamać. A ja jestem bardzo cierpliwym człowiekiem. Mimo że tyle razy mnie odrzuciłeś, nie poddałem się i w końcu cię zdobyłem. Zdobędę cię więc kolejny raz i zrobię to tyle razy, ile będzie trzeba.
Nasze ciała nadal się nie stykały. Wyczuwałem, że Wiktor chciał się przysunąć bliżej mnie. Nie pozwoliłem mu na to. Chciałem się z nim jeszcze trochę pobawić. Musiałem go jeszcze bardziej nakręcić. Musiał przestać trzeźwo myśleć. Musiał zacząć czuć. Mocniej. Intensywniej. Musiał zatracić się w moim dotyku.
Nasze pocałunki stawały się coraz bardziej zmysłowe. Mój penis już od dawna stał na baczność i przypominał mi o tym, że od tygodnia nie spuściłem zbierającego się w nim napięcia. Wiktor przestał panować nad sobą, złapał mnie za ramię i zacisnął na nim dłoń. Pozwoliłem mu na chwilę położyć głowę na moim ramieniu. Potem zmusiłem go, żeby uniósł głowę. Powoli, patrząc mu w oczy, rozwiązałem pasek od jego szlafroka. Odsunąłem materiał i przejechałem opuszkami palców po jego nagim torsie. Wiktor zadrżał pod wpływem mojego dotyku. Nie odezwał się jednak. Czekał. Powoli, patrząc mu w oczy, wyciągnąłem pasek szlafroka i założyłem mu go na szyję. Zauważyłem lekkie zaskoczenie i zaciekawienie w jego spojrzeniu. Byłem pewien, że w tej chwili rozważał mój kolejny ruch.
Postanowiłem, że go zaskoczę. Podejrzewał, że go zwiążę i poznęcam się trochę nad nim. Faktycznie, taki miałem plan, ale zamierzałem to zrobić nieco później. Pocałowałem go delikatnie w usta i klęknąłem przed nim. Musiałem wynagrodzić mu te wszystkie chwile, gdy czuł się przeze mnie zaniedbywany. Patrząc mu w oczy, przejechałem językiem po jego nabrzmiałej męskości. Zareagował na to cichym jęknięciem. Po chwili pieściłem go językiem i dłonią. Lizałem, całowałem, zasysałem jego główkę. W pewnym momencie uniosłem go nieco wyżej i zacząłem kreślić językiem małe kółeczka na jego wiązadełku. W tym samym czasie masowałem dłonią jego jądra. Byłem cierpliwy do granic moich możliwości. Wsłuchiwałem się w najcichszy jęk, jaki uwalniał się z piersi Wiktora.
Gdy Wiktor wplótł palce w moje włosy, odtrąciłem jego rękę i szybko wstałem. Przyciągnąłem go do siebie i pocałowałem. Nasze nabrzmiałe penisy ocierały się o siebie. To dodatkowo potęgowało moje podniecenie. Wsunąłem mu dłonie pod szlafrok i chwyciłem go za nagie pośladki. Ścisnąłem je mocno. Przesunąłem palcami po jego rowku, by po chwili wsunąć je pomiędzy jego krągłe bułeczki. Gdy pomasowałem jego wejście, Wiktor mruknął zachęcająco. Poruszył biodrami i starał się mnie sprowokować, żebym pogłębił pieszczoty. W pewnym momencie przywarł do mnie i wtulił twarz w zagłębienie mojej szyi. Pozwoliłem mu przez chwilę tak trwać, bawiąc się dalej jego wejściem. Nie wkładałem jeszcze palców, bo nie sztuką było tak po prostu go przelecieć. Sztuką było wywołać u niego całkowitą uległość i pokorę. Cierpliwość była tu kluczem. Cierpliwość, która bardzo dużo mnie kosztowała.
W końcu stanowczo odsunąłem go nieco od siebie i ująłem dłonią nasze penisy. Moja druga ręka nadal zajęta była delikatnym ugniataniem jego wejścia. Pieściłem nasze penisy i rozkoszowałem się gardłowymi mruknięciami, jakie wydawał Wiktor. Podniecałem go i rozpalałem. Jednocześnie fundowałem sobie niezłe tortury. Wiktor po prostu stał i chłonął moje pieszczoty. Ja natomiast nie dość, że nim się zajmowałem, to jeszcze musiałem kontrolować się i nie pozwolić, żeby moje pożądanie zwyciężyło nad trzeźwym myśleniem. Było to cholernie trudne, ponieważ miałem Wiktora dosłownie w zasięgu rąk. Moja dłoń wędrowała po jego pośladkach, ściskała je, ugniatała i lekko szczypała. Wsuwałem palce pomiędzy nie, niby przypadkiem dotykałem go tam, gdzie tego najbardziej pragnął i znów masowałem jego pośladki. W końcu pchnąłem go na stół, zmuszając, żeby się o niego oparł. Zacząłem całować jego szyję. Z każdym kolejnym pocałunkiem schodziłem coraz niżej. Tors. Jeden sutek. Potem drugi. Mostek. Potem brzuch. Kreśliłem językiem linię, która zaprowadzić mnie miała do jego krocza. Zauważyłem, że Wiktor oblizał wargi i przymknął oczy. Jednocześnie zajmowałem się jego penisem i jądrami. Wiktor mruczał i nawet trochę pojękiwał. Po chwili wziąłem do ust jego penisa. Wsuwałem i wysuwałem go z ust, nawet na chwilę nie przerywając pieszczenia go językiem. Cały czas spoglądałem prowokująco w jego szeroko otwarte oczy, w których kryła się żądza.
Właśnie na to czekałem. - Pomyślałem.
Szybko wstałem, chwyciłem Wiktora za pasek szlafroka, który nadal znajdował się na jego szyi. Przy jego pomocy przyciągnąłem go do siebie i mocno pocałowałem. Tak bardzo stęskniłem się za jego dotykiem i smakiem. Nasz pocałunek przepełniony był pasją, namiętnością i głodem. Po chwili oderwałem się od niego i odwróciłem go tyłem do siebie. Zsunąłem z niego szlafrok. Moim oczom ukazały się jego nagie plecy i kuszący tyłeczek, który zamierzałem zaraz przelecieć. Nie chciałem jednak posiąść go bez wcześniejszego przygotowania. Nie chciałem sprawiać mu bólu, przynajmniej nie tym razem. Na sesję, ból i zabawki przyjdzie jeszcze czas.
Może jak się wreszcie wyśpię, urządzimy sobie małą sesję?
Wiktor mocniej pochylił się do przodu, kiedy przesunąłem dłonią po jego kręgosłupie. Zachęcająco rozchylił szerzej nogi i zaparł się mocno o blat stołu. Przy pomocy paska od szlafroka zmusiłem go, żeby się podniósł.
- Jeszcze nie, kochanie - szepnąłem mu do ucha.
- Przestań wreszcie to robić.
- Co takiego, skarbie? - Zagryzłem płatek jego ucha.
- Przecież wiesz.
- Nie, nie wiem. - Polizałem go tuż za uchem.
- Przestań się wreszcie ze mną droczyć.
- Jeszcze małą chwilkę.
Klęknąłem za nim i położyłem dłonie na jego pośladkach.
- Wykończysz mnie... - szepnął.
Na jego słowa zareagowałem stłumionym śmiechem. Jęknął przeciągle, kiedy rozchyliłem jego pośladki i zacząłem pieścić językiem rowek pomiędzy nimi. Specjalnie omijałem jego wejście. Przesuwałem językiem z góry na dół, ale właśnie tam go nie dotykałem. Wiktor niespokojnie zaczął się kręcić. Chciał sprawić, żebym wreszcie zajął się jego lekko pulsującym już odbytem. Im bardziej starał się zachęcić mnie do tego, tym bardziej ja tego nie robiłem.
- Błagam... - jęknął.
Nie zareagowałem. Pomyślałem, że stać go było na więcej.
- Proszę... przestań... mnie tak... torturować...
W końcu mu uległem i wsunąłem w niego język. Poczułem, że zadrżał pod wpływem mojej niespodziewanej pieszczoty. Na zmianę dotykałem go językiem i palcami. Starałem się, żeby nie mógł przewidzieć mojego kolejnego ruchu. Kiedy moje palce wsuwały się w niego, zaciskał na nich odbyt. Jęczał coraz głośniej. Próbował mocnej się na nie nabijać, ale ja wysuwałem je z niego i mocno uderzałem go dłonią w pośladki. Jego skóra z każdym kolejnymi uderzeniem robiła się coraz bardziej czerwona. Ująłem dłonią jego stojącego penisa i zacząłem mu trzepać. Jednocześnie palcami drugiej dłoni rozciągałem jego wejście. Kuchnię wypełniały jęki i błagania. Nie należały one do mnie.
Po kilku minutach stwierdziłem, że wystarczy już tych pieszczot. Wstałem, pchnąłem go do przodu tak, żeby położył się na blacie. Uniosłem jego nogę i oparłem ją o stół. Przesunąłem penisem między jego pośladkami i delikatnie naparłem nim na jego wejście. Powoli w niego wchodziłem, jednocześnie przesuwając dłonią po jego plecach. To było niesamowite, z jaką łatwością mnie przyjmował. Otwierał się na mnie i jednocześnie ciasno mnie obejmował. Pochyliłem się i pocałowałem go w kark. Przytuliłem się do niego i trwałem tak przez kilka sekund, a może minut? Nie było to istotne. Po chwili zacząłem się poruszać.
Pchnięcie. 
Jedno. 
Dwa. 
Trzy. 
Kolejne. 
Wolne. 
Zbyt wolne. 
A jednocześnie zbyt podniecające. 
Gdy Wiktor się w pełni rozluźnił, zaczął mi odpowiadać. Wychodził naprzeciw moim ruchom. Bez trudu dostosował się do mojego, nadal niezbyt szybkiego, tempa. Nie wiem kiedy złapałem go za biodra i zacząłem przyśpieszać. Nie zastanawiałem się nad tym. Po prostu czułem i chłonąłem całym sobą jego drżenie, podniecenie i ciche jęki. Złapałem za pasek, który nadal przewieszony miał przez szyję. Przyciągnąłem go do siebie, zmuszając, żeby się wyprostował i postawił nogę na ziemi. Posuwałem go i jednocześnie zacząłem bawić się jego penisem. Próbowałem skoordynować swoje ruchy, ale nie było to łatwe. W mojej głowie wszystko zaczęło wirować. Instynkty brały nade mną górę. Podobnie działo się z Wiktorem, ponieważ nadal próbował mi odpowiadać. Czułem, że pragnął mocniejszych pieszczot. Pchnąłem go na blat i mocniej go posuwałem. Moje ruchy wywoływały jego coraz głośniejsze piski. Mruknięcia. Jęknięcia. Westchnienia. Musiałem nad sobą zapanować, ponieważ w przeciwnym razie zacząłbym finiszować. Z jednej strony pragnąłem spuścić się wreszcie w nim. Z drugiej marzyłem o tym, żeby to przedłużać. Trochę wbrew sobie zmieniłem tempo. Wchodziłem w niego i zastygałem na kilka sekund. I tak w kółko. Musiałem mocno przytrzymywać jego biodra, żeby nie mógł się poruszać. Słyszałem w jego oddechu zniecierpliwienie. Pragnął więcej, szybciej, mocniej i intensywniej. Okazało się, że i to było dla mnie za dużo. Musiałem ochłonąć. Wyszedłem z niego i ścisnąłem swojego penisa u nasady.
Gdy spojrzałem na Wiktora, napotkałem jego rozbawione spojrzenie.
- Pożałujesz.... - powiedziałem wrednie.
Odwróciłem go szybko przodem do siebie, a następnie posadziłem na blacie. Wszedłem w niego nieco brutalnie i złapałem go mocno za pośladki. Odwróciłem się, mocno go przytrzymując i oparłem się o blat.
- Skoro tak bardzo jest ci do śmiechu, to teraz ty się trochę pomęczysz.
Moja rola sprowadzała się teraz tylko i wyłącznie do asekurowania go oraz podtrzymywania. W tym momencie to on, jeśli chciał, żebyśmy się dalej pieprzyli, musiał się nieźle postarać.
- Drań - jęknął.
Złapał mnie mocniej za ramiona, zaparł się nogami o stół i zaczął się poruszać. Unosił się w górę i korzystając z siły grawitacji, opadał w dół. Towarzyszyły temu jego jęki i coraz bardziej przyśpieszony oddech.
- Kocham cię - wypaliłem, patrząc na niego.
- Zamiast pieprzyć farmazony, pomógłbyś mi.
- Przecież świetnie ci idzie, kochanie. - Wyszczerzyłem się do niego.
W końcu zlitowałem się i zacząłem mu pomagać. Trzymałem go mocno za pośladki i unosiłem go w górę. Wiktor mocniej wtulił się we mnie, a ja go posuwałem, w tej dość niewygodnej pozycji. Niestety powoli nogi zaczęły odmawiać mi posłuszeństwa i zmęczenie zaczęło o sobie dawać znać. Widziałem, że Wiktor coraz bardziej odpływał. Nie potrzebował już zbyt dużo, żeby dojść. Jego ciało pokryte było potem, marszczył czoło i jęczał coraz głośniej. W końcu i on opadł z sił. Spojrzał na mnie i pokręcił głową, dając mi do zrozumienia, że już więcej nie da rady. Miał rozpalone policzki i zamglone spojrzenie, które tak bardzo uwielbiałem.  
Położyłem go znów na blacie, uniosłem mu nogi i umieściłem je na swoich ramionach. Po raz kolejny go posiadłem i po raz kolejny odpowiedział mi zduszony jęk. Poruszałem się wolno, jednocześnie pieszcząc jego penisa. Jego wejście pulsowało i zaciskało się na mnie coraz bardziej. Wiktor odchodził od zmysłów. Wiedziałem, że było mu trochę niewygodnie, leżąc na twardym stole, ale jego zachowanie i jękach oznaczały, że obecnie nie miało to dla niego żadnego znaczenia.
- Na sesję nie mam siły, ale... - przerwałem.
Wiktor spojrzał na mnie ze zdziwieniem. Nie zdążył odpowiedzieć, ponieważ wsunąłem w niego palce tuż obok mojego penisa. Mój ukochany pisnął głośno, ale pod wpływem moich pieszczot i posuwistych ruchów szybko zaczął szczytować. Jego głośny krzyk wypełnił naszą kuchnię. Obaj wiedzieliśmy, że on lubił trochę, a może nawet trochę więcej niż trochę, bólu. Najbardziej jednak uwielbiał wszystko, co mu fundowałem i czego się kompletnie nie spodziewał. Dokładnie tak było i teraz.
Gdy już przestał krzyczeć, zabrałem palce. Po kilku mocnych, szybkich i nieco chaotycznych ruchach, wysunąłem się z niego i doszedłem mu na brzuch. Kiedy moja świadomość przestała krążyć w kosmosie, zacząłem masować Wiktora opuszkami palców. Przesuwałem nimi po jego torsie i brzuchu. Muskałem go delikatnie i czule, wmasowując przy tym nasze spermy w jego rozpaloną skórę. Wiktor miał przymknięte oczy i próbował uspokoić oddech. Po chwili otworzył oczy i spojrzał na mnie. To było to spojrzenie, które wyrażało milion uczuć. Szkoda, że tak rzadko je widziałem. Pochyliłem się i pocałowałem go delikatnie w usta.
- Kocham cię - szepnąłem.
- Głupek - odpowiedział mi.
- Zakochany głupek.
- Plecy mnie bolą. I tyłek.
- Umyję cię i dokładnie wymasuję.
- Już ja znam ten twój masaż.
- Później, bo jestem teraz cholernie zmęczony.
- Więc na zaniesienie mnie do łazienki, nie mam co liczyć? - mruknął rozczarowany.
- Raczej nie. - Uśmiechnąłem się.
Potem obaj staliśmy pod prysznicem. Wiktor nie dość, że mnie umył, to jeszcze dokładnie wymasował. Tak bardzo tego w tej chwili potrzebowałem. Byłem bardzo zmęczony i ledwo trzymałem się na nogach. Bałem się nawet, że zasnę pod prysznicem, ponieważ było mi strasznie błogo i milutko. Później położyliśmy się do łóżka. Razem. Wiktor był wprawdzie wyspany, ale powiedział, że ma ochotę poleżeć dziś w łóżku. Zauważyłem, że położył laptopa na swojej nocnej szafce. Wiedziałem, że jak zasnę, będzie pracował. Nie przeszkadzało mi to, ponieważ będę szczęśliwy, jeśli będzie tuż obok mnie, kiedy się obudzę. Przytuliłem się do niego. 

- Adam, nie powinieneś się zbierać i jechać do Akiego? - zapytał.
- Przecież wszystko załatwiłem.
- Kto poda mu leki?
- Sho.
- Sho?
- Mhm... Gadałem z nim i się zgodził. Wiedziałbyś o tym, gdybyś nie poszedł do kuchni.
- Tak po prostu się zgodził? Niemożliwe. Nie chcę wiedzieć, jak go przekonałeś.
- Powiedział, że i tak zamierza podrzucić Nataniela do Akiego, więc równie dobrze może podać młodemu leki.
Po chwili ziewnąłem i przymknąłem oczy. Nie wiedziałem czemu, ale przypomniało mi się, jak poznałem Adama.
- Czemu się uśmiechasz? - zapytał.
- Przypomniało mi się nasze pierwsze spotkanie. Pamiętasz?
- Jak mógłbym zapomnieć.
- Aż tak ci się spodobałem? A może zakochałeś się we mnie od pierwszego wejrzenia?
- Chyba ty.
- Chyba masz rację. Nieźle musiałem się później postarać, żebyś wreszcie zwrócił na mnie uwagę.
- Zwróciłem.
- Więc czemu byłeś obojętny na mój urok osobisty.
- Jeszcze się pytasz? Moja siostra, która była twoją pacjentką, powiedziała mi, że sporo słyszała na temat twojej niezbyt chlubnej przeszłości.
- No tak. Wiesz, byłem młody, głupi i...
- I?
- Nie znałem jeszcze ciebie.
Wiktor nie odezwał się na to, ale zauważyłem, że na jego ustach pojawił się nieznaczny uśmiech. Byłem pewny, że mnie kochał. A że nie mówił mi tego na każdym kroku? Cóż, nie było to aż tak bardzo ważne. Ważniejsze było to, że leżał teraz obok mnie. Mimo że będzie mu niewygodnie, nie wstał z łóżka i zamierzał pracować, siedząc obok mnie.
Zasypiałem, rozmyślając o tym, jak długo musiałem go zdobywać, o naszym pierwszym razie i o dniu, w którym zgodził się ze mną zamieszkać. Wszystkie obrazy mieszały mi się w głowie i nakładały na siebie. Gdy byłem na granicy jawy i snu, poczułem delikatny pocałunek na swoich wargach i usłyszałem cichy szept.
- Ja też cię kocham. 

Chciałem mu odpowiedzieć, ale nie dałem rady.

A może jego słowa tylko mi się śniły?
Linki:

21 komentarzy:

  1. Urooooczo.
    Jakoś nie przepadam za Wiktorem, choć nieco się z nim utożsamiam xD
    Czuć od niego większy chłód, niż od pasażerów Titanica po tragedii xD
    Ale czekam z utęsknieniem na Marca, bo już mi od miesiąca obiecujesz, mendo :D
    Adaś mój nowy mistrz <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiktor właśnie taki niestety jest :-). Adam musiał się z tym pogodzić.

      Następny rozdział będzie Marca :D, czyli opieki nad Akim i co ważniejsze kary jaką wymyślił dla swojej nieposłuchanej kociej księżniczki :3.

      Usuń
  2. Uuu jednak nowy paring. Bosko. Podobało mi się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uprzedzam wszystkich: Nowy paring nie zagości na stałe w tym opowiadaniu. Na pewno będzie w przyszłości jeszcze wpis Wiktora o tym,jak się poznali i ile Adam musiał się starać, żeby go zdobić, no i jak wprowadzał go w klimat BDSM.

      Usuń
  3. wiktor to jak moje dzięcie co imciu
    adam
    prosze grzecznie
    och sho jaki ty wielkoduszny
    dzien dobroci dla zwierząt chyba byl hahaha
    kawusia tez chce
    ayami

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiktor to Wiktor :D
      Adam jest "panem" Wiktora i robi to, co chce ;-). Przynajmniej teoretycznie.
      Sho wielkoduszny? Raczej nie. Po prostu pewnie pomyślał, że będzie miał okazję się zemścić na Akim. Przecież lista jego przewinień jest ogromna :D. A Sho nie należy do osób, które szybko zapominają i łatwo wybaczają.
      Kawa? Pytaj Wiktora. Chociaż nie liczyłabym na nią, bo nawet Adam nie dostał kawy.

      Usuń
  4. Woooow tego sie nie spodziewałam !!!!
    Czekam na rozdział Wiktora<3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno w przyszłości będzie jego rozdział. Jednak,jak wcześniej pisałam, paring ten nie zagości tutaj na stałe. Na pewno będą się pojawiać, ale jednymi z głównych bohaterów się nie staną.

      Usuń
  5. Nie jestem fanem tego paringu, ale rozdział wyszedł kompletnie romantycznie i uroczo. Mimo że to nie do końca moje klimaty, to dobrze się czytało, nawet fajnie było się tak na chwilę oderwać od głównych wątków.
    Jestem strasznie ciekawy jak Aki zareaguje na to, że to Sho poda mu leki. Coś czuję, że to będzie armagedon :D
    Brawa i życzę weny :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miało być właśnie słodko i romantycznie.

      Wiem, że wszyscy czekają na karę Akiego, ale chciałam was zaskoczyć czymś innym. No i parę osób pisało w komentarzach, żeby napisać rozdział Adama i Wiktora.

      Poza tym rozdział był rownież potrzebny, żeby przemycić wam subtelną informacje: Sho zawita do Akiego i zastąpi Adama :3. Cieszę się, że to zauważyłeś :D.

      Znając strach Akiego przed igłami i zastrzykami oraz to jak bardzo darzy Sho sympatią... na pewno będzie się działo :D

      Usuń
  6. Jacy kochani i uroczy <3 super rozdział;3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie tacy mieli być :D.

      Poza tym nie zawsze w moich opowiadaniach seks musi być powiązany z BDSM ;-)

      Usuń
  7. Gdzie kolejny rozdział? Czy one nie miały wychodzić regularnie? ;__;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko zależy od weny autora i wolnego czasu. Nie chcę wrzucać słabo napisanych rozdziałów.

      Usuń
  8. Jestem! <3
    Tak, tak, odpowiadaj na komentarze i blogi :D

    „Jestem dla was stanowczo za miękki” - och, naprawdę? :3 #miękki sorry, musiałam :D

    Och, jakie długie!!! <3 Właśnie doszłam do wniosku, że masz świetny rozmiar... czcionki. Fajnie i przyjemnie się czyta, bo ja gwałcę swoją :D

    Fajnie, że notka Adamcia. Wiktor taki pracoholik, Adam chyba trochę tez?

    „Na szczęście chłopak zdrowiał z każdym kolejnym dniem.” - no mam nadzieję, również mam nadzieję, że Mareczek mu pomoże i będzie się nim dobrze opiekować :3 :3

    „Nie był zachwycony, usłyszawszy, że Marco bierze wolne do odwołana, ale ostatecznie kiwnął głową” - SHO, czapki z głów, tak naprawdę to szacun, chłopie. Może się wyrobi.

    „Gdyby jego stan zaczął się pogarszać, miałbym do siebie pretensje za to, że uległem ich namowom i byłem zwyczajnie lekkomyślny.” - a to chyba nie perfekcjonizm, tylko zwykła odpowiedzialność. Mądra, dojrzała głowa Adama :)

    Praca pewnie nie tylko go zaskakiwała, ale i męczyła psychicznie? Nie tylko fizycznie, ale tez emocjonalnie. No ale istnieją dobre sposoby na odstresowanie się :3

    „Uśmiechnąłem się na widok nieregularnego kształtu, który skrywała kołdra.” - ja wiem, że chodzi o hot ciałko śpiącego Wiktora, ale te nieregularne kształty skojarzyły mi się z erekcją :3

    Wiktor pedantyczny? Och :)

    Co do lekko ciepłego prysznica, to ja też nie rozumiem Adama. Tylko u mnie chodzi o to, że... taka leciutko ciepła woda mnie drażni :D jakby brakowało jej mocy.

    „Wsunąłem się do łóżka, uważając, żeby nie obudzić mojego ukochanego, który nadal słodko spał.” - kochany.

    „Tulił się do mnie, całował i kokietował mnie. Kolejnego dnia był z tego powodu bardzo zawstydzony i trochę obrażony” - och, nie! Nie bądź obrażony, Adam ma rację, to musiało wyglądać uroczo :)

    #druga głęboko skrywana natura Wiktora mode on

    „Początkowo trudno było mi się do tego przyzwyczaić, ponieważ najchętniej ciągle bym go przytulał, całował, dotykał” Adam coraz bardziej zaskakuje <3 a ja coraz bardziej go kocham :D

    „Mówiąc wprost: byłem niezłym podrywaczem” - CHYBA RUCHACZEM :D

    niegrzeczny chłopczyk :D

    O cholera, Wiktor, no chłopie, nie bądź takim tsundere :(

    „Widziałem jednak, że szybki numerek na kuchennym stole nie wchodził w grę” taka strata :/

    #podryw na kawę <3 <3 aaaaach

    „Mój penis już od dawna stał na baczność i przypominał mi o tym, że od tygodnia nie spuściłem zbierającego się w nim napięcia” - biedny, a samogwałt?

    Jaki lód!!! uwielbiam, jak ocierają się fiucikami :3

    „Sztuką było wywołać u niego całkowitą uległość i pokorę” to co kotki lubią najbardziej :3

    Rimming :3 <3

    Matko, ale cudownie się zgrali, aż się nakręciłam. Adamie, ty uwodzicielu, ruchaczu i sadysto <3 kocham.

    Fajnie się czyta, jak biedny, napalony Adam musi się kontrolować. Lubię narrację strony dominującej.

    „- Kocham cię - wypaliłem, patrząc na niego. 
    - Zamiast pieprzyć farmazony, pomógłbyś mi.” <3

    Adam musi mieć zajebiście silne nogi i piękne uda.

    „To było to spojrzenie, które wyrażało milion uczuć.” <3 zakochane?

    „Tak po prostu się zgodził? Niemożliwe. Nie chcę wiedzieć, jak go przekonałeś.” :3 a ja chcę wiedzieć :3

    „- No tak. Wiesz, byłem młody, głupi i... 
    - I? 
    - Nie znałem jeszcze ciebie.” och ach <3

    Mimo wszystko są dobraną parą, taką prawdziwą, nieprzesłodzoną :d

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1. Tak, tak, odpowiadaj na komentarze i blogi :D
      Wiem, wiem, że zaniedbałam Was wszystkich :-(

      2. „Jestem dla was stanowczo za miękki”
      Szczerze? To samo myślałam, jak to pisałam :D.

      3. Początkowo miałam wrażenie, że czcionka jest za duża, ale przy długich rozdziałach wydaje mi się, że to stanowi jej zaletę.

      4. Obaj to pracoholicy ;-)

      5. O Marcu i opiece nad Akim będzie w kolejnym rozdziale, jak się wreszcie wezmę na poważnie za jego napisanie :D.

      6. Jak na Sho to wielki postęp. I to w dodatku wolne po to żeby opiekować się Akim, który notorycznie wnerwia Sho :D.

      7. Tak, Adam jest bardzo odpowiedzialny.

      8. Odstresowanie się :D. Tylko Wiktor jest trochę oporny, jeśli chodzi o "to"odstresowywanie się :D.

      9. Wiktor naprawdę grzecznie spał pod kołderką. Cóż za skojarzenia <3

      10. Tak, Wiktor to straszny pedant.

      11. Adam ma różne upodobania. Może kiedyś o nich jeszcze będzie :D.

      12. Bo Adam bardzo kocha Wiktora.

      13. Na Sylwestrze Wiktor popłynął, stąd jego niecodzienne zachowanie. Wiktor po prostu jest całkowitym zaprzeczeniem słodkiego ukesia :D.

      14. Adam z kolei to taki słodki domin :D. Kiedy trzeba jest "Panem", ale w gruncie rzeczy to słodziak.

      15. Ruchaczem :D - to też :D

      16. Wiktor jest jaki jest. Może Adam w przyszłości go trochę zmieni.

      17. Szybkie numerki zostawmy dla kogoś innego :D. Może powinnam przeprowadzić ankietę, komu go dać:D.

      18. Kawa stanowiła początek gry. Nie wiem czemu, ale dla mnie była to bardzo zmysłowa scena.

      19. Samogwałtu nie było :-(. I kolejna ankieta :D. Czyj samogwałt mam opisać?

      20. Ocieranie się... :D

      21. Autorka też to lubi. Zawsze bardziej podobało mi się, jak Pan łamie psychicznie uległego. Nie sztuką jest przecież kogoś zlać. Sztuką jest sprawić, żeby stał się całkowicie uległy i pokorny z własnej woli.

      22. Rimming :3

      23. Adam ma po prostu wrodzony urok osobisty :D

      24. Ja też lubię narrację strony dominującej. Dokładnie, chodzi o pokazanie, że domin nie tylko ma frajdę z zadawania "cierpienia" uległemu. Musi się bardzo kontrolować i reagować na najmniejsze gesty uległego, żeby go nie skrzywdzić (psychicznie i fizycznie).

      25. Każdy domin powinien mieć silne uda i umięśnione ręce, żeby nosić na rękach uległego :3

      26. W notce Wiktora będzie, co on czuje do Adama. Kiedy ta notka się pojawi? Nie wiem. Bo Adam i Wiktor nie są głównymi bohaterami tego opowiadania.

      27. Pomyśl :D. Jak Sho mógł się nie zgodzić, skoro miał szansę odegrać się trochę na Akim za jego szczeniackie zachowanie :D. Przecież strach przed igłami i zastrzykami nie stanowi już tajemnicy XD.

      28. Adam totalnie się zakochał i nieźle natrudził, żeby zdobyć Wiktora.

      29. Chciałam, żeby byli prawdziwi :D. Cieszę się, że to mi się udało :D

      Usuń
  9. Odpowiedzi
    1. Znak kontraktu z mojego ukochanego anime i ukochanej mangi <3

      Usuń
  10. Odpowiedzi
    1. Tak, na internecie znalazłam symbol kontraktu z Kuroshitsuji. Po kilku obróbkach graficznych powstało właśnie takie tło :D.

      Usuń
  11. Akiś to jednak szczęściarz.
    Że też Marco tak odwleka jego karę. Toż to już prawie miesiąc.

    OdpowiedzUsuń